[297.] Krem BB o naturalnym składzie i w przystępnej cenie- Alterra 2in1

[297.] Krem BB o naturalnym składzie i w przystępnej cenie- Alterra 2in1

Jak tam po Świętach? Brzuszki przejedzone? Oj, ja też odpoczęłam przez te kilka dni! Najwyższy czas naskrobać coś na blogu, dlatego też chciałabym opisać Wam ciekawy kosmetyk, który miał duże szanse na zostanie moim ulubieńcem. Czy tak się stało? Jeśli nie- dlaczego? Zapraszam do dalszej części notki!

Firma Alterra, jak i większość niemieckich kosmetyków naturalnych bardzo pozytywnie zaskakuje mnie swoimi składami. Niestety, większość z nich posiada też jedną wadę, która dyskwalifikuje w moich oczach te firmy- posiadanie w składzie etanolu. Czasem przeglądając oferty niemieckich firm takich jak Alterra, Alverde czy Dr Hauschka, trafiam na perełki, które mają wręcz idealny skład! Tak też było w przypadku bohatera dzisiejszej notki- wybrałam się na jednodniowy wypad do Dortmundu a w Niemczech Rossman posiada półkę z kolorówką Alterra. Najlepszy pod względem składu okazał się kosmetyk 2 w 1 - krem i podkład, czyli w skrócie można nazwać go kremem BB, chociaż firma tak go nie opisuje. Kosztował ok. 3-4 euro, co tylko zachęciło mnie do zakupu!


W składzie znajdziemy wiele olejów, m. in. sojowy, jojoba, słonecznikowy, masło shea oraz substancje matujące, nawilżające, odbudowujące warstwę hydrolipidową skóry oraz pigmenty.

Skład kosmetyku jest jego największym plusem, niestety minusów jest o wiele więcej. Pierwszym z nich jest uboga gama kolorystyczna- produkt występuje tylko w 3 odcieniach. Wybrałam najjaśniejszy i na szczęście był on trafiony. Niestety, produkt ma bardzo delikatne krycie- o ile sprawdził się u mnie w partiach czoło, nos, broda, o tyle prawie w ogóle nie zakrył moich wiecznie rumianych policzków. Nałożenie kosmetyku grubszą warstwą na policzki skutkowało mocnym błyszczeniem się cery. Nie poradził sobie również z wypryskami- potrzebowałam sięgnąć po korektor, by zastosować go punktowo.


Nałożony cienką warstwą stapiał się ze skórą idealnie. Aplikacja większej ilości kosmetyku powodowała błyszczenie cery, podkreślenie porów oraz suchych skórek (akurat walczyłam z katarem i miałam podrażniony nos).

Myślę, że jest to dobry kosmetyk, jednak spisze się tylko u osób, które mają mało problemową cerę i chcą tylko delikatnie wyrównać jej koloryt. W przypadku cer z trądzikiem, z przebarwieniami, czy naczyniowych nie spełni swojej roli. Natomiast cena jest bardzo zachęcająca, także jeśli macie okazję wypróbować ten kosmetyk- warto! Może okazać się, że będzie to idealny podkład do stosowania w ciągu dnia.

A Wy lubicie kremy BB? Jeśli stosujecie- to jakie? Sprawdzacie, co jest w ich składach?
Pozdrawiam,
[296.] W Rossmanie też można znaleźć naturalne produkty!- Body Club, Lip Balm.

[296.] W Rossmanie też można znaleźć naturalne produkty!- Body Club, Lip Balm.


Kilka miesięcy temu wspominałam, że mam fazę na kosmetyki o zapachu bananowym. Jedna z Was podesłała mi link do nowej linii kosmetyków do ust, które pojawiły się w Rossmanie- wśród nich znalazł się balsam do ust o smaku bananowym. Nie wahając się długo zakupiłam go i przepadłam w jego zapachu! Kończąc opakowanie zdecydowałam się na zakup ponownego oraz napisanie recenzji, ponieważ na prawdę warto!


Produkt znajdziecie w każdym Rossmanie, na półce z pomadkami ochronnymi. Kosztuje ok. 12 zł za 7g i jest niesamowicie wydajny! Jedno opakowanie wystarczyło mi na ok. 5 miesięcy użytkowania, przy czym usta smaruję balsamami co chwilkę. Balsam dostępny jest w kilku wariantach zapachowych m. in. czekoladowej, bananowej, malinowej, truskawkowej, pomarańczowej, borówkowej i jabłkowej. Wersję bananową już udało mi się wykończyć a na jej miejsce wskoczyła wersja truskawkowa. Zapach, wydajność oraz cena zachęcają do zakupu, ale co znajdziemy w składzie?


Wosk kandelila, masło shea, wosk z palmy Copernica, skwalan, olej jojoba, oliwa z oliwek, wit. E jako konserwant, ekstrakt z truskawki, mąka oraz barwnik - bardzo duży plus za skład! Brak parafiny, szkodliwych konserwantów czy substancji mogących przenikać błony śluzowe. Tak trzymać!


A jak balsam spisuje się na ustach?
Rewelacyjnie! Nawilża je oraz odżywia, sprawia, że na ustach nie pojawiają się suche skórki. Jest świetnym ratunkiem na tak wymagającą pomogę jak wiatr czy mróz. Pozostawia na ustach ochronną powłokę, jednak nie jest ona uciążliwie tłusta ani lepka. Must have na nadchodzącą zimę!


Cieszę się, że producenci coraz częściej idą w stronę naturalnej pielęgnacji i wykonują kosmetyki o coraz lepszych składach. Cieszy mnie również to, że kosmetyki naturalne zaczynają być coraz łatwiej dostępne!

A czy Wy znacie ten balsam? Może następnym razem sięgniecie po niego?
Pozdrawiam,

[295.] Mycie twarzy glinką- kolejny sposób na dogłębne oczyszczenie skóry bez użycia detergentów.

[295.] Mycie twarzy glinką- kolejny sposób na dogłębne oczyszczenie skóry bez użycia detergentów.


Walka o nieskazitelną cerę bez wyprysków to problem, z którym zmaga się coraz więcej kobiet. Wypryski i łojotok nie są już domeną wyłącznie nastolatek- również Panie w wieku dojrzałym uskarżają się na rozszerzone pory, niedoskonałości, zaskórniki czy przetłuszczanie cery. Często ten problem wiąże się z nieodpowiednim oczyszczaniem skóry- wciąż panuje przeświadczenie, że skórę tłustą należy mocno oczyszczać i często peelingować. Niektóre Panie w obawie przed nadmiernym zapchaniem skóry, nie nakładają kremu, co w konsekwencji pobudza cerę do większego łojotoku. 

Istnieją dwa filary odpowiedniej pielęgnacji cery:
1. Dobór odpowiedniego kremu, dopasowanego do potrzeb skóry,
2. Dogłębne i jednocześnie delikatne oczyszczanie skóry.

Dziś po raz kolejny skupimy się na oczyszczaniu twarzy, ponieważ z tym aspektem wiele Pań ma problem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że do oczyszczenia skóry potrzebny jest płyn micelarny ORAZ żel ORAZ tonik- winę ponoszą reklamy zarzekające się, że ich produkt "3w1" zaspokaja wszystkie potrzeby skóry dotyczące oczyszczania. Niestety tak się nie dzieje a dlaczego, pisałam Wam w osobnym poście: KLIK!

Osobiście jestem wielką fanką oczyszczania twarzy olejami- w skrócie OCM. Jest to metoda umożliwiająca dogłębne oczyszczenie skóry, odblokowanie porów, unormowanie pracy gruczołów łojowych oraz nawilżenie skóry a przy tym bardzo delikatna. Z jej pomocą udało mi się zwalczyć trądzik, z którym zmagałam się od wieku nastoletniego. Jedynym minusem OCM jest czas jej wykonywania. 

O tym, czym jest OCM, dlaczego jest tak skuteczne i jak je wykonywać, pisałam tutaj: KLIK!

Gdy w moje łapki wpadł Delikatny Puder Myjący firmy Make Me BIO, okazał się idealnym zamiennikiem dla OCM. Dlaczego? Ponieważ nie posiada w swoim składzie żadnego detergentu, które to często są winne pogarszania stanu naszej cery. Puder ten był zrobiony na bazie białej glinki, dlatego postanowiłam wypróbować mycie twarzy samą glinką.



Do eksperymentu zakupiłam białą glinkę- ze względu na swoje delikatne właściwości, nie wysusza skóry nawet przy codziennym stosowaniu. Na miesiąc czasu całkowicie odstawiłam OCM na rzeczy wypróbowania jak będzie sprawowała się glinka.

Przyznam, że efekty bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły- skóra pozostawała matowa przez cały dzień, pory zostały zwężone a wypryski nie pojawiały się. Biała glinka jest najdelikatniejszym gatunkiem glinki i po jej zmyciu nie czułam ściągnięcia skóry. Wypróbowałam również czerwoną glinkę, jednak była za mocna, minimalnie wysuszała skórę i- niestety- bardzo brudziła umywalkę. 

W jaki sposób oczyszczać skórę glinką?


1 płaską łyżeczkę glinki zalewamy hydrolatem lub wodą (najlepiej przegotowaną lub mineralną) w takich proporcjach, by powstała papka. W przybliżeniu proporcje te możecie podpatrzeć na powyższym zdjęciu.


Rozrobioną papkę nakładamy na całą twarz z pominięciem okolic oczu i masujemy skórę (dokładnie taką samą ilość czasu, jak wtedy, gdy myjemy twarz żelem, także ok 0,5-1 min). Po wykonaniu masażu pozostawiam glinkę na twarzy, oczyszczam pojemniczek i szpatułkę, w których rozrabiałam glinkę a dopiero po tym czasie zmywam twarz.

Stosowanie białej glinki nie wymaga zastosowania później toniku, ponieważ nie zaburza pH skóry. Od razu po zmyciu glinki możemy przejść do nałożenia kremu. 

Aktualnie powróciłam do OCM, jednak w sytuacjach, gdy brakuje mi czasu, chętnie sięgam po glinkę. W najbliższym czasie zamierzam wykonać post porównujący OCM oraz mycie twarzy glinką- zalety oraz wady obu metod. Chciałybyście przeczytać takie zestawienie?

Pozdrawiam,

[294.] Czy rysowanie kreski może być łatwe i przyjemne? Eyeliner w żelu od Maybelline

[294.] Czy rysowanie kreski może być łatwe i przyjemne? Eyeliner w żelu od Maybelline


Narysowanie kreski eyelinerem przysparza więcej frustracji niż satysfakcji. Zdecydowana większość Pań unika tej formy makijażu na co dzień, ponieważ jest ona dla nich zbyt czasochłonna. Oczywiście, w kwestii malowania kreski ważna jest wytrwałość, jednak są gadżety, które skutecznie ułatwiają naukę. Osobiście cieszę się nienagannie wykonaną kreską na co dzień i jej wykonanie zajmuje mi mniej czasu, niż gdybym miała wykonywać makijaż oka z użyciem cieni. Jakie są moje sposoby na kreskę? Zapraszam do recenzji!

W opakowaniu oprócz eyelinera znajdziemy pędzel.
 
W przypadku malowania kresek najważniejszą rzeczą jest pędzel, którego używamy. Musi być bardzo precyzyjny. O tym, jakich pędzli używam pisałam Wam w tym poście: KLIK! i polecam Wam zapoznać się z nim. Dla niektórych wielkim zaskoczeniem jest fakt, że istnieje wiele kształtów pędzli do rysowania kresek- nie tylko płaskie i skośnie ścięte ;).

Natomiast drugim ważnym przyborem jest eyeliner, którego używamy. Stosowałam różne eyelinery- zarówno te w pisaku, jak i płynne oraz w żelu i zdecydowanie najbardziej przypadły mi do gustu te ostatnie. Umożliwiają narysowanie bardzo precyzyjnej kreski a przy tym są bardzo trwałe. 

Przez długi czas moim ulubionym eyelinerem w żelu był Inglot, jednak odkąd firma podniosła cenę, postanowiłam poszukać tańszego ale równie dobrze spisującego się zamiennika. Wybór padł na Maybelline, jako że bardzo wiele osób go zachwala. Przyznam, że przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i czuję, że pozostanę przy nim na dłużej!

Co producent pisze o produkcie?
"Nowy Eye Studio Lasting Drama Gel Liner zapewnia:
- więcej intensywności niż liner w płynie,
- więcej efektu koloru niż w przypadku linera z końcówką flamastra,
- precyzję jaką zapewnia zastosowanie pędzelka,
- trwałość przez 24 godziny,
- 100% wodoodporność.
W przeciwieństwie do zwyczajnych linerów, które ulegają działaniu oleju i wody, nowy Gel Liner jest w 100% wodoodporny i nie rozmazuje się, zapewniając prawdziwie teatralny efekt. Produkt nie zawiera olejków, dzięki czemu utrzymuje się przez 24 godziny."

Cena: ok. 27zł / 3g


Niestety, nie udało mi się znaleźć INCI produktu- jeśli któraś z Was wie, gdzie szukać, proszę o podpowiedź ;). Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione, może za wyjątkiem trwałości w kontakcie z olejem- przy pomocy OCM jestem w stanie zmyć eyeliner całkowicie. 

Skoro jesteśmy już przy trwałości, to przyznam Wam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła- eyeliner wytrzymywał nawet wakacyjne upały i nie rozmazywał się. Formuła eyelinera umożliwia nabranie wystarczającej ilości produktu i narysowanie mocno napigmentowanej kreski. Nie wysusza ani nie podrażnia skóry. Pędzel dołączony do opakowania umożliwia narysowanie ładnej kreski, jednak zdecydowanie bardziej polecam Wam Inglot 30T. 

Zresztą same zobaczcie makijaże, które zostały wykonane przy użyciu tego eyelinera:


 Pełny opis sesji: KLIK



Tutorial z charakteryzacją na wampira: KLIK

Zdjęcia pochodzą z instagrama- pamiętajcie, że możecie mnie tam znaleźć!

A Wy macie jakieś sposoby na idealną kreskę? Podzielcie się nimi koniecznie!
Pozdrawiam,
 
[293.] Moje ulubione, jesienno-zimowe lakiery Semilac.

[293.] Moje ulubione, jesienno-zimowe lakiery Semilac.


Lakiery hybrydowe Semilac szturmem podbiły blogosferę. Ja również nie zostałam obojętna na tę formę manicure- zawsze miałam problem z łamliwością paznokci, nie potrafiłam ich zapuścić a lakier trzymał się na paznokciach 2 dni. Odkąd stosuję lakiery Semilac (czyli od sierpnia), cieszę się nienagannym manicure przez minimum tydzień czasu. 

W dzisiejszej notce chciałabym pokazać Wam kolory Semilac, które najchętniej noszę w okresie jesienno-zimowym:

 105 "Stylish Gray"


 028 "Classic Wine"



 005 "Berry Nude"


 083 "Burgundy Wine" (Tosia też chciała pokazać Wam swój manicure!)

 037 "Gold Disco"

094 "Pink Gold"

Spodobał się Wam któryś z tych kolorów? Lubicie firmę Semilac?
Pozdrawiam!

[292.] Kolejna firma podająca się za naturalną- a czy rzeczywiście nią jest? Recenzje kosmetyków Inecto.

[292.] Kolejna firma podająca się za naturalną- a czy rzeczywiście nią jest? Recenzje kosmetyków Inecto.


Nie lubię marketingu i tego, jak wodzi ludzi za nos. Krew mnie zalewa z bezsilności, gdy po raz kolejny klientka stara się mnie przekonać, że Yves Rocher lub Ziaja są firmami kosmetyków naturalnych. Rozumiem- każdy chce sprzedać produkt i reklamy są do tego przeznaczone. Ale są po to, by produkt zachwalać a nie okłamywać klienta! O ile w pracy nie zawsze potrafię trafić do takiej topornej klientki, o tyle blog daje mi całkowitą swobodę wyrażania swoich opinii.

Także zaparzcie herbatkę, zróbcie okład z kota i zapraszam na post, w którym zdemaskujemy kolejną, przereklamowaną firmę!


Kilka tygodni temu dostałam wiadomość z firmy Freaky One PR, czy chciałabym podjąć się testowania dwóch produktów- balsamu oraz peelingu firmy Inecto. Oczywiście, do testowania zawsze jestem chętna, zwłaszcza, że produkty zostały mi przedstawione jako naturalne. Zaznaczyłam jednak wyraźnie, że na blogu pojawi się subiektywna opinia oraz szczegółowy opis składników INCI- zatwierdzone, przesyłka ma być u mnie niebawem. Już sam rzut oka na INCI tych kosmetyków sprawiło, że krzywo się uśmiechnęłam. Patrząc na sam skład nie nałożyłabym tych produktów na skórę, ale skoro już podjęłam się współpracy, to z obowiązków wywiązać się trzeba. Zacznijmy od peelingu- "super scrub", 90% składników naturalnych, z olejem kokosowym! Wspaniale! A co mamy w składzie?


Woda, 
Gliceryn Stearate SE- komedogenny emolient,  
Gliceryna- substancja nawilżająca,
SLS!!! (detergent wykorzystywany m.in. do czyszczenia silników, niedopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych), 
Biała glinka- właściwości oczyszczające,
Pył wulkaniczny- właściwości peelingujące,
Alkohol cetylowy- bezpieczny emolient, może być stosowany nawet na skórze dzieci, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
PEG-4- substancja drażniąca, usprawnia przenikanie innych substancji do skóry, w tym również konserwantów i substancji szkodliwych, niedopuszczona do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Glukozyd laurylowy- łagodny detergent, najczęściej wykorzystywany w kosmetykach dla dzieci,
Magnesium aluminium salicilate- stabilizator, 
Stearic acid- substancja renatłuszczająca, mająca na celu zminimalizować destrukcyjne działanie SLS, 
Olej kokosowy - dopiero pod koniec składu!!!
Perfum- powinnyśmy unikać, jeśli mamy skórę skorą do alergii, podrażnień, wrażliwą,
Phenoxyetanol- potencjalnie kancerogenny konserwant, 
Disodium EDTA- kolejny potencjalnie kancerogenny konserwant, 
DMDM hydrantoin- pochodna formaldehydu (niewłaściwe przechowywanie kosmetyku może sprawić, że substancja przekształca się w formaldehyd, który jest trujący), 
Sodium chloride- substancja poprawiająca konsystencję.


I jak? Nałożyłybyście ten peeling na skórę?
Ja nałożyłam. Ba, zużyłam nawet całe opakowanie! Już przy pierwszym kontakcie da się wyczuć sztuczny, nienaturalny zapach kokosu. Peeling posiada bardzo delikatne drobinki, także działanie peelingujące jest bardzo delikatne. Mogłoby to być zaletą, ponieważ umożliwia dopasowanie długości trwania i siły peelingu. Jednak w przypadku tego peelingu, problem leży w SLS- dłuższe masowanie się peelingiem wystawia naszą skórę na dłuższy kontakt z SLS. Nanosząc większą ilość peelingu skracamy czas jego oddziaływania na skórę, jednak zwiększamy dawkę SLS. W obu przypadkach efekt jest taki sam- skóra podrażniona i swędząca. Po kilkukrotnym użyciu skóra wyraźnie się wysuszyła, na przedramionach oraz łydkach pojawiło się drobnopłatkowe złuszczanie. Pozwolę sobie przypomnieć, że mam tłustą skórę i stosując żele bez SLS, moge pozwolić sobie na użycie balsamu 1-2 x w miesiącu. Przy stosowaniu tego peelingu skóra aż prosiła o balsam! Tak więc, przejdźmy do balsamiku... Czy wystarczająco mocno nawilżył skórę?


"Gloriously moisturizing", 90% składników naturalnych, balsam z olejem arganowym!- wspaniale! Przyznaję, że opakowania obu kosmetyków bardzo przyciągają uwagę i zachęcają, by po nie sięgnąć. Ale nie raz, nie dwa powtarzam- patrzymy w skład INCI! I co tam mamy ciekawego?


Woda,
Isopropyl Myristate- komedogenny emolient,
Glicerin- substancja nawilżająca, 
Stearic Acid- substancja renatłuszczająca, 
Alkohol cetylowy- bezpieczny emolient, może być stosowany nawet na skórze dzieci, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Cetearyl alcohol- komedogenny emolient,
Lauryl Methyl Gluceth-10 hydroxypropyldimonium chloride- humektant, nie mogę znaleźć dokładnych info o szkodliwości, także nie podświetlam na żaden kolor,
Acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer- substancja poprawiająca konsystencję kosmetyku, 
Olej arganowy- dopiero pod koniec składu
PEG-10 i PEG-14- substancje drażniące, usprawniają przenikanie innych substancji do skóry, w tym również konserwantów i substancji szkodliwych, niedopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych, 
Ethylhexylglicerin- humektant,
Phenoxyetanol- potencjalnie kancerogenny konserwant, 
Sodium Chloride- substancja poprawiająca konsystencję.

Balsam ma w sobie masę substancji, które tworzą na skórze film. Jednak ważne jest nie tylko zewnętrzne nawilżenie, ale również fakt, że substancje nawilżające powinny wnikać w skórę i odżywiać ją i pobudzać do wiązania wody w naskórku! Uczucie nawilżenia było doraźne, tylko po posmarowaniu się balsamem. Odstawienie go sprawiało, że suchość skóry spowodowana wcześniej opisanym peelingiem, wracała. 

Do paczuszki dołączony miałam również mały upominek: krem-lifting pod oczy IVR!


Skład opiszę pokrótce: na drugim miejscu w składzie znajdziemy glikol butylenowy, który podrażnia gruczoły łojowe, przyspiesza starzenie się skóry. W składzie również znajdują się silikony, które mogą powodować powstanie prosaków na wrażliwej skórze wokół oczu. Owszem, w produkcie znajdziemy również dobroczynne składniki, np. masło shea, pantenol, ekstrakt z tymianku czy glicerynę, jednak w zdecydowanej większości znajdziemy substancje chemiczne i drażniące. 

Jednak bardziej zainteresował mnie inny fakt- pod INCI pisze, że kosmetyk wyprodukowano w Szwajcarii. Jednak etykietka na tym kosmetyku dziwnie odstawała... Pociągnęłam ją a tam:


Moim oczom ukazał się rosyjski kosmetyk, nieznanej mi firmy... Niestety, INCI nie posiadał- INCI jest obowiązkowe tylko na terenie UE. Także ciężko mi ocenić, czym dokładnie ten kosmetyk był. Niemniej jednak działanie było okropne- po zastosowaniu wieczorem, na drugi dzień miałam oczy zaczerwienione i lekko spuchnięte, także musiałam ratować się okładem z rumianku.


Jak oceniam wszystkie produkty?
Krem pod oczy ze względu na mocne podrażnienie oczu, od razu wylądował w koszu. Peeling jest ewidentnie złym, wysuszającym skórę produktem. Na szczęście był bardzo mało wydajny i udało mi się go szybko zużyć! Teraz staram się doprowadzić skórę do stanu normalności. Nie uda mi się to na pewno stosując balsam Inecto, ponieważ jest to produkt za słaby, wykazujący tylko pośrednie działanie nawilżające. Sam balsam nie jest produktem złym, jest mocno przeciętny, słabo skuteczny, także lepiej zainwestować pieniążki w coś innego. Po kuracji produktami moja skóra stała się przesuszona, pojawiło się drobnopłatkowe złuszczanie na przedramionach i łydkach a na dekoldzie i plecach zaczęły pojawiać się wypryski. Moja opinia? Nie polecam.


Pamiętajcie!
1. Zawsze czytamy składy INCI- a jeśli nie wiecie, co to dokładnie jest i od czego zacząć, zerknijcie koniecznie w ten link: KLIK! To, że producent zapewnia o naturalności produktu nie znaczy, że jest on bezpieczny i tego musimy być świadome.
3. Nawilżanie jest ważne, ale czy każdy z nas wie DLACZEGO? Jeśli nie, odsyłam do postu: KLIK!

Pozdrawiam,

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl