[541.] Jak spakować kosmetyki do bagażu podręcznego w samolocie?

[541.] Jak spakować kosmetyki do bagażu podręcznego w samolocie?

Okres urlopowy w pełni i pojawia się pytanie - jak się spakować, by połowy walizki nie zajmowały kosmetyki?

Zazwyczaj udając się na urlop zabierałam ze sobą pełne opakowania każdego kosmetyku, przez co faktycznie połowę mojej walizki zajmowały kosmetyki. Jednak odkąd podróżuję częściej - głównie drogą powietrzną - nadszedł czas na przemyślane pakowanie kosmetyków.

Jeśli wybieracie się w podróż i zależy Wam na tym, by bagaż zajmował malutko miejsca i ważył jak najmniej - ten post z pewnością okaże się dla Was pomocny!

W przypadku samolotów obowiązują pewne obostrzenia względem wnoszenia kosmetyków na pokład, dlatego będę Wam podawać informacje w odniesieniu do samolotów, gdyby któraś z Was poszukiwała takich informacji. Natomiast poniższe triki z pewnością spiszą się również podczas podróży autobusem, samochodem czy pociągiem.

W przypadku samolotów istnieją dwa rodzaje bagażu (ilość i wielkość uzależniona jest od Linii Lotniczej i taryfy):
- rejestrowany, do którego możemy zapakować kosmetyki w dowolnej ilości i wielkości (łączna masa bagażu zazwyczaj nie może przekroczyć 23 kg na osobę). Bagaż rejestrowany zazwyczaj jest dodatkowo płatny.
- podręczny, który powinien być niewielki, by zmieścić się pod siedzeniem lub na półce bagażowej - przy miejscu odpraw samolotowych znajdują się specjalne metalowe konstrukcje, przy których możemy sprawdzić, czy nasz bagaż spełnia wymagania pod względem wielkości. Do bagażu podręcznego można wziąć jedynie ograniczoną ilość płynów - a więc i kosmetyków płynnych. Łączna masa nie może przekroczyć 1L na osobę a płyny muszą być w opakowaniach nie większych niż 100 ml (czyli maksymalnie możemy spakować 10 opakowań po 100 ml).


Czy da się spakować na cały tydzień w ilość odpowiadającą bagażowi podręcznemu? 

Jak najbardziej!

Przede wszystkim należy zaopatrzyć się w małe opakowania - warto zwracać uwagę, czy zawierają adnotację o możliwej maksymalnej pojemności (np. 50 ml, 100 ml itp.). Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby Kontroler aż tak wnikliwie sprawdzał mój bagaż chociaż wiadomo - lepiej dmuchać na zimne. Mi udało się dorwać świetne zestawy podróżnicze w Ikea (na zdjęciach) - są idealnie zaprojektowane, ponieważ zajmują niewiele miejsca i od razu zawierają niewielki sztywny futerał łatwy do czyszczenia. Równie dobrze spiszą się małe opakowania dostępne w Rossmannie, warto kompletować sobie mini pojemniki po zużytych kosmetykach specjalnie z myślą o ewentualnych podróżach. Małe opakowania potrafią być dosyć drogie gdy potrzebujemy skompletować cały zestaw tuż przed wyjazdem.


Wybierając się na wakacje zawsze ze sobą zabieram:

- Szampon - służy mi nie tylko do mycia włosów ale również twarzy i całego ciała. Dlaczego to szampon jest dla mnie kosmetykiem uniwersalnym a nie żel do higieny intymnej? Ponieważ ważne jest zachowanie pH skóry. Podczas zmiany środowiska, innego klimatu, wody i przymykania oczu na dietę, cera zazwyczaj i tak zaczyna sprawiać kłopoty a więc nie chcę jeszcze pogarszać jej stanu stosując kosmetyk o nieodpowiednim, zbyt niskim pH. Szampony mają pH fizjologiczne (w większości, więcej na ten temat w osobnym artykule: porównanie pH szamponów), więc z powodzeniem mogą być stosowane na całej powierzchni ciała. Jednak dlaczego szampon a nie np. żel do ciała? owszem, z pomocą żelu można byłoby umyć włosy, jednak zawarte w szamponach substancje antystatyczne ułatwiają wygładzenie i rozczesywanie włosów, jednocześnie nie mając negatywnego wpływu na powierzchnię skóry. Dlatego wybieram szampon i dzięki temu zawsze mam pewność, że nie straszę fryzurą, nie muszę także myśleć o sprzęcie do stylizacji. Oczywiście zawsze wybieram szampon oparty o delikatne substancje myjące, by nie naruszać bariery hydrolipidowej skóry.

- Żel do higieny intymnej - zabieram w niewielkiej ilości, nie stosuję go jako kosmetyku uniwersalnego np. do mycia włosów ale jedynie zgodnie z jego prawidłowym przeznaczeniem. Higiena intymna podczas podróży jest niesamowicie istotna - nasz organizm ma styczność z szerszą florą bakteryjną niż dotychczas (nie wiemy, kto przed nami korzystał z wanny, kto spał na naszym materacu, czy korzystał z naszego hotelowego ręcznika - a nigdy nie mamy pewności, czy przedmioty te zostały na pewno dokładnie wyczyszczone).

- Odżywka do włosów - mimo, iż jest to preparat ani nie płynny, ani nie stały, również powinna znaleźć się w opakowaniu do 100 ml (podobnie jak kremy/balsamy). Odżywkę stosuję nie tylko w klasyczny sposób, ale również po zakończeniu myciu włosów i ich rozczesaniu wcieram w końcówki niewielką ilość odżywki w celu zabezpieczenia końców włosów przed urazami. Nie muszę więc zabierać ze sobą biofermentu z bambusa, który służy mi na co dzień do ochrony końcówek włosów.

- Masło roślinne - czasem decyduję się na gotowe masła jak Asoa lub Botanicum Natural SPA ale często wybieram czyste masła (moje ulubione - awokado!). Masło również powinno znaleźć się w opakowaniu do 100 ml. Wykorzystuję je do demakijażu, olejowania włosów, nawilżania rąk (będąc w podróży i korzystając z publicznych toalet, jednocześnie mam kontakt z mydłami do rąk z SLS lub w kostkach a po takich ekscesach dłonie potrzebują nie tylko nawilżenia ale również natłuszczenia), kosmetyku na otarcia, drobne urazy.

Porównanie siły substancji myjących stosowanych w kosmetykach
SLS i SLES - wszystko co powinnyście widzieć!
Mydła w kostce - Kompendium Wiedzy

- Krem - wybieram taki o uniwersalnej formule, który mogę stosować zarówno rano, wieczorem jak i pod oczy. Zazwyczaj krem pakuję w małe opakowanie (ponieważ nie mam potrzeby zabierania ze sobą aż 50 ml kremu) lub korzystam z próbek (najczęściej lekki krem nagietkowy lub brzozowy Sylveco, które zawsze dobrze spisywały się na mojej skórze). Wybierając próbki pamiętajcie, by były w nich kosmetyki, które znacie i dobrze się u Was spisują. Odpuśćcie próbki kosmetyków, z którymi Wasza skóra nie miała styczności, ponieważ szkoda, żeby Wasz urlop zepsuła alergia na kosmetyk lub wysyp niedoskonałości na wskutek nieodpowiadającej Wam konsystencji. Pamiętajcie również, że próbki, które długo leżały w niewiadomym miejscu (np. w szklanej kuli przy źródle światła na ladzie sklepu) mogą być zepsute, dlatego lepszym wyborem niż próbki jest odlanie kosmetyku do mniejszego pojemniczka. Chociaż niewątpliwą zaletą próbek jest ich niewielki rozmiar!

- Hydrolat - chociaż mogłoby się wydawać, że kilkudniowy wyjazd bez tonizacji nie spowoduje większych szkód, to jednak jak wspomniałam przy szamponach - zmiana wody i środowiska przysparzają skórze problemów - dlatego zawsze zabieram ze sobą tonik. Dzięki niemu skóra lepiej znosi zmiany - nawet pomimo stosowania kosmetyków o fizjologicznym pH, bez tonizacji moja cera staje się bardziej reaktywna i pojawiają się na niej niedoskonałości.

- Krem z filtrem - należy mieć na uwadze, że kremy z filtrami to kosmetyki bardziej niestabilne niż inne kosmetyki, dlatego zaleca się ich przechowywanie w ciemnych opakowaniach nieprzepuszczających promieniowania UV. Jeśli jednak nie macie takiego opakowania, po prostu pamiętajcie, by trzymać swoje opakowanie z filtrem w ciemnym miejscu, np. szafie, gdzie promienie słoneczne nie będą mieć dostępu.

- Krem BB - jeśli nie zabieram podkładu mineralnego.


Bardzo ważne - przelewając kosmetyki do mniejszych opakowań, najpierw je odpowiednio przygotujcie! Dokładnie je wyczyśćcie, wyparzcie lub przepsikajcie etanolem. Tuż przed przelaniem kosmetyku wytrzyjcie opakowania, by mieć pewność, że nie ma w nich wilgoci.

Oczywiście w mojej wyjazdowej kosmetyczce nie może braknąć kosmetyków makijażowych - tusz i eyeliner jako produkty o małej pojemności mogą zostać wniesione do bagażu podręcznego bez przelewania do innych opakowań, natomiast produkty sypkie i  stałe: puder, podkład mineralny, opcjonalnie bronzer, róż, rozświetlacz, kredki i pomadki - nie mają ograniczeń poza wspomnianą na początku masą bagażu podręcznego i jego wymiarów przestrzennych. Nie zapominajcie, że kosmetyki makijażowe również bywają uniwersalne: przy pomocy bronzera można podkreślić brwi i wycieniować oko, róż można zaaplikować na usta w celu podkreślenia ich koloru. Osobiście jednak ograniczam się do makijażowego minimum.


Co jeszcze znajduje się w mojej kosmetyczce?
- zestaw patyczków i płatków higienicznych,
- pędzle do makijażu (pomimo metalowych skuwek przechodzą kontrol),
- maszynka jednorazowa do golenia, cążki, pęsetka (te przedmioty mogą zostać zatrzymane przez Kontrolera, jednak osobiście tylko raz zdarzyło mi się skonfiskowanie pęsetki),
- szklany pilniczek,
- gumki i spinki do włosów,
- mini pasta do zębów i mini antyperspirant,
- szczoteczka do zębów,
- etui z okularami i płyn do soczewek (oczywiście przelany do mniejszego opakowania).

Kosmetyczkę zawsze miejcie w takim miejscu w plecaku/torbie, by było łatwo je wyciągnąć - podczas kontroli z bagażu podręcznego należy wyciągnąć nie tylko elektronikę ale również kosmetyki płynne i całą kosmetyczkę. Na niektórych lotniskach jest wymagane, by kosmetyki płynne były dodatkowo spakowane w specjalne woreczki - do zakupu na miejscu - jeśli ilość płynów przekracza miejsce w woreczkach to znak, że masz zbyt dużo płynów. Dlatego należy albo wybrać opakowania z wygrawerowaną pojemnością lub kompatybilnymi do siebie opakowaniami, które nie pozostawią pustych przestrzeni w woreczku. Inne przedmioty, które należy pokazać kontroli - pasek, biżuteria, zegarki, czasem obuwie.


Mam nadzieję, że pomogłam Wam przybliżyć kwestię kosmetyków i podróżowania samolotem. Liczę, że powyższe wskazówki spiszą się również podczas innych podróży!

Gdzie wybieracie się w te wakacje? A może macie już urlop za sobą? Jakie kosmetyki zamierzacie zabrać?

Pozdrawiam serdecznie!
[540.] 99% aloesu w aloesie - jak to możliwe?

[540.] 99% aloesu w aloesie - jak to możliwe?

Pod ostatnim postem dotyczącym aktualnej pielęgnacji włosów dostałam od Was wiele pytań o żel Aloesove. Dlatego przyszła mi do głowy myśl, że warto byłoby zebrać ogólne informacji o żelach aloesowych - przy okazji chciałabym porównać dla Was żele aloesowe po które sięgam - znaną mi od kilku lat Equilibrę jak i nowość - Aloesove.


Aloes na wszystko - czy aby na pewno?

"Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" - znamy to powiedzenie, prawda? Jednak w przypadku aloesu mądrości przysłów odchodzą na bok - aloes to potężna bomba substancji aktywnych o wielokrotnie potwierdzonym naukowo działaniu! Zawiera wiele pierwiastków, w tym: miedź, cynk, chrom, żelazo, sód, potas, wapń, magnez (biorące udział w wielu szlakach metabolicznych), aminokwasy, witaminy (A, C, E, B), enzymy, związki wykazujące działanie antyoksydacyjne, nawilżające (mukopolisacharydy i ligniny) oraz regulujące pracę gruczołów łojowych i zmniejszające zmiany trądzikowe (kwas salicylowy). To bogactwo substancji czynnych sprawia, że aloes jest jednym z najbardziej uniwersalnych ekstraktów roślinnych o wielokierunkowym działaniu. Z powodzeniem mogą go stosować osoby o skórach suchych, dojrzałych, odwodnionych ale także tłustych, trądzikowych, ze skłonnością do komedogenności. Aloes z powodzeniem można wykorzystywać na oparzenia, odmrożenia, poparzenia słoneczne, otarcia, podrażnienia naskórka a nawet skórę dotkniętą dermatozami - łuszczycą, egzemą czy AZS.


Czy aloes może zastąpić nam krem lub olej? 

Gdybyśmy miały zaklasyfikować aloes do którejś grupy surowców kosmetycznych, to będzie on humektantem - substancją wiążącą wodę w naskórku. Celem stosowania humektantów jest wspieranie funkcji NMF (Naturalnego Czynnika Nawilżającego występującego w głębokich warstwach naskórka). Ilość NMF zmniejsza się wraz z wiekiem, co objawia się szybszym odwadnianiem skóry, szorstkością a także utratą jej elastyczności. NMF i bariera hydrolipidowa działają ze sobą synergistycznie wspierając się nawzajem i zachowywać odpowiednie nawilżenie skóry.

Odpowiedni poziom nawilżenia skóry - dlaczego jest tak istotny?

Aloes jako humektant jest wyjątkowo skuteczną substancją poprawiającą nawilżenie skóry, jednak należy mieć na uwadze, że humektant zastosowany samodzielnie (bez emolientu), pod wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych (a więc wysokiej oraz niskiej wilgotności, upałów jak i mrozów) - będzie wyciągać wodę z naskórka zamiast ją w niej wiązać. Z tego też względu odradzam stosowanie humektantów samodzielnie - zdaję sobie sprawę, że wydają się być one idealną alternatywą dla osób z cerą skłonną do komedogenności - produkty całkowicie naturalne, o prostych składach, pozbawione olejów - wydają się być niemal pewnym sukcesem pielęgnacyjnym! A tu klops... Pod wpływem nadmiernego uciekania wody z naskórka spowodowanego stosowaniem jedynie humektantu podczas niesprzyjającej pogody, cera zacznie wzmagać produkcję sebum a stamtąd już tylko krok do powstania niedoskonałości... Nie takiego efektu oczekiwałyśmy, prawda?


Czy więc można stosować aloes jako serum?

Tak - aloes zastosowany pod krem lub olej jest bardzo dobrą opcją - osobiście skłaniam się ku aplikacji oleju na humektant, ponieważ to oleje dają mocniejszy efekt hamowania ucieczki wody z naskórka. Jedyne, na co polecałabym zwrócić uwagę, to by nie nadużywać żelu aloesowego. Ze względu na obecność kwasu salicylowego w tym ekstrakcie istnieje ryzyko podrażnienia skóry i nadmiernej eksfoliacji przy zbyt częstym stosowaniu. Oczywiście ryzyko to jest niewielkie, ponieważ stężenie kwasu salicylowego w aloesie nie jest duże a co dopiero w gotowym kosmetyku, jednak jeśli ktoś stosuje preparaty dermatologiczne z kwasami, retinoidami bądź jest podczas kuracji kwasami lub laserem u kosmetologa, powinien dwa razy zastanowić się nad pokusą codziennego stosowania aloesu. Osobiście radzę, by stosować żel aloesowy 1-2x w tygodniu, jak sera bogate w substancje aktywne. Inne humektanty, jak kwas hialuronowy czy gliceryna, jako substancje "czyste", nie będące mieszanką różnych substancji aktywnych zalecam do stosowania codziennie przy skórach dojrzałych, mocno odwodnionych, bez skłonności do komedogenności - w każdym innym przypadku zalecam stosowanie każdego rodzaju serum 1-2x w tygodniu, by nie obciążać nadmiernie skóry i pozwalać jej swobodnie wchłaniać substancje czynne z kremów czy olejów. W ten sposób zostanie zachowana różnorodność stosowanych składników aktywnych, jednak z rezerwą stosowania tych samych kosmetyków przez dłuższy czas, w efekcie czego skóra będzie wiedziała, jak prawidłowo reagować na te preparaty. Więcej na ten temat pisałam Wam w poniższych artykułach:

Maseczki i serum - jak stosować?
Mój tygodniowy plan pielęgnacji cery 
Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz.II - eksfoliacja kwasami


Komu polecam aloes?

Każdemu, ponieważ jest to uniwersalny ekstrakt, jednak zachęcam do ostrożności podczas stosowania częstego lub jako składową kilku kosmetyków (np. żel myjący z aloesem, serum z aloesem, krem z aloesoem), ponieważ kwas salicylowy w nim zawarty może nie każdemu odpowiadać. Jednak jak wspomniałam wcześniej - kwas salicylowy zawarty w ekstrakcie z aloesu jest w ilości znikomej (znacznie mniejszej niż kwas dodany bezpośrednio do kosmetyku jako czysty surowiec - no chyba, że jakiś Producent dodaje do swoich kosmetyków homeopatyczne ilości substancji aktywnych), dlatego większość cer powinna dobrze reagować na codzienną aplikację żelu myjącego z aloesoem (ponieważ jest szybko zmywalny a kwas salicylowy to jedyny kwas, który bez trudu usuwa się i neutralizuje wodą), czy w kremie (kremy mają zazwyczaj mniejsze stężenia substancji aktywnych niż sera, chociaż to już zależy od Producenta).


Czy żel aloesowy można stosować latem?

Tak, chociaż zalecam ostrożność z jego aplikacją i jednoczesną ekspozycją na bezpośrednie promieniowanie UV.


Jak pozyskać aloes do kosmetyku?


Surowcem pozyskiwanym z aloesu do stosowania w kosmetykach jest sok znajdujący się w jego liściach. Istnieją dwie metody jego pozyskania:

1. Każdy liść zostaje najpierw obrany a z wydrążonego miąższu pozyskuje się sok (jakości farmaceutycznej).
2. Całe liście - miąższ oraz skórka - zostają zmielone a następnie z powstałej miazgi pozyskuje się sok (jakości handlowej).

W następnej kolejności sok (niezależnie od jakości) zostaje poddany procesowi liofilizacji - woda zostaje usunięta z soku w obniżonej temperaturze i pod zmniejszonym ciśnieniem a powstały proszek to czyste substancje aktywne, które były w tymże soku. Podczas procesu liofilizacji nie zostają utracone żadne substancje czynne, za to surowiec łatwiej jest transportować (zajmuje mniej miejsca) oraz spada ryzyko rozwoju mikroorganizmów (woda jest najlepszym środowiskiem do rozwoju bakterii, dlatego kosmetyki z wodą są konserwowane, natomiast olejowe formuły lub sypkie - niekoniecznie).


Czy jakość surowca może mieć wpływ na powstanie uczuleń?

Uczulenia na aloes są kwestią indywidualną - jak każdy surowiec roślinny, może wywołać alergię. Jednak znacznie częstszym problemem jest jakość zastosowanego surowca - ma ona bardzo duży wpływ na efekt podrażnienia skóry po aloesie, ponieważ to właśnie w skórce aloesu znajdują się substancje odpowiadające za podrażnienie - aloina i emodyna (mają one również właściwości przeczyszczające, dlatego sok aloesowy polecany jest przy zaparciach). Z tego powodu niektóre osoby mogą zaobserwować podrażnienie po stosowaniu kosmetyków z aloesem jednego Producenta a nie obserwować takich zmian po stosowaniu kosmetyków z aloesem od innego Producenta. Ba - Producent może zmienić jakość stosowanego surowca i klient nie musi się wcale o tym dowiedzieć! Przypuszczam (są to moje podejrzenia, żadne bardziej wiarygodne źródła), że taka sytuacja mogła mieć miejsce podczas gdy stosowałam żel aloesowy Equilibra. Żel ten był obowiązkowym kosmetykiem w mojej łazience i zużyłam kilka opakowań aż pewnego razu zakupiłam kolejne i... moja skóra aż płonęła po kontakcie z nim! Była czerwona, lekko opuchnięta i cieplejsza niż skóra w innych partiach ciała. Całe szczęście, że takie szybkie podrażnienia całkiem sprawnie znikają - po umyciu twarzy, aplikacji kremu i odczekaniu godziny, po podrażnieniu nie było śladu. Equilibrę zużyłam do włosów i więcej do niej nie wracałam - aż do teraz, by zrobić dla Was porównanie żelu Equilibra i Aloesove (poniżej).

Jeśli nie wiecie, jak Wasza cera reaguje na aloes, wykonajcie próbę uczuleniową za uchem, na szyi a najlepiej - na niewielkim obszarze skóry twarzy. Zaaplikujcie niewielką ilość żelu bezpośrednio na skórę po umyciu i tonizacji na następnie zaaplikujcie krem lub olej, który zamierzacie stosować w połączeniu z tym żelem. Pozostawcie żel na skórze minimum 20 minut (osobiście przeprowadzam takie próby po powrocie z pracy, gdy mam kilka godzin zanim pójdę spać, gdy nikt mnie nie widzi i gdy mogę swobodnie chodzić bez makijażu i obserwować reakcje swojej skóry. Próbę uczuleniową należy powtórzyć min. 2-3x w kolejnych dniach, ponieważ reakcja uczuleniowa występuje zazwyczaj po kolejnym kontakcie skóry z substancją alergizującą.



99% żelu aloesowego - czy aby na pewno?

Zanim przejdziemy do analiz INCI popularnych żeli aloesowych, wróćmy do procesu liofilizacji. Jak wspomniałam wcześniej - proces ten umożliwia łatwiejszą dystrybucję surowca (liofilizacja umożliwia nawet 200-krotne zatężenie soku aloesowego) bez szkody dla substancji czynnych. Tuż przed produkcją kosmetyku należy "przywrócić" prawidłową formułę soku aloesowego dodając do niego odpowiednią ilość wody - i tutaj pojawia się właśnie kwestia przeliczenia stężenia aloesu w INCI - niektórzy Producenci przeliczają sumę wody + liofilizatu jako "sok aloesowy" (Aloe Barbadensis Leaf Juice) i wtedy potrafi on zajmować te horrendalne ilości w popularnych żelach aloesowych. Jednak nie jest to czysty ekstrakt (liofilizat - Aloe Barbadensis Leaf Extract) ale jego mieszanka z wodą (która jak najbardziej ma prawo znajdować się już na początku składu INCI). Natomiast inne firmy (jak Sylveco) podają w INCI kolejność w odniesieniu do czystego ekstraktu, liofilizatu (bez wody). Jeśli aloes potrzebuje nawet aż 200x więcej wody, niż sam waży, dla powrotu do prawidłowej formuły, to oczywistym jest, że sam ekstrakt aloesowy w INCI będzie zajmował dalsze miejsce niż sok (liofilizat już rozpuszczony w wodzie). Czy żele Skin79 i Holika Holika mają duże ilości aloesu? W jego połączeniu z wodą z pewnością, ale w porównaniu do Aloesove, czy stężenia są porównywalne? Ciężko oceniać, ponieważ po samym składzie INCI trudno wnioskować o zawarte w nim stężenia substancji zwłaszcza, że nie wiemy, na ilokrotnie stężony liofilizat zdecydował się Producent.



Skąd wziąć czysty sok aloesowy?

Ale hola, hola - czy sok aloesowy jest czymś innym niż żel aloesowy?

Tak - sok jest płynny i dlatego trudno byłoby go aplikować na skórę w takiej formule. Gdybyście jednak chciały wypróbować właściwości czystego soku aloesowego lub chociaż zapoznać się z jego formułą, to warto przyjrzeć się bliżej sklepom oferującym półprodukty do wyrobu kosmetyków: na ecospa.pl znajdziecie sok w postaci płynnej natomiast na zrobsobiekrem.pl możecie kupić sok zatężony 10-krotnie, w postaci liofilizatu (proszku).


Czym są więc żele aloesowe?

Chociaż sok aloesowy jest całkowicie płynny, to po przecięciu liścia aloesu nie wypływa całkowicie, wydaje się mieć postać żelu. Wynika to z budowy liścia aloesu, obecności komórek i tkanek. Natomiast po rozdrobnieniu miąższu (soku + tkanek, które wypełnia) otrzymujemy całkowicie płynną strukturę, którą ciężko aplikować na skórę czy włosy. Dlatego Producenci podejmują się ponownego zagęszczenia żelu - tym razem przy pomocy substancji chemicznych. Dlatego w żelach aloesowych znajdziemy gumę ksantanową czy karbomer - to substancje umożliwiające uzyskanie żelowej konsystencji.

Biorąc pod uwagę gotowe, kosmetyczne żele aloesowe (nie wydrążone przez nas z roślinki), to możemy podzielić je na te "czyste", tj. nie zawierające żadnych innych substancji aktywnych poza sokiem aloesowym, ale zawierające dodatki poprawiające konsystencję jak stabilizatory, konserwanty, dodatki zapachowe (przykładem jest żel Equilibra) oraz żele "z dodatkami", których celem intensyfikacja dobroczynnego działania aloesu (najbardziej znanym przykładem takiego żelu jest Holika Holika, Skin79 ale również takim żelem jest Aloesove).


Jak możemy wykorzystać aloes w naszej pielęgnacji?

Możemy stosować go bezpośrednio na twarz w formie serum pod krem lub olej, ale także na poparzenia słoneczne, otarcia, zadrapania - osobiście ratuję się żelem aloesowym, gdy zostanę podrapana przez Tosię (taki z niej drapieżnik!). Żel aloesowy bardzo dobrze spisuje się jako podkład nawilżający pod olej, o czym pisałam Wam w notce dotyczącej aktualnej pielęgnacji włosów. Przygotowując się do tego wpisu natknęłam się również na informację, że żel aloesowy wzmacnia dziąsła, dlatego od niedawna płukam usta roztwotrem żelu Aloesove lub Equilibra (niektórzy wcierają żele aloesowe bezpośrednio w dziąsła). Uwaga! Nie połykamy żelu aloesowego kosmetycznego ani nie spożywamy - aloes ma dobroczynny wpływ na cały organizm, zwłaszcza jest polecany przy problemach z układem trawiennym, ale szukajmy preparatów z przeznaczeniem spożywczym lub farmaceutycznym (suplementy diety).


Ile żelu aloesowego nakładać na skórę?

W zależności od preferencji skóry - jest to substancja dobrze wchłanialna, zazwyczaj nie pozostawia wyczuwalnej warstwy. Aplikując mniejszą ilość wchłonie się błyskawicznie, natomiast może dawać uczucie "ściągnięcia" - aplikacja większej porcji zazwyczaj niweluje ten problem. Najlepszą metodą aplikacji żelu aloesowego jest najpierw jego zastosowanie a dopiero w następnej kolejności aplikacja oleju (ponieważ żel aloesowy jako humektant powinien mieć możliwość wniknięcia głęboko w skórę, natomiast celem stosowania oleju jest "zamknięcie" humektantu i silne zahamowanie ucieczki wody z naskórka). Natomiast czasem zdarza mi się zmieszać żel aloesowy oraz olej na dłoni i dopiero wtedy zaaplikować mieszankę na skórę - w takim połączeniu oleje bardzo dobrze się wchłaniają, niemal tak dobrze jak krem. Zdarza mi się stosować tę metodę, gdy mam mokre włosy i nie chcę, by przykleiły się do filmu pozostawionego na skórze przez olej, ponieważ wtedy wyglądają po wyschnięciu na nieświeże.



Analiza popularnych żeli aloesowych

Przejdźmy więc do analizy składów INCI popularnych na polskim rynku żeli aloesowych - omówimy sobie które z nich są "czystymi", które są wzbogacone innymi substancjami aktywnymi i na które powinna uwagę zwrócić pasjonatka naturalnej pielęgnacji:


Equilibra
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid

Producent gwarantuje nam 98% soku aloesowego - soku, nie czystego ekstraktu, liofilizatu. Jest to więc suma ekstraktu oraz wody. Natomiast cały skład jest bardzo przyjemny, nie posiada żadnych substancji, które nie powinny znajdować się w kosmetykach naturalnych. Zagęstnik, konserwanty i regulator pH. Żel nie jest perfumowany, nie jest wzbogacony innymi substancjami aktywnymi - jest to produkt, który mogłabym określić jako "czysty" żel aloesowy.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 22 zł / 150 ml lub ok. 16 zł / 75 ml


GorVita


Aqua, Aloe Vera Extract, Propylene Glycol, Glycerin, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin

I tutaj mamy przykład osobnego podsumowania przed Producenta sumy wody i sumy ekstraktu z soku aloesowego (liofilizatu). Jednak ten żel zawiera kilka substancji, których powinna unikać pasjonatka naturalnej pielęgnacji - potencjalnie drażniący glikol propylenowy, triethanoloamine, donor formaldehydu i karbomer. Poza tym w tym produkcie znajdują się dodatkowe substancje aktywne, których celem jest poprawa działania czystego aloesu (również wykazują właściwości łagodzące oraz regenerujące) - alantoina, pantenol, ekstrakt z żywokostu. Dla mnie jednak substancje zaznaczone na czerwono wykluczają ten kosmetyk.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 10 zł / 150 ml


EkaMedica

Aqua, Cetearyl Alcohol, Mineral Oil, Starate, Propylene Glycol, Glycerin, Kalanchoe Pinnata Extract, Aloe Barbadensis Extract, Aesculus Hippocastanum Extract, Ceteareth-20, Dimethicone, Carbomer, Triethanolamne, Allantoin, Panthenol, DMDM Hydantoin, Fragrance

W tym żelu również znajdziemy osobno ekstrakt z aloesu oraz wodę. Żel wzbogacony jest o ekstrakt z żyworódki oraz kasztanowca. Jednak skład pozostawia wiele do życzenia - poza wyżej wspomnianymi substancjami znajdziemy wazelinę, silikon (szkodliwe dla środowiska) oraz substancję oksyetylenowaną, potencjalnie szkodliwą dla organizmu (Ceteareth-20).

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 15 zł / 200 ml



Altermedica


Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Glycerin, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol

Tutaj mamy osobno wyszczególnioną wodę oraz... jeszcze więcej wody, która została wstępnie połączona z ekstraktem (liofilizatem) z aloesu. Jednak czy to oznacza, że ekstraktu z aloesu jest niewiele w produkcie? Nie wiadomo, po samym składzie INCI nie da się tego wywnioskować. Zwróćmy naszą uwagę na to, że w tym produkcie ponownie mamy obecne substancje, które dyskwalifikują ten produkt - karbomer oraz donor formaldehydu. W tym żelu również znajdziemy dodatkowe substancje aktywne wykazujące działanie łagodzące: pantenol, alantoina oraz gliceryna.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 20 zł / 150 ml


Skin79
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Water, Methylpropanediol, Glycerin, Butylene Glycol, Malva Sylvestris  Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Primula Veris Extract, Alchemilla Vulgaris Extract, Veronica Officinalis Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Hydrolized Collagen, Allantoin, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Sodium Polyacrylate, Polysorbate 20, Carbomer, Tromethamine,  Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Ethyl Hexanediol, 1,2-Hexanediol, Disodium EDTA, Fragrance

Ten żel przez kilka lat odkąd jest na rynku znacząco zmienił swój skład - czy na lepsze? Osobiście twierdzę, że nie, ponieważ produkt wciąż zawiera substancje potencjalnie szkodliwe dla skóry. Producent rekomenduje ponad 99% aloesu, ale jest to nie ekstrakt ale sok aloesowy (ekstrakt + woda). Ten żel również jest wzbogacony o dodatkowe substancje aktywne - ekstrakt z melisy, dzikiej malwy, mięty, pierwiosnka, kolagen, alantoinę i szereg innych dobroczynnych składników, które wspomagają działanie samego aloesu.

Link do sklepu
Cena: ok. 40 zł / 300 g

Holika Holika 


Aloe Barbadensis Leaf Juice, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Zea Mays Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata Leaf Extract, Citrullus Lanatus Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol

O ten żel pytało wiele z Was - jest to aktualnie najpopularniejszy na polskim rynku żel aloesowy. Ale zapewne już teraz widzicie, że nie jest to czysty żel aloesowy - również jest wzbogacony innymi ekstraktami dla jeszcze lepszego działania: wąkrotka azjatycka, lotos, ogórek, kukurydza, kapusta i inne. O ile początek składu zapowiada się ładnie, o tyle koniec składu w mojej opinii dyskwalifikuje ten produkt. I nie ma tu znaczenia, że substancje te znajdują się w niewielkim stężeniu - niektóre substancje nie potrzebują mieć wysokiego stężenia, by dać efekt a poza tym - każda substancja systematycznie aplikowana na skórę ma na nią wpływ.

Chciałabym zatrzymać się na moment przy substancji PEG-60 Hydrogenated Castor Oil - nie wiem, skąd wziął się ten mit, ale na grupach dot. składów kosmetyków wiele dziewczyn powtarza, że nie jest to szkodliwa substancja, ponieważ... jest to olej rycynowy.

Moje Drogie - olej rycynowy w INCI to "Castor Oil" lub "Ricimus Communis Seed Oil" - bez żadnych dopisków. Jednak niektóre surowce kosmetyczne są poddawane procesom technologicznym dla ich łatwiejszego "wkręcania" w kosmetyk (a olej rycynowy jako bardzo tłusta substancja, łatwo się wytrąca a także powoduje mętnienie kosmetyku). Dlatego olej rycynowy można poddać procesowi hydrogenacji i wtedy powstaje "Hydrogenated Castor Oil" - uwodorniony olej rycynowy, który wciąż może być stosowany w kosmetykach naturalnych (proces hydrogenacji nie stwarza ryzyka zanieczyszczenia produktu, ani nie jest szkodliwy dla środowiska). Natomiast ten uwodorniony olej rycynowy może zostać poddany dalszemu procesowi obróbki - oksyetylenowaniu. A ten proces już stwarza ryzyko zanieczyszczenia surowca kancerogennym gazem - dioksanem (niektóre źródła podają, że nie ma możliwości całkowitego oczyszczenia surowca z dioksanu i laboratoria mają ustalone granice bezpieczeństwa, w jakim stopniu surowiec może być nim zanieczyszczony). Dioksan jako czysty surowiec jest zabroniony do stosowania w kosmetykach (odsyłam do listy substancji niedozwolonych do stosowania w kosmtykach), natomiast jako zanieczyszczenie innego surowca - może się w nim znaleźć. Dlatego też wszystkie PEGi i PPG są zabronione do stosowania w kosmetykach naturalnych przez EcoCert, Cosmos i szereg innych komisji certyfikujących kosmetyki naturalne. Oksyetylenowany 60-molami tlenku etylenu na cząsteczkę uwodorniony olej rycynowy to właśnie PEG-60 Hydrogenated Castor Oil! Jeszcze raz powtórzę - nie jest to czysty olej rycynowy ale poddany procesowi oksyetylenowania, który stwarza ryzyko zanieczyszczenia tego surowca substancjami rakotwórczymi i drażniącymi.

Poza PEGiem mamy kilka innych, również potencjalnie szkodliwych związków - Sodium Polyacrylate stwarza ryzyko zanieczyszczeń rakotwórczym akrylamidem, (podobnie karbomer) a Triethanoloamine jest substancją mogącą podrażnić skórę i naruszyć jej barierę hydrolipidową.

Stosować, nie stosować? Dla mnie wybór jest prosty - kupując kosmetyk chcę mieć przede wszystkim preparat bezpieczny i skuteczny a nie ładnie wyglądający - a substancje zaznaczone na czerwono w głównej mierze umożliwiają otrzymanie klarownego, gęstego, przyjemnego w aplikacji żelu.

Dostępność: Drogerie i SuperPharm
Cena: ok. 20 zł / 55 ml



Galaretka aloesowa Forever


Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Glycerin, Triethanoloamine, Carbomer, Disodium EDTA, Citric Acid, Ascorbic Acid, Glycine Soja Oil, Tocopherol, Methylparaben, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diazolidinyl Urea

W galaretce Forever na pierwszym miejscu znajduje się sok aloesowy (woda + ekstrakt). Żel został wzbogacony o olej sojowy i witaminę C, ale to na tyle dobroczynnych składników. Znacznie więcej niż substancji aktywnych znajdziemy substancji, które nie powinny być obecne w kosmetykach naturalnych (Triethanoloamine, Carbomer, Disodium EDTA) a wśród konserwantów znajdziemy donor formaldehydu. Również nie jest to dobra opcja dla osób zwracających uwagę na składy kosmetyków.

Link do sklepu
Cena: ok. 80 zł / 118 ml

Bjobj



Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Xanthan Gum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Potassium Sorbate

Żel godny uwagi, ponieważ ma całkowicie naturalny skład. Jest to żel pozbawiony dodatkowych substancji aktywnych, jest to "czysty" żel aloesowy. Nie znałam go wcześniej ale zaintrygował mnie i bardzo możliwe, że kiedyś go wypróbuję! Producent gwarantuje aż 97% aloesu i jest to sok (ekstrakt + woda).

Link do sklepu
Cena: ok. 50 zł / 200 ml


Santaverde



Aloe Barbadensis Leaf Juice, Alcohol, Sodium Lactate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus Powder, Glyceryl Caprylate, Levulinic Acid, Glucose, p-Anisic Acid, Sodium Levulinate, Glycerin, Silver Sulfate, Sodium Hydroxide

Ten żel aloesowy może wysuszyć skórę zamiast nawilżyć - wszystko przez obecność etanolu i to już na początku składu! Poza sokiem aloesowym znajdziemy kilka substancji aktywnych - glukozę, mleczan sodu i glicerynę o właściwościach nawilżających. Chociaż dla mnie obecność etanolu skreśla ten żel, nie posiada on innych szkodliwych substancji.

Alkohol w kosmetykach

Link do sklepu
Cena: ok. 80 zł / 100 ml


Dr.Organic



Aloe Barbadensis Leaf Extract, Aqua, Alcohol Denat, Polyglyceryl-4-caprate, Melaleuca Alternifolia Oil, Arnica Montana Extract, Sodium Hydroxymethyl Glycinate, Carbomer, Parfum, Limonene

Natomiast w tym żelu mamy już na pierwszym miejscu ekstrakt (liofilizat) soku aloesowego. Niestety, jest od rozpuszczony nie tylko w wodzie ale również etanolu! Dodatek  karbomeru skreśla dla mnie ten kosmetyk. Sytuacji wcale nie ratuje obecność olejku z drzewa herbacianego oraz ekstraktu z arniki całkiem wysoko w składzie.

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 200 ml


Alterra
Aqua, Alcohol denat., Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Sorbitol, Dehydroxanthan Gum, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Algin, Pyrus Cydonia Fruit Extract, Sodium Lactate, Lactic Acid, Citric Acid, Parfum

Tutaj również mamy sok aloesowy, rozcieńczony wodą oraz... etanolem. Pozostały skład jest ładny, jednak etanol wyklucza dla mnie ten kosmetyk przez ryzyko wysuszenia skóry (zwłaszcza, że alkohol jest już na początku składu). Żel jest wzbogacony o ekstrakt z pigwy, sorbitol, glicerynę i mleczan sodu, jednak nie zniwelują one wysuszającego działania etanolu.

Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 12 zł / 50 ml


Żel regenerujący Aloesove
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Hydroxyethylcelulose, Sodium Alginate, Allantoin, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol

I tutaj mamy ładny skład żelu aloesowego, pozbawionego substancji potencjalnie szkodliwych dla skóry czy środowiska. I wiele z Was zwracało uwagę na to, że aloes znajduje się daleko w składzie - teraz już wiecie, że jest to spowodowane tym, że mamy tu osobno w INCI ekstrakt z aloesu (liofilizat) a osobno wodę. Ilość wody z produkcie (na pierwszym miejscu w składzie) sugeruje, że gdyby Producent zdecydował się w INCI podać "sok" a nie "ekstrakt" mógłby wpisać aloes już na pierwszym miejscu. Poza aloesem w żelu znajdziemy glicerynę, pantenol, alantoinę, ekstrakt z miłorzębu i całe mnóstwo olejków eterycznych, których celem jest usprawnienie działania czystego żelu aloesowego.

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 250 ml



Porównanie żelu Equilibra i Aloesove

Z powyższych żeli jedynie Equilibra, Bjobj i Aloesove spełniają moje kryteria względem składów. Żel Equilibra jest mi bardzo dobrze znany, zużyłam kilka opakowań, po czym - jak wspominałam Wam wcześniej - pojawiło się podrażnienie. Odstawiłam więc żel Equilibra na rzecz innych humektantów - kwasu hialuronowego i gliceryny - ale wraz z wypuszczeniem na rynek żelu Aloesowe, który posiada ekstrakt z aloesu jakości farmaceutycznej (czyli sam miąższ, pozbawiony skórki) postanowiłam zaufać temu produktowi. Nie zawiodłam się, moja skóra dobrze na niego reaguje, więc z powodzeniem rozpoczęłam stosowanie. Co więcej - po raz kolejny postanowiłam dać szansę żelowi Equilibra i tym razem skóra zareagowała prawidłowo! Przejdźmy więc do porównania tych dwóch kosmetyków:

Skład:
Żel Equilibra jest "czystym" żelem aloesowym - nie posiada dodatkowych substancji czynnych, natomiast żel Aloesove jest wzbogacony o dodatkowe substancje aktywne poprawiające jego działanie. Osobiście cieszę się, że Aloesove ma bogatszy skład, ponieważ jest bardzo dobrą alternatywą dla najbardziej popularnych żeli - Holika Holika i Skin79. Bez sensu byłoby kopiować Equilibrę, skoro jest już taki produkt na rynku i ma ładny skład.

Kolor:
Oczywiście wygląd nigdy nie jest wyznacznikiem, którym się kieruję podczas wyboru kosmetyku - przede wszystkim ma być on skuteczny i mieć bezpieczny skład natomiast to, jak wygląda i pachnie jest sprawą drugorzędną (no chyba, że wygląd i zapach sugerują zepsucie produktu) - jednak dla zaspokojenia Waszej ciekawości porównam także wygląd obu produktów: żel Equilibra jest mętny, nieprzeźroczysty i białawy, natomiast żel Aloesove jest klarowny o lekko żółtym zabarwieniu.
Konsystencja:
Oba żele - zgodnie z nazwą - mają żelową konsystencję, chociaż żel Equilibra jest rzadszy i odrobinę bardziej płynny.

Zapach:
Equilibra pachnie charakterystycznie - jest to zapach typowy dla benzoesanu sodu zmieszanego z aloesoem, natomiast Aloesove pachnie olejkami eterycznymi - również jest to naturalny, delikatny zapach, jednak bardziej przyjemny (przynajmniej dla mojego nosa). Oba zapachy szybko się ulatniają i nie są wyczuwalne po wchłonięciu żeli w skórę.




Który więc z tych żeli wybrać? To już zależy od preferencji Waszych skóry.  Oba mają ładne składy, więc po oba możecie śmiało sięgać!

Jestem bardzo ciekawa, które z powyższych żeli stosujecie i jak spisują się one u Was? Czy stosowałyście żel Equilibra lub Aloesove? Jakie są Wasze opinie o tych produktach?


Mam nadzieję, że udało mi się wyczerpująco udzielić odpowiedzi na nurtujące Was pytania - zadawałyście je zarówno na grupie facebookowej Kosmetologia Naturalnie, na Instagramie, pod tym postem oraz w wiadomościach prywatnych. Dziękuję za Wasz odzew i zainteresowanie!

Pozdrawiam serdecznie,
[539.] Aktualna pielęgnacja włosów

[539.] Aktualna pielęgnacja włosów

Ostatnią aktualizację włosową pokazywałam Wam początkiem czerwca - od tamtego czasu troszkę zmodyfikowałam pielęgnację, ponieważ zaczął pojawiać się u mnie problem wypadania włosów. Poza tym na rynku pojawiło się kilka nowości, które chciałam wypróbować!


Regenerujący żel do twarzy, ciała i włosów Aloesove

Pielęgnację włosów zawsze rozpoczynam od olejowania. Jednak zauważyłam, że moje włosy są znacznie lepiej wyglądają po olejowaniu na humektant. Są wtedy wygładzone, ale nie strączkują, zachowują objętość - bardzo dobrze spisuje się u mnie kwas hialuronowy i gliceryna, ale tym razem postanowiłam wypróbować żel aloesowy - zwłaszcza, że Sylveco wypuściło aż 3 nowe serie, w tym czysty żel aloesowy Aloesove! 

W poście dotyczącym żeli aloesowych dostępnych na Polskim rynku przybliżałam Wam kilka pozycji i gdy pisałam tamto porównanie, najładniejszy skład miał żel Equilibra oraz Organic Heaven. Żelu Equilibra zużyłam kilka opakowań (zarówno do włosów, twarzy jak i ciała) jednak w pewnym momencie zaczął podrażniać moją skórę. Jednocześnie mogłam stosować inne kosmetyki z aloesem, np. lekki krem brzozowy Sylveco. Problem dotyczył ewidentnie żelu Equilibra i co więcej - na grupach facebookowych poświęconych naturalnej pielęgnacji zaczęłam natrafiać na informacje, że u coraz większej rzeszy osób pojawia się owy problem. Postanowiłam poszukać przyczyny problemu na własną rękę - pod względem mikrobiologicznym jak i pH nie znalazłam żadnych niepokojących zmian. Co więc mogło się wydarzyć? Być może Producent zdecydował się pozyskiwać aloes z tańszego źródła, co odbiło się na jakości - musicie wiedzieć, że aloes można pozyskiwać w dwojaki sposób: z samego wnętrza liścia (samego soku) lub z całego (a więc ścianek liścia jak i wnętrza- soku). To właśnie w ściankach liścia aloesu znajdują się substancje, na które wiele osób ma uczulenie. Stosowanie lepszej jakości ekstraktu z aloesu, pozyskanego z samego wnętrza (miąższu) liścia bardzo rzadko wywołuje podrażnienia. Niestety po samym składzie INCI nie da się wywnioskować, jaki rodzaj aloesu został użyty w kosmetyku, dlatego nie mam pewności, czy faktycznie to jest powodem zmiany reakcji mojej skóry na ten dobrze znany mi kosmetyk - jednak nic innego nie przychodzi mi do głowy. Dodam, że problem z podrażnieniem po aloesie pojawił się nie w trakcie stosowania już otwartej tubki, tylko po zakupie nowej, z nowszej partii. Po tej sytuacji odpuściłam stosowanie żelu aloesowego na rzecz innych humektantów. Natomiast żel Aloesove ma sok aloesowy jakości farmaceutycznej, dlatego postanowiłam go wypróbować - nie zawiodłam się! Żel wykorzystuję z powodzeniem na skórę (na ciało na zadrapania czy otarcia czy twarz w ramach humektantowego serum) i włosy.

Powróćmy więc do wykorzystania tego produktu do włosów - żel aloesowy w opozycji do wcześniej wykorzystywanej gliceryny, nie obciąża nadmiernie włosów. Gliceryna mocno nawilża i nabłyszcza włosy jednak również mocno je wygładza, wręcz lekko obciąża, chociaż nie daje efektu strączkowania (w końcu to humektant a nie emolient) - zdecydowanie byłaby lepszym wyborem dla włosów wysokoporowatych, z tendencją do puszenia. Natomiast żel aloesowy sprawia, że włosy zachowują swoją lekkość. Jednocześnie stają się mocno nawilżone, sprężyste oraz pięknie lśniące!

Czy żel aloesowy można stosować jako serum do wygładzania końcówek lub żel do wygniatania loków?

Można, ale należy zachować ostrożność - żel aloesowy to humektant, więc pod wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych będzie wyciągał nawilżenie z włosa zamiast je wiązać a tym samym będzie potęgować puszenie się włosów. Więcej na ten temat pisałam w artykule poświęconym pielęgnacji PEH włosów. Reakcja włosów na żel aloesowy zastosowany solo może również zależeć od naszych włosów - aktualnie moje niskoporowate włosy całkiem dobrze na niego reagują, gdy stosuję go do wygniecenia końcówek włosów w lekkie loki jednak gdy miałam włosy wysokoporowate nie było opcji, żeby po takim zastosowaniu włosy wyglądały dobrze. Przede wszystkim obserwuje reakcje swoich kosmyków!

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Hydroxyethylcelulose, Sodium Alginate, Allantoin, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol

Cena: ok. 26 zł / 250 ml
Link do sklepu


Oliwka dla dzieci Anthyllis Baby


Skoro opowiedziałam Wam już o podkładzie pod olejowanie, to czas pochwalić się, co stosuję do olejowania włosów - a jest to oliwka Anthyllis, która już kiedyś gościła na blogu. Moje włosy bardzo lubią mieszanki olejów i sądzę, że dlatego ta oliwka tak bardzo im spasowała! Wraz z połączeniem z żelem aloesowym tworzą duet idealny, dzięki któremu mam pewność, że włosy będą dobrze wyglądać już po samym umyciu, bez jakiejkolwiek stylizacji. Oliwka ta jest na bazie oleju sojowego, więc muszę kiedyś wypróbować go solo. Kiedyś stosowałam na włosy oliwkę Sylveco (również na bazie oleju sojowego) i także bardzo dobrze ją wspominam. Chociaż wciąż nie uzyskałam aż tak dobrego efekt jak po oleju kokosowym.

INCI:
Glycine Soja Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus  Seed Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Limonene, Linalool

Cena: ok. 24 zł za 100 ml


Łagodzący peeling do skóry głowy Vianek

Raz na dwa tygodnie wykonuję peeling do skóry głowy - tym razem zdecydowałam się na Vianek i już od otwarcia wieczka urzekł mnie niesamowicie przyjemnym, pudrowym aromatem! Peeling złuszcza zarówno mechanicznie (zawiera cukier) jak i chemicznie (kwas salicylowy).

By ułatwić sobie poprawną aplikację produktu na skórę głowy (jest to istotne, by nie trzeć drobinkami po włosach, ponieważ w ten sposób można je uszkodzić i sprawić, że będą bardziej łamliwe), spłukuję włosy głową w dół - w ten sposób dzięki grawitacji mam ułatwiony dostęp do skalpu. Aplikuję dokładnie produkt na całej powierzchni skóry głowy (łatwiej nakładać go w mniejszej ilości w kilku partiach niż na raz nałożyć większą ilość i próbować rozsmarować na skórze głowy) po czym wykonuję krótki masaż. Po skończeniu pozostawiam produkt jeszcze na pół minuty na skórze głowy, po czym spłukuję dokładnie peeling i przechodzę do mycia głowy.

Po takim zabiegu skóra głowy jest odświeżona, mniej się przetłuszcza a włosy pozostają pięknie uniesione od nasady. Stosuję produkt ostrożnie, ze względu na dodatek kwasu jednak jak pisałam Wam już w części IV Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka - peelingi kwasowe są ciekawą opcją w przypadku skóry głowy:

Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. IV - peelingi skóry głowy

INCI:
Vitis Vinifera Seed Oil, Sucrose, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Laurate, Salicylic Acid, Hydroxystearic Acid, Tocopheryl Acetate, Citrus Limonum Peel Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Limonene, Citral

Cena: 23 zł / 150 ml
Link do sklepu


Szampon - aktywator wzrostu włosów Beluga, Natura Siberica form Men


Jak wspomniałam na wstępie - ostatnio mam problem z nasilonym wypadaniem włosów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio włosy wypadały mi aż w takiej ilości, dlatego postanowiłam skupić pielęgnację na wzmocnieniu cebulek. Akurat natrafiłam na promocję na szampon Beluga, który gościł na blogu ładnych kilka lat temu i bardzo dobrze się u mnie sprawdzał. Bardzo lubię serię kosmetyków Natura Siberica for Men, za każdym razem zachwycają mnie składem, działaniem, zapachem i cieszącą oko szatą graficzną. 

I tym razem nie zawiodłam się na tym szamponie! Jest delikatny dla skóry (właściwości myjące zapewnia izetionian, anionowy środek powierzchniowo-czynny, ale łagodny dla skóry o czym pisałam Wam w porównaniu substancji myjących stosowanych w kosmetykach) a jednocześnie skutecznie oczyszcza. Chociaż jest to szampon dla mężczyzn, bardzo dobrze spisuje się na długich włosach - ułatwia ich rozczesywanie, wzmacnia, dodaje blasku, ale odrobinkę puszy włosy co zobaczycie na zdjęciu poniżej. Z substancji wzmacniających cebulki znajdziemy taurynę, ekstrakt z kawioru bieługi i łopianu.

Jedynym, drobnym minusem tego szamponu jest sól - może ona wysuszać włosy, dlatego należy zwracać uwagę, czy szampon ten pasuje naszym włosom!

Cena: ok. 18 zł / 250 ml

Link do sklepu


Szampony mocniej oczyszczające - White Agafia

Szampony na bazie SCS, dlatego wykorzystuję je do sporadycznego, mocniejszego oczyszczenia włosów. Stosowane systematycznie jako jedyny szampon niestety wzmagają u mnie swędzenie skóry głowy co jest sygnałem, że jest ona bardziej sucha. Osobiście odradzam stosowanie jedynie szamponów z SCS, ponieważ jest to silna substancja myjąca, jednak należy mieć na uwadze potrzeby naszych włosów - ważne, by nie przesadzać z mocnym oczyszczaniem skóry głowy i nie spowodować nasilenia łojotoku.

"Naturalny" SLS - Sodium Coco-Sulfate (SCS)
 Porównanie siły substancji myjących stosowanych w kosmetykach

Aktualnie wypróbowałam dwa szampony - wersję rokitnikową, o której pisałam Wam w ostatniej aktualizacji i którą bardzo sobie chwalę, oraz brzozową - niestety ta druga bardzo puszy mi włosy, dlatego zamierzam powrócić do wersji rokitnikowej. Oba szampony poza SCS posiadają w składzie sól, która również może wysuszać włosy. W sumie ciężko jest znaleźć szampon mocno oczyszczający o naturalnym składzie i innej substancji myjącej niż SCS. W dodatku zawsze przy SCS pojawia się sól, ponieważ te dwa związki wchodzą w reakcje zagęszczając szampon. Na chwilę obecną przeplatanie szamponu delikatnego z mocniej oczyszczającym (stosowanym ok. 1-2x na 2 tyg) bardzo dobrze sprawdza się na moich włosach.



Szampon rokitnikowy White Agafia

INCI:
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene

Cena: ok. 12 zł / 280 ml

Link do sklepu


Szampon brzozowy White Agafia

INCI:
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Betula Alba Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Pinus Pumila Needle Extract, Larix Sibirica Needle Extract, Malva Sylvestris Flower Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol,  Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene, Linalool

Cena: ok. 12 zł / 280 ml

Link do sklepu


Maska do włosów bardzo suchych Hairfood Banana, Garnier Fructis


Po wielu zachwytach nad maską do włosów Fructis z tej samej serii, ale w wersji z papają, nadszedł czas na wypróbowanie kolejnej wersji. Skusiłam się na wersję bananową, ponieważ uwielbiam kosmetyki o tym aromacie! Maska nie pachnie jednak "typowo" jak kosmetyki o zapachu banana - wyraźnie czuć waniliową nutę, przez co kosmetyk bardziej określiłabym jako "bananowy budyń" niż "banan", jednak i tak uważam go za niezwykle apetyczny. Wersja bananowa jest również mocniej wygładzająca i dociążająca włosy niż wersja z papają. Z pomocą tej wersji łatwiej o utratę objętości fryzury, dlatego stosuję ją z rozwagą, w niewielkiej ilości, co przekłada się na jej świetną wydajność. Poleciłabym ją natomiast do włosów suchych, wysokoporowatych, które ciężko wygładzić i zdyscyplinować.

Kosmetyki o zapachu banana

Cena: ok. 25 zł / 390 ml

Link do sklepu


Wcierka z kozieradki

Poza szamponem Beluga postanowiłam powrócić do dobrze znanej, prostej i taniej wcierki - naparu z kozieradki. Łyżeczkę zmielonych nasion zalewam wrzątkiem tak, by woda zalała ziółka. Chwilkę mieszam, pozostawiam do wystygnięcia i po umyciu włosów aplikuję je na skórę głowy przy pomocy strzykawki bez igły. Jeśli chcecie bardziej bogatą w substancje aktywne domowej roboty wcierkę to polecam zajrzeć do przepisu wcierki z kofeiną i kozieradką jednak aktualnie postanowiłam przypomnieć sobie jak działa sama kozieradka. 

Cena: ok. 3 zł / 50 g
Do zakupu w sklepach zielarskich, spożywczych i aptekach


Czy udało mi się zahamować wypadanie włosów?
Wciąż jestem w trakcie "kuracji" szamponem Beluga i kozieradką, dlatego o pełnych efektach napiszę Wam zapewne w denku lub kolejnej aktualizacji włosowej. Połączenie obu produktów stosuję od dwóch tygodni i wypadanie włosów zostało częściowo zahamowane. Do idealnego efektu jeszcze trochę brakuje, więc nie poddaję się i systematycznie sięgam po oba preparaty. Po zakończonej "kuracji" muszę zaobserwować, czy problem nie powraca. Także trzymajcie kciuki, żebym uporała się z tym problemem!

Tak prezentuje się moja aktualna pielęgnacja włosów. Jestem bardzo ciekawa, czy stosowałyście któreś z powyższych kosmetyków? A może skusicie się na któreś z nich? Koniecznie dajcie mi znać!

Pozdrawiam serdecznie!
 
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl