[172.] Starcie gigantów, czyli recenzja porównawcza balsamów Sylveco!

[172.] Starcie gigantów, czyli recenzja porównawcza balsamów Sylveco!


Witam!

Dziś chciałabym Wam przybliżyć ofertę balsamów do ciała firmy Sylveco. Są to:
1. Balsam brzozowy z betuliną,
2. Kojący balsam do ciała.

Oba produkty są hipoalergiczne, przeznaczone dla osób o skórach wrażliwych i nietolerujących większości kosmetyków. Oba produkty zawierają w swoim składzie duże ilości oleju z pestek winogron oraz triglicerydy kwasu kaprylowego i kapronowego, dzięki czemu oba balsamy mają świetne właściwości natłuszczające i odbudowujące ubytki cementu międzykomórkowego (czyli zapobiegają utracie wody z naskórka, zmiękczają i uelastyczniają skórę).

Dodatkowo każdy z tych balsamów posiada w sobie ekstrakt z kory brzozy, który jest bogaty w betulinę, kwas betulinowy oraz lupeol. Substancje te powodują:
- utrzymanie odpowiedniego nawilżenia skóry,
- hamowanie enzymu elastazy- zapobieganiu utracie elastyczności skóry,
- pobudzają fibroblasty do syntetyzowania kolagenu- działanie ujędrniające,
- poprawa gospodarki wodnej w skórze- wspomaganie pozbycia się cellulitu typu wodnego i mieszanego,
- łagodzą podrażnienia,
- zmniejszają uczucie świądu.

Czym natomiast różnią się te balsamy?


1. Balsam brzozowy z betuliną


Powyższa wersja balsamu bardzo szybko się wchłania i w ogóle nie pozostawia tłustej warstwy- mogę polecić osobom, którym zależy na czasie: szybkim posmarowaniu ciała balsamem i ubraniu się. Balsam ten również nie posiada zapachu, dlatego cieszy się zainteresowaniem wśród mężczyzn. Jest to również wersja dla osób, które nie lubią, kiedy zapach perfum gryzie im się z zapachem balsamu. Balsam ten przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, można go również stosować na skórę dzieci. Osobiście bardziej polubiłam się z tą wersją, ponieważ mam wyjątkowo tłustą skórę, która praktycznie w ogóle nie wchłania balsamów. Do tej pory ten balsam wchłania się u mnie najlepiej ze wszystkich testowanych, chociaż i tak wyczuwam delikatny film na skórze. Jednak w moim otoczeniu oraz wśród moich klientek nie spotkałam się z takim przypadkiem- wszystkie Panie potwierdzają fenomenalnie szybkie wchłanianie się balsamu a przy tym uczucie nawilżenia i ukojenia skóry.

(klik w poszczególny składnik przekieruje do opisu danego składnika)


2. Kojący balsam do ciała


Ta wersja jest dedykowana skórom wyjątkowo przesuszonym i wymagającym regeneracji. Pozostawia na skórze delikatną powłoczkę, która jednak nie jest lepka ani nieprzyjemna. Skóra ma możliwość oddychania, pod wpływem balsamu nie tworzą się wypryski. Ta delikatna warstewka dodatkowo chroni przesuszoną skórę przed czynnikami zewnętrznymi jak chociażby tarcie ciała ubraniami. Balsam kojący posiada olejek z mięty pieprzowej, dlatego też posiada bardzo rześki zapach mięty. W przeciwieństwie do perfumowanych balsamów, których zapachy są na bazie alkoholu, zapach ten nie znika wraz z ulatnianiem się alkoholu, lecz wręcz przeciwnie- pod wpływem ciepła naszego ciała zapach ciągle jest wyczuwalny. Chociaż poznałam osoby o tak suchych skórach, u których nawet ten balsam się całkowicie wchłania a przez to nie wyczuwają tak intensywnie zapachu mięty.
Spotkałam się również z opinią pewnej kobiety, która mając problemy z oddychaniem w nocy, specjalnie smaruje tym balsamem dekolt, ponieważ dzięki zapachu mięty łatwiej jej się oddycha i zapada w głęboki sen!

INCI: Woda,  Olej z pestek winogron,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Gliceryna,  Emulgator z oleju kokosowego,  Stearynian glicerolu,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Ekstrakt z krwawnika pospolitego,  Witamina E,  Olejek miętowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina,  Ekstrakt z aloesu,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy 
(klik w poszczególny składnik przekieruje do opisu danego składnika)


Oba balsamy mają biały kolor i bardzo zbliżoną konsystencję. Balsam brzozowy jest delikatnie bardziej lejący.

Ogólnie jestem zadowolona z obu balsamów, chociaż jak wcześniej wspomniałam, moim faworytem okazał się balsam brzozowy. 
Cena obu balsamów to ok. 38 zł za 300 ml. 
Aktualnie w wybranych punktach można dostać kojący balsam za połowę ceny, gdy kupimy odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany, o którym wspominałam Wam  w tej notce: KLIK!

A czy Wy mieliście styczność z tymi balsamami? Jakie są Wasze odczucia?

Pozdrawiam =*
[171.] Podkłady mineralne Annabelle Minerals- recenzja.

[171.] Podkłady mineralne Annabelle Minerals- recenzja.


Witam!

W dzisiejszym poście chciałabym Wam przybliżyć troszkę temat podkładów mineralnych. Sama jestem początkująca w tym temacie, jednak mam nadzieję, że ta notka wniesie coś interesującego dla osób, które chciałyby zacząć przygodę z kosmetykami mineralnymi, jednak nie wiedzą od czego zacząć.

Dzięki uprzejmości Tekli z bloga sutaszomania.blogspot.com, miałam możliwość przetestowania na sobie próbek kilku firm dystrybujących kosmetyki mineralne. Po wstępnym podejściu do tematu, zdecydowałam przyjrzeć się bliżej ofercie kosmetyków Annabelle Minerals.

Dlaczego zdecydowałam się akurat na tę firmę?
AM posiada bardzo bogatą ofertę podkładów a w dodatku dają możliwość zamówienia próbek w cenie ok. 9 zł za jedną. Dzięki temu mogłam pozwolić sobie na zakup kilku odcieni i przetestowanie, który będzie najlepiej stapiał się z moją cerą.

Jak znaleźć swój odcień podkładu?
Drogeryjne marki podkładów przyzwyczaiły nas do tego, że podkład w ich firmie ma ten sam kolor, różni się jedynie stopniem pigmentacji- od najjaśniejszego, do najciemniejszego. Przy AM mamy możliwość wyboru nie tylko intensywności koloru ale również możemy wybrać podkład w chłodnym, neutralnym lub ciepłym odcieniu. Dodatkowo AM pozwala na wybranie formuły podkładu: matującej, rozświetlającej lub kryjącej. 


Jak się nie pogubić w tym spisie?
1. Najpierw dobierz formułę podkładu- zdecyduj, czy zależy Ci na mocnym kryciu (podkłady kryjące), matowieniu (p. matujace), czy może na promienności cery (p. rozświetlające).

2. Zaobserwuj, jaki masz odcień cery:
a) jeśli pasują Ci chłodne kolory, jesteś typem kolorystycznym "lato" lub "zima", Twoja skóra ma różowy odcień- wybierz odcień "beige",
b) jeśli pasują Ci ciepłe kolory, jesteś typem kolorystycznym "wiosna" lub "jesień", Twoja skóra ma żółty odcień- wybierz odcień "golden",
c) jeśli masz wrażenie, że pasują Ci różne kolory, niezależnie od tego, czy są chłodne, czy ciepłe, jeśli jesteś mieszanym typem kolorystycznym a Twoja skóra ma neutralny odcień, ani nie różowy ani nie żółty- wybierz odcień "natural".
(A jeśli nie wiesz, jakim jesteś typem kolorystycznym, zapraszam do postu z analizą kolorystyczną: KLIK!)

3. Wybierz stopień pigmentacji- poniżej wypisuję odcienie od najjaśniejszego do najciemniejszego:
- fairest,
- fair,
- light,
- medium,
- dark.

Myślę, że większość z Was będzie miała największy problem z wybraniem odcienia podkładu. Beige, golden a może natural? Sama miałam dylemat, dlatego zdecydowałam się na zakup trzech próbek, każda w innym odcieniu. Wszystkie w odcieniu "fair", ponieważ należę do osób o jasnej karnacji.

Nazwa podkładu składa się z dwóch członów: odcień + stopień pigmentacji oraz dopisku, czy jest to podkład kryjący, matujący czy rozświetlający. Tak więc nazwy podkładów, które zamówiłam to:
- "Beige fair"- dla chłodnej karnacji,
- "Natural fair"- dla neutralnej karnacji,
- "Golden fair"- dla ciepłej karnacji.

Widząc kosmetyki w pojemniczkach, od razu wykluczyłam odcień "beige"- wiedziałam, że moja karnacja nie jest chłodna i kosmetyk od razu to potwierdził. Mam zdecydowanie ciepły odcień skóry, jednak wydawało mi się, że odcień "golden" jest zbyt żółty. "Będę wyglądać w nim jak Chińczyk!"- pomyślałam i obstawiałam, że jednak spisze się u mnie odcień "natural".

Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że odcień "natural" jednak się wybija a żółteczkowy "golden" idealnie stapia się z cerą i żółte tony absolutnie nie wybijają się na "pierwszy plan".

Wiedziałam już, że powinnam szukać podkładu o odcieniu "golden". Kolor "fair" był w sam raz na jesień, kiedy pierwszy raz zastosowałam ten podkład, jednak moja skóra pamiętała jeszcze resztki słońca i opalenizny. Okazało się jednak, że jedna z moich koleżanek ma do odsprzedania najjaśniejszą próbkę w odcieniu golden ("Golden fairest"), ponieważ zakupiła ją z ciekawości a jest dla niej zdecydowanie za jasna.

 
 Od lewej: najjaśniejszy odcień dla cer ciepłych "Golden fairest", poniżej troszkę ciemniejszy, również dla cery ciepłej "Golden Fair". Po prawej: "Natural fair" dla cery neutralnej i "Beige fair" dla cer chłodnych.


Na okres jesienny stosowałam więc odcień "Golden fair", natomiast gdy moja cera pozbyła się resztek opalenizny, idealnym podkładem okazał się "Golden fairest". Wydajność produktu jest powalająca- próbka, którą widzicie na powyższym zdjęciu (1g) wystarczyła mi na niecałe 2 miesiące codziennej aplikacji.

A skoro jesteśmy już w temacie aplikacji tego produktu- zapewne myślicie, że oprócz wydania pieniędzy na ten dziwny wynalazek, trzeba będzie również wydać majątek na pędzel do jego nakładania. Sama nie wiedziałam dokładnie, jakich efektów spodziewać się po podkładach mineralnych, dlatego postanowiłam zakupić na początek jakiś tani pędzel. Z pomocą przyszedł e-bay.com i Chińscy sprzedawcy. Poniższy pędzel Kabuki (specjalny rodzaj pędzla do nakładania podkładu mineralnego), zakupiłam za ok. 10 zł. Używam go już od kilku miesięcy, myję codziennie a nie wypadł mu ani jeden włos! Nie mam porównania do innych pędzli Kabuki, które są lepszej jakości, ale aktualnie ten spełnia moje wymagania:


Pędzel zanurzamy w podkładzie i strzepujemy nadmiar produktu. Kosmetyk aplikujemy delikatnymi, okrężnymi muśnięciami pędzla, po czym przechodzimy do mocniejszego, kolistego rozcierania

Aplikacja podkładu mineralnego jest uciążliwa dla początkujących- potrzeba wprawy, żeby nałożyć ten podkład równie szybko jak podkład konwencjonalny. Jeśli zaczniemy rozcierać produkt zbyt mocno, może dość do powstania nieestetycznych plam na twarzy. Dlatego jeśli zaczynacie przygodę z tym podkładem, zarezerwujcie sobie ciut więcej czasu na poranny makijaż ;). A jeśli jakaś plama powstanie na Waszej twarzy, wystarczy, że poświęcicie jej chwilę i postaracie się ją rozetrzeć równomiernie. 

Aplikacja produktu wymaga stosowania kolistych ruchów pędzla- jednak dzięki temu, poprawia się ukrwienie naszej skóry, przecież wykonujemy sobie masaż! 


Za co jeszcze tak bardzo polubiłam te podkłady?
1. Za ich naturalny skład! Nie mają w sobie żadnych substancji zapychających skórę, przede wszystkim nie mają silikonów, które są nagminnie dodawane do drogeryjnych podkładów w formie płynnej. Silikony powodowały uciążliwe zapychanie porów mojej tłustej cery. Już po kilku tygodniach stosowania podkładów mineralnych zaobserwowałam, że pojawia się na mojej twarzy zdecydowanie mniej pryszczy. 

2. Możliwość stopniowania krycia- jeśli chcę osiągnąć mniej kryjący, bardziej naturalny efekt stosuję jedną, dwie warstwy podkładu, natomiast jeśli chcę uzyskać mocne krycie, np. do makijażu wieczorowego, nakładam dwie-trzy grube warstwy podkładu,

3. Dzięki zawartości tlenku cynku i dwutlenku tytanu są to kosmetyki posiadające filtr przeciwsłoneczny ok. SPF 30. W końcu moja twarz jest stale chroniona przed destrukcyjnym działaniem promieni słonecznych! Ponadto te dwa składniki są najważniejszymi składowymi glinki białej, która ma delikatne właściwości oczyszczające, rozjaśniające i redukujące wydzielanie sebum. Także ten podkład nie tylko poprawia cerę wizualnie ale również ma właściwości pielęgnacyjne!

Skład INCI: Mica (baza kosmetyku), Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu), Zinc Oxide (tlenek cynku), Iron Oxide (tlenki żelaza, nadają kolor czerwony, żółty i czarny), Ultramarines (niebieski barwnik)

Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć kosmetyki po lekkim roztarciu. Odcienie "golden" idealnie stapiają się z moją cerą dlatego musiałam nałożyć je bardzo grubą warstwą, żeby aparat mógł je uchwycić. Dokładnie roztarte w ogóle nie "wybijają się" z mojego naturalnego koloru skóry.


Podkłady te charakteryzują się dobrą trwałością, makijaż w ciągu dnia nie wymaga poprawek. Jednak gdy chcę być pewna, że makijaż będzie trzymał się nienagannie przez dłuższy okres czasu stosuję bazę mineralną (również w formie sypkiej) firmy Era Minerals. Jeśli interesuje Was ten produkt, zapraszam do osobnej recenzji: KLIK!
Przy codziennym makijażu nie muszę jednak stosować bazy. Pomijam również nałożenie pudru a efekt zmatowionej cery utrzymuje się przez cały dzień.

Podkład ten zdetronizował moich dwóch poprzednich ulubieńców:
- "Facefinity All Day Flawless 3 - in - 1 Foundation" MaxFactor- stosowałam go rok temu, ponieważ moja skóra wymagała bardzo mocnego krycia. Pisałam Wam o nim (KLIK!), jednak później odkryłam OCM i... mój problem z trądzikową i tłustą cerą zaczął znikać, dlatego już na wiosnę i lato 2014 stosowałam:
- "City Matt" Lirene- miał słabsze krycie, ale ja nie potrzebowałam już maski na twarzy :). Podkłady tej firmy nadal stosuję do sesji zdjęciowych, recenzję możecie przeczytać tutaj: KLIK!

(A jeśli nie wiecie, co to "OCM", zapraszam Was do tej notki: KLIK! oraz jej aktualizacji: KLIK!)
Przyznam szczerze, że aktualnie nie wyobrażam sobie teraz powrotu do konwencjonalnej pielęgnacji i makijażu... Widzę u siebie ogromną poprawę i serdecznie polecam osobom borykającym się z trądzikiem!

A czy Wy znacie kosmetyki AM? Lubicie? Mam nadzieję, że udało mi się  przystepny sposób wytłumaczyć Wam, czym kierować się przy doborze odpowiedniego podkładu mineralnego!


Jeśli macie jakiekolwiek pytania dot. naturalnej pielęgnacji, makijażu czy podkładu mineralnego, zapraszam do korespondencji: azime-make-up@wp.pl!

Pozdrawiam serdecznie =*
[167.] Recenzja żelu do mycia twarzy Sylveco, wersja tymiankowa.

[167.] Recenzja żelu do mycia twarzy Sylveco, wersja tymiankowa.


Witam!
Dziś przygotowałam dla Was recenzję żelu, po który sięgam w nagłych sytuacjach.

Na wstępie przypomnę, że oczyszczam twarz olejami- robię to codziennie, dwa razy dziennie już od ponad pół roku z drobnymi wyjątkami. Czym są te drobne wyjątki? Są weekendowe wyjazdy, poranki, gdy budzi mnie telefon, że powinnam być już od godziny na uczelni lub wybitna wieczorna niemoc. Sytuacje takie zdarzają się na szczęście niezwykle rzadko i sporadycznie.

Przypomnę Wam kilka postów:
 


Co producent pisze o produkcie:
"Głównymi składnikami olejku tymiankowego są tymol i karwakrol. Posiada on bardzo silne właściwości przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych (m.in. Staphylococcus aureus i Propioniobacterium acnes, które odpowiadają za rozwój zmian trądzikowych). Łagodzi stany zapalne, działa na skórę oczyszczająco i tonizująco. 

Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skuteczny środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie.

Zastosowanie:
Do codziennej pielęgnacji cery łuszczącej się, zaczerwienionej i podrażnionej.
Termin przydatności kosmetyku po otwarciu: 6 miesięcy.

Działanie:
- skutecznie oczyszcza
- rozjaśnia i wygładza skórę
- łagodzi podrażnienia 



Skoro stosuję regularnie OCM a żel do mycia twarzy stosuję jedynie w nagłych wypadkach, po co sięgam po tak obiecujący żel? Przecież nie zauważę nawet efektów działania...

Jest w tym troszkę racji- stosując żel "z doskoku" nie jestem w stanie zaobserwować większości jego działania. Mimo wszystko, wolę sięgnąć po ten żel, niż pierwszy lepszy produkt do mycia twarzy napakowany mocnymi detergentami i substancjami zapychającymi. Sylveco posiada w swoim składzie bardzo łagodny detergent- glukozyd laurylowy- który może być stosowany nawet do skór dzieci i niemowląt. Kosmetyki zawierające glukozyd laurylowy (w tym kosmetyki dla dzieci) słabo się pienią i tak samo jest w przypadku tego żelu- nie oznacza to jednak, że kosmetyk źle oczyszcza skórę! Wręcz przeciwnie- skóra jest wyraźnie odświeżona i oczyszczona, chociaż nie ma co porównywać go do OCM ;)

Żel nie podrażnia skóry, nie wywołuje zaczerwienienia ani nie wzmaga łojotoku u posiadaczek cer tłustych. Nie powoduje pojawienia się wyprysków. Ma typowo ziołowy, tymiankowy zapach- jednak jest on przyjemny, absolutnie nie przeszkadza nawet osobom, które mają z nim styczność po raz pierwszy (w przeciwieństwie do swojego brata- wersji rumiankowej, której zapach jest troszkę duszący. Mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się również recenzja wersji rumiankowej!).


Komu mogę polecić ten produkt?
Na pewno osobom, które chciałyby łagodniej traktować swoją skórę. Polecam posiadaczkom cer wrażliwych i wymagających. Fankom naturalnej pielęgnacji polecam oleje, ale jeśli ktoś nie ma siły na zabawę w OCM, polecam ten żel. 
Polecam go również osobom, które rozpoczynają przygodę z naturalnymi kosmetykami!

Jako, że ten żel zawiera ekstrakt z tymianku (hamuje rozwój Propionibacterium acnes powodujących trądzik, działa przeciwzapalnie i łagodząco) oraz kwas jabłkowy (sprawia, że skóra jest gładka i przyjemna w dotyku, delikatnie złuszcza naskórek) mogę polecić osobom z delikatnym trądzikiem, cerą tłustą, mieszaną lub normalną.

Natomiast osobom z cerą suchą polecam: arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco

Cena żelu to koszt ok. 17 zł- produkt do kupienia przez internet (m. in. sylveco.pl) oraz w zielarniach i niektórych aptekach i drogeriach.


Znacie ten żel? Stosowałyście go? Chętnie poznam Wasze opinie!
Pozdrawiam =*
[165.] Denko grudzeń 2014r. oraz podsumowanie roku 2014

[165.] Denko grudzeń 2014r. oraz podsumowanie roku 2014


Witam!

Dziś chciałabym pokrótce opisać Wam kosmetyki, które zużyłam w poprzednim miesiącu. Mam nadzieję, że takie krótkie recenzje będą dla Was przydatne i dadzą Wam pogląd "z grubsza" na dany kosmetyk.

Kosmetyki do włosów:
 

1. Odżywka do włosów farbowanych "Color Save" CeCe Care- zdecydowałam się na miniaturkową wersję tej odżywki, by móc wypróbować jej działanie zanim kupię pełnowartościowy produkt. Pierwsze co zwraca naszą uwagę, to okropny zapach- ostry i gryzący, który producent próbował stłumić jakimś przyjemniejszym zapachem, jednak nie podołał. W efekcie tworzy się nam mieszanka zapachów, którą ledwo jestem w stanie znieść. Dlatego też stosowałam tę odżywkę w połączeniu z innymi. Najczęściej mieszałam ją z odżywkami Nivea w proporcji 2:1 (2x więcej Nivea). Mimo mieszanki, zapach nadal jest mocno wyczuwalny, ale jestem w stanie go tolerować. Odżywka rzeczywiście przedłuża trwałość koloru- nie oczekujmy jednak cudów, przy czerwonych włosach nigdy nie udało mi się utrzymać koloru dłużej, niż na 2 tyg :). Jednak działanie odżywki, nawet w mieszankach, jest zauważalne. 
Stosując tę odżywkę w mieszance, produkt wystarczył mi na kilka miesięcy użytkowania! Na pewno skuszę się na jeszcze kilka miniaturkowych opakowań zwłaszcza, że kosztują ok. 5 zł!

2. Odżywka nadająca blask Nivea "Diamond Gloss"- dotychczas moja ulubiona odżywka z Nivei. Naprzemiennie używam odżywek droższych i tańszych, bardziej naturalnych i bardziej silikonowych w poszukiwaniu ideału. Jak na razie mogę stwierdzić, że w kategorii "silikonowa i tania" ta odżywka wiedzie prym. Nie mogę jednak stosować jedynie jej przez długi okres czasu, ponieważ włosy zaczynają być tak mocno oblepione silikonami, że buntują się i puszą. Kolejne opakowanie już zakupione i użytkowane! :)

3. Spirulina- o tym specyfiku wspominałam Wam już TU i TU. Zazwyczaj stosowałam ją na twarz, jednak niezbyt regularnie, ponieważ jej odór skutecznie mnie do niej zniechęcał. Działa rewelacyjnie, ale po prostu muszę mieć ochotę na walkę z tym smrodkiem a ostatnio cierpię na brak takowej. Dlatego też postanowiłam wypróbować spirulinę na włosy. I to było bardzo ciekawe doświadczenie! Wyczytałam, że spirulina przyspiesza porost włosów jeśli jest nałożona na skalp. Przygotowałam więc większą ilość niż zazwyczaj maseczki, by udało mi się ją wetrzeć nie tylko we włosy ale również w skalp. Okazało się, że spirulina na skalp jest mniej wyczuwalna i spokojnie jestem w stanie ją znieść szczególnie, jeśli na włosy nakładam czepek foliowy i ręcznik. Łatwo się wypłukuje i nie barwi włosów na zielono! Jestem zdecydowana na zakup kolejnego opakowania w celu wypróbowania na włosy!
Spirulinę zamawiam na zrobsobiekrem.pl.


Produkty do mycia:


1. Oliwka HIPP- stosuję ją jako olej bazowy do oczyszczania twarzy olejami (OCM). Ma najlepszy skład ze wszystkich oliwek dostępnych na rynku, ponieważ zawiera w sobie tylko: olej ze słonecznika, olej ze słodkich migdałów, witaminę E i perfum. 
Jeśli jesteście ciekawi, czym jest OCM i jak się u mnie sprawdza zapraszam do przeczytania następujących postów: KLIK! i KLIK!
Natomiast jeśli chcielibyście się dowiedzieć, dlaczego oczyszczanie twarzy jest tak bardzo ważne, zapraszam do zapoznania się z tym postem: KLIK!

2. Olej rycynowy- również stosuję do OCM jako olej oczyszczający. Jego właściwości oczyszczające wynikają z budowy cząsteczki, która jest zbliżona do cząsteczki keratyny, białka budującego naskórek.

3. Sylveco, żel do higieny intymnej- najlepszy żel jaki miałam okazję stosować. Niezwykle delikatny, nie podrażnia a przy tym skuteczny. Ma odpowiednią zawartość kwasu mlekowego, który ma na zadanie utrzymywać odpowiednie, wyjątkowo niskie pH w okolicach intymnych kobiet. Dodatkowo dodatki kory dębu oraz babki lancetowatej zawierają duże ilości garbników, które działają ściągająco, co daje nam uczucie świeżości. Uwaga, przestroga dla mężczyzn- raczej radzę uważać przy stosowaniu tego produktu, ponieważ pH okolic intymnych Panów różni się od pH Pań. Produkt mógłby spowodować podrażnienie.


Kosmetyki do pielęgnacji twarzy:


1. Sylveco, hibiskusowy tonik do twarzy- jak wcześniej wspomniałam- oczyszczam twarz za pomocą olejów, więc tonik jest mi niepotrzebny. Jednak czasem zdarzają się sytuacje, gdy nie mam czasu na OCM i sięgam po żel do mycia twarzy. ZAWSZE po żelu stosuję tonik, by wyrównać pH. Aktualnie był to tonik z Sylveco i bardzo mi spasował! 
Jako ciekawostkę dodam, że ten tonik kosztuje ok. 16 zł, natomiast serum z Diora, które również zawiera w sobie hibiskus w podobnym stężeniu kosztuje ok. 200 zł :). Ale nie od dziś wiadomo, że za markę się płaci.
Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, dlaczego wyrównywanie pH jest takie ważne, zapraszam do tego posta: KLIK!

2. Sylveco, lekki krem brzozowy- lekki i szybko wchłaniający się krem o właściwościach wybitnie nawilżających mimo swojej lekkiej formuły. Polecany przez Alinę z bloga alinarose.pl. Polecam go osobom o cerze suchej i normalnej szczególnie w okresie wiosenno-letnim jako krem na dzień, pod makijaż. Krem ten wypróbowałam z ciekawości, jednak zdecydowanie bardziej wolę wersję nagietkową, również firmy Sylveco. 
Pełną recenzję wersji nagietkowej znajdziecie tutaj: KLIK!

3. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem- mimo, że moja skóra twarzy i ciała jest wybitnie tłusta, to moje usta są wyjątkowo nieznośnie suche. Nie jestem w stanie stosować "zwykłych" szminek i pomadek na dzień, ponieważ momentalnie usta pękają i tworzą się na nich suche skórki. Do tej pory jedynym produktem, który był w stanie pomóc mi na te dolegliwości był Tender Care od Oriflame o niezbyt przyjaznym składzie (recenzja: KLIK!).
Bardzo chciałam znaleźć naturalny produkt do pielęgnacji ust, jednak wiedziałam, że nic na siłę. Postanowiłam wypróbować Sylveco, ponieważ mam zaufanie do tej marki i jest przystępna cenowo. I znów Sylveco okazało się strzałem w dziesiątkę! Pomadka ta bardzo dobrze nawilża i zmiękcza usta a dzięki zawartości drobinek cukru trzcinowego mam możliwość wykonania peelingu ust, który pomaga mi zwalczyć suche skórki. Produkt ten nie zostawia tak mocnej warstwy ochronnej jak Tender Care, jest też mniej wydajny, jednak jeśli mam możliwość postawienia na skuteczny i naturalny produkt a do tego w przystępnej cenie, to jednak stawiam na Sylveco!


Kosmetyki do makijażu:


1. Kobo, fixer- utrwalacz do makijażu w sprayu. Rzeczywiście mocno utrwala makijaż, jest łatwo dostępny i przystępny cenowo. Myślę o inwestycji w fixer z Kryolanu, jednak jak na razie Kobo zaspokaja moje potrzeby. Aktualnie wykonuję makijaże z jego użyciem (dodatkowo stosuję również bazę pod makijaż Kobo) i dotychczas żadna z klientek nie skarżyła się, by makijaż spłynął podczas całonocnej imprezy czy od ciepła lamp studyjnych. Nie polecam go jednak stosować na co dzień a jedynie na wyjątkowe okazje- jest na bazie alkoholowej, dlatego będzie przesuszał skórę. Chyba nie ma nic gorszego w kosmetykach niż alkohol.

2. Podkład Lirene City Matt- podkład, który stosowałam całą wiosnę, lato i przez początek jesieni. Dzięki oczyszczaniu twarzy olejami zapanowałam nad swoją skórą do tego stopnia, że mój makijaż został ograniczony jedynie do podkładu, tuszu do rzęs, okazjonalnie eyelinera. Puder był mi całkowicie zbędny! By utrzymać efekt matowej skóry z delikatnym błyskiem używałam podkładu Lirene City Matt. Spisywał się bardzo dobrze, jednak jak każdy podkład z silikonami, nie był dedykowany tłustej cerze. Powodował delikatne zapychanie cery, co odczułam dopiero w momencie, gdy przerzuciłam się na podkłady mineralne. Natomiast City Matt nadal gości w mojej łazience, ponieważ bardzo dobrze sprawdza się na sesjach zdjęciowych (tutaj jednak puder już jest obowiązkowy ;)). 

3. Bare Escentuals, Bare Minerals, Flawless Definition Volumizing Mascara- pogrubiający tusz do rzęs. Udało mi się go dorwać w bardzo atrakcyjnej cenie (15 zł zamiast 90 zł). Dobrze się spisywał, rzeczywiście pogrubiał rzęsy, jednak mi bardziej zależało na ich wydłużeniu i podkręceniu. Co ciekawe- wydaje mi się, że tusz wzmocnił moje rzęsy (chociaż na pewno niemały udział w tym wzmocnieniu ma fakt, że wykonując OCM dostarczam rzęsom olej rycynowy, po którym rzęsy świetnie rosną). Nie skuszę się jednak na zakup tego tuszu w regularnej cenie. Pełną recenzję produktu możecie przeczytać tutaj: KLIK!


Rozmaitości:
 

1. Sylveco, regenerujący krem do rąk- moje dłonie wymagają regeneracji i pielęgnacji właściwie tylko w okresie jesienno-zimowym. Mimo tego, staram się pamiętać, że przy stosowaniu kosmetyków ważna jest systematyczność, dlatego też nie zaniedbuję łapek wiosną i latem. Powyższy krem jest moim pierwszym naturalnym produktem do rąk i przyznam, że sprawdził się całkiem przyjemnie. Drobne przesuszenia zregenerowały się całkowicie. Początkowo troszkę zniechęcał mnie zapach- typowo rumiankowy, troszkę duszący. Jednak po kilku użyciach polubiłam się z tym zapachem, nawet zaczął mi się przyjemnie kojarzyć. Ogólnie mazidło polecam i na pewno do niego wrócę!

2. Ziaja, antyperspirant Sensitiv- używam od kilku lat i ta wersja pasuje mi najbardziej. W ogóle nie podrażnia, zdarza mi się nakładać produkt zaraz po depilacji. Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie! Polecam, sama już stosuję kolejne opakowanie.

3. Henna Delia- to również jest kosmetyk, który na stałe zadomowił się w mojej łazience. Nie wyobrażam sobie nie hennować brwi- nadają one wyrazu spojrzeniu, głębi. Henna jest wygodną opcją dla leniuszków, którym nie chce się malować brwi codziennie. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj: KLIK!

Próbki:

1. Nizoral- w moim przypadku jedyny skuteczny szampon przeciwłupieżowy. Trzeba uważać z jego dawkowaniem, żeby nie przesadzić, ponieważ zawiera w sobie lek przeciwgrzybiczy ketokonazol. Jedną saszetkę stosuję ok. co 3 tyg. Dzięki temu problem łupieżu mnie nie dotyka.

2. Tołpa, Dermo Face, Rosacal- maseczka dla cery naczyniowej. Z Tołpą jest tak, że są to kosmetyki z pogranicza naturalnych a konwencjonalnych. Wiele osób jest zachwycone tą firmą, jednak osoby, którym służy całkowicie naturalna pielęgnacja mogą być niepocieszone. Stosowałam już kilka produktów z Tołpy i jedne działały rewelacyjne, inne wcale. Także wciąż jestem w trakcie wypracowywania sobie opinii o tej marce. Co do samej maseczki- piekła niemiłosiernie, gdy ją nałożyłam. Moja skóra nigdy tak nie reaguje... Uczulenia nie dostałam, ale maseczka nie spasowała mi. Nie widziałam jakiegoś cudownego działania, była bardzo tłusta i bogata w zapychacze. Raczej nie pozostanę przy niej.

3. Meow Cosmetics- podkład mineralny. Ta firma urzeka moje "kociomamusine" serce! Kosmetyki są nazywane rasami kotów, grafika kosmetyków również nawiązuje do kociaków, także micha mi się śmieje buszując po ich stronce! Ten podkład niestety nie był odpowiednio dobrany do tonacji mojej cery, miał zbyt dużo szarych tonów. Natomiast jego trwałość była odpowiednia, dlatego chętnie popróbuję jeszcze kosmetyki tej firmy.

4. LilyLolo- podkład mineralny- tutaj podobnie jak z powyższym punktem- tonacja nie była trafiona. Podkład ciężko się nakładał i mam wrażenie, że bardzo szybko się starł jak na jeden z podkładów mineralnych, które miałam przyjemność do tej pory testować. Cena również jest niezachęcająca- Lily Lolo to jedna z najdroższych marek kosmetyków mineralnych. Możliwe, że muszę nabrać więcej praktyki w stosunku do kosmetyków mineralnych i może wtedy okaże się, że lepiej radzę sobie z Lily Lolo. Bo nie wierzę, żeby tak renomowana firma, za taką kwotę, wciskała buble. Przyznam, że czytałam same dobre opinie o kosmetykach tej marki.

5. Annabelle Minerals- podkłady mineralne- na chwilę obecną najbardziej przypadły mi do gustu. Myślę, że niebawem możecie spodziewać się recenzji! Dziś mogę powiedzieć, że pokochałam je i nie wyobrażam sobie powrotu do podkładów z silikonami!


I to byłoby na tyle! =)
Jestem ciekawa, czy stosowałyście któreś z tych kosmetyków i czy sprawdziły się u Was podobnie jak u mnie.
A może zainteresowałam Was którymś z tych produktów?
Czekam na opinie!


Chciałabym również pokrótce podsumować rok 2014- był to dla mnie rok, w którym dowiedziałam się bardzo dużo na temat naturalnej pielęgnacji. Zaczęłam być coraz bardziej świadoma tego, co dostarczam mojej skórze wraz z kosmetykami, potrafię już po składzie INCI zadecydować, czy kosmetyk posłuży mojej skórze, czy też nie. Zaczęłam sama tworzyć maseczki z półproduktów czy mieszanki olejów, które nakładam na noc zamiast kremów. Cieszę się coraz dłuższymi i piękniejszymi włosami a to było jednym z moich zeszłorocznych postanowień. Myślę, że rok 2014 był również rokiem, w którym zdefiniowałam drogę, którą chcę iść. Chciałabym zgłębiać tajniki naturalnej pielęgnacji i tym się zajmować w przyszłości. Dlatego też starałam się o posadę dermokonsultantki w firmie Sylveco i udało mi się rozpocząć tę pracę!

Rok 2014r również był rokiem, w którym widocznie udoskonaliłam swój warsztat makijażowy. W styczniu zeszłego roku nawet nie pomyślałabym, że mogłabym robić tyle makijaży fantazyjnych a nawet zacząć uczyć się charakteryzacji. W tym momencie możecie w moim portfolio oglądać kilka charakteryzacji oraz wiele barwnych makijaży.

Widzę, że ten rok był dla mnie bardzo rozwijający. Dziś patrzę na prace niektórych z Was i myślę "chciałabym tak umieć malować/ chciałabym tego spróbować, ale nie wiem od czego zacząć/ chciałabym mieć tak piękne włosy"- ale nie zakładam już, że ja tego nie osiągnę. W zeszłym roku nie wierzyłam we własne umiejętności i sama siebie nieźle zaskoczyłam. Także mam zamiar nadal się rozwijać, pogłębiać swoją wiedzę, tworzyć artystyczne makijaże i dawać z siebie 100%! Tak jak w mijającym roku, na sam jego koniec udało mi się zdobyć swoją pierwszą publikację, tak mam nadzieję, że rok 2015 również będzie niesamowicie kreatywnym i zaskakującym rokiem, który miło będę wspominać.


W razie pytań, zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam =)
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl