[465.] Targi Kosmetyków Naturalnych EKOTYKI- zaproszenie!

[465.] Targi Kosmetyków Naturalnych EKOTYKI- zaproszenie!

 
Już niebawem, bo 30 września (sobota) w godzinach 11:00-18:30 w Krakowie w Forum Przestrzenie (ul. M. Konopnickiej 28) odbędą się targi kosmetyków naturalnych "Ekotyki"! Targi te są dla mnie wyjątkowe, ponieważ to pierwsza akcja, gdzie pojawię się oficjalnie by prowadzić konsultacje! Konsultacje będą bezpłatne, zainteresowanym pomogę ułożyć plan pielęgnacji, wspólnie określimy typ i podtyp cery. Będę także służyć pomocą w kwestii kontrowersyjnych substancji stosowanych w kosmetykach- mam więc nadzieję, że nasze spotkanie będzie dla Was ciekawe i że wyniesiecie z niego wiele przydatnych informacji!

Ponadto bardzo mnie cieszy, że na targach będzie także obecna Pani Dietetyk mgr Joanna Bałys- w kwestii stanu cery dieta jest niesamowicie ważna i trzeba mieć na uwadze, że czasem same kosmetyki nie są w stanie pomóc, jeśli nie odżywiamy się prawidłowo. P. Joanna pomoże Wam wyeliminować ewentualne błędy żywieniowe i wskazać, co powinno trafiać na Wasz talerz! Jestem pewna, że połączenie odpowiedniego odżywiania wraz z poprawną pielęgnacją, da widoczne i trwałe rezultaty!


Oczywiście jeśli będziecie zainteresowane nie tylko ułożeniem planu pielęgnacji ale także poleceniem konkretnych produktów, to bardzo mnie cieszy, że na targach będzie obecność wielu marek, które szczerze polecam swoim pacjentkom- np. Sylveco, Biolaven, Vianek, Ecolore, Annabelle Minerals, Amilie, Earthnicity. Będziecie więc miały okazję na miejscu nabyć odpowiedni dla Was produkt, lub też próbki, by zapoznać się, czy aby na pewno ten kosmetyk będzie Wam odpowiadał.

Pełna lista wystawców (klik w plakat umożliwi jego powiększenie):



... dlatego każdy znajdzie coś dla siebie! Wstęp na targi jest bezpłatny!

To będzie nie tylko uczta dla skóry, włosów i zmysłów ale także akcja, z której wyniesiecie wiele cennych informacji! Zapraszam serdecznie!


Więcej informacji znajdziecie na facebooku: "EKOTYKI"

Koniecznie dajcie znać, z kim z Was się spotkam? Już nie mogę się doczekać i odliczam dni!

Pozdrawiam serdecznie!

[464.] Sierpniowe denko!

[464.] Sierpniowe denko!

Wraz z upływem kolejnego miesiąca czas pokazać Wam kosmetyki, które zdenkowałam w sierpniu. Tym razem kosmetyków nie jest wiele, mam jednak nadzieję, że krótkie recenzje okażą się dla Was pomocne!

Pielęgnacja twarzy


Krem na dzień "Sunlight", Lush Botanicals

Fantastyczny krem! Mogę się o nim wypowiadać w samych superlatywach! To, co zdecydowanie najbardziej przypadło mi w nim do gustu to zapewnienie promiennej i wypoczętej skóry. I efekt ten możemy podzielić na "natychmiastowy" oraz "po dłuższym stosowaniu". Efekt "natychmiastowy" zapewniają nam lekko opalizujące drobinki miki, która jest dobrze zmielona i nie odznacza się na skórze ani też nie ujawnia się jako brokatowe drobinki, ale daje wręcz azjatycki efekt "chok-chok"! Natomiast efekt promienności "po dłuższym stosowaniu" wynika z nasycenia skóry wieloma substancjami aktywnymi oraz znacznej poprawy jej nawilżenia. Skóra wręcz promienieje!

Krem ten ma lekką i dobrze wchłanialną konsystencję, jednak nie jest przy tym wodnisty. Czuć, że zawiera wiele substancji aktywnych i skutecznie odżywia skórę. Nie nasila zmian trądzikowych, wręcz szybciej się one goją i nie pozostawiają po sobie przebarwienia. Podoba mi się wyważona równowaga pomiędzy emolientami i humektantami w tym produkcie- znajdziemy ich całe mnóstwo!


Cena: 195 zł za 50 ml
Pełna recenzja 
 

Nawilżająca pianka do mycia twarzy, Eco Laboratorie

Wypróbowanie pianek do mycia twarzy było strzałem w 10! Dzięki "zapowietrzonej" formule, dozujemy niewielką ilość produktu co sprawia, że pianka wystarcza na bardzo długo a ponadto skóra ma mniejszy kontakt z detergentami i jest delikatniej oczyszczana. Pianka Eco Laboriatorie nie wysusza skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i nie narusza bariery hydrolipidowej. Szczerze polubiłam się ze wszystkimi rodzajami pianek Eco Laboratorie i jestem pewna, że będę do nich wracać!

Cena: ok. 20 zł za 150 ml


Maksymalnie nawilżająca maseczka do twarzy, Organic Therapy

Maseczka ta była jednym z pierwszych naturalnych kosmetyków, z jakimi miałam styczność i nawet te ok. 3 lata temu zachwyciła mnie swoim działaniem! Z przyjemnością powróciłam do niej by przekonać się, czy wciąż tak dobrze będzie działała. To, co można zauważyć tuż po jej zmyciu to niebywała gładkość skóry! Przy długotrwałym stosowaniu obserwowałam lepsze gojenie się wyprysków (posiada w składzie aloes i zapewne on wspomagał gojenie niedoskonałości) oraz uszczelnienie naczyń krwionośnych- cera miała wyciszoną grę naczynkową i nie rumieniła się zbyt szybko. Niestety, doszyły mnie słuchy, że marka Organic Therapy jest wycofywana z Polski. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak- jeśli tylko zobaczycie jeszcze gdzieś tę maseczkę, koniecznie polecam wypróbować!

Cena: ok. 15 zł za 75 ml


Pielęgnacja ciała
 

Krem z filtrem SPF 50, La Cafe de Beaute (in. Kafe Krasoty)

Nie wyobrażam sobie lata bez stosowania kremu z filtrem! Chociaż moja skóra z łatwością się opala i rzadko ulega poparzeniom słonecznym, to zmniejszanie jej ekspozycji na promieniowanie UV gwarantuje opóźnienie procesów starzenia! Dlatego kosmetykiem obowiązkowym jest krem z bardzo wysokim filtrem UV- krem Kafe Krasoty to mój ulubieniec zeszłego i obecnego sezonu. Szybko się wchłania, w przeciwieństwie do wielu kremów z filtrem nie pozostawia tłustej powłoki i nie bieli. Stosowałam go zarówno na całe ciało jak i na twarz- nie powodował szybszego błyszczenia się cery ani spływania makijażu. Jestem pewna, że w następnym sezonie także trafi do moich zasobów!

Cena: ok. 37 zł za 75 ml


Żel do mycia ciała z ekstraktem z lipy, Yaka

Żel przywiozłam z Lwowa - kosztował ok. 7 zł, dlatego wybaczyłam mu obecność Sodium Coco-Sulfate i soli. Szybko tego pożałowałam- SCS to mocny środek myjący i systematycznie podsuszał moją skórę. Więcej na temat moich doświadczeń z SCS i czym dokładnie jest ta substancja.

Sam żel był niesamowicie wydajny i wystarczył na kilka długich tygodni stosowania. Zarówno kolor jak i zapach przypominały mi bardzo szampon "Bambino" dla dzieci. 

Cena: ok. 7 zł za 350 ml



Rozświetlający balsam do ciała "White Gold", Natura Siberica (seria "Blanche")

Zdecydowanie ten balsam zasługuje na miano ulubieńca! To kosmetyk idealny na lato: szybko się wchłania, nie pozostawia filmu, nie klei się a przy tym pozostawia skórę aksamitnie gładką. Zapach jest obłędny, owocowy ale nie duszący ani mdły- jednocześnie długo utrzymuje się na skórze! No i najważniejsze: balsam ten posiada delikatne drobinki, które idealnie wpasowują się w letni klimat!

Wprawdzie opisywanie opakowania nie jest w moim stylu, jednak muszę przyznać, że ta tubka prezentuje się bardzo elegancko! Balsam był prawdziwą ozdobą łazienki i z pewnością do niego wrócę! 

Cena: ok. 26 zł za 200 ml

Pełna recenzja


Pielęgnacja włosów


Normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy, Vianek

Wraz z nadejściem jesieni mam na uwadze, że zacznie się okres wzmożonego wypadania włosów, dlatego przez cały sierpień sięgałam po wcierkę, by wzmocnić cebulki włosów przed tym wymagającym okresem. Akurat wcierkę Vianek bardzo lubię, ponieważ włosy rosną mi po niej zdecydowanie szybciej i w sierpniu poprawiałam odrost henną aż dwa razy! Mam nadzieję, że z okresu wzmożonego wypadania włosów wyjdę obronną ręką!

Cena: ok. 20 zł za 150 ml
Pełna recenzja


Odżywka do włosów, Biolaven

Najulubieńsza i jedyna! Ma idealny skład do stosowania na co dzień, ponieważ jest bogata w emolienty. Dzięki temu wygładza włosy, zapobiega ich puszeniu i elektryzowaniu. Natomiast bardzo łatwo daje się tuningować w celu zachowania równowagi PEH - moim ulubionym dodatkiem jest glutek z sieniemia, chociaż ostatnio często sięgam po żel aloesowy! Obiecuję, napiszę dla niej osobną recenzję, bo jestem nią zachwycona!

Cena: ok. 18 zł za 300 ml


Odżywczy olejek do włosów, Vianek 

Ten olejek jest niesamowicie wydajny! Śmiem twierdzić, że firma strzeliła sobie w kolano, wypuszczając produkt w aż tak dużej pojemności. Jeśli przyjrzycie się dokładnie opakowaniu na powyższym zdjęciu, to zauważycie, że jest już pożółkłe i wiele przeszło. Nic dziwnego- mój olejek pochodzi jeszcze z pierwszej partii (!!!) - a stosowałam go przed każdym- lub co drugim- myciem głowy! Wprawdzie powinnam trzymać się daty ważności i wyrzucić go 3 miesiące po otwarciu, jednak zużycie było znikome i postanowiłam go trzymać, dopóki nie zmieni zapachu. Nie zmienił więc zużyłam go po... półtora roku użytkowania (jeśli dobrze pamiętam, produkt pojawił się na rynku około marca 2016r ;)). 
Ale nie narzekam, ta niesamowita wydajność dla mnie osobiście była niebywałym plusem, bo moje włosy ten olejek wręcz pokochały! Już po pierwszym użyciu stawały się bardziej dociążone i błyszczące. Dzięki dodatkowi ekstraktów roślinnych nabierały lekkości bez efektu spuszenia a także były przez nie wzmacniane.

Natomiast jeśli pojemność i wydajność tego olejku Was przerasta, można go także wykorzystywać do ciała, do kąpieli, do demakijażu czy tuningować i spróbować wykonać z niego peeling np. z dodatkiem cukru!

Cena: ok. 20 zł za 200 ml

Inne

Olejek eteryczny lawendowy

To bardzo ciekawy olejek o uniwersalnym zastosowaniu- spisuje się w pielęgnacji każdego typu cery! Lawenda pomaga goić zmiany trądzikowe i regulować pracę gruczołów łojowych a przy tym jednocześnie może być stosowana nawet na bardzo wrażliwych skórach- to najmniej drażniący olejek eteryczny. Ponadto jest to olejek bardzo dobrze opóźniający procesy starzenia się skóry- poprzez działanie relaksacyjne w kierunku skóry i mięśni, rozluźnia je a dzięki temu zmniejsza pogłębianie się zmarszczek mimicznych.

Olejek lawendowy w połączeniu z żelem aloesowym używam także na drobne skaleczenia i zadrapania (uroki bycia "kocią mamą" ;)) oraz jako pierwsza linia pomocy w przypadku infekcji intymnych!

Spoza kosmetycznych właściwości tego olejku, wykorzystuję go także do skropienia pościeli, co gwarantuje uczucie odprężenia i dobry sen. Dodatkowo koty nie przepadają za lawendą, dlatego jeśli potrzebuję odstraszyć Tosię od jakiegoś przedmiotu, spryskuję go olejkiem lawendowym.

Cena: ok. 10 zł za 10 ml



Kojący balsam do ust "Perfector 3w1", Resibo

Gdybym miała określić go jednym słowem, byłoby to: fenomenalny! Ma bardzo ciekawą konsystencję: płynną, gęstą jednak nie lepką. Bardzo dobrze nawilża usta i bardzo długo utrzymuje się na nich! Do jednorazowej aplikacji wystarczy odrobina produktu, dlatego balsam ten jest niesamowicie wydajny. Z całą pewnością będzie to mój hit na okres jesienno-zimowy!

Dodatkowym atutem tego balsamu jest fakt, że przy systematycznym stosowaniu faktycznie poprawia kontur ust- zaczynają przybierać bardziej intensywną barwę przez co ładniej się prezentują. Efekt ten oczywiście jest delikatny, jednak zauważalny! Uważam, że cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości.

Cena: ok. 40 zł za 10 ml

Pełna recenzja


Naturalna pasta do zębów, Sylveco

Kolor tej pasty jest zabójczy i może konkurować tylko z czarną Eco Dentą- jest szary i bury, co wygląda dość dziwnie w opozycji do dobrze nam znanych, śnieżnobiałych past. Kolor ten nie jest jednak przypadkowy- zawarte w paście ekstrakty: z mięty, goździka, rozmarynu i szałwii nadają jej ten specyficzny kolor. Zioła te wpływają na wzmocnienie dziąseł- podczas stosowania tej pasty nie przytrafił mi się problem ich krwawienia- a także odświeżają oddech.

Pasta nie zawiera fluoru, dlatego nadaje się nawet dla całkiem małych dzieci, które mogłyby ją połknąć a także dla osób, które unikają tego pierwiastka.

Cena: ok. 15 zł za 100 ml

Pełna recenzja
_____________________________________________

Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jeśli tak- jak spisują się one u Was?

A może zainteresowałam Was którymś z kosmetyków? Koniecznie dajcie znać!

Pozdrawiam serdecznie!

[463.] Naturalne kosmetyki z Austrii!

[463.] Naturalne kosmetyki z Austrii!

Te z Was, które podglądają mnie instagramie już wiedzą, że w zeszły weekend odwiedziłam Wiedeń- oczywiście nie obyło się bez małych kosmetycznych zakupów, dlatego dziś chciałabym Wam pokazać, co ciekawego czeka na te z Was, które planują wycieczkę do Austrii!

Pamiętacie mój post o kosmetykach z Ukrainy? Zachwycona mnogością kosmetyków naturalnych i dobrą ceną kupiłam bardzo dużo produktów, ale... przyznaję, że przymykałam oko na składy, nie wybierałam kosmetyków tak restrykcyjnie jak zazwyczaj. Przede wszystkim na Ukrainie kupiłam dużo kosmetyków z Sodium Coco-Sulfate i solą a one przyczyniły się m. in. do stopniowego wysuszania skóry, wzmożenia uczucia świądu, wzmożenia przetłuszczania włosów. 

Będąc w Wiedniu postanowiłam kupować rozsądnie- liczyłam się z tym, że ceny mogą być wyższe w stosunku do Polskich, dlatego postanowiłam kupić "perełki". Szukając kosmetyków, kierowałam się postanowionymi sobie wytycznymi:

- odpuszczam zakup kosmetyków 100% olejowych, ponieważ takie można przygotować nawet samemu,
- skład musi być wzorowy, naturalny i pozbawiony substancji kontrowersyjnych,
- nie powinien przekraczać kwoty 10 Euro (ok. 40 zł).

Jednym z punktów, które odwiedziłam był ogromny targ "Naschmarkt"- zazwyczaj na targach najłatwiej znaleźć naturalne kosmetyki, dlatego tam rozpoczęłam swoje łowy. Targ składał się nie tylko ze straganów, ale też niewielkich sklepików ułożonych w rzędzie. Weszłam do jednego z tych sklepików, który oferował kosmetyki i zdrową żywność. Tam zaintrygowała mnie marka Nonique- chociaż wybór był bardzo szeroki, ja zdecydowałam się tylko na żel pod prysznic i balsam. W końcu łowy miały trwać dalej!

Schönheits duschgel (upiekszający żel pod prysznic), Nonique
Cena: ok. 7 euro

To, co wyjątkowo spodobało mi się w tym żelu, to całkowity brak anionowych związków powierzchniowo-czynnych, które w większości (z kilkoma wyjątkami) zbyt agresywnie oczyszczają skórę doprowadzając do naruszenia płaszcza hydrolipidowego skóry.

Dodatkowo muszę szczerze przyznać, że ceny w Wiedniu pozytywnie mnie zaskoczyły! Kosmetyki naturalne często mają zawrotne ceny a ten żel okazał się moim największym kosmetycznym wydatkiem! 


Anti-Aging Körpercreme "Anspruchsvolle Haut" (przeciwstarzeniowy balsam "elegancka/wyrafinowana skóra"), Nonique
 Cena: ok. 5 Euro

Ubolewam nad tym, że chociaż w Niemczech oferta kosmetyków naturalnych jest szeroka, to w większości zawierają w składzie etanol. Podobnie było w Wiedniu- wiele kosmetyków zawierało tę substancję, dlatego odstawiałam je na półkę. Natomiast balsam Nonique wyróżniał się wzorowym składem- dodatkowo jego nazwa brzmi obiecująco!

Następnie odwiedziłam drogerię BIPA- popularny sklep, który znajdziecie na terenie całej Austrii a w Wiedniu usytuowany jest nawet na głównym dworcu kolejowym (Wien Hauptbahnhof)! I tam na prawdę przepadłam...

Okazało się, że ta sieć drogerii prowadzi swoją linię kosmetyków: bi good (coś jak Alterra dla Rossmanna). Kosmetyki marki bi good są naturalne i znajdziemy spośród nich wiele takich o wzorowym składzie! Ponadto wyobraźcie sobie, że kosztowały w granicach 3-4 Euro! (ok. 12-16 zł)- dlatego też w tej drogerii bardziej zaszalałam!

BIPA jest austriacką drogerią i chociaż na rynku jest już obecna od ok. 20 lat, ogranicza swój zasięg tylko w obrębie Austrii. I chociaż to oznacza, że w Polsce ciężko będzie dostać te kosmetyki, osobiście popieram taką politykę: sądzę, że może to decydować o atrakcyjności cen w stosunku do jakości produktów. 

O samej marce bi good można przeczytać, że korzysta z ziół dostępnych na terenie Austrii: biała lilia, koniczyna, melisa, mniszek- podoba mi się, że marka wspiera rodzimą gospodarkę, pozyskuje surowce od austriackich przedsiębiorców (tutaj alegoria do Sylveco, które bazuje na polskich ziołach! Mi osobiście taka polityka prowadzenia firmy się podoba). Ponadto kosmetyki bi good produkowane są z jak najmniejszą szkodą dla środowiska a ich opakowania są biodegradowalne lub pozyskiwane z recyklingu. W ofercie marki poza kosmetykami znajduje się także chemia gospodarcza.

Zresztą jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o marce, to wyczerpujące informacje znajdziecie w FAQ drogerii BIPA.

Reinigungs milch (mleczko oczyszczające), bi good

Wielkimi krokami nadciąga jesień i zima, dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w mleczko, by delikatnie oczyszczać skórę podczas tych wymagających pór roku. W tym mleczku nie ma żadnych substancji "typowo" powierzchniowo-czynnych: za właściwości zmywające odpowiadają emulgatory. Kompozycja tego kosmetyku przypomina mi mleczko od Marilou BIO, które bardzo polubiłam, także mam nadzieję, że ten produkt także mnie zachwyci!

Dusch peeling (peeling pod prysznic), bi good

Ten kosmetyk nie tylko złuszcza martwy naskórek, ale także oczyszcza skórę. Znajdziemy w nim delikatnie myjące glukozydy (dokładnie kokosowy i kaprylowo/kaprynowy). Podobnie jak w przypadku żelu Nonique, nie mamy tutaj anionowych środków powierzchniwo-czynnych, co bardzo mi się podoba! Ciężko jest znaleźć kosmetyki myjące bez tych substancji a w Wiedniu wybór był całkiem spory!

Powyższy peeling zdążyłam już wypróbować. Chociaż jest bardzo delikatny i niemal nie czuć drobinek złuszczających, pozostawił skórę przyjemnie gładką. Po tym pierwszym zastosowaniu jestem pozytywnie zaskoczona, jestem ciekawa, jak będzie się spisywał przy systematycznym używaniu! Ponadto ma niesamowicie przyjemny zapach czerwonych Danonków!

Volumen Shampoo (szampon dodający objętości), bi good

Moje włosy są już całkiem długie a to niestety wiąże się z utratą ich objętości. Wciąż poszukuję idealnego szamponu, który troszkę odbije je od nasady a jednocześnie nie spowoduje puszenia się włosów na długości. Większość szamponów zwiększających objętość ma anionowe środki powierzchniowo-czynne, dlatego nie spiszą się u mnie jako produkty do systematycznego stosowania a raczej jako preparaty "na wielkie wyjście".

Natomiast ten szampon jest tylko na bazie glukozydów, więc będę mogła sięgać po niego często! W dodatku z całej gamy szamponów marki bi good ten był najbardziej wyprzedany. Zabrałam ostatnie opakowanie wersji zwiększającej objętość- liczę, że nie bez powodu tak dobrze się sprzedaje!

Anti-age Augencreme (przeciwstarzeniowy krem pod oczy)

Kremy pod oczy to grupa kosmetyków, która najczęściej mnie uczula- o ile na twarzy podrażnienia zdarzają mi się bardzo rzadko i na palcach jednej ręki mogłabym wymienić preparaty, które spowodowały niezdrowe zaognienie skóry, o tyle skóra wokół oczu wymaga specjalnego traktowania. Skład powyższego kremu uważam za bezpieczny, mam więc nadzieję, że się spisze!

Lippen Pflege (pielęgnacja ust/pomadka ochronna), bi good

Pomadek nigdy dość- zwłaszcza w zbliżającym się jesienno-zimowym okresie! Z oferty bi good zdecydowałam się na wersję malinową (Himbeere)- ma niezwykle apetyczny zapach, niczym pudrowe cukierki! Bardzo lubię takie zapachy! Wypróbowałam ją już kilka razy, dobrze nawilżyła usta- pozostaje mi tylko czekać na bardziej wymagającą pogodę i wtedy sprawdzimy, czy podoła wyzwaniu!

Mango Lip Balm, Greenland
 

Ostatnim kosmetykiem, jaki wpadł do mojego koszyka- również w drogerii BIPA- była pomadka ochronna marki Greenland o zapachu mango! Zapach ten jest obłędny, przyjemnie słodki ale nie mdlący. Po kilku pierwszych użyciach mogę powiedzieć, że dobrze nawilża ale ostateczny werdykt wydam po długotrwałym stosowaniu podczas bardziej wymagających temperatur!

To takie moje uwagi i pierwsze spostrzeżenia dotyczące kosmetyków z Austrii- więcej informacji zapewne poznacie w kolejnych "Projektach Denko", ponieważ po zużyciu całego kosmetyku można dopiero mówić o widocznym efekcie. 

Natomiast jeśli zastanawiacie się nad tym, czy warto odwiedzić Wiedeń- warto! Nie był to mój pierwszy wyjazd do tego niesamowitego miasta, z pewnością także nie ostatni! Stolica Austrii zachwyca na każdym kroku- gdzie się nie obejrzałam, znajdował się jakiś budynek, rzeźba, fontanna, kościół, fasada, urząd (itd.) w neoklasycystycznym stylu. Będąc w Austrii czuję się, jakbym cofnęła się w czasie do lat, gdzie estetyka w architekturze, wyczucie stylu i kompozycji były szczególnie doceniane.

Będąc w Wiedniu zebrało mi się na rozterki nad naszą Polską- z jednej strony jest to Państwo, które pod względem piękna budowli nie ma NIC do zaoferowania - w porównaniu z Wiedniem wypada wręcz nędznie. Jednak z drugiej strony, taki a nie inny wygląd naszego Państwa jest spowodowany tym, jak bardzo ucierpiało ono w wyniku wojen, zwłaszcza II WŚ. Zastanawiałam się, jak wyglądałaby Warszawa, gdyby nie zniszczono jej tak doszczętnie? Czy też zachwycałaby tak pięknymi miejscami? Jestem pewna, że tak! Zwłaszcza, że... Rzeszów jest tego doskonałym przykładem ;)

Zazwyczaj zagraniczne wycieczki koncentrują się na Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu- jest to zrozumiałe ze względu na historię naszego Państwa. Jednak w tych miastach tylko rynki i stare miasta pozwalają zachwycić się sztuką i architekturą. Wychodząc już odrobinę poza turystyczne regiony, spotkamy PRL-owskie molochy, bloki szare i przygnębiające. Natomiast wschód polski- Rzeszów, Przemyśl, Lublin, Sandomierz- to miasta, które niemal w ogóle nie ucierpiały w czasie II WŚ! Przechodząc tutejszymi uliczkami czuję niemal ten sam klimat, co w Wiedniu. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zwiedzić wschodu Polski, koniecznie powinnyście to nadrobić! 

I tym optymistycznym, chociaż niekosmetycznym akcentem kończę i żegnam się z Wami serdecznie!


[462.] SLS i SLES- wszystko co powinnyście wiedzieć!

[462.] SLS i SLES- wszystko co powinnyście wiedzieć!

Temat SLS i SLES był na blogu już poruszany, jednak chciałabym uaktualnić ten wpis i zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu. Artykuł ten będzie szczególnie pomocny dla nowych Czytelników a także członków grupy facebookowej "Kosmetologia Naturalnie" - jeśli do niej nie należycie, serdecznie zapraszam!

Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) to substancje myjące, a dokładnie: anionowe środki powierzchniowo-czynne (jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o rodzajach substancji myjących i ich wpływie na skórę, zerknij do porównania). Odpowiadają nie tylko za właściwości myjące kosmetyku, ale także jego pienienie się. Obie substancje są bardzo podobne i można przypisać im kilka wspólnych cech, jednak posiadają też kilka różnic- dlatego też wrzucanie SLS i SLES do jednego worka nie zawsze jest trafne. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam więcej o obu substancjach!



1. SLS może być stosowany w kosmetykach naturalnych, ale...
... jest substancją o silnie drażniących właściwościach (więcej na ten temat w linku podanym w poprzednim akapicie i na poniższej rycynie). Wymywa lipidy z bariery ochronnej naskórka, co prowadzi do naruszenia bariery hydrolipidowej a tym samym wzmożenia uciekania wody i w konsekwencji odwodnienia cery. Takie działanie zwłaszcza w przypadku młodych cer, prowadzi do aktywizacji pracy gruczołów łojowych i rozregulowania ich pracy: jest to reakcja obronna skóry na czynnik drażniący, próbuje ona odbudować płaszczy hydrolipidowy i zapobiec ucieczce wody z naskórka a jednocześnie wytworzyć bardziej szczelną barierę, która będzie w stanie ochronić skórę przed kolejnym, zbyt mocno oczyszczającym czynnikiem. Niestety, SLS jest w stanie naruszyć barierę hydrolipidową nawet tłustych cer, dlatego jego stosowanie przyczynia się do nasilenia problemu łojotoku, któremu będzie towarzyszyć wzmożenie niedoskonałości jak trądzik, czy zaskórniki.

Dlaczego może być stosowany w kosmetykach naturalnych? Ponieważ jest otrzymywany z kwasu laurynowego pozyskiwanego z oleju kokosowego. Jego otrzymywanie nie szkodzi środowisku a sam SLS jest biodegradowalny. Jednak ze względu na jego agresywne właściwości oczyszczające, odradzam jego stosowanie.



Tabela z publikacji "Clariant Mild Surfactant" - widzimy, że SLS jest o wiele mocniej myjącą substancją niż SLES.


2.  SLES jest łagodniejszym preparatem myjącym, ale...
.... przy jego produkcji wykorzystywany jest proces oksyetylenowania. Proces ten polega na wprowadzeniu do SLSu cząsteczek tlenku etylenu, w wyniku którego tworzy się SLES. Spójrzcie na powyższy wykres- jeśli do produkcji SLESu zostały dołączone tylko 2 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 2 EO), wykazywał on działanie średnio-drażniące a gdy zostały dołączone 3 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 3 EO)- nie wykazywał działania drażniącego.

Sam tlenek etylenu nie jest szkodliwy, natomiast podczas przeprowadzania reakcji może dojść do jego przekształcenia w dioksan- a ten gaz działa drażniąco, toksycznie a nawet ma udowodnione działanie kancerogenne przez co nie jest dopuszczony do stosowania w żadnych kosmetykach dostępnych na terenie UE. Warto zaznaczyć, że nie jest dopuszczony jako samodzielny surowiec, jednak może pojawić się jako skutek uboczny oksyetylenowania w ilościach śladowych.

Zdania osób zajmujących się produkcją i badaniem kosmetyków są podzielone- część z nich odradza sięganie po substancje oksyetylenowane ze względu na udowodnioną szkodliwość, natomiast inni wskazują na możliwość zmiany konsystencji produktu, gdyby dioksan uwalniał się z preparatu, dzięki czemu od razu zorientujemy się, że preparat nie powinien być użytkowany. Często wskazują oni na niewielkie stężenie tlenku etylenu wykorzystane w produkcji surowca, natomiast przeciwnicy oponują, że niemożliwym jest całkowite usunięcie dioksanu z kosmetyku i problem toksyczności dotyczy nawet jego niewielkich dawek.


Przejmować się dioksanem, czy też nie? Osobiście odradzam sięganie po kosmetyki, które mają substancje oksyetylenowane, ponieważ stawiam na prewencję. Łatwiej jest zapobiegać i unikać pewnych substancji niż później próbować cofać skutki ich działania. Aktualnie znajdziemy głosy zarówno "za" jak i "przeciw" SLES dlatego podejrzewam, że jednoznaczne stwierdzenie, czy substancja ta jest bezpieczna czy też nie, będzie możliwe dopiero w przyszłości, wraz z wykonaniem szeregu odpowiednich badań.

To, co warto zapamiętać- SLES jest substancją znacznie mniej drażniącą "samą w sobie" niż SLS, jednak szkodliwa jest pochodna reakcji jego otrzymywania- dioksan, którą SLES może być zanieczyszczony. Wraz ze wzrostem ilości tlenku etylenu użytego w syntezie SLES spada jego potencjał drażniący "sam w sobie" ale wzrasta ryzyko zanieczyszczenia dioksanem. Ponadto wybierając kosmetyk z SLES nie mamy pewności, ile zawiera tlenku etylenu na mol. Podejrzewam (ale są to tylko moje przypuszczenia!), że preparaty do higieny intymnej czy dla niemowląt oparte o SLES zawierają "delikatniejsze", czyli bardziej oksyetylenowane cząsteczki SLESu. Substancje oksyetylenowane nie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych!


3. Zaburzanie pH- czy aby na pewno?

I tutaj mój błąd!- przyznaję się i chciałabym sprostować!- w notce, którą napisałam dwa lata temu "SLS i SLES- o co tyle krzyku?" wskazywałam na zaburzanie pH skóry przez obie substancje, ponieważ zawierają w składzie sód (Sodium). I tutaj kij ma dwa końce- to prawda, że obie substancje podnoszą pH produktu, jednak po to w kosmetykach wykorzystywane są regulatory pH, żeby obniżyć pH preparatu do odpowiedniego poziomu. Najczęściej wykorzystywanymi substancjami obniżającymi pH kosmetyku są kwasy: najczęściej wykorzystywanym jest mlekowy, ponieważ jest to substancja naturalnie występująca w naszej skórze, ale często można też spotkać kwas cytrynowy, fitowy i inne. Problem zaburzania pH przez substancje myjące dotyczy także amfoterycznych substancji myjących (jak np. betaina kokamidopropylowa) czy niejonowych (glukozydy)- dlatego do kosmetyków w których występują, również dodaje się kwasy w celu obniżenia pH.

Jedynym produktem myjącym, podczas którego produkcji nie obniża się pH, jest mydło w kostce i dlatego bardzo mocno odradzam te kosmetyki. Zaburzanie pH nie przynosi nic dobrego! Nie tylko sprzyja wysuszaniu skóry ale też sprzyja rozwojowi patologicznej flory bakteryjnej a nawet uniemożliwia prawidłową syntezę ceramidów naskórka! Więcej o mydłach w artykule im poświęconym.


4. SLS pod postacią SCS (Sodium Coco-Sulfate)

SCS został okrzyknięty "Naturalnym SLSem", i w tym stwierdzeniu kryje się sporo prawdy. SCS jest pozyskiwany w podobny sposób jak SLS, dlatego tak samo jak i on, jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych. Różnica polega na tym, że do produkcji SLS wykorzystywany jest sam kwas laurynowy z oleju kokosowego a do produkcji SCS wykorzystywana jest cała frakcja olejowa kokosa.

Jednak kwas laurynowy stanowi aż 70% frakcji olejowej kokosa! SCS jest niejednorodną substancją, podczas jego syntezy wytwarzane jest kilka związków (w tym także SLS, który może stanowić go 70%, tak jak ilość kwasu laurynowego z użytej frakcji olejowej kokosa). Dlatego jeśli producent deklaruje na opakowaniu, że produkt nie zawiera SLS a w składzie widzimy SCS, to deklaracja ta jest grubymi nićmi szyta. Oczywiście tolerancja skóry na tę substancję jest kwestią indywidualną- swoje doświadczenia opisywałam Wam niedawno w osobnym artykule.


5. SLS i SLES - moje doświadczenia

Oczywiście jak wyżej- kwestia tolerancji skóry jest indywidualna i każdy może zareagować na SLS i SLES inaczej. Osobiście odradzam ich stosowanie ze względu na wysoki potencjał drażniący- a szukając preparatów dla problematycznych cer warto sięgać po te najbezpieczniejsze, by niwelować ryzyko przypadkowego pogorszenia stanu cery.

Moją skórę (zwłaszcza na ciele) zawsze mogłam określić jako odporną i dobrze nawilżoną- nigdy nie miałam problemów z jej wysuszeniem, rogowaceniem, podrażnieniami. Wszelkie ranki i zadrapania szybko się goiły oraz znikały bez pozostawiania śladu. Jednak nawet na tak bezproblemowej skórze, odstawienie SLS i SLES przyniosło zaskakujące i pozytywne rezultaty: okazało się, że skóra może być w jeszcze lepszej kondycji!

Efekty, jakie zaobserwowałam:
- Pozbyłam się problemu trądziku,
- Skóra stała się jeszcze lepiej nawilżona- podczas sięgania po produkty z SLS czy SLES w okresie zimowym zdarzało się drobnopłatkowe złuszczanie na łydkach, jednak znikało po aplikacji balsamu, po który i tak sięgałam co kilka dni a nie po każdej kąpieli. Aktualnie nie stosuję SLS i SLES a moja skóra w ogóle nie wymaga aplikacji balsamu (tj. nie pojawia się drobnopłatkowe złuszczanie ani inne zmiany wskazujące na jej odwodnienie),
- Pozbyłam się problemu rogowaciejącej skóry na piętach,
- Poprawa stanu skóry dłoni, brak odstających skórek przy paznokciach a także wzmocnienie samych paznokci,
- Zmniejszenie wypadania włosów oraz przetłuszczania skóry głowy,
- Trwała likwidacja łupieżu oraz świądu skóry głowy.

Więcej o tym, jakie efekty zaobserwowałam po odstawieniu SLS i SLES


Jestem bardzo ciekawa jakie Wy zaobserwowałyście zmiany po zmianie kosmetyków myjących! Dajcie znać, czy odstawiłyście SLS i SLES całkowicie, czy może zdarza Wam się po nie sięgać?

Pozdrawiam serdecznie!


[461.] Pełna gama kolorystyczna podkładów Ecolore!

[461.] Pełna gama kolorystyczna podkładów Ecolore!


W związku z tym, że na stronie pojawiało się dużo postów dotyczących sposobów aplikacji oraz użytkowania podkładów mineralnych, bardzo często padało pytanie o doradzenie odcienia podkładu. Żeby ułatwić Wam dobór, zaprezentuję Wam wszystkie odcienie podkładu "Velvet Soft Touch" od Ecolore!

Na powyższej tabeli możecie zobaczyć, jak kolory odróżniają się od siebie. To, co mi osobiście bardzo przypadło do gustu to intuicyjny dobór nazw linii do odcieni skóry, dlatego też:
- "Golden" - to linia dla ciepłych karnacji o złocistym lub żółtym tonie,
- "Warm" - również jest linią dla ciepłych karnacji, ale o brzoskwiniowym/beżowym tonie,
- "Nude" - jest linią neutralną- dla osób, które nie wyróżniają się ani wyraźnie ciepłym, ani wyraźnie chłodnym tonem karnacji,
- "Olive" - to także linia dla ciepłych karnacji jednak z dominacją oliwkowych tonów,
- "Cool" - linia dla osób o chłodnej karnacji, w której dominują różowe tony.

Ecolore ma największą gamę kolorystyczną podkładów mineralnych, dlatego każdy jest w stanie znaleźć idealny odcień! 


Najjaśniejsze odcienie- a w szczególności ten z linii "Cool" są dla osób o bardzo jasnych, niemal białych karnacjach- zwróćcie uwagę, że "Cool 0" jest niemal biały i ledwie odznacza się od białej kartki. Dlatego żeby lepiej pokazać Wam różnicę tych odcieni pomiędzy sobą, wykonałam swatche.


Zanim zdecydujecie się na pełnowymiarowy produkt, warto zdecydować się na próbki- jeśli nie umiecie określić, jaki macie ton cery, polecam spróbować wersję "Nude" w wybranym odcieniu- dzięki niej najłatwiej będzie Wam określić, jakiego odcienia brakuje cerze- tonów żółtych, różowych, oliwkowych, czy może brzoskwiniowych? Oprócz próbki z linii "Nude" przetestujcie też 1-2 inne, każdą z innej linii, które uważacie, że najlepiej stopiłyby się z Waszą cerą.


To, co bardzo mi się podoba w tych podkładach, to że kolorystyka oscyluje wokół ciepłych tonów z domieszkami dominujących pigmentów jak żółty, brzoskwiniowy czy oliwkowy- zdecydowana większość Polek ma ciepły odcień skóry. Nie dziwi mnie ani trochę taki wybór odcieni przez producenta- w końcu Ecolore to polska marka!


Swatche na ręce nie zawsze oddają to, jak podkład będzie współgrał z cerą, dlatego pamiętajcie, żeby kolor zawsze sprawdzać na twarzy! Wg powyższych swatchów zapewne dobrałabym dla siebie podkład z linii "Warm" lub "Nude" a w rzeczywistości ideałem jest "Golden"- myślę, że winowajcą jest moja reaktywna skóra, która spod złotego odcienia, najmniej ujawnia rumień.


Zabawne było także, gdy podczas początków przygody z podkładami mineralnymi przekonałam się na własne oczy, że moja cera ma żółte tony- było to ok. 3 lata temu. Koleżanka pożyczyła mi zestaw próbek podkładów mineralnych i wersja z żółtymi odcieniami sprawiła, że określiłam go jako "żółteczko". Nałożyłam go na twarz bardziej w ramach wygłupów, niż żebym faktycznie uważała, że będzie dobrze współgrał z moją cerą i szczerze się zdziwiłam- okazało się, że idealnie stapia się z cerą i od tamtego czasu poluję tylko na złote/żółte odcienie. I dopiero od tamtej pory podkład na mojej twarzy przestał być zauważalny!


Moim pierwszym podkładem z Ecolore był odcień "Warm 2" i ten brzoskwiniowy odcień nie był zły, chociaż wiedziałam, że jednak żółty byłby lepszy. Dlatego od tamtej pory jest ze mną "Golden 2" i to mój ideał!


Podkłady Ecolore cenię za wyjątkową konsystencję- ją bardzo miałkie, dobrze zmielone, co ułatwia ich aplikację a także zapewnia mocne krycie bez efektu maski. Podkłady te świetnie stapiają się z cerą i prezentują bardzo naturalnie. Oczywiście mają w 100% bezpieczne składy INCI i zapewniają ochronę SPF 10, dlatego serdecznie je polecam!

Napiszcie mi koniecznie, czy znacie podkłady Ecolore? Na który odcień zdecydowałybyście się?
Pozdrawiam serdecznie!

[460.] Dwie propozycje makijażu z odrobiną butelkowej zieleni!

[460.] Dwie propozycje makijażu z odrobiną butelkowej zieleni!

W mojej kosmetyczce znalazło się troszkę nowości, dlatego postanowiłam Wam pokazać dwa makijaże z użyciem nowych kosmetyków- pierwszy jest banalnie prosty, drugi mocniejszy i ciut bardziej skomplikowany. Chociaż do mistrzyń makijażu jest mi daleko, wykonałam też krótkie tutoriale- a nóż któraś z Was postanowi odtworzyć makijaż i zdjęcia okażą się pomocne!

Pierwszy makijaż miałyście okazję zobaczyć już podczas wpisu Oswajamy Minerały!- który dotyczył stosowania i aplikacji podkładów mineralnych w formie sypkiej. To prosty a efektowny makijaż- najbardziej lubię w nim to, że mogę przemycić do makijażu oka szalone, czasem odważne czy papuzie kolory, bez przesadnego efektu. Wystarczy, że cały makijaż oka pozostanie w stonowanej tonacji a element kolorystyczny umieścimy na dolnej powiece:


1. Na całą górną powiekę nałożyłam podkład a załamanie i dolną powiekę zaznaczyłam brązowym cieniem.
2. Intensyfikuję cień w załamaniu powieki, dokładając jego kolejną warstwę.
3. Rysuję kreskę eyelinerem, tuszuję rzęsy a na dolną powiekę nakładam kolorowy cień.

  
Ten piękny, butelkowy odcień zieleni to cień w kredce marki Felicea nr 56- produkt ma kremową konsystencję, co znacznie ułatwia jego aplikację zarówno przy pomocy pędzelka jak i bezpośrednio na powiekę. Na ten cień w kredce zwróciłam uwagę ze względu na ciekawy kolor- faktycznie zielenie pasują rudzielcom!

Jako eyelinera, użyłam ulubionego Boho Green Makeup. Natomiast najbardziej uniwersalnym kosmetykiem tego makijażu jest cień Chococholic nr 015 od Ecolore- z jego pomocą wykonałam cieniowanie powieki, ale też wyrysowałam brwi i wykonturowałam policzki!


Natomiast drugi makijaż jest już w wersji wieczorowej- chciałam postawić na turkusowo-czarne smoky eye, ale poniosła mnie fantazja i wykonałam niewielkie zdobienie z pomocą eyelinera. Przy takim mocnym makijażu cień w kredce od Felicea bardzo dobrze się spisuje, nie rozmazuje się ani nie znika. Sam odcień zieleni uważam za bardzo elegancki- nie jest przesadzony ani krzykliwy a z jego pomocą jesteśmy wstanie ciekawie urozmaicić efekt końcowy.



1. Chcąc, by makijaż był precyzyjny, rysuję kredką linię granicy cieni.
2. Nakładam kredkę na zewnętrzną część powieki i rozcieram palcem po czym nakładam na nią czarny cień i rozcieram jego granicę z użyciem brązu.
3. Dolną powiekę także podkreślam przy pomocy brązu i czerni.
4. W wewnętrznym kąciku nakładam butelkową zieleń, dodaję kreskę eyelinerem, obrysowuję linię wodną kredką oraz tuszuję rzęsy.


Jeśli planuję wykonać smoky eye, zaczynam właśnie od makijażu oka a dopiero następnie przechodzę do makijażu twarzy. W obu makijażach użyłam bazy Neve Cosmetics w wersji rozświetlającej oraz podkładu Ecolore, które są moimi ulubieńcami od dłuższego czasu! Konturowanie twarzy oraz podkreślenie brwi także wykonałam przy pomocy cienia "Chococholic" nr 015 z Ecolore a jako rozświetlacza użyłam nowości- Earthnicity!


Chociaż producent deklaruje produkt jako puder wykończeniowy, mi bardzo spodobał się w wersji rozświetlacza - daje wyraźny ale nieprzesadzony efekt jeśli zdarzy się, że nałożę zbyt dużo produktu, nie tworzy plam i bez trudu się rozciera. Po aplikacji na twarzy nie widać żadnych drobinek a efekt tafli. Jeśli chcę spotęgować jego działanie np. wykonując zdjęcia, nanoszę go najpierw zwilżoną gąbeczką a dopiero potem intensyfikuję efekt pędzlem.

Natomiast przy tak mocnym makijażu oka usta powinny zostać stonowane- i w przypadku drugiego makijażu postawiłam na neutralny odcień pomadki- Felicea w odcieniu 24 "Szary Róż"


Kolor ten pięknie dopełnia całość makijażu! Pomadka ma satynowe wykończenie, nie posiada brokatowych drobinek i prezentuje się bardzo elegancko. Na targach EkoCuda dowiedziałam się od przedstawicielki marki, że jest to ich najbardziej popularny kolor pomadki i ja również jestem nim oczarowana!

Natomiast jeśli wolicie matowe wykończenia pomadek, to koniecznie sprawdźcie, jak wyglądają na ustach konturówki od Felicea!



Jestem ciekawa, czy znacie te produkty i jak spisują się one u Was? A może zainteresowałam Was którymś?

Pozdrawiam serdecznie!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl