[488.] Rozświetlający krem Resibo z efektem GLOW !

[488.] Rozświetlający krem Resibo z efektem GLOW !

Polska marka kosmetyków naturalnych Resibo niedawno wypuściła nowość- rozświetlający krem z efektem Glow! Kosmetyk cieszy się zainteresowaniem ale z pewnością wiele z Was jest ciekawych, jak produkt wygląda na twarzy? Czy aby efekt ten nie jest przerysowany? Czy cera nie wygląda niezdrowo? A może pozostawia brokatowe drobinki?

Mam możliwość zaprezentować Wam efekt, jaki daje ten krem i powiem szczerze- jestem pod jego ogromnym wrażeniem!


Zanim jednak przejdziemy do efektów stosowania, zerknijmy w skład INCI- to bardzo istotny i etap wyboru kosmetyku! Jeśli skład INCI będzie zawierał jakieś niepożądane substancje, istnieje spore ryzyko, że przyczyni się do pogorszenia stanu cery. Dlatego zawsze należy poświęcić chwilę, by przestudiować ten skład!

INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne a na fioletowo- substancje odpowiadające za efekt glow):
Aqua - woda,
Propanediol - rozpuszczalnik umożliwiający wkręcenie w kosmetyk trudnych do rozpuszczenia półproduktów,
Glycerin - humektant, wiąże wodę w naskórku,
Squalane - pozyskiwany jest z oliwy z oliwek, wspomaga uszczelnienie bariery hydrolipidowej skóry a tym samym zapobiega ucieczce wody z naskórka,
Mica - pigment odpowiadający za działanie rozświetlające produktu,
Aleurites Moluccana Seed Oil - olej z orzeszków kukui jest lekki i nie pozostawia tłustego filmu. Zapobiega ucieczce wody z naskórka, wspiera funkcje bariery hydrolipidowej a także zmniejsza suchość, łuszczenie i świąt skóry,
Aloe Barbadensis Leaf Juice - sok z aloesu wspomaga gojenie wyprysków, wygładza powierzchnię skóry oraz pomaga wiązać wodę w naskórku (pełni rolę humektanta),
Vitis Vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron jest bogatym surowcem w antyoksydanty (resweratrol), dzięki czemu skutecznie opóźnia procesy starzenia się skóry,
Isoamyl Laurate - naturalny odpowiednik silikonu, wygładza powierzchnię skóry,
Caprylic/Capric Triglyceride - substancja naturalnie występująca w barierze hydrolipidowej naszej skóry dzięki czemu wspomaga jej odbudowę,
C12-C16 Alcohols - grupa alkoholi tłuszczowych wykazująca działanie emoliencyjne, tj. zapobiegają utracie wody z naskórka,
Titanium Dioxide (CI 77891) - pigment odpowiadający za działanie rozświetlające produktu,
Coco Caprylate/Caprate - naturalny odpowiednik silikonu, wygładza powierzchnię skóry,
Polyhydroxystearic Acid - wykazuje działanie emoliencyjne,
Salvia Sclarea Extract - ekstrakt z szałwii muszkatołowej o działaniu regulującym pracę gruczołów łojowych,
Hydrogenated Lecithin - działa silnie odżywczo i regenerująco,
Cellulose Gum - zagęstnik,
Microcrystalline Cellulose - zagęstnik,
Cetearyl Alcohol - wykazuje działanie emoliencyjne,
Sodium Phytate - związek chelatujący ("wiążący") metale ciężkie,
Biosaccharide Gum-1 - zagęstnik,
Palmitic Acid - wykazuje działanie emoliencyjne,
Silica - wykazuje właściwości rozpraszające światło, dlatego daje wizualny efekt wygładzenia skóry a ponadto pochłania nadmiar sebum,
Xanthan Gum - zagęstnik,
Benzyl Alcohol - konserwant,
Dehydroacetic Acid - konserwant,
Citric Acid - regulator pH,
Parfum - kompozycja zapachowa,
Benzyl Salicylate - składnik kompozycji zapachowej,
Coumarin - składnik kompozycji zapachowej,
Geraniol - składnik kompozycji zapachowej,
Hexyl Cinnamal - składnik kompozycji zapachowej,
Butylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej,
Linalool - składnik kompozycji zapachowej.


Skład kremu jest całkowicie naturalny i bezpieczny- zawiera wyważoną ilość substancji, które wspomagają regulację pracy gruczołów łojowych i hamują nadmierny łojotok ale także tych nawilżających i wspierających barierę hydrolipidową.

Bardzo podoba mi się, że producent nie ograniczył właściwości kremu jedynie do nadania blasku cerze, ale właśnie wzbogacił skład o substancje pielęgnujące. Dzięki temu krem spełnia wzorowo także swoją podstawową funkcję jaką jest ochrona i nawilżanie skóry.

Natomiast jeśli chodzi o pigmenty zawarte w kremie, które odpowiadają za końcowy efekt glow, to są to: mika, dwutlenek krzemu oraz dwutlenek tytanu. 


Efekt po aplikacji kremu prezentuje się następująco:

 Oba zdjęcia bez makijażu: po lewej przed aplikacją kremu a po prawej- po aplikacji.

Efekt jaki uzyskujemy nie jest przesadzony- cera nie sprawia wrażenia łojotokowej ale bardzo ładnie odbija i rozprasza światło, dzięki czemu zyskujemy efekt promiennej oraz pełnej blasku cery. Efekt rozświetlenia uwydatnia walory naszej cery- podkreśla kości jarzmowe ("policzkowe") czy łuk brwiowy. Sprawia, że cera wygląda na bardziej wypoczętą i.. po prostu młodszą =) 

Pod względem technicznym: krem dopasowuje się do kolorytu skóry niezależnie, czy posiadamy jej ciepły, czy chłodny odcień, ponieważ zawiera dwa rodzaje miki. Krem pozostawia na twarzy bardzo delikatne i miałkie drobinki- są one jednak widoczne jedynie po dłuższym wpatrywaniu się w skórę z bardzo bliskiej odległości (tj. jedynie, gdy zbliżyłam lusterko do twarzy, z poziomu rozmówcy, nie są one w ogóle widoczne). Mimo, iż próbowałam uchwycić je na zdjęciach z dużym przybliżeniem, nie udało mi się. Drobinki te całkowicie znikają po nałożeniu podkładu, ale efekt glow pozostaje zachowany! Dlatego krem ten może nam posłużyć jako rozświetlająca i wygładzająca baza pod makijaż- nałożony pod podkład nie spływa ani nie traci swoich właściwości.




Całości efektu dopełnia bardzo elegancko zaprojektowane opakowanie- które wyróżnia się na tle pozostałych kosmetyków Resibo, ponieważ jest zachowane w srebrze (a nie w beżu, jak ich dotychczasowe kosmetyki) z efektem holograficznym. Na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć, jak opakowanie pięknie zmienia kolory w zależności od kąta padania światła!


Jestem bardzo ciekawa, jak zapatrujecie się na nowość od Resibo? Spróbowałybyście? Szczerze zachęcam zwłaszcza, że producent umożliwia przetestowanie kosmetyków w formie próbek!

Pozdrawiam serdecznie,
 
[487.] Projekt denko- edycja listopadowa!

[487.] Projekt denko- edycja listopadowa!

Wraz z nadejściem grudnia najwyższa pora zrobić podsumowanie kosmetyków zdenkowanych w listopadzie. Tym razem znów denko jest niewielkie, ale za to urozmaicone oraz obfitujące w mało znane kosmetyki. Zapraszam serdecznie do podsumowania i krótkich recenzji!



Oczyszczanie twarzy


Woda różana, East End

Wodę różaną stosuję jako alternatywę dla gotowych toników- większość z nich zawiera niewielkie ilości substancji myjących, których jednak moja cera nie toleruje jeśli są pozostawiane na skórze (nawet w tak niewielkiej ilości). 

Woda różana daje delikatny efekt nawilżenia a także łagodzi podrażnienia i uszczelnia naczynka. Fantastycznie spisuje się podczas zimowej pogody, gdy skóra wymaga mocniejszego nawilżenia. 

Cena: ok. 6 zł za 300 ml


Pianka do cery wrażliwej z kolagenem, Yaka

Będąc na wycieczce na Ukrainie zakupiłam sporo kosmetyków, które nie są dostępne w Polsce. Chociaż byłam do nich bardzo entuzjastycznie nastawiona, większość z nich- niestety- okazała się kompletną klapą. Niechętnie więc sięgałam po tą piankę w obawie, że również okaże się bublem.

Na szczęście pianka okazała się miłą niespodzianką! Był to pierwszy kosmetyk przywieziony z Ukrainy, który całkowicie mogę polecić - ma wzorowy skład INCI a do tego delikatnie lecz dokładnie oczyszcza. Chociaż opakowanie do złudzenia przypomina pianki Eco Laboratorie, to pianka Yaka różni się konsystencją piany- powiedziałabym, że jest odrobinę mniej sztywna i posiada większe "oczka". Dzięki zawartości kolagenu pozostawia po umyciu uczucie gładkiej skóry, chociaż nie ma na niej wyczuwalnego filmu. Także jeśli będziecie na Ukrainie, to tę piankę mogę zarekomendować!

Myślę, że stworzę jeszcze zbiorczy post podsumowujący przywiezione kosmetyki z Ukrainy, żeby osoby wybierające się tam wiedziały, które kosmetyki warto kupić a których lepiej unikać- co Wy na to? =)

Cena: ok. 7 zł za 150 ml


Głęboko oczyszczająca pianka, Eco Laboratorie

Pianki do mycia twarzy marki Eco Laboratorie zajmują szczególne miejsce wśród moich ulubieńców. Mało który kosmetyk zyskuje aż tak szerokie uznanie- zdecydowanej większości z Was, którym polecałam te pianki, są z nich zadowolone. 

Wersja głęboko oczyszczająca wykazuje najsilniejsze właściwości myjące z trzech pianek tej marki- posiada dodatkowo ekstrakt z irysa, który reguluje wydzielanie sebum. Zapobiega powstawaniu niedoskonałości, oczyszcza bez uczucia ściągnięcia ale też bez pozostawienia filmu. 

Osobiście jestem też zwolenniczką formulacji tej pianki- gdy aplikuję ją na twarz mam wrażenie, jak gdybym dotykała twarzy niezwykle miłym puszkiem. Oczyszczanie twarzy chyba nigdy nie sprawiało mi takiej radochy!

Cena: ok. 18 zł za 150 ml


Krem do golenia, Arko Men

W okresie letnim często pytałyście o kosmetyki do golenia. Dotychczas nie poruszyłam tego tematu w osobnej notce, ponieważ wciąż szukam ciekawego kosmetyku...

Problem z produktami do depilacji jest taki, że w większości są to ... bardzo rzadkie, maziste mydła. Kremy do depilacji zawierają substancje o silnie zasadowym odczynie, ponieważ wpływa on na osłabienie włosa (rozchyla łuski) i łatwiejsze jego usunięcie. Niestety, zasadowe pH podobnie uszkadza komórki naskórka- sprawia, że przy systematycznym stosowaniu skóra może zacząć się łuszczyć i być bardziej sucha, w dodatku może pojawić się problem drobnych wyprysków, kaszki, która wynika z rozwoju bakterii i często mylona jest z rogowaceniem okołomieszkowym lub wrastaniem włosków.

Krem do golenia Arko - kupiłam go na Ukrainie, ponieważ w Polsce został już wycofany - był właśnie takim mazistym mydłem i to sprawiło, że nie mogłam się przekonać do jego systematycznego stosowania. Podrzuciłam go więc partnerowi a on stosował go co 3-4 dni i na szczęście nie zaobserwował pogorszenia skóry.

Osobiście depiluję się najczęściej na samej wodzie (przy czym mam bardzo słabe włoski i depilację wykonuję raz na 1-2 tygodnie) - stosowałam także depilację na oleju kokosowym oraz żelu do mycia ciała i każda z tych metod sprawdzała się. Raczej polecam depilację właśnie na oleju kokosowym lub żelu do mycia ciała (depilacja na samej wodzie stwarza duże ryzyko podrażnień!) jako produktach o pH bezpiecznym dla skóry. Jednak w przypadku grubych włosków te produkty mogą się nie sprawdzić. Jeśli znajdę jakiś ciekawy i bezpieczny kosmetyk do depilacji, dam znać =)

Cena: ok. 3 zł za 65 g 


Pielęgnacja twarzy
 

Lippen Pflege (pielęgnacja ust/pomadka ochronna), bi good

Pomadka ochronna przywieziona z Austrii - mocno nawilżała usta i bardzo dobrze chroniła je przed wiatrem oraz mrozem. W dodatku posiadała bardzo przyjemny zapach, który przypominał mi pudrowe cukierki! Zdecydowanie polecam fankom słodkości!

Przypominam, że skład pomadek jest niesamowicie istotny- w większości zostają one przez nas zjedzone, dlatego należy zwrócić uwagę, w jaki sposób nałożone na usta substancje mogą wpłynąć na cały organizm, gdy z żołądka przedostaną się do krwioobiegu.

Cena: ok. 8 zł za 14 g


Serum zwężające pory, Organic Therapy

Fantastyczny kosmetyk, który skutecznie zwęża pory, jednak by móc zaobserwować ten efekt należy dać temu kosmetykowi czas!

Serum zawiera kwas salicylowy, który chociaż jest w niewielkiej ilości, to bardzo głęboko wnika w naskórek. Z tego względu jest przeznaczony dla skór problematycznych, grubych i opornych. Jednak kwas ten - jak każdy inny kwas - rozluźnia wiązania międzykomórkowe a złuszczenie tych komórek następuje dopiero w kolejnych dniach, gdy zostają wypchnięte przed rozwijające się pod nimi kolejne warstwy komórek naskórka. 

Stosowałam to serum tylko 1x w tygodniu- i dopiero po kilku użyciach mogłam powiedzieć, że widzę efekt. Widziałam go nie tylko ja- osoby trzecie także zwracały uwagę, że moja cera prezentuje się bardziej gładko. Tak dobry efekt kusi do spróbowania, czy można uzyskać jeszcze lepsze rezultaty- niestety, częstsze stosowanie serum sprawiało, że cera była bardziej zaczerwieniona, reaktywna i pojawiały się na niej niedoskonałości- typowy efekt, w którym cera sygnalizuje, że została podrażniona i próbuje się bronić. Serum stosowane w takiej częstotliwości nie dawało zadowalających rezultatów względem wielkości porów ponieważ skóra chcąc bronić się przed zbyt agresywnym działaniem kwasu, produkowała więcej sebum. 

Dlatego w przypadku tego serum sprawdzało się powiedzenie "mniej znaczy więcej"- niestety, doszły mnie słuchy, że to serum jak i cała marka Organic Therapy zostaje wycofana ze sprzedaży w Polsce. Wielka szkoda, ponieważ kosmetyk był zdecydowanie warty uwagi! Skuteczny, wydajny, w przystępnej cenie a także o wzorowym składzie INCI.

Cena: ok. 20 zł za 50 ml


Krem balansujący 24h, kivvi

Ten krem niestety nie spełnił moich oczekiwań- nie był zły, ponieważ skład ma bogaty i całkowicie naturalny- jednak miał zbyt lekką konsystencję dla mojej skóry. Dawał delikatne uczucie nawilżenia, szybko i całkowicie się wchłaniał. Konsystencją przypominał normalizujący krem na dzień z Vianka a różnica między nimi polega na obecności skrobii w Vianku, która działa matująco. Powiedziałabym, że jeśli poszukujecie kremu o bardzo lekkiej konsystencji, lecz bardziej nawilżającego niż matującego, to kivvi prawdopodobnie spisałby się u Was. Zdecydowanie mogłabym polecić go dla skór tłustych czy tych z tendencją do komedogenności. 

Krem ten nie pogorszył stanu mojej cery- nie pojawiło się żadne podrażnienie, uczucie wysuszenia skóry czy wzmożenie niedoskonałości czy rumienia- ot, od kremów oczekuję jednak mocniejszego nawilżenia a zimą dodatkowo zwracam uwagę, by krem pozostawił lekki film, który chroniłby przed wpływem czynników zewnętrznych.

Cena: ok. 45 zł za 50 ml



Łagodzący krem pod oczy, Sylveco

Do tego kremu z przyjemnością wracam- był nawet taki rok, podczas którego nie sięgałam po żaden inny krem pod oczy, tylko Sylveco! Jego niewątpliwą zaletą jest minimalizowanie opuchnięć i obrzęków w okolicy oka, które zawdzięczamy obecności chabra i świetlika. Stosowałam go głównie intensywnie w okresie studiów, gdy zdarzało mi się spędzać długie wieczory nad książkami, co rano skutkowało workami pod oczami. Podczas stosowania tego kremu nie zdarzyło mi się, by nawet po nieprzespanej nocy moje oczy wyglądały na zmęczone! W dodatku zmniejszał zaczerwienienia w okolicy oka oraz jest bezpieczny nawet dla osób o bardzo wrażliwej skórze.

Krem ten posiada bardzo lekką konsystencję, dzięki czemu z powodzeniem może być stosowany przez osoby z tendencją do powstawania prosaków. W celu poprawienia jego właściwości nawilżających można stosować go w formie maseczki, nakładając grubą warstwę na całą okolicę oka- w takim wydaniu również jest bezpieczny dla oczu i nie stwarza ryzyka powstania prosaków.


Cena: ok. 30 zł za 30 ml


Balsam ochronny do ust, EOS

Czasem przechodząc obok drogich i znanych kosmetyków z góry zakładamy, że nie warto patrzeć w ich skład. Balsam ochronny EOS jest przykładem, że kosmetyk z wyższej półki dostępny w perfumeriach, również może mieć wzorowy skład INCI!

I chociaż cena balsamu EOS może być dla niektórych wygórowana to zdecydowanie warto w niego zainwestować. Pomadki te mają treściwą, lekko woskową konsystencję dzięki czemu pozostawiają na ustach ochronny film, który nie jest nieprzyjemnie tłusty ani lepki, za to bardzo dobrze chroni przed wiatrem i mrozem. Balsam posiada eleganckie opakowanie dzięki któremu możemy wydobyć produkt ze słoiczka bez używania palców. A jakie posiada apetyczne zapachy!

Jako ciekawostka podpowiem Wam, że balsam EOS pojawił się na planie teledysku Fergie - M.I.L.F. $ !

 
Cena: ok. 20 zł za 7g


Pielęgnacja ciała


Upiększający żel pod prysznic, Nonique

Żel ten przywiozłam z Austrii, jednak na szczęście marka Nonique dostępna jest także w Polsce - mogę śmiało powiedzieć, że żel ten mocno konkuruje z moimi ulubionymi żelami Vianek. Nonique również jest oparty o bardzo delikatne substancje myjące przez co nie podrażnia i nie wysusza skóry.

Żel ten posiada bardzo gęstą konsystencję, dzięki czemu niewielka ilość wystarcza do umycia całego ciała. Kosmetyk ten bardzo dobrze współgra ze spieniaczem do kosmetyków, w którym tworzy zbitą i gęstą pianę, dzięki czemu żel staje się jeszcze bardziej wydajny!

Cena: ok. 30 zł za 250 ml
 

Nawilżająco-wygładzający peeling do ciała, Vianek

Peelingi do ciała Vianek uwielbiam wszystkie- przede wszystkim za skuteczność z jaką złuszczają martwe komórki naskórka oraz za efekt jedwabiście gładkiej skóry. Po zastosowaniu tych peelingów skóra jest nawilżona i nie wymaga dodatkowej aplikacji balsamu- chyba, że macie ochotę się dopieścić- w takim przypadku nic nie stoi na przeszkodzie!

Ostatnio najczęściej wykorzystywanym przeze mnie peelingiem była wersja orzeźwiająco-energetyzująca. W listopadzie postanowiłam odmienić sobie peeling i wybrałam ostatni, którego jeszcze nie testowałam- z czarnuszką. Bardzo podoba mi się świeżo-kwiatowy i ciepły zapach tego kosmetyku, który dodatkowo wzbogacony jest pikantną nutą aromatu czarnuszki. Dzięki dokładnemu masażowi i aromaterapii podczas wykonywania peelingu nie tylko dbamy o skórę, ale także mamy okazję się zrelaksować.

Cena: ok. 20 zł za 250 ml



Pielęgnacja włosów


Olej kokosowy, Bio Planete

Po raz drugi zrobiłam podejście do oleju kokosowego, dlatego kupiłam na próbę malutkie opakowanie. Pierwszą styczność z tym olejem miałam kilka lat temu: byłam wtedy posiadaczką zniszczonych, wysokoporowatych włosów, których za nic w świecie nie mogłam dociążyć. Mimo, że olej kokosowy nie jest polecany do włosów wysokoporowatych, postanowiłam spróbować- a nóż może efekt by mnie zaskoczył? Niestety, efekt po miesiącu stosowania oleju kokosowego prezentował się następująco:

Rok 2015 - efekt po miesiącu stosowania oleju kokosowego na włosach wysokoporowatych.

W tym czasie borykałam się także z trądzikiem, ale na twarzy nie eksperymentowałam z olejem kokosowym. Zużyłam go do metody ssania oleju kokosowego, która miała wybielić zęby oraz oczyścić organizm z toksyn. Metoda była ciekawa, wspomogła mnie w bólu gardła i delikatnie wybieliła zęby jednak efekty nie były aż tak powalające, żebym wprowadziła tę metodę na stałe.

Aktualnie moje włosy i cera są w całkiem innym stanie: włosy są średnioporowate w kierunku niskoporowatych, częściej dokucza im brak objętości niż puszenie, natomiast po cerze trądzikowej zostało jedynie wspomnienie. Zaczęłam więc powoli wprowadzać do pielęgnacji olej kokosowy- najpierw na włosy, miałam zamiar stosować go raz na jakiś czas, ponieważ pamiętałam, że początkowo dawał fantastyczne i szybkie efekty, dopiero w późniejszym okresie spowodował efekt fryzury a la Hagrid. I tak jak się spodziewałam, olej kokosowy już po pierwszym zastosowaniu pięknie nabłyszczał włosy. Po kilku tygodniach postanowiłam spróbować olejować włosy tylko nim, by zobaczyć, czy ponownie dojdzie do spuszenia włosów. Tym razem efekt był całkiem inny- włosy wciąż pozostają mocno nabłyszczone, gładkie, lecz jednocześnie uzyskują pewną lekkość i puszystość, która jest całkowicie odmienna od efektu, jaki uzyskałam kilka lat temu. W ten sposób olej kokosowy wrócił do moich łask i obecnie nie wyobrażam sobie bez niego pielęgnacji włosów! Stosowany w połączeniu z podkładem humektantowym sprawia, że włosy są zdecydowanie lepiej nawilżone, co widać przede wszystkim po tym, że bardzo długo schną po umyciu.

Aktualny stan włosów

Olej kokosowy wprowadzam także do pielęgnacji twarzy- na razie raz na jakiś czas, żeby zaobserwować reakcje skóry. Przy sporadycznym stosowaniu dobrze nawilża i zmiękcza skórę, nie pogorszył jej stanu dlatego z pewnością wypróbuję go jako samodzielny olej do codziennego stosowania. O efektach na pewno Wam napiszę!

Cena: ok. 7 zł za 30 ml 


Odżywka do włosów, Biolaven

Aktualnie jest to moja ulubiona odżywka do włosów- świetnie je wygładza i kondycjonuje, ułatwia rozczesywanie a także nie powoduje nadmiernego dociążenia i przyklapu od nasady. Ma bardzo dobry skład bogaty w emolienty dzięki czemu jest odpowiednim wyborem do stosowania na co dzień a także może posłużyć jako baza do wkręcania w nią półproduktów- najczęściej wybieranymi przeze mnie było siemię lniane, dzięki któremu odżywka nadawała włosom dodatkowej lekkości lub żel aloesowy, gliceryna, kwasu hialurownowy (w celu wzbogacenia pielęgnacji o humektanty) oraz l-cysteina, która działa niczym naturalny Olaplex!


Cena: ok. 20 zł za 300 ml


Żel aloesowy, Equilibra

Chociaż na rynku obecnych jest wiele żeli aloesowych, to tylko marka Equilibra oraz Organic Heaven sprzedają czysty żel aloesowy bez kontrowersyjnych dodatków. Equilibra jest częstym gościem w mojej łazience, jednak tym razem, żel aloesowy powodował na mojej cerze silne podrażnienie.

Nie mam alergii na aloes a zaistniałe podrażnienie wiązało się tylko z tym opakowaniem żelu aloesowego. Początkowo podejrzewałam, że produkt się zepsuł lub doszło do jego zanieczyszczenia mimo, iż pachnie i wygląda tak samo jak zwykle- udało mi się to jednak wykluczyć. Prawdopodobnie partia aloesu, z której wyekstrahowany został żel, różniła się od poprzednich- roślina mogła rosnąć na innej glebie lub w odrobinę innych warunkach. Także pozyskanie żelu aloesowego mogło mieć wpływ na to, jakie substancje trafiły do żelu aloesowego. Niestety takich sytuacji nie da się uniknąć w przypadku stosowania kosmetyków naturalnych i na takie problemy powołują się przeciwnicy naturalnej pielęgnacji. Istnieje pewien margines nieprzewidywalności surowców naturalnych, ale czy jest to powód, by z nich rezygnować? Wg mnie absolutnie nie! W końcu żel aloesowy to dość często alergizujący składnik i z pewnością nie polecałabym go na pierwszy ogień dla osób o wrażliwych cerach a poza tym, substancje zawarte w preparatach roślinnych wnikają głęboko w skórę, dzięki czemu wywołują efekt- zazwyczaj obserwujemy skuteczność jego działania, jednak głębokie wniknięcie substancji wpływa także na możliwość pojawienia się podrażnienia. A to, że u mnie ta partia wywołała podrażnienie nie oznacza, że i u innych osób tak będzie!

Powyższe opakowanie żelu aloesowego wykorzystałam do włosów, ponieważ nałożony pod olej lub do odżywki dodaje włosom objętości i lekkości. Z pewnością zakupię ponownie żel aloesowy marki Equilibra, jednak z innej partii ;).

Cena: ok. 25 zł za 150 ml

_____________

Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jakie macie z nimi doświadczenia? A może zainteresowałam Was którymś? Koniecznie dajcie znać!

Pozdrawiam serdecznie!
[486.] Porównanie dwóch biofermentów - z bambusa oraz z alg - efekty na włosach!

[486.] Porównanie dwóch biofermentów - z bambusa oraz z alg - efekty na włosach!


Niedawno minął rok, od kiedy włączyłam do pielęgnacji włosów bioferment z bambusa. Substancja ta jest naturalnym zamiennikiem silikonu- podobnie jak on składa się z krzemu, jednak jest substancją biodegradowalną, dlatego nie szkodzi środowisku. 
Bioferment z bambusa stosuję jako serum ochronne na końcówki włosów - i w tej roli spisuje się fantastycznie, zdecydowanie chroni włosy przed rozdwajaniem. Zdarzało mi się stosować go także w innej roli, np. do pielęgnacji twarzy czy dłoni, ale to właśnie bez niego nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów!

Nie mogąc przestać zachwycać się biofermentem z bambusa, postanowiłam wypróbować inny bioferment- tym razem z alg- i sprawdzić, na ile obie substancje są podobne, czy dają porównywalny efekt na włosach?

Okazało się, że wspólną cechą obu biofermentów jest ich właściwość dyscyplinująca włosy oraz nadająca lepszy poślizg własnoręcznie wykonywanym kremom. Mimo tych bliskich podobieństw, znacznie się od siebie różnią- sprawdźcie same!


Oba surowce różnią się konsystencją- bioferment z bambusa jest płynny i posiada mleczny kolor. Natomiast bioferment z alg to przeźroczysta galaretka.

Początkowo próbowałam stosować bioferment z alg podobnie jak ten z bambusa- nakładając niewielką ilość po umyciu włosów, gdy są jeszcze wilgotne. Niestety, stosowany w taki sposób nie dawał oczekiwanego rezultatu- puszył końcówki włosów, stawały się sztywne i matowe, jak gdybym je przeproteinowała. Podejrzewam, że bioferment z alg mocniej nadbudowywał się na włosie, stąd ten efekt. W przypadku biofermentu z bambusa, aplikacja bezpośrednio na mokre końce włosów sprawia, że po wyschnięciu są one zdyscyplinowane i gładkie. Jeśli nałożę ten bioferment nie tylko na końcówki włosów, ale na ich całą długość od ucha w dół, włosy zyskują sprężystość, elastyczność przy zachowaniu wygładzenia.

Wypróbowałam także oba biofermenty jako półprodukt do wzbogacenia odżywki do włosów. Pół łyżeczki biofermentu na pojemniczek wielkości 100 ml, który wystarczał mi na 2-3 użycia. Efekty prezentują się następująco:

Po lewej- bioferment z bambusa, po prawej- bioferment z alg.

Oba biofermenty dyscyplinują i wygładzają włosy, jednak bioferment z bambusa robi to w bardziej delikatny sposób. Lekko prostuje włosy, nie obciąża od nasady. Natomiast bioferment z alg nadaje włosom miękkość a także bardzo mocno je wygładza i nabłyszcza - pojawił się jednak u mnie problem ze strączkowaniem włosów i przyklapnięciem od nasady.



Oba półprodukty uważam za bardzo ciekawe i skuteczne, jednak żeby być z nich zadowolonymi, trzeba je odpowiednio dopasować:
- jeśli, podobnie jak ja, macie problem z brakiem objętości fryzury, Wasze włosy łatwo obciążyć a także nie puszą się one lub robią to w niewielkim stopniu- wybierzcie bambus,
- jeśli jesteście posiadaczkami włosów wysokoporowatych, zniszczonych, matowych, suchych, które ciężko okiełznać, dociążyć, wygładzić- sięgnijcie po algi!

Oba biofermenty pochodzą ze strony EcoSPA:


To nie koniec moich poszukiwań naturalnych alternatyw dla silikonów w pielęgnacji włosów- niedawno Vianek wypuścił serum do końcówek włosów oparty o inne alternatywy dla silikonu: Coco-caprylate, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate - korzystając z okazji, że wczoraj byłam u fryzjera i mam świeżo podcięte końcówki, zamierzam stosować na jednej połowie włosów bioferment z bambusa a na drugiej- serum Vianek! Oczywiście efekty będziecie mogły zobaczyć na blogu.

Jestem ciekawa, czy próbowałyście któregoś z tych biofermentów? Jak spisały się one u Was? 

A może macie jakieś swoje ulubione alternatywy dla silikonów? Dajcie znać, chętnie się z nimi zapoznam!

Pozdrawiam serdecznie!

[485.] Nowości kosmetyczne w moich zapasach!

[485.] Nowości kosmetyczne w moich zapasach!

Dziś przychodzę do Was z całą masą nowych, bardzo ciekawych kosmetyków! Większość z nich to nowości na polskim rynku dlatego tym bardziej spieszę się żeby Wam pokazać, jakich recenzji możecie spodziewać się na blogu w najbliższym czasie!

Kosmetyki te zachwyciły mnie przede wszystkim wzorowymi składami INCI. Większość z nich zdążyłam użyć kilka razy, także testowanie zapowiada się interesująco!

Zacznijmy od tego, co wpadło mi w ręce na warszawskich targach kosmetyków naturalnych Eko Cuda- do tej pory nie przepuściłam żadnej edycji i serce mi rośnie widząc, ile osób interesuje się prawidłową pielęgnacją oraz naturalnymi składami kosmetyków! Ile w Polsce obecnych jest świadomych konsumentów oraz producentów!

Pierwszym kosmetykiem, który już od dawna miałam na oku, było masło do twarzy i ciała Lush Botanicals o wdzięcznej nazwie Creme de la Creme. Zimą staram się wzbogacać pielęgnację o kosmetyki emolientowe i w tym roku chętnie sięgam po kosmetyki do ciała składające się z samych olejów i maseł. Creme de la Creme idealnie wpasowywał się w mój plan zimowej pielęgnacji skóry.


Już po kilku użyciach mogę o nim powiedzieć, że mimo iż posiada tylko 50 ml, to wystarczy na zaskakująco długi czas, ponieważ ma zbitą i twardą konsystencję, która po rozpuszczeniu pod wpływem ciepła dłoni bez trudu aplikuje się na skórze. Masło to jest bardzo treściwe i nie potrzeba go dużo, by nanieść na spory obszar ciała. Już po pierwszym użyciu skóra była wyraźnie bardziej miękka i gładka, także zapowiada się obiecująco!


Pamiętacie moje zachwyty nad marką Asoa? Do tej pory wszystkie ich kosmetyki zachwycały mnie swoim działaniem- zwłaszcza pokochałam ich "serum dla koneserów". Idąc za ciosem postanowiłam wypróbować 3 nowości z ich oferty- peeling do twarzy oraz dwa nowe sera. Serum "rewitalizacja" zaskoczyło mnie obecnością kwasu hialuronowego w 100% olejowej formule! Właścicielka marki wytłumaczyła mi, że połączenie to jest możliwe dzięki nowej, jeszcze mało znanej na polskim rynku substancji, która jest złożona z kwasu hialuronowego i oleju rycynowego. Dzięki odpowiednio skomponowanemu połączeniu kwas hialuronowy nie wytrąca się z formulacji! Musiałam zapoznać się bliżej z tym cudem!

Natomiast serum anti-age posiada całą masę substancji aktywnych o działaniu przeciwstarzeniowym- koenzym Q10, olej z dzikiej róży, witamina C a także... retinol! Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem z retinolem o dobrym składzie i będzie to mój pierwszy kosmetyk z tą substancją. Jestem bardzo ciekawa, jakie będą efekty jego stosowania!

Zastanawiam się także nad wykonaniem wpisu porównującego wszystkie 3 sera od Asoa- chciałybyście?


Ostatnim kosmetykiem przewiezionym z Eko Cudów była nowość od Resibo- krem rozświetlający z efektem Glow! Jego zaczęłam stosować już na drugi dzień od targów, ponieważ byłam niesamowicie ciekawa efektu, jaki daje na skórze! I powiem Wam, że jestem niesamowicie zaskoczona, jak skóra pięknie wygląda!

Drobinki są bardzo dobrze zmielone, nie widać ich na twarzy w formie brokatu, za to pięknie odbijają światło tworząc efekt tafli. Krem dopasowuje się do każdego odcienia karnacji, ponieważ pigment rozświetlający nie ma ani wyraźnych ciepłych tonów ani chłodnych. 

Efekt, jaki krem daje na skórze zdecydowanie różni się od efektu błyszczenia cery wynikającego z łojotoku- zyskujemy zdrowy blask, cera jest rozświetlona. Jednocześnie efekt jest mocny, wyraźny ale nieprzerysowany. Dla mnie bomba na okres świateczno-noworoczny, chociaż i tak sądzę, że pięknie komponowałby się latem na muśniętej słońcem skórze!

Natomiast na powyższym zdjęciu obok kremu Resibo widzicie moją nową makijażową miłość- podkład dla cery dojrzałej Couleur Caramel Hydra Jeunesse. Skusiłam się na niego ponieważ często pytacie mnie o podkład w formie płynnej o naturalnym składzie a chociaż sama lista fluidów i kremów BB widnieje na blogu, to chciałabym mieć możliwość opowiedzieć Wam o tych produktach coś więcej, niż tylko przeanalizować skład.

Podkład Couleur Caramel nie cieszy się dobrymi opiniami na internecie. Recenzentki najczęściej wskazują na trudność w jego aplikacji (pozostawianie smug) oraz słabe właściwości kryjące. Chciałam móc przekonać się na własnej skórze, jak zachowuje się naturalny fluid i ewentualnie przedstawić Wam sposoby na ułatwienie jego aplikacji, czy poprawę właściwości kryjących.

Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne a sam produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Poziom krycia jest porównywalny do noszonego przeze mnie wcześniej podkładu Ecolore a nawet ciut lepsze. Produkt nie tworzy efektu maski, na twarzy prezentuje się niczym druga skóra. A jaki nadaje cerze blask! Ponadto chroni przed wymagającymi warunkami zewnętrznymi i poprawia nawilżenie cery. Nie tworzy smug, utrzymuje się bez poprawek cały dzień, nie spływa, nie oksyduje - na prawdę nie mogę na niego narzekać!

Podkład Couleur Caramel zakupiłam na stronie BioEcoLife i przy okazji zamówiłam także kilka produktów całkowicie nieznanej mi marki- Botanicum Natural SPA:


Głównie zainteresowała mnie ich odżywka do włosów- jest to mieszanka maceratów (skrzypu i pokrzywy w oleju słonecznikowym) z dodatkiem oleju kokosowego. Od jakiegoś czasu robię podejście nr 2 do oleju kokosowego (za pierwszym podejściem, które było kilka lat temu, miałam wysokoporowate włosy i spotkanie z kokosem skończyło się fryzurą a la Hagrid) i tym razem jestem nim oczarowana! Aktualnie jest to mój nr 1 w pielęgnacji włosów i nie wyobrażam sobie, by mogło mi go zabraknąć. A jeśli jego działanie może być wzmocnione przez ziółka, dlaczego nie korzystać? Zwłaszcza, że skrzyp i pokrzywa nie tylko wzmacniają włosy na długości ale także pobudzają je do wzrostu. Z tego względu nakładam tę odżywkę przed myciem, nie tylko na długość kosmyków, ale także na skalp. O efektach z pewnością Was poinformuję!

Dodatkowo do koszyka wskoczyła ochronna pomadka (zimą pomadek nigdy za wiele!) oraz krem pod oczy- również jest to 100% olejowa formulacja, dlatego zamierzam stosować go w formie serum na okolice oczu, 1-2x w tygodniu. Dlaczego? Ponieważ stosowanie zbyt treściwych formuł na okolicy oka stwarza ryzyko pojawienia się prosaków!


Całkowitą nowością na polskim rynku są także produkty francuskiej marki Beauty Garden, na które natknęłam się w sklepie J`adore Bio - niedawno w związku z artykułem dotyczącym peelingów enzymatycznych dostałam pytanie, czy poza papainą i bromelainą występują jakieś inne substancje, które działają keratolitycznie? Tak, jednym z nich jest... dobrze nam znany ogórek! Porwałam się nawet na zakup dorodnego ogóra, którego zamierzałam zastosować w formie maseczki, ale mój facet był szybszy i schrupał go w ramach kolacji =) Gotowa maseczka z ogórka z pewnością przetrwa dłużej!

Poza maseczką do koszyka wpadł także peeling- zawiera rumianek a to jedno z najczęściej wybieranych przeze mnie ziół, gdy mam problemy z cerą (wypryski czy wzmożoną reaktywność). 

I przyznam się Wam szczerze- zakochałam się w opakowaniach tej marki! Wyglądają niesamowicie estetycznie, starannie, elegancko, wciąż jednak pozostając silnie powiązane ze stylem "eko". Zamknięcie szklanego pojemnika w drewnie ma także dodatkową, praktyczną zaletę- drewniana obudowa chroni zawartość w razie upadku! 

Bardzo miłym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że marka uchyla rąbek tajemnicy produkcji ich kosmetyków i pokazuje ten proces na YT- zainteresowanych odsyłam do filmiku z procesu produkcji maseczki z ogórkiem!


Pełnych recenzji powyższych kosmetyków z pewnością możecie spodziewać się na blogu. Jestem ciekawa, czy znacie któreś z powyższych a może miałyście już okazje testować? Jak spisały się one u Was? A może zaintrygowałam Was którymś z nich?

Pozdrawiam serdecznie!


Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl