[429.] Co nowego? - Zdobycze: EkoCuda, Rossmann, Biolaven, Sekret Urody

[429.] Co nowego? - Zdobycze: EkoCuda, Rossmann, Biolaven, Sekret Urody

Dziś mam dla Was troszkę nietypowy post, ponieważ pokażę Wam kilka nowości kosmetycznych. Popróbowałam je, więc opowiem Wam o pierwszych wrażeniach, które są bardzo obiecujące! 

Większość kosmetyków, które zobaczycie to zdobycze z Warszawskich Targów "EcoCuda"- jeśli nie miałyście przyjemności brać w nich udziału, szczerze polecam wybrać się na kolejną edycję! Można poznać całą masę kosmetyków naturalnych- zarówno tych z wyższej i niższej półki cenowej- gotowych preparatów jak i półproduktów. 


Markę Marilou BIO wypatrzyłam już na ostatnich targach, zaopatrzyłam się w komplet próbek i byłam z nich bardzo zadowolona. Chciałam więc zapoznać się bliżej z tą marką zwłaszcza, że ma całkiem przystępne ceny- niestety, nie widziałam ich jeszcze nigdzie stacjonarnie. Są jednak łatwo dostępne w sklepach internetowych.

Zdecydowałam się na krem peelingujący oraz mleczko do demakijażu. Krem peelingujący to po prostu peeling, bardzo delikatny, drobnoziarnisty- skóra nie jest po nim zaczerwieniona ani podrażniona. Pierwsze spotkanie było jak najbardziej udane, zobaczymy co będzie dalej!

Natomiast mleczko bardzo zaskoczyło mnie składem- nie posiada żadnych "typowych" substancji myjących. Ich rolę przejmują emulgatory, które ułatwiają wiązanie resztek kosmetyków i brudu, bez podrażnienia cery czy naruszenia bariery hydrolipidowej. Do samego demakijażu mleczko nadaje się świetnie, ale ja postanowiłam iść o krok dalej i spróbować myć nim twarz dwa razy pod rząd, tak jak każdym innym mleczkiem. Zdecydowałam się na taki eksperyment ponieważ niektóre cery wymagają bardzo delikatnego mycia- jestem ciekawa, czy same emulgatory dadzą radę =). Stosuję to mleczko w takiej formie od kilku dni, efekty są obiecujące! 


Głównym moim celem na EkoCudach był zakup podkładu mineralnego- od lat jestem wierna Annabelle Minerals i jestem pewna, że jeszcze dłuuuugo będę do niego wracać, ale... kobietą jestem i jakbym sobie nie wymyśliła nowej, kosmetycznej "zachciewajki", nie byłabym sobą ;). 

Akurat na EkoCudach było kilka marek kosmetyków mineralnych: oprócz Annabelle Minerals- Lily Lolo, Neauty, PuroBio, Felicea, Neve Cosmetics i Ecolore. Całkiem szeroka gama, nieprawdaż? =) Zdecydowałam się na zakup podkładu tej ostatniej marki, ponieważ słyszałam dużo pozytywnych opinii na jego temat. Bardzo spodobał mi się efekt, jaki daje na skórze- zapewnia mocne krycie, które jednak wygląda naturalnie i co najważniejsze, mogłabym polecić go początkującym, ponieważ nie tworzy efektu "ciastka" na twarzy! Jest bardzo dobrze zmielony, co ułatwia jego aplikację.

Miłym dodatkiem do zakupu, który otrzymałam poprzez hasztag na instagramie był mini cień do powiek- chociaż biorąc pod uwagę pojemność tej "miniaturki", produkt z pewnością wystarczy mi na długo! Cień ten bardzo łatwo się blenduje i łatwo uzyskać nim "smugę" koloru, która nie będzie się odcinać. Myślę, że niejeden wizażysta mógłby zainteresować się tym produktem =).

Pędzel Annabelle Minerals od dawna był na mojej liście zakupów i bardzo się cieszę, że miałam okazję go złapać! Do tej pory w mojej kolekcji było kilka pędzli: zarówno tych tanich z Aliexpress jak i markowych, o mniej i bardziej zbitym włosiu, o długich i krótszych rączkach. Po pierwszych kilku użyciach pędzel ten mocno pretenduje do miana najlepszego z całej kolekcji! Czy tak będzie? Popróbuję, zobaczymy ;)


Z marką Felicea dopiero się zapoznaję, ale przyznaję, że pozytywnie zaskakują mnie ich produkty! Zwłaszcza polubiłam ich kredkę do oczu w czarnym kolorze, która ma intensywny kolor i jest bardzo trwała. Tym razem postanowiłam wypróbować ich kredkę do ust. To, co zaobserwowałam przy pierwszych aplikacjach to to, że daje matowe wykończenie, jest mocno napigmentowana i trwała. Niestety nie udało mi się trafić w "mój" kolor- chociaż może jeszcze się przekonam?



Markę Honey Therapy bardzo lubię i ubolewam, że są trudno dostępni - nie tylko stacjonarnie ale i internetowo. Wiedziałam, że spotkam ich na EkoCudach więc skusiłam się na masło do ust, które miałam w planach od dawna. Nie rozczarowałam się- ma apetyczny smak, dobrze się aplikuje, mocno nawilża. Jeśli kiedyś znów będę miała możliwość zakupu tego masła, na pewno się skuszę!


Natural Secrets to nowa marka polskich kosmetyków naturalnych i to, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to przystępne ceny produktów. Firma pochodzi... ze Śląska, gdzie mieszkałam przez 5 lat a przez 2 lata pracowałam jako dermokonsultantka i bywałam w większości drogerii, aptek oraz zielarnii. Wielka szkoda, że nie poznałam ich wcześniej! Ale nic straconego- przecież były EkoCuda! Zachęcona apetycznym zapachem peelingu i wzorowym składem INCI zdecydowałam się na produkt. Obawiałam się wydajności- biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do kosmetyków sądziłam, że słoiczek może wystarczyć mi na 1-2 użycia. Nic bardziej mylnego! Kosmetyk jest bardzo wydajny- wręcz łatwo z nim przesadzić! Pozostawia na skórze wyczuwalny film, mocniejszy niż peelingi Vianek. Jednak jeśli nałożycie odrobinę, skóra będzie przyjemnie gładka, nawilżona, bez zbędnej, tłustej powłoki a jednocześnie pozbawiona niechcianych martwych komórek naskórka. Mam nadzieję, że marka będzie prężnie się rozwijać i niebawem będę mogła swobodnie kupować ich kosmetyki stacjonarnie!

To tyle z nowości kupionych na EkoCudach. Mimo, że w kwietniu nastawiałam się na zakupy tylko na tych targach, nie mogłam przegapić kilku innych atrakcyjnych ofert! Jedną z nich była promocja Rossmann: -55% na kosmetyki kolorowe.


Korzystając z Rossmannowskiej promocji, postanowiłam wypróbować eyeliner marki Boho- do tej pory nie udało mi się znaleźć eyelinera o wzorowym, naturalnym składzie aż zobaczyłam skład tego eyelinera i oczy wyskoczyły mi z orbit. Kosmetyk był moją zachciewajką potrzebą nr 1 i stanęłam na głowie, żeby go dorwać. Niestety, niewiele Rossmannów ma w ofercie markę Boho. Dla mnie ten eyeliner przybył aż z... Galerii Katowickiej! (W Rzeszowie żaden Rossmann nie prowadzi tej marki).

Czas pokaże, czy kosmetyk był warty zachodu ;).

Natomiast jeśli mowa o Rzeszowskich drogeriach, to bardzo lubię odwiedzać "Sekret Urody" w Galerii Nowy Świat. Udało mi się tam dorwać peeling do skóry głowy Oblepikha Siberica i to w promocyjnej cenie! Wciąż szukam ideału pośród gotowych kosmetyków do złuszczania skalpu i prawdopodobnie trafiłam na przyszłego ulubieńca. Temat peelingów skóry głowy nie jest prosty i szykuję dla Was obszerny wpis na ten temat- to będzie kolejny temat-rzeka =). 

To, co wyróżnia ten peeling spośród innych, jest zawartość nie tylko drobinek złuszczających ale także obecność kwasu glikolowego. Zastosowanie kwasów w terapii skóry głowy ma sens, ponieważ włosy dobrze tolerują niskie pH, w przeciwieństwie do zasadowego (peelingi czarnymi mydłami czy wysokimi stężeniami mocznika) co sprawia, że nie musimy martwić się o osłabienie czy łamliwość włosa po systematycznym stosowaniu peelingu skóry głowy.


Nowości wypuściła również marka Biolaven! Bardzo mnie to cieszy, ponieważ lubię kosmetyki z tej serii. Sądzę nawet, że są troszkę niedoceniane na tle Sylveco i Vianka. Wprawdzie miałam już okazję testować te nowości, ale tak bardzo przypadły mi do gustu, że zdecydowałam się na pełnowymiarowe opakowania, które teraz zdobią moją łazienkę.

Odżywczy krem do rąk bardzo mocno nawilża i regeneruje dłonie ale jego niesamowitą zaletą jest to, że szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki. Taka cecha kremów do rąk jest pożądana przez wiele osób- nie tylko kobiet! Firma zdecydowała, że kosmetyk ten będzie miał pojemność 100 ml, to sprawia, że jest to przystępny cenowo wybór. Mam również słabość do tego opakowania- jest matowe i prezentuje się bardzo elegancko!

Natomiast odżywka do włosów Biolaven w mojej opinii ma szansę wybić się pośród wszystkich odżywek i masek do włosów z firmy Sylveco- przede wszystkim różni się konsystencją od pozostałych wariantów. Z odżywkami czy maskami do włosów Sylveco zawsze miałam ten problem, że nie umiałam "wyczuć" ich konsystencji, miałam wrażenie, że ciężko się je nakłada co skutkowało nakładaniem zbyt dużej ilości a przez to małą wydajnością produktów. Zwłaszcza ubolewam nad takimi właściwościami maski odżywczej Vianek, która bardzo spasowała moim włosom. Co innego Biolaven- dużo łatwiej ją zaaplikować i równomiernie rozprowadzić po włosach. Jednak to, co najbardziej mnie zaskoczyło to fakt wyjątkowo łatwego rozczesania mokrych włosów! Jeśli macie problemy z kołtunami, czesanie jest Waszą zmorą- powinnyście przyjrzeć się bliżej tej odżywce =).


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z tych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? A może zainteresowałam Was którymś i będziecie oczekiwać na recenzje?

Udanego długiego weekendu, odpoczywajcie! =D


[428.] Maseczki i serum- jak stosować, by cieszyć się efektem?

[428.] Maseczki i serum- jak stosować, by cieszyć się efektem?


Maseczki i serum to kosmetyki, którym przypisuje się najsilniejsze właściwości pielęgnacyjne- nie bez powodu, to właśnie one ze wszystkich kosmetyków posiadają najwyższe stężenia substancji aktywnych. Jednak nierzadko spotykam się z opiniami o brak efektu stosowanych maseczek, nawracanie problemów skórnych mimo intensywnej pielęgnacji. Jak więc stosować te rodzaje kosmetyków, żeby przyniosły zadowalające rezultaty?

1. Przyjrzyj się codziennej pielęgnacji

Niestety, ale bez prawidłowej codziennej pielęgnacji, maseczki i serum nie przyniosą satysfakcjonujących efektów. Przykładowo: na niewiele zda się maseczka anti-age, jeśli na co dzień zapominamy o odpowiednim myciu twarzy, jej nawilżaniu, zasypiamy w makijażu a także zapominamy o stosowaniu kremu z filtrem UV w słoneczne dni. Natomiast jeśli nasza codzienna pielęgnacja jest wykonywana poprawnie, to już przy niej samej będziemy w stanie widocznie opóźnić procesy starzenia się skóry. A jeśli jeszcze dodatkowo dorzucimy kosmetyk wzbogacający naszą pielęgnację: jak właśnie maseczka czy serum anti-age, czy postawimy na masaż twarzy- jestem pewna, że za kilka lat zauważymy, że nasza cera jest w lepszej kondycji, niż rówieśniczek.

2. Lepiej za rzadko niż zbyt często

I tutaj bardzo podchwytliwe zagadnienie- wiele osób błędnie twierdzi, że codzienne stosowanie intensywnie pielęgnujących kosmetyków da najlepsze rezultaty a jest to zgubne przeświadczenie. Maseczki i serum posiadają większe stężenia substancji czynnych niż kosmetyki do codziennego stosowania a niejedna skóra może źle reagować na tak intensywną pielęgnację. Niektóre cery mogą obserwować wzmożoną wrażliwość, nadreaktywność czy intensyfikację rumienia a te ze skłonnością do łojotoku i wyprysków zazwyczaj reagują wzmożeniem niedoskonałości. Skóra zaczyna reagować na silne preparaty tak, jakby były one substancjami drażniącymi. Celem serum i maseczek nierzadko jest stymulacja skóry- a w tym wypadku sprawdza się powiedzenie: "co za dużo, to nie zdrowo". Dlatego polecam stosowanie tych kosmetyków 1-2x w tygodniu a jeśli masz problem z systematycznością, na prawdę lepiej jest dla skóry, gdy nakładasz te silnie działające preparaty rzadko, niż zbyt często. Każdy kosmetyk nakładany na skórę oddziałuje na nią a już z całą pewnością maseczki i serum!

3. Wzbogacenie pielęgnacji jako jej zróżnicowanie

Często popełnianym błędem w pielęgnacji jest monotonia. A kosmetyki dla skóry są tym, czym dieta dla całego organizmu, dlatego też pielęgnacja powinna być zróżnicowana. Pamiętacie "bum" na dietę Dukana? Bardzo szybko okazało się, że jedzenie samego białka obciąża pracę nerek. Tak samo zjadanie samych tłuszczy, czy samych produktów węglowodanowych okaże się złą drogą żywieniową. Analogia występuje w pielęgnacji twarzy: jeśli masz cerę z niedoskonałościami, zapewne skupiasz się na oczyszczeniu cery i regulacji pracy jej gruczołów łojowych ale jednocześnie możesz zapominać o innych substancjach, których taka skóra również potrzebuje. Podobnie ma się rzecz w przypadku cer suchych- stawiając na mocne nawilżenie i odżywienie, możemy zapominać o tym, jak ważne jest oczyszczanie cery dla lepszego wchłaniania substancji czynnych.


Dlatego maseczki i serum polecam jako preparaty wzbogacające pielęgnację a więc dostarczające substancji czynnych wykazujących odmienne działanie niż te, które stosujemy na co dzień.

Przykładowo:
- mając problemy z cerą tłustą/mieszaną/trądzikową i skupiając się na co dzień na regulacji pracy gruczołów łojowych i oczyszczaniu- polecam wybór maseczek i serum wykazujących działanie nawilżające, regenerujące, naprawcze, żeby wzmocnić barierę hydrolipidową skóry i podnieść poziom jej nawilżenia. Skóra o prawidłowo wykształconej barierze hydrolipidowej oraz dobrze nawilżona, wydziela odpowiednie ilości sebum, normalizuje pracę swoich gruczołów łojowych. Prawidłowa praca gruczołów łojowych wpływa na zmniejszenie czopowania ich ujść a tym samym wpływa na zmniejszenie pojawiania się zmian trądzikowych.

- natomiast jeśli na co dzień wybierasz preparaty nawilżające, regenerujące, przeciwstarzeniowe postaw na... oczyszczenie! Wykonanie maseczki dogłębnie oczyszczającej jak np. glinka przyczyni się do lepszego wchłaniania substancji aktywnych z innych kosmetyków. Ponadto glinka dostarczy skórze niezbędnych minerałów potrzebnych do prawidłowej pracy skóry.

- niezależnie od typu swojej cery a także swojego wieku, warto sięgać po maseczki i serum wykazujące właściwości przeciwstarzeniowe oraz uszczelniające naczynka. W przypadku tych preparatów prewencja ma największe znaczenie i nawet, jeśli jeszcze nie obserwujemy u siebie utraty jędrności cery czy zaczerwienień warto mieć na uwadze, że jeśli takie niedoskonałości cery się pojawią, nie będziemy w stanie cofnąć ich tylko przy pomocy kosmetyków. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, dlatego nawet, jeśli po użyciu maseczki czy serum nie widzisz efektu "wow" nie zniechęcaj się- skóra podziękuje Ci za kilka lat, gdy wciąż będzie w dobrej kondycji a zmarszczki, teleangiektazje ("popękane naczynka") czy przebarwienia nie będą spędzać Ci snu z powiek :).

Wtedy będziesz wiedziała, że było warto!


W tym wpisie pokażę Wam garść kosmetyków- maseczek i serum- będzie ich dużo, będą wykazywać przeróżne działanie, będą z różnych półek cenowych także myślę, że każda z Was znajdzie coś dla siebie. Aktualnie moja "kolekcja" maseczek i serum jest dość duża i nie chciałabym, żebyście odniosły wrażenie, że powinnyście od razu sprawić sobie taki "arsenał". Szczerze wolałabym, żebyście miały w swojej łazience jedno serum i jedną maseczkę, ale stosowały je systematycznie. No chyba, że kosmetyki są również Waszą pasją- wtedy proszę tylko, żebyście pamiętały o umiarze ;).

Maseczki i serum to kosmetyki, które zużywa się bardzo powoli, są to preparaty bardzo wydajne- a ja lubię sięgać po kosmetyki z dobrymi składami INCI. Serum i maseczki to takie "perełki" do których mam niesamowitą słabość. Jeśli nie znam jakiejś marki, zazwyczaj w ramach zapoznania decyduję się na serum lub maseczkę. Co potem skutkuje niemałą kolekcją tych kosmetyków ;).


MASECZKI

Najłatwiej jest podzielić je na dwie grupy: maseczki z którymi możemy iść spać (całonocne) oraz te stosowane do 30 minut (zarówno emulsyjne jak i w płachcie).


Vianek: maseczka normalizująca, wzmacniająca i łagodząca
(maseczki stosowane do 30 minut)


Zapewne wiele z Was ciekawią maseczki z firmy Vianek- przetestowałam wszystkie wersje i powiem Wam, że bardzo podoba mi się wykorzystanie różnych rodzajów glinek w nich. Glinki to jedne z najskuteczniejszych a przy tym przystępnych cenowo kosmetyków, jednak są osoby, które nie potrafią się do nich przekonać- czy to ze względu na mało wygodną formułę, którą trzeba rozrobić samodzielnie, czy przez ryzyko wysuszenia skóry aplikując glinkę niedopasowaną do naszego typu cery. Istnieje też pewna grupa osób, które nie sięgają po glinki z przekonaniem, że niska cena świadczy o braku działania tych substancji.

Maseczki Vianek obalają te mity! Zawarte w nich glinki są odpowiednio dopasowane: w wersji normalizującej znajdziemy zieloną, w wzmacniającej- czerwoną a łagodzącej- białą. Działanie glinek spotęgowane jest poprzez dodatek odpowiednich olejów.

Podoba mi się formuła tych maseczek- są kremowe i gęste, przez co jedna saszetka wystarcza na 3-4 użycia. W zależności od ilości zaaplikowanego kosmetyku, możemy oczekiwać różnych efektów: jeśli nałożymy te maseczki cienką warstwą, możemy oczekiwać lepszych właściwości oczyszczających i zwężających pory a nie szczędząc ich skórze i aplikując sporą ilość, zaobserwujemy lepsze właściwości nawilżające oraz odżywcze, przy jednoczesnym braku pojawienia się niedoskonałości.

Składy maseczek prezentują się następująco:

Wersja łagodząca: 
Aqua, Kaolin, Cocos Nucefera Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Valeriana Officinalis Root Extract, Cetearyl Alcohol, Zinc Oxide, Sodium Alginate, Tocopheryl Acetate, Lactic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citrus Limonum Peel Oil.

W tej maseczce mamy użytą białą glinkę, która jest najdelikatniejsza ze wszystkich. Może być stosowana nawet w przypadku suchej skóry, bez obaw o jej odwodnienie. Z olejów znajdziemy tutaj: kokosowy (działanie wzmacniające barierę hydrolipidową skóry a także właściwości przeciwbakteryjne), słonecznikowy (najmniej komedogenny olej, dobrze wchłania się w skórę i nie pozostawia tłustej powłoki) oraz z pestek winogron (działanie przeciwstarzeniowe dzięki zawartości resweratrolu). Z pozostałych substancji aktywnych, mamy: ekstrakt z kozłka lekarskiego o właściwościach regenerujących, gojących, przeciwzapalnych i zmiękczających; witaminę E, która eliminuje wolne rodniki; tlenek cynku o właściwościach gojących; olejek cytrynowy o właściwościach rozjaśniających i tonizujących a także kwas mlekowy, który oprócz złuszczenia martwego naskórka, mocno nawilża skórę oraz jest stosowany w terapii skór dojrzałych.

Wersja wzmacniająca:
Aqua, Sesamum Indicum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Kaolin, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Squalane, Glyceryl Stearate, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.

W tej wersji znajdziemy czerwoną glinkę, która dzięki wysokiej zawartości żelaza, wzmacnia naczynka i uspokaja reaktywną cerę. Oprócz glinki znajdziemy oleje skuteczne w walce z utratą elastyczności skóry jak słodkie migdały i sezamowy a także substancje łagodzące i kojące jak alantoina oraz pantenol. Dodatek witaminy E podnosi skuteczność właściwości przeciwstarzeniowych tej maseczki a skwalan pomaga odbudować warstwę hydrolipidową skóry, co wpływa na jej wzmocnienie i mniejszą reaktywność.

Wersja oczyszczająca:
Aqua, Illite, Glycine Soja Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Vitis Vinifera Seed Oil, Squalane, Olea Europaea Fruit Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Activated Charcoal, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Geraniol, Limonene, Linalool, Citral

Ta wersja wpłynie nie tylko na zmniejszenie wyprysków i niedoskonałości cery ale także pomoże unormować pracę gruczołów łojowych. Z substancji oczyszczających mamy tutaj: zieloną glinkę, kwas salicylowy i węgiel aktywny a z substancji regulujących pracę gruczołów łojowych olejek eteryczny z eukaliptusa oraz skwalan i oleje wzmacniające barierę hydrolipidową skóry: oliwa z oliwek i olej z pestek winogron.  Wzmocnienie bariery hydrolipidowej skóry sprawia, że skóra jest lepiej chroniona przed czynnikami zewnętrznymi, zahamowany jest proces ucieczki wody z naskórka co sprawia, że skóra sama nie ma potrzeby nadprodukcji sebum.

Jak zwykle w przypadku marki Vianek, składy są wzorowe i nie znajdziemy w nich żadnych szkodliwych substancji. Mogłabym przyczepić się trochę do wykorzystania oleju sezamowego w maseczce wzmacniającej- niektóre źródła, m. in. wikipedia, biotechnologia.pl, poradnikzdrowie.pl wskazują na właściwości rozgrzewające tego oleju (przeszukując PubMed, nie znalazłam jednak żadnej informacji potwierdzającej, czy obalającej to stwierdzenie). Myślę, że wiele zależy od kilku aspektów, m. in. sposobu tłoczenia oleju a także stanu naszej cery i jej wrażliwości- dlatego zachęcam do wypróbowania maseczki i wyrobienia sobie o niej opinii. Można też zawsze zwrócić się z pytaniem bezpośrednio do Sylveco albo udać na dermokonsultacje, by uzyskać pełne informacje :).

Natomiast olej sezamowy jest fantastycznym wymiataczem wolnych rodników! Jeśli myślicie o prewencji przeciw starzeniu się skóry, to właśnie tę maseczkę polecam!

W wersji oczyszczającej znajdziemy niewielką ilość kwasu salicylowego a łagodzącej- mlekowego, dlatego jeśli jesteście w trakcie kuracji retinoidami lub kwasami, zachowajcie ostrożność. Zbyt częste sięganie po kwasy może dać efekt odwrotny od zamierzonego, skóra może stać się bardziej wrażliwa i reaktywna. Natomiast stosowanie tej maseczki 1-2x w tygodniu z pewnością nie przyczyni się do pogorszenia stanu cery. Więcej o eksfoliacji kwasami w II części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka !

Cena: ok. 5 zł za 10 g


Pozostając w temacie glinek, chciałabym wspomnieć o najważniejszych aspektach ich stosowania. Maseczki te głównie mają na zadanie oczyścić skórę, zminimalizować widoczność rozszerzonych ujść gruczołów łojowych ale także dzięki wysokiej zawartości pierwiastków wpływają także na inne aspekty działania skóry: w tym także wykazując działanie odżywcze, wzmacniające i przeciwstarzeniowe.

- biała glinka to wersja najdelikatniejsza, z powodzeniem może być stosowana przez większość typów cer, nawet te suche, ponieważ dogłębne oczyszczenie skóry usprawni wnikanie substancji aktywnych. Szczerze zachęcam do wypróbowania właśnie białej glinki, jeśli wcześniej nie miałyśmy styczności z żadną glinką. Ta wersja da zauważalny efekt, nawet przy bardzo problematycznych cerach a z pewnością ich nie podrażni. Mając odniesienie do tej najbezpieczniejszej wersji, łatwiej będzie nam ocenić działanie innych rodzajów glinek kosmetycznych i dobranie odpowiedniego wariantu dla naszej cery.

- średnio mocnymi glinkami są: czerwona, żółta i Ghassoul (inaczej: Rhassoul). Czerwona (jak już wiecie) dedykowana jest cerze naczynkowej, żółta znajduje zastosowanie w pielęgnacji cer osób palących, skór dojrzałych czy tych poszarzałych, ponieważ dodaje cerze promienności i wykazuje działanie detoksykujące. Natomiast glinka Ghassoul polecana jest cerom mieszanym, tłustym, trądzikowym.

- najmocniejszą, najsilniej ściągającą glinką jest wersja zielona. Pisząc "ściągająca" mam na myśli jej szybkie właściwości zwężania ujść gruczołów łojowych tuż po zastosowaniu. Po tę glinkę szczególnie chętnie sięgają osoby mające problem z cerą tłustą i trądzikową jednak warto ocenić wrażliwość tego typu skóry. Większość klasyfikacji określa te typy cer jako odporne i grube, którym zielona glinka z pewnością nie zaszkodzi, jednak jeśli mimo niedoskonałości cer borykamy się również z jej wrażliwością czy odwodnieniem, możemy doprowadzić do intensyfikacji tych problemów. Zachęcone obietnicami szybkiego zwężenia porów i eliminacji wyprysków fundujemy skórze odwodnienie i podrażnienie, co w efekcie prowadzi do uruchomienia jej reakcji obronnych i ... wzmożenia niechcianych efektów. Dlatego słuchajmy skóry i tego, co nam sygnalizuje!

O czym warto pamiętać stosując glinki:
- Glinką można także myć twarz i do tego celu najlepiej spisuje się biała, ponieważ mimo codziennej aplikacji, nie wysuszy cery. Więcej o tym, jak myć twarz glinką oraz porównanie białych glinek różnych firm.

- Jeśli jednak do mycia twarzy chcemy zastosować mocniejszą glinkę lub zależy nam na jednoczesnym uszczelnianiu naczyń, wystarczy pomieszać białą glinkę z inną wersją. Żeby nie przesadzać z ilością mocniejszej glinki, (bo jest to jednak aplikacja silnie działających związków dwa razy dziennie na skórę) zachęcam, żeby proporcja glinek nie była wyższa niż 3:1 (minimum 3x więcej białej glinki). Mieszanie dwóch rodzajów glinek zazwyczaj jest wystarczająco dużą ilością substancji czynnych i nie sądzę, by któraś cera dobrze zareagowała na mieszanie większej ilości rodzajów glinek. Ale oczywiście warto próbować i obserwować reakcje swojej skóry.

- Jeśli na co dzień myjemy twarz glinką, odradzam jednoczesne stosowanie ich jako maseczki. Lepiej wybrać maseczkę w formie kremu lub płachty, żeby dostarczyć skórze substancji nawilżających, odżywczych, wzmacniających barierę hydrolipidową. Po raz kolejny przypominam o urozmaicaniu pielęgnacji =)

- Czasem możemy spotkać się z określeniem "glinka różowa" i jest to mieszanka glinki białej z czerwoną (2x więcej białej) przeznaczona dla cer wrażliwych, odwodnionych i suchych, które jednocześnie mają problemy z zaczerwienieniami cery czy teleangiektacjami ("pękniętymi naczynkami").

- Glinkę możemy rozrabiać z wodą wodociągową, jednak zastosowanie hydrolatu, wody przegotowanej, termalnej czy mineralnej przyczynia się do poprawy jej walorów.

- Glinki nie wykazują działania złuszczającego.


Maseczka 360°AOX kojąco-liftingująca, Naturativ
(maseczka stosowana do 30 minut lub całonocna)


W najnowszym wpisie z serii "Naturalne SPA" pokazywałam Wam maseczkę, którą aktualnie stosuję w kuracji przeciwstarzeniowej- jest to maseczka 360°AOX marki Naturativ. Jej skład przedstawia się tak:

Aqua, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Pullulan, Xanthan Gum, Ginko Biloba Leaf Extract, Citrus Limon Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate, Citric Acid, Parfum, Dehydroacetic Acid, Carrageenan, Citral, Citronellol, Limonene

Już na drugim miejscu w składzie maseczki znajduje się betaina- aminokwas wiążący wodę w naskórku. Tuż za nią mamy aloes oraz glicerynę- tak mocno humektantowy skład świetnie spisze się w przypadku osób o odwodnionym podtypie cery. Ponadto aloes wykazuje właściwości kojące podrażnienia, gojące niedoskonałości i wygładzające skórę, ponieważ zawiera niewielką ilość kwasu salicylowego. Kolejnymi substancjami są ekstrakt z miłorzębu o właściwościach pobudzających skórę do regeneracji, syntezy kolagenu i elastyny a także substancje rozjaśniające przebarwienia (za co na prawdę duży plus!)- ekstrakt z lukrecji oraz cytryny. 

Skład tej maseczki skomponowany jest w taki sposób, że niezależnie od naszego typu skóry możemy po nią sięgać. Głównym jej zadaniem jest skuteczne wiązanie wody w naskórku, co jednocześnie wypłynie na poprawę elastyczności i napięcie cery ale także pobudzi produkcję włókien podporowych w skórze (kolagen i elastyna), wpłynie na lepsze gojenie się niedoskonałości i rozjaśnianie przebarwień. Żelowa formuła tej maseczki jest lekka i szybko się wchłania, także osoby z niedoskonałościami cery mogą śmiało po nią sięgać. Dzięki temu, że maseczka dobrze się wchłania, możemy jej nie spłukiwać a nałożyć na nią krem/olej i w ten sposób zintensyfikować jej działanie, poprzez zahamowanie uciekania wody z naskórka. 

U mnie maseczka ta nie wchłania się całkowicie i pozostawia lekki film, dlatego stosuję ją do 30 minut, ale jeśli obserwujecie jej całkowitą wchłanialność a Wasza skóra lubi aloes, możecie pokusić się o jej wykorzystywanie jako maski całonocnej!

Cena: ok. 140 zł / 100 ml


Maseczka do twarzy maksymalnie nawilżająca, Organic Therapy
(maseczka stosowana do 30 minut lub całonocna)


Tę maseczkę wypróbowałam kilka lat temu na początku przygody z naturalną pielęgnacją i z przyjemnością do niej wracam. Posiada kremową konsystencję a po jej zastosowaniu skóra jest promienna, gładka a gra zaczerwienione policzki wyraźnie wyciszone.

Aqua with infusion of: Organic Aloe Barbadensis Leaf Extract, Organic Avena Sativa Kernel Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Saccharide Isomerate, Glyceryl Stearate SE, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Allantoin, Urea, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Citric Acid

Ta maska wykazuje właściwości zmiękczające skórę i wzmacnia jej barierę hydrolipidową dzięki zawartości triglicerydów oraz masła shea. Innymi substancjami aktywnymi, jakie znajdziemy w tej maseczce są aloes, ekstrakt z owsa, które dodatkowo odżywiają cerę, pomagają goić wypryski i wykazują właściwości łagodzące. W maseczce znajdziemy również allantoinę oraz mocznik, dzięki czemu skóra staje się mocno nawilżona oraz mniej reaktywna.

Producent zaleca stosowanie maseczki przez 5-10 minut, jednak u mnie ta konsystencja dobrze się wchłania więc zdarza mi się sięgać po nią jako po maskę całonocną.

Cena: 17 zł / 75 ml

Maseczka do twarzy intensywna na noc, Natura Siberica
 (całonocna)


Biorąc pod uwagę trend, jakim jest koreańska pielęgnacja cery, postanowiłam znaleźć maskę typowo całonocną ale o dobrym składzie. Tym sposobem trafiłam na maskę intensywną Natura Siberica. Skład jest - w mojej opinii- dużo lepszy, niż niejednej "typowo" koreańskiej maski:

Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Octyldodecanol, Coco-Caprylate/Caprate, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycerin, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Pinus Sibirica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Cetraria Nivalis Extract, Aquilegia Sibirica Extract, Agrostis Sibirica Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Water, Malva Sylvestris (Mallow) Flower Extract, Saponaria Officinalis Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Arctium Lappa Root Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopherol, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Geraniol, Limonene, Linalool

Prawdziwe bogactwo substancji czynnych! Głównym zadaniem tej maseczki jest działanie antyoksydacyjne i tym samym przeciwstarzeniowe, ponieważ zawiera cladonię śnieżną i dziką różę ale także wzmacniający naczynka rokitnik, czy działający przeciwtrądzikowo łopian. Ta maseczka skomponowana jest tak, by dostarczyć niezbędnych substancji skórze niezależnie od jej typu, dlatego podstawą są triglicerydy wzmacniające barierę hydrolipidową. 

Cena: ok. 25 zł / 75 ml


Odżywcza maseczka - peeling do twarzy, Vianek
(maseczka stosowana do 30 minut)
 

Kolejny kosmetyk, do którego bardzo lubię wracać! Po zastosowaniu tej maseczki skóra jest niesamowicie miękka i przyjemna w dotyku. Moja skóra uwielbia oleje, które są podstawą tego produktu. To bardzo dobry wybór dla osób lubiących kosmetyki 2w1- najpierw przy pomocy tego produktu wykonujemy peeling a następnie poprzez pozostawienie jej na skórze, dajemy czas zadziałać substancjom aktywnym.

Glycine Soja Oil, Linum Usitatissimum Seed Extract, Glyceryl Stearate, Mel Extraxt, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Persea Gratissima Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid

Bogactwo olejów oraz maseł skutecznie wzmacnia barierę hydrolipidową skóry co jest najprostszą drogą do poprawy stanu cery. Po zastosowaniu maseczki skóra jest odpowiednio odżywiona i nawilżona. Ten kosmetyk mimo, iż zawiera dość duże drobinki, mogłabym polecić do cery naczynkowej- możemy kontrolować siłę peelingu poprzez intensywność masażu a olej rokitnikowy i masło awokado wzmacniają naczynia krwionośne.

Cena: ok. 20 zł / 75 ml


Normalizujący peeling do twarzy, Vianek
(maseczka stosowana do 30 minut)



Mimo, że formalnie produkt ten maseczką nie jest, to patrząc w skład nie znajduję tam żadnej substancji, która byłaby przeciwwskazaniem do długotrwałego pozostawienia na skórze, dlatego wykorzystuję go w taki sam sposób jak wersję odżywczą maseczki-peelingu. Peeling ten zastosowany w formie maseczki bardzo dobrze odświeża skórę, oczyszcza i reguluje pracę jej gruczołów łojowych.

Aqua, Alumina, Glycine Soja Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Sucrose Cocoate, Caprylic/Capric Triglyceride, Salvia Officinalis Leaf Extract, Stearic Acid, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Spirulina Maxima Powder, Cetyl Alcohol, Panthenol, Mentha Piperita Oil, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Citral, Geraniol, Linalool, Limonene, CI77288

W tym kosmetyku na szczególną uwagę zasługują ekstrakt z szałwii i olejek miętowy, które to właśnie odpowiadają za właściwości normalizujące i oczyszczające. Na uwagę zasługują także triglicerydy, oleje (sojowy i winogronowy) oraz spirulina, które pomagają wzmocnić barierę hydrolipidową skóry a także odżywić ją, co pośrednio wpływa na regulację pracy gruczołów łojowych. Dodatek pantenolu łagodzi podrażnienia i pomaga goić niedoskonałości.

Cena: ok. 20 zł / 75 ml


Maseczki w płachcie
(maseczka stosowana do 30 minut)

Wciąż jestem na etapie poszukiwań maseczek w płachcie o dobrym składzie- gdy tylko znajdę coś godnego uwagi, dam Wam znać! Natomiast Izabela z bloga zakreconekolko.blogspot.com podsunęła mi bardzo dobry pomysł na samodzielne wykonanie maseczki w płachcie- wystarczy dokładnie wypłukać i wysuszyć nawilżaną chusteczkę dla niemowląt a następnie nasączyć w przygotowanej przez siebie miksturze. Zaletą płachty jest to, że mamy możliwość "utrzymania" na miejscu substancji płynnych jak napary czy soki. Gotowe i jałowe płachty możemy także zamówić za pośrednictwem Aliexpress =).


SERUM

Ten rodzaj kosmetyku najczęściej aplikuje się pod maseczkę, co jest odzwierciedleniem zabiegów wykonywanych w SPA. Osobiście jednak obserwuję lepsze efekty pielęgnacji, gdy stosuję te preparaty oddzielnie- nakładanie stopniowe kosmetyków może wpłynąć na gorsze wchłanianie substancji czynnych z później stosowanych preparatów. Często zaleca się, by stosować kosmetyki od najlżejszych konsystencji do najbardziej treściwych, co ma umożliwić swobodne wchłanianie substancji czynnych ze wszystkich stosowanych preparatów.

Ale wszystko zależy od składu kosmetyku- jeśli stosowane przez nas serum posiada w składzie oleje lub wielkocząsteczkowe proteiny (np. kolagen), to mimo lekkiej konsystencji może blokować wchłanianie substancji z mocno humektantowych maseczek (np. 360°AOX Naturativ). Jeśli chcemy wybierać połączenie serum + maseczka powinnyśmy zastanowić się nad możliwymi interakcjami pomiędzy substancjami i ich ewentualnym blokowaniem ich wchłaniania, co skutkuje na brakiem porządanych efektów pielęgnacji.

Innym rozwiązaniem jest stosowanie serum pod maski z alginatem (nie mylić z algami! Alginat to substancja pozyskiwana z alg, która po zastygnięciu ułatwia ściągnięcie maseczki w jednym kawałku, niestety jest uboższa w substancje aktywne. Sproszkowane algi, np spirulina czy chlorella, posiadają w składzie bardzo dużo substancji odżywczych, mikro i makroelementów a także chlorofil, które wpływają na widoczną poprawę kondycji skóry, nawilżają ją i dotleniają a także działają antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i łagodząco. Algi niestety zasychają podobnie do glinek i wymagane jest zmycie ich przy pomocy wody).

Natomiast alginat tworzy na skórze nieprzepuszczalną powłokę, co powoduje, że pomiędzy skórą twarzy a maską wytwarza się ciepło. Nałożenie serum pod alginat sprawi, że pod wpływem ciepła substancje aktywne z serum będą się lepiej wchłaniały. Podobna zależność wykorzystywana jest w zabiegach parafinowych na dłonie, gdzie między dłonie a parafinę nakłada się obfitą ilość kremu. Jednak podczas takiej kuracji działają w większości substancje aktywne zawarte w serum a nie w maseczce (czy w przypadku dłoni- parafinie ;)).


Prostszym rozwiązaniem jest stosowanie oddzielnie maseczki i serum. W tym celu serdecznie zachęcam do stosowania serum pod kosmetyk, który stosujemy codziennie na noc (krem lub olej). Warto pamiętać, że to właśnie w nocy skóra się regeneruje, co jest gwarancją skuteczności. Dzięki aplikacji serum na całą noc, skóra ma czas je wchłaniać oraz oddziaływać na nie. A to, czy substancje aktywne z kosmetyku później nakładanego (kremu czy oleju) będą miały szansę całkowicie wniknąć w skórę jest mniej istotne- te substancje skóra już zna, ponieważ dostaje je co wieczór. Z pewnością ich mniejsza dawka w tę jedną noc nie wpłynie niekorzystnie na stan skóry- dzięki odmiennym związkom, skóra jest stymulowana do działania!

W takiej sytuacji nasuwa się kolejne pytanie- czy w takim razie na serum trzeba nakładać krem albo olej, skoro istnieje możliwość słabszego wchłaniania z nich substancji czynnych? Tak, ponieważ serum zazwyczaj posiadają lekkie formuły, nierzadko są bogate w humektanty, które pomagają wiązać wodę w naskórku ale jeśli nie zostaną "zamknięte" w skórze przy pomocy olejów, niestety zamiast nawilżać skórę, będą prowadzić do jej odwodnienia. Dlatego tak istotna jest równowaga pomiędzy humektantami (substancjami wiążącymi wodę w naskórku) a emolientami (substancjami wykazującymi działanie pośrednio nawilżające, które zapobiegają odparowaniu wody z naskórka). 

Co jednak w przypadku serum o oleistych konsystencjach, czy też próbie wykorzystania olejów w formie serum? Również nakładać je pod krem, czy jako preparat o najbardziej treściwej konsystencji, zastosować na krem? A może takie serum wystarczy zamiast kremu, podobnie jak czyste oleje? 

Tutaj sprawa jest delikatna i wymaga bacznej obserwacji reakcji naszej skóry. Serum o oleistych konsystencjach mogą być bardzo dobrym rozwiązaniem dla osób o skórach nie tolerujących codziennego stosowania olejów zamiast kremu i które mają tendencje do komedogenności. Stosowanie olejowego serum w przypadku takich cer może być kluczem do poprawy stanu cery, ponieważ oleje wzmocnią barierę hydrolipidową skóry, przez co dochodzi do uspokojenia cer łojotokowych i z niedoskonałościami. Kluczem jest jednak prawidłowa aplikacja takiego serum- należy nałożyć na prawdę małą ilość, żeby skóra miała szansę wchłonąć jak najwięcej. Nakładając na takie serum krem, emulgujemy jego ewentualną pozostałość, co ułatwi jego wniknięcie w skórę i brak pozostawienia tłustej powłoki, niepożądanej w przypadku kapryśnych, problematycznych cer.

Serum o oleistych konsystencjach to jedyny rodzaj serum, który pozwalam pacjentkom stosować solo, w zamian za krem. Serum o innych konsystencjach bywają zbyt lekkie i wymagają późniejszej aplikacji kremu/oleju.

Czy w takim razie stosowanie olejowych serum pod oleje ma sens? Tak, w przypadku niektórych cer nawet i takie połączenie okazuje się skuteczne. Jeśli Wasze skóry wprost uwielbiają oleje, nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby nie próbować takich kombinacji. W takiej sytuacji warto dobrać serum o przewadze olejów schnących, które dobrze wnikają w głąb naskórka i nie pozostawiają na skórze tłustej powłoki a na nie nałożyć oleje z grup półschnących, nieschnących lub masło, które mając większe cząsteczki, będą oddziaływać na naskórek na jego płytszych warstwach.

Przejdźmy więc do kilku ciekawych serum- mam nadzieję, że zaciekawi Was coś z tej kolekcji ;)

Serum silnie nawilżające, Clochee
(serum humektantowe)



To serum z pewnością przypadnie do gustu osobom o cerach odwodnionych- zawiera w swoim składzie same humektanty, co stanowi fantastyczną bazę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Szczególnie zachęcam zainteresować się tym produktem osoby, których codzienna pielęgnacja opiera się na olejach- żeby mocniej nawilżyć cerę, warto dostarczyć skórze substancji, które nie tylko zapobiegają utracie wody z naskórka, ale także aktywnie ją wiążą.

Aqua, Glycerin, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Aqua (and) Hydrolyzed Corn Starch (and) Beta Vulgaris (Beet) Root Extract, Sodium Dehydroacetate

To, co najbardziej podoba mi się w tym serum to wykorzystanie zarówno wielkocząsteczkowego jak i małocząsteczkowego kwasu hialuronowego, których synergistyczne działanie pomaga skutecznie nawilżyć cerę. Dodatkowo w serum znajdziemy glicerynę i skrobię kukurydzianą, które również pomagają wiązać wodę w naskórku (również są humektantami). Ekstrakt z  buraka bogaty w betainę dodatkowo wspiera działanie nawilżające pozostałych substancji a także odżywia cerę i wykazuje działanie przeciwbakteryjne. Warto też zwrócić uwagę na brak jakiejkolwiek substancji zapachowej w tym produkcie, co czyni z niego dobry wybór dla osób o cerach wrażliwych i alergicznych!

Cena: ok. 140 zł / 30 ml


Serum odżywczo-odmładzające, Clochee
(konsystencja lekkiej emulsji)

  
To serum niesamowicie przypadło mi do gustu! Systematycznie stosowane sprawia, że cera jest promienna i rozjaśniona. Posiada duże stężenie substancji odżywiających cerę ale także opóźniających procesy jej starzenia się.

Aqua, Glycerin, Canola Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Polyglyceryl-6 Disterate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Seed Oil, Perilla Ocymoides Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Jojoba Esters, Argania Spinosa Kernel Oil, Ribose, Polyglyceryl-3 Beeswax, Xanthan Gum-1, Microcrystalline Cellulose, Biosaccharide Gum-1, Cellulose Gum, Malus Domestica Fruit Culture Extract, Benzyl Alcohol, Lecithin, Dehydroacetic Acid, Tocopherol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum, Cetyl Alcohol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Citral, Geraniol, Linalool

To serum zdecydowanie jest warte swojej ceny ze względu na wykorzystanie drogocennych i niespotykanych substancji aktywnych jak: komórki macierzyste jabłoni (działanie antyoksydacyjne, opóźniające procesy starzenia się skóry), czy rybozę (generuje nowe cząsteczki ATP, które są przekaźnikami energii w komórce). Ponadto w składzie znajdziemy oleje bogate w witaminy i wykazujące właściwości przeciwstarzeniowe: jojoba, arganowy i słonecznikowy. Bardzo podoba mi się wykorzystanie lecytyny w serum, ponieważ to ona odpowiada za odżywienie cery a także oleju z pachnotki, który ma działanie przeciwbakteryjne i pomaga goić zmiany trądzikowe- z tego też względu mogę polecić to serum każdemu rodzajowi cery, nawet tym problematycznym.

Cena: ok. 145 zł / 30 ml

Serum Naturalnie Wygładzające, Resibo
(oleista konsystencja)
 

Serum Resibo to produkt o oleistej konsystencji- nada się dla bardzo suchych skóry, wymagających bardzo silnego odżywienia. W jego składzie znajdziemy rzadko spotykane oleje jak: buriti, marula, czy żywicę z pistacji kleistej a także kilka bliżej znam znanych: pestki winogron, ogórecznik, słodkie migdały.

Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol

Skład jest odpowiednio skomponowany- znajdziemy tutaj zarówno oleje opóźniające procesy starzenia się skóry (pestki winogron, marula), odżywiające i nawilżające cerę (buriti, słodkie migdały) ale także te wspomagające procesy regulacji gruczołów łojowych (lawenda, żywica z pistacji). Serum silnie stymuluje skórę do rewitalizacji- przy codziennym stosowaniu mogą nasilić się rumień i zaczerwienienia cery wynikające z pobudzenia jej funkcji (nie podrażnienia ;)). Dlatego warto zachować umiar, nie zawsze "dużo i często" oznacza "lepiej". Systematycznie stosowane poprawia napięcie i jędrność skóry, odżywia i nadaje cerze promienności. A do tego posiada obłędny zapach!


Aktywator młodości, witamina C, Ava
(żelowa konsystencja)


Jednym z najczęściej poszukiwanych serum są te z wysoką zawartością witaminy C. Nic dziwnego, ponieważ witamina ta posiada bardzo wielokierunkowe działanie: jest antyoksydantem, wymiata wolne rodniki dzięki czemu przyczynia się do opóźnienia procesów starzenia skóry ale także pobudza syntezę kolagenu w skórze, co wpływa na poprawę jej jędrności. Pobudzenie syntezy kolagenu jest również istotne w przypadku naczyń krwionośnych, które to stają się bardziej odporne na niesprzyjające czynniki zewnętrzne- z tego powodu witamina C jest zalecana w pielęgnacji cer naczynkowych. Witamina ta działa rozjaśniająco na cerę a także pomaga zmniejszyć widoczność przebarwień. 

Aqua, Sodium Ascorbyl Phosphate, Glycerin, Malpighia Glabra Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Skład prosty i bogaty w tytułową witaminę C- zarówno w formie stabilnej soli kwasu askorbinowego a także jako ekstrakt z aceroli. Warto jednak mieć na uwadze, że witamina C również może wykazywać działanie złuszczające, dlatego po raz kolejny zachęcam do nie przesadzania z ilością i częstotliwością aplikowania kosmetyków o wysokiej zawartości substancji czynnych, jakimi są serum!

Cena: ok. 20 zł za 30 ml


Serum zwężające pory, Organic Therapy
(emulsja o lekkiej konsystencji) 


To serum już miało przyjemność pokazać się na blogu a wszystko za sprawą jego skuteczności! Faktycznie pomaga zwęzić pory i kluczem do uzyskania tego efektu jest systematyczne ale rzadkie sięganie po ten specyfik. Zawiera w składzie m. in. kwas salicylowy a jak doskonale wiecie- przesadzanie z kwasami może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Serum jest na tyle skuteczne, że nawet osoby trzecie zauważyły efekt na mojej cerze =) 

Aqua with infusions of: Salix Nigra Bark extract, Hamamelis Virginiana Leaf extract, Organic Leptospermum Scoparium Oil, Organic Melaleuea Alternifolia Leaf Oil, Organic Crithmum Maritimum Extract, Glycerin, Zinc PCA, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus, Phospholipids, Salicylic Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid

Skład jest imponujący i bogaty w substancje przeciwzapalne (jak np. ekstrakt z czarnej wierzby, olej manuka czy drzewo herbaciane. Znajdziemy tutaj również substancje odżywiające cerę, dzięki czemu skóra reguluje pracę swoich gruczołów: fosfolipidy, oleinian glicerolu, cynk, mech irlandzki czy oczar. 

Cena: ok. 25 zł / 50 ml 


Serum przeciwzmarszczkowe, Biolaven
(oleista konsystencja)
  

Serum Biolaven- jak i cała seria- jest stworzone w taki sposób, by zaspokoić potrzeby każdej skóry. Znajdziemy w nim same oleje, co czyni z tego kosmetyku prawdziwą bombę substancji aktywnych. To, za co lubię olejowe serum to to, że bardzo łatwo jest je modyfikować- wystarczy dodać odrobinę ulubionego oleju by wzbogacić mieszankę i stworzyć swoje własne, niepowtarzalne serum!

Glycine Soja Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Squalane, Tocopheryl Acetate, Lavandula Angustifolia Oil, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol.

W składzie znajdziemy oleje wykazujące silnie przeciwstarzeniowe właściwości: sojowy, arganowy i pestki winogron zawierający resweratrol. Warto wspomnieć, że olej z pestek winogron także uszczelnia naczynia krwionośne, także ukłon w stronę cer naczynkowych! Ponadto w serum znajdziemy olejek lawendowy, który relaksuje skórę i mięśnie, dzięki czemu zapobiega pogłębianiu się zmarszczek mimicznych oraz... pomaga walczyć z wypryskami. Dodatek witaminy E wymiata wolne rodniki!

Cena: ok. 30 zł / 30 ml


Serum anti-age z żeń-szeniem dla skóry suchej i wrażliwej, Planeta Organica
(żelowa konsystencja)

 
Prawdziwa gratka dla osób lubiących bogate i całkowicie naturalne kosmetyki! Skład opiera się na substancjach wykazujących właściwości antyoksydacyjne a także wpływające na poprawę jędrności i elastyczności skóry. To serum ma bardzo korzystny stosunek ceny do jakości ;)

Aqua enriched with Panax Ginseng Root Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil, Asparagus Racemosus Root Extract, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis Oil, Saccharide Jasminum Officinale Flower / Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album Oil, Myrtus Communis Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Oryza Sativa  Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Iris Florentina Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Curcuma Longa Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Citrus Grandis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide Dismutase, Tocopherol, Hydrolyzed Vegetable Protein, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Squalane, Glycerin, Saccharide Isomerate, Sodium Hyaluronate, Panthenol, Allantoin, Iron Oxydes, Potassium Sorbate, Citric Acid

Skład prezentuje się imponująco i znajdziemy tutaj niespotykane, egzotyczne składniki jak sandałowiec czy mirt. Moją uwagę przykuło także bogactwo witamin: E, PP, B2, A, C, substancje łagodzące (allantoina i pantenol) czy nawilżające (kwas hialuronowy, gliceryna). Serum silnie stymuluje skórę i łatwo z nim przesadzić, dlatego miejmy na uwadze, że to systematyczność jest kluczem do skuteczności =).


Półprodukty 


Zamiast klasycznych, gotowych serum można również sięgnąć po półprodukty! Wcześniej wspominałam Wam o wykorzystaniu olejów w zastępstwie serum i tak samo możemy postąpić np. z witaminą E, która jest skutecznym antyoksydantem.

Natomiast gliceryna, żel aloesowy czy kwas hialuronowy pomagają wiązać wodę w naskórku i mogą zastąpić serum humektantowe.

Jeśli mamy skłonność do podrażnień, dobrym wyborem będzie pantenol!


Koniecznie dajcie mi znać, w jaki sposób Wy stosujecie maseczki i serum, czy znacie któreś z powyższych a może mogłybyście mi coś nowego polecić? 

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii!

Pozdrawiam serdecznie =)

[427.] Demaskujemy Skin Coach! - recenzja książki "Skin Coach" p. Bożeny Społowicz

[427.] Demaskujemy Skin Coach! - recenzja książki "Skin Coach" p. Bożeny Społowicz

 
Dzisiejszy wpis raczej nie będzie należał do przyjemnych i pewnie dam się nie raz unieść emocjom, ale nic mnie tak nie irytuje jak nachalny marketing, w dodatku niepoparty wiedzą. Przemysł kosmetyczny to świetna maszynka do zbijania pieniędzy- za obietnice wiecznej młodości i piękna, niejedna z nas, kobiet, dałaby się pokroić. To straszne, jak wiele osób czy firm żeruje na kobiecych kompleksach.

Każda z nas wie, że kosmetyki bardzo pomagają w polepszeniu stanu naszej cery i skutecznie potrafią opóźnić procesy starzenia. Jednak żeby kosmetyki mogły faktycznie wykazywać takie działanie, muszą być:
1. Odpowiednio dobrane do naszej cery,
2. Stosowane w odpowiedniej kolejności,
3. Mieć bezpieczny skład INCI.

Także nie można generalizować, że każdy kosmetyk to strata pieniędzy ale dziś chciałabym pokazać Wam tę bardziej mroczniejszą część biznesu związanego z kosmetykami- i wcale nie odkryję tu przysłowiowej Ameryki, opowiem o tym, co dzieje się na co dzień, czego nawet nie jesteśmy świadomi- jak blogerzy sprzedają się za marne drobiazgi, w jaki sposób można robić wrażenie osoby znającej się na kosmetykach i jak można pociągnąć tym za sobą tłumy nieświadomych kobiet. A wszystko na przykładzie Pani Bożeny "Skin Coach" Społowicz i jej książki, która niedawno miała premierę.

O Pani Skin Coach dowiedziałam się, dostając meila z propozycją współpracy- była to końcówka sierpnia. Już sama treść meila w moim odczuciu miała nieprzyjemny wydźwięk:

To chwalenie się tytułem jedynego w Polsce Skin Coacha, który rozwiązuje problemy, z którymi nie radzą sobie kosmetyczki ani dermatolodzy (zakładam więc, że kosmetolodzy też mieszczą się w tej grupie, także poczułam małą igiełkę wbijającą się w moje ego)- no ale z drugiej strony, nie ma co być zazdrosnym- jakaś kobietka się rozwija, może warto podpatrzeć, czym się zajmuje i co promuje?

Z małą rozterką przeczytałam kolejną część meila- z góry założone polecenie książki. To już mi się kompletnie nie spodobało, ponieważ jeśli mam kupować przysłowiowego kota w worku, to jak mogę go polecać? Chętnie przeczytałabym książkę i napisała recenzję, ale jeśli z góry ma być ona pozytywna to podziękowałam. Za dużo pracuję na to, żeby w oczach moich czytelników być osobą rzetelną i godną zaufania, żeby zatracić to przez jedną recenzję.

I nawet nie wiecie, jaki miałam ubaw gdy widziałam w lutym (premiera książki się opóźniła), kolejne pojawiające się pozytywne recenzje książki Skin Coach napisane w konwencji, o którą prosiła autorka meila. Niektóre blogerki posunęły się do tego, że pisały dwie recenzje- jedną pozytywną, dla wydawnictwa a drugą- szczerą :). Książka Skin Coach była wszędzie- na insta, na fb, w gazetach. Obiecałam sobie, że ją przeczytam oraz napiszę szczerą recenzję. I wspomnę, że ludzie nie są idiotami i od razu wyczuwają buble! Jak postanowiłam, tak też zrobiłam- post będzie długi, bogaty w screeny, składniki INCI i szczyptę ironii.

Zanim jednak książka się ukazała, postanowiłam zapoznać się z Panią Skin Coach- wiecie: to, że chce rozpromować swoją książkę, to nie jest grzech. Może to ja jestem przewrażliwiona, może robię z igły widły i niepotrzebnie uniosłam się dumą po przeczytaniu meila. Z ciekawością zerknęłam w odmęty internetu, kim też jest Skin Coach i czym się zajmuje.

Na początku byłam pozytywnie zaskoczona- Pani Bożena podkreśla, że popiera naturalną pielęgnację cery. Pomyślałam więc, że zapewne będę mogła ją podglądać i dowiedzieć się wiele nowości. Niestety, z każdym kolejnym artykułem na jej stronie internetowej, coraz bardziej się denerwowałam- apogeum osiągnęłam w momencie, gdy przeczytałam, że Pani Skin Coach, Pani popierająca naturalną pielęgnację, nie popiera stosowania olejów w pielęgnacji (artykuł... został usunięty ze strony SkinCoach.pl!) Notabene parę tygodni wcześniej pisząc post o zaletach oleju z pestek malin. Rozdwojenie jaźni czy może zaawansowana schizofrenia? Czym więc Pani Skin Coach chciałaby zastąpić oleje? Jaką naturalną substancją? Może silikonem zawartym w kosmetykach, które poleca (ale o polecanych kosmetykach będzie później)? Jedną z gaf Pani Skin Coach przytoczyłam Wam w artykule dotyczącym właśnie pielęgnacji cery olejami:


Oczywiście substancje rozpuszczalne w wodzie- jak sama nazwa wskazuje- rozpuszczają się... W WODZIE (!!!) a więc jesteśmy w stanie je zmyć przy pomocy samej wody. Eureka.

W ogóle Pani Bożena na każdym kroku podkreśla, że jest jedyną w Polsce Skin Coach a może nawet na świecie. Nie wiem, czy siedzicie w temacie coachingu - kiedyś jak miało się problem, szło się do psychologa. Teraz idzie się do coacha, bo to lepiej brzmi. Wg mnie żeby być dobrym coachem wystarczy mieć gadane, umieć przekazać wiedzę, mieć pomysł. A Pani Bożena w swojej książce, na stronie internetowej czy w wywiadach jakie udziela jest nudna jak flaki z olejem! Gdy ją słucham, z pewnością nie pojawia się w mojej głowie żadna iskra, pomysł, nie czuję się zainspirowana. Czuję się tylko zażenowana i zdenerwowana- jak wtedy, gdy w "Dzień Dobry TVN" na pytanie prowadzącej "Czym różni się Skin Coach od kosmetyczki?" odpowiedziała:

"Skin Coach edukuje swoich klientów. Pokazuje, co jest dobre dla skóry. Zahacza o aspekty takie jak dieta, styl życia no i oczywiście prawidłowa pielęgnacja. Uczy, poszerza świadomość, wspiera, motywuje, żeby ta zmiana rzeczywiście była trwała a kosmetolog/kosmetyczka wykonuje zabieg."

To po co były mi te 5 lat studiów? Więcej nauczę się na weekendowym kursie coachingu? Byłam na jednym, to znaczy, że jestem skin coachem? Mam dwie koleżanki, które kończyły wraz ze mną kosmetologię + kończyły także dodatkowo magisterkę z coachingu medycznego- to może one mają prawo nazywać się skin coach? Niestety, prawo Polskie jeszcze tego nie reguluje, także coachem może być każdy, nieważne co ukończył i czy cokolwiek w ogóle ukończył.

Zobaczcie zresztą same, jak prowadzący "DDTVN" poganiali Panią Bożenę: LINK

No ale nie ma się co złościć o nazwę- jest chwytliwa i pewnie wiele osób pobiegnie jak stado bezmyślnych owieczek tylko za nią. I nic dziwnego- że mając takich czytelników- przez całą książkę Pani Bożena zwraca się do nas jak do przygłupów. Wydźwięk tej książki jest jednoznaczny: "Ja jestem Skin Coach, ja wiem wszystko najlepiej. Ty nic nie musisz analizować, nie musisz się w nic zagłębiać, po prostu rób co piszę a z pewnością poczujesz się lepiej." 

Przejdźmy więc do książki, bo to o niej ma być wpis a na razie wychodzę na jadowitą zołzę. To, co rzuciło mi się pierwsze w oczy, to masa błędów stylistycznych... Już na zakładce okładki mamy... słowo "uważność", które nie istnieje (dla ciekawskich, odsyłam do słownika języka polskiego)- jakiś taki śmieszny neologizm.


Ale neologizmy to nic złego, "uważność", "celowność" czy "coachennice" to takie smaczki, które urozmaicają książkę. Dużo większym minusem było zwracanie się do czytelnika z małych liter. Książka jest formą przekazu, zwłaszcza napisana w takim stylu, jak robi to Pani Skin Coach. Jest to forma listu- zwraca się do nas bezpośrednio, krok po kroku instruuje o kolejnych etapach pielęgnacji. Jednak wszystkie zaimki występują z małej litery: "twój, ty, twoja, tobie, ciebie"- jako czytelnik od razu stawiam się na niższej pozycji. "Jestem taka mała, nic nieważna, nic nie wiedząca, w porównaniu z Panią Skin Coach". Celowy zabieg czy niedopatrzenie?


Niewyjustowane akapity pominę, bo to pierdoła i bez nich można żyć. Ale trochę rażą w oczy =) Zwłaszcza, że cała książka jest ładnie wydana, zdjęcia są estetyczne, dopracowane... a tutaj te rozjeżdżające się linijki.

Pierwszym stwierdzeniem, które pojawiło się w książce i które wprawiło mnie w osłupienie było to, że "komórki naszego organizmu już pod wpływem samego myślenia o zmianie, (...) uruchamiają procesy regeneracyjne" - dobre, po przeczytaniu artykułu na pudelku, że Salma Hayek wymodliła sobie biust nie wzięłam tego na poważnie, ale Pani Skin Coach udowodniła mi, że nie potrzebuję kosmetyków, zabiegów ani ćwiczeń! Wystarczy, że będę MYŚLEĆ!


Zdaję sobie sprawę, że autorce chodziło o efekt placebo. Wiele problemów wyolbrzymiamy i często jesteśmy dla siebie surowe- zmiana toku myślenia sprawia, że przestajemy postrzegać nasz problem jako przerysowany. Efekt placebo jak najbardziej potwierdzony naukowo a nawet prowadzi się badania w których obserwuje się faktycznie pozytywne skutki leczenia z jego pomocą. Jednak napisać, że już od myślenia w komórkach zachodzą procesy regeneracyjne, to już mocne naciągnięcie. Jak osoba z wykształceniem medycznym, która kreuje się nie tylko na kosmetologa, ale także specjalistę w dziedzinie: psychologii, dietetyki, endokrynologii i technologii produkcji kosmetyków, może napisać taką głupotę? Podobnie w przypadku stwierdzenia Pani Skin Coach, że witamina D3 nie może być przyjmowana wraz z pożywieniem a jedynie syntezowana pod wpływem promieni UV- to jakim cudem eskimosi nie cierpią na niedobory witaminy D skoro cały czas chodzą grubo ubrani a słońca u nich jak na lekarstwo? Może rozwiązaniem jest dieta bogata w tłuste ryby, hm?

Pani Skin Coach ma nadzieję, że jej książka będzie inspiracją dla osób studiujących kosmetologię. Z taką masą błędów może jedynie oczekiwać ośmieszenia od osób związanych z branżą i wprowadzić w błąd osoby, które dopiero zaczynają przygodę z pielęgnacją.

Mam pytanie odnośnie punktu 4: pracuję w godzinach 7.00-15.00 a wstaję już o 5.00 rano. W jaki sposób mam do południa zrobić coś dla siebie? Myślę, że większość kobiet w Polsce pracuje w godzinach porannych...

Innym, rażącym mnie błędem jest... odrzucenie typu cery mieszanej. Jeśli to ma być jedna z innowacji Pani Skin Coach, to niestety obrała zły kierunek do robienia sensacji. Faktycznie, cerę mieszaną można źle zdiagnozować, można pomylić ją np. z podtypem cery o rozregulowanej pracy gruczołów łojowych, czy cerą tłustą a odwodnioną, jednak błędem jest stwierdzić, że taki typ cery całkowicie nie istnieje! Większość Pań, z którymi mam styczność, określa swój typ cery jako mieszany, wyraźnie wskazując na cechy cery tłustej w strefie T i cechy skóry suchej na policzkach. Zgadzam się, że do pielęgnacji cery mieszanej nie trzeba stosować dwóch oddzielnych kosmetyków, każdego do odmiennej partii twarzy- nie oznacza to jednak, że cera mieszana nie istnieje!

Jednak zastanawia mnie, co w wypadku, jeśli jakaś osoba weźmie sobie wskazówki Skin Coach do serca. Zamiast określić swoją cerę jako mieszaną, określi ją jako problematyczną (ponieważ miejscowo występują u niej łojotok oraz niedoskonałości) i będzie traktować całą powierzchnię twarzy kosmetykami z kwasami i etanolem a myć ją przy pomocy mydła w kostce, tak zachwalanymi przez Panią Bożenę. Co wtedy stanie się z tymi bardziej suchymi partiami twarzy? A czy te mocne preparaty nie zaostrzą niedoskonałości cery? Tutaj Pani Skin Coach nie daje żadnych wskazówek. Zresztą po co- Czytelnik ma nie myśleć nad konsekwencjami tylko ślepo wierzyć autorce i stosować się do jej zaleceń. 

1. Pani Skin Coach odradza kosmetyki z alkoholem (w ogóle szkoda, że nie wspomina o jakim rodzaju alkohou mówi, bo jak doskonale wiemy- w kosmetykach są różne rodzaje alkoholi i mają one odmienne właściwości. Zakładamy jednak, że autorce chodzi o etanol)- a jak zobaczycie w dalszej części artykułu, będzie polecać kosmetyki właśnie z alkoholem.
2. Każde mydło jest zasadowe, KAŻDE =)
3. W jaki sposób sebum może działać podrażniająco?!

Posłuchajcie zresztą wywiadu udzielonego przez Skin Coach dla Cosmopolitan o typach cery. Swoją drogą, dlaczego Pani Bożena opowiadając o typach cery musi zerkać do napisanego przez siebie "podręcznika"?! Porywa Was ten wywiad? Czujecie chęć zmiany? LINK

I tutaj schodzimy na mój ulubiony temat- polecanie mydeł w kostce do mycia twarzy, głównie Aleppo ale też innych mydeł naturalnych. Mydła może i owszem, mają ładne składy, ALE niestety problematyczny jest jeden składnik wykorzystywany do ich tworzenia- wodorotlenek sodu. Bez tej substancji nie da się wytworzyć mydła, to ona odpowiada za właściwości myjące, pieniące tego kosmetyku a także sprawiają, że mydło ma formę stałą. Substancja ta jest stosowana do produkcji KAŻDEGO mydła w kostce!

Niestety, sód, który reaguje z olejami, jest metalem o zasadowym pH i podnosi wartość pH całego kosmetyku. A preparaty o zasadowym pH działają żrąco na naskórek i włosy- skrajnym przypadkiem takiego działania jest np. preparat "Kret" do udrażniania syfonów. Pewnie nie raz miałyście okazję zaobserwować, jak dobrze radzi sobie z rozpuszczeniem włosów zalegających w odpływie, być może któraś z Was doświadczyła podrażnienia skóry w kontakcie z tym preparatem. Oczywiście mydła nie są aż tak silnymi substancjami, jednak ten przykład bardzo dobrze obrazuje to, jak działają preparaty o wysokim pH. Mydła mimo, iż są słabsze, to przecież są stosowane systematycznie i często- a to sprawia, że nasza skóra jest narażona na wysuszenie i bycie bardziej wrażliwą na czynniki zewnętrzne.


Mimo, iż autorka zachwala mydła przy każdym akapicie dotyczącym cery problematycznej, sama wskazuje, iż trzeba robić od mydła przerwy. Czy nie zastanowiło ją to, dlaczego? Co się dzieje, gdy skóra jest długotrwale traktowana mydłem? Oczywiście na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi.
Dodatkowo Pani Skin Coach twierdzi, że tonik przywraca równowagę hydrolipidową (pomylone z wyrównywaniem pH skóry) a także widzimy kolejny zaimek z małej litery. 

Oczywiście pH mydeł można starać się obniżyć, jednak aktualnie nie istnieje mydło w kostce o fizjologicznym odczynie pH (czyli takim, które byłoby bezpieczne dla naszej skóry). Jednak związki wykorzystywane do obniżania pH mydeł w kostce nie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych. Dlatego każde mydło w kostce a zwłaszcza te "naturalne" - będą zaburzać pH.

Zaburzenie pH skóry dodatkowo wiąże się z rozwojem patologicznej flory bakteryjnej- ponieważ lekko kwaśne pH skóry jest niesprzyjającym środowiskiem dla wielu bakterii- w tych warunkach może bytować nasza fizjologiczna ("dobra") flora bakteryjna. Rozwój patologicznej ("złej") flory bakteryjnej prowadzi do rozwoju trądziku (który jest wywoływany przez bakterie P. acnes), gorszego gojenia się wyprysków czy ranek na skórze, wraz z pozostawianiem przebarwienia. Można zaobserwować także hiperkaretotyczne zmiany niewiadomego pochodzenia, nierzadko łuszczące się czy swędzące.

Nasza skóra posiada jednak mechanizm, który przywraca skórze odpowiednie pH- jest to wydzielanie potu (pot ma kwaśne pH). Jednak żeby udało się skórze wyrównać pH, potrzeba czasu (ok. 2 h) - a za ten czas zasadowe pH mydła + bakterie, mogą przyczynić się do pogorszenia stanu cery. Nie u każdego gruczoły potowe pracują prawidłowo- część skór nie będzie w stanie wyrównać pH, natomiast u innych może dojść do wzmożonej pracy gruczołów potowych, co będzie skutkowało błyszczeniem się cery oraz spływaniem makijażu.

Być może niektóre z Was powiedzą- ale po to właśnie jest tonik, żeby wyrównać pH skóry po umyciu! To prawda, jednak producenci nie podają wartości pH toniku ani pH mydeł a nawet gdyby podawali- nie byłybyśmy w stanie obliczyć, czy pH skóry wróciło do prawidłowego odczynu, które dla każdej z nas jest inne i waha się w granicach 4,5-5,5. Dlatego naciągnięciem jest traktowanie toniku jako antidotum na destrukcyjne działanie mydeł.

Zalecanie samego hydrolatu po mydle jest nietrafione- w końcu hydrolaty czy też napary ziołowe mają lekko kwaśne pH. A żeby obniżyć pH do stanu fizjologicznego po użycia mydła, produkt tonizujący powinien mieć pH w granicach 2-3 ! A nawet tak niskie pH toniku nie daje nam pewności, że pH zostało prawidłowo wyrównane. Hydrolaty nie poradzą sobie z tonizacją po mydle... A już zwłaszcza, gdy mamy je wytrzeć chusteczką- po co?! Przecież to tylko woda, która w momencie odparowuje. Dajmy jej ten moment, by zadziałała.

Ostatnim problemem- i równie istotnym- jaki wiąże się ze stosowaniem mydeł w kostce jest to, że są to substancje niemal tak silnie naruszające barierę hydrolipidową skóry, jak SLS!

Jeśli kogoś interesuje bardziej temat mydeł i kontrowersji z nimi związanymi, zapraszam do zapoznania się z osobnymi artykułami:
- Kompendium Wiedzy o Mydłach

W przypadku mydeł potasowych, tzw. "czarnych" sytuacja wygląda dokładnie identycznie- ich inna konsystencja wynika z faktu, iż zamiast sodu występuje w tych preparatach potas, jednak wykazuje on dokładnie takie same właściwości względem skóry, jak sód.

Oczywiście są osoby, które uwielbiają mydła w kostce i które twierdzą, że te preparaty im służą. Jednak z tymi kosmetykami wiąże się tyle kontrowersji, że wolę dobrać pacjentce mniej ryzykowne środki myjące. W końcu do problematycznych cer należy dobierać jak najbezpieczniejsze preparaty, które dadzą największe prawdopodobieństwo poprawy stanu cery a nie jej ewentualnego pogorszenia, prawda?

Pani Skin Coach twierdzi, że problem łojotoku i trądziku pojawia się po 20. r. ż. A trądzik u nastolatków?! Poniżej nazwa, która rozbroiła mnie na łopatki: skóra interaktywna.

To, z czego Pani Skin Coach próbuje zasłynąć, to odchudzanie kosmetyczek, które ma umożliwić nam oszczędność pieniędzy. Tylko z czego mam rezygnować, skoro Pani Skin Coach poleca (na przykładzie pielęgnacji twarzy):
- kosmetyk do demakijażu- do wyboru: micel, żel, mydło, mleczko, pianka,
- tonik, hydrolat lub woda komórkowa,
- krem z filtrem,
- krem bazowy,
- ampułki i serum,
- krem pod oczy.

Czy to jest mało, zwłaszcza, że kosmetyki, które poleca, kosztują od 100 zł wzwyż? (Wyjątkiem są mydła i płyny do demakijażu za ok. 40 zł).

Jedyną różnicą, którą zauważam to brak dwuetapowego oczyszczania twarzy- wg p. Skin Coach wystarczy jeden kosmetyk myjący, niezależnie, czy mamy makijaż czy nie- makijaż wg tej Pani można zmyć mydłem, żelem, pianką. I w mojej opinii jest to kolejny rażący błąd- zastosowanie jednego kosmetyku to zdecydowanie za mało, żeby dokładnie oczyścić skórę!


Jeśli zastosujemy płyn micelarny, to jest to na tyle delikatny kosmetyk, że zmyje jedynie powierzchnie skóry- dlatego jest polecany do demakijażu. Sam micel niestety nie oczyści dogłębnie porów, nie wyciągnie tego, co w nich zalega. Żeby oczyścić pory dogłębnie należy skórę masować, ponieważ podczas masażu wytwarza się ciepło, pod którego wpływem otwierają się pory a kosmetyk myjący ma szansę "wyciągnąć" to, co zalega głęboko w nich. Brak dogłębnego oczyszczenia wpływa nie tylko na pojawianie się kolejnych niedoskonałości, ale także uniemożliwia wniknięcie substancji aktywnych odpowiednio głęboko w skórę, ponieważ mają one do pokonania jeszcze jedną barierę w postaci brudu zalegającego w rozszerzonych ujściach gruczołów łojowych. To wpływa na brak efektów pielęgnacji.

Natomiast jeśli nosimy makijaż a będziemy chciały zastosować od razu kosmetyk, którym masujemy skórę, również nie będzie to skuteczna metoda, ponieważ taki preparat stworzy zawiesinę wraz z kosmetykami kolorowymi, które były na naszej twarzy, a ona uniemożliwi dogłębne oczyszczenie skóry.

Również rozwiązaniem nie jest mycie twarzy dwa razy pod rząd kosmetykiem, którym masujemy twarz (wyjątek mleczka), ponieważ w ten sposób możemy doprowadzić do naruszenia bariery hydrolipidowej skóry. Rozwinięcie tematu dwuetapowego oczyszczania skóry w osobnym artykule: niedoceniane oczyszczanie twarzy.

A teraz moje Drogie, wyobraźcie sobie zmywanie tuszu do rzęs przy pomocy mydła =) Nic, tylko słuchać Pani Skin Coach!

Zanim jeszcze przejdziemy do kosmetyków, które poleca Pani Skin Coach, chciałabym wymienić substancje, których Pani Bożena radzi unikać. Są to:
- parafiny i oleje mineralne,
- SLS-y,
- parabeny,
- inne szkodliwe konserwanty do których zalicza: Quaternium-15, Imidazolidinyl Urea, Methylisothiazolinone, Triethanoloamine, Sodium Benzoate,
- talk.

Niestety, kwestii PEGów Pani Bożena nie wyjaśniła- może dlatego, że znajdują się w polecanych przez nią kosmetykach?

Żałuję, że tematu szkodliwych substancji Pani Skin Coach nie rozwinęła bardziej- to przecież jest pole do popisu dla kosmetologa! Szkoda, że nie napisała wprost, żeby unikać też wazeliny, zamiast "oleje mineralne", SLS i jego pochodne wrzuciła do jednego worka jako "SLS-y", odradza stosowania benzoesanu sodu, który przecież jest zatwierdzony przez standard COSMOS i jest konserwantem spożywczym... Chętnie poczytałabym więcej na ten temat a zwłaszcza o benzoesanie. Żałuję, że Pani Skin Coach nie wypowiedziała się więcej o substancjach, które są niedozwolone do stosowania w kosmetykach naturalnych jak PEG, PPG, glikole czy silikony. Chyba, że poleca te substancje?

Silikonów niby nie poleca ale... zobaczycie dalej same ;)

A teraz przejdźmy do analizy składów INCI kosmetyków polecanych przez Panią Skin Coach! Oczywiście znalezienie składów niektórych preparatów było niemożliwe, jednak udało mi się zebrać aż 18 składów i... zobaczcie same, co poleca "ekspert naturalnej pielęgnacji"!

(Składy specjalnie podane w formie screenów z widoczną nazwą produktu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że coś pozmieniałam czy dodałam od siebie) :

Smoothing Toner marki PCA Skin, ok. 160 zł:
 Przepraszam, a gdzie mamy w INCI nagietek, gorzknik, ogórek, guaranę i bluszcz?

Azelac żel marki Sesderma, ok. 110 zł:


I mamy strzał w kolano! Popatrzcie najpierw na koniec składu. Co konserwuje ten produkt? Donor formaldehydu (Imidazolidinyl Urea) oraz parabeny, które przecież Pani Skin Coach odradza! Ponadto w produkcie mamy takie "smaczki" jak glikol propylenowy i ceteareth, które mogą być zanieczyszczone szkodliwymi tlenkami etylenu i wykazywać właściwości drażniące, ponadto w składzie znajdziemy silikon i etanol- faktycznie, sama natura i zdrowie!

Na żółto podkreśliłam triklosan- to antybiotyk, który jest wydawany bez recepty, ale jednak jest to lek. Uważam, że w przypadku takiej substancji lepiej jest zachować szczególną ostrożność podczas stosowania ale oczywiście Pani Skin Coach nic o tym nie wspomina...


Obagi Sun Shield Matte SPF 50 Broad Spectrum, ok. 130 zł:



I znów substancje potencjalnie drażniące, które nie powinny być obecne w kosmetykach naturalnych: PEG, glikole, polisorbat, ceteareth, disodium EDTA, BHT a także... odradzany przez samą Skin Coach Methylisothiazolinone! Z substancji komedogennych mamy silikony: dimethicone oraz cyclopentasiloxane.


 Blephasol, płyn micelarny do codziennej pielęgnacji powiek marki Thea, ok. 30 zł:

 I znów drażniące PEGi...


Woda komórkowa marki Esthederm, ok. 80 zł:



Tutaj skład jest chroniony patentem. Z tym preparatem miałam już styczność na studiach i bardzo mocno zastanawiałyśmy się wraz z prowadzącą, czymże może być ta woda komórkowa? Może roztworem soli fizjologicznej, który można kupić w każdej aptece za kilka zł? W każdym razie składu INCI nie poznamy...


Calm Redness Relief Serum marki Paula`s Choice, ok. 150 zł:

 Byłoby pięknie, gdyby nie polisorbat, PEG, silikon i disodium EDTA. Dla mnie odpada, te substancje nie mogą być stosowane w kosmetykach naturalnych.


ectoSkin P7 marki Langsteiner, ok. 37 zł

 Substancja potencjalnie drażniąca, która nie może być stosowana w kosmetykach naturalnych.


Deluxe Advance marki Tegoder Cosmetics, ok. 100 zł:

Na niebiesko zaznaczyłam konserwant, który Pani Skin Coach odradza (benzoesan sodu), jednak jest on dopuszczalny do stosowania w kosmetykach naturalnych. Chętnie dowiedziałabym się, dlaczego Pani Bożena odradza tę substancję, natomiast jest to po raz kolejny przypadek, gdy Pani Skin Coach poleca kosmetyk z substancją, przed którą przestrzegała w książce...


Serum liposomowe z witaminą C marki Sesderma, ok. 160 zł:
Przed wyjściem na słońce Pani Skin Coach zaleca zastosowanie serum z witaminą C a przy okazji etanolem, który przecież jest fototoksyczny, uwrażliwia skórę na promienie UV. Poza nim mamy takie "kwiatki" jak drażniące PEG, glikol i polisorbat. W składzie serum znajduje się również sól (sodium chloride), która niestety może wysuszać skórę...


Medi SPA Sunspray SPF50/PA+++ marki Cell Fusion C, ok. 150 zł:

Substancje potencjalnie drażniące: glikole, PEG, etanol, disodium EDTA. Z komedogennych: silikon (cyclopentasiloxane) oraz sól, która może wysuszać skórę.


Pigment Bar marki PCA Skin, ok. 200 zł:

A tutaj ciekawostka- etanol mamy ukryty aż pod dwoma nazwami: SD Alcohol 40-B oraz Alcohol- nie sądzę, żeby był to dobry wybór dla skór z przebarwieniami zwłaszcza, że etanol uwrażliwia skórę na promieniowanie UV. Dodatkowo w składzie mamy glikol i BHT, które są potencjalnie drażniące.


Factor G Renew serum liposomowe marki Sesderma, ok. 190 zł:
Substancje potencjalnie drażniące: PEGi, polisorbat, disodium EDTA, tromethamine a także wysuszająca sól i etanol. 


Serum przeciwzmarszczkowe Reti-Age marki Sesderma, ok. 200 zł:

 Nic nowego, po raz kolejny cała gama szkodliwych substancji, które nie mogą być stosowane w kosmetykach naturalnych.


Serum ATPses marki Sesderma, ok. 160 zł:


Poza całą śmietanką substancji potencjalnie drażniących, komedogennych i wysuszających, mamy kolejną "wpadkę": triethanoloamine, którą Pani Skin Coach przecież odradza...


CMS Eye Contour Gel marki Cell Fusion C, ok. 165 zł:


 I znów strzał w kolano: triethanoloamine oraz parabeny, które Pani Skin Coach odradza okraszone glikolami...


INNO EXFO beta Purifier 24H Cream marki Innoaesthetics, ok. 210 zł:


"Tylko" glikol i disodium EDTA... 


Tonik z witaminą C marki dr Murad, ok. 150 zł:


Glikole, PEGi i disodium EDTA- taka naturalność!

Jak widać na załączonych wyżej przykładach- nie można ślepo wierzyć w obietnice. Nawet jedynej w Polsce i być może na świecie- Skin Coach. Zawsze sprawdzajcie składy INCI- nie trzeba być wcale ekspertem, żeby zauważyć, jak wrabia nas autorka książki.

Cały post wyszedł mi strasznie długi a to dopiero kropla w morzu głupot, jakie wypisała Pani Bożena w swojej książce. Przytoczę Wam jeszcze na szybko kilka równie ciekawych "smaczków":

- "Skóra właściwa zawiera (...) trzy rodzaje gruczołów: czynne od urodzenia gruczoły potowe ekrynowe (...)"- a problem z termoregulacją u niemowląt i zwracanie uwagi, by nie przegrzewać maluszka?

- "soda oczyszczona jest dobrym zmywaczem skóry, nie podrażnia jej, przywraca fizjologiczne pH (...) reguluje pracę gruczołów łojowych."- soda, o zasadowym pH =)


- Jak myślicie, czym jest cera INTERAKTYWNA ? - ja w pierwszej kolejności pomyślałam o jakiejś zaawansowanej technologii, być może skóra po przeszczepie? - nie, Pani Skin Coach określa tak skórę wrażliwą (nadreaktywną).

- Pani Skin Coach odradza stosowanie kremów na noc a to właśnie w nocy skóra się regeneruje co sprawia, że nakładane na nią substancje mają możliwość lepiej zadziałać. Dodatkowo takie działanie może u niektórych cer przyczynić się do pogorszenia ich stanu: w przypadku cer suchych czy atopowych mogą wyraźnie nasilić się objawy wysuszenia cery takie jak suche skórki, zmiany hyperkeratotyczne, skóra może stać się bardziej reaktywna na czynniki zewnętrzne a nawet mocniej się czerwienić, co może doprowadzić do rozwoju cery naczynkowej. W przypadku cer normalnych, tłustych i mieszanych bardzo łatwo o rozregulowanie pracy gruczołów łojowych, nadmierne nasilenie ich pracy co w konsekwencji może przyczynić się do wzmożenia błyszczenia cery czy pojawiania się zmian trądzikowych.

-  Małą pierdołą, ale która irytowała mnie w książce było określanie betainy kokamidopropylowej (substancji myjącej) samym słowem "betaina", która to jest inną substancją i wykazuje całkiem inne działanie (nawilżające)- Pani Bożena jako technolog produkcji kosmetyków chyba nie powinien robić takich błędów?

- Kolejną pielęgnacyjną "innowacją" Pani Skin Coach z którą się nie zgadzam, jest zachęcanie do stosowania kosmetyków z kwasami w terapii skóry problematycznej (a więc tłustej, mieszanej, trądzikowej). Stosowanie kosmetyków z kwasami na własną rękę wiąże się z dużym ryzykiem powikłań, o czym pisałam w II części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka. Jeśli myślicie o kwasach, lepiej zwróćcie się z tym problemem do profesjonalisty. Kolejną taktyką proponowaną przez P. Bożenę jest stosowanie kosmetyków z kwasami na dzień a na noc pozostawianie skóry bez żadnego kremu- w książce nie ma ani jednej wzmianki o tym, że kwasy uwrażliwiają skóry na promieniowanie UV i nawet stosowanie kremu z wysokim filtrem UV może nie być wystarczające, żeby uchronić skórę przed powstaniem przebarwień.

 Polecenie stosowania kosmetyków z kwasami na dzień (przypominam o tym, że kwasy uwrażliwiają skórę na promieniowanie UV, co w konsekwencji może doprowadzić nawet do powstania przebarwień) a także brak pielęgnacji cery na noc- mam wrażenie, że Pani Bożena pisząc "regulacja pracy gruczołów łojowych" ma na myśli wysuszanie cery.

- na łamach stron 68 i 69 osoby rozpoczynające przygodę z naturalną pielęgnacją cery mogą dostać rozdwojenia jaźni, ponieważ Pani Skin Coach najpierw twierdzi, że na skórze znajduje się "PTS- płaszcz tłuszczowy skóry" zwany inaczej jako "sebum" a już w kolejnym akapicie wprowadza pojęcie "płaszcza hydrolipidowego". Czytelnik może zacząć zastanawiać się, czy są to całkiem dwa odmienne twory a w obu przypadkach rozchodzi się o barierę produkowaną przez nasze gruczoły- zarówno łojowe jak i potowe- która zapobiega utracie wody z naskórka, chroni przed czynnikami zewnętrznymi a także wnikaniem drobnoustrojów do organizmu.

- razi mnie wrzucenie cer: mieszanych, tłustych, łojotokowych, trądzikowych do jednego worka z określeniem "cera problematyczna". Już sama cera trądzikowa może mieć różne podłoże: hormonalne, związane z zażywanymi lekami, nieprawidłową pielęgnacją, nadmierną pracą gruczołów łojowych czy nadmiernym rozwojem bakterii. Każdą cerę trądzikową należy traktować indywidualnie i w zależności od przyczyny, dobieramy odmienne kosmetyki pielęgnacyjne.

- Nie podoba mi się również wrzucanie do jednego worka wszystkich kosmetyków kolorowych do makijażu i twierdzenie, że wszystkie szkodzą. Myślę, że istnieje ogromna przepaść pomiędzy drogeryjnymi podkładami bogatymi w silikony, glikole, PEGi czy inne potencjalnie drażniące i komedogenne substancje a podkładami mineralnymi, które zawierają dwutlenek tytanu i tlenek cynku, mogące wysuszać cerę. Jednak kwestia wysuszania cery przez podkłady mineralne jest kwestią bardzo indywidualną, znam osoby o cerze suchej z powodzeniem stosujące minerały. A przecież podkłady naturalne, to nie tylko sypkie formuły- na rynku istnieją ciekawe podkłady i kremy BB w formie płynnej, które świetnie spiszą się na skórach suchych. Za to podkłady mineralne są niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej i mieszanej- myślę, że są lepszym wyborem niż np. kwasy czy kosmetyki z etanolem, ponieważ regulują pracę gruczołów łojowych a ponadto chronią przed promieniowaniem UV. 


- Wg Pani Skin Coach, w "zaawansowanej kosmetologii" wyróżnia się 4 podtypy cery: problematyczna, interaktywna, hiperpigmentacyjna, przedwcześnie starzejąca się- myślę, że taki podział to duże spłycenie i uogólnienie a szkoda, bo z przyjemnością dowiedziałabym się szczegółów zamiast ogółów.

- Naprzemienne zachęcanie do stosowania olejów po czym ich odradzanie. Zresztą przeczytajcie same, dlaczego nie powinnyśmy stosować olejów:

Znów wzmianka o złuszczaniu skóry kwasami w domowym zaciszu a także unikaniu alkoholu i silnych detergentów. Dalej- odradzanie stosowania olejów. A co z działaniem wzmacniającym barierę hydrolipidową przy pomocy NNKT zawartych w olejach? Właśnie w ten sposób oleje wpływają pośrednio na regulację pracy gruczołów łojowych! Oczywiście- ile cer trądzikowych, łojotokowych i mieszanych, tyle przypadków- u jednych oleje się spiszą a u innych nie. Może gdyby Pani Skin Coach nie generalizowała i nie wrzucała tych wszystkich przypadków do worka z podpisem "cera problematyczna", wyszłoby to jej metodom na lepsze.

- Oglądając wywiady z Panią Skin Coach obserwuję - cóż, zboczenie zawodowe- wyraźne błyszczenie się cery. Stres i uderzenia gorąca pod wpływem studyjnych lamp czy może rozregulowana praca gruczołów łojowych na wskutek stosowania się do własnych rad?

A tutaj screen ze strony Pani Skin Coach, która twierdzi, że substancjami myjącymi w piance Makutu są hydrolaty (destylaty). Jaką więc rolę w tym preparacie pełni betaina kokamidopropylowa?!


Pani Skin Coach udzieliła również wywiadu dla gazeta.pl - tytuł krzyczy: "To robi wrażenie, gdy przychodzi ekspert i mówi: wszystko, co wiedzieliście o pielęgnacji to ściema."- powiedzcie mi więc, co tak innowacyjnego wprowadza ta Pani? Odchudzanie kosmetyczki- nie wyszło. Zachwalanie mydeł w kostce- phi, sama zaleca przerwy od stosowania mydła. Może odrzucenie faktu istnienia cery mieszanej? No to też Pani Skin Coach nie wyszło... Komentarze pod tym artykułem mówią same za siebie =)

"Nawilżenie głębszych warstw skóry"- jak już chcemy być dokładni, to naskórka, bo kosmetyki mają nie przenikać bariery skórno-naskórkowej. Kolejna rzecz- Pani Bożena używa strasznie dużej ilości innowacyjnych określeń, jak np. określanie kremu dopasowanego do potrzeb naszej skóry "kremem naprawczym"- myślę, że taka ilość nowych nazw tylko wprowadza czytelnika w błąd i robi zamęt.

Jeszcze kilka ciekawych mądrości Pani Skin Coach:

 1. Mycie ciała mydłem- a przepraszam, czy do całego ciała też Pani Skin Coach zaleca tonik? Jeśli nie, w jaki sposób wyrównać pH na skórze ciała?
2. Odradzanie stosowania balsamów i kremów- jeśli skóra dopomina się zastosowania kosmetyku, to znaczy, że gruczoły łojowe nie są w stanie wytworzyć odpowiednio szczelnej bariery hydrolipidowej. Jest to sygnał, że jesteśmy posiadaczkami cery suchej lub borykamy się z problemami dermatologicznymi jak np. AZS. Odstawienie kosmetyków nawilżających nie wpłynie na pracę gruczołów łojowych, nie pobudzi to ich pracy, niestety. W przeciwnym razie, problemy cer suchych, dojrzałych czy AZS po prostu by nie istniały :). 
3. Kosmetyki nawilżające (czyli kremy, balsamy) jeśli mają bezpieczny skład, nie zaburzą funkcji skóry. Prędzej zrobią to źle dobrane preparaty myjące.

 Wg Pani Skin Coach produkty z kwasami są delikatne (równie jak pilingi enzymatyczne, wnioskuję z kontekstu) i zachęca do ich aplikacji w warunkach domowych. A przecież działanie peelingu enzymatycznego a eksfoliacja kwasami działa na całkiem inne struktury i to odpowiada za różnice w sile obu zabiegów! Peeling enzymatyczny rozpuszcza komórki, przez co działa wolniej i delikatniej. Kwasy mają malutkie cząsteczki rozpuszczające wiązania międzykomórkowe- mają też możliwość szybkiej penetracji skóry i zawsze należy pamiętać o ich neutralizacji, by zahamować ten proces! I oczywiście zawsze po peelingu stosujemy krem, ponieważ martwe komórki naskórka- chociaż w nadmiarze niepożądane- są bardzo istotną barierą fizyczną. Skóra po peelingu wymaga odpowiedniego traktowania i szczególnej pielęgnacji. Martwą warstwę komórek naskórka dobrze jest usuwać, ale nie możemy doprowadzić do zbyt agresywnego złuszczenia, żeby nie doprowadzać do podrażnienia cery- wtedy skóra zacznie stwarzać więcej problemów.

 1. W nocy skóra jak najbardziej ma kontakt z zanieczyszczeniami- roztoczami, pościelą, partnerem/dzieckiem/zwierzakiem śpiącym (i np. śliniącym się, plującym, kaszlącym, smarkającym) obok nas. Dlatego mycie twarzy rano jest bardzo istotne!
2. Jeśli nie zaaplikujemy na noc kremu, skóra produkuje więcej sebum niż powinna, stąd wyczuwalny film. Taka pielęgnacja to prosta droga do rozregulowania pracy gruczołów łojowych.
3. A po co przecierać twarz tonikiem, skoro jej nie umyłyśmy? Po czym mamy tonizować skórę? Czy napar albo woda komórkowa zmyje nadmiernie wydzielone sebum? Nie, ponieważ żeby zmyć tłustą substancję, należy użyć czegoś więcej, niż samej wody...
4. Wstawkę o psychicznym komforcie sobie odpuśćmy, bo nijak ma się to do pielęgnacji.

 Przecież w nocy także poruszamy gałkami ocznymi (sen i faza REM) =).

 "Mechaniczne ścierniwo" oraz peeling szczoteczką to rodzaje peelingu mechanicznego. Dlaczego więc Pani Skin Coach jedno odradza a drugie zaleca? Wyjaśnienia czy rozwinięcia tematu brak.

 To nie woda szkodzi skórze, ale związki w niej zawarte (jony, które odpowiadają za tzw. "twardą" wodę)- wystarczy stosować wodę przegotowaną czy mineralną. Brak zmywania substancji powierzchniowo-czynnych przyczynia się do wzmożenia podrażnień cery. Stosowanie toniku na niewiele się zda, ponieważ tonik- tak samo jak micel- również posiada w składzie substancje myjące.

 1. I znów- po co tonizować skórę, skoro nie została umyta a jej pH nie zostało zaburzone? :)
2. Nawet na dobrze nawilżonej cerze mogą powstać zmarszczki, będące wynikiem np. fotostarzenia czy działania grawitacji. Znów Pani Skin Coach bardzo spłyca temat i uogólnia.

 Fantastyczna porada tylko... jak będzie wyglądać odcięcie brązowej twarzy od jasnej szyi i ramion? :D

1. Większość źródeł podaje, że oleje z marchwi i malin posiadają barierę UV na poziomie SPF 30-50. Skąd u Pani Skin Coach wartość 8? Być może jest to związane z niestabilnością tych substancji albo od ustawień aparatury? Chętnie poczytałabym coś więcej.
2. "Mycie się" przy pomocy balsamu? A gdzie jakaś substancja myjąca, która najpierw usunie brud ze skóry? Fuj :P

 Skóra nie oddycha :) Tzn. istnieje niewielka wymiana gazów między skórą a środowiskiem, jednak nie ma to żadnego znaczenia dla naszego organizmu- od oddychania mamy płuca. Natomiast dostęp tlenu do skóry jest potrzebny, żeby nie doprowadzić do rozwoju bakterii beztlenowych (np. P. acnes wywołujących trądzik)- jednak stosowanie kremów, olejów i maseł nie tworzy na skórze nieprzepuszczalnej okluzji i tlen swobodnie dociera do powierzchni skóry. Substancjami mocno okluzyjnymi są wazelina, parafina i silikony. 

Słowem podsumowania- zdaję sobie sprawę, że kosmetolodzy- podobnie jak lekarze- mają różne spojrzenia na pielęgnację. Jedni preferują metody naturalne inni całkiem przeciwnie- i nie ma w tym nic złego i absolutnie nie zamierzam narzucać swoich metod innym specjalistom. Ale do szału doprowadza mnie wciskanie pacjentom kitu- określanie się jako ekspert naturalnej pielęgnacji, gdy tej "natury" w oferowanych kosmetykach jest tyle, co kot napłakał.


Ale ludzie to nie są idioci. Polska to nie jest zamożnym krajem, każdy z nas z rozwagą wydaje pieniądze- i myślę, że nawet, jeśli ktoś jest majętny, to i tak zawsze sprawdzi, na co ma wydać ciężko zarobione pieniądze- niezależnie od statusu ekonomicznego, lekkomyślnym jest wydawanie oszczędności na prawo i lewo. I po raz kolejny się powtórzę- nie trzeba znać na wyrywki wszystkich substancji, które mogą wystąpić w INCI żeby zorientować się, że coś w tych składach jest nie tak...

To tak w kwestii kosmetycznej, bo tutaj mam trochę do powiedzenia. Na coachingu się nie znam, ale nie trzeba mieć w tym temacie wiedzy, żeby móc ocenić Panią Bożenę jako coacha- wypowiadając się popełnia masę błędów językowych. Nie umie przyciągnąć uwagi widza, w żaden sposób nie inspiruje. Odnoszę wrażenie, że jest wszędzie na siłę- nieważne co mówią, byleby mówiono a ludzie książkę kupowali. Szczerze? Nie warto...

W temacie Skin Coachingu pojawi się jeszcze jeden post, w którym pokażę Wam, że można skompletować kosmetyki z dużo bardziej przystępnego pułapu cenowego, które będą miały bardzo dobre, naturalne składy INCI. Skupimy się wtedy na krokach, jakie poleca Pani Skin Coach- odbudowa, odnowa, antyoksydacja i filtry UV. Bo da się działać skutecznie przeciwstarzeniowo i wcale nie wydając na kosmetyki majątku =).

Cieszę się, że osoby, które czytają mojego bloga to osoby świadome, dociekliwe, szukające odpowiedzi na trudne pytania, nieustępliwe. Myślicie, poddajecie w wątpliwość czasem tego, co piszę- zadajecie masę pytań. A ja się cieszę, że mogę coś wytłumaczyć, wskazać drogę, zwrócić uwagę. I nie muszę być coachem- wolę być dobrym kosmetologiem =).

Pozdrawiam serdecznie!


PS Książkę dostałam dzięki uprzejmości autorki strony kosmostolog.blogspot.com- fakt otrzymania książki nie miał wpływu na moją opinię. 
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl