[456.] Gładkie nogi- naturalnie!

[456.] Gładkie nogi- naturalnie!


W czasie sezonu letniego większość Pań zaczyna walczyć o smukłą sylwetkę, której nieodzowną częścią częścią są zgrabne nogi. Możemy je bezkarnie i do woli odsłaniać podczas upałów, jednak co zrobić, jeśli będziemy zmuszone zakrywać - zdobyte ciężką pracą!- wyrzeźbione łydki, ponieważ łuszcząca się skóra czy wrastające włoski będą spędzać nam sen z powiek?

Po pierwsze: delikatne oczyszczanie!

Problem łuszczącej się skóry na nogach wcale nie oznacza, że powinnyśmy sięgać po balsam. One w takiej sytuacji pomogą tylko doraźnie. Łuszcząca się skóra świadczy o osłabieniu naturalnej bariery ochronnej skóry, jaką jest warstwa hydrolipidowa. Brak tej bariery przyczynia się do ucieczki wody z naskórka a w konsekwencji wysuszaniu skóry czego efektem są nieestetyczne, drobne, łuszczące się płatki naskórka. Żeby trwale zapobiec temu efektowi, należy przede wszystkim nie naruszać bariery hydrolipidowej skóry. Największym jej wrogiem są silne substancje myjące (np. SLS) zawarte w większości drogeryjnych żeli pod prysznic czy mydło w kostce. Dlatego najlepszym wyborem będą kosmetyki o łagodniejszych substancjach myjących- najbardziej polecam te na bazie glukozydów i betainy kokamidopropylowej, bez obecności anionowych środków powierzchniowo-czynnych, ponieważ te substancje są najbezpieczniejsze dla skóry (jeśli nazwy te nie są dla Ciebie zrozumiałe, zerknij do poradnika dla początkujących: porównanie siły substancji powierzchniowo-czynnych obecnych w kosmetykach ).


Po drugie: nawilżanie!

Dopiero kiedy przestaniemy naruszać barierę hydrolipidową zbyt mocnymi kosmetykami myjącymi, zaczniemy zauważać długotrwałe efekty stosowania kosmetyków nawilżających jak balsamy, masła czy olejki. Ważnym jest, aby pamiętać o równowadze emolientowo-humektantowej w pielęgnacji skóry z tendencją do łuszczenia się. Emolienty to substancje wzmacniające barierę hydrolipidową, do których należą oleje, masła i woski roślinne. Dzięki wzmocnieniu bariery ochronnej skóry działają pośrednio nawilżająco poprzez hamowanie ucieczki wody z naskórka. Ponadto uelastyczniają skórę, wygładzają i sprawiają, że staje się gładka, miękka i przyjemna w dotyku! Jednak same emolienty mogą nie być wystarczające dla wybitnie suchych, czy atopowych skór- wraz z wiekiem spada w produkcja Naturalnego Czynnika Nawilżającego (NMF) naszej skóry, który odpowiada za wiązanie wody w głębokich warstwach naskórka. Dlatego musimy wspierać jego funkcje dostarczając skórze substancji aktywnie wiążacych wodę wewnątrz naskórka- humektantów- do których zaliczamy m. in. aloes, glicerynę, pantenol, kwas hialuronowy. Samo dostarczenie skórze humektantów nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ pod wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych (wysokich temperatur, czy wilgotności powietrza) humektanty zamiast wiązać wodę w naskórku, wyciągają ją z niego. Dlatego potrzebne są emolienty, które są pewnego rodzaju "tarczą" przed ucieczką wody z naskórka, nawet pod wpływem niesprzyjającej skórze pogody!

Balsamem, który spełnia powyższe wymogi jest odżywczy balsam Resibo: w jego składzie znajdziemy zarówno emolienty wzmacniające barierę hydrolipidową skóry (m. in. olej kukui, abisyński, migdałowy czy masło shea) a także humektanty wiążące wodę w naskórku (gliceryna i pantenol). Ten balsam idealnie spisuje się w lecie, ponieważ jest w stanie na długo nawilżyć i odżywić skórę: nawet tę poddaną kąpielom słonecznym czy w słonej, morskiej wodzie. Dodatkowo obłędny, kokosowy zapach oddziałuje na zmysły przywołując obraz rajskiej, tropikalnej plaży czy też letnich, słodkich drinków! 


Po trzecie: złuszczanie!
Mimo, iż sklepowe półki wręcz uginają się od peelingów do ciała, najlepszym wyborem w przypadku problematycznych skór na ciele będzie... szczotkowanie! Wykonywanie peelingu z pomocą szczotki do ciała daje bardzo dobre efekty. Dzięki złuszczeniu martwych komórek naskórka szybko pozbędziemy się problemu drobnopłatkowego złuszczania a dodatkowo skóra stanie się miękka i gładka. Dzięki temu zabiegowi skóra lepiej chłonie substancje aktywne zawarte w później aplikowanych kosmetykach nawilżających przez co potęguje ich efekt!

Ponadto systematyczne szczotkowanie wpływa na redukcję problemu wrastających włosów, poprawia krążenie krwi i limfy, dzięki czemu zmniejsza się cellulit a skóra staje się bardziej elastyczna i ma ujednolicony koloryt. Systematyczne szczotkowanie może także delikatnie -ale niestety przejściowo- zmniejszyć widoczność rozstępów (nawet tych wieloletnich, srebrzysto-białych).


Problem wrastających włosków

Będąc przy temacie wrastania włosków warto poruszyć tę kwestię. Problem ten pojawia się w sytuacji nieprawidłowego przeprowadzenia zabiegu depilacji.

Jeśli preferujesz depilację przy pomocy maszynki, pamiętaj o zmianie ostrzy na nowe a w przypadku jednorazówek- nie stosuj ich więcej, niż zalecany jeden raz! Stępienie ostrza może być niezauważalne gołym okiem i powodować nierównomierne ścięcie włosa co w konsekwencji będzie przyczyniało się do jego wrastania.

Ponadto jeśli wybierasz maszynki albo depilatory, zadbaj o ich przechowywanie- po każdym użyciu powinny być dokładnie oczyszczone i osuszone. Wilgoć czy resztki naskórka i włosów to idealna pożywka dla drobnoustrojów. Podczas kolejnej depilacji taką maszynką może dojść do nadkażenia skóry i mieszków włosowych, które objawia się powstaniem krostek, często mylonych z tymi wynikającymi z wrastania włosków. Warto pamiętać, że podczas depilacji usuwamy nie tylko owłosienie, ale częściowo usuwamy też martwe komórki naskórka co ułatwia drobnoustrojom zainfekowanie skóry.

Osoby sięgające po wosk czy pastę do depilacji także są narażone na problem wrastających włosków- jeśli po skończonej depilacji skóra nie zostanie dokładnie oczyszczona z resztek wosku/pasty, bardzo prawdopodobne, że dojdzie do czopowania mieszków włosowych tymi substancjami, co sprzyja rozwijaniu się stanu zapalnego podczas wrastania włosków.


Substancje pomocne w redukcji wrastania włosków:

- delikatne kwasy jak glukonolakton (np. mleczko "Mignight" firmy Aqua Minerals) czy kwas jabłkowy (np. orzeźwiająco-energetyzujący żel pod prysznic firmy Vianek) by złuszczyć martwe komórki naskórka a tym samym ułatwić prawidłowy odrost włoska,

- olejek eukaliptusowy, miętowy, ekstrakt z nagietka czy lipy- te rośliny wykazują właściwości przeciwzapalne i gojące: pomogą zmniejszyć zaczerwienienie i bolesność w obrębie wrastającego włoska,
- olej z krokosza barwierskiego- wg Ajurwedy olej ten osłabia mieszki włosowe dzięki czemu spowalnia odrastanie włosków. Zagadnienie to nigdy nie zostało potwierdzone (ani też obalone) przez współczesną medycynę, także trzeba spróbować na sobie. Pytając o subiektywne odczucia pacjentów, którym polecałam ten sposób, wiele z nich zaobserwowało wolniejsze odrastanie włosków, które stały się słabsze, cieńsze i łatwiejsze do usunięcia. Osobiście także podjęłam się tej metody i początkowo obserwowałam szybszy odrost włosków (prawdopodobnie reakcja obronna organizmu), jednak systematyczne stosowanie przyczyniło się do osiągnięcia oczekiwanych rezultatów. Metoda ta nie jest trwała i po zakończeniu kuracji włoski wracają do pierwotnego stanu.


Remedium na pojedyncze zmiany i zadrapania

Jednak wrastające włoski to nie jedyny problem kosmetyczny, jaki może nam uprzykrzyć letni wypoczynek. Równie problematyczne i uciążliwe są zadrapania, drobne skaleczenia, ukąszenia owadów czy niechciane wypryski, pojawiające się pod wpływem zmiany czynników atmosferycznych (zarówno trądzik jak i potówki).


Złotym środkiem na powyższe problemy (ale także bardzo pomocny w redukcji wrastających włosków) jest żel aloesowy! Zmniejsza swędzenie i pieczenie, wspomaga gojenie stanów zapalnych, wyprysków i przyspiesza regenerację tkanki. Ponadto jeśli dojdzie do poparzenia na wskutek intensywnych kąpieli słonecznych, posłuży jako środek łagodzący. Dla mnie jest to konieczny towarzysz wakacyjnych wojaży!


Cellulit

A co w sytuacji, gdy mimo odpowiedniej diety i aktywności fizycznej, pomarańczowa skórka uporczywie trzyma się naszych ud? W takiej sytuacji warto wzbogacić pielęgnację ciała o zabieg bodywrappingu! Jest to jeden z najczęściej wykonywanych zabiegów w gabinetach kosmetycznych a każda z nas może wykonać go w domowym zaciszu.

Wystarczy, że zmieszamy łyżkę cynamonu z ulubionym balsamem do konsystencji papki. Mieszankę aplikujemy na partie ciała objęte cellulitem po czym owijamy folią spożywczą. Następnie udajemy się na kilkunastominutowy odpoczynek, dodatkowo owijając się kocem. Dzięki okluzji wytwarzane są spore ilości ciepła, które rozgrzewają tkanki umożliwiając lepszą penetrację substancji aktywnych- cynamonu, który pomoże zwalczyć cellulit a także substancji nawilżających z balsamu, dzięki czemu po zabiegu skóra będzie przyjemnie gładka. Nie trzymaj mieszanki dłużej niż 20 minut ponieważ może doprowadzić do lekkich poparzeń! Po skończonym zabiegu weź letni prysznic, by wyciszyć grę naczyń krwionośnych.


Wisienka na torcie: opalizujące drobinki

Osobiście nie wyobrażam sobie letniej pielęgnacji nóg bez balsamu z opalizującymi drobinkami! Jeśli i Wy preferujecie taki efekt, zerknijcie na nową serię Natura Siberica "Blanche"- to seria powstała w wyniku otwarcia nowej filii marki w Kopenhadze i ma łączyć w sobie czystość Skandynawii i moc syberyjskich ziół- inspirujące połączenie! Osobiście wspominałam Wam już o tym balsamie w poście o ulubieńcach i przyznaję, że jestem nim oczarowana!


Rozświetlający krem do ciała "Białe Złoto" Natura Siberica oprócz wzorowego składu charakteryzuje się obecnością delikatnych drobinek. Nie jest ich wiele i nawet w balsamie nie są zauważalne. Dopiero po aplikacji balsamu możemy je zaobserwować i co ciekawe- stopniować efekt! Nakładając kolejne warstwy balsamu uzyskujemy większą ilość drobinek, które trwale utrzymują się na skórze. Balsam idealnie nadaje się do noszenia na dzień, ponieważ szybko się wchłania (nawet mimo nałożenia kilku cienkich warstw), nie powoduje uczucia klejenia skóry i nie brudzi ubrań. Wyraźnie nawilża i wygładza skórę sprawiając, że staje się przyjemna w dotyku.


Reasumując- walka o piękne nogi latem to kwestia złożona i zahacza o wiele aspektów jak dieta, ćwiczenia ale i pielęgnacja. Jednak stosując się do powyższych wytycznych, będziemy w stanie trwale poprawić kondycję skóry na nogach i sprawić, że będą zachwycające nie tylko przez okres wakacyjny!

Mam nadzieję, że artykuł okazał się pomocnym, pochwalę się, że znalazł on się także na blogu Resibo!  =D

Pozdrawiam serdecznie!
[455.] Lipcowe denko!

[455.] Lipcowe denko!

Muszę się Wam szczerze przyznać, że nie sądziłam, że "Projekt Denko" na mojej stronie będzie cieszył się aż taką popularnością! Fenomen chwalenia się pustymi opakowaniami po kosmetykach miał swój złoty okres kilka lat temu i mimo, że niejednokrotnie myślałam o rezygnacji z tego projektu, wciąż o niego pytacie! Jestem w ciężkim ale bardzo pozytywnym szoku! Z jednej strony seria jest mało profesjonalna i wiele osób ironicznie stwierdza, że jest to chwalenie się śmieciami, natomiast pasjonaci tej zabawy doceniają formę krótkich, zwięzłych recenzji.

Jeśli i Wy należycie do grona miłośników "Projektu Denko", zapraszam do kolejnego wpisu z tej serii: jak zwykle będziecie mogli zobaczyć przegląd kosmetyków o bezpiecznych i naturalnych składach.


 Pielęgnacja twarzy


1. Olej tamanu, ZSK
Gdy borykałam się z cerą trądzikową, olej tamanu stosowałam punktowo. Na mojej skórze spisywał się dużo lepiej niż np. drzewo herbaciane. Aktualnie problem takiej cery mam za sobą i nie używałam go baaaardzo długo. Zdążył się przeterminować a buteleczka jest niemal pełna!

Cena: ok. 12 zł za 15 ml


2. Eyeliner, Boho Green Makeup
Moja miłość, z której prędko nie zrezygnuję! Kreski przy pomocy eyelinera to mój makijażowy "must have" i długo szukałam eyelinera lub kredki, który odpowiadałby trwałością i pigmentacją znanemu wszystkim eyelinerowi Maybelline. Eyeliner Boho ma wzorowy skład a rezygnacja z Maybelline bezpośrednio przyczyniła się do wzmocnienia moich rzęs. Sam eyeliner jest kruczoczarny, mocno napigmentowany i trwały. Bez trudu utrzymuje się cały dzień bez poprawek, kolejne opakowanie już w użyciu!

Cena: ok. 40 zł za 3 ml
Pełna recenzja


3. Nawilżający krem pod oczy, Vianek
Coraz częściej borykam się z wrażliwością skóry na okolicy oczu- objawia się ona łzawieniem, ropieniem i swędzeniem ale czasem dochodzi nawet do obrzęku i przekrwienia zarówno gałki ocznej jak i powiek. Krem Vianek to jeden z kosmetyków, który śmiało mogę stosować na całą okolicę oka bez obaw o podrażnienie czy niepożądane efekty uboczne. Co ważne- konsystencję ma gęstszą niż łagodzący krem pod oczy Sylveco ale lżejszą niż jego odżywczy brat. Jeśli więc szukacie czegoś bardziej treściwego od Sylveco ale obawiacie się zbyt gęstych konsystencji, które mogłyby doprowadzić do powstania prosaków, szczerze polecam!

Cena: ok. 25 zł za 15 ml


4. Płyn micelarny "Rose Infinity", Lush Botanicals
Fantastyczny płyn micelarny- bardzo delikatny, w ogóle nie szczypał w oczy a domywał bez trudu każdy makijaż. Był też niesamowicie wydajny- do całkowitego demakijażu wystarczał tylko 1 płatek kosmetyczny! Posiadał przyjemny, różany zapach, który umilał wieczorny rytuał pielęgnacyjny a do tego miał wiele substancji aktywnych, pielęgnujących skórę już podczas demakijażu! Produkt był całkowicie pozbawiony konserwantów, dlatego wymagał trzymania w lodówce. Ciemne szkło chroniło przed dostępem promieniowania UV.

Cena: ok. 70 zł za 100 ml
Pełna recenzja
 


5. Tonik "Juice in Motion", Lush Botanicals
Kolejny bardzo dobry kosmetyk z marki Lush Botanicals, który spełnił moje oczekiwania- to, co pokochała moja skóra to brak substancji myjących w jego składzie. Moja cera nie przepada za pozostawianiem na niej środków powierzchniowo-czynnych nawet w tak małej ilości jak te zawarte w większości toników. Ponadto tonik Lush Botanicals ma bardzo dobrze skomponowany skład, bogaty zarówno w emolienty jak i humektanty, dzięki czemu taki tonik możemy potraktować jak serum. Dla skór wymagających intensywnej regeneracji, odżywienia i nawilżenia będzie idealny! Podobnie jak płyn micelarny z tej samej marki, produkt nie jest konserwowany i wymaga przechowywania w lodówce, natomiast ciemne szkło chroni przed promieniowaniem UV.

Cena: 85 zł za 100 ml
Pełna recenzja


6. Hydrolat z melisy, Bioline
O ile w/w tonik z Lush Botanicals to jedyny dotychczas znany mi tonik bez substancji powierzchniowo-czynnych, o tyle w codziennej pielęgnacji sięgam po hydrolaty, które także nie posiadają tych substancji. Hydrolat z melisy bardzo dobrze łagodzi zaczerwienienia, uszczelnia naczynia krwionośne a jednocześnie pomaga goić wypryski i reguluje pracę gruczołów łojowych, dlatego polecam go osobom mającym cerę naczynkową i jednocześnie tłustą, mieszaną, trądzikową. Ponadto muszę pochwalić markę Bioline za bardzo dobre atomizery- spray aplikuje odpowiednią ilość produktu to uzyskania lekkiej mgiełki, nie ma mowy o nieprzyjemnym "chluśnięciu" hydrolatu w twarz. 

Cena: ok. 25 zł za 75 ml
Pielęgnacja cery naczynkowej



7. Krem z filtrem SPF 30 Kafe Krasoty (La Cafe de Beaute)
Kremy z filtrem marki Kafe Krasoty bardzo lubię ze względu na naturalny skład INCI- zazwyczaj sięgam po SPF 50, jednak opakowania obu kremów mają niemal identyczną szatę graficzną przez co podczas zakupów pomyliłam się i zamiast SPF 50, kupiłam 30. Oczywiście szybko zakupiłam wariant SPF 50 a tę nieszczęsną trzydziestkę powoli zużywałam- szczególnie do ciała, również bardzo dobrze chroni przed poparzeniami słonecznymi i zapobiega nadmiernemu opaleniu się.

Cena: ok. 27 zł za 100 ml
Pełna recenzja


8. Via Beauty, maska w płachcie
Tę maseczkę jak i wiele różnych jej wariantów kupiłam będąc na wycieczce na Ukrainie- obawiam się jednak, że jej skład nie jest tak naturalny jak można byłoby sądzić po składzie podanym na opakowaniu. Skład ten to tylko wyszczególnienie składników aktywnych a nie INCI ;). Szkoda, bo gdyby te maseczki w płachcie byłyby faktycznie naturalne, kupowałabym je na pęczki!

Cena: ok. 3 zł za sztukę
Kosmetyki z Ukrainy- czy wierzyć składom kosmetyków spoza UE?



Pielęgnacja ciała
 

1. Energetyzująco-detoksykujący peeling do ciała, Vianek
Czy próbowałyście już kiedyś peelingów do ciała Vianek? Uwielbiam efekt gładkiej skóry, jaki pozostawiają- efekt ten jest nie tylko wynikiem działania złuszczającego naskórek ale także odżywienia, nawilżenia skóry. Po zastosowaniu kosmetyku staje się ona niesamowicie gładka, miękka i przyjemna w dotyku! Wersja energetyzująco-detoksykująca jest jedną z mocniejszych wariantów, ponieważ jako drobinki złuszczające mamy tutaj sól a także nasiona ostropestu. Dzięki nim peeling mogłabym określić "przyjemnym drapaniem", które nie jest za mocne ale zdecydowanie wyczuwalne! Aktualnie jest to moja ulubiona wersja i kolejną mam też w zapasie!

Cena: ok. 20 zł za 250 ml


2. Nawilżający krem do stóp, Vianek
Przyznam się szczerze, że moje stopy to część ciała, którą traktuję niemal po macoszemu... Krem Vianek miał być dla mnie motywacją do systematyczności w ich nawilżaniu- plan nie wypalił i stosowałam krem tylko, gdy sobie o nim przypomniałam. Odkąd odstawiłam żele do mycia ciała z SLS, moje stopy po prostu przestały sprawiać jakiekolwiek problemy- nie borykam się z suchą, łuszczącą skórą w obrębie stóp, pięty także wyglądają wzorowo. Wystarczy, gdy podczas balsamowania całego ciała, odrobinę produktu zaaplikuję także na stopy- osobny kosmetyk do tego celu jest mi zbędny i osobiście na tym pozostanę. Zapewne do czasu, gdy znów postanowię zabrać się za stopy, dla samego faktu świadomości pielęgnacji! Natomiast w kwestii samego kremu Vianek jest on bardzo wydajny i na drugi dzień po jego zastosowaniu wyraźnie czuć, że stopy są miękkie i gładkie. Jeśli więc Wasze stopy wymagają szczególnej pielęgnacji, polecam!

Cena: ok. 16 zł za 75 ml


3. Żel pod prysznic, Melica Organic
Kolejny kosmetyk zakupiony na Ukrainie, ten jednak w przeciwieństwie do w/w maseczki posiadał poprawnie wyszczególnione składniki wg wymogów INCI. Ten żel miał niesamowity, obłędny zapach jeżyn- bardzo mi się spodobał i jeśli tylko będę mogła, zapewne kupię go ponownie. A może znacie jakieś kosmetyki pachnące jeżyną? Ten żel ma jednak pewien mankament- jako substancję myjącą posiada SCS a do tego jest zagęszczony solą. Chyba zrobię osobny post poświęcony SCS bo jest o czym pisać =)

Cena: ok. 20 zł za 250 ml


4. Mydło kuchenne "Goździk", Yope 
Podobnie jak w przypadku stóp- odkąd odstawiłam żele do mycia rąk na bazie SLS ale także środki czystości, moje dłonie są w dużo lepszej kondycji. Przełomem w tej kwestii była zamiana płynów do mycia naczyń na mydła kuchenne Yope. Odkąd stosuję te mydła do mycia naczyń, nie muszę zakładać rękawiczek do tej czynności a skóra na dłoniach jest dobrze nawilżona, nie pojawiają się odstające skórki wokół paznokci. 

Cena: ok. 18 zł za 500 ml
Pielęgnacja dłoni
 

Pielęgnacja włosów
 

1. Bioferment z bambusa, EcoSPA
O ile silikony w pielęgnacji skóry nie cieszą się uznaniem o tyle w pielęgnacji włosów są uznawane za niezastąpione do skutecznej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Oczywiście nie ma surowców niezastąpionych, ale w przypadku silikonów za ich popularność odpowiadają cena i brak efektu przetłuszczonych włosów jak może to stać się po aplikacji olejów. Silikony nie powinny być jednak stosowane w kosmetykach naturalnych jako substancje szkodzące środowisku,  niebiodegradowalne. Dlatego do zabezpieczania końcówek włosów używam biofermentu z bambusa- stosuję go już ponad pół roku i mogę śmiało powiedzieć, że pomaga! Stosując go końcówki są wyraźnie w lepszej kondycji przez dłuższy czas i rzadziej je podcinam. Dzięki biofermentowi z bambusa włosy stają się bardziej błyszczące, nie puszą się ale jednocześnie nie są tłuste i nie strączkują. Dla mnie jest to "must have" i kolejne opakowanie już z użyciu!

Cena: ok. 7 zł za 10 ml
 

2. Odżywka do włosów LookyLook
Kolejny kosmetyk z Ukrainy- w poprzednim denku kosmetyki, które przywiozłam z Ukrainy okazały się bublami, to denko jest dla nich znacznie łaskawsze! Ta odżywka świetnie wygładzała włosy za sprawą substancji antystatycznych np. Behentrimonium Chloride- nie powinny być one jednak stosowane w kosmetykach naturalnych, mogą podrażniać skórę i nie są biodegradowalne. Z tego też powodu odżywkę stosowałam tylko na długości włosów, pomijałam skórę głowy. Odżywka posiadała nieprzyjemny, ostry zapach, na szczęście ulatniał się po spłukaniu produktu.

Cena: ok. 10 zł za 250 ml


3. Szampon odbudowujący do włosów zniszczonych "Arctic Rose" Natura Siberica (seria Blanche)
Jeśli macie problem z kołtunami i rozczesywaniem włosów, szczerze polecam ten szampon! Już podczas mycia czuć, że są bardziej miękkie i śliskie, nawet bez aplikacji odżywki. Dzięki temu szamponowi włosy po umyciu nie są mocno splątane i można bez trudu je rozczesać. Stosując ten szampon zaobserwowałam także wzmocnienie cebulek włosa, zmniejszenie wypadania włosów. Za to były one ładnie odbite od nasady a jednocześnie wygładzone na długości i nie puszyły się. Warto jednak wziąć pod uwagę, że jest to mocno oczyszczający szampon, ponieważ substancją myjącą jest SCS a zagęstnikiem- sól.

Cena: ok. 25 zł za 400 ml
_____________________

I to wszystkie kosmetyki, które zdenkowałam w poprzednim miesiącu! Jestem ciekawa, czy znacie któreś z nich i jakie są Wasze opinie? Może zaciekawiłam Was którymś z powyższych kosmetyków?

Koniecznie dajcie mi znać! Pozdrawiam =)
[454.] Różnica w aplikacji podkładu pomiędzy pędzlem Kabuki a Flat-Top

[454.] Różnica w aplikacji podkładu pomiędzy pędzlem Kabuki a Flat-Top

Niedawno pisałam Wam o różnicach pomiędzy pędzlami flat-top różnych marek- zazwyczaj osoby rozpoczynające przygodę z makijażem mineralnym zaczynają od tych pędzli, ponieważ są one bardziej przystępne cenowo. 

Jednak nawet najlepsze pędzle flat-top nie mogą równać się z pędzlem kabuki! Chociaż w swojej kolekcji mam dopiero jeden egzemplarz takiego pędzla (Earthnicity Minerals), nie zamierzam wracać do flat-topów!

Pierwszą różnicą pomiędzy oba pędzlami jest łatwość aplikacji. W przypadku pędzli flat-top trzeba się napracować, by nałożyć podkład równomiernie: najpierw stemplujemy twarz a następnie rozcieramy podkład. Używając kabuki, pomijamy etap stemplowania: aplikujemy podkład od razu wykonując pędzlem okrężne ruchy. Używanie pędzla kabuki jest bardzo intuicyjne i każdy bez najmniejszego trudu jest w stanie nauczyć się go używać.

Drugą różnicą jest uzyskanie bardzo dobrego krycia przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego efektu. Pędzel kabuki ułatwia równomierną aplikację podkładu, jednocześnie "ściągając" ewentualny nadmiar produktu. Dzięki odpowiednio małej ilości użytego podkładu nie tylko nie widać, że mamy go na twarzy, ale także niwelujemy ryzyko powstania tzw. "efektu ciastka", tj. spływania makijażu, intensyfikacji jego widoczności a także wchodzenia w pory, czy załamania skóry.

Trzecią różnicą jest oszczędność czasu podczas stosowania pędzla kabuki. W tej kwestii nie ma on sobie równych: uzyskanie równomiernego i zadowalającego poziomu krycia w przypadku tego pędzla jest bajecznie proste i szybkie, nie musimy martwić się o dokładność stemplowania a następnie rozcierania.
Różnice w ułożeniu włosa pomiędzy pędzlem flat-top a kabuki.

Mimo, że pędzle kabuki są większym wydatkiem, szczerze je polecam: zarówno osobom początkującym, które obawiają się sypkiej konsystencji podkładów mineralnych i przez to trudności w ich aplikacji ale także osobom wprawionym w makijaż mineralny- z pewnością zauważycie różnicę podczas stosowania tego samego podkładu ale z nakładaniem go flat-topem a kabuki! 

Oczywiście nie chciałabym Was zrazić do pędzli flat-top- używając ich jesteśmy w stanie poprawnie nałożyć podkład mineralny i będzie on wyglądał tak samo, jak nałożony kabuki. Jednak żeby osiągnąć taki efekt, trzeba będzie nakładać podkład uważnie i z dbałością o aplikowaną ilość produktu. Kabuki znacznie ułatwia nam uzyskanie tego efektu- nie musimy przykładać się do aplikacji podkładu aż tak bardzo jak podczas stosowania flat-topów, dzięki czemu oszczędzamy czas. Podczas stosowania flat-topów dużo łatwiej o popełnienie gafy- nałożenie zbyt dużej ilości produktu, powstanie plam i nierównomierne roztarcie podkładu przez co po paru godzinach podkład zaczyna źle wyglądać. 

Mój egzemplarz pędzla Kabuki jest firmy Eartnicity Minerals i szczerze go polecam (zwłaszcza, że aktualnie jest dostępny w cenie promocyjnej!). Ma bardzo miękkie włosie, które absolutnie nie drapie skóry i nie powoduje dyskomfortu. Ułożone jest w lekki półokrąg i jest odpowiednio zbite. Mam go od kilku miesięcy i jeszcze nie odpadł z niego ani jeden włosek, chociaż myję go codziennie (czasem nawet dwa razy!). Jego niewielki rozmiar sprawia, że zabieram go na każdy wyjazd ale także jest obecny zawsze w mojej torebce- zwłaszcza, że aplikuję kilka razy dziennie krem z filtrem i makijaż wymaga drobnych poprawek- jeśli chcecie przeczytać o moich metodach na powtórną aplikację filtrów, zapraszam do osobnego wpisu.


Jestem ciekawa, jakich pędzli Wy używacie do nakładania podkładów mineralnych i jakie są Wasze spostrzeżenia! Wolicie flat-topy, czy kabuki?

Pozdrawiam!


[453.] Jak aplikować filtry w słoneczny dzień i inne triki chroniące skórę przed fotostarzeniem!

[453.] Jak aplikować filtry w słoneczny dzień i inne triki chroniące skórę przed fotostarzeniem!

Lato w pełni, słońce świeci a nasza skóra... niestety nie znosi tego najlepiej. Mimo, że opalenizna kojarzona jest ze zdrowiem i udanym okresem wakacyjno-urlopowym, to jej skutki uboczne zobaczymy dopiero za kilka/kilkadziesiąt lat. Plamy posłoneczne na dłoniach (kiedyś nazywane plamami starczymi), rozległe przebarwienia w obrębie twarzy, zmarszczki i wiotka skóra to najczęstsze problemy osób korzystających z kąpieli słonecznych w młodości. A to tylko aspekt kosmetyczny! Największym ryzykiem związanym z ekspozycją na promieniowanie UV jest powstanie nowotworu skóry- czerniaka.

Dlatego przed słońcem chronię się jak tylko mogę- jednocześnie nie ograniczając swojego trybu dnia i wcale nie rezygnując z wychodzenia na zewnątrz! 


Podstawą jest oczywiście krem z wysokim filtrem- osobiście uwielbiam Kafe Krasoty SPF 50 z powyższego zdjęcia, jednak wśród kosmetyków z wysokim filtrem możemy znaleźć też wiele innych preparatów o bezpiecznym i naturalnym składzie: lista kremów z SPF 50 o naturalnym składzie.

Oczywiście najwięcej pytań nastręcza częstotliwość aplikacji takiego kremu- większość preparatów powinno nakładać się na skórę co 2h oraz każdorazowo po wyjściu z wody. Ale jak nakładać filtr, jeśli na twarzy mamy makijaż?

Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które sprawdzi się u każdego, dlatego przygotowałam kilka propozycji- każdy musi sam zdecydować, jaki sposób będzie dla niego najlepszy:

1. Aplikacja kremu z filtrem tylko rano, następnie ochrona podkładem mineralnym
W tej sytuacji krem z filtrem będzie chronił naszą twarz tylko przez dwie godziny, ale każdy podkład mineralny posiada faktor SPF na poziomie 15-20. Możemy poprawiać makijaż co 2 h co wpływa na ochronę skóry w tak niskim zakresie. Z pewnością lepiej jest chronić skórę chociaż tak niskim faktorem, niż nie chronić jej w ogóle!

2. Aplikacja kremu z filtrem na makijaż
Metodę tę próbowałam tylko na podkładzie mineralnym i sprawdza się wzorowo- aplikując krem bezpośrednio na minerałki, sprawiamy, że ścierają się one równomiernie ale niecałkowicie. Filtr bez trudu się rozprowadza, nie powstają smugi ani odcięcia. Krem ładnie się wchłania i nie zwiększa błyszczenia się cery. Po wchłonięciu skóra wciąż ma lekko wyrównany koloryt, jednak jeśli borykacie się z rumieniem, będzie trzeba odrobinę poprawić makijaż.

3. Zmycie makijażu
Jeśli możemy sobie pozwolić na zmycie makijażu, warto je wykonać, by prawidłowo przygotować twarz do nałożenia filtru- szczególnie skóry ze skłonnością do zapychania będą preferowały całkowite zmycie makijażu i jego ponowną aplikację niż nakładanie filtru na makijaż. Jednak żeby nie zaburzać funkcji skóry i przypadkiem nie doprowadzić do naruszenia bariery hydrolipidowej, proponuję zastosowanie tylko olejku lub tylko płynu micelarnego (i zmycie wodą, by nie pozostawić substancji myjących na skórze, to tylko doprowadzi do pogorszenia stanu cery!)- oczyszczanie dogłębne (tj. drugi etap oczyszczania- przy pomocy żelu, pianki, emulsji czy glinki) należy wykonywać tylko rano i wieczorem, sięganie co 2h po preparat dogłębnie oczyszczający mógłby doprowadzić do rozregulowania pracy gruczołów łojowych. 

Osobiście stosuję te metody zamiennie: w tygodniu aplikuję krem z filtrem rano, przed wyjściem do pracy a także przed wyjściem z niej- nawet, jeśli mam w planach tylko przejazd samochodem z miejsca pracy do mieszkania, smaruję się kremem z filtrem od stóp do głów- filtr nakładam wtedy na makijaż a po jego wchłonięciu poprawiam podkład mineralny. Natomiast weekendami, gdy sporą część dnia spędzam na zewnątrz, zamiennie stosuję wszystkie metody: gdy słońce nie świeci w pełni a ja zamierzam spędzać czas w cieniu, poprawiam tylko podkład mineralny. Gdy już słońce zaczyna mocno dawać się we znaki, mimo spędzania czasu w cieniu, nakładam krem z filtrem na makijaż, ale także znajduję czas przynajmniej na jedno całkowite zmycie makijażu. Wtedy używam olejku do demakijażu Vianek: nanoszę dłońmi na twarz, wykonuję masaż, po czym zmywam zwilżonymi płatkami kosmetycznymi. Mimo, że na skórze pozostaje lekko tłusty film, nakładam krem z filtrem- umożliwia on emulgację resztek olejku, dlatego skóra nie błyszczy się, nie powstają niedoskonałości a nałożony podkład mineralny utrzymuje się nienagannie. Oczywiście cery ze skłonnością do komedogenności będą preferowały zmywanie płynem micelarnym, który nie zostawia filmu na skórze, jednak jak wspomniałam wcześniej, bardzo ważne jest, by po umyciu twarzy micelem, spłukać jego resztki wodą! W przeciwnym razie taki zabieg tylko pogorszy stan cery.


Mimo, że krem z wysokim filtrem powinien skutecznie chronić skórę przed promieniowaniem UV, dla pewności stawiam także na mechaniczną barierę i... zawsze wsiadając do samochodu zakładam powyższe rękawki ;).

Moja skóra niesamowicie szybko się opala- wystarczy kilka minut spędzonych w samochodzie i już obserwuję zmianę kolorytu skóry. Niestety, opalenizna z samochodu nie wygląda estetycznie ponieważ jest asymetryczna. Nie chciałabym mieć lewej części ciała bardziej opalonej (a w przyszłości też bardziej przebarwionej i cieńszej- kojarzycie historię tego Pana?), dlatego ratuję się dodatkowo rękawkami. Spisywały się one głównie w czasie, gdy pracowałam jako dermokonsultantka i nierzadko spędzałam godzinę czy dwie za kierownicą. Aktualnie zakładam je nawet wtedy, gdy mam zamiar jechać tylko do sklepu.

Rękawki zamówiłam na aliexpress, są wykonane z cienkiej bawełny. Są przewiewne, nie sprawiają, że jest mi gorąco. Możecie także samodzielnie wykonać takie rękawki ze starej koszulki- wystarczy odciąć je i zrobić nacięcie na kciuk- moje rękawki nie mają nawet żadnych ściągaczy ani gumek.

Być może niektóre z Was pomyślą, że przesadzam, że za bardzo unikam słońca i blokuję syntezę witaminy D. I tutaj warto wspomnieć, że nawet poprawna i częsta aplikacja kremów z filtrem ani także chronienie skóry odzieżą nie blokuje w 100% docierania do skóry promieni UV. Synteza witaminy D przebiega także w czasie stosowania preparatów promieniochronnych a i tak każdy z nas- niezależnie, czy stosuje fotoprotekcję, czy też nie- ma niedobory witaminy D. Dlatego niezależnie od naszego podejścia do filtrów, powinniśmy pamiętać o suplementowaniu witaminy D dzięki zbilansowanej diecie.


Zniszczeń spowodowanych fotostarzeniem nie da się cofnąć- jako dermokonultantka bardzo często spotykałam Pacjentki skarżące się na plamy słoneczne (starcze) i przebarwienia- nawet nie wiecie, jak bardzo chciałabym móc polecić tym Paniom specyfik na te zmiany, niestety nie istnieje preparat, który całkowicie usunąłby je, a tym bardziej zmarszczki czy popękane naczynka wynikające z ekspozycji skóry na UV. Dlatego najłatwiej jest zapobiegać- i w tym przypadku oprócz ochrony kremem z filtrem, stawiam na stosowanie antyoksydantów. Oczywiście nie można przyjąć, że aplikując po opalaniu kosmetyk bogaty w antyoksydanty zniwelujemy do zera skutki promieniowania UV- antyoksydanty częściowo wyłapią wolne rodniki i warto mieć na uwadze, że to proces spowalniający starzenie a nie całkowicie hamujący.

Z tego też względu na noc stosuję następującą mieszankę olejów (każdego po 5g):
- olej z kiełków pszenicy- posiada najwyższą zawartość witaminy E ze wszystkich olejów, która odpowiada za właściwości antyoksydacyjne;
- olej z pestek winogron- bogaty w resweratrol, antyoksydant;
- olej z czarnuszki- mój ulubiony olej, dzięki któremu zażegnałam trądzik- dzięki tymochinonowi wykazuje właściwości antyoksydacyjne;
- masło z awokado- skórę po ekspozycji na tak wymagające warunki jakimi jest ostre słońce, należy odżywić i nawilżyć. W tym celu sięgam po masło awokado, które nie jest komedogenne a pozostawia skórę aksamitnie gładką i miękką.


W tym sezonie wypróbowałam także Chitozan Naturalny Sun- spray z pantenolem do stosowania po oparzeniach słonecznych. Preparat bardzo mnie zaciekawił, ponieważ chitozan to polisacharyd (cukier) nierozpuszczalny w wodzie co sprawiało, że nie był wykorzystywany w preparatach naturalnych, ponieważ jego wprowadzenie w formulację wiązałoby się z zastosowaniem substancji niedopuszczonych do stosowania w kosmetykach naturalnych. Jednak doktorzy i profesorowie z zespołu naukowego AG medica (Polska!) opracowali technologię rozpuszczania chitozanu w wodzie, dzięki czemu może on być stosowany nawet w kosmetykach naturalnych!

Sam chitozan to humektant (wiąże wodę w naskórku) ale także wykazuje właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Z powodzeniem może być stosowany na skórach wrażliwych i alergicznych, ponieważ nie wywołuje podrażnień. Pozyskiwany jest z pancerzy skorupiaków.

Skład tego preparatu jest prosty i w 100% naturalny: Aqua, D-Panthenol, Chitosan, Carbon dioxide! Jest to fantastyczna alternatywa dla pantenolu znanego z apteki- te nierzadko zawierają PEG, czy glikole. 

Mój facet nie jest entuzjastą kremów promieniochronnych, mimo, że staram się go pilnować, z własnej woli nie sięgnie po krem z filtrem, czego konsekwencją są poparzenia. W tym sezonie ratuje nas właśnie Chitozan Naturalny Sun i już po chwili od pierwszej aplikacji TŻ poczuł ulgę!

Z chitozanem spotkałam się po raz pierwszy w sklepie Naturealne i stamtąd też pochodzi mój egzemplarz- można także zamówić produkt bezpośrednio u Producenta. 

Bardzo się cieszę, że powstaje nowa polska firma kosmetyków naturalnych i mocno trzymam kciuki za ich dalszy rozwój zwłaszcza, że są to osoby posiadające ogromną wiedzę i ich kierunek badań zmierzający ku naturalnym preparatom utwierdza mnie po raz kolejny w przekonaniu, że "Naturalne jest Lepsze"!
 

Jestem ciekawa, jak Wy chronicie się przed promieniowaniem UV i fotostarzeniem skóry! Może macie jakieś swoje triki? Chętnie się z nimi zapoznam!

Pozdrawiam serdecznie!
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl