[422.] Zasady pielęgnacji cery z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych.

[422.] Zasady pielęgnacji cery z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych.

 
Czy znasz ten scenariusz?
Borykasz się z niedoskonałościami cery, która dodatkowo ma tendencję do błyszczenia się. Dlatego sięgasz po kosmetyk myjący, który ma zapewnić dogłębne oczyszczenie skóry. Niestety, zaraz po umyciu czujesz ściągnięcie, jak gdyby cera miała pęknąć. Sięgasz po krem w celu nawilżenia i uspokojenia cery- oczywiście o lekkiej konsystencji, żeby nie doprowadzić do powstania nowych niedoskonałości. Mimo to, już po paru godzinach cera zaczyna się błyszczeć. Twoje pory są rozszerzone a nowe niedoskonałości wciąż się pojawiają. Być może Twoja skóra jednocześnie ma tendencje do zaczerwienień, jest ziemista, wypryski goją się z pozostawieniem przebarwień, występują pojedyncze suche skórki? Ewidentnie Twoim problemem jest rozregulowana praca gruczołów łojowych.

W artykule opisującym rodzaje typów i podtypów cery wyróżniłam podtyp cery z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych. Mimo, że taki podtyp nie występuje w podręcznikach, ja traktuję ten przypadek oddzielnie. Wielu pacjentów myśli, iż jest posiadaczami cery mieszanej a jest to całkiem odrębny typ cery. Cerę mieszaną a cerę z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych traktujemy odmiennie a nieprawidłowa praca gruczołów rzutuje nam na utrudnienie lub całkiem uniemożliwienie prawidłowej oceny naszego typu cery.

Problem rozregulowanej pracy gruczołów łojowych dotyka coraz większą ilość osób i jeśli tyczy się on również Ciebie, zapraszam do lektury!


Skąd bierze się ten problem?
Rozregulowana praca gruczołów łojowych jest objawem nieprawidłowej pielęgnacji. W ten sposób skóra daje nam znać, że czegoś jej brakuje- najczęściej nawilżenia lub odpowiedniej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi.

Jednak skóra może reagować w taki sposób na nadmiar kosmetyków- jeśli stosujemy ich zbyt dużo lub za często zmieniamy kosmetyki, skóra dostaje zbyt wiele bodźców, na co może reagować właśnie poprzez uruchomienie swojego systemu obronnego, jakim jest niewątpliwie nadmierna praca gruczołów łojowych.

Mechanizm działania gruczołów łojowych
Zanim powiemy sobie, jak pielęgnować skórę z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych, chciałabym przybliżyć Wam sposób "myślenia" skóry- reakcje, które powodują, że problem się nasila. Dzięki poznaniu tego ciągu reakcji, będzie nam łatwiej dobrać odpowiednią pielęgnację. A w przypadku skór z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych, pielęgnacja jest bardzo indywidualna.

Wpływ na pracę gruczołów łojowych ma stan naszej skóry a konkretnie- jej bariery ochronnej, czyli powłoki hydrolipidowej. Jeśli powłoka ta zostaje naruszona, co dzieje się poprzez stosowanie zbyt mocnych kosmetyków, woda szybciej ucieka z naskórka a także skóra jest narażona na czynniki zewnętrzne.

Nadreaktywność skóry na bodźce zewnętrzne czy jej odwodnienie jest dla skóry sygnałem, że należy odbudować powłokę ochronną i w tym celu skóra pobudza pracę swoich gruczołów łojowych. Jeśli problem się powtarza, tj. sięgamy systematycznie, codziennie, np. po zbyt mocne kosmetyki myjące, skóra będzie produkowała jeszcze więcej sebum- jego część wzmacnia powłokę hydrolipidową, ale nadmiar jest fizyczną barierą, "tarczą", która ma chronić skórę przed stosowanym agresywnym środkiem myjącym.

Niestety, substancje naruszające barierę hydrolipidową stosowane w kosmetykach są na tyle silne, że bez trudu usuwają ze skóry nadmiar sebum ale także ponownie doprowadzają do naruszenia bariery hydrolipidowej, czy wręcz jej całkowitego usunięcia. To z kolei powoduje, że problem łojotoku się nasila. Brak reakcji z naszej strony może mieć różne skutki, wszystko zależy od naszej cery:

- na skórze może rozwinąć się trądzik, ponieważ łojotok sprzyja czopowaniu ujść gruczołów łojowych co w konsekwencji prowadzi do powstania wyprysku,

- mogą zacząć pojawiać się suche skórki, co oznacza, że nasza skóra nie jest dostatecznie nawilżona i nie ma szczelnej bariery ochronnej a gruczoły łojowe nie są w stanie wyprodukować jej w odpowiedniej ilości. Problem ten zazwyczaj pojawia się u osób, które mają typ cery mieszany i problem łojotoku i rozregulowanej pracy gruczołów łojowych dotyczy strefy, gdzie łojotok jest nasilony (zazwyczaj partia T) a suche skórki w obrębie bardziej wrażliwej strefy, podatniejszej na odwodnienie (zazwyczaj policzki),

- skóra łatwiej się czerwieni, jest nadreaktywna na bodźce zewnętrzne. Taka sytuacja może doprowadzić do trwale utrzymującego się rumienia a przez to rozwoju cery naczynkowej.


Jakie substancje naruszają barierę hydrolipidową?

- zbyt mocne substancje myjące- to czynnik bardzo indywidualny, ponieważ skóry różnie reagują na substancje myjące. Jedne są na tyle odporne, że nawet pochodne SLS nie powodują u nich uczucia ściągnięcia, inne dobrze reagują na delikatne środki myjące jak glukozydy a jeszcze inne nie tolerują substancji powierzchniowo-czynnych w ogóle i w przypadku takich cer najlepiej spisuje się mycie twarzy białą glinką czy metoda OCM. SLS (Sodium Lauryl Sulfate) odradzam Wam w szczególności, jako iż jest substancją drażniącą. Polecam zapoznać się z artykułem porównującym siłę substancji powierzchniowo-czynnych.

- PEG, PPG i glikole- to substancje, których zadaniem jest m. in. usprawnienie wnikania innych substancji wgłąb skóry. Niestety dzieje się to kosztem naruszenia bariery hydrolipidowej, a substancje przenikające do skóry to nie tylko składniki aktywne, lecz również inne, potencjalnie drażniące substancje np. konserwanty. Stosowanie PEG i PPG uwrażliwia skórę na czynniki zewnętrzne. 

- etanol i izopropanol- te rodzaje alkoholi służą (nie tylko w pielęgnacji ale też w codziennych czynnościach) do odtłuszczania. Jak więc wpływają na barierę hydrolipidową? Otóż nie naruszają jej, ale całkowicie usuwają ją ze skóry co sprawia, że skóra bardzo szybko staje się reaktywna i stwarza problemy. Etanol jest wykorzystywany w niektórych markach kosmetyków naturalnych jak Alterra, Alverde, dr Kneipp czy dr Haushka (ciekawym zbiegiem okoliczności jest to, że owe marki pochodzą z Niemiec), ponieważ ma sprawić, że lepiej wchłaniają się substancje czynne. Jednak wniknięcie głęboko substancji aktywnych na nic się zda, jeśli podstawowa funkcja skóry, jaką jest bariera od otoczenia zewnętrznego, zostanie zachwiana.

- zasadowe pH kosmetyków- wysokie pH substancji sprzyja usuwaniu tłuszczu. Stąd tak dobre efekty domywania naczyń z użyciem sody! Niestety, kosmetyki, które mają wysokie pH usuną nie tylko nadmiar sebum ze skóry- jednocześnie naruszą barierę hydrolipidową. Kosmetyki, które mają wysokie pH to przede wszystkim mydła potasowe i mydła w kostkach. Co ciekawe- najwyższe pH mają właśnie "naturalne" mydła- zrobione na ługu sodowym. Można otrzymać mydło o neutralnym pH = 7 (przy czym nie jest to pH fizjologiczne, bo skóra ma pH w okolicach 4,5-5,5), ale do produkcji tych mydeł nie są wykorzystywane naturalne substancje. Przykładem takiego mydła jest Dove. 

Osobiście szczerze odradzam wszystkie mydła w kostce. Mydła potasowe spokojnie można podpiąć pod ten problem, ponieważ różnica w konsystencji obu kosmetyków polega na zamianie sodu potasem, który wpływa na zmianę reologii. 

Niektórzy stosują mydła potasowe jako peeling enzymatyczny, co również odradzam- wysokie pH działa ŻRĄCO na białka, o czym możecie się przekonać... czyszcząc syfony "Kretem". "Kret" to właśnie substancja o bardzo wysokim pH dzięki czemu bez trudu rozpuszcza włosy zalegające w syfonach. Takie samo działanie wykazuje w kierunku skóry, o czym mogły przekonać się te z Was, którym zdarzyło się poparzyć "Kretem". Być może jest to drastyczny przykład, ale dobrze obrazuje to, co mydła robią ze skórą. Nazwa "peeling enzymatyczny" jest myląca, ponieważ w produkcie nie są zawarte enzymy a za właściwości złuszczenia naskórka odpowiada wysokie pH produktu. Enzymy są delikatniejsze i z pewnością nadają się do cer wrażliwych i naczyniowych, mydła "czarne", czy "potasowe"- ani trochę.


- substancje potencjalnie drażniące- jak kwasy, Disodium EDTA, czy donory formaldehydu (Diazolidinyl Urea, Imidiazolidinyl Urea, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothaizolinnone, DMDM Hydrantoin, Quaternium). Każda substancja, która nas podrażnia, wpływa na pobudzenie pracy gruczołów łojowych i tym samym przyczynia się do rozregulowania ich pracy.


Jak uregulować pracę gruczołów łojowych?
Przede wszystkim musimy nastawić się na powolny i wieloetapowy proces. W niewielu przypadkach udaje się unormować pracę gruczołów łojowych już po miesiącu prawidłowej pielęgnacji, chociaż pocieszającym jest fakt, że to właśnie po miesiącu pierwsze efekty są widoczne. Regulacja pracy gruczołów łojowych może potrwać kilka miesięcy, wszystko zależy od stanu wyjściowego naszej cery i dotychczasowej pielęgnacji. 

     1. Odstawienie substancji, które naruszają barierę hydrolipidową a także, które są potencjalnie drażniące:

To bardzo istotny punkt, zwłaszcza w przypadku substancji potencjalnie drażniących. To, że nasza skóra się nie czerwieni czy nie szczypie po aplikacji kosmetyku z tymi kontrowersyjnymi substancjami wcale nie oznacza, że są dla nas bezpieczne. Wręcz przeciwnie- to tacy "cisi zabójcy"- dochodzi do niewielkiego, ale systematycznego drażnienia skóry a ona nie daje żadnych objawów, ponieważ... dobrze broni się przed czynnikami drażniącymi produkując więcej i więcej sebum. W przypadku normalizacji pracy gruczołów łojowych warto postawić na kosmetyki o 100% bezpiecznym składzie. Polecam także odstawienie tych substancji myjących, które są pochodnymi SLS, ponieważ są substancjami wykazującymi potencjał średnio-drażniący a on już może przyczyniać się do nadmiernej pracy gruczołów łojowych.

     2. W pierwszej kolejności- postaw na prawidłowe oczyszczanie:

Kiedy już wiemy, jakich substancji unikać, dobieramy odpowiednie preparaty myjące. I to właśnie w prawidłowym oczyszczaniu cery leży sukces- ważne, żeby nie podrażniać skóry, oczyszczać dogłębnie, bez uczucia ściągnięcia. Brak "ściągnięcia" skóry po umyciu świadczy o tym, że zastosowane kosmetyki nie naruszyły bariery hydrolipidowej i każde kolejno stosowane preparaty jak kremy czy olejki, będą tę barierę wzmacniać, co daje najlepsze efekty pielęgnacji!

Pamiętaj, że jeśli nosisz makijaż, oczyszczanie Twojej skóry powinno być dwuetapowe.
Wyjątkiem od tej reguły jest metoda OCM oraz mleczka kosmetyczne.


     3. Na początek lekkie kosmetyki nawilżające:

Warto mieć na uwadze, że skóra, która posiada rozregulowaną pracę gruczołów łojowych, po odstawieniu substancji indukujących ten stan, nie normalizuje swojej pracy od razu. Początkowo mimo odstawienia niepożądanych substancji, skóra wciąż się przetłuszcza, jakby spodziewała się, że ponownie zostanie zaaplikowany preparat z czynnikiem uszkadzającym barierę ochronną. W tej sytuacji bardzo łatwo o zapchanie skóry, dlatego polecam stosowanie na dzień i na noc kremów o lekkich, nawilżających konsystencjach. Już sam brak używania zbyt mocnych substancji myjących wpłynie na poprawę nawilżenia stanu skóry i po pewnym czasie (który jest indywidualny dla każdego z nas), zaczniemy obserwować poprawę pracy gruczołów łojowych. Skóra zacznie produkować odpowiednie ilości sebum, które mają zapewnić szczelną barierę hydrolipidową, jednak bez efektu błyszczenia się skóry i spływania makijażu.

     4. Mocne nawilżanie i wzmacnianie bariery hydrolipidowej:

Ostatnim punktem jest mocne nawilżanie skóry i dostarczanie związków, które uszczelnią barierę hydrolipidową. Te dwa czynniki gwarantują, że skóra nie będzie miała potrzeby produkować nadmiaru sebum.

Mówiąc o nawilżaniu skóry, mam głównie na myśli picie odpowiednich ilości wody- pamiętajcie, że kosmetyki mają na zadanie zapobiec uciekaniu wody z naskórka ale nie mają możliwości "wtłoczyć" wody do komórek, dlatego też wypijanie wody jest bardzo istotne. A skóra, która jest odwodniona produkuje duże ilości sebum, ponieważ jego zadaniem jest m. in. zahamowanie ucieczki wody z naskórka!

Kiedy już woda znajduje się w skórze, są dwa rodzaje substancji, które zapewniają zatrzymanie w niej wody: humektanty (które wiążą wodę w naskórku, jak gliceryna, kwas hialuronowy, żel z aloesu, miód, "glutek" z siemienia) i emolienty (które tworząc barierę na skórze, zapobiegają odparowaniu wody. Emolientami są głównie oleje). Warto zadbać o to, żeby pielęgnacja dostarczała skórze wszystkich tych substancji. 

Na dzień wystarczy krem, jednak w nocy, gdy skóra się regeneruje, polecam stosowanie olejów, ponieważ są one ważne w procesie regulacji pracy gruczołów łojowych- wzmacniają szczelność bariery hydrolipidowej. Prawidłowa budowa tej powłoki sprawia, że skóra jest odporna na niesprzyjające czynniki zewnętrzne i tym samym nie ma potrzeby "budowania" mocniejszej bariery, jaką może być nadmiar sebum. Ponadto oleje wykazują szereg innych, dobroczynnych właściwości: działają przeciwstarzeniowo, wzmacniają naczynka, ujednolicają koloryt skóry, dodają jej promienności i pomagają goić niedoskonałości czy zadrapania.


Regeneracja skóry w nocy sprawia, że najlepiej oddziałuje ona na zaaplikowane na nią związki. Polecam zwłaszcza mieszanki olejów, ponieważ wtedy mamy większą szansę znaleźć olej, który spisze się na naszej cerze a miejmy na uwadze, że oleje stosowane w mieszance, uzupełniają nawzajem swoje działanie.

Oczywiście, pod olej warto zastosować serum, jako kompleks humektantów: substancji, które pomogą wiązać wodę w naskórku. Częstotliwość stosowania serum zależy od naszej skóry- dla jednych wystarczy 1-2x w tygodniu, inne będą potrzebować codziennej dawki. Połączenie humektantów z emolientami zapewnia skuteczne zatrzymanie wody w naskórku a przez to lepsze nawilżenie.


Jednak wzmacnianie bariery ochronnej skóry i jej nawilżenie, to nie tylko stosowanie kremów czy olejów. To również delikatne oczyszczanie: znalezienie jak najdelikatniejszego preparatu myjącego, odpowiedniego dla naszej skóry. Ze związkami myjącymi bardzo łatwo przesadzić a jak wspomniałam już wcześniej- w głównej mierze od stosowania odpowiednich preparatów myjących zależy to, czy uspokoimy pracę naszych gruczołów łojowych.

Ten ostatni etap regulacji gruczołów jest najtrudniejszy- łatwo przesadzić w drugą stronę i doprowadzić do zapchania cery. Dlatego dobieranie coraz delikatniejszych substancji myjących i mocniejszych preparatów nawilżających powinno być rozłożone w czasie. Skóra potrzebuje go, żeby zareagować na nową pielęgnację. Kolejno wprowadzane substancje powinny być dla niej bodźcem do odpowiedniego działania ale ich nadmiar może doprowadzić do sytuacji, w której skóra zacznie być za mocno stymulowana- a to nie wróży dobrych efektów pielęgnacji.


Oczywiście nie musicie się obawiać "przyzwyczajenia" skóry do kosmetyków ani tego, że będziecie musiały poszukiwać preparatów o coraz bardziej treściwych konsystencjach. Wasza skóra sama da Wam znać, które kosmetyki są dla niej odpowiednie a które będą za tłuste/ zbyt treściwe/ zbyt delikatnie oczyszczające. Dlatego bacznie obserwujcie swoje skóry i dobierajcie pielęgnację pod jej potrzeby =).

Pozdrawiam serdecznie!


[421.] Porównanie siły substancji powierzchniowo-czynnych stosowanych w kosmetykach myjących.

[421.] Porównanie siły substancji powierzchniowo-czynnych stosowanych w kosmetykach myjących.

W dzisiejszym wpisie chciałabym przybliżyć Wam kwestię środków myjących wykorzystywanych w kosmetykach, fachowo określanymi jako związki powierzchniowo-czynne, surfaktanty lub detergenty. W kosmetykach znajduje się ich cała masa: SLS, SLES, MLS, SMS, ALS, SCS i wiele innych. Jak się nie pogubić? Mam nadzieję, że wpis będzie pomocnym!

Jak pozyskuje się SLS i jego pochodne?
SLS (Sodium Lauryl Sulfate) jest pozyskiwany z... kwasu laurynowego wyodrębnionego z oleju kokosowego, który zostaje poddany dalszej obróbce chemicznej. Dalsze procesy, którym zostaje poddany SLS nie są szkodliwe dla środowiska, dlatego środek ten jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez ECOCERT (!).

Jednak to, że jego otrzymywanie nie jest związane ze szkodą dla środowiska nie oznacza, że będzie dobry dla naszej skóry. Wręcz przeciwnie- SLS to jedna z najbardziej drażniących substancji myjących! W jaki sposób zminimalizować jego działanie drażniące? Poprzez dodanie tlenków etylenu do cząsteczki SLS i w ten sposób otrzymać SLES.

SLES (Sodium Laureth Sulfate) jest formą łagodniejszą niż SLS, wciąż jeszcze mogącą wykazywać właściwości drażniące. SLES nie jest dopuszczony przez ECOCERT ze procesy chemiczne w jakich otrzymywany jest SLES, są szkodliwe dla środowiska. Ponadto tlenek etylenu wykazuje działanie kancero- i mutagenne, jest toksyczny dla dróg oddechowych, drażni oczy i skórę.

SCS (Sodium Coco-Sulfate) został okrzyknięty "naturalnym SLSem" jako substancja pozyskiwana z... oleju kokosowego. Jak już wiecie- SLS również jest otrzymywany z kokosa jednak jedyną różnicą pomiędzy tymi substancjami jest to, że SLS jest otrzymywany z samego kwasu laurynowego a SCS z całej frakcji olejowej kokosa (w skład którego oprócz kwasu laurynowego, wchodzą: mirystynowy, palmitynowy, kaprylowy, kapronowy, stearynowy, oleinowy, linolowy). Substancja również dopuszczona do stosowania przez ECOCERT, może wykazywać działanie drażniące.


SMS (Sodium Myreth Sulfate) również jest otrzymywany z oleju kokosowego, dokładnie z kwasu mirystynowego. Nie jest dopuszczony do stosowania przez ECOCERT, ponieważ również jest to substancja zawierająca tlenek etylenu (o czym sugeruje nam nazwa z końcówką - th "Myreth, Laureth").

ALS (Ammonium Lauryl Sulfate) jest związkiem o równie silnym działaniu jak SLS. W tym przypadku również wykorzystywany jest kwas laurynowy z oleju kokosowego, jak w przypadku SLS, jednak w dalszych procesach chemicznych zamiast sodu, dodana jest grupa amonowa. Substancja dopuszczona do stosowania przez ECOCERT.

MLS (Magnesium Laureth Sulfate) związek, który zamiast atomu sodu, ma przyłączony magnez. Ze względu na obecność tlenków etylenu (-th) nie jest dopuszczony przez ECOCERT.

Disodium Lauryl Sulfosuccinate związek dopuszczony do stosowania przez ECOCERT. W cząsteczce posiadamy dwa atomy sodu a zamiast siarczanu- sulfobursztynian.


Surfaktanty- podział chemiczny:
Wszystkie powyższe substancje zaliczamy do anionowych związków powierzchniowo-czynnych. Oznacza to, że substancje te mając niesparowany elektron, łatwo mogą wchodzić w reakcje. Na nasze nieszczęście- wchodzą w reakcje białek warstwy rogowej naskórka oraz keratyny budującej włos- zachodzi proces denaturacji a przez to zmiany struktury komórek, czego konsekwencją jest osłabienie bariery naskórkowej a także włosów.

Bezpieczniejsze są niejonowe środki powierzchniowo-czynne- brak niesparowanego elektronu sprawia, że substancje te nie są reaktywne. Wykazują bardzo delikatne działanie myjące i nie szkodzą białkom naszego naskórka i włosów. Do tej grupy zaliczamy glukozydy: 
- glukozyd laurylowy (Lauryl Glucoside)
- glukozyd kokodowy (Coco- Glucoside)
- glukozyd decylowy (Decyl Glucoside)
Glukozydy są dopuszczone do stosowania przez instytucje certyfikujące (w tym: ECOCERT, NaTrue, COSMOS)

Ostatnią grupą są amfoteryczne środki powierzchniowo-czynne, do których zaliczana jest Betaina Kokamidopropylowa (Cocamidopropyl Betaine). W zależności od pH roztworu mogą wykazywać różne działanie. W kwaśnym pH, jakie jest w większości środków myjących, są substancjami delikatnie myjącymi.




W teorii wszystko wydaje się być jasne. Jednak zależności pomiędzy tymi związkami mogą być zaskakujące! Spójrzcie na poniższy wykres:


Pierwszym związkiem myjącym, jaki weźmiemy pod lupę jest glukozyd laurylowy. W porównaniu do SLS wręcz nie posiada działania drażniącego (wyniki są podobne także dla innych glukozydów). Podobnie betaina kokamidopropylowa, choć mocniejsza od glukozydów, wciąż jest substancją, która nie wykazuje działania drażniącego. 

Im dalej, tym ciekawiej- pośród środków nie wykazujących działania drażniącego znajduje się jedna pochodna SLS: Sodium Cocoyl Isethionate! Substancja ta znajduje się m. in. w jednym z moich ulubionych szamponów: aktywatorze wzrostu Beluga, Natura Siberica for Men. Tym chętniej będę polecać Wam tę linię, jeśli chcecie znaleźć kosmetyki dla swoich partnerów- nie tylko z męską nutą zapachową, ale jak również delikatnie myjącą.

Bardzo zaskakującym wynikiem jest SLES i MLS- ich działanie drażniące może być obniżane poprzez ilość tlenku etylenu (1 EO to 1 mol tlenku etylenu w cząsteczce). I w ten sposób, SLES + 2 EO wykazuje działanie średnio-drażniące a SLES + 3 EO jest na granicy pomiędzy działaniem niedrażniącym a średnio-drażniącym. Istnieją nawet związki SLES + 8 EO(!). Tym też sposobem MLS + 3 EO zalicza się do substancji niedrażniących. Mimo tak zachęcających wyników, odradzam sięganie po te związki myjące, zwłaszcza przy problematycznych skórach. Cery, które borykają się z problemami (niezależnie, czy chodzi o niedogodności związane z cerą, skórą na ciele czy skalpie), nie powinny stosować środków potencjalnie drażniących, którymi niewątpliwie są tlenki etylenu. Co z tego, że obniżają działanie drażniące pochodnych SLS, skoro same w sobie mogą być szkodliwe?

Bardzo zdziwił mnie wynik sarkozynianów (Sarcosinate), które uchodzą za delikatne środki myjące a także fakt, że niektórzy producenci dodają Sodium Cocoyl Glutamate do kremów czy balsamów w roli emulgatora a przecież ma on działanie średnio-drażniące! Ciekawymi związkami są również sulfobursztyniany do których należy Disodium Lauryl Sulfosuccinate wykorzystywany np. w mydłach Yope- są związkami na granicy działania delikatnego a mogącego wykazywać właściwości drażniące.


I na sam koniec moi ulubieńcy: mydła w kostce! Wykazują działanie zbliżone do SLS, obie substancje są na granicach działania średnio-drażniącego a silnie drażniącego. Można więc śmiało powiedzieć, że są to substancje DRAŻNIĄCE.

Pewnie interesuje Was, czym jest ABS (Sodium Alkylbenzene Sulfonate)? Na szczęście ten środek myjący praktycznie nie jest już wykorzystywany w kosmetykach i stosowany jest głównie w chemii gospodarczej.


Zależności pomiędzy środkami powierzchniowo-czynnymi
Potencjał drażniący kosmetyku wzrasta lub maleje w zależności od ilości i rodzajów użytych surfaktantów. I dla przykładu, pokażę Wam zależności pomiędzy SLES i glukozydem laurylowym.

To tłumaczy, dlaczego np. pianka Eco Laboratorie jest tak delikatna: na pierwszym miejscu mamy betainę kokamidopropylową (niedrażniący środek), oraz Sodium Cocoamphoacetate (również substancja niedrażniąca, drugie miejsce na pierwszym wykresie). Dopiero na trzecim miejscu (i ostatnim, ze środków myjących) mamy sarkozynian, który wykazuje działanie średnio-drażniące. Dodatkowym plusem dla formuły pianek jest to, że są to substancje mocno rozcieńczone, żeby mogły ulec spienieniu. Mocne rozcieńczenie wpływa na mniejszą ilość preparatu stosowanego na skórę a tym samym- mniejsze ryzyko podrażnień.




O ile w kwestii SLS, glukozydów i betainy kokamidopropylowej możemy śmiało wskazać ich potencjał drażniący, o tyle kwestia pochodnych SLS nie jest tak łatwa do określenia. Wiele zależy od tego, jak tolerancyjną mamy skórę a także jakość i ilość zastosowanych preparatów. W tej kwestii zwolennicy kosmetyków naturalnych i konwencjonalnych wciąż będą polemizować, jednak dla mnie bardzo istotną kwestią jest bezpieczeństwo stosowanych kosmetyków. 

Powtórzę, że w przypadku osób borykających się z problemami skórnymi, lepiej sięgać po takie preparaty, które z całą pewnością nie podrażnią skóry, żeby nie zaostrzać jej zmian. Dlatego też polecam preparaty na bazie glukozydów czy betainy kokamidopropylowej.

Mimo, że sama mam skórę normalną i wiem, że dobrze toleruje pochodne SLS, nie stosuję ich- po co mam traktować ją substancją drażniącą? Być może teraz moja skóra dobrze radzi sobie dzięki procesom naprawczym ale ile tak pociągnie? Chcę zachować skórę jak najdłużej w dobrej kondycji- a w przypadku pielęgnacji to właśnie prewencja ma największe znaczenie!

Myślę, że wpis ten również pokazuje, że nie można ślepo ufać komisjom certyfikującym kosmetyki naturalne. Zawsze należy zerknąć w skład INCI i upewnić się, czy dany kosmetyk faktycznie będzie bezpieczny dla naszej skóry.

Jestem ciekawa Waszych opinii na ten temat =). Dajcie znać, czy post był pomocny!
Pozdrawiam serdecznie!

PS Dla zainteresowanych tematem dodam, że informacje tutaj przytoczone zaczerpnęłam ze strony Clariant Mild Surfactants, książki Dieter Balzer, Harald Luders, Nonionic Surfactants: Alkyl Polyglucosides, CRC Press, 2000 oraz artykułu "Związki myjące- potencjał drażniący i sposoby jego obniżania" czasopisma Chemia i Biznes.

Serdeczne podziękowania dla p. Tomasza Bujaka, za nieocenioną pomoc przy redakcji tego wpisu =)
[420.] Trądzik na ciele- plecy, dekolt, ramiona, pośladki

[420.] Trądzik na ciele- plecy, dekolt, ramiona, pośladki


Pisząc o trądziku w zdecydowanej większości mówi się o trądziku zlokalizowanym na twarzy. Półki w drogeriach i aptekach uginają się od preparatów z przeznaczeniem do stosowania na zmiany trądzikowe, ale czy ktoś z Was próbował z ich pomocą ratować skórę na ciele objętą trądzikiem np. ramiona, plecy, dekolt czy pośladki?

Czy trądzik na ciele różni się czymś od tego na twarzy? Czy borykając się z tym problemem powinnyśmy używać odmiennych preparatów do pielęgnacji całego ciała a tych partii skóry, które są objęte zmianami trądzikowymi? Perspektywa posiadania kilku różnych kosmetyków do mycia ciała (np.: żel do całego ciała, osobny żel do zmian trądzikowych, oczywiście osobny żel do higieny intymnej i w końcu osobny żel do mycia twarzy)- jest wręcz zniechęcająca. Wprawdzie "tonący brzytwy się chwyta", ale pielęgnacja ma być dla nas przyjemnością i chwilą relaksu a nie przykrym obowiązkiem.

W gojeniu zmian trądzikowych pomocny jest żel aloesowy. Do tej pory najbardziej byłam zadowolona z marki Equilibra, teraz czas wypróbować coś nowego!

Zmiany trądzikowe zlokalizowane na ciele mają takie same pochodzenie jak te na twarzy: mogą one wiązać się z nieprawidłową pracą układów hormonalnego i pokarmowego, dietą, stresem, nadmiernym rozwojem bakterii na skórze czy zarażeniem nużeńcem.

Jakie mogą być przyczyny trądziku?

Jednak w zdecydowanej większości trądzik - zarówno na twarzy jak i na ciele jest związany ze względnie prozaiczną przyczyną, jaką jest nieprawidłowa pielęgnacja. Jest to jedynie pozornie prozaiczna przyczyna, która niestety doprowadza do uciążliwego powracania zmian trądzikowych a także ich nasilania.

Substancje aknegenne i komedogenne (wywołujące trądzik) 



Dlatego podstawą w pielęgnacji ciała z problemem trądzikowym jest odpowiednie oczyszczanie skóry. I co bardzo istotne- żel do mycia ciała nie powinien zawierać żadnych substancji, które mogłyby potencjalnie drażnić, czy wysuszać skóry. Skóra na ciele jest grubsza niż ta zlokalizowana na twarzy, stąd też lepiej radzi sobie z tolerowaniem szkodliwych substancji. Na ciele nie obserwujemy uczucia "ściągnięcia" (w przypadku suchych skór uczucie "ściągnięcia" daje nam się poznać jako swędzenie) czy nadmiernego wydzielania sebum (które jest po prostu wycierane przez ubrania, jednak da się zaobserwować rozszerzone pory i zaskórniki).

Najdelikatniejszymi żelami są te, które posiadają glukozydy jako substancje myjące (niebawem planuję przygotować artykuł o rodzajach i sile środków myjących). Aktualnie nie znalazłam marki, która miałaby żele porównywalne czy delikatniejsze od tych z Sylveco (ponieważ są pozbawione jakichkolwiek anionowych środków powierzchniowo czynnych (a więc SLS, SLES czy ich pochodnych- ALS, SCS, SMS itp.)

Szczególnie polecam zainteresować się:
- Biolaven oraz wersję odżywczą oraz nawilżającą żeli pod prysznic Vianek, jako tych najbardziej przystępnych cenowo,
- delikatny żel do ciała Sylveco oraz orzeźwiająco-energetyzujący żel pod prysznic Vianek- ceny ciut wyższe, ale ich składy są wzbogacone o substancje aktywne pomagające goić zmiany trądzikowe.


Być może ktoś z Was zasugerowałby, że przecież mydła w kostce są produktami delikatnymi a także tańszymi i bardziej wydajnymi od żeli pod prysznic. I tutaj chciałabym polemizować- osobiście szczerze odradzam pielęgnację skóry mydłami w kostce a w przypadku zmian trądzikowych tym bardziej!

Dlaczego?
1. Naruszają barierę ochronną skóry- warstwę hydrolipidową- co prowadzi do sytuacji, w której skóra próbuje odbudować płaszcz ochronny i w efekcie produkuje więcej sebum. Niezmydlone oleje zawarte w mydle nie rozwiązują tego problemu! W przypadku pielęgnacji najważniejsza jest zasada: "Primum non nocere" (po pierwsze: nie szkodzić)- żaden olej nie zastąpi naszego płaszcza ochronnego, ponieważ skład warstwy hydrolipidowej każdego z nas troszeczkę się różni i zależy głównie od naszej diety. Żaden olej- nawet jojoba, który jest składem najbardziej zbliżony do ludzkiego sebum- nie zastąpi naszej bariery ochronnej. To tak, jakbyśmy chciały oczyszczać skórę zbyt mocno a następnie nakładać krem "żeby nie było ściągnięcia"- to prosta droga do rozregulowania pracy gruczołów łojowych. Stosowanie olejów w pielęgnacji jak najbardziej ma sens, jednak najlepsze efekty obserwujemy wtedy, gdy wspierają one naszą barierę hydrolipidową- wzmacniają ją a nie zastępują. Skóra z naruszoną barierą hydrolipidową, chociażby miała błyszczeć się od zaaplikowanych następnie olejów, i tak będzie produkowała sebum w nadmiarze.

Warstwa hydrolipidowa- jak pracuje i jak definiuje nasz typ cery

2. Kolejnym problemem związanym ze stosowaniem mydeł w kostce jest ich zbyt wysokie pH- jest to dla skóry szkodliwe nawet, jeśli po mydle zamierzamy stonizować skórę. A nie znam osoby, która wpadłaby na pomysł nacierania się tonikiem po kąpieli ;). Tym też sposobem doprowadzamy do sytuacji, w której:

- nasza skóra może zacząć produkować więcej potu- pot ma niskie pH, więc skóra wydzielając go, wyrównuje swoje pH.

- na skórze rozwijają się nadmierne bakterie, które zaostrzają zmiany trądzikowe. Nasza fizjologiczna flora bakteryjna jest w stanie funkcjonować w lekko kwaśnym pH skóry, jakie waha się między 4,5-5,5. Natomiast im bardziej ta wartość wzrasta, tym lepsze środowisko tworzymy do rozwoju Propionibacterium acnes- bakterii odpowiedzialnych za rozwój trądziku. Jeśli dodamy czynniki takie jak: brak złuszczania naskórka i stosowanie substancji komedogennych (wazelina, parafina, silikony), stwarzamy tym bakteriom jeszcze lepsze warunki bytowania.

- nadmierne złuszczamy naskórek- peelingi są bardzo ważne w pielęgnacji a zwłaszcza w terapii przeciwtrądzikowej ale ich nadmierne stosowanie, zwłaszcza przez długi okres czasu, doprowadza do sytuacji, gdy drażnimy żywe warstwy komórek naskórka. A skóra w odwecie broni się i albo wytwarza więcej sebum (znów pojawia się problem rozregulowania pracy gruczołów łojowych i zmian trądzikowych) albo w skrajnych przypadkach: produkuje zbyt szybko nowe komórki naskórka, które często nie są wytworzone prawidłowo, co doprowadza do nieestetycznych, szorstkich i złuszczających się zmian na skórze (parakeratoza).

Dlaczego pH skóry i kosmetyków jest takie ważne?
Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz.1

3. Również odradzam stosowanie mydeł potasowych: "czarnych"- wykazują dokładnie takie samo działanie a ich odmienna konsystencja wynika z zastąpienia sodu potasem- metalem o tak samo silnie zasadowym odczynie.

Mydła w kostce- dlaczego należy ich unikać?
 

Biorąc pod uwagę argumentacje pomiędzy przewagą żeli a mydeł w kostce w pielęgnacji ciała, za mydłami przemawia jedynie cena. Jednak mimo, że jednorazowy zakup żelu może wydawać się wysoki, wcale nie oznacza to, że uszczuplimy zawartość naszego portfela!


Zaletą stosowania żeli bez anionowych środków powierzchniowo czynnych jest brak potrzeby sięgania po balsam (zwłaszcza przy skórach z tendencją do trądziku!)- lub sporadyczna potrzeba ich stosowania, gdzie wcale nie musimy koniecznie sięgać po balsam- równie dobrze możemy nasmarować się olejem, którego używamy w kuchni jak kokosowy, słonecznikowy, rzepakowy czy oliwa a jeśli olej nie wchłania się w skórę- natrzeć ją gdy jest jeszcze wilgotna po kąpieli, po czym zetrzeć miękkim ręcznikiem lub wykonać peeling kawowy- te sposoby pozostawiają na skórze jedynie delikatny film, porównywalny do tego pozostawianego przez balsam.

Kolejną kwestią umożliwiającą bardziej ekonomiczne użytkowanie żelu pod prysznic jest... mycie się gąbką. To metoda zapominana i odradzana, jednak przy odpowiednio często zmienianej i przechowywanej gąbce nie musimy obawiać się rozwoju bakterii. Dodatkowo aplikacja mniejszej ilości żelu automatycznie zmniejsza ryzyko podrażnień i wysuszeń skóry! Jeszcze jednym, dużym plusem stosowania gąbek jest to, że delikatnie złuszczają naskórek, co pozwala zmniejszyć ilość zaskórników na ciele.


A jeśli jesteśmy już przy złuszczaniu naskórka: peelingi są tak samo pomocne w redukcji zmian trądzikowych na ciele jak i na twarzy! Jeśli posiadacie zaognione, czerwone wypryski (ze stanem zapalnym), polecam nanieść na ich obszar peeling enzymatyczny i unikać peelingów ziarnistych, żeby nie zaostrzać zmian. Natomiast jeśli wypryski są sporadyczne, lub borykamy się z zaskórnikami, rozszerzonymi porami- możemy wykonywać peelingi ziarniste na obszarze całego ciała.

Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. III- peelingi ciała

Ostatnim już argumentem za stosowaniem żeli pod prysznic jest to, że dzięki dodatkowi kwasu mlekowego posiadają one odpowiednie, fizjologiczne pH, co zapobiega rozwojowi patologicznej flory bakteryjnej a tym samym nie doprowadza do rozwoju zmian trądzikowych. Oznacza to, że po żelu pod prysznic, na prawdę nie ma potrzeby nacierania się tonikiem ;).

Jednak w przypadku partii ciała objętych trądzikiem, stosowanie hydrolatów czy naparów ziół może okazać się pomocne. Preparaty te również mają fizjologiczne pH i dzięki substancjom aktywnym, pomagają goić stany zapalne skóry. Polecam przecieranie zmian trądzikowych po kąpieli naparami np. z rumianku, lawendy, mięty, melisy, lipy, nagietka, szałwii- jeśli dysponujemy wanną, możemy pokusić się również o kąpiel w ziołach, jednak pamiętajcie, żeby najpierw umyć ciało a dopiero kiedy jest czyste, nalać świeżej wody, dodać napar i poddać się relaksującej- a także leczniczej- kąpieli. 


Bardzo prostym sposobem na pozbycie się trądziku na ciele jest stosowanie masek z glinki. Metoda ta jest odrobinę uciążliwa i często wymaga pomocy osób trzecich w ich aplikacji, jednak zdecydowanie warta zachodu! 

W kwestii pielęgnacji ciała najbardziej polecam glinkę zieloną- i możecie wykorzystać zarówno te rozrabiane tuż przed nałożeniem jak i gotowe w formie już gotowej do użycia (dla większości będą pewnie łatwiejsze w aplikacji).


Zabieg z użyciem glinek można wykonywać nawet 2x w tygodniu, przy czym obserwujemy zachowanie naszej skóry. Znam osoby, które wykonywały kurację zieloną glinką w formie "kuracji uderzeniowej" tj. codziennie przez tydzień pozostawiały glinkę na 20 min w partiach objętych trądzikiem po czym zmywały. Później stosowały glinki wg potrzeb- albo systematycznie 1-2x w tygodniu albo doraźnie, gdy coś wyskakiwało. Jeśli Wasze skóry będą dobrze reagować na pielęgnację z użyciem glinek, też możecie wypróbować taką "kurację uderzeniową", po czym polecam systematyczne sięganie po glinki aż do zagojenia zmian, jednak już nie codziennie.

Pojedyncze wypryski możemy pomóc goić przy pomocy olejków eterycznych: najbardziej znanym jest z drzewa herbacianego, chociaż przyznam, że lawendowy spisze się lepiej u osób o delikatnej skórze.


Olejki eteryczne możemy stosować w czystej postaci punktowo, a jeśli chcemy potraktować nimi większy obszar skóry, należy zmieszać parę kropel z balsamem do ciała i dopiero zaaplikować na skórę. Niestety nie każda skóra dobrze reaguje na olejki eteryczne- wtedy zmiany gorzej się goją czy ustępują z pozostawieniem przebarwienia. W takich przypadkach lepiej sięgnąć po oleje silnie regenerujące jak tamanu, pachnotka, czarnuszka, ogórecznik- które zmniejszają stany zapalne (zaczerwienienie przy wypryskach) i pomogą im szybciej się zagoić.

Warto również pamiętać, że na zmiany trądzikowe mają też wpływ materiały, z jakich nosimy ubrania- szczególnie warto wybierać te bawełniane a jeśli mamy możliwość (np. będąc w domu), odsłaniać części objęte trądzikiem. Przy mocnych stanach zapalnych, tkaniny mogą je zaostrzać, poprzez ciągłe tarcie. 

Niemały wpływ na kondycję naszej skóry na ciele mają również szampony, które spływając a zawierając jakieś szkodliwe substancje, tak samo będą nasilać wypryski, ale także płyny do płukania tkanin i proszki do prania. W przypadku jakichkolwiek problemów ze skórą na ciele, nie tylko trądzikiem, warto sięgać po produkty hypoalergiczne a nawet- spróbować wykonywać pranie z użyciem orzechów piorących.


Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii- czy borykacie się z problemem niedoskonałości na ciele? Jak sobie z nimi radzicie? Czy dodałybyście coś do tej listy?

Pozdrawiam serdecznie!

[419.] Denko z lutego- Pewniaki i Ulubieńcy!

[419.] Denko z lutego- Pewniaki i Ulubieńcy!

Wraz z kolejnym miesiącem nadszedł czas na podsumowanie kosmetyków, które zdenkowałam w lutym. Wśród nich nie znalazł się ani jeden bubel a większość tych produktów na stałe gości w mojej łazience- zapraszam do denka pełnego Ulubieńców i Pewniaków!


Pielęgnacja twarzy:


Olej jojoba, EcoSPA
Ten olej jest niesamowicie ciekawy, ponieważ pod względem składu najbardziej ze wszystkich olejów, przypomina nasze sebum. Stąd też, wiele osób o problematycznych cerach jak błyszczenie skóry czy trądzik, obserwuje poprawę, po jego stosowaniu- olej ten skutecznie wzmacnia barierę ochronną skóry, co wpływa regulująco na pracę gruczołów łojowych, ponieważ skóra, która charakteryzuje się odpowiednio zbudowaną barierą hydrolipidową, nie posiada bodźca do tego, by produkować więcej sebum niż powinna. Bardzo istotną zaletą jest to, że olej jojoba ma lekką, dobrze wchłaniającą się konsystencję.
W pielęgnacji twarzy ten olej mnie nie zachwycił- zapewne dlatego, że nie mam problemów z nadmierną pracą gruczołów łojowych a także dbam, by nie pozbawiać skóry jej własnego płaszcza ochronnego jakim jest warstwa hydrolipidowa. Dlatego też postanowiłam wypróbować go w pielęgnacji włosów i to był dobry pomysł- sprawił, że stały się one miękkie i przyjemne w dotyku!

Cena:  ok. 16 zł za 50 ml


Masło z awokado, EcoSPA
To odkrycie minionego miesiąca! W przeciwieństwie do bardziej znanych maseł jak kakaowe czy shea, to masło nie jest bryłą, którą należy najpierw roztopić, by móc zaaplikować na skórze. W konsystencji przypomina olej kokosowy- a więc jest zbity, jednak bez trudu daje się rozsmarować. Systematycznie stosowany bardzo dobrze zmiękcza skórę, staje się ona przyjemna w dotyku, gładka ale również bardziej napięta. Wyraźnie czuć, że jest mocno nawilżona. Z pewnością wrócę do tego masła zwłaszcza, że bardzo dobrze spisuje się też w pielęgnacji włosów!

Cena: 12 zł za 50 g
Gliceryna roślinna, Zrób Sobie Krem
Półprodukt, który jest śmiesznie tani a można wykorzystać go na wiele sposobów, dlatego zawsze trzymam go w swojej łazience. Gliceryna to jeden z najłatwiej dostępnych humektantów (substancji wiążących wodę w naskórku, nawilżających)- dostaniemy ją w każdej aptece.

Glicerynę możemy stosować jako serum pod krem (jednak osoby, które mają tendencje do zapychania skóry, nie powinny stosować jej częściej niż 1x na 1-2 tygodnie). Można również dodawać ją do odżywek czy masek do włosów- o tym, jak dokładnie ją aplikować, pisałam w artykule o równowadze PEH w pielęgnacji włosów.

Gliceryną można również obficie wzbogacić nasz balsam do ciała, po czym wykonać wrapping, dzięki czemu zabieg zyska silne właściwości nawilżające. Przykładowy zabieg wrappingu.

Cena: 4 zł za 60 ml
Biolaven, krem do twarzy na noc
Seria Biolaven bardzo przypadła mi do gustu ze względu na mocno nawilżające właściwości a także zawartość oleju lawendowego, po którym bardzo dobrze goją mi się wypryski. Kremy na noc stosuję sporadycznie, na noc moja skóra preferuje oleje, dlatego też zbliżał się koniec daty ważności kosmetyku a ja usilnie zastanawiałam się, jak go wykorzystać?

Postanowiłam zmywać nim makijaż- jako mieszanka olejów i emulgatorów, w teorii powinien dać radę makijażowi. I jak sobie wymyśliłam, tak też zrobiłam. Efekt pozytywnie mnie zaskoczył- makijaż był zmyty a skóra- jakżeby inaczej!- nie była ściągnięta. Minusem był fakt, że do takiego demakijażu trzeba użyć dużych ilości kremu, żeby nie miał szansy wchłonąć się całkowicie. Jednak jeśli zalega Wam jakiś krem i nie macie na niego pomysłu- taki demakijaż kremem ułatwi Wam pozbycie się gagatka ;).

Cena: ok. 25 zł za 50 ml


Eco Laboratorie, żel głęboko oczyszczający
W żelach Eco Laboratorie wręcz się zakochałam! Są to najdelikatniejsze żele, jakie kiedykolwiek stosowałam. "Najdelikatniejsze" nie oznacza, że nieskuteczne- co to, to nie! Żel bardzo dobrze mył skórę, pomagał goić się zmianom trądzikowym a przy tym nie dawał uczucia ściągnięcia. Nie pozostawiał też na skórze żadnej warstwy.

Ten żel mogłabym polecić tym osobom, które po umyciu twarzy odczuwają dyskomfort a wciąż borykają się z niedoskonałościami cery. 

Cena: ok. 15 zł za 150 ml


Organic Therapy, roller pod oczy przeciw śladom zmęczenia z kofeiną
Problemów z opuchlizną wokół oczu nie mam, ale roller zakupiłam z myślą o działaniu przeciwstarzeniowym kofeiny. Faktycznie, podczas stosowania tego kosmetyku, nie zdarzyło mi się obudzić z podkrążonymi czy spuchniętymi oczami nawet po ciężkiej nocy.

Dużą zaletą tego kremu jest jego dobra wchłanialność- znika niemal zaraz po aplikacji a więc z pewnością nie doprowadzi do rozwoju prosaków. Osoby, które potrzebują mocniejszego nawilżenia, spokojnie mogą nałożyć na ten żel swój ulubiony krem- tylko przypominam, że taki krem również powinien wchłonąć się w skórę wokół oczu!

A może ktoś z Was stosował ten roller właśnie z myślą o zmniejszaniu cieni i obrzęków pod oczami? Jak Wam się spisywał? Chętnie się dowiem!

Cena: ok. 25 zł za 10 ml



Natura Siberica, pasta do zębów Siberian Pearl
Jeśli lubicie pasty do zębów o silnym aromacie mięty, tutaj się nie zawiedziecie! Większość past do zębów o naturalnych składach posiada delikatnie miętowy aromat, tutaj jest on na poziomie konwencjonalnych past! Początkowo smak ten był dla mnie wręcz energetyzujący i pobudzał rano lepiej niż kawa, na szczęście szybko przyzwyczaiłam się do niego.

Myślę, że ta pasta to dobra propozycja dla osób rozpoczynających przygodę z naturalnymi pastami do zębów, które nie chcą rezygnować z silnie orzeźwiającego aromatu mięty. Pasta nie zawiera fluoru.

Cena: ok. 18 zł za 100 ml


 Pielęgnacja włosów:
 

Odżywczy szampon do włosów Vianek i maska jajeczna Babuszki Agafii
Duet idealny! Te kosmetyki stosowane w połączeniu gwarantowały idealnie gładką taflę włosów. Kosmyki były zdyscyplinowane, dociążone, nie plątały się ani nie elektryzowały. Nie są to pierwsze zdenkowane opakowania tych kosmetyków a także nie ostatnie- zwłaszcza maskę jajeczną kupuję na potęgę i właściwie w każdym denku widzicie po 2 opakowania =) Nie szczędzę jej włosom, ponieważ jest bajecznie tania i coraz łatwiej dostępna. Odradzam jedynie stosowanie tej maski na skórę głowy, ponieważ zawiera ceteareth-20, substancję, która może podrażnić.

Natomiast szampon Vianek posiada wzorowy, delikatny skład, który z pewnością nie zaszkodzi nawet bardzo wrażliwym skórom- nie powoduje łupieżu ani swędzenia. To moja ulubiona wersja szamponu z marki Sylveco!

Cena szamponu: ok. 20 zł za 300 ml
Pełna recenzja

Cena maski: ok. 15 zł za 300 ml
Pełna recenzja


Alverde, olejek do włosów
Spisywał się bardzo dobrze do wygładzania końcówek, zamiast silikonowego serum, dopóki nie odkryłam biofermentu z bambusa. W porównaniu z biofermentem, ten olejek jest troszkę trudniejszy w obsłudze, łatwo można przetłuścić nim włosy, nadmiernie stosowany może sprzyjać sklejaniu i strączkowaniu końcówek, czego absolutnie nie ma po biofermencie.

Dlatego też znalazłam olejkowi inne przeznaczenie- wykonywałam nim demakijaż. Dobrze rozpuszczał kosmetyki kolorowe, nie szczypał w oczy. Był niesamowicie wydajny, takie małe opakowanie wystarczyło mi na pół roku użytkowania!

Cena: ok. 15 zł za 50 ml

Organic Shop, maska do włosów Awokado i Miód
Ta maska dostarcza włosom wszystkich niezbędnych substancji odżywczych- zarówno protein (keratyna), emolientów (olej awokado) jak i humektantów (miód), dlatego z powodzeniem stosowałam ją jako maskę PEH.

Początkowo stosowałam ją co 3-5 mycie, po umyciu na ok. 5 minut po czym spłukiwałam, jednak potem spróbowałam stosować ją w metodzie OMO- a więc nakładałam ją przed myciem głowy. I to był strzał w 10! Włosy stawały się sprężyste, mocniejsze ale dzięki później stosowanym kosmetykom (szampon Vianek i maska jajeczna), nie puszyły się i nie były matowe. Biorąc pod uwagę cenę tej maski a także wyważony, zbilansowany skład, serdecznie polecam wypróbować!

Cena: ok. 10 zł za 250 ml

 Pielęgnacja ciała:


Yope, mydło kuchenne "Goździk"
Mydła Yope na stałe zagościły w mojej kuchni oraz łazience a ich preparaty do czyszczenia mieszkania spisują się u mnie nieporównywalnie lepiej, niż inne produkty z działu chemii gospodarczej! Marka szturmem zdobyła moje serce i jestem pewna, że zostanę przy nich na dłużej.

Mydła kuchenne wykorzystuję do... mycia naczyń! Bez trudu domywają naczynia, są bardzo wydajne a - co dla mnie najważniejsze- nie wysuszają dłoni. Odkąd zmieniłam płyny do mycia naczyń na mydła kuchenne Yope, nie muszę pamiętać o nakładaniu rękawiczek podczas walki ze stosem brudnych naczyń. 

Tak na marginesie dodam, że będąc na I edycji targów Eko Cuda (listopad), przedstawiciele marki zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie- mimo wielogodzinnego odpowiadania na masę pytań, dającego się już we znaki zmęczenia i tłumów klientów, którzy wszystko chcieli powąchać i dotknąć- trzymali fason, bardzo miło i kulturalnie odpowiadali na pytania zainteresowanych. Ich stoisko było jednym z najbardziej obleganych i mam nadzieję, że podczas nadchodzącej, kwietniowej edycji, również się zobaczymy =).

Cena: ok. 16 zł za 300 ml
Jak pielęgnować dłonie?


Vianek, nawilżający żel pod prysznic
W kwestii żeli do mycia ciała, jakoś trudno zmienić mi Vianek na coś innego a to dlatego, że jako jedyna marka posiada tak delikatne preparaty do mycia całego ciała- bez SLS, SLES i ich pochodnych. Stosując te żele, nie odczuwam potrzeby sięgania po balsam- a wbrew temu, co może się niektórym wydawać- cenię sobie minimalizm w pielęgnacji. Minimalizm, nie ascetyzm kosmetyczny :D

Wersja nawilżająca gości u mnie najczęściej ze względu na świeży zapach, który bardzo przypadł mi do gustu. Często sięgam też po wersję łagodzącą (bo pachnie bzem a ja uwielbiam ten zapach!) a od niedawna zaczęłam na nowo doceniać zapachy serii orzeźwiająco-energetyzującej (zielone jabłuszko!) i kojącej (hmmm... zapach słodko-rześki, z przewagą słodkiej nuty, bardzo oryginalny). 

Cena: ok. 17 zł za 300 ml
Pełna recenzja

Vianek, łagodzący balsam do ciała
Kolejny kosmetyk, do którego z pewnością wrócę- nie tylko ze względu na obłędny zapach bzu, który utrzymuje się na skórze przez kilka godzin- ale też ze względu na przyjemną, lekką, dobrze wchłaniającą się konsystencję.

Balsam bardzo dobrze nawilża, sprawia, że skóra staje się gładka i miękka a dzięki dużej ilości pantenolu i alantoiny, z powodzeniem może być stosowany na skórę podrażnioną np. po depilacji.

Cena: ok. 28 zł za 300 ml

Vianek, ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Na chwilę obecną jest to mój ulubiony peeling marki Vianek, na równi z wersją odżywczą. Posiada słodki zapach z przeważającą nutą wiśni. W peelingu znajduje się również olejek cynamonowy, który silnie rozgrzewa skórę a przez to działa antycellulitowo.

Po peelingu skóra jest nawilżona, wyczuwalny jest na niej lekki film, jednak nie jest on lepki ani tłusty. Wręcz przeciwnie- skóra zachowuje się tak, jakbyśmy nałożyły na nią balsam, który zdążył już się wchłonąć. 

A najlepszym hitem jest to, że Vianek powiększył pojemności swoich peelingów, jednocześnie pozostawiając tą samą cenę! Dla mnie bomba i tym chętniej sięgam po te peelingi!

Cena: ok. 28 zł za 250 ml
Pełna recenzja
_____

I to byłoby na tyle! Puste opakowania na kolejne denko już zaczęły mi się gromadzić, także jestem pewna, że za miesiąc znów będziecie mogły przeczytać kolejny wpis z tej serii!

Jestem ciekawa, czy znacie któreś z przytoczonych tutaj kosmetyków? Jak spisywały się u Was?

Pozdrawiam serdecznie!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl