[498.] Q&A - Wasze pytania, moje odpowiedzi!

[498.] Q&A - Wasze pytania, moje odpowiedzi!

W zeszłym miesiącu na fanpage umieściłam post z zaproszeniem do zabawy z Q&A ("Pytania i Odpowiedzi") - pytań padło wiele i dziś odpowiem na najciekawsze z nich!

Zaczynajmy!


1. Co myślisz o myciu twarzy przy użyciu szczotki z końcówką silikonową?

To pytanie pada bardzo często =) Odradzam wszelkiego rodzaju szczoteczki, gąbeczki, ściereczki do mycia twarzy - są to siedliska bakterii a ponadto mogą przyczynić się do nadmiernego złuszczenia naskórka. 

Żeby zrozumieć, jaki wpływ ma złuszczanie naskórka na wygląd naszej cery i w jaki sposób wykonywać peelingi prawidłowo, zachęcam do zapoznania się z serią "Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka":

Część I - peelingi twarzy ziarniste i enzymatyczne oraz podstawy działania peelingów
Część II - eksfoliacja kwasami
Część III - peelingi ciała
Część IV - peelingi skóry głowy
Część V - jak poprawnie stosować peelingi enzymatyczne?

Także moja przygoda ze ściereczką Glov nie należała do udanych.


2. Co sądzisz o kwasach wykonywanych w gabinecie kosmetycznym? I jaki ewentualnie zabieg byś poleciła?

Kwasy pod okiem osoby doświadczonej jak najbardziej! Natomiast nie polecę konkretnego zabiegu- od tego właśnie są konsultacje przed przystąpieniem do serii zabiegów, by kosmetolog mógł ocenić potrzeby skóry, jej grubość, reaktywność i na tej podstawie zaproponować najlepsze rozwiązanie.


3. Najlepsze pomoce do czytania składów. Pamiętam, że polecana była kiedyś kosmopedia. Jakiś czas temu natrafiłam na EWG. Gdzie jeszcze warto szukać informacji? Najlepsze aplikacje do skanowania kosmetyków?

Niestety, jeszcze nie natrafiłam na aplikację czy stronę internetową, która analizowałaby kosmetyki uwzględniając ich naturalność - nie polecę więc żadnej takiej "ściągi" :)


4. Karboksyterapia - warto? Czy efekty i zdjęcia z googla to ściema?

Warto! Jest to jeden z najnowszych i najbardziej skutecznych zabiegów - osobiście poddałam się serii zabiegów w celu minimalizacji blizny i efekt jest spory, chociaż na pełny efekt przebudowania się blizny trzeba było poczekać ponad rok. 

Efekty uzyskane dzięki karboksyterapii jak najbardziej będą takie jak pokazuje Google, jednak pamiętaj, by udać się do doświadczonej osoby!



5. Czy warto stosować peelingi mocznikowe? O peelingach mechanicznych i enzymatycznych czy kwasach jest milion informacji, także na blogu są dość bogato opisane, a o tych cisza.

Główną zasadą działania peelingów jest złuszczanie naskórka- a to, czy użyjemy w tym celu wysokiego stężenia mocznika, kwasu czy drobinek, nie ma znaczenia. Peeling to peeling- taki sam efekt można uzyskać przy pomocy przeróżnych substancji - muszą być jednak odpowiednio dobrane pod względem stężenia oraz potrzeb skóry! Nie polecam eksperymentowania samemu z peelingami chemicznymi jak kwasy, czy mocznik.


6. Jak radzić sobie z rogowaceniem okołomieszkowym?

Podstawą jest delikatne oczyszczanie, bez stosowania mydeł oraz żeli z SLS, SLES a nawet zachęcam do unikania SCS. Ponadto bardzo istotne jest złuszczanie skóry- bardzo dobre efekty daje szczotkowanie ciała na sucho jednak należy zwracać baczną uwagę na utrzymywanie szczotki w czystości. Jak każdy gadżet kosmetyczny, szczotka również jest siedliskiem bakterii, które mogą zaostrzać problemy skórne. Dlatego należy dokładnie ją oczyszczać i trzymać w suchym miejscu. Można także spróbować stosować żele do mycia ciała z dodatkiem kwasu (np. orzeźwiająco-energetyzujący żel do mycia ciała Vianek zawierający kwas jabłkowy), ponieważ skóra na ciele jest grubsza niż na twarzy i lepiej toleruje mocne złuszczanie. Zachowajcie jednak ostrożność i obserwujcie reakcje swojej skóry!

Natomiast wybierając kosmetyki nawilżające zaobserwuj, jakie konsystencje bardziej będą odpowiadać skórze- u niektórych lepiej sprawdzają się lekkie, szybko wchłanialne konsystencje, które nie powodują sklejania komórek i ułatwiają ich prawidłowe złuszczenie ale u innych osób można zaobserwować całkowicie odmienną sytuację- skóra lepiej reaguje na treściwe oleje i masła, które wyciszają zaczerwienienie i niwelują szorstkość skóry.


7. Jaki peeling stosować mając cerę z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych? Jakie nawilżenie stosować na noc? Krem? Olej? Jeśli tak, to jaki będzie najodpowiedniejszy?

Regulacja pracy gruczołów łojowych to bardzo trudny temat, ponieważ u każdej osoby przebiega odmiennie. Należy wziąć pod uwagę, jakie dotychczas były stosowane kosmetyki i spróbować zamieniać je stopniowo na delikatniejsze. Nie podam konkretnych nazw kosmetyków ponieważ nie wiem, co stosowałaś wcześniej.



8. Peeling kawitacyjny, dla kogo najlepszy i na jakie dolegliwości? Za i przeciw  

W mojej opinii jest to zbędny rodzaj zabiegu gabinetowego. Taki sam efekt możemy uzyskać przy pomocy odpowiednio dopasowanego peelingu ziarnistego lub enzymatycznego i stosowanie go w warunkach domowych.



9. Jak zmywać skórę wokół oczu? Czy płyn micelarny wystarczy?

Skóra wokół oczu ma bardzo płytko ukorzenione gruczoły łojowe, stąd powierzchowne oczyszczanie w zupełności wystarcza- także płynem micelarnym, jednak koniecznie pamiętaj o spłukaniu go wodą, by nie pozostawiać na skórze substancji myjących.


10. Jaki szampon dla bardzo wrażliwej, suchej skóry głowy? Zarazem dla łuszczącej się (u mamy w niektórych miejscach). 

Rozpocząć walkę od peelingu skóry głowy, by pozbyć się martwych komórek naskórka. Peeling nie powinien być wykonany zbyt mocno, by dodatkowo nie nasilić zmian. Delikatnie, lecz skutecznie.

Następnie sięgać po szampony bez SLS, SLES a nawet SCS - systematycznie, nie zrażać się początkowym brakiem efektów czy puszeniem włosów. Kosmetyki naturalne potrzebują czasu, by zadziałać.

Miejsca łuszczące się i swędzące smarować olejem z ogórecznika- to olej o najsilniejszych właściwościach przeciwzapalnych. Stosować przed każdym myciem głowy na 30 min.

Jeśli mama stosuje odżywki/maski do włosów, to zaobserwować, czy nakłada je także na skórę głowy? Jeśli tak, niech nakłada tylko na końcówki. Jeśli tylko na końcówki- niech spróbuje nałożyć na skórę głowy. Niech mama zwróci uwagę na bardzo dokładne spłukiwanie szamponu oraz odżywki/maski!


11. Jakich kosmetyków używać przed wyjściem na narty?

Moim narciarskim "must have" jest masło awokado, jednak w tej roli dobrze spisze się każde masło lub olej, które będą pozostawiać na skórze film chroniący przed mrozem. Jednak kosmetyk to czasem zbyt mało, by uchronić skórę przed zimnem- warto ubrać się tak, by chronić skórę przed wiatrem i mrozem. Można pokusić się o zakup kominiarki, ale równie dobrze spisuje się szczelne połączenie szalik, czapka i gogle:

  Tak razem z bratem chronimy skórę na nartach!


Mam nadzieję, że te kilka pytań było dla Was pomocne i rozwiało wątpliwości. Jeśli chcecie kolejny post z serii Q&A zadawajcie pytania pod tym postem! 

Pozdrawiam serdecznie!
 
[497.] Projekt denko - grudzień 2017

[497.] Projekt denko - grudzień 2017

Styczeń rozpoczął się już na dobre,  dlatego najwyższy czas podsumować kosmetyki, które zdenkowałam w grudniu - zdecydowaną większość tych kosmetyków miałyście okazję zobaczyć już na blogu jednak mam nadzieję, że poniższe krótkie recenzje pomogą Wam przypomnieć sobie co nieco o naturalnych kosmetykach godnych uwagi!


Pielęgnacja twarzy

Olejek do demakijażu, Resibo

Demakijaż przy pomocy oleju to najdelikatniejsza forma zmywania kosmetyków kolorowych. Nie podrażni skóry ani nie przyczyni się do aktywizacji pracy gruczołów łojowych. Ponadto demakijaż olejem bez trudu poradzi sobie z wodoodpornymi formułami, z którymi nierzadko micele mają problem. 


Olej nakładam na dłonie i masuję nimi twarz. Gdy już kosmetyki kolorowe zostaną rozpuszczone, zmywam olejek przy pomocy nasączonych wodą płatków kosmetycznych. Na skórze pozostaje lekka, tłusta powłoka jednak bez trudu znika pod wpływem później zastosowanych kosmetyków - w końcu poprawne oczyszczanie, gdy nosimy makijaż, to oczyszczanie dwuetapowe!


Cena: ok. 60 zł za 150 ml


Odżywcza maseczka-peeling do twarzy, Vianek

Do tego produktu wracam z przyjemnością! Produkt stosuję 1x w tygodniu, po umyciu i tonizacji twarzy. Wykonuję dokładny masaż, podczas którego wyraźnie czuć, jak zmielone siemię lniane złuszcza naskórek. Drobinki te nie powodują nieprzyjemnego tarcia, i nie nasilają rumienia na mojej cerze. 


Po wykonanym masażu pozostawiam produkt na twarzy na ok. 15 minut, by zadziałał jako maseczka. Dzięki wcześniejszemu peelingowi, substancje aktywne jeszcze lepiej wnikają wgłąb naskórka! Po spłukaniu produktu cera jest miękka i przyjemnie gładka, nie pozostaje jednak na niej tłusty ani nieprzyjemny film.


Cena: ok. 20 zł za 75 ml


Tusz do rzęs Volume & Green, Boho Green Makeup

Pięknie podkręca i wydłuża rzęsy, delikatnie je pogrubiając i nie sklejając. Tuż po otwarciu jego konsystencja jest rzadsza i minimalnie problematyczna, ponieważ nałożony w zbyt dużej ilości zaczyna sklejać rzęsy. Po ok. 2 tygodniach od otwarcia tusz tężeje i jego stosowanie jest czystą przyjemnością!

Efekt finalny nie jest przerysowany, wygląda naturalnie lecz rzęsy są wyraźnie podkreślone. W dodatku nie osłabia rzęs, zdecydowanie rzadziej one wypadają. Z pewnością wrócę do tego tuszu!

Cena: ok. 40 zł za 5 ml


Serum silnie nawilżające, Clochee

To serum typowo humektantowe: znajdują się w nim dwa rodzaje kwasu hialuronowego - wielko- i małocząsteczkowy, gliceryna oraz ekstrakt z buraka bogaty w betainę (aminokwas o właściwościach wiążących wodę w naskórku). Dzięki takiej kompozycji substancji nawilżających nawilża naskórek już w głębokich warstwach!

Przede wszystkim serum humektantowe to must have dla osób często stosujących oleje- by zachować maksimum nawilżenia skóry, czasem nie wystarcza sam emolient i humektant bardzo dobrze uzupełnia jego działanie. Dodając humektanty pod oleje minimalizujemy ryzyko uczucia dyskomfortu i braku nawilżenia pomimo stosowania olejów.


Cena: ok. 140 zł za 30 ml, aktualnie na stronie producenta jest promocja: 110 zł


Serum naturalnie wygładzające, Resibo

Mój absolutny hit w kwestii działania hamującego procesy starzenia się skóry! Jest nie tylko bogaty w antyoksydanty, które to chronią przed wolnymi rodnikami i tym samym działają anty-ageing ale także pozyskiwany z lawendy stoechiol, który rozluźnia mięśnie i skórę a tym samym zapobiega pogłębianiu się zmarszczek mimicznych.


Serum to stosowałam zarówno pod krem lub solo 1-2x w tygodniu na noc, a także miałam wykonywane na nim masaże twarzy- poza właściwościami pielęgnującymi tego serum, które dodatkowo przyczyniały się do skuteczności zabiegu, zapach tego serum jest niesamowicie przyjemne- nie czuć lawendy, jest to zapach delikatny i mi osobiście kojarzący się z oliwką Bambino- ciepły, lekko słodki ale nie duszący ani mdły. Cudny!

Cena: ok. 130 zł za 30 ml


Pomadka o smaku mango, Greenland

Kosmetyk przywieziony z Austrii, dostępny w drogerii BIPA. Smak tej pomadki jest obłędny, bardzo słodki i chociaż mi osobiście nie przypominał mango, to bardzo przypadł mi do gustu. Stosowałam ją głównie w okresie świątecznym a jej aromat przywodził mi na myśl świąteczny klimat, chociaż nie było w niej nut cynamonowych czy pomarańczowych.

Jej smak mnie oczarował, co uprzyjemniało stosowanie, jednak nie zapach jest najważniejszy! W kwestii działania nawilżającego i ochronnego również spisała się wzorowo, podczas jej stosowania nie dokuczały mi suche skórki ani pękający naskórek w obrębie ust.

Cena: aktualnie widzę ją w cenie 6 Euro, jednak ja kupiłam ją znacznie taniej- widocznie trafiłam na promocję =)


Masełko do ust Afrodyzjak, Honey Therapy

Masło ochronne o smaku wanilii- jest bardzo delikatne, lekko wyczuwalne na ustach jednak mocno nawilżające. Z pewnością spisze się u osób, które nie lubią uczucia ciężkich, czy klejących konsystencji pozostawionych na ustach. 


W czasie jej stosowania także nie zaobserwowałam powstania suchych skórek. Dużym plusem jest wydajność tego produktu, ponieważ nie trzeba nakładać go wiele, by cieszyć się nawilżonymi ustami!

Cena: ok. 15 zł za 15 g


Pielęgnacja włosów

Szampon Pure & Natural, Nivea

Ten szampon przywiozłam z wycieczki z Ukrainy i bardzo pozytywnie zaskoczył mnie składem- wprawdzie nie był idealny, ponieważ oparty na SCS, który jest mocnym detergentem i sól w formie zagęstnika, jednak zdecydowanie był to skład NATURALNY a nie tylko udający takowy! 




Produkt wzorowo spisywał się w roli kosmetyku oczyszczającego, stosowany raz na jakiś czas np. przed nałożeniem henny. Bardzo łatwo dało się po nim rozczesywać włosy, chociaż finalnie nie były one tak bardzo wygładzone i dociążone jak po odżywczym Vianku, który stosuję na co dzień. Mimo wszystko kosmetyk warty uwagi, gdybyście były na Ukrainie!


Cena: ok. 10 zł za 400 ml - kosmetyki na Ukrainie były bardzo przystępne cenowo!

Pełna recenzja


Henna Swati 

Odkąd porzuciłam farbowanie długości włosów farbą chemiczną na rzecz henny, moje włosy niesamowicie odżyły! Henna nie tylko umożliwiła mi uzyskanie wymarzonego, naturalnie wyglądającego odcienia rudości, ale także odżywiła i pogrubiła włos! Kolejne opakowanie w zapasach!

Cena: ok. 35 zł za 150g

Pełna recenzja w Mojej Włosowej Historii

 
 Pielęgnacja ciała


Chusteczki do pielęgnacji skóry dziecka 3w1: regeneracja, nawilżenie i odżywienie, Anthyllis Baby

W przypadku higieny i pielęgnacji okolic intymnych bardzo istotny jest skład kosmetyków- ze względu na bliskość błon śluzowych w tych okolicach należy przyjąć, że substancje stosowane w kosmetykach bardziej przenikają do krwioobiegu. Stąd też chusteczki nawilżane dla niemowląt powinny charakteryzować się wyjątkowo bezpiecznym składem. Produkt Anthyllis Baby jak najbardziej posiada wzorowy skład INCI chusteczek, bardzo dobrze oczyszcza i nie podrażnia. Duży plus za funkcjonalne zamknięcie!

Cena: ok. 16 zł za opakowanie (60 szt.)

Pełna recenzja


Delikatny płyn do kąpieli-szampon 2w1, Anthyllis Baby

Bardzo delikatny kosmetyk myjący, który nie podrażnia ani nie wysusza skóry! Oparty na bazie delikatnych substancji myjących, dzięki czemu nie narusza bariery hydrolipidowej. Zdecydowanie nada się do pielęgnacji najmłodszych, jednak nie ma przeciwwskazań, by stosowały go także osoby dorosłe.


Systematyczne stosowanie żeli myjących pozbawionych SLS i innych mocno oczyszczających substancji przyczynia się do poprawy nawilżenia i elastyczności skóry- zdecydowanie mniej domaga się ona nawilżania balsamem. Stosując żele bez SLS zapominamy nie tylko o drobnopłatkowym złuszczaniu skóry w obrębie ciała ale także poprawia się stan skóry... na stopach! Jeśli zazwyczaj myjemy się pod prysznicem, to właśnie stopy mają najdłuższy kontakt z detergentem i są najbardziej narażone na jego właściwości drażniące. A że skóra w obrębie stóp jest gruba to bardzo intensywnie reaguje obroną, jaką jest dodatkowe zgrubienie skóry.

Cena: ok. 30 zł za 400 ml

Pełna recenzja


Mydło kuchenne Goździk, Yope

Kontakt skóry z detergentami ma bardzo duży wpływ na stan skóry- dlatego wyeliminowałam SLS nie tylko z kosmetyków ale także środków chemii gospodarczej. Mydła kuchennego Yope używam do mycia naczyń i chociaż nie używam rękawiczek podczas zmywania, nie borykam się z suchą skórą dłoni ani suchymi skórkami w obrębie paznokci.

Gdy wspominam wstecz stan swoich dłoni mogę śmiało powiedzieć, że mam wrażenie, jak gdybym odjęła im lat - jeszcze w liceum miałam skórę na dłoniach na tyle dobrze nawilżoną, że krem do rąk nie był mi potrzebny. Oczywiście i tak nosiłam go w torebce, bo wszystkie koleżanki nosiły (<facepalm>) jednak po jego zastosowaniu zostawiał tłustą powłokę na skórze, nie wchłaniał się nawet nałożony w minimalnej ilości i ciężko było mi utrzymać długopis. Na studiach moja skóra zaczęła się dopominać kremu do rąk i jego obecność w torebce była obowiązkowa. Jednak mimo stosowania po każdym umyciu rąk, skóra stawała się coraz bardziej szorstka i często dokuczały mi suche skórki wokół paznokci.

Pod koniec studiów, kiedy byłam już fanką naturalnej pielęgnacji, wyeliminowałam całkowicie SLS a suchość skóry i suche skórki przestały się pojawiać. To nieprawdopodobne, jak bardzo stan nawilżenia skóry może się zmienić tylko pod wpływem zmiany kosmetyków myjących! Aktualnie krem do rąk jest kosmetykiem, bez którego mogę się obejść- wprawdzie w zimie skóra wymaga nawilżenia, ale mogę zastosować dowolny krem lub balsam do ciała- i zazwyczaj tak właśnie robię. Zapewne zauważyłyście, że kremy do rąk rzadko kiedy pojawiają się w denkach- kupuję je bardzo sporadycznie i bardziej z chęci przetestowania czegoś nowego niż faktycznej potrzeby.

Wracając do samego produktu, jakim jest mydło kuchenne Yope to warto zaznaczyć, że jest to "mydło" jedynie z nazwy i pod względem chemicznym jest to żel. Firma niedawno wypuściła na rynek płyny do mycia naczyń, jednak jeśli dobrze pamiętam, są na bazie SCS, więc pozostaję przy "mydłach" kuchennych. Nie mogę na internecie znaleźć składu tych nowych płynów do naczyń, żeby sprawdzić, czy dobrze kojarzę ich skład dlatego jeśli je znacie, proszę o podesłanie składu =)

Cena: 16 zł za 500 ml

Pełna recenzja


Peeling cytrusowo-kokosowy do ciała, Mydlasie

Ten peeling zamawiamy w formie półproduktów i wykonujemy go samodzielnie- oczywiście jest to bardzo proste i w pełnej recenzji pokazywałam Wam, że nie ma się czego obawiać! Jest to fantastyczny sposób na spróbowanie swoich sił tworzeniu własnych kosmetyków- zanim rzucimy się na głęboką wodę i same wykonamy kosmetyk, warto wykonać peeling, gdzie mamy już dokładnie odmierzone proporcje i objętości. W ten sposób obserwujemy, jak surowce reagują między sobą i łączą się, dzięki czemu wykonując później peeling wg własnego uznania, wiemy, jak ten proces powinien przebiegać. 


Własnoręcznie wykonany peeling może być także miłym prezentem dla bliskiej nam osoby- przecież w kwestii prezentów nie liczy się wygórowana cena ale czas i zaangażowanie poświęcone w zdobycie tego prezentu.

Natomiast w kwestii samego peelingu, to bardzo dobrze złuszcza martwe komórki naskórka i wykonywany na nim masaż jest intensywny. Dzięki dużej zawartości olejów pozostawia skórę gładką i przyjemną w dotyku!


Cena: 27 zł za 350 g

Pełna recenzja

Niestety naklejka z opakowania spłynęła po kontakcie z wodą, dlatego dla przypomnienia wklejam Wam, jak wyglądało opakowanie:


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisały się one u Was? A może zaciekawiłam Was którymś?

Koniecznie dajcie znać! Pozdrawiam,




[496.] Maseczka oraz peeling Beauty Garden- francuskie kosmetyki naturalne dostępne w PL!

[496.] Maseczka oraz peeling Beauty Garden- francuskie kosmetyki naturalne dostępne w PL!

Od niedawna na polskim rynku dostępna jest nowa, francuska marka kosmetyków naturalnych- Beauty Garden. Kosmetyki te przyciągnęły moją uwagę bardzo estetycznymi opakowaniami wykonanymi z jasnego drewna i postanowiłam zapoznać się bliżej z peelingiem oraz maseczką do twarzy. 

Stosuję oba kosmetyki już od dłuższego czasu i zdecydowanie należą im się słowa pochwały- mają nie tylko wzorowy skład INCI ale także wykazują się wyjątkową skutecznością działania! Zapraszam do recenzji.

Peeling do twarzy Orzechy & Rumianek, Beauty Garden


Zacznijmy od analizy składu INCI- dla mnie jest to decydujący etap po którym dokonuję selekcji. Jeśli kosmetyk posiada skład spełniający moje wymagania, z pewnością trafi do koszyka! Natomiast jeśli w INCI znajduję jakieś niepokojące substancje, odpuszczam kosmetyk nawet, jeśli poza tą kontrowersyjną substancją posiada multum substancji aktywnych a sam potencjalnie szkodliwy składnik znajduje się na końcu. Niektóre substancje nie potrzebują dużych dawek, by wykazać szkodliwość działania a ponadto każdy kosmetyk używam długo i systematycznie (większość naturalnych kosmetyków charakteryzuje się fantastyczną wydajnością). Efekty szkodliwego działania niektórych substancji nie zobaczymy od razu - skóra jest podrażniana lekko, lecz systematycznie i początkowo stara się sama sobie radzić- np. poprzez aktywizację pracy gruczołów łojowych. Zazwyczaj dopiero po dłuższym czasie stosowania dociera do nas, że coś ze skórą dzieje się niepokojącego - pojawia się coraz więcej niedoskonałości, cera się czerwieni, pojawiają się suche skórki i uczucie dyskomfortu. W takiej sytuacji nie wystarczy wyeliminować szkodliwy kosmetyk- należy dać skórze czas na regenerację, odbudowę i przywrócenie prawidłowych funkcji, bez nasilania pracy gruczołów łojowych czy produkcji nowych komórek. Skóra musi "odnaleźć swój rytm"!

Skład peelingu Beauty Garden oczywiście jest wzorowy, całkowicie bezpieczny i bogaty w substancje aktywne. Na zielono zaznaczone substancje pielęgnujące, na niebiesko - złuszczające, na pomarańczowo- emulgatory a na fioletowo- konserwanty.

Aqua - woda,
Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy to olej o najniższym potencjale komedogenności! Odżywia skórę, wygładza i poprawia jej elastyczność,
Butyrospermum Parkii Butter Extract - masło shea nawilża skórę i chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Napina, uelastycznia i wygładza,
Glyceryl stearate - emulgator,
Cetearyl olivate - emulgator,
Sorbitan olivate - emulgator,
Juglans Regia Shell Powder - proszek ze zmielonych łupin orzecha włoskiego odpowiada za właściwości peelingujące,
Anthemis Nobilis Flower Powder - proszek ze zmielonych kwiatów rumianku także wykazuje właściwości złuszczające,
Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate - konserwant,
Parfum (Fragrance) - kompozycja zapachowa,
Gluconolactone - kwas, odpowiada za właściwości złuszczające kosmetyku,
Tocopherol - witamina E jako konserwant,
Linalool - składnik kompozycji zapachowej.


Ze względu na brak obecności substancji myjących, stosujemy go po dwuetapowym umyciu twarzy oraz tonizacji. Peeling ten posiada lekką i puszystą, kremową konsystencję, w której równomiernie rozmieszczone są drobinki peelingujące - nie są one duże ani ostre, ale różnią się wielkością pomiędzy pudrem z orzecha a z rumianku.

Peeling ten jest peelingiem bardzo delikatnym- podczas wykonywania masażu działanie złuszczające jest niemal niewyczuwalne, ponieważ drobinki peelingujące nie są gęsto usiane. I chociaż podczas masowania twarzy tym kosmetykiem może wydawać się, że jest aż zbyt delikatny, to nie dajmy się ponieść temu złudnemu wrażeniu- siła złuszczania tego peelingu tkwi także w obecności kwasu, glukonolaktonu! 



Glukonolakton to przedstawiciel polihydroksykwasów, czyli bardzo delikatnych substancji złuszczających. Nie obserwuje się po nim widocznego złuszczania skóry, ponieważ działa wolniej i bardziej powierzchownie niż kwasy BHA i AHA. Tak samo jak w przypadku wszystkich peelingów chemicznych (kwasów czy enzymów), efekt złuszczenia martwych komórek naskórka tuż po zastosowaniu jest niepełny, proces złuszczania tychże komórek następuje jeszcze w ciągu kilku dni od zastosowania preparatu. 

Więcej informacji o peelingach:

By uzyskać pełnię efektów należy uzbroić się w cierpliwość i stosować kosmetyk systematycznie. Częstotliwość stosowania zalecałabym 1x w tygodniu, podobnie jak w przypadku wszystkich peelingów- trzeba mieć na uwadze, że chociaż glukonolakton jest delikatnym preparatem to jednak jest to kwas a to bardzo nieprzewidywalna substancja. Z racji braku możliwości obserwowania głębokości działania złuszczającego lepiej stosować go z rezerwą - byle nie rzadziej, niż 1x w miesiącu, ponieważ tyle wynosi TOT, czas upływający od powstania nowej komórki aż do jej złuszczenia, czyli pełny cykl życiowy komórki naskórka.


Peeling ten polecam z całego serca osobom o bardzo delikatnych i wrażliwych skórach- jest to jeden z najdelikatniejszych i najbezpieczniejszych peelingów, jaki do tej pory stosowałam. Z pewnością mogą go wypróbować osoby, które wymagają delikatnego złuszczenia, jednak są uczulone na enzymy, co uniemożliwia im stosowanie peelingów enzymatycznych. 

Peeling Beauty Garden nie pozostawia tłustej powłoki, jednak skóra jest wyraźnie bardziej gładka i miękka, co z pewnością przypadnie do gustu cerom wymagającym nawilżenia- suchym, odwodnionym, mieszanym ale też tym ze skłonnością do komedogenności, zanieczyszczonym czy rozregulowaną pracą gruczołów łojowych. Ostrożność należy zachować w przypadku cer trądzikowych, które charakteryzują się trądzikiem aktywnym, ropnym o zapalnym podłożu- w takim wypadku lepiej jest unikać peelingów ziarnistych, ponieważ mogą one nasilać te zmiany. W przypadku pojedynczych zmian lub tych w formie kaszki, gdzie nie pojawiają się ropne zmiany i są one w kolorze skóry, jak najbardziej peeling można wypróbować.

Cena: ok. 100 zł za 50 ml


Odświeżająca Maska z Ogórka, Beauty Garden


Drugim kosmetykiem, z którym postanowiłam się zapoznać była maska z ogórka - trafiłam na film ukazujący proces produkcji tej maski, na którym jest pokazane, jak faktycznie zmielony ogórek trafia do kosmetyku! Bardzo mnie to zaintrygowało zwłaszcza, że ogórek to także roślina bogata w enzymy dzięki czemu wygładza powierzchnię naskórka, działa rozjaśniająco i rewitalizująco.

INCI (Na zielono zaznaczone substancje pielęgnujące, na niebiesko - złuszczające, na pomarańczowo- emulgatory a na fioletowo- konserwanty):

Aqua- woda,
Cucumis Sativus Juice - sok z ogórka posiada właściwości rozjaśniające, wygładzające i wyrównujące koloryt skóry. Ponadto działa rewitalizująco oraz pomaga zmniejszać zasinienia i cienie pod oczami,
Helianthus Annuus Seed Oil - olej słonecznikowy to olej o najniższym potencjale komedogenności! Odżywia skórę, wygładza i poprawia jej elastyczność,
Glycerin - gliceryna jest humektantem co oznacza, że wiąże wodę w głębokich warstwach naskórka i tym samym poprawia nawilżenie skóry,
Butyrospermum Parkii Butter Extract - masło shea nawilża skórę i chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Napina, uelastycznia i wygładza,
Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate - konserwant,
Cetearyl olivate - emulgator,
Agar - zagęstnik i stabilizator,
Sorbitan olivate - emulgator,
Gluconolactone - substancja złuszczająca,
Xanthan gum - stabilizator i zagęstnik,
CI 77891 - barwnik, dwutlenek tytanu, tworzy bazę pod inne barwniki,
Mica - mika, barwnik z mieniącymi się drobinkami,
CI 77288 - zieleń chromowa, barwnik,
Tocopherol - witamina E jako konserwant.


Maska posiada bardzo ciekawą konsystencję- jest na pograniczu emulsji a... galaretki! Jednak mimo tak odmiennej konsystencji bez trudu daje się zaaplikować. Produkt wykazuje się bardzo dużą wydajnością, niewielka ilość wystarcza do rozprowadzenia po całym obszarze twarzy.

Maska Beauty Garden jest lekka i szybko się wchłania pozostawiając skórę aksamitnie gładką. Trzymam ją na twarzy ok. 15 minut po czym spłukuję obficie wodą, tonizuję twarz i aplikuję krem. 


To, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło podczas stosowania tej maseczki to to, jak dobrze pomaga goić podskórne wypryski! Wprawdzie odkąd porzuciłam kosmetyki z parafiną i silikonami (również te do makijażu), nie zdarzają mi się ogromne, podskórne grudki, jednak takie niewielkie, w formie kaszki jak najbardziej- zwłaszcza, gdy pofolguję sobie z dietą. Na drugi dzień po aplikacji maseczki ta podskórna kaszka jest niemal niewyczuwalna w dotyku a także w ogóle nie widać żadnych nierówności powierzchni skóry.

Ponadto podczas systematycznego stosowania skóra wyrównuje swój koloryt- nabiera promienności, wygląda na wypoczętą. Zaobserwowałam także zwężenie porów, co zapewne jest związane z obecnością enzymów z ogórka a także glukonolaktonu.


Maseczkę tę polecam zwłaszcza osobom, których skóry wymagają nawilżenia ale jednocześnie obawiają się zapychania oraz powstawania niedoskonałości. Spisze się w przypadku cer tłustych, trądzikowych, mieszanych, zanieczyszczonych czy z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych ale także dojrzałych, które potrzebują rewitalizacji i wyrównania kolorytu.

Jedyne, na co chciałabym zwrócić uwagę to stosowanie jej "z głową" - jako kosmetyk z kwasem, również jest kosmetykiem niosącym pewne ryzyko powikłań, dlatego nie zalecam stosowania częstszego niż 1x w tygodniu.

Cena: ok. 85 zł za 50 ml



Jestem bardzo ciekawa, czy słyszałyście już o marce Beauty Garden? A może nawet miałyście z nią styczność? Koniecznie dajcie znać!

Pozdrawiam serdecznie!

[495.] Słuszność stosowania żeli do higieny intymnej

[495.] Słuszność stosowania żeli do higieny intymnej


Naturalna pielęgnacja budzi skrajne emocje- dla jednych jest najskuteczniejszą metodą pielęgnacji, natomiast u innych wywołuje zdziwienie i niechęć. Podejście tych drugich głównie wynika z błędnych przekonań dotyczących tego, czym są naturalne kosmetyki lub też trafiają na informacje nie tylko sprzeczne z zasadami ogólnie przyjętej pielęgnacji, ale nawet zakrawające o brak higieny. Sztandarowym tego przykładem, który jeży mi włos na głowie, jest kwestia higieny okolic intymnych.

Ostatnimi czasy na grupach dotyczących naturalnych kosmetyków natrafiam wyjątkowo często na informacje, jakoby do mycia okolic intymnych wystarczała sama woda lub jedynie szare mydło. Powielane jest stwierdzenie, że pochwa posiada właściwości "samooczyszczające się" a zakorzenianiu tych mitów sprzyja fakt, że wiele ginekologów odradza stosowanie żeli do higieny intymnej- czy aby na pewno słusznie?

Jak zazwyczaj w życiu bywa- prawda leży pośrodku: żele do higieny jak najbardziej należy stosować, jednak nie każdy ma bezpieczny skład i warto nauczyć się je rozróżniać. Zacznijmy więc od początku!



MIT nr 1: PH pochwy wynosi poniżej 4.5 a srom ma pH takie jak skóra (4.5-5.5) - żele do higieny intymnej posiadają wartości pH poniżej 4.5, mają więc zbyt niskie pH do mycia tychże okolic!

Zacznijmy od tego, skąd w ogóle bierze się wartość pH - jest ona wynikiem pracy naszego ciała, produkcji potu przez gruczoły potowe (a pot nadaje skórze lekko kwaśne pH). W przypadku pochwy o jej wartości pH decyduje produkcja i wydzielanie śluzu z dużą zawartością kwasu mlekowego. Śluz ten nie znajduje się jednak jedynie w obrębie pochwy lecz wydostaje się także na wargi sromowe, przyczyniając się tym samym do obniżania pH również w tej okolicy. Nie istnieje więc sztywna granica, na której pH skóry nagle drastycznie zmieniło by się na pH pochwy - śluz przyczynia się do stopniowej zmiany z wartości fizjologicznej skóry (4.5-5.5) na niższe - wewnątrz pochwy wynosi aż 3,8!


MIT nr 2: Żele do higieny intymnej służą do mycia wnętrza pochwy

Ten mit wynika poniekąd z przytoczonego wcześniej. Niektóre osoby próbując przekonać, że żel do higieny intymnej ma zbyt niskie pH błędnie wnioskują, że zapewne jest on przeznaczony do oczyszczania wnętrza pochwy. Dostaję dreszczy już na samą myśl, że ktoś mógł wpaść na pomysł takiego "dogłębnego" oczyszczania!

Kosmetyk (także żel do higieny intymnej) wg ustawy o kosmetykach z dnia 30 marca 2001 r. (Dz.U. 2001 nr 42 poz. 473) to każda substancja przeznaczona do zewnętrznego kontaktu z ciałem człowieka: skórą, włosami, wargami, paznokciami, zewnętrznymi narządami płciowymi, zębami i błonami śluzowymi jamy ustnej, stosowana w wyłącznym lub głównym celu utrzymywania ich w czystości, pielęgnowania, ochrony, perfumowania lub upiększania.

Także już wg definicji prawnej, żele do higieny intymnej mają służyć oczyszczaniu zewnętrznych narządów płciowych! Czyli właśnie ładnie to ujmując: "okolic intymnych" - a nie wnętrza pochwy! Nikt nie wymyśla, że należy stosować je w bardziej inwazyjny sposób, byłoby to wręcz niezgodne z prawem!



MIT nr 3: Do mycia okolic intymnych można stosować mydło
 
Mydło jest kosmetykiem silnie zaburzającym pH skóry. Ale po co nam to wiedzieć? Po to, że pochwa nie bez przyczyny ma tak niskie pH oraz nie bez celu produkuje takie ilości śluzu, by mogły one znaleźć się także u jej ujścia i na wargach sromowych: odpowiednie pH (czyli odpowiedni odczyn kwasowo-zasadowy) jest bardzo istotny dla rozwoju bakterii. Zachowanie fizjologicznego pH danej okolicy (w przypadku okolic intymnych mówimy o pH poniżej 4.5) sprzyja rozwojowi prawidłowego mikrobiomu ("dobrych" bakterii), który w okolicy intymnej różni się od mikrobiomu skóry. Jeśli nasza fizjologiczna flora bakteryjna ma odpowiednie środowisko do bytowania, może skutecznie konkurować z florą patologiczną ("złą") i tym samym zapobiegać infekcjom.

Z tego też powodu odpowiednie pH przyczynia się do zmniejszenia ryzyka występowania infekcji intymnych- jednak nie chroni przed nimi całkowicie i to także należy mieć na uwadze. Pochwa jest narządem wyjątkowo podatnym na ataki mikroorganizmów stąd tak istotne zabezpieczenie przed infekcjami dała nam matka natura. W ramach ciekawostki podpowiem, że o tym, jak bardzo "zabójcze" może być niskie pH pochwy dla innych mikroorganizmów świadczy fakt, że... sperma posiada pH 7.2-8.0 w celu neutralizacji tak kwaśnego odczynu pochwy a tym samym umożliwia dalszą wędrówkę plemnikom. Jedną z przyczyn niepłodności może być nieprawidłowy skład chemiczny spermy, przez co nie posiada ona wystarczającej do neutralizacji wartości pH.

Mydło ze względu na sposób jego otrzymywania, jest kosmetykiem o bardzo wysokim pH- zdecydowanie przewyższa ono fizjologiczne pH skóry a tym bardziej różni się od pH okolic intymnych.



MIT nr 4: To właśnie żele do higieny intymnej przyczyniają się do rozwoju infekcji intymnych

Jest to kompletną bzdurą i to stwierdzenie nawet nie ma podstaw, do których można byłoby się odnieść. Argument ten wciąż bazuje na błędnym przekonaniu, jakoby żele do higieny intymnej miały służyć do mycia wnętrza pochwy i tym samym prowadzić do usuwania mikrobiomu. Jak już zapewne rozumiecie - żele do higieny intymnej produkowane są z dbałością o zachowanie fizjologicznego pH okolic intymnych, które jest niższe niż 4.5 i to właśnie dzięki zachowaniu odpowiedniego pH skóry mają sprzyjać podtrzymywaniu prawidłowego mikrobiomu okolic intymnych.

Skąd jednak wiemy, że na okolicy intymnej bytują bakterie zapobiegające rozwojowi infekcji? Oczywiście oprócz "suchej analizy" jaką są badania laboratoryjne, możemy także przytoczyć sytuacje z życia wzięte. Infekcje intymne dotykają tych zewnętrznych okolic jakimi są wargi sromowe i ujście pochwy - pojawia się uczucie dyskomfortu, pieczenie, swędzenie. Podczas infekcji nasila się produkcja śluzu przez pochwę, ponieważ organizm stara się walczyć, usiłując stworzyć odpowiednio niskie pH, które z jednej strony zapewni lepsze środowisko do bytowania bakterii flory fizjologicznej ("dobrych") a z drugiej osłabi patologiczną florę bakteryjną ("złą"). Jednak to, co jest bardzo charakterystyczne dla wydzieliny pochwy podczas infekcji, to jej zmieniona barwa i nieprzyjemny zapach, które właśnie świadczą o nadmiernym rozwoju bakterii (bardzo podobna sytuacja dzieje się w naszym nosie podczas kataru- zwróćcie uwagę, że poważne infekcje zabarwiają tamtejszą wydzielinę nawet na zielono!)

Inną sytuacją "z życia wziętą", która dobrze obrazuje nam obecność bakterii chroniących przed infekcjami na zewnętrznych narządach płciowych są probiotyki zażywane doustnie. Probiotyki te zawierają szczepy bakterii charakterystyczne dla okolic intymnych. W jaki sposób mają one dostać się do okolicy intymnej? Otóż nie drogą wnętrza organizmu, nie z krwią, czy w jakikolwiek inny sposób, ale bardzo prozaicznie - rozprzestrzeniają się na okolicy odbytu a następnie zasiedlają okolice pochwy.



MIT nr 5: Okolicę intymną wystarczy podmywać samą wodą

Celowo nie połączyłam mycia samą wodą i mycia mydłem, ponieważ obie metody znacznie różnią się od siebie. O ile w kwestii mydła problematyczne jest wysokie pH, to jednak jest ono w stanie umyć zarówno zabrudzenia wszelkiego rodzaju- zarówno te hydrofilowe ("wodne") jak i lipofilowe ("tłuszczowe").

Natomiast woda jest rozpuszczalnikiem jedynie dla substancji hydrofilowych ("wodnych") - nie zmywa substancji "tłuszczowych", lipofilowych. Podmywając się jedynie wodą ciężko mówić o odpowiednim zachowaniu higieny- substancje lipofilowe to np. sebum wydzielane przez gruczoły łojowe okolic pochwy. Jednak terminem "okolica intymna" określa się nie tylko ujście pochwy czy wargi sromowe ale także okolice cewki moczowej oraz odbytu! A w kale znajdują się niestrawione resztki pokarmu, m. in. tłuszcze (lipofilowe). Dlatego też mamy, podcierające swoim pociechom pupki, nie przepadają za chusteczkami nawilżanymi samą wodą- powodują one więcej "rozmazywania" niż faktycznego oczyszczania. Sama woda to zdecydowanie zbyt mało, by zachować w czystości okolice intymne.



MIT nr 6: Właściwości samooczyszczające się pochwy

Ten mit zapewne wziął się z faktu, iż pochwa stale produkuje śluz. Warto jednak wziąć pod uwagę, że o ile sytuacja ta jest wystarczająca do zachowania higieny wewnątrz pochwy i absolutnie nie powinnyśmy ingerować w ten mechanizm, tak nie ma on przełożenia na zewnętrznych narządach płciowych. Wręcz przeciwnie - śluz w połączeniu z potem i martwymi komórkami naskórka, który zalega w zakamarkach warg sromowych, może być pożywką dla mikroorganizmów. Dlatego też należy dokładnie oczyszczać tę wyjątkowo wrażliwą okolicę- a higiena to podstawa pielęgnacji!



Czym kierować się podczas wyboru żelu do higieny intymnej?

Przede wszystkim należy mieć na uwadze, że chociaż żele do higieny intymnej stosujemy w obrębie zewnętrznych narządów płciowych, to nie unikniemy całkowicie ich styczności z błonami śluzowymi. A te struktury o wiele bardziej przepuszczają substancje z kosmetyku do krwioobiegu, niż skóra. Dlatego warto unikać substancji podejrzewanych o oddziaływanie na cały organizm: kancerogenne czy wpływające na gospodarkę hormonalną organizmu.

Ze względu na delikatność okolic intymnych, warto wybierać kosmetyki oparte o delikatne substancje myjące a także te, które nie niosą za sobą ryzyka podrażnień.

Porównanie siły substancji myjących stosowanych w kosmetykach

Za wyjątkowo bezpieczne uważam żele Sylveco, Biolaven, Vianek a także AA Intymna: wersja Baby Girl oraz Girls.

Na co zwracać uwagę podczas zakupu żelu do higieny intymnej? 


Oczywiście każda kobieta jest inna i każdej pasuje inny środek do higieny intymnej- znajdą się także takie, które będą uważać, że woda całkowicie im wystarcza do mycia, inne będą sięgać po mydło i również nie będzie obserwować niepokojących nawrotów infekcji.

Natomiast jeśli stosujecie żele i zdarzyło Wam się usłyszeć porady takie jak powyżej i zastanawiałyście się nad ich słusznością, mam nadzieję, że pomogłam Wam rozwiać wątpliwości. Na pytanie "Czy stosować żele do higieny intymnej?" odpowiem, że jeśli jego skład INCI nie będzie budził zastrzeżeń, to jak najbardziej!



Koniecznie dajcie znać, czy post był dla Was pomocny! Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze ulubione żele do higieny intymnej oraz czy stosowałyście któreś z polecanych przeze mnie? Jeśli potrzebujecie pomocy w analizie składu INCI żelu do higieny intymnej śmiało możecie wkleić go w komentarzach- pomogę przeanalizować =)

Pozdrawiam serdecznie!


Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl