[548.] Porównanie masek Garnier Fructis Hairfood - Banana, Macadamia, Papaya, Goji

[548.] Porównanie masek Garnier Fructis Hairfood - Banana, Macadamia, Papaya, Goji


Maski Garnier Fructis Hairfood szturmem podbiły serca Naturalnych Włosomaniaczek i wyprzedawały się z drogerii niczym świeże bułeczki! Do ich popularności cegiełkę dołożyły także liczne promocje oraz fantastyczna dostępność (Rossmann, SuperPharm, Auchan itp.). Dziś przychodzę do Was z długo oczekiwanym porównaniem tych masek - przepraszam, że musiałyście czekać aż tak długo, jednak zależało mi na tym, by wypróbować je dokładnie!

Moja przygoda z tymi maskami rozpoczęła się na przełomie maja i czerwca, gdy akurat byłam na Ukrainie. Nie wiedziałam, że maski te są także dostępne w Polsce, dlatego zakupiłam wersję Ukraińską. Po powrocie do Polski porównałam ją z polskim odpowiednikiem:

Kolejną wersją po jaką sięgnęłam była wersja z bananem, ponieważ jestem wielką zwolenniczką tego zapachu w kosmetykach! A gdy tylko zdenkowałam wersję bananową postanowiłam, że wypróbuję wszystkie te maski i porównam do siebie!


Sądzę, że samo wypuszczenie na rynek serii masek do włosów o naturalnym składzie przez taki koncern jak Garnier jest niesamowicie istotnym krokiem dla rozwoju naturalnej pielęgnacji! W końcu naturalne kosmetyki przestają być kojarzone z altmedem i szamanizmem a są synonimem dbałości o zdrowy styl życia jak aktywność fizyczna, czy prawidłowe odżywianie. Cieszy mnie to, ponieważ coraz więcej kobiet - czasem nieświadomie - ma szansę przekonać się o sile i skuteczności kosmetyków naturalnych, które stają się coraz lepiej dostępne oraz są w bardziej przystępnych cenach. Oczywiście można się kłócić o to, że Garnier zrobił to dla pieniędzy - osobiście nie uczestniczyłam w procesie powstawania tych masek i wdrażania ich na rynek, więc nie chciałabym pochopnie osądzać. A poza tym - czy którakolwiek firma produkuje kosmetyki charytatywnie? ;) Wielkie koncerny kosmetyczne mają także swoje zalety - przede wszystkim spore zaplecze technologiczne i zaawansowane laboratoria, co sprawia, że ich formulacje są dopracowane w najmniejszych szczegółach oraz mogą być znacznie dokładniej przebadane niż kosmetyki z firm dopiero co powstających. Osobiście uważam, że nie ma co demonizować Garniera ale docenić ich ukłon w stronę niszy, jaką jest naturalna pielęgnacja!

Skoro więc zaczęłyśmy już rozmowę na tematy technologiczne, to zacznijmy od analizy składów INCI tych masek (kolorami zaznaczone substancje, którymi różnią się te maski pomiędzy sobą):
PAPAJA
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Carica Papaya Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Limonene, Parfum

MAKADAMIA
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Simmonsia Chnensis Seed Oil, Jojoba Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco-Caprylata/caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Carmel, Linalool, Geraniol, Coumarin, Limonene, Citral, Citronelool, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Parfum
Tangle Angel to moje ulubione szczotki do włosów - stosuję je od kilku lat i mam w swojej kolekcji kilka wersji. Chcecie porównanie? 

BANAN:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Oil, Musa Paradisiaca Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Persea Gratissima Oil, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Eugenol, Coumarin, Benzyl Alcohol, Parfum

GOJI
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lycum Barbarum Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylata/caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Carmel, Linalool, Citronella,Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Parfum

Dla potwierdzenia zaznaczę, że maski mają całkowicie naturalny skład i nie mogę się przyczepić do ani jednej substancji w nich zawartych (nawet do kwasu salicylowego, ponieważ włosy znacznie lepiej znoszą kwaśne pH niż skóra)! Wszystkie surowce wykorzystane do produkcji masek są naturalne lub mogą być stosowane w kosmetykach naturalnych, ponieważ nie są szkodliwe dla środowiska.

W konsystencji wszystkie te maski przypominają gęsty i puszysty budyń. Żadna z tych masek nie rozwarstwiła się i każda zachwycała mnie swoim aromatem. Przejdźmy więc do moich opinii względem każdej z tych masek:

Garnier Fructis Hairfood Papaya (wersja regenerująca)

Jest to wersja, którą stosowałam na samym początku przygody z tymi maskami i też najbardziej podobała mi się pod względem aromatu - jest owocowy, jednak nie słodki ale mocno cytrusowy, długo utrzymujący się na włosach. Maska znacznie ułatwiała rozczesywanie włosów (nawet po hennie!) ale to, co najbardziej w niej polubiłam to wygładzenie włosów bez jednoczesnej utraty ich objętości. Maska lekko prostowała włosy.

Efekt po zastosowaniu wersji Papaja


Garnier Fructis Hairfood, Banana (wersja odżywcza)

Zapach tej maski jest przyjemny, ale troszkę mnie zawiódł - oczekiwałam typowego zapachu banana, ale jest to raczej banan złamany nutą wanilii. Pomimo tego niezbyt udanego pierwszego wrażenia uważam, że zapach uprzyjemnia stosowanie tej maski. Ta wersja również świetnie radziła sobie z rozczesywaniem włosów, ale niestety zbyt mocno obciążała moje cienkie kosmyki. Pomimo, iż obciążała moje włosy i szybciej się przetłuszczały, to jednocześnie wiele końcówek krótszych włosów (np. dłuższe babyhair) mocno odstawały. Sądzę, że będzie lepszym wyborem dla włosów mocno suchych i puszących się. Odniosłam wrażenie, że to właśnie wersja z bananem najmniej ingeruje w skręt włosów, także być może te z Was, które mają włosy kręcone, będą z niej zadowolone.

 Efekt po zastosowaniu wersji Bananowej


Garnier Fructis Hairfood, Goji (wersja nadająca blask)

Ta wersja również mocno wygładza włosy. Moja fryzura nie przetłuszczała się po niej tak szybko jak po wersji bananowej, ale też nie pozostawiała takiej lekkości jak wersja z papają. Za to zauważalnie nadawała niesamowitego blasku włosom, dlatego pomimo małych trudności w jej stosowaniu chętnie po nią sięgałam! Stosowana nawet przed myciem nadawała niesamowitego blasku włosom! Jej zapach jest słodkawy, owocowy, nie męczący, niektórym kojarzy się z gumą balonową, chociaż z pewnością nie jest to zapach typu "różowy Orbit" - mi osobiście w ogóle nie kojarzy się z aromatami preparatów czy słodkości dla dzieci. Wszystkie maski Garnier Fructis Hairfood są wydajne ale ta była w szczególności - miałam wrażenie, jak gdyby podczas "wmasowywania" jej we włosy znacznie łatwiej się rozprowadzała, co ułatwiało aplikację i przekładało się na wydajność. Ta wersja najmocniej wygładzała, dyscyplinowała włosy i lekko prostowała, dlatego sądzę, że kręconowłose mogłyby nie być z niej zadowolone.

Efekt po zastosowaniu wersji Goja



Garnier Fructis Hairfood, Macadamia (wersja wygładzająca)

Również jest to maska mocno obciążająca włosy, ale nie aż tak jak banan - raczej na poziomie goji. Zmiękcza włosy ale nie jest obojętna względem skrętu - odrobinkę je prostuje, chociaż mam wrażenie, że ciut mniej niż goja czy papaja. Po zastosowaniu tej maski i noszeniu przez kilka godzin warkocza uzyskiwałam na włosach piękne, trwałe fale - sądzę, że ta wersja mogłaby spisać się przed planowaną stylizacją. Ma przyjemną, apetyczną i "ciepłą" nutę zapachową, ale nie jest to aromat ani kwiatowy ani owocowy.

Efekt po zastosowaniu wersji Makadamia


Podsumujmy więc wszystkie maski: na moich włosach najlepiej spisała się wersja z Papają, ponieważ nie powodowała nadmiernego obciążania włosów ale ładnie je wygładzała. Na drugim miejscu plasuje się Goja, która chociaż już miała tendencję do przetłuszczania moich cienkich włosów, to pięknie je nabłyszczała - dlatego zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej bym się nie spodziewała, że zrobię: stosowałam maskę przed szamponem a po umyciu włosów już nie stosowałam żadnej odżywki / maski! Nigdy nie pomyślałabym, że taka metoda może spisywać się na moich włosach a jednak - tak zastosowana Goja wciąż wykazywała właściwości nabłyszczające ale włosy pozostawały ładnie odbite od nasady! Na trzecim miejscu podium znalazła się wersja z makadamią - dobrze wygładzała, odrobinkę zbyt mocno obciążała włosy (porównywalnie do wersji z Goją) ale brakło mi efektu "wow" na włosach jak podczas stosowania wersji Papaja i Goja. Na ostatnim miejscu znalazł się Banan, który nie jest złą maską - po prostu nie spasował moim kosmykom.

Podobieństwa tych masek:
- mocno wygładzające włosy, dyscyplinujące, zapobiegające elektryzowaniu,
- idealne po szamponach z dodatkiem protein - włosy są sprężyste, elastyczne ale nie spuszone,
- znacznie ułatwiały rozczesywanie włosów po hennowaniu,
- bardzo dobra wydajność,
- apetyczne aromaty,
- budyniowa konsystencja.

Maski mają pojemność 390 ml i kosztują ok. 26 zł (w promocji można je dostać poniżej 20 zł).
 

Jestem ciekawa, które z tych masek już wypróbowałyście i jak spisały się one u Was? Co sądzicie o tym, że Garnier zdecydował się wypuścić na rynek maski o naturalnych składach?

Co więcej - czyżby szykowały się kolejne wersje? LINK

Pozdrawiamy wraz z Tosią!

[547.] Pożegnanie lata czy powitanie jesieni? Makijaż w ciepłych tonach!

[547.] Pożegnanie lata czy powitanie jesieni? Makijaż w ciepłych tonach!

Tym razem mam dla Was ostatnią notkę makijażową - ostatnią, ponieważ sądzę, że forma vloga znacznie lepiej oddaje efekt uzyskany przy pomocy kosmetyków kolorowych niż same zdjęcia, jednak materiał do tej notki miałam przygotowany jeszcze zanim zaczęłam przygodę z vlogowaniem  i nie chciałam, by się zmarnował. Chciałabym więc pokazać Wam kilka kosmetyków kolorowych, po które sięgałam w letnim okresie, ale są to na tyle uniwersalne kosmetyki, że pomimo, iż letni okres jest już za nami, wciąż mogą pomagać nam podkreślać urodę!


Zacznijmy od kremów BB - w wakacyjnym okresie sięgałam po dwa produkty - niezmiennie ulubiony łagodzący krem BB Vianek (wersja jasna), który jest moim "must have" a także krem BB Couleur Caramel. O ile Vianek jest produktem już znanym i lubianym przez fanki naturalnych kosmetyków o tyle o Couleur Caramel można znaleźć niewiele informacji. Porównując oba produkty mogłabym wskazać, że Couleur Caramel ma lżejszą konsystencję i odrobinę jaśniejszy kolor ale za to wykazuje słabsze krycie. Nie jest ono słabe czy lekkie, mogłabym śmiało nazwać je średnim, ale w porównaniu do Vianka - mniejsze, jednak bez trudu daje się stopniować i w newralgicznych miejscach można dołożyć dwie warstwy produktu. 

Natomiast niebywałą zaletą kremu BB Couleur Caramel jest lekkość jego formuły - nie czuć go na skórze, szybko się wchłania i nie pozostawia wyczuwalnego filmu. Bardzo ładnie matowi skórę i jeśli nie nakładałam pod niego tłustego kremu z filtrem (np. robiąc wieczorem zdjęcia na blog) nie wymagał dodatkowej aplikacji pudru! 

Poniżej zdjęcie "przed" i "po" zastosowaniu kremu BB Couleur Caramel (przepraszam za różnice w oświetleniu - dlatego właśnie (między innymi) by uniknąć różnicy w świetle uważam, że vlog lepiej 
oddaje efekt stosowania kosmetyków kolorowych):


Chociaż kremy BB mają łączyć w sobie zarówno właściwości podkładu (upiększanie) jak i kremu (pielęgnacja), to jednak zawsze pod krem BB aplikuję "zwykły" krem a następnie krem z filtrem:


Łagodzący krem BB Vianek (wersja jasna)

INCI:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Vitis Vinifera Seed Oil, Zinc Oxide, Helianthus Annus Seed Oil, Titanium Dioxide, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, CI 77492, Cetearyl Alcohol, Echinacea Purpurea Root Extract, Stearic Acid, Hydroxystearic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Xanthan Gum, Phytic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, CI 77491, CI 77499, CI 77007, Citral, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool
 
Link do sklepu
Cena: ok. 30 zł / 50 ml


Krem BB Couleur Caramel (nr 11)

INCI:
Aqua (water), Rosa damascena flower water, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Octyldodecyl Myristate, Sesamum indicum seed oil, Polyglyceryl-6 Distearate, Glyceryl Stearate Citrate, Triglycerides C10-18, Argania spinosa seed oil, Prunus armeniaca kernel oil,  Butyrospermum parkii Butter, Cetyl alcohol, Olive Oil Decyl Esters, Squalene, Sodium Hyaluronate, Salicornia Herbacea Extract, Xanthan gum, Tocopherol, Helianthus annuus seed oil, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium citrate, Lactic acid, Sodium hydroxide [+/– MAY CONTAIN : CI 77891 (Titanium dioxide) – CI 77491 (Iron oxides) – CI 77492 (Iron oxides) -CI 77499 (Iron oxides)]
 
Link do sklepu
Cena: ok 80 zł / 30 ml


Tusze, jakie wykorzystałam w ostatnim czasie to także Couleur Caramel wersja Backstage (pierwszy tusz tej marki z silikonową szczoteczką!) oraz Lovely Vampire Lashes - zapewne żaden z tych tuszy nie jest dla Was zaskoczeniem, ponieważ oba pojawiały się już na blogu. Z obu tuszy jestem bardzo zadowolona i stosuję je zamiennie - odkąd zmieniłam tusze na naturalne obserwuję, że moje rzęsy są w znacznie lepszej kondycji. Tusz Backstage Couleur Caramel bardzo mnie zaintrygował, dlatego mam zamiar wypróbować kolejne tusze tej firmy. Natomiast z siostrzanej marki Lovely - Wibo - znalazłam także tusz o dobrym składzie i także mam w planach po niego sięgnąć (niestety, ostatnimi czasy nie mogę na niego trafić w Rossmannie). 

Lista kosmetyków Wibo i Lovely o dobrych składach 


Vampire Lashes Lovely 
 

INCI:
Aqua, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Jojoba Esters, Copernicia Cerifera Cera, Glycerin, Stearic Acid, Palmitic Acid, Aminomethyl Propanediol, Acacia Senegal Gum, Caprylyl Glycol, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Myristic Acid, Arachidic Acid, Behenic Acid, Oleic Acid, Tocopherol, CI 77499

Cena: ok. 15 zł / 8 g

Tusz do rzęs Backstage Couleur Caramel

INCI:
Aqua (Water) - Glycerin- Hydrogenated olive oil stearyl esters - Acacia senegal gum - Rosa damascena flower water - Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax - Sucrose Laurate - Glyceryl Behenate - Stearic acid - Palmitic acid - Glycerol stearate - Bentonite - Butyrospermum Parkii (Shea) Butter - Argania spinosa kernel oil - Xanthan Gum - Carrageenan - Sodium hydroxide - Tocopherol - Benzyl alcohol - Dehydroacetic acid - Parfum (fragrance) - Lactic acid - Silica. May contain +/-: CI 77499 (Irons oxide) - CI 77007 (Ultramarine blue).

Cena: ok. 70 zł / 9 ml

Link do sklepu


Będąc w temacie kosmetyków Lovely i Wibo (oczywiście tych, które mają ładne składy INCI!) postanowiłam zaopatrzyć się w kilka dodatkowych kosmetyków kolorowych!  Pierwszym kosmetykiem, który znalazł się wśród moich "must have" tej marki, jest paletka Choco Bons - widziałam na YT kilka tutoriali z użyciem tej paletki i byłam pod wrażeniem pigmentacji w porównaniu do ceny. Faktycznie łatwo pracuje się z tymi cieniami, dają się łatwo rozcierać i łączyć. Latem bardzo popularne były makijaże z elementami brązu, rudości i pomarańczu, dlatego intensywny, rudy kolor z powyższej palety mnie zaintrygował. Jednak poza tak szalonymi kolorami jak rudość czy granat, w palecie tej jest stonowany beż, brąz i oberżyna, które kolorystyką wpiszą się także w jesienne trendy. Kolejno wypróbowałam także pudry - rozświetlający HD Lovely i bananowy sypki Wibo. Oba pudry przypadły mi do gustu, jednak Wibo zdecydowanie bardziej podołał moim oczekiwaniom - pełną recenzję tych pudrów przedstawiałam Wam w osobnym wpisie, dlatego zainteresowanych odsyłam do lektury:

3 drogeryjne pudry o dobrych składach


Paletka Choco Bons

INCI:
Mica, Silica, Talc, Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimellitate, Squalane, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, O-Cymen-5-OL, Parfum, Benzyl Benzoate, [+/-]: CI 77891, CI 77499, CI 77510, CI 77266, CI 77491, CI 16035, CI 77007, CI 75470, CI 77163, CI 7749
 
Cena: ok. 20 zł / 6 g
Link do sklepu

Puder bananowy Wibo

INCI: 
Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Mica, Magnesium Stearate, Silica, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Benzyl Salicylate, [+/-]: CI 19140, CI 77491

Cena: ok. 17 zł / 5,5 g
 
 
HD Loose Powder Lovely
 
INCI:
Talc, Mica, Boron Nitride, Aroma, Lauroyl Lysine, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Aqua, [+/-]: CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499

Cena: ok.17 zł / 5,5 g
 

Kolejno wypróbowałam także kredkę do brwi Wibo Feather Brow Crator w odcieniu Soft Brown i okazała się dotychczasowym hitem do brwi - z jej pomoca można wyczarować schludne i precyzyjne brwi ale jednocześnie wyglądające naturalnie. Pokazywałam Wam we vlogu z codziennym makijażem, jak wygląda efekt przed i po zastosowaniu tej kredki (przy okazji możecie tam zobaczyć również jak nakładać puder bananowy Wibo), efekt sięgania po kredkę do brwi możecie zobaczyć także poniżej:


Jak widzicie, na powyższym zdjęciu także jest efekt "przed i po" zastosowaniu tuszu - to Vampire Lashes od Lovely! Prawda, że efekt jest zauważalny? Pomimo dość grubej szczoteczki, aplikacja tego tuszu nie przysparza problemów. Sam tusz także nie osypuje się, nie kruszy, nie odbija. Jest to dla mnie tusz, po który mogę sięgnąć w każdej chwili, ponieważ zawsze mam go w swoich zapasach!

Feather Brow Creator

INCI:
Hydrogenated Castor Oil, Synthetic Japan Wax, Stearic Acid, Mica, Talc, Synthetic Beeswax, Squalane, Sorbitan Sesquioleate, Hydrogenated Coco-Glycerides, C10-18 Triglycerides, Tocopherol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, [+/-]: CI 77499, CI 77492, CI 77491, CI 77891

Cena: ok. 16 zł / szt
Link do sklepu - soft brown
Link do sklepu - dark brown


W makijażu wciąż chętnie sięgam po kosmetyki mineralne - jak zwykle króluje u mnie marka Ecolore - ich kosmetyki mają bardzo długą datę ważności (zresztą to zaleta wszystkich minerałów) oraz są niesamowicie wydajne! Mam zaufanie do kosmetyków tej firmy dlatego chętnie testuję ich kolejne produkty. W dzisiejszym makijażu możecie zobaczyć bronzer Diani, rozświetlacz Daylight oraz cienie: Chocoholic (no. 015), Golden Rain (no. 004) oraz Raisin (no. 016). Całości makijażu oka dopełnia niesamowicie wydajny eyeliner Couleur Caramel.

Bronzer Diani no. 284 Ecolore

INCI:  
Mica, Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492, CI 77499

Cena: ok. 40 zł / 4 g


Rozświetlacz Daylight no. 251 Ecolore

INCI: 
Mica, Titanium Dioxide, CI 77492
Cena: ok. 40 zł / 4 g


Cienie Ecolore
 
INCI:  
Mica, Titanium Dioxide, CI 77492, CI 77491
 
Cena: ok. 30 zł / 1,7 g


Bio eyeliner Couleur Caramel

INCI:  
Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin - Aloe Barbadensis Leaf Juice - Sucrose Palmitate, Xantan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Lactic Acid, Sodium Hydroxide [+/– May Contain : CI 77007, Silica, CI 7749]
Cena: ok. 65 zł / 4 ml
 


Jedną z najczęściej stosowanych pomadek latem była ta marki Felicea - odcień bladego, naturalnego różu idealnie komponuje się do dziennych makijaży. Dziś także możecie zobaczyć ją na ustach, ponieważ malując mocno oczy, stawiam na neutralne odcienie pomadek.

Pomadka nr 24 Szary Róż Felicea

INCI:
Ricinus Communis Seed Oil, Capric Triglyceride, Hydrogenated Vegetable Oil, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Cera Alba, Hydrogenated Coco Glycerides, Mica, Hydrogenated Palm Glycerides, Tocopheryl Acetate, C.I. 77891, C.I. 15850, C.I. 77491, C.I. 77492


Cena: ok. 30 zł / 4 g
Link do sklepu 


Jestem bardzo ciekawa, czy stosowałyście któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisały się one u Was?
[546.] Rozjaśnianie przebarwień i efekt "chok-chok" dzięki jednemu składnikowi!

[546.] Rozjaśnianie przebarwień i efekt "chok-chok" dzięki jednemu składnikowi!

Zgodnie z Waszymi opiniami oraz ankietą, którą udostępniłam na Instastory - tematem, który chciałabym dziś poruszyć będzie niacynamid! Dlaczego to właśnie ta substancja przykuła moją uwagę? Ponieważ jest surowcem łatwo dostępnym, nieszkodliwym dla środowiska a do tego wykazujący bardzo szerokie spektrum działania!


Czym jest niacynamid?
Niacynamid (in. nikotynamid) to amid kwasu nikotynowego (in. niacyny) - oba związki określane są mianem witaminy B3 (lub witaminy PP). Jest to prekursor koenzymów NADH i NADPH - czyli dwóch niezwykle istotnych substancji, które biorą udział w KAŻDYM szlaku metabolicznym naszej skóry. Dlatego też niacynamid może wykazywać aż tak szerokie spektrum działania!
(W ramach ciekawostki rozwinę Wam skrót "NADPH" - zredukowany fosforan dinukleotydu nikotynamidoadeninowy - zwróćcie uwagę, że w tej nazwie przewija się nazwa "nikotynamido-" co właśnie sugeruje, że niacynamid (nikotynamid) bierze udział w syntezie tego związku!)



Jakie ma działanie?
Ta jakże niepozorna substancja została "wzięta pod lupę" w połowie lat 70. XX wieku - od tamtej pory wciąż zaskakuje niezwykłą skutecznością działania: przede wszystkim jest substancją o działaniu przeciwtrądzikowym, regulującym pracę gruczołów łojowych i zwężającym ujścia gruczołów łojowych (porów), bez jednoczesnego wysuszania skóry. Nie podrażnia ani nie nasila rumienia skóry, dlatego z powodzeniem może być stosowana przez bardzo długi czas! Poza samym działaniem wspomagającym gojenie niedoskonałości ma jeszcze jedną, ważną cechę pożądaną przez osoby o cerach problematycznych - zapobiega powstawaniu oraz pomaga niwelować przebarwienia pozapalne (potrądzikowe)!

A czy niacynamid może rozjaśnić inne przebarwienia jak ostudy, lub posłoneczne?
Tutaj już nie zawsze jest łatwo- wszystko zależy od rozgległości zmian oraz przyczyny ich powstania. Niacynamid może rozjaśnić je tylko częściowo lub efekt może nie być trwały (np. w przypadku nieprawidłowej pracy hormonów lub konieczności przewlekłego stosowania leków - niacynamid nie będzie miał wpływu na przyczynę powstania przebarwień). Mimo wszystko jest jedną z najskuteczniejszych substancji rozjaśniających, dlatego warto dać mu szanse lub wprowadzić go jako uzupełnienie pielęgnacji gabinetowej (oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu pielęgnacji domowej ze Specjalistą wykonującym zabieg - w przypadku niektórych przebarwień kosmetyki są nieskuteczne i należy poddać się serii zabiegów w celu ich eliminacji).


Jakie jeszcze działanie wykazuje niacynamid?
Zaskoczę Was, ale jest to także substancja po którą powinny sięgać osoby chcące poprawić nawilżenie skóry oraz opóźniać procesy starzenia! Niacynamid bierze udział w syntezie kwasu hialuronowego, poprawia syntezę ceramidów naskórka a pośrednio jest także pomocny w produkcji kolagenu - dlatego systematycznie aplikowany na skórę sprawia, że staje się ona bardziej napięta, jędrna i elastyczna! Niacynamid ma także silne właściwości antyoksydacyjne i wspomaga wymiatanie wolnych rodników - to cecha istotna dla wszystkich, którzy kiedykolwiek słyszeli o zgubnym działaniu promieniowania UV na skórę. Co więcej - niacynamid wykazuje niewielkie właściwości promieniochronne - o ile sam nie jest skutecznym filtrem UV, o tyle warto wprowadzić go do kuracji promieniochronnej, ponieważ wzmacnia działanie filtrów!

Niacynamid jest także skuteczną substancją przeciwzapalną, dlatego wspomaga gojenie nie tylko zmian trądzikowych, ale przyczynia się do ogólnej poprawy właściwości regenerujących skóry - dlatego warto po niego sięgać w przypadku cer wrażliwych, podrażnionych, reaktywnych.


Dlaczego doceniam niacynamid?
Poza powyższym działaniem - które jak najbardziej obserwuję na swojej cerze - doceniam ten związek na działanie rozjaśniające nie tylko przebarwień, ale także poprawianie kolorytu całej skóry - staje się promienna, bardziej świetlista. Jeśli chciałybyście osiągnąć azjatycki efekt "chok-chok" to niacynamid znacznie przybliży Was do tego efektu! Niacynamid pozwala mi także szybciej pozbyć się opalenizny z twarzy - mam taką karnację, która bardzo szybko już pod wpływem niewielkiej ilości promieniowania UV zaczyna się opalać i to na złocisty brąz - marzenie niejednej tanorektyczki - jednak mi kompletnie nie pasuje do rudej czupryny!

Tak jak wspomniałam na początku - postanowiłam w tym roku wypróbować kilka kosmetyków z niacynamidem - przejdźmy więc do recenzji!


Krem "Odżywcza Goja" Asoa

Krem o treściwej, mocno nawilżającej ale bardzo dobrze wchłanialnej konsystencji - nie pozostawia filmu na skórze ale jednocześnie staje się ona aksamitnie gładka i ... matowa! Dlatego ten krem mogłabym polecić przede wszystkim posiadaczkom cer problematycznych (tłustych, trądzikowych, mieszanych, zanieczyszczonych), które jednocześnie wymagają mocnego nawilżenia, jak również cerom z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych.
Poza niacynamidem w składzie znajdziemy całe mnóstwo substancji czynnych jak kwas hialuronowy, koenzym Q10, alantoina, pantenol, ekstrakt z borówki, wąkrotki azjatyckiej (silnie uszczelniający naczynka oraz ujędrniający!), jagód goji oraz oleje: awokado, słonecznikowy, arganowy i wiele innych.

INCI:
Rosa damascena (Rose) Floral Water, (Leptospermum scoparium (Manuka) Floral Water, Persea Gratissima Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hellianthus Annuus Seed Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Tocopherol Acetate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetyl alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum,D-Panthenol,, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Niacinamide, Glycerin, Aqua, Centella Asiatica Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract

Cena: ok. 130 zł / 50 ml



Maseczka "Fioletowa Glinka - Olej Avocado" Asoa

Fioletowa glinka jest jedną z najdelikatniejszych glinek stosowanych w kosmetyce. Jednak maseczka Asoa nie jest czystą glinką ale zawiera dodatek przeróżnych substancji aktywnych - olejków eterycznych, alantoinę, ekstrakt z nagietka, tytułowy olej awokado, czy właśnie niacynamid! Skład jest bardzo bogaty, dzięki czemu maseczka wykazuje wysoką skuteczność zmniejszającą niedoskonałości oraz regulującą pracę gruczołów łojowych, jednak osobom o cerach wrażliwych zalecam wykonanie próby uczuleniowej!

INCI:
Kaoiln Violet Clay, White Kaolinite Clay, Persea Gratissima Oil, Niacinamide, Calendula Officinalis Extract, , Tocopherol Acetate, Allantoin, Pelargoniu Graveolens Oil

Link do sklepu
Cena: ok. 50 zł / 120 ml



Regenerujący płyn micelarny "Blue Velvet" Bartos
Delikatny preparat do zmywania makijażu, który nie podrażnia skóry ani nie szczypie po przedostaniu się do oczu. Bez trudu zmywa makijaż, również radzi sobie z makijażem wodoodpornym. Oczywiście jako preparat przeznaczony przede wszystkim do mycia twarzy nie ma zbyt mocnego działania pielęgnacyjnego, nie mniej jednak kompozycja substancji myjących jest ciekawa i bardzo delikatna, co przykuło moją uwagę!
INCI:
Aqua, Centaurea Cyanus Flower Water, Betaine, Niacinamide, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Vitis Vinifera Leaf Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate
Cena: ok. 90 zł / 150 ml



Krem odmładzający "Apple Queen" Bartos
 
Cóż, nie dziwi mnie określenie kremu z zawartością niacynamidu jako "odmładzający" zwłaszcza, że w kompozycji znajdziemy także komórki macierzyste jabłoni, ekstrakt z koniczyny, olej awokado, monoi, arganowy - a więc przede wszystkim substancje o działaniu przeciwzmarszczkowym!


Krem ma bogatą, ale dobrze wchłanialną konsystencję z bardzo wyraźnie wyczuwalną wysoką dawką kwasu hialuronowego (pozostawia na skórze lekki, ale charakterystyczny dla tej substancji film). Mocno nawilża skórę i chroni przed wpływem czynników zewnętrznych. Wysoka zawartość antyoksydantów mocno hamuje procesy starzenia się skóry!


Na uwagę zasługuje także innowacyjne, higieniczne opakowanie - wystarczy nacisnąć "nakładkę" opakowania kremu, by jego porcja znalazła się na zewnątrz. Lubię opakowania kremów, które umożliwiają wybranie produktu bez konieczności wkładania palca do środka słoiczka.

INCI:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic/Capric Trigliceride, Glycerin, Persea Gratissima Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Cocos Nucifera Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Niacinamide, Panthenol, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Tocopheryl Acetate, Olea Europaea Fruit Oil, Trifolium Pratense Extract, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Malus Domestica Leaf Cell Extract, Citric Acid, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vanilla Planifolia Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Link do sklepu
Cena: ok. 150 zł / 50 ml



Nowa linia kosmetyków od Sylveco - Duetus - szturmem zdobyła serca posiadaczek cer problematycznych. Połączenie oleju konopnego, czarnuszki i węgla aktywnego po prostu było skazane na sukces! Oczywiście całej kompozycji dopełnia niacynamid, dlatego - pomimo, iż problem tłustej i trądzikowej cery już dawno mam za sobą - postanowiłam przyjrzeć się tym produktom. Nie bez znaczenia pozostawał także fakt, że moja cera uwielbia olej z czarnuszki a serum z tej samej serii uratowało moją twarz podczas zastosowania zanieczyszczonego kosmetyku!
Oba preparaty mają bardzo lekką konsystencję - ewidentnie da się wyczuć, że mają obniżoną zawartość fazy tłuszczowej, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę, że są dedykowane cerom problematycznym. Jednak czy moja skóra, uwielbiająca oleje i mocno nawilżające konsystencje, może się z nimi polubić? Tak! Oba kremy wykazują działanie nawilżające, ale jednocześnie utrzymują prawidłową aktywność gruczołów łojowych. Zapobiegają powstawaniu niedoskonałości i goją te, które już są na skórze. W dodatku połączenie niacynamidu i węgla aktywnego sprawia, że cera staje się promienna, ma wyrównany koloryt oraz zachwyca naturalnym blaskiem!

Będąc przy temacie węgla aktywnego chciałabym odróżnić jego dwa "rodzaje" stosowane w kosmetykach. Jeśli Producent rekomenduje, że zastosował węgiel aktywny w swoim kosmetyku - upewnijcie się, że jest to ten "rodzaj", który wykazuje lepsze działanie!
- Carbon Black / CI 77266 - barwnik o intensywnym, głębokim odcieniu czerni. Jest to pochodna węgla, która ma wysoki stosunek powierzchni do objętości, jednak nie tak wysoki, jak czysty węgiel aktywny. Stosowany głównie w celu zabarwienia kosmetyku (np. w eyelinerach, tuszach). Jako ciekawostkę podpowiem Wam, że to właśnie ten składnik jest obecny w czarnej paście Ecodenta - dlatego niektóre osoby obserwują lepsze efekty dodając węgiel aktywny z tabletek do zwykłej pasty do zębów, niż stosując tę pastę.
- Activated Charcoal - nazwa wskazująca na obecność nieprzetworzonego węgla aktywnego (drzewnego), który zachowuje swoje wyjątkowe właściwości dzięki unikatowej formie przestrzennej. Węgiel aktywny - poza kosmetykami - wykorzystywany jest np. do filtracji wody. Jest więc substancją całkowicie bezpieczną do stosowania w kosmetykach a także wyjątkowo bezpieczną!


Krem na dzień Duetus
INCI:
Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Cannabis Sativa Seed Oil, Oryza Sativa Starch, Squalane, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Arctium Lappa Extract, Cetearyl Alcohol, Activated Charcoal, Niacinamide, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Thymus Vulgaris Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool
Cena: ok. 27 zł / 50 ml

Krem na noc Duetus
INCI:
Aqua, Cannabis Sativa Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Nigella Sativa Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Calendula Officinalis Flower Extract, Cetearyl Alcohol, Sulfur, Niacinamide, Agar, Acacia Senegal Gum, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Citrus Grandis Oil, Thymus Vulgaris Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citral, Limonene, Linalool
Cena: ok. 27 zł / 50 ml


Krem rozświetlająco - liftingujący "Agent White, James White" Be The Sky Girl

Kosmetyki tej firmy już dawno przykuły moją uwagę - a o słynnym Agencie czytałam już wiele, wiele pochlebnych opinii! Chęć wypróbowania kosmetyków z niacynamidem zmotywował mnie do tego, by wypróbować Agenta - nie zawiodłam się na nim! Skutecznie rewitalizuje cerę, zapobiega powstawaniu niedoskonałości a dzięki lekkiej i dobrze wchłanialnej formule idealnie komponował się pod kremem z filtrem. Poza niacynamidem w kremie znajdziemy m. in. ekstrakt z cytryny i morwy (również o właściwościach rozjaśniających) a także olej ryżowy, sezamowy, babassu i ekstrakt z drzewa tara, których celem jest opóźnianie procesów starzenia się skóry a także jej wygładzenie i ujędrnienie.

INCI:
Aqua, Citrus Limon Fruit Extract, Oryza Sativa Bran Oil, Tripelargonin, Propanediol, Sesamum Indicum Seed Oil, Niacinamide,  Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Orbignya Oleifera Seed Oil, 3-0-Ethyl Ascorbic Acid, Glycerin, Myristyl Myristate, Sodium Phytate, Hypoxis Rooperl Rhizome Extract, Boerhavia Diffusa Root Extract, Morus Alba Fruit Extract, Caesalpinia Spinosa Gum, Xanthan Gum, Tocopherol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Linalool, Limonene
Cena: ok. 100 zł / 50 ml


Niacynamid jest również obecny w dobrze wszystkim znanym kosmetykom Vianek - kremie normalizującym na dzień oraz na noc a także w kremie przeciwzmarszczkowym na noc.

Kremy wersji normalizującej podobnie jak Duetus mają obniżoną zawartość fazy tłuszczowej - w moim odczuciu są jeszcze lżejsze niż Duetus i dla mojej skóry są zbyt lekkie, ale jeśli macie skóry wyjątkowo skłonne do komedogenności i poszukujecie preparatów, które wchłoną się całkowicie - to jak najbardziej polecam tę serię. Bonus za właściwości matujące kremu na dzień (dzięki obecności skrobi), która pozwala utrzymać w ryzach skóry mocno przetłuszczające się! Natomiast krem na noc posiada charakterystyczną nutę zapachową siarki - jednak jego działanie rekompensuje tę drobną niedogodność.

Natomiast krem na noc z serii przeciwzmarszczkowej bardzo mi odpowiada - mocno nawilża skórę, wygładza i widocznie poprawia jej koloryt - systematycznie stosowany sprawia, że staje się pełna blasku i o zdrowym kolorycie! W składzie znajdziemy prawdziwą bombę substancji aktywnych: kwas hialuronowy, koenzym Q10, ceramidy, ekstrakt z miłorzębu, masło awokado i oleje: z truskawek, lniany czy arganowy - za tę cenę grzechem jest nie dać mu szansy!


Normalizujący krem na dzień Vianek

INCI:
Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Zea Mays Starch, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Squalane, Glyceryl Stearate, Salix Alba Bark Extract, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Niacinamide, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Mentha Piperita Oil, Dehydroacetic Acid

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 50 ml


Normalizujący krem na noc Vianek

INCI:
Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Squalane, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Urtica Dioica Leaf Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Niacinamide, Sulfur, Agar, Acacia Senegal Gum, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Melaluca Alternifolia Leaf Oil, Betulin, Parfum, Dehydroacetic Acid

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 50 ml


Przeciwzmarszczkowy krem na noc Vianek

INCI:
Aqua, Linum Usitatissimum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Fragaria Ananassa Seed Oil, Coco-Caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Persea Gratissima Butter, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Niacinamide, Xanthan Gum, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Aniba Rosaeodora Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Linalool

Link do sklepu
Cena: ok. 33 zł / 50 ml


Po systematycznym stosowaniu kosmetyków z niacynamidem moja cera wygląda znacznie bardziej atrakcyjnie - przede wszystkim ma zdrowy koloryt a pory są niemal niewidoczne, dzięki czemu później aplikowany makijaż prezentuje się o niebo lepiej! Sądzę, że to nie koniec mojej przygody z tą substancją - może macie jakieś godne polecenia kosmetyki z niacynamidem, których nie stosowałam? Chętnie wypróbuję - pamiętajcie jednak, żeby podsyłać propozycje preparatów całkowicie naturalnych =) !
A może stosowałyście któreś z powyższych kosmetyków? Napiszcie mi, jak spisywały się one u Was, za co je polubiłyście, lub co w nich Wam przeszkadzało!

Czy doceniacie niacynamid w pielęgnacji? A może pierwszy raz słyszałyście o tej substancji? Jestem ciekawa Waszych opinii i doświadczeń!

A już niebawem na kanale Kosmetologia Naturalnie pojawi się pierwszy film makijażowy - na początek coś prostego - makijaż codzienny. Mam jednak nadzieję, że będzie to wstęp do coraz bardziej śmiałych makijaży wykonanych - oczywiście! - tylko i wyłącznie przy pomocy kosmetyków naturalnych!

Pozdrawiam serdecznie,
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl