[519.] Projekt denko edycja marcowa!

[519.] Projekt denko edycja marcowa!


Kwiecień upłynął mi szybko niczym pstryknięcie palców i nie znalazłam czasu, by opublikować marcowe denko... Dziś chciałabym nadrobić zaległości i pocieszyć tych z Was, którzy czekali na ten post, że w maju ukaże się jeszcze jeden, z denkiem kwietniowym! Przejdźmy więc do nadrobienia zaległości, ponieważ w denku znajdziecie kilka ciekawych propozycji!


Pielęgnacja twarzy
 

Łagodząca pomadka ochronna Vianek 
Bardzo spodobał mi się pomysł wypuszczenia na rynek pomadek przez markę Vianek - pomadki Sylveco mają stałe grono zwolenników, które wciąż się rozwija, jednak nadanie pomadkom apetycznych aromatów dodatkowo zwiększa ich atrakcyjność! 

Miałam wszystkie pomadki Vianek i wersja bananowa niestety najmniej przypadła mi do gustu - jest bardzo słodka! Z całą pewnością przypadnie do gustu tym z Was, które lubią łakocie, słodkie aromaty a także dzieciakom (Producent poleca ją dla Milusińskich!) - osobiście nie uważam tego aromatu za cechę, która przekreśliłaby dla mnie tę pomadkę. Upodobania względem smaków i zapachów są kwestiami bardzo indywidualnymi. Pomadka wzorowo wywiązuje się z postawionych przed nią obowiązków - chroni i nawilża usta, pozostawia lekki, zmiękczający film. 

Pomadki Vianek różnią się od Sylveco nie tylko dodatkiem kompozycji zapachowej - pomadki Sylveco mają w składzie betulinę, którą doceniam ze względu na skuteczne działanie przeciwwirusowe. Odstawiając pomadki Sylveco na rzecz Vianka niestety opryszczka zagościła na moich ustach przy pierwszej możliwej okazji (zmiana klimatu, wystarczył weekend w klimacie śródziemnomorskim). Jestem jednak osobą, która ma kilka pomadek - w łazience, w pracy, w torebce, przy laptopie - by zawsze mieć je pod ręką (od dziecka mam problem z suchością warg, ich pękaniem i pierzchnięciem). Dlatego część moich zasobów z pewnością będzie stanowić Sylveco (najbardziej lubię wersję podstawową, brzozową z betuliną) a część Vianek (z pewnością zaopatrzę się jeszcze w wersję kojącą i odżywczą!)

Pielęgnacja ust w sposób naturalny

Cena: 10 zł / 4.6g
Link do sklepu

Przeciwstarzeniowy krem pod oczy bi good
W poście dotyczącym kosmetyków przywiezionych z Austrii wspominałam Wam, że mam wyjątkowo wrażliwą okolicę oczu i kremy pod oczy to grupa kosmetyków, która najczęściej mnie uczula. Niestety, podobnie było w przypadku kremu bi good - po nocy spędzonej z tym kremem  budziłam się z suchymi, zaropiałymi i przekrwionymi oczami. Jednocześnie towarzyszył mi lekki obrzęk oraz tkliwość powiek. 

Szkoda, ponieważ krem miał wzorowy skład, treściwą i mocno nawilżającą konsystencję a także przyjemny, delikatny aromat. Cena była niezwykle atrakcyjna i sądzę, że jeśli będę kiedyś znów w Austrii, to skuszę się na kolejny egzemplarz ale innego rodzaju - a nóż okaże się bardziej pasować mojej skórze! Jeśli i Wy będziecie miały kiedyś okazję zawitać do austriackiej sieci drogerii BIPA to koniecznie pamiętajcie o marce bi good - zdecydowana większość kosmetyków jakie stosowałam z tej marki okazało się perełkami w bardzo przystępnych cenach! Po raz kolejny przekonałam się, że cena nie idzie w parze z jakością - wśród kosmetyków z przystępnej półki cenowej jak najbardziej można znaleźć preparaty o wzorowych składach i wysokiej skuteczności!

Natomiast krem pod oczy bi good znalazł u mnie zastosowanie jako... krem do rąk w wersji do torebki! Małe opakowanie nie obciążało i tak już okazałej torebki a konsystencja kosmetyku była na prawdę mocno nawilżająca i spisywała się także w przypadku pielęgnacji rąk!

Kosmetyki z Austrii

Cena: ok. 16 zł / 15 ml
Link do sklepu 


Nawilżająca emulsja myjąca do twarzy Vianek
Nawilżenie to podstawa działania przeciwstarzeniowego - a najłatwiej spowodować odwodnienie cery poprzez stosowanie zbyt mocnych kosmetyków myjących. Pracując jeszcze na stanowisku dermokonsultantki zauważyłam, że dużo ładniejsze cery miały Panie w wieku dojrzałym, które deklarowały, że mają cery suche i myją je przy pomocy mleczek lub emulsji niż ich rówieśniczki deklarujące posiadanie cer tłustych i myjące je mocnymi żelami (odnosiłam wręcz wrażenie, że te cery były "zmęczone" tak agresywnym traktowaniem- często pojawiał się problem ważenia podkładu, ziemistości cery, mocno rozszerzonych porów i braku elastyczności skóry). Dlatego staram się oczyszczać skórę delikatnymi kosmetykami - stąd moje zamiłowanie do pianek, emulsji i mleczek, które często przewijają się na blogu ostatnimi czasy. 

Do emulsji nawilżającej Vianek bardzo lubię wracać, ponieważ jest to kosmetyk łączący w sobie skuteczność oczyszczania żelu a delikatności mleczka. Kosmetyk nie pieni się i jest równie delikatny jak mleczko jednak w przeciwieństwie do niego nie pozostawia na skórze nawet najmniejszego uczucia filmu.

Gdy zastanawiałam się nad wyborem kosmetyku myjącego odruchowo sięgnęłam po emulsję Vianek jako kosmetyk dobrze mi znany i odpowiadający mojej cerze - a po zakupach żałowałam, że nie kupiłam wersji łagodzącej - jeszcze jej nie miałam i jestem bardzo ciekawa, jak ona się spisze! Z pewnością następnym razem wybierając kosmetyk do oczyszczania dogłębnego (nie demakijażu!) zdecyduję się na wersję łagodzącą.


Cena: ok. 18 zł / 150 ml
Link do sklepu


Regenerująca maseczka do twarzy Natura Siberica
Miałam już kilka maseczek do twarzy Natura Siberica i bardzo dobrze się u mnie spisują! Charakteryzują się treściwą, zbitą konsystencją w postaci gęstego kremu. Nie są tłuste i nie pozostawiają filmu, który mógłby przeszkadzać cerom tłustym a jednocześnie mocno nawilżają.

Wersja regenerująca (lub też energetyzująca - w różnych sklepach różnie jest opisywana) również charakteryzuje się taką konsystencją. Zdecydowałam się na nią ze względu na obecność substancji bogatych w witaminę C i jest to jedna z moich ulubionych maseczek o działaniu uszczelniającym naczynka. Znajdziemy w niej m. in. olej rokitnikowy i ekstrakt z jarzębiny o właściwościach łagodzących zaczerwienienia.

Maseczka nie zapycha skóry, łatwo się spłukuje pozostawiając cerę gładką i mocno nawilżoną. Już zaczęłam za nią tęsknić, ale chyba prędzej wypróbuję inne wersje maseczek Natura Siberica, ponieważ jest ich kilka i wszystkie bardzo mnie kuszą. Ah, na sam koniec wspomnę, że maseczki Natura Siberica są bardzo wydajne!

Pielęgnacja cery naczynkowej

Cena: ok. 25 zł / 75 ml



Serum dla koneserów Asoa
Na kosmetyki Asoa wpadłam troszkę przez przypadek - ich stoisko na pierwszej edycji targów EkoCuda w Warszawie z daleka przyciągało uwagę! Jednym z pierwszych kosmetyków tej firmy jakie wypróbowałam było serum dla koneserów - i zakochałam się w nim od pierwszego użycia!
Kosmetyk ten przypadnie tym z Was, które poszukują serum o emulsyjnej formule, które dobrze spisują się pod olejami. Nie zapycha, mocno nawilża i uelastycznia skórę a to, co najbardziej mi się w nim podoba to to, że już po pierwszym użyciu skóra wygląda na bardziej wypoczętą! Systematycznie stosowany daje szybkie rezultaty w postaci wyciszonej gry naczyń krwionośnych oraz promiennej, pełnej blasku cery.

Pełna recenzja


Cena: ok. 35 zł / 30 ml
Link do sklepu


Serum rewitalizacja Asoa (nowa wersja)
Zachwycona działaniem serum dla koneserów, postanowiłam wypróbować inne serum firmy Asoa. Na pierwszy ogień poszło serum Rewitalizacja - w przeciwieństwie do wcześniejszego kosmetyku, to serum ma olejową formułę. Warto o tym pamiętać, ponieważ oleje - chociaż niezastąpione w pielęgnacji - nie każdej osobie odpowiadają stosowane w stanie czystym bezpośrednio na skórę. Osobiście nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian na skórze, serum nie spowodowało u mnie niedoskonałości a wręcz pomagało im szybciej się goić!

Serum Rewitalizacja posiada witaminy E, A i C ukrytych w postaci bogactwa zimnotłoczonych olejów. Ponadto w składzie obecny jest kwas hialuronowy o właściwościach nawilżających - to bardzo unikatowa formuła, ponieważ ciężko jest uzyskać kosmetyk olejowy z dodatkiem humektantu. Stąd też formuła serum chociaż wyraźnie olejowa, jest jednocześnie lekko żelowa i aplikuje się ją odrobinę inaczej niż typowo olejowe formuły - czuć pod palcami pewną gładkość, bardzo charakterystyczną dla kwasu hialuronowego. 

Serum stosowałam pod krem na noc 1-2x w tygodniu (zaszalałam sobie i zrobiłam krem na noc z Syn-Coll`em!) a także miałam na nim wykonywany masaż 1x w tygodniu. Po zastosowaniu skóra jest mocno nawilżona, jędrna, elastyczna a także miękka i przyjemna w dotyku! Jeśli Wasze skóry lubią olejowe formuły, zdecydowanie polecam!

Na sam koniec dodam, że było to moje drugie opakowanie kosmetyku - nowa wersja serum Asoa jest bogate w olej z marchwi zamiast czysty retinol w myśl zasady, iż retinol nawet pod łagodną postacią palmitynianu retinylu może być szkodliwy po ekspozycji na promieniowanie UV. Duży plus za to, że firma trzyma rękę na pulsie i dostosowuje się do oczekiwań klientów!

Cena: ok. 75 zł / 30 ml


Krem arganowy na dzień i na noc Fair Squared
Marka Fair Squared również przekonała mnie do siebie wyjątkowo staranie opracowanymi formułami, wysoką zawartością substancji aktywnych, które gwarantują skuteczność działania kosmetyku a także mnogością certyfikatów. Kosmetyki Fair Squared są tworzone w myśl zasad sprawiedliwego handlu, za co ogromny plus!

Krem arganowy ma wyjątkowo przyjemną konsystencję, która z pewnością spisze się w trakcie nadchodzących, upalnych nocy i wieczorów - jest lekka, na granicy pomiędzy żelem a kremem (kosmetykiem emulsyjnym). Kojarzycie krem z irysem Eco Laboratorie SPF 15? Krem arganowy Fair Squared ma niemal identyczną konsystencję a w dodatku o niebo lepszy skład! Osoby o cerach skłonnych do komedogenności mogą być spokojne, ponieważ krem wchłania się całkowicie a jednocześnie silnie nawilża i odżywia skórę. Wysoka zawartość substancji aktywnych (w tym oleju arganowego!) przyczynia się do działania antyoksydacyjnego i tym samym opóźnienia procesów starzenia się skóry!

Pełna recenzja

Cena: ok. 55 zł / 30 ml
Link do sklepu 


Pasta do zębów Dentamentin 
Pasta zakupiona we Włoszech i niestety nie spotkałam się z nią na Polskim rynku. Wzorowy skład, naturalny i prosty. Bardzo przyjemnie odświeża oddech a także nie powoduje nadreaktywności czy krwawienia dziąseł.


Pielęgnacja włosów

Naturalny szampon dodający objętości bi good
Od dłuższego czasu poszukiwałam kosmetyków, które dodadzą włosom objętości. Jednym z testowanych przeze mnie produktów był szampon bi good. Miał skład, o który ciężko w Polsce - był na bazie glukozydu laurylowego, bez żadnych anionowych środków powierzchniowo-czynnych. Takie szampony ma jedynie firma Sylveco i Babydream- jeśli znacie jakieś inne szampony o tak delikatnych składach, dajcie mi proszę znać!  


Szampon bi good faktycznie dodawał włosom objętości ale jednocześnie lekko puszył ich długość - z tego względu nie mogłam sięgać po niego podczas każdego mycia lecz stosowałam go zamiennie z odżywczym szamponem Vianek, który pięknie wygładza i nabłyszcza włosy. W takiej konfiguracji włosy zyskiwały pewną lekkość ale wciąż pozostawały zdyscyplinowane i gładkie.
Niestety, poszukiwania kosmetyków zwiększających objętość były trudne - używałam kilku produktów ale żaden nie spisał się u mnie w 100%. Najlepszym sposobem na uzyskanie objętości okazało się umiejętne cięcie u fryzjera - włosy zostały przycięte w taki sposób, że zaczęły się dużo lepiej układać, jednocześnie nie straciły na długości! Gdyby ktoś szukał dobrej Fryzjerki, która zna się na naturalnej pielęgnacji włosów i doskonale wie, jak je podcinać, to polecam Salon Butterfly!

Cena: ok. 13 zł / 200 ml
Link do sklepu


Farba do włosów fito color 
Jedynym kosmetykiem, którego nie potrafię zmienić na naturalny, to farba do włosów Montibello Oalia 7.44 z której pomocą rozjaśniam odrosty, by w następnej kolejności przy pomocy czystej henny móc uzyskać płomienny, lecz naturalnie wyglądający odcień rudości.

Próbowałam rozjaśniać włosy kwasem jabłkowym i efekt był zadowalający w kwestii "stonowania" odrostu - niestety mimo kolejnych prób nie udało mi się uzyskać na tyle rozjaśnionego odrostu by henna złapała w rudym a nie mahoniowym kolorze.

Postanowiłam więc znaleźć farbę o lepszym składzie niż Montibello, ponieważ aż mnie kole w oczy ilość potencjalnie szkodliwych substancji zawarta w tej farbie. Ciekawą opcją wydawała się farba fito color - wg Producenta odcień jaki miałam uzyskać miał być intensywnie rudy a w dodatku cena była bardzo zachęcająca do zakupu - 10 zł! 

Z farbą wiązałam wielkie nadzieje i całe szczęście, że zdecydowałam się wykonać próbę na samym pasemku włosa! Już podczas mieszania farby z antyoksydantem nie podobała mi się budyniowa, rozwarstwiająca się formuła - ale to jeszcze nie powód, by kosmetyk skreślać. Mniejsza ilość chemii w kosmetyku często sprawia, że formulacja odbiega od naszych dotychczasowych przyzwyczajeń. Niestety, farba na pasemku kompletnie się nie spisała, ponieważ nie złapała na rudy kolor ale brązowo-mahoniowy pomimo, iż zawarty w opakowaniu oksydant wynosił aż 9% (przy farbie Montibello stosuję oksydant 6,6%) ! 

Sądzę, że systematyczne stosowanie tak wysokiego stężenia antyoksydantu mogłoby znacznie odbić się na kondycji moich włosów, także na razie odpuszczam poszukiwania innej farby. Zamiast tego postanowiłam wykonać balejaż, by odrost nie raził aż tak w oczy i żebym mogła rzadziej sięgać po farbę chemiczną. Balejaż wykonywałam samodzielnie, było to troszkę niezdarne ale wyszło znośnie - z każdym kolejnym razem na pewno będzie lepiej!

Cena: ok. 10 zł / 1 op.
Link do sklepu



 
Bioferment z bambusa EcoSPA
To już jest klasyk - przewija się przez moje denka systematycznie od ponad roku i jestem pewna, że nieprędko z niego zrezygnuję! To mój ulubiony kosmetyk do zabezpieczania i wygładzania końcówek włosów. Nadaje im pewną sztywność, lekko je prostuje dzięki czemu uzyskuję efekt "tafli" -  nie przetłuszcza włosów i nie powoduje ich obciążenia! Z pewnością spisze się u osób o włosach skłonnych do tracenia na objętości, które łatwo jest obciążyć.

Pełna recenzja

Cena: ok. 20 zł / 30 ml
Link do sklepu 


Intensywnie wzmacniająca maska do włosów Vianek
Kolejny kosmetyk na tropie poszukiwań ideału dodającego objętości. Jest to kosmetyk z bardzo dużą zawartością protein, dlatego po zastosowaniu mam efekt lekko spuszonych włosów, jednak do stosowania sporadycznego lecz systematycznego jest idealna! Bardzo mi pomaga w zachowaniu równowagi PEH w pielęgnacji włosów.


By minimalizować efekt puszenia się włosów nakładam maskę przed myciem. Takie działanie ma również inne plusy - nakładam maskę na skórę głowy, dzięki czemu substancje aktywne mają szansę oddziaływać także na cebulki włosów!
Bardzo podoba mi się zrównoważenie wysokiej zawartości protein olejem ze słodkich migdałów a także biodegradowalnymi, nieszkodliwymi dla środowiska analogami silikonów - Isoamyl Laurate oraz Isoamyl Cocoate! Dzięki nim włosy dają się łatwo rozczesać, są śliskie i sypkie. Dodatek aloesu sprawia, że skład maski jest różnorodny i zbilansowany pod względem PEH. Jestem w trakcie zużywania kolejnego opakowania i szczerze polecam wypróbować tę maskę, ponieważ ma ona spory potencjał!

Pełna recenzja



Cena: ok. 23 zł / 150 ml
Link do sklepu


 Pielęgnacja ciała


Żel myjący do ciała Biolaven
Ten żel pokochałam na nowo i posypuję głowę popiołem, jak mogłam o nim zapomnieć?! Oczarowana zapachami żeli Vianek kompletnie zapomniałam o innych markach firmy Sylveco. Ot, automatycznie kupując znany mi żel sięgałam po Vianek, ponieważ ma bardzo szeroką ofertę pod względem zapachów. Tym razem jednak postanowiłam przypomnieć sobie żel myjący do ciała Biolaven i już wiem, dlaczego kiedyś go tak bardzo lubiłam!

Przede wszystkim charakteryzuje się gęstszą konsystencją niż żele Vianek - już niewielka ilość żelu wystarcza do umycia całego ciała! Bardzo dobrze spisuje się w połączeniu z gąbką lub też spieniaczem. Po zastosowaniu pozostawia skórę przyjemnie gładką, miękką i nawilżoną! Systematycznie stosowany sprawia, że nie odczuwamy potrzeby częstego sięgania po balsam!

Cena: ok. 20 zł / 30 ml
Link do sklepu


Mydło kuchenne Yope
Dobieranie delikatnych substancji myjących w kosmetykach mających kontakt z dłońmi przekłada się na znaczą poprawę ich nawilżenia a także minimalizowanie powstawania suchych skórek. Mydło Yope jest ze mną już od ponad roku i wykorzystuję je do mycia naczyń. Skład tego mydła bardziej mi odpowiada niż płynu do mycia naczyń tej samej marki, który jest na silnej substancji myjącej - Sodium Coco-Sulfate. Silniejsza substancja myjąca może dawać lepszy efekt mycia w przypadku tłustych czy przypalonych garnków i naczyń. O ile tłustego ani smażonego nie jadam, o tyle jestem mistrzem w przypalaniu potraw i mydło kuchenne Yope jeszcze nigdy mnie nie zawiodło - zawsze bezproblemowo udaje mi się domyć naczynia.

Całkowita rezygnacja z kosmetyków i środków chemii gospodarczej, które zawierały agresywne substancje myjące jak SLS sprawiły, że stan skóry na dłoniach znacznie się u mnie poprawił - problem suchych skórek wokół paznokci został całkowicie i trwale zażegnany! Nawracają tylko wtedy, gdy przebywam poza mieszkaniem czy miejscem pracy, czyli tam, gdzie mam styczność z silnymi środkami myjącymi.


Cena: ok. 16 zł / 500 ml
Link do sklepu


Peeling do ciała Mango i Cukier Organic Shop
Z tej marki miałam już kilka peelingów jednak żaden nie spisał się u mnie aż tak dobrze, jak wersja Mango! Dziękuję Marcie ze sklepu Chmielobrody za zwrócenie mi uwagi na tę wersję! Faktycznie peeling wydaje się być odrobinę mocniejszy i bardziej skuteczny niż pozostałe wersje ale nie powoduje nieprzyjemnego drapania czy zbyt mocnego zdzierania skóry. Podczas stosowania w powietrzu unosi się bardzo przyjemny, energetyzujący zapach mango! Po zastosowaniu skóra jest wyraźnie bardziej gładka i miękka niż przy innych peelingach tej samej firmy - wciąż jednak słabsza niż peelingi Vianek. Ale to żaden minus - ile skór, tyle przypadków i znam osoby, które preferowałyby lżejszy film na skórze. Jeśli i Wy pasujecie do grona zwolenniczek kosmetyków o formułach nawilżających ale nie pozostawiających wyczuwalnego i treściwego filmu, polecam wypróbować! Tylko nie wykupcie mi całych zapasów ;).


Cena: ok. 10 zł / 250 ml
Link do sklepu


Peeling do ciała z olejem migdałowym i masłem shea Wellness & Beauty
Ten peeling niesamowicie pozytywnie mnie zaskoczył i z pewnością pozostanę przy nim na dłużej! Z ciekawości zerknęłam co ma w składzie i bardzo pozytywnie zaskoczył mnie prosty, naturalny skład w dodatku w przystępnej cenie! 

Działanie peelingu także bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło - przede wszystkim produkt ma wysokie stężenie drobinek złuszczających (sól), dzięki czemu nie trzeba wiele by wykonać dokładny masaż na dużym obszarze skóry. Peeling jest intensywny, polecam zwłaszcza osobom lubiącym ostrzejsze peelingi (osobiście uwielbiam solne i najczęściej wybieranym przeze mnie dotychczas peelingiem był energetyzująco-detoksykujący Vianek). Pamiętajcie jednak, że sól będzie szczypać, jeśli macie jakieś podrażnienia na skórze!

Po zastosowaniu skóra jest niesamowicie gładka - wręcz śliska, ale nie tłusta, na prawdę przypomina w dotyku jedwab! W dodatku jest elastyczna i sprawia wrażenie bardziej napiętej. Peeling ma intensywny zapach, który wąchany wprost z opakowania może wydawać się duszący, jednak podczas masażu zapewnia jedynie miły i wyczuwalny, pudrowy aromat, który utrzymuje się na skórze przez kilka godzin!

Z pewnością wypróbuję także inne wersje zapachowe peelingów Wellness & Beauty, jednak na razie tak pokochałam zapach tego peelingu, że zdecydowałam się na zakup tej samej wersji!

Pełna recenzja

Cena: ok. 14 zł / 300 g
Link do sklepu
_____________________________________


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? A może udało mi się Was czymś zainteresować?

Czekam na Wasze opinie i doświadczenia!

Pozdrawiam serdecznie,

[518.] Ulubieńcy ostatnich tygodni!

[518.] Ulubieńcy ostatnich tygodni!

Poprzednie denko jakie Wam pokazywałam było obszerne w mało znane kosmetyki - wszystkie jednak charakteryzowały się wzorowym składem INCI! Z racji tego, że wykończyłam sporą część swoich zapasów kosmetycznych, zaczęłam szukać nowości. Dziś, pod hasłem "Ulubieńców" chciałabym pokazać Wam kilka ciekawych produktów!


Mleczko do oczyszczania twarzy Naturativ


Nawilżenie jest podstawą działania przeciwstarzeniowego, dlatego wybieram kosmetyki delikatnie oczyszczające, które nie dają efektu ściągania skóry po umyciu oraz dyskomfortu. W ten sposób mam pewność, że ochronna bariera hydrolipidowa mojej skóry nie została naruszona. 


Systematycznie dostaję od Was pytania o kosmetyki Naturativ. Dotychczas stosowałam jedynie ich kojąco-liftingującą maskę 360°AOX, którą bardzo mile wspominam, dlatego postanowiłam, że najwyższa pora wypróbować kolejny ich produkt zwłaszcza, że posiadają wzorowe składy INCI! Jest to jedna z niewielu firm kosmetycznych w przypadku której można brać produkty "w ciemno" ponieważ zawsze mają bezpieczny i naturalny skład.

Mleczko pozytywnie zaskoczyło mnie swoim działaniem, ponieważ bardzo sprawnie radzi sobie z demakijażem chociaż posiada bardzo lekką konsystencję! Nie jest tłuste, nie pozostawia na twarzy nadmiernie treściwego filmu ale po zastosowaniu skóra jest miękka i gładka. Mleczko łagodzi zaczerwienienia cery, nie powoduje wzmożenia jej reaktywności. 

Kosmetyk jest bardzo wydajny, już niewielka ilość wystarcza do rozprowadzenia po sporej powierzchni skóry. Podczas jego stosowania nie zaobserwowałam czopowania ujść gruczołów łojowych czy wzmożenia trądziku, wręcz przeciwnie - niechciani goście, którzy pojawili się na mojej twarzy np. pod wpływem grzeszków dietetycznych szybko i sprawnie znikali! Sądzę, że bardzo dobre właściwości regeneracyjne cery mogły wynikać m. in. z obecności kojących ekstraktów w tym mleczku jak prawoślaz i rumianek solny:

Aqua, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Propanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Althaea Officinalis Root Extract, Tripleurospermum Maritima Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Carrageenan Chondrus Crispus, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum

Cena: ok. 60 zł / 200 ml


Peeling myjący do twarzy Be Organic


1x w tygodniu wykonuję peeling - przypominam, że zbyt częste wykonywanie peelingów przyczynia się do wzmożenia problemów z cerą i z tego powodu coraz mniej Producentów zaleca stosowanie peelingów 2-3x w tyg. jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu (kosmetologia to bardzo dynamicznie rozwijająca się gałąź nauk medycznych!). Osobiście odradzam także stosowanie preparatów z kwasami jako właśnie wyjątkowo stwarzających ryzyko nadmiernego złuszczania naskórka. Więcej o nadmiernym złuszczaniu wspominałam w I i II części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka natomiast owo Kompendium składa się aż z 5 części, dlatego odsyłam Was do sekcji "Pielęgnacja", gdzie są wszystkie wypisane.


Na kosmetyki marki Be Organic czaiłam się od dłuższego czasu i szukając peelingu moją uwagę przykuła właśnie ta marka. Peeling jest zamknięty w dużej butelce (aż 200 ml!) co jest gwarancją jego wydajności. Już w pierwszym kontakcie zachwycił mnie swoim świeżym aromatem z cytrusową nutą!

Ten peeling jest bardzo uniwersalnym kosmetykiem i wyjątkowo mogłabym go polecić do wszystkich typów cer (jedynie za wyjątkiem tych z aktywnym, ropnym trądzikiem, ponieważ w tym wypadku ogólnie odradzane są peelingi ziarniste) - posiada niewielkie drobinki złuszczające, które jednak skutecznie złuszczają martwy naskórek. Nie dajcie się zwieść jego pozornej delikatności! Złuszcza skutecznie ale jednocześnie nie podrażnia skóry, nie wzmaga jej reaktywności czy zaczerwienień. Dzięki odpowiedniej sile nacisku dłoni na drobinki jesteśmy w stanie stopniować intensywność peelingu w zależności od preferencji naszej skóry - jest to niezwykle istotne w przypadku cer mieszanych, gdzie różne partie twarzy wymagają różnej siły peelingu. 

Produkt bardzo łatwo zmywa się z twarzy, nie pozostawia żadnego filmu, co z pewnością przypadnie do gustu osobom o cerach z problemem komedogenności. Pozostawia skórę jedwabiście gładką i gotową na dalsze czynności pielęgnacyjne. Peelingi, które nie pozostawiają filmu na skórze (i które zawierają w sobie substancje myjące, które stosujemy w zamian za kosmetyk do oczyszczania dogłębnego) są idealne do stosowania przed przeróżnymi rodzajami serum i maseczek, ponieważ brak zalegających mas martwych komórek naskórka substancje z kosmetyków mają szansę lepiej oddziaływać na skórę!

Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Propanediol, Capryl/Cocamidopropyl Betaine, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Sodium Cocoamphoacetate, Oryza Sativa Powder, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Cellulose Gum, Carrageenan, Parfum, Ceratonia Siliqua Gum, Sucrose, Dehydroacetic Acid, Ginko Biloba Leaf Extract, Vitis Vinifera Leaf Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Cena: ok. 45 zł / 200 ml (aktualnie na stronie Producenta są promocje: peeling kosztuje ok. 35 zł a przy zakupie dowolnego kosmetyku można go dostać już za 1 zł!)


Hydrolat z róży damasceńskiej Cztery Szpaki


Uwialbiam hydrolaty różane - był to pierwszy rodzaj hydrolatu po jaki sięgnęłam na początku mojej przygody z naturalną pielęgnacją i wciąż do niego powracam. Testuję przeróżne marki i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł! Jednak w przypadku hydrolatów jest jeden, malutki ale robiący różnicę haczyk...

Chociaż nazwa "hydrolat różany" i "woda różana" zazwyczaj stosowane są zamiennie, to powinniśmy je rozróżniać. Hydrolat różany jest surowcem o znacząco niskim pH przez co po powoduje podrażnienia i zaczerwienienia u wielu osób. Natomiast wodą różaną nazywane są roztwory hydrolatu różanego z wodą o bezpieczniejszym pH zbliżonym do fizjologicznego a także woda z niewielką ilością dodatku olejku eterycznego z róży i substancjami regulującymi pH. Większość "hydrolatów" jakie miałam przyjemność stosować były właśnie wodami różanymi- nie uważam tego jednak za minus! Woda różana jest dużo lepszym wyborem w przypadku osób początkujących lub też tych z Was, które mają cerę wrażliwą, czy naczynkową. Woda różana także wyrównuje pH skóry a jednocześnie niemal nie wiąże się z nią żadne ryzyko podrażnień!

O hydrolatach Cztery Szpaki słyszałam wiele pochwał, dlatego z pełną świadomością kupiłam ich oryginalny hydrolat różany wiedząc, że może to być preparat, który spowoduje podrażnienie. Faktycznie tak też się stało, dlatego rozcieńczyłam hydrolat początkowo w zalecanej proporcji 1:1 - wciąż był jednak za mocny, dlatego następnie ponownie rozcieńczyłam. 


Tak rozcieńczony hydrolat spasował mojej skórze i mogłam go z powodzeniem stosować - należy mieć jednak na uwadze, że rozcieńczanie kosmetyku osłabia układ konserwujący. Dodawanie konserwantu na własną rękę jest ryzykowne, ponieważ dodany przez nas konserwant może wejść w interakcję z już zastosowanym przez Producenta konserwantem. Dlatego najbezpieczniejszą opcją jest rozcieńczanie hydrolatu z wodą w małych partiach a następnie przechowywanie w lodówce i obserwacja, czy nie wytrąca się mętny osad wskazujący na zepsucie. Tak też zrobiłam i ja, co umożliwiło mi całkowite zużycie hydrolatu.

Hydrolat Cztery Szpaki nie zawiódł mnie - systematycznie stosowany wspomógł wyciszenie gry naczyń krwionośnych, na czym najbardziej mi zależy. W dalszej części notki zauważycie, że w ostatnim czasie stosowałam kilka kosmetyków o działaniu mocno uszczelniającym naczynka (m. in. serum i olejek z wit. C) stąd nawet osoby trzecie zwracały mi uwagę, że moja cera ma się lepiej! Z całą pewnością hydrolat różany Cztery Szpaki również dołożył swoją "cegiełkę" do tego efektu.

Poza właściwościami wzmacniającymi naczynka, hydrolat bardzo dobrze nawilża skórę, wykazuje właściwości kojące a nawet jest zalecany w przypadku rewitalizacji i odbudowy cer dojrzałych. Ponadto posiada przepiękny, głęboki i ciepły (naturalny!) zapach róż!

Rosa Damascena Floral Water, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Cena: ok. 30 zł / 100 ml
Link do sklepu


Arganowy krem na dzień i na noc Fair Squared


Kosmetyki firmy Fair Squared mogę uznać za jedno z najważniejszych odkryć kosmetycznych 2018r.! Posiadają wzorowe składy INCI (jest to kolejna marka, w przypadku której możemy sięgać po produkty "w ciemno" bez obaw o jakieś ewentualnie szkodliwe substancje) a w dodatku są nagrodzone szeregiem certyfikatów jak Fair Trade (marka podkreśla, że wspiera uczciwy handel), Vegan, Cruelty Free, czy NaTrue! 

Postanowiłam wypróbować krem w wersji na dzień i na noc (w ofercie marki są obecne także kremy z przeznaczeniem osobno na dzień i osobno na noc) ponieważ w okresie wiosennym zaczynam często wyjeżdżać na weekendy i doceniam uniwersalne rozwiązania. 

Krem bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją konsystencją - być może niektóre z Was (zwłaszcza posiadaczki cer tłustych, trądzikowych i mieszanych) kojarzą emulsyjno-żelową konsystencję kultowego już kremu Eco Laboratorie z irysem SPF 15 - konsystencja kremu jest bardzo zbliżona, szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy! Stanowi idealną bazę pod makijaż dla osób o cerach problematycznych i skłonnych do komedogenności. Przy czym w porównaniu do kremu Eco Laboratorie, Fair Squared posiada o niebo lepszy skład! Ostatnio zgłębiam temat akrylamidu w kosmetykach i pod tym kątem krem Eco Laboratorie wypada blado... Posiada substancję, która nie powinna być obecna w kosmetyku naturalnym  (Hydroxyethyl Acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer) a ponadto Producent coś brzydkiego kombinuje ze składem - usunął z niego filtr UV chociaż na opakowaniu wciąż pozostała informacja, iż jest to krem z filtrem SPF 15! Nie pozostaje mi nic innego tylko obserwować dalszy ciąg wydarzeń...

Jednak my tu nie o Eco Laboratorie a o Fair Squared! Wracając do omawianego ulubieńca, to mimo lekkiej i dobrze wchłanialnej konsystencji mocno nawilża i odżywia skórę. Pozostawia ją gładką i przyjemną w dotyku. W składzie znajdziemy zbilansowaną ilość emolientów (oliwa, olej ze słodkich migdałów i arganowy) do humektantów (gliceryna i sok z aloesu) które odpowiadają nie tylko za mocne nawilżenie skóry ale również opóźnianie procesów jej starzenia!

Aqua, Glycerine, Vitis Vinifera Seed Oil, Polyglyceryl-3 Dicitrate/Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Olea Europaea Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Decyl Oleate, Glyceryl Stearate, Tapioca Starch, Stearyl Alcohol, Betaine, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum, Tocopherol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Linalool, Limonene

Cena: ok. 55 zł / 30 ml


Serum anti-age dla cery suchej i dojrzałej Planeta Organica


Serum Planeta Organica już od dawna zachwyca mnie swoimi właściwościami wzmacniającymi naczynka i wyciszającymi rumień a jednocześnie jest bardzo dobrym kosmetykiem rewitalizującym cerę dojrzałą. Dostarcza cerze przeróżnych substancji aktywnych- jest bogate w oleje i ekstrakty roślinne ale nie tylko - w składzie znajdziemy również kwas hialuronowy, witaminę C, dysmutazę ponadtlenkową (silny przeciwutleniacz!), witaminę A (palmitynian retinylu), niacyamid i wiele, wiele innych! Cena produktu (chociaż wcale nie niska) jest bardzo atrakcyjna jak na ilość substancji czynnych znajdujących się w preparacie. Sądzę, że niejeden Producent mógłby za taki skład żądać znacznie wyższych cen!

Jest to serum o bogatym składzie i wielokierunkowym działaniu ukierunkowanym na przeciwdziałanie procesom starzenia się skóry, jednocześnie bez jej zbędnego obciążania. Bardzo podoba mi się żelowa, lekko płynna konsystencja, która bardzo dobrze współpracuje zarówno z później zaaplikowanym kremem jak i olejem. Wchłania się bardzo szybko i całkowicie, nie pozostawiając tłustej powłoki. Zwolenniczkom koreańskiej pielęgnacji mogłabym zaproponować ten preparat w formie esencji.

Aqua, Glycerin, Saccharide Isomerate, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Vegetable Protein, Panax Ginseng Root Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil, Asparagus Racemosus Root Extract, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis Oil, Saccharide Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album Oil, Myrtus Communis Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Oryza Sativa Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract , Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Iris Florentina Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Curcuma Longa Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract , Citrus Grandis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide Dismutase, Tocopherol, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Squalane, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Iron Oxydes

Cena: ok. 35 zł / 50 ml


Ziołowy olejek do dekoltu z witaminą C Botanicum Natural SPA


Chociaż olejek dedykowany jest do pielęgnacji dekoltu to stwierdziłam, że z powodzeniem można go stosować również na twarz. Zwłaszcza kusiła mnie perspektywa aplikacji tego oleju w połączeniu z serum Planeta Organica. Podwójna dawka witaminy C, zarówno tej zawieszonej w preparacie żelowym jak i olejowym była obiecująca!

Jak wspominałam Wam już wcześniej- ukierunkowanie pielęgnacji na wzmacnianie naczynek w przeciągu tych kilku tygodni gdy stosowałam powyższe kosmetyki przyniosło bardzo zadowalające rezultaty w postaci znacznie wyciszonej gry naczyń krwionośnych na którą zwracały uwagę nawet inne osoby! 

Bardzo doceniam oleje w pielęgnacji - zarówno te czyste jak i ich mieszanki. To proste i bardzo skuteczne kosmetyki o maksymalnej zawartości substancji czynnych, ponieważ oleje nie tylko hamują ucieczkę wody z naskórka ale także uelastyczniają go i dostarczają skórze niezbędnych witamin oraz składników odżywczych. Tak też było w przypadku olejku Botanicum Natural SPA - cera stała się odżywiona, pełna blasku, miała wyrównany koloryt. Nie zaobserwowałam powstawania niedoskonałości po aplikacji tego produktu!


Calendula Officinalis Flower (and) Helianthus Annuus Seed Oil, Daucus Carota root (and) Helianthus Annuus Seed Oi, Trifolium pratense Flower (and) Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Tocopherol

Cena: ok. 50 zł /  30 ml


Intensywnie wzmacniająca maska do włosów Vianek
 

Równowaga proteinowo-emolientowo-humektantowa (PEH) jest bardzo istotną kwestią w przypadku pielęgnacji włosów! O ile moim kosmykom często dostarczam humektantów i emolientów o tyle ciężko mi dobrać odpowiednie kosmetyki z dodatkiem protein. Ciekawym rozwiązaniem okazała się maska Vianek, która w składzie zawiera wysoką dawkę protein pszenicy i owsa jednak zrównoważone olejem ze słodkich migdałów oraz naturalnymi, nieszkodliwymi dla środowiska analogami silikonu - Isoamyl Laurate oraz Isoamyl Cocoate. W masce znajdziemy także ekstrakt z aloesu, dzięki czemu maska ta dostarcza wszystkich grup substancji niezbędnych do prawidłowej pielęgnacji włosów. 


Maskę aplikuję min. 30 min przed myciem głowy. Po umyciu włosów nakładam swoją ulubioną odżywkę Biolaven - po takim zabiegu włosy lekko się puszą (po tak sporej dawce protein jest to w moim przypadku nieuniknione) jednak zyskują jednocześnie niesamowitą gładkość. Maska znacznie ułatwia rozczesywanie włosów i uważam, że marka objęła bardzo ciekawą drogę tworzenia nowych kosmetyków do włosów.

Po kolejnym myciu nie zostaje nawet najmniejszy ślad po lekkim przeproteinowaniu, za to włosy wciąż pozostają gładkie, lśniące i wyraźnie bardziej "mięsiste" w dotyku! Maska z pewnością zagości u mnie na dłuższy czas!

Aqua, Cetyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glycerin, Panthenol, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate, Hydroxystearic Acid, Symphytum Officinale Root Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydrolyzed Oats, Tocopheryl Acetate, Hydrolyzed Wheat Protein, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Benzoate, Pinus Silvestris Oil, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

Cena: ok. 23 zł / 150 ml


Krem do rąk z olejem z migdałów Fair Squared
 

Moja uwaga została zwrócona na markę Fair Squared dzięki jednej z Was (którą serdecznie pozdrawiam i dziękuję za polecenie!) właśnie podczas tworzenia wpisu o sposobach i kosmetykach na bardzo przesuszone dłonie. Przeglądając ofertę marki wpadłam także na kilka innych, bardzo ciekawych kosmetyków jak np. "mydło" do golenia czy też waniliowy żel pod prysznic (które można wygrać w organizowanym przeze mnie konkursie!) 

Faktycznie krem ma niezwykle bogatą konsystencję, ale jednocześnie nie jest tłusty. Mocno nawilża i regeneruje suchą skórę dłoni. Bardzo sprawnie i w krótkim czasie się wchłania co sprawia, że z powodzeniem mogłam wykorzystywać go w pracy bez obaw o niekomfortowe uczucie "śliskich" dłoni. Krem skutecznie wzmacnia skórki wokół paznokci i zapobiega ich szorstkości oraz odrywaniu się! Posiada przyjemny, ciepły i lekki (a nie duszący) aromat.

Aqua, Glyceryl Stearate SE, Olea Europaea Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Betaine, Tapioca Starch, Potassium Sorbat,  Sodium Benzoat, Xanthan Gum, Parfum, Citric Acid, Tocopherol, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol

Cena: ok. 35 zł / 100 ml


Peeling do ciała masło shea i olejek migdałowy, Wellness & Beauty


W zdecydowanej większości przypadków Rossmann odwiedzam tylko wtedy, gdy mają na promocji kocią karmę. I tak wybierając pomiędzy karmą z kurczakiem a wołowiną wpadł mi w oko czerwony napis informujący o promocji. A jak każda kobieta reaguję na hasło "promocja" nieskrywaną ciekawością, żeby tylko zerknąć, co to dają i za ile? Tym sposobem zwróciłam uwagę na skład peelingu Wellness & Beauty, który okazał się być całkowicie naturalnym i bezpiecznym!

Równie pozytywnie zaskoczyło mnie działanie peelingu - jest to dość mocny "zdzierak" ponieważ zawiera w sobie drobinki soli. Osobiście lubię solne peelingi a moim dotychczas ulubionym był energetyzująco-detoksykujący Vianek. Przyznam, że peeling W&B mocno zachwiał Viankiem na pozycji ulubieńca - pozostawia równie przyjemnie gładką skórę, która nie wymaga aplikacji balsamu a jednocześnie jest bardziej przystępny cenowo. Po zastosowaniu skóra jest nie tylko gładka, ale posiada pewną "śliskość", niczym jedwab! Peeling poprawia miękkość i elastyczność naskórka a w dodatku ma przecudowny, pudrowy zapach - wąchany bezpośrednio z opakowania jest dość mocny jednak dzięki temu skóra pachnie jeszcze przez kilka godzin po aplikacji peelingu!

Dla niektórych minusem może być szklany, dość ciężki słoik, w którym zamknięty jest produkt. Osobiście także mam obawy przed trzymaniem takiego produktu na półce pod prysznicem, ponieważ łatwo o chwilę nieuwagi i katastrofę. Z drugiej jednak strony szkło może zostać poddane recyklingowi oraz mamy pewność, że żadne potencjalnie szkodliwe substancje nie przenikają z opakowania do produktu. Słoik posiada bardzo mocne zamknięcie dzięki czemu mamy pewność, że woda ani para wodna nie dostaną się do kosmetyku - a gdyby tak się stało, mogłyby spowodować jego zepsucie się!

Maris Sal, Ethylhexyl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopherol, CI14720, CI 19140, CI 28440

Cena: ok. 15 zł / 300g


Balsam do ciała z masłem kakaowym Fair Squared


Ostatnim kosmetykiem o którym chcę Wam dziś opowiedzieć jest balsam do ciała z masłem kakaowym Fair Squared - warto zwrócić na niego uwagę ze względu na coraz wyższe temperatury na zewnątrz! Balsam błyskawicznie się wchłania, ma lekką konsystencję przywodzącą mi na myśl lekki jogurt naturalny - będzie więc idealnym wyborem na późną wiosnę/lato!

Pomimo lekkiej konsystencji bardzo mocno nawilża skórę i pozostawia ją przyjemnie gładką. Nadaje skórze przyjemny, świeży i lekki zapach. Dzięki obecności masła kakaowego silnie odbudowuje i regeneruje skórę zaaplikowany nawet w niewielkiej ilości a dodatek oliwy z oliwek wspiera odbudowę bariery hydrolipidowej dzięki czemu systematycznie stosując balsam można zażegnać problem drobnopłatkowego złuszczania skóry na ciele! 

Kosmetyk szczególnie poleciłabym tym z Was, które mają problemy z wrastającymi włoskami, ŁZS albo rogowaceniem okołomieszkowym - w przypadku tego typu schorzeń bardzo istotną kwestią jest nawilżanie skóry ale bez jednoczesnego jej obciążania i czopowania ujść gruczołów łojowych, co mogłoby doprowadzić do zaostrzenia zmian chorobowych!

Aqua, Olea Europaea Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Sodium Stearoyl Glutamate, Theobroma Cacao Seed Butter, Xanthan Gum, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Tocopherol, Citric Acid

Cena: ok. 55 zł / 250 ml
Link do sklepu


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któryś z powyższych ulubieńców - jeśli tak, jak spisują się oni u Was? A może zainteresowałam Was którymś z powyższych kosmetyków?

Z racji tego, iż wielkimi krokami zbliża się długi weekend, chciałabym serdecznie zaprosić Was na instagram, ponieważ będzie mnie tam zdecydowanie więcej i łatwiej będzie mnie złapać. Wyjeżdżam na szybki trip po Ukrainie i chętnie będę się z Wami dzielić spostrzeżeniami i relacjami na InstaStory! 

Będąc na Ukrainie chciałabym także opublikować zaległe marcowe denko - jeśli tylko internet na to pozwoli, mam jednak nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie!

Oczywiście w planie mam przegląd tamtejszych drogerii i zielarni - pobieżnie zapoznałam się już z tamtejszą ofertą kosmetyków naturalnych, wiem czego się spodziewać (dobrych cen!) także tym razem postaram się iść na jakość a nie na ilość ;)


Pozdrawiam serdecznie i przypominam o trwającym konkursie w którym można wygrać zestaw kosmetyków o wartości ~ 1200 zł!


[517.] Bioferment z bambusa EcoSPA czy serum do włosów Vianek - porównanie!

[517.] Bioferment z bambusa EcoSPA czy serum do włosów Vianek - porównanie!

Przez okres 3 miesięcy, tuż po podcięciu końcówek włosów, rozpoczęłam równoległe stosowanie dwóch różnych preparatów zabezpieczających przed uszkodzeniami. Włosy dzieliłam na dwa równe pasma i jedno zabezpieczałam moim ulubionym kosmetykiem do tego celu - biofermentem z bambusa od EcoSPA a drugą partię - nowością firmy Vianek, wzmacniającym serum do włosów. Oba kosmetyki są całkowicie naturalne, posiadają wzorowe składy INCI i co dla mnie istotne - nie posiadają silikonów w składzie lecz ich biodegradowalne, nieszkodliwe dla środowiska, odpowiedniki.

Spójrzcie na powyższe zdjęcie i spróbujcie zgadnąć - po której stronie stosowany był który kosmetyk?

Macie swoje typy? No to przejdźmy do podsumowania!


Po mojej lewej stronie stosowałam bioderment z bambusa od EcoSPA - produkt dobrze mi znany, który nierzadko polecam osobom chcącym zadbać o swoją fryzurę. Bioferment ma lekką, wodnistą formułę i ciężko z nim przesadzić - zaaplikowany nawet obficie, nie powoduje sklejania pasm. 

Cechą charakterystyczną dla biofermentu z bambusa jest to, że prostuje włosy - w zależności od Waszych włosów efekt ten może być bardziej lub mniej widoczny, na moich włosach efekt przy odpowiednio dobranej równowadze PEH potrafił być idealny, niemal jak od prostownicy (posiadam włosy średnioporowate w kierunku niskoporowatych).

Bioferment z bambusa nie posiada kompozycji zapachowej, jest to półprodukt - nie zawiera żadnych innych dodatków poza biofermentem. 


Cena: ok. 20 zł / 30 ml



Natomiast po prawej stronie stosowałam nowość, serum wzmacniające do włosów Vianek (które wczoraj zyskało tytuł Glamour Glammies w kat. odżywek do włosów!). Ten kosmetyk pod względem formulacji jest całkowicie inny niż bioferment z bambusa, dlatego jeśli stosowałyście bioferment i nie spełnił on Waszych oczekiwań, to warto przyjrzeć się bliżej Viankowi.

Formuła kosmetyku jest płynna ale nie wodnista jak biofermentu. Bardziej przypomina olejek czy klasyczne silikonowe serum na końcówki - roztarty na dłoni pozostawia wyczuwalny film o aksamitnym wykończeniu. Silikony zostały zastąpione aż trzema różnymi substancjami: Coco-caprylate, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate. Serum zostało wzbogacone o olej sezamowy oraz olej ze słodkich migdałów by nie tylko chronić końcówki włosów ale także je odżywiać. Kosmetyk posiada przyjemną i utrzymującą się na włosach nutę zapachową.

Bardziej treściwa konsystencja wpływa na odmienny efekt na włosach - są lepiej wygładzone ale bardzo łatwo je przetłuścić. Łatwo spowodować przyklap i efekt nieświeżych włosów dlatego trzeba dokładnie odmierzać porcję kosmetyku, którą zamierzamy zaaplikować.

Serum Vianek nie ma też działania aż tak prostującego włosy jak bioferment z bambusa, więc jeśli chcecie zachować skręt fal i loków, serum Vianek byłoby bardziej odpowiednie.


Cena: ok. 20 zł / 30 ml




Porównanie:

Być może zastanowi Was, dlaczego oba preparaty uznawane są za zamienniki silikonów a tak znacząco różnią się konsystencją? Silikony to bardzo szeroka grupa związków i różnią się one pomiędzy sobą odczuciem, jakie pozostawiają na skórze. Sądzę, że substancje będące analogami silikonów w tych kosmetykach są inspirowane odmiennymi rodzajami silikonów. 

(A tak z ciekawości Wam podpowiem, że jeśli jesteście ciekawe, jak wygląda i zachowuje się czysty silikon Dimethicone, to wystarczy zaopatrzyć się w top do pomadek Wibo albo Lovely - skład tych produktów to właśnie czysty dimetikon (silikon)).

Mimo odmiennych konsystencji, efekt uzyskiwany na włosach tuż po aplikacji obu produktów jak i po 3-miesięcznym podsumowaniu był taki sam!

I. Włosy były dobrze chronione przed wpływem czynników zewnętrznych (test wykonywałam także w zimowym okresie, więc mogę śmiało przyznać, że mimo ocierania o szalik, płaszcz czy czapkę, końcówki nie rozdwajały się szybciej niż zazwyczaj.

II. Efekt tuż po aplikacji był taki sam - mimo odmiennych konsystencji czy delikatnych różnic w wykończeniu i fakturze włosa (bioferment nadawał włosom pewną sztywność oraz sprężystość a serum Vianek bardziej nabłyszczało i zmiękczało włos) wizualnie obie partie włosów prezentowały się niemal identycznie. 



Które serum do jakich włosów?

Bioferment z bambusa EcoSPA polecałabym osobom o włosach cienkich, którym brak objętości. Polecam go osobom, które borykają się z problemem oklapniętej fryzury u nasady albo u których bardzo łatwo obciążyć pasma.


Wzmacniające serum do włosów Vianek polecam tym z Was, którym ciężko dociążyć i wygładzić włosy oraz w przypadku włosów bardzo szorstkich, matowych, które potrzebują mocnego nabłyszczenia i nadania miękkości.

Natomiast ile fryzur, tyle przypadków - ciężko jednoznacznie przewidzieć, które serum sprawdziło by się w 100% u danej osoby, dlatego warto wypróbować oba. Na własnym przykładzie przekonałam się, że chociaż uwielbiam bioferment, to praca z serum Vianek nie przysporzyła mi żadnych trudności a efekt był równie zadowalający jak w przypadku kosmetyku EcoSPA.

Jeśli są wśród Was osoby, które próbowały bioferment z bambusa i nie spisał się on u Was, jak najbardziej możecie testować serum Vianek - prawdopodobnie preparat o odmiennej formule będzie bardziej odpowiadał Waszym włosom.

Natomiast ja zabieram się za testowanie kolejnego naturalnego serum do włosów - tym razem marki NaturalME! Niesamowicie mnie cieszy, że kolejne marki wypuszczają na rynek kosmetyki naturalne przeznaczone do zabezpieczania końcówek włosów! Oby tak dalej!

Czekam na Wasze opinie dotyczące powyższych serum - czy na początku notki trafnie określiłyście, który kosmetyk był stosowany po której stronie? Czy stosowałyście któreś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak - jak spisały się u Was?

A może zaintrygowałam Was którymś z powyższych preparatów? Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń! 

Pozdrawiam!

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl