[535.] Aktualna pielęgnacja ciała

[535.] Aktualna pielęgnacja ciała

Nie tak dawno opisywałam Wam swoją pielęgnację włosów oraz twarzy - pomyślałam, że idąc tym tropem, pokażę Wam również kosmetyki, jakie aktualnie wykorzystuję do ciała: zebrało się kilka ciekawych produktów, o których chciałabym Wam wspomnieć.


Mydło cedrowe Babuszki Agafii

Jak już wiecie, jestem w posiadaniu (a raczej byłam, bo niedawno zdenkowałam) mydła cedrowego Babuszki Agafii. To bardzo uniwersalny kosmetyk, który z powodzeniem wykorzystywałam do mycia włosów oraz ciała. Mydło - jak już wspominałam w poście dot. aktualnej pielęgnacji włosów - jest mydłem jedynie z nazwy i pod względem składu jest to bardzo gęsty żel. Tak gęsty, że w konsystencji przypomina galaretkę. Posiada przyjemny, delikatny, ziołowy zapach, który nie pozostaje na skórze.

Mydła - Kompendium Wiedzy
Porównanie siły substancji powierzchniowo-czynnych stosowanych w kosmetykach myjących

Mydło jest niezwykle wydajne, niewielka ilość dobrze się pieni dzięki czemu łatwiej jest zaaplikować produkt na większą powierzchnię skóry. Kosmetyk nie podrażnia, nie wysusza skóry, pozostawia ją przyjemnie gładką i miękką.

INCI:
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene


Jedna z Was słusznie zwróciła mi uwagę, że mierzyłam pH tego produktu już dawno, gdy miałam go po raz pierwszy - mierzyłam go przy pomocy papierka lakmusowego i wynik mnie zaniepokoił (wskazywał na pH powyżej fizjologicznego). Niestety w toku pracy niejednokrotnie miałam okazję się przekonać, że pomiar wartości pH wykonywanej przy pomocy papierka lakmusowego a pehametru potrafią znacznie różnić się od siebie - zwłaszcza mało miarodajne są papierki lakmusowe o szerokim spektrum wartości pH: 1-14 a właśnie z takich korzystałam mierząc pH tego mydła. Niestety, gdy ten komentarz został mi zadany, mydło już skończyłam a wcześniej nie przyszło mi do głowy sprawdzić jego pH przy pomocy pehametru. Obiecuję, że jeśli znów zdecyduję się na zakup tego kosmetyku, sprawdzę jego pH! Po wykończeniu jednego opakowania nie zaobserwowałam żadnych negatywnych zmian, wręcz kondycja skóry była nienaganna. Jednak nawet zadowolenie ze stosowanego produktu nie byłoby w stanie przekonać mnie do stosowania kosmetyku o nieodpowiednim pH - dlatego pomimo iż wiem, że mydła w kostkach pozostawiają przyjemną, nawilżoną skórę, nie będę po nie sięgać - problemy zaczynają się nawet po kilku miesiącach ich stosowania! Pomimo uczucia nawilżenia, jednocześnie odczuwamy odwodnienie, na skórze sukcesywnie pojawiają się suche skórki, dochodzi do wzmożenia keratynizacji... Kosmetyki to nie zabawki, należy do nich podchodzić z rozwagą, jak do produktów przeznaczenia medycznego czy farmaceutycznego - o czym wiele osób zapomina.

Cena: ok. 16 zł / 300 ml

Link do sklepu


Rewitalizujący balsam do ciała Naturativ

Po kąpieli warto pamiętać o systematycznym nawilżaniu skóry. Jednak kto lubi latem używać balsamów pozostawiających film na skórze? Nie należę do wyjątków, dlatego zdecydowałam się na balsam cieszący się opinią dobrze wchłanialnego - wersja rewitalizująca Naturativ. Faktycznie produkt szybko się wchłania i niemal nie pozostawia filmu na skórze. Jest on wyczuwalny ale bardziej w odczuciu nawilżonej, gładkiej, miękkiej skóry a nie lepkiej lub tłustej warstwy. Z powodzeniem mogę stosować go na dzień, bez obaw o dyskomfort podczas ciepłych dni!


Balsam rewitalizujący Naturativ mocno regeneruje skórę i wspomaga jej gojenie - wspominałam Wam już przy okazji artykułu o filtrach UV, że nabawiłam się wysuszenia skóry przez stosowanie kremu z filtrem mineralnym Bioderma i właśnie ten balsam pomógł mi w odbudowie szczelności naskórka i bariery hydrolipidowej - zmiękczał powierzchnię skóry, chronił przed wpływem czynników zewnętrznych i mocno nawilżał, przez co naskórek miał prawidłowe warunki do odbudowy. Po tygodniu nie było śladu po przykrym doświadczeniu!

Zapach nigdy nie jest decydującym kryterium, którym kieruję się podczas wyboru kosmetyków, jednak - jak większość z nas - lubię kosmetyki o przyjemnym aromacie. A ten balsam pachnie obłędnie! Zapach kojarzy mi się z...  żółtymi cukierkami Nimm2 - cytrusowo, świeżo, w sam raz na lato! Także jeśli poszukujecie balsamu idealnego na letni okres, to polecam przyjrzeć się bliżej temu produktowi!


Aktualnie balsam zmienił swoją szatę graficzną, jednak skład i działanie pozostają bez zmian:

INCI:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Orbignya Oleifera Seed Oil, Glycerin, Camellia Sinensis Leaf Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Betaine, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii, Cetearyl Glucoside, Stearic Acid, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citral, Geraniol, Citronellol, Linalool, Limonene

Cena: ok. 60 zł / 200 ml

Link do sklepu

Regenerujący krem do rąk Vianek

Ostatnio wypróbowałam kilka rodzajów kremów do rąk i planuję dla Was całkiem osobny wpis - trafiłam na tak przeróżne konsystencje, że każdy z nich sprawdziłyby się na innej skórze, w innej sytuacji. Dziś opiszę aktualnie stosowany krem i jest to wersja regenerująca Vianek. Jest to dość gęsty krem do rąk, chociaż za bardziej treściwe uważam wersję odżywczą Vianek, regenerującą Sylveco i Biolaven. Jednak krem bardzo skutecznie nawilża skórę, odżywia i wspomaga jej regenerację. Krem Vianek stosuję po każdym umyciu rąk dzięki czemu są przyjemnie gładkie i miękkie. Chociaż latem moje dłonie niemal nie wymagają traktowania kremem, to mam na uwadze, że ich jak najlepsza kondycja w łaskawym, ciepłym wiosenno-letnim okresie zapewnia lepszą tolerancję skóry w późniejszym, jesienno-zimowym czasie. Oczywiście nie bez powodu zostaje wybór kosmetyków myjących do rąk - bez zmian są to produkty Sylveco (nie tylko ich nawilżający żel do rąk ale również ich żele do ciała lub szampony - wszystkie te kosmetyki opierają się o delikatne substancje myjące a także mają fizjologiczne pH więc można każdy z nich zastosować do mycia rąk. Kieruję się głównie... zapachem, jaki aktualnie mi się podoba!)

Jak zadbać o pielęgnację dłoni?
Sposoby i kosmetyki na mocno przesuszone dłonie


Krem regenerujący Vianek zaintrygował mnie głównie ze względu na obecność ekstraktu z morwy o właściwościach rozjaśniających przebarwienia. Chociaż sama nie mam z tym problemem do czynienia to niejedna Pacjentka w czasie dermokonsultacji pytała o preparat rozjaśniający plamy posłoneczne na dłoniach. Ponadto kosmetyk posiada przyjemny, "ciepły" i słodki zapach o pomarańczowej nucie, który uprzyjemnia jego stosowanie!

INCI:
Aqua, Linum Usitatissimum Seed Oil, Glycerin, Urea, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Butyrospermum Parkii Butter, Oenothera Biennis Seed Oil, Glyceryl Stearate, Lecithin, Persea Gratissima Butter, Morus Alba Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Xanthan Gum, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Phytic Acid, Benzyl Alcohol Dehydroacetic Acid, Parfum, Limonene 

Cena: ok. 17 zł / 75 ml
Link do sklepu


Olejek do pielęgnacji skórek Nacomi

Ostatnio dostaję od Was pytania o to, jak radzę sobie ze skórkami. Odkąd odstawiłam SLS w pielęgnacji dłoni skórki wokół paznokci znacznie się poprawiły. Jednak zdarzają im się "gorsze dni" zwłaszcza w okresie wiosennym - sama nie wiem, dlaczego akurat w tym okresie pojawia się u mnie ten problem, ale mam tak od dziecka. Dlatego zaopatrzyłam się w olejek Nacomi - nieczęsto sięgam po produkty tej firmy a mają ładne składy INCI dlatego chciałabym bliżej się z nimi zapoznać. Olejek zamknięty jest w opakowanie 15 ml a więc wystarcza na całkiem długi czas (ok. 2-3 miesięcy codziennego stosowania). W opakowaniu znajdziemy pipetkę, która ułatwia aplikację produktu i zapewnia maksimum higieny.

Olejek stosowałam każdego wieczoru, tuż przed pójściem spać - aplikowałam po kropli olejku na każdy paznokieć a następnie wmasowywałam produkt zarówno w paznokieć jak i skórki wokół. Zaobserwowałam, że najlepsze efekty olejek wykazuje po połączeniu z kremem - czyli najpierw wcierałam w skórki krem a na niego olejek (sam olejek ani sam krem nie dał aż tak spektakularnych efektów) - po stosowaniu w tej sposób preparatu skórki stały się wyjątkowo odporne na odwodnienie, nie odstają a paznokcie prezentują się schludnie i elegancko.

Na sam koniec musze wspomnieć o przepięknym zapachu tego kosmetyku - firma Nacomi wyróżnia się spośród innych marek kosmetyków naturalnych właśnie wyjątkowymi, słodkimi, apetycznymi aromatami. Nie każdy przepada za tego typu nutami zapachowymi, jednak o gustach się nie dyskutuje - w mojej opinii zapachy Nacomi uprzyjemniają stosowanie ich kosmetyków.

INCI:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ricinus Communis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum, Equisetum Arvense Extract, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil.

Cena: ok. 9 zł / 15 ml
Link do sklepu
 

Czy miałyście któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? A może zaciekawiłam Was którymś w nich? Czekam na Wasze komentarze!

Nie zapomnijcie, że sprawdzam hasztag #kosmetologianaturalnie na IG i zerkam, co u Was słychać! ;)

Pozdrawiam serdecznie!
[534.] Bananove love

[534.] Bananove love

Zapach kosmetyku nigdy nie jest dla mnie wytyczną, którą się kieruję - ważniejszy jest dla mnie skład i działanie. Jednak pomimo tego rygoru nie potrafię oprzeć się kosmetykom o ujmujących aromatach. Najbardziej lubię zapachy pudrowe, w typie wodnym, czy "świeżego prania" natomiast owocowe nuty od razu poprawiają mi humor i pobudzają do działania! Jednym z zapachów, któremu nie potrafię się oprzeć jest banan - o ile prawdziwy, świeży banan ma niemal niewyczuwalny aromat o tyle kosmetyczna wersja odpowiadająca aromatowi banana sprawia, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Ten zapach szczególnie dobrze komponuje się z letnią beztroską i sprawia, że uśmiech sam pojawia się na twarzy.


W ostatnich tygodniach natrafiłam aż na 3 kosmetyki o naturalnym składzie INCI, które posiadały bananowy aromat. Dziś chciałabym Wam je opisać - zwłaszcza, jeśli podobnie jak ja, lubicie owocowe nuty!

Tegoroczny szał na kosmetyki bananowe rozpoczął się u mnie początkiem czerwca, gdy dowiedziałam się od Was, że Fructis wypuścił 4 maski do włosów o naturalnym składzie, w tym jedna w wersji bananowej (pochwaliłam się Wam maską Fructis o dobrym składzie, którą przywiozłam z Ukrainy a Wy zalałyście mnie wiadomościami, że maski te są dostępne również w Polsce!). Do tej pory stosowałam jedynie wersję papaja i najwyższa pora, by wypróbować inną - tym razem mój wybór padł oczywiście na banan i zaobserwowałam, że jest to wersja, która najszybciej znika ze sklepowych półek - nie wiem tylko, czy bardziej chodzi o działanie, czy może zapach?

Recenzja maski Garnier Fructis Superfood Papaya (wersja ukraińska)
Porównanie masek Garnier Fructis Superfood/Hairfood Papaya w wersji polskiej i ukraińskiej



Zapach tej maski nie jest typowo bananowy - jest słodki i troszkę ciężki, z wyczuwalną nutą wanilii. Mogłabym wręcz go określić jako waniliowy budyń z dodatkiem banana - a że lubię zarówno aromat wanilii jak i banana, to zapach jak najbardziej przypadł mi do gustu! Co dodatkowo bardzo mnie cieszy - zapach utrzymuje się na włosach jeszcze przez długi czas od ich umycia!

Skład INCI maski:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Oil, Musa Paradisiaca Fruit Extract, Glycine Soja Oil/Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Persea Gratissima Oil, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Eugenol, Coumarin, Benzyl Alcohol, Parfum/Fragrance


Maska posiada przyjemną - budyniową - konsystencję, która bez trudu aplikuje się na włosach. Mocno je wygładza, dyscyplinuje, nawilża i zapobiega puszeniu. Po zastosowaniu włosy są gładkie i lśniące. W porównaniu do wersji z papają, ta maska jest znacznie mocniej wygładzająca, mogłabym polecić ją osobom mającym problem z suchymi, wysokoporowatymi włosami. Osobiście muszę uważać na to, ile maski aplikuję - jeśli nałożę zbyt dużo, nadmiernie obciąża kosmyki (mam tendencję do tracenia objętości włosów).

Cena: ok. 25 zł / 390 ml
Link do sklepu


Drugim kosmetykiem o aromacie banana, który niesamowicie mnie ucieszył, jest pianka do mycia rąk dla dzieci firmy Cien! Jest to kosmetyk dostępny tylko w sklepach sieci Lidl ale dzięki temu łatwo dostępny i w przystępnej cenie (6 zł!).

Pianka ta jest nowością w Lidlu i występuje jeszcze w innych wariantach zapachowych: malina, coca-cola i sensitive. Skład pianki jest wzorowy, Producent gwarantuje nam fizjologiczne pH dlatego produkt mogą stosować nie tylko dzieci (od 1 roku życia, co jest wyszczególnione na etykiecie) ale i dorośli! Piankę wykorzystuję do mycia ciała, wypróbowałam ją również do mycia twarzy - na cerze nie powoduje uczucia dyskomfortu ("ściągnięcia") a na skórze nie powoduje swędzenia. Pianka jest puszysta, aplikuje się ją bez trudu a po jej zastosowaniu skóra jest aksamitnie gładka! Zapach banana jest wyczuwalny, ale nie jest mocny ani przesadzony - nie jest męczący po kilku użyciach, co często zdarza się w przypadku owocowych aromatów!


W składzie pianki znajdziemy same delikatne substancje myjące, dlatego będę po nią z pewnością sięgać systematycznie! Mam nadzieję, że nie zostanie szybko wycofana ze sprzedaży.

Skład INCI pianki:
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Avena Sativa Kernel Extract, Citric Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Denatonium Benzoate 

Cena: 6 zł / 300 ml
Dostępność: na wyłączność sklepów Lidl


Ostatnim kosmetykiem bananowym, który mnie wręcz uzależnił, jest bananowy krem do ciała "Banana MilkShake" Organic Therapy, który faktycznie aromatem przypomina bananowy shake - jest słodki ale również nie przesadzony ani nie mdlący. Aromat długo utrzymuje się na skórze i pozytywnie nastraja na cały dzień!

Krem posiada mocne właściwości nawilżające, sprawia, że skóra jest przyjemnie gładka i miękka. Dobrze się wchłania i pozostawia na skórze bardzo delikatny, zmiękczający film. Pomimo mało zachęcającego opakowania (plastikowy słoik) daje się łatwo wydobyć a podczas aplikacji nie powoduje rolowania ani bielenia na skórze.


W składzie poza odżywczym bananem (bogaty w potas i wit. z grupy B), znajdziemy masło shea, awokado i olej makadamia - każda z tych substancji bardzo dobrze sprawdza się na mojej skórze, dlatego nie dziwię się, że tak bardzo przypadł mi do gustu! Dodatkowy punkt za palmitynian izopropylu (substancja zapobiegająca utracie wody z naskórka), ponieważ to właśnie on odpowiada za uczucie aksamitnej gładkości skóry (jest to substancja dopuszczona do stosowania w kosmetykach naturalnych).

Skład INCI balsamu:
Aqua with infusions of Organic Vanilla Planifolia Seed Extract, Organic musa Acuminata Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Butyrospermum Parkii Butter, Octadecanol, Coco-Caprylat/Caprat, Glycerin, Isopropyl Pamitate, Glyceryl Stearate, Organic Hydrogenated Avokado Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid

Cena: ok. 35 zł / 450 ml (aktualnie w Lidlach i Auchan jest na niego promocja i można go dostać w cenie znacznie niższej!)
Link do sklepu


Jestem bardzo ciekawa, czy spotkałyście się już z powyższymi kosmetykami i jak spisują się one u Was? A może któreś z powyższych kosmetyków macie już od jakiegoś czasu na oku?

Pamiętajcie, że zaglądam na Instagramie na hasztag #kosmetologianaturalnie i sprawdzam, co u Was słychać i jakie naturalne kosmetyki aktualnie stosujecie!

Lubicie zapach bananowych kosmetyków, czy może jednak jest dla Was zbyt słodki?

Pozdrawiam serdecznie!
[533.] Wasze Historie - Martyna

[533.] Wasze Historie - Martyna


Dziś chciałabym podzielić się z Wami kolejną historią jednej z Was, Czytelniczek. Historia Martyny jest wyjątkowa i daje wiele do myślenia - chociaż skupiona wokół naturalnej pielęgnacji, można wyczuć emocje towarzyszące trudnej sytuacji, w której autorka się znalazła.

Nie wiem, czy gdybym była na miejscu Martyny, miałabym tyle siły co ona! Zresztą zapraszam do lektury - już pierwszy akapit wgniata w fotel.


"I. POCZĄTEK
Wszystko zaczęło się właściwie od mojej choroby. Najpierw była operacja i utykanie, a potem poszło lawinowo i wylądowałam na wózku inwalidzkim. Z dnia na dzień przestałam pracować, chodzić na zajęcia i normalnie funkcjonować. Przy tak dużej ilości wolnego czasu, a jednocześnie ograniczeniach mojego ciała, mogłam wybrać dwie drogi: załamać się i poddać, albo walczyć o przywrócenie jako takiej sprawności i znaleźć sobie nowe zajęcia, dzięki którym nabiorę więcej ochoty do życia. Nie minęło sporo czasu, kiedy zaczęłam dowiadywać się o szkodliwości współczesnych kosmetyków. Byłam zaskoczona, gdy odkryłam jak wiele chemii jest w kosmetykach, które używam i jaki może to mieć negatywny wpływ nie tylko na stan mojej cery czy włosów, ale również na moje zdrowie.

W tamtym okresie walczyłam z przetłuszczaniem się skóry głowy i jednocześnie sianowatymi końcami. Krótko mówiąc- stan moich włosów nie był najlepszy. Z cerą bywało różnie, od czasu do czasu miałam krostę i często wysypy zaskórników. Jednego dnia podjęłam męską decyzję i wyrzuciłam wszystkie kosmetyki jakie używałam- szampon z SLSem i masą innej chemii, odżywki do włosów z SLSem i alkoholem (!), żel pod prysznic i do twarzy oraz toniki złożone z samej chemii. Mój mężczyzna był zaskoczony moim posunięciem, ale ja miałam już przygotowany plan. Poprosiłam koleżankę o pomoc i wysłałam ją do jedynej naturalnej mydlarni, jaka była w tamtym czasie w mieście. Kupiła mi do mycia zwykłe mydło Aleppo oraz olej arganowy do cery i olej kokosowy i z awokado do ciała i włosów. W Rossmannie kupiła mi szampon dla dzieci BabyDream. Do złuszczania sama stworzyłam sobie peelingi, a do tonizowania używałam naparu z ziół plus odrobiny octu jabłkowego mojej babci. Patrząc na moje początki muszę przyznać, że zafundowałam sobie wtedy spory minimalizm, ale nigdy nie żałowałam tej decyzji.



II. PIERWSZE EFEKTY
Pierwsze pozytywne efekty zauważyłam na włosach. Mycie szamponem na bazie delikatnych substancji myjących z wyciągiem z rumianku i pantenolem i brakiem połowy tablicy Mendelejewa spowodowało, że wreszcie nie musiałam myć włosów codziennie. Przestały się tak przetłuszczać, więc ograniczyłam mycie do 2-3 razy w tygodniu, co z kolei spowodowało, że odżyły moje końcówki. Po tym szamponie włosy były zawsze miękkie i lśniące. Polubiliśmy się na tyle, że używam go nadal od kilku lat. Olejowanie włosów przed każdym myciem bardzo je wzmocniło, sprawiło, że stały się lśniące, zdrowe i końcówki przestały się rozdwajać w zastraszającym tempie.


Ciało było zadowolone z mycia zwykłym mydłem, bardzo polubiłam również natłuszczanie skóry olejem kokosowym. Wreszcie przestałam walczyć z suchą skórą na nogach i zauważyłam, że skóra bardziej się ujędrniła, pomimo, że wtedy moje nogi przypominały kości obleczone skórą, niż prawdziwe, zdrowe nogi. W tamtym czasie ciągle robiłam jakieś peelingi- a to cukier, cynamon i miód, a to świeże kwiaty piwonii łączyłam z miodem, cukrem i olejem arganowym. Naturalne zapachy przypadły mi do gustu o wiele bardziej niż sztuczne.



Twarz nie polubiła się z mydłem Aleppo, dlatego zrobiłam po raz pierwszy czarne mydło Savon Noir i na to rzeczywiście dobrze zareagowała. Odstawiłam kremy z parafiną i innym syfem na rzecz oleju arganowego, dzięki czemu stała się bardziej gładka. Były to moje pierwsze próby w kierunku naturalnej pielęgnacji, bardziej lub mniej udane, ale ciągle obserwowałam swoją skórę i w pewnym momencie zaczęłam intuicyjnie dobierać jej produkty, które rzeczywiście przynosiły same pozytywne efekty. Z czasem zaczęłam tworzyć coraz więcej kosmetyków i to przerodziło się w prawdziwą pasję, która trwa do dziś. I to właśnie prowadzenie bloga i pasja do tworzenia naturalnych kosmetyków dawały mi wiarę w moje możliwości i sprawiły, że się nie poddałam i zrozumiałam, że ograniczenia mojego ciała to nie wszystko, jest coś poza tym. Naturalna pielęgnacja zmieniła nie tylko moje podejście do dbania o swoją skórę i włosy, ale także do mojej choroby. Przestałam się jej wstydzić, przestałam wstydzić się wózka.


III. REAKCJA OTOCZENIA
Jak na tę przemianę zareagowali moi bliscy? Pozytywnie. Mój mężczyzna pomimo początkowego zdziwienia, szybko zaczął wspierać moją pasję. Moja babcia z przyjemnością zaczęła dzielić się ze mną zebranymi ziołami i zawsze z zainteresowaniem przysłuchuje się jakie tworzę produkty i dlaczego naturalne dbanie o siebie jest ważne. Stała się również fanką mydła Aleppo i mojego rumiankowego szamponu. Moja mama szybko połknęła bakcyla i od dawna przed kupnem jakiegokolwiek kosmetyku radzi się mnie. Ona także kocha Aleppo, natłuszcza twarz tylko i wyłącznie olejem arganowym i masłem shea, do mycia włosów używa tylko mojego szamponu, a do ciała wystarczają jej olej kokosowy lub masło kakaowe.

IV. PRZEŁOM
Ponad półtorej roku temu w moim życiu nastąpił przełom. Wreszcie trafna diagnoza, leki i ciężka rehabilitacja, dzięki której stanęłam na nogi. Rok temu wróciłam do normalnego życia, ale nie zapomniałam o swojej pasji. Trochę się jednak zmieniło. Pierwszym impulsem było spotkanie z Tobą na jesiennej edycji Ekotyków w Krakowie. Niby stosowałam naturalną pielęgnację i wydawało mi się, że wszystko robię dobrze, a tu nagle wyszły problemy z naczynkami i wrażliwością. Poradziłaś mi wtedy, żebym podarowała sobie swoje czarne mydło, a postawiła na łagodniejszy żel. Podjęcie tej decyzji nie było łatwe, a wiesz dlaczego? Tworząc swoje kosmetyki chciałam, żeby były najlepsze, żeby zawsze perfekcyjnie działały. A tu nagle okazało się, że moje czarne mydło do ciała jest super, moja twarz przez pewien czas też je lubiła, ale teraz już tak nie jest. Podobny zawód przeżyłam chwilę później z moimi tonikami. Skóra ewidentnie zaczęła się po nich czerwienić i piec, a więc pomimo, że włożyłam w ich przygotowanie wiele serca, zrobiłam je z ekologicznych ziół i samych naturalnych składników- to zwyczajnie mnie uczuliły! Na szczęście w porę zrozumiałam, że takie myślenie tylko mi szkodzi i mnie ogranicza, jak niegdyś myślenie o wózku. Przestałam się dąsać i poszłam za głosem swojej skóry. Dobrałam jej takie produkty, które rzeczywiście jej służą i widzę pozytywne efekty. A że część z nich jest kupiona, a nie mojego autorstwa? Nie szkodzi, najważniejsze jest, by moja skóra wyglądała dobrze, wtedy i ja czuję równie dobrze.

V. MOJA AKTUALNA PIELĘGNACJA
Zacznę od włosów, czyli tego co od lat nie sprawia mi żadnych problemów. Nadal używam szamponu BabyDream, czasem swojego rumiankowego. Oba działają super. Obecnie nadal przed każdym myciem olejuję włosy. Używam do tego oleju kokosowego, a czasem jojoba.


Moje ciało dzięki ruchowi wygląda teraz znacznie lepiej, a i naturalne kosmetyki dobrze na nie działają. Do mycia używam mydeł z polskich manufaktur (szczególnie wielbię lawendowo- rumiankowe z Republiki Mydła i Dworzyska oraz Geranium i Lawendę z Manufaktury Mewa). Czasem zmieniam je na żele pod prysznic z Vianka lub z malwy i szarłatu Alterry. Do nawilżania używam tylko i wyłącznie własnych musów na bazie naturalnych olejów i maseł. Moje nogi kochają mój mus pomarańczowo- cynamonowy, czekoladowy i lawendowy. Stosuję autorskie peelingi na bazie soli, kawy, ziół i kwiatów, miodu, itp. Jako ochrona przeciw poceniu używam teraz balsamu Alterry z szałwią i melisą.


Moja cera, czyli najbardziej kapryśne stworzenie w moim ciele, aktualnie ma się całkiem nieźle. Myję ją łagodnym żelem z Vianka i mam w planach stworzenie łagodnego żelu na bazie kwiatów kasztanowca, róży i bzu (zobaczymy czy jej się spodoba). Do tonizowania używam teraz hydrolatu z kwiatów gorzkiej pomarańczy lub z róży i tylko wody kwiatowe są akceptowane. Do zmywania tuszu do rzęs używam tylko i wyłącznie olejku jojoba. Od czasu do czasu funduję cerze maseczkę, zwykle na bazie glinek, zmielonych płatków owsianych, kwasu hialuronowego, hydrolatu, czasem dodaję jeszcze zioła. Zwykle dwa razy w tygodniu stosuję serum własnego autorstwa na bazie oleju z dzikiej róży, oleju z rokitnika, oleju jojoba, kwasu hialuronowego i witaminy E.


A tak wyglądam aktualnie bez makijażu (poza tuszem na rzęsach) i bez żadnych filtrów:


Mam nadzieję, że moja historia Cię nie znudziła, a w jakiś sposób była dla Ciebie inspirująca. Pozdrawiam,
Martyna"


Dopiero teraz, gdy już wiecie, że wszystko dobrze się skończyło, mogę dodać coś od siebie - dobrze pamiętam spotkanie z Martyną, chociaż nie trwało zbyt długo. Martyna odwiedziła mnie w Krakowie, gdy prowadziłam dermokonsultacje na Ekotykach - jej twarz była zaogniona i mocno zaczerwieniona. Patrząc na powyższe zdjęcie niezmiernie się cieszę, że moje drobne wskazówki były pomocne. A w kwestii mydeł do pielęgnacji ciała - omówiłyśmy z Martyną ten temat i jest poinformowana o moim stanowisku względem nich.

A jeśli Wy nie wiecie, dlaczego radzę unikać mydeł w pielęgnacji, przypominam:

Powyższa historia ma niesamowite przesłanie i cieszę się, że mogę się nią z Wami podzielić! Nie mam słów by wyrazić jak się cieszę, że finalnie cała historia dobrze się skończyła! Martyno - życzę Ci tylko końskiego zdrowia, bo siłę i pasję masz taką, że mogłabyś nimi obdarować niejedną osobę =) !

Pozdrawiam serdecznie,
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl