[459.] "Naturalny SLS": Sodium Coco- Sulfate


Sodium Coco-Sulfate (SCS) został nazwany "naturalnym SLSem"- dziś chciałabym Wam opowiedzieć o nim troszkę więcej. Przede wszystkim, dlaczego nazywany jest w powyższy sposób i czy jest to negatywne czy pozytywne określenie? W jaki sposób działa na skórę i dlaczego wykorzystywany jest w kosmetykach?

Pamiętacie post, w którym pokazywałam Wam bardzo dużo kosmetyków zakupionych na Ukrainie? Wśród nich znalazło się dość dużo produktów z SCS- postanowiłam więc tak ułożyć plan pielęgnacji, by przez kilka tygodni sięgać po produkty do mycia ciała i szampony właśnie z SCS. Odkąd stosuję naturalne kosmetyki zdarzało mi się sięgać po produkty z SCS, nigdy jednak nie było to systematyczne stosowanie i po zużyciu opakowania, wracałam do produktów bez tychże środków myjących. Stosowanie produktów z SCS ciągiem dało ciekawe efekty i o tym również Wam opowiem.

Zacznijmy od początku- Sodium Coco-Sulfate to środek myjący a dokładnie anionowy związek powierzchniowo-czynny. Bardzo istotne jest to, iż jest "anionowy"- oznacza to, że posiada ładunek i może wchodzić w pewne interakcje z innymi związkami. Oprócz anionowych środków powierzchniowo czynnych wyróżnia się także niejonowe (czyli nie posiadające ładunku) oraz amfoteryczne (mogące przyjmować właściwości anionowych jak i kationowych środków powierzchniowo-czynnych, w zależności od pH preparatu, w jakim się znajdują). 

Bardzo uogólniając, można przyjąć, że anionowe środki powierzchniowo-czynne (do których należą SLS i SLES, o których wiadomo, że należy unikać w kosmetykach, ale także SCS) są mocnymi środkami myjącymi i mogą doprowadzać do podrażnień, natomiast amfoteryczne i niejonowe są delikatne oraz bezpieczne. Oczywiście wśród środków anionowych jest kilka wyjątków, które są niemal tak delikatne jak niejonowe glukozydy czy amfoteryczna betaina kokamidopropylowa i jeśli chcecie zgłębić ten temat bardziej, odsyłam do wpisu o porównaniu środków powierzchniowo-czynnych stosowanych w kosmetykach.

Jednak w badaniu, na którym się opierałam pisząc powyższy post, nie było wzmianki o SCS a jest to bardzo częsty składnik kosmetyków myjących, zwłaszcza szamponów (i to nie bez powodu!). Z pomocą p. Tomasza Bujaka (któremu z tego miejsca serdecznie dziękuję!) udało mi się zgłębić temat!

Tak na prawdę SCS to niejednorodna substancja myjąca- możemy ją sobie wyobrazić jako mieszankę różnych substancji, z czego aż 70% może być SLSem! Dlaczego? Zarówno SCS jak i SLS jest pozyskiwany w bardzo podobny sposób, obie substancje pochodzą z oleju kokosowego, jedyną różnicą jest to, że SLS pozyskiwany jest z samego kwasu laurynowego (jeden z kwasów tłuszczowych frakcji olejowej kokosa) a SCS z całej tej frakcji, w skład której oprócz kwasu laurynowego, wchodzą jeszcze: mirystynowy, palmitynowy, kaprylowy, kapronowy, stearynowy, oleinowy, linolowy. Kwas laurynowy stanowi około 70% oleju kokosowego, dlatego podczas produkcji tworzy się SLS i kilka innych substancji, które łącznie nazywa się SCS. Rozumiecie więc, dlaczego określenie "naturalny SLS" jest tak bardzo trafne...

SLS wykazuje właściwości silnie drażniące skórę, podejrzewam więc, że SCS jest równie silną substancją myjącą, chociaż nie aż w takim stopniu. Uważam, że różnica pomiędzy potencjałem drażniącym obu substancji jest niewielka ale na korzyść SCS. 

Dlaczego więc SCS jest tak chętnie wykorzystywany w kosmetykach naturalnych?
- jest surowcem tanim, chociaż nie aż tak jak SLS ze względu na tę marketingową "naturalność"- mimo to, jest i tak tańszy niż inne anionowe związki powierzchniowo-czynne,
- jest dopuszczony przez Ecocert- zarówno SCS jak i SLS są biodegradowalne i pozyskiwane z naturalnych surowców. Odmienna sytuacja tyczy się SLES, ale o tym opowiem Wam innym razem,
- bardzo łatwo daje się zagęścić przy pomocy soli- ta właściwość dotyczy większości anionowych środków myjących, ale nie wszystkich. Dlatego bardzo często w składzie produktu oprócz SCS znajdziemy sól. Jest ona dodawana w niewielkiej ilości i już wtedy jest w stanie zagęścić kosmetyk, jednak może dodatkowo potęgować działanie wysuszające skórę zwłaszcza, jeśli produkt jest stosowany systematycznie,
- anionowe związki powierzchniowo-czynne umożliwiają stworzenie szamponów ułatwiających rozczesywanie. Jak?

Wyżej wspomniałam Wam, że anionowe związki powierzchniowo-czynne mogą wchodzić w pewne interakcje. Dokładnie tworzą kompleksy w połączeniu z kationowymi związkami powierzchniowo-czynnymi. Chociaż ich nazwa brzmi podobnie, są to gumy i wykazują całkiem odmienne działanie- nie mają właściwości myjących, działają wygładzająco, antystatyczne. Ułatwiają rozczesywanie włosów, sprawiają, że skóra staje się przyjemnie gładka. Same gumy są w stanie znacznie wygładzić włosy, jednak kompleks wytworzony w połączeniu związków anionowych i kationowych daje nieporównywalnie lepsze efekty w ułatwianiu rozczesania włosów.


To właśnie te kompleksy sprawiają, że włosy już podczas mycia są bardziej śliskie i sypkie a nie jak błędnie sądzi wiele osób- silikony. One delikatnie potęgują ten efekt, jednak nie mają aż tak wielkiego znaczenia, jakie często im się przypisuje- szampon bez silikonów, ale za to z anionowymi i kationowymi substancjami powierzchniowo-czynnymi umożliwi bezproblemowe rozczesanie włosów nawet bez użycia odżywki. 

A jak wygląda sytuacja z szamponami, które nie mają anionowych substancji powierzchniowo-czynnych a tylko kationowe oraz niejonowe i/lub amfoteryczne? W tej sytuacji nie dojdzie do powstania kompleksów i na właściwości wygładzające odpowiadają tylko kationowe środki powierzchniowo-czynne. Jednak żeby dały zadowalający i widoczny efekt, trzeba zastosować je w większej ilości. I dlatego w takich szamponach może się zdarzyć, że wytrąca się guma (ot, z opakowania szamponu wycieka galaretka zamiast kosmetyku)- w kosmetykach naturalnych nie powinno się stosować sztucznych stabilizatorów, które uniemożliwiłyby wytrącanie się tej gumy i nieodpowiednie przechowywanie produktu (np. w niskiej temperaturze) doprowadza do jej wytrącenia. Nie jest to niczym niepoprawnym i produkt nie traci swoich właściwości, dlatego wystarczy wstrząsnąć butelkę przed użyciem, by guma z powrotem roztworzyła się w szamponie. 

W preparatach do ciała obserwujemy podobną zależność- tuż po zastosowaniu żelu z anionowymi i kationowymi środkami powierzchniowo-czynnymi skóra jest bardziej gładka i miękka, jednak jako żywa tkanka szybciej reaguje na nieodpowiadające jej substancje niż ma to miejsce w przypadku włosów.


A jak minęło moje doświadczenie z SCS? 
Od kilku tygodni stosowałam szampony i żele z tym składnikiem. Szampony: "Arctic Rose" Natura Siberica z serii Blanche a następnie (aż do teraz) ukraińską Niveę Pure&Natural. Pierwszym żelem z SCS był Melica Organic BlackBerry a aktualnie Yaka z rumiankiem (oba przywienione z Ukrainy).

Początkowo doświadczenie przebiegało pomyślnie i skóra dobrze znosiła SCS. Niestety, już po dwóch tygodniach zaczęłam obserwować lekkie swędzenie. Efekt ten pogłębiał się i po tych kilku tygodniach zauważyłam:
- większą suchość skóry- częściej sięgam po balsamy do ciała, zużywam ich więcej a także wchłaniają się bardzo szybko. Od początku wakacji jestem w posiadaniu balsamu odżywczego Resibo i na jego przykładzie zauważyłam, jak skóra się zmieniła- przed rozpoczęciem doświadczenia mogłam stosować ten balsam tylko na wieczór, ponieważ pozostawiał na skórze nietłusty, ale treściwy film. Aktualnie skóra niemal go wypija i mogę stosować go nawet na dzień bez obaw o ubrudzenie ubrań. Cieszę się, że mam ten balsam, bo ten produkt mocno odżywia skórę i znacznie łagodzi po SCS. Gdy po niego nie sięgam, skóra staje się szorstka, pojawia się drobnopłatkowe złuszczanie na łydkach- natomiast przed rozpoczęciem doświadczenia, po balsam sięgałam okazjonalnie, bardziej z poczucia, że trzeba zrobić coś dobrego w ramach pielęgnacji niż faktycznej potrzeby, że skóra jest sucha czy źle wygląda.


- Gorsze gojenie się zadrapań- jako kocia-mama często jestem podrapana (a jakże ;)) i stosując żele bez anionowych substancji powierzchniowo-czynnych nawet nie myślę o tych drobnych niedoskonałościach. Po tych kilku tygodniach z SCS zadrapania dużo gorzej się goją, łuszczą się, są bardziej suche. Tak długie gojenie zwłaszcza w połączeniu z upalną pogodą przyczyniło się do powstania przebarwień mimo aplikacji kremu z filtrem- dlatego też przypominam, że odradzam wykonywanie zabiegów z kwasami latem nawet tych bardzo delikatnych!
- Brak uczucia gładkości i nawilżenia skóry po wyjściu z kąpieli.


Natomiast włosy dłużej trzymały fason- aż do zużycia 3/4 opakowania szamponu Natura Siberica, którym nawet się zachwycałam i pisałam Wam w ulubieńcach. Wykańczanie szamponu wiązało się z pojawieniem swędzenia skóry głowy a odkąd kontynuuję doświadczenie z szamponem Nivea, znacznie się nasiliło. 

Ponadto włosy faktycznie dużo łatwiej rozczesać: już podczas mycia są gładkie i nie plątają się, szczotka wchodzi w nie jak w masełko. Chociaż nie mam problemu z rozczesywaniem włosów, zdecydowanie widzę różnicę pomiędzy swoim ulubionym szamponem odżywczym Vianek (bez anionowych środków powierzchniowo-czynnych) a tymi szamponami z SCS. Efekt ten jednak jest tylko chwilowy i ułatwia rozczesywanie włosów tuż po umyciu- wbrew temu, co mogłabym oczekiwać, włosy nie są bardziej wygładzone ani dociążone po wyschnięciu. W tej kwestii lepiej spisuje się Vianek, ponieważ (podejrzewam, bo nie znam receptur Natur Siberica ani Nivea ;)) ma większą ilość gum które bardzo dobrze wygładzają włos. Wybierając pomiędzy ułatwionym rozczesaniem a wizualnym efektem końcowym wolę to drugie- po szamponach z SCS włosy są bardziej spuszone a w porównaniu do początków doświadczenia, stały się bardziej suche. Staram się ratować je olejami i olejuję je przed każdym myciem- wcześniej tak częste olejowanie doprowadzało do przyklapu włosów więc zazwyczaj olejowałam co 2-gie mycie. 

Intensyfikacji uległa także częstotliwość mycia włosów- przed rozpoczęciem doświadczenia myłam włosy co 3-4 dni, przy czym wcale nie wyglądały na przetłuszczone. Aktualnie myję włosy co 2-3 dni i wyraźnie widać, że są nieświeże. Efekt ten nie nastąpił nagle po zmianie szamponu, nasilał się powoli i stopniowo.

Od tygodnia obserwuję także wzmożone wypadanie włosów- i tutaj jeszcze się waham, czy jest to związane z SCS czy może nadchodzącą jesienią, kiedy u każdego z nas włosy zaczynają wypadać. Mam nadzieję, że to drugie i że nie doprowadziłam aż do takiego osłabienia cebulek...

Reasumując- stosować, czy nie stosować? Wszystko oczywiście zależy od kondycji naszej skóry- zwłaszcza niektóre skalpy preferują mocniejsze oczyszczanie. Moje subiektywne odczucia przekonują mnie, że nie będę już sięgać po produkty z SCS jedno po drugim pod rząd, jeśli kupię coś z tą substancją, będę stosowała zamiennie lub po wykończeniu całego opakowania, wrócę do delikatniejszych produktów. Ciężko całkowicie rezygnować z SCS, ponieważ jest on w wielu kosmetykach naturalnych, głównie szamponach. Ten artykuł nie miał na celu nikogo wystraszyć- miał po prostu zwiększyć Waszą świadomość i czujność =)


Koniecznie dajcie mi znać, czy ten wpis był dla Was pomocny, czy był zrozumiały? Jeśli coś pozostało niejasne albo czujecie niedosyt, koniecznie piszcie w komentarzach!

A po studiach myślałam, że jak umiem przeanalizować skład INCI to kosmetyki nie mają dla mnie tajemnic. Jakże się myliłam! Czuję, że wciąż się uczę i dostrzegam dopiero wierzchołek góry lodowej. Trzymajcie za mnie kciuki! =D

Pozdrawiam,


38 komentarzy:

  1. Obserwować, obserwować, obserwować!
    Ja u siebie zauważyłam sporą zmianę po przejściu z drogeryjnych szamponów ze SLES na szampony Alterry (z SCS). Łupieżu nie mam, głowa mnie nie swędzi, nie pojawiają się na niej strupki (o których początkowo myślałam, że są spowodowane przez łupież, ale to jednak SLS je spowodował). Dodatkowo myję włosy co 2 dzień, a nie codziennie. Choć myślę, że poza sezonem letnim mogłabym je spokojnie myć do 3 dzień. W przyszłości chętnie sięgnę także po bardziej łagodne szampony i sprawdzę ich działanie na sobie, ale póki co myję tym, co mam.
    Po Tobie doskonale widać, że nie wszystko, co się u mnie sprawdza, sprawdzi się i u Ciebie, więc najważniejsza jest obserwacja, świadomość i analizowanie składu. Bo tu nie zawiniły konkretne produkty, a konkretny składnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonałe podsumowanie ;) I zgadzam się- trzeba obserwować reakcje skóry!

      Usuń
  2. To ja może napiszę o swoich doświadczeniach :) Pierwszym moim szamponem naturalnym był Sylveco pszeniczno-owsiany - był super, bo oprócz tego, że zmniejszył przetłuszczanie (zamiast myć włosów codziennie mogłam spokojnie co dwa dni i w ten dugi dzień były całkiem ładne), to jeszcze włosy były naprawdę ładne i miękkie. Ale największą wadą Sylveco było to, że był niewydajny i wcale się nie pienił... Żaliłam się już kiedyś na to pod innym wpisem- może wypróbuję metodę kubeczkową jak mi radziłaś, ale nie jestem pewna jak to działa dokładnie...
    Po Sylveco wypróbowałam Organic Shop - on ma SCS, oczywiście lepiej się pienił i początkowo wydawał się niemal równie dobry jak Sylveco tzn. włosy były dość długo świeże, chociaż nie były tak ładne, nawet z odżywką włosy nie były takie miękkie, no ale cieszyłam się, że nie ma SLS, pieni się i cena niska. Teraz mam drugie opakowanie Organic Shop, trzecie czeka w kolejce (promocja w Lidlu...:)) i zauważam od niedawna, że włosy na drugi dzień są już niezbyt ładne, przy głowie lekko tłuste i w sumie to już powinnam myć je codziennie, żeby "jakoś" wyglądać... Więc tak jak Ty na początku byłam zadowolona, a teraz jest już gorzej, jeśli chodzi o mój największy problem, czyli szybkie przetłuszczanie włosów... Będę jeszcze obserwować skórę głowy, może tylko ostatnie dni jakoś źle myłam głowę, ale obawiam się, że winowajcą jest SCS. Pozdrawiam :) P.S. Jakie znasz jeszcze szampony z glukozydami oprócz Vianka i Sylveco? Bo szczerze mówiąc to najczęściej widzę SCS w tych naturalnych szamponach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, do jakich dojdziesz wniosków ;)

      Bez SCS i innych anionowych jest jeszcze BabyDream :)

      Usuń
    2. Ja bardzo lubię Ecolab z aloesem, ma co prawda trochę tych substancji, ale nie na początku składu i u mnie sprawdza się rewelacyjnie :) choć ja też ostatnio przestawiam się na mycie odżywką :)

      Usuń
    3. Oooo, też swego czasu bardzo lubiłam myć włosy odżywką :D

      Usuń
    4. Od jakiegoś czasu stosuję do włosów produkty sylveco: balsam z betuliną, odżywczego vianka a teraz proteinowy. Najbardziej zadowolona jestem z balsamu, wydaje mi się też, że był najbardziej wydajny. Po zużyciu obecnego opakowania wrócę więc do niego. Jeśli chodzi o sposób użycia, produkty te najlepiej pienią się przy drugim myciu, w związku z tym najpierw na mokre włosy stosuję mniejszą ilość produktu a po spłukaniu dopiero spieniam szampon "jak należy". Pozdrawiam.

      Usuń
  3. SCS jak i SLS jest u mnie raczej wykluczony ze stosowania, choć bardzo lubię jeden szampon z SMS i nie obserwuję żadnych negatywnych skutków, a głowę mogę myć co 4 dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to już jest łagodniejszy środek myjący, ale z nim wiąże się inny problem- oksyetylenowanie :D Poruszę ten temat też ;)

      Usuń
  4. Jak zawsze wyczerpująco ujęłaś temat ;) Kiedyś używałam tylko Babydream, bo "drogeryjne" szampony strasznie podrażniały mi skalp. Obecnie wróciłam do szamponów z ALS i nic złego się nie dzieje. Cieszy mnie to, bo po prostu ciężko było mi dostać łagodne szampony stacjonarnie, a babydream mi się znudził po dwóch latach stosowania... Obecnie testuję różne warianty szamponów Alterry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś Sylveco? Są też w Rossmannach ;)

      Usuń
    2. W moim nie ma ;) Ale niedawno produkty Sylveco pojawiły się w mojej Naturze (oby na stałe!), więc na pewno wypróbuję ;)

      Usuń
  5. Agnieszko a co z dodatkiem soli do kosmetyków myjących, zwłaszcza tych do twarzy ? Czy mogą pogarszać stan cery ? wiem, że pianki i żele Eco lab mają sól morską w składzie. Czy taka sól może powodować wypryski ? nawet jeśli podczas stosowania nie odczuwamy ściągniętej ( czyli wysuszonej ) skóry ? Pozdrawiam i gratuluję kolejnego przydatnego postu :) Ana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że sama sól w niewielkiej ilości nie powinna zaszkodzić, zwłaszcza w produkcie spłukiwalnym. Natomiast każda skóra jest inna i trzeba obserwować jej reakcje- niektóre skóry mogą czuć różnicę :)

      Usuń
  6. Agnieszko, a czy znasz może kosmetyki Kivvi i Bielenda Vegan Friendly?
    Patrzyłam w ich składy i wydają mi się super :) Z tego, co pamiętam, to szukałaś toników bez substancji myjących i z tego, co widzę, toniki Kivvi właśnie do takich należą :) Wąchałam też kiedyś któryś z tych kremów porzeczkowych (chyba na dzień) i ładnie pachniał ;)
    A z Bielendy patrzyłam na składy maseł do ciała - i masła kokosowe, pomarańczowe i buriti pachną obłędnie, karite niestety nie, a awokado nie miałam okazji powąchać :)
    Kivvi widziałam w Jasminie, a Bielendę Vegan Friendly w Jasminie i w Naturze.
    Myślę, że składy naprawdę mają szansę Ci się spodobać :)

    Arnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kivvi znam, ale nie stosowałam :D I właśnie ich toniki przykuły moją uwagę xD Także kiedyś z pewnością wypróbuję!

      A o Bielendzie nie słyszałam, także wielkie dzięki za cynk! Muszę kuknąć na składy :D Szczególnie zaintrygowały mnie peelingi do ciała ;)

      Usuń
  7. Hej! A co to za substancja o nazwie: Sodium Lauroyl Methyl Lsethionate ? Jest w jednym z szamponów EcLab, a nie znalazłam tego w Twoim porównaniu substancji powierzchniowo czynnych i nie wiem czy mogę się bać :p Mogłabyś również ocenić cały skład szamponu: Aqua, Salvia Officinalis Extract (ekstrakt szałwii), Sodium Lauroyl Methyl Lsethionate, Organic Ginkgo Biloba Extract (organiczny ekstrakt miłorzębu japońskiego), Cocomidopropyl Betaine (z oleju kokosowego), Olus Oil (z masła shea), Aesculus Hippocastanus (ekstrakt kasztanowca), Glycerin, Sodium Chloride, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Cl 20285. ??

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sodium Lauroyl Methyl Isethionate to substancja z grupy izetionianów, tak samo delikatna jak Sodium Cocoyl Isethnionate ;)

      Ogólnie skład szamponu ok- zwróć tylko uwagę, czy ta sól nie będzie wysuszać Twoich włosów ;)

      Usuń
  8. Bardzo fajny artykuł, jak najbardziej zrozumiały i przejrzysty.
    Ja unikam SLS, SCS, ALS. Skóra ma się dzięki temu dobrze, bo mam bardzo podatną na wysuszanie i alergiczną. Używam różnych żeli, często Vianek, Alterra pomarańczowa ma dobry skład, lubię Biolaven i ciągle szukam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że artykuł Cię zaciekawił :D Super, że zaobserwowałaś, co szkodzi a co pomaga Twojej skórze, to bardzo ważne!

      Usuń
  9. Świetny post Agnieszko! Jak zwykle można się u Ciebie dowiedzieć nowych, ciekawych i potrzebnych informacji, dziękuję :)
    Już dawno nie używałam do mycia włosów nic z SLS i SCS, ale pamiętam lata, kiedy szły w obroty szampony na bazie tych właśnie substancji i moje włosy reagowały dokładnie tak, jak Twoje (w trakcie mycia i krótko po wygładzały się ale potem puszyły). Jakiś czas temu robiłam tak, że np. raz w miesiącu (przy myciu włosów co 3 dzień) używałam czegoś z SLSem, SCSem albo SLesem i to moim włosom bardzo dobrze robiło, trochę odbijało je u nasady. Chyba wrócę do tego bo uważam, że te substancje dobrze działają na mnie, tylko oczywiście w mocno ograniczonych ilościach raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to zaobserwować, co się u nas spisuje a co nie ;)

      Cieszę się, że post przypadł Ci do gustu!

      Usuń
  10. Dzięki za kolejny ciekawy i przydatny post!
    Wspominasz tu o kosmetykach ze wschodu, więc skorzystam z okazji i poproszę, żebyś zerknęła na skład kremu nawilżającego na dzień Loves Estonia Natura Siberica. Na ile umiem rozeznać, wydaje mi się, że nie ma w nim żadnych niebezpiecznych składników, ale może coś przeoczyłam? No i masło shea jest już drugie w składzie! Uwielbiam ten krem, sprawdza się u mnie świetnie, kosztuje tylko kilkanaście złotych i to jeden z moich ulubionych kosmetyków. Chciałabym jednak wyeliminować z pielęgnacji wszystko, co potencjalnie szkodliwe, dlatego byłabym wdzięczna za Twoją opinię. A jeśli wszystko z nim ok, to wszystkim polecam spróbować ;)
    Marta

    Składniki INCI: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Saccharide Isomerate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Esters, Sorbitan Caprylate, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, Astrocaryum Murumuru Seed Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Palm Alcohol, Lecithin, Phytosteryl Canolate, Cera Alba, Centaurea Cyanus Flower Water*, Glycerin, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Xanthan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid,Tocopherol, Citric Acid.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym się doczepić jedynie silikonu (dimethicone) pod koniec składu ;)

      Usuń
    2. O, na to nie wpadłam. Dzięki! To może dlatego od czasu do czasu pod skórą pojawiają mi się dziwne małe białe grudki. Przy następnym kupowaniu kremu będę uważać na silikony w składzie :)

      Usuń
    3. A no proszę! Cieszę się, że pomogłam :D

      Usuń
  11. Cześć Agnieszko!
    Mam do Ciebie pytanie, bardzo lubię zele i mleczka Vianka do mycia twarzy. Na co dzień nakładam krem nawilżający i emulsję Lirene spf 50 do cery wrażliwej (wiem, że naturalna nie jest ale to mój ideał). Czym najlepiej zmywać ten filtr? Poleciłabys mi któreś z produktów Vianka? Myślałam żeby jakimś melczkiem najpierw a potem żelem. Mam cerę suchą i wrażliwą.
    Bedę wdzęczna za pomoc.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej możesz mleczkiem + żelem, możesz też samym mleczkiem, tylko dwa razy pod rząd (wszystko dokładnie opisane tutaj: http://www.kosmetologia-naturalnie.pl/2016/10/373-mleczka-kosmetyczne-jak-uzywac-dla.html ) - jednak miej na uwadze, że kosmetyki bez SLS nie domywają silikonów =(

      Usuń
    2. O kurczę :( Czyli za każdym razem coś mi tam zostaje ns twarzy? :( Kurczę krasoty sie u mnie nie sprawdza w ogole:( Ten z Lirene jest dobry nawet bardzo pod względem wyglądu i komfortu noszenia. MAsz do polecenia jakieś kremy naturalne z spf 50?

      Usuń
    3. Cześć Aniu,
      Hej Agniszeko,
      moja cera, mimo, że trzydziestoparo - letnia wymaga kosmetyków naładowanych składnikami odżywczymi, które ją wypełnią, nakarmią i pozostawią gęstą i wypoczętą. Polecisz jakieś kremy dodatatkowo aby jeszcze działały prewencyjnie przeciwzmarszczkowo?
      Na dzień stosuje prawie codzinnie filtr 50 ale pod filtr i tak zawsze krem idzie.

      Usuń
    4. Anonimowy z 19:16- no jasne, że mam! :D Sprawdź tutaj: http://www.kosmetologia-naturalnie.pl/2017/07/448-kremy-z-filtrami-spf-50-o.html

      Anonimowy z 19:20- Na pewno któryś z tych kremów się sprawdzi: http://www.kosmetologia-naturalnie.pl/2017/08/457-trzy-godne-polecenia-kremy-anti.html =)

      Usuń
    5. Hej Agnieszko, Resibo już miałam, i byłza słąby. Widziałam ze poleciłaś także Make Mi Bio, no niestety różany byłdla mnie za słąby ale o dziwo pomarańczowy z make mi bio lepiej mi nawilżał skórę i odżywiał. A poleciłabyś jeszcze coś innego? Masz coś godnego? Boję sie ze Bio IQ może być za słąby. Miałąm ich krem na dzień z niebieskimi napisami i był za lekki.

      Usuń
    6. A próbowałaś np. kremu brzozowego z betuliną z Sylveco? (w słoiczku)

      Usuń
    7. Strasnie mnie po nim wysypało. Za seria Sylveco nie przepadam. Wolę Vianka sto razy zele i mleczka do mycia twarz, balsamy. Kremy do twarzy są dla mnie niesrtety za słąbe już.

      Usuń
  12. Artykuł jak zawsze bardzo pomocny :)
    Ja czasem używam kosmetyków z SCS do mycia ciała a także włosów. Stosuję je jednak zamiennie z delikatniejszymi pobratymcami i nie widzę na razie jakichkolwiek protestów ze strony skóry a wręcz przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to obserwować reakcje swojej skóry :)

      Usuń
  13. Ciekawa teoria, że SCS może być w 70% SLS. Niestety trudno się z nią zgodzić. To że pozyskiwany jest z kokosa to nic nie znaczy. Sodium Coco Sulfate zawiera więcej atomów węgla i jest dużo łagodniejszy dla naszej skóry. Ponadto cząsteczki SCS są większe i nie są w stanie przeniknąć do żywych komórek, tak jak cząsteczki SLSu. To właściwie dwie różne substancje – mają różny numer CAS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odsyłam do karty MSDS dowolnego surowca SCS =) Ani SLS ani SCS nie wnika w komórki skóry- zresztą żaden surowieć w komórki nie wnika, może na nie oddziaływać poprzez połączenia z receptorami etc ale nic nie wnika bezpośrednio do komórki :D

      Usuń

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl