czwartek, 19 stycznia 2017

[405.] Kolejne denko! Grudzień 2016 =)

Przepraszam, że denko pojawia się po połowie miesiąca a nie na początku, jaka powinna być prawidłowa kolejność, jednak poprzednie wpisy zaprzątały mi głowę i musiałam podzielić się z Wami nimi w pierwszej kolejności =).

Dziś- jak co miesiąc- znów obejrzymy sobie moje śmieci- ale nie byle jakie! Puste opakowania po naturalnych kosmetykach, które wykończyłam w grudniu. Do każdego będzie krótki opis wraz z recenzją, także serdecznie zapraszam!


Pielęgnacja twarzy

  
1. Potrójny kwas hialuronowy 1,5% ze strony zrobsobiekrem.pl
W pielęgnacji skóry- tak samo jak w diecie- bardzo ważna jest różnorodność i dostarczanie skórze wszystkich niezbędnych substancji potrzebnych do jej prawidłowego funkcjonowania. Mimo, że moja pielęgnacja opiera się się głównie na olejach, nie mogłaby istnieć bez humektantów a więc substancji wiążących wodę w naskórku. Jednym z najczęściej polecanych i najłatwiej dostępnych humektantów jest kwas hialuronowy.

Wybrany przeze mnie preparat posiada - wg producenta- aż 3 różne wielkości cząsteczki kwasu hialuronowego co umożliwia kompleksową pielęgnację skóry i nawilżanie jej na wielu poziomach- od najgłębszych warstw naskórka (ultramałocząsteczkowy) aż po pozostawienie ochronnego filmu na skórze (wielkocząsteczkowy).


Cena: ok. 5 zł/ 15g.

2. Matująca baza pod makijaż, Era Minerals
Bardzo dobry kosmetyk z naturalnym składem, który mógłby konkurować z najbardziej silikonowymi bazami. Już po samym nałożeniu bazy obserwujemy wygładzenie skóry, wyrównanie jej kolorytu, minimalizację zmarszczek a nawet lekkie spłycenie blizn. Nakładany na nią podkład trzyma się lepiej, zyskuje mocniejsze krycie przy braku efektu maski.

Baza ta posiada wzorowy, bezpieczny skład, z pewnością nie zaszkodzi nawet osobom ze skórą z tendencją do zapychania nawet, gdyby była stosowana codziennie. Ja używałam ją okazjonalnie i to małe opakowanie wystarczyło mi na 2 lata użytkowania (pamiętajcie, że prawidłowo przechowywane kosmetyki mineralne nie psują się).

Cena: ok. 80 zł/ 2,5g.

3. Żel aloesowy, Equilibra
Kolejny humektant, który zawsze jest obecny w mojej łazience- żel aloesowy! Aktualnie na polskim rynku niewiele jest żeli aloesowych o dobrym składzie, stąd mocno polecam sięgać po właśnie Equilibra- jeśli zamierzacie wypróbować żel aloesowy, to ta marka ma bezpieczny skład.

Żel aloesowy oprócz właściwości nawilżających, posiada właściwości przeciwtrądzikowe oraz gojące. Jest niezastąpiony przy skaleczeniach, zadrapaniach czy... wyciśniętych wypryskach (czasem ciężko się powstrzymać, prawda?). Gdy tylko czuję, że moja cera zaczyna kaprysić i spodziewam się na drugi dzień obudzić z niechcianymi niespodziankami, nakładam żel aloesowy zmieszany z olejem lub najpierw żel, a na niego olejek. Na drugi dzień wypryski są niemal niewidoczne, łatwo zakryć je makijażem i szybciej się goją. Polecam i Wam!


Cena: ok. 25 zł/ 150 ml

4. Chińska biała glinka z dodatkiem bambusa, Fitokosmetik
Już od ponad roku myję twarz białą glinką- jest to dobra metoda dla skór, które źle znoszą detergenty, nawet tak delikatne jak te w naturalnych kosmetykach.

Zanim przechodzę do mycia twarzy glinką, zmywam makijaż- aktualnie przy pomocy dowolnego oleju, który nanoszę na twarz, wykonuję krótki masaż aż do rozpuszczenia makijażu po czym zmywam zawiesinę zwilżonymi płatkami kosmetycznymi. Następnie rozrabiam białą glinkę z wodą do konsystencji papki i myję nią twarz jakbym używała żelu- oczywiście z pominięciem okolic oczu! Na sam koniec spłukuję glinkę obficie wodą. Biała glinka to bardzo delikatna substancja i nie wysusza skóry nawet, jeśli jest stosowana zarówno rano jak i wieczorem. Przy czym warto pamiętać, że nawet biała glinka dla niektórych cer może być za mocna- jeśli po takiej metodzie mycia twarzy odczuwasz ściągnięcie to znak, że powinnaś wypróbować mleczka lub metodę OCM.


Cena: ok. 7 zł/ 100g

 Pielęgnacja ciała


1. Żel do kąpieli "Romantic Rose", Soap Horia
Marka niestety niedostępna w Polsce, jeśli jednak wybieracie się do Czech lub na Słowację- zwróćcie na nią uwagę! Ma przystępne ceny i bardzo dobre składy. W ofercie znajdziemy głównie kosmetyki do ciała- olejki, balsamy, masła, peelingi, żele czy sole do kąpieli. 

Żel "Romantic Rose" posiadał piękny i delikatny, różany zapach, który utrzymywał się na skórze. Kosmetyk nie wysuszał skóry, po jego zastosowaniu nie odczuwałam potrzeby sięgnięcia po balsam.

Cena: ok. 7 euro/ 250 ml

2. Łagodzący kremowy żel pod prysznic, Vianek 
Moja ulubiona wersja żeli Vianek- przede wszystkim oczarowała mnie nuta zapachowa- bez! Pachnie bardzo wiosennie! W dodatku nie wysusza skóry, pozostawia ją gładką i przyjemną w dotyku. Po jego użyciu również nie mam potrzeby sięgania po balsam. Zapach utrzymuje się na skórze, co bardzo mnie cieszy =). Kolejne opakowanie już w użyciu!

Cena: ok. 22 zł/ 250 ml

Pielęgnacja dłoni i stóp


1. Sól do kąpieli "Eternal Diva", Soap Horia
Przyznaję, że stopy to moja "pięta Achillesowa"- o ile bardzo, bardzo przykładam się do pielęgnacji całego ciała, tak zapominam o stopach... Być może wynika to z faktu, że bardzo nie lubię uczucia klejących się stóp od kremów. Odkąd odstawiłam żele do mycia ciała z SLS, skóra na stopach ma się dużo lepiej- w końcu spływające z nas środki myjące pozostają przez dłuższy czas w brodziku i mają najdłuższy kontakt właśnie ze stopami, co przyczynia się do nadmiernego wysuszenia i drażnienia skóry na stopach. Efektem są nadmierne zrogowacenia, narastający naskórek i sucha skóra. Eliminując żele z SLS, wyeliminowałam również pumeks do pięt, jednak do ideału wciąż wiele brakuje. Wiem, że systematyczne stosowanie kremu z pewnością załatwiłoby sprawę, ale postanowiłam wypróbować kąpiele stóp w nawilżających solach.

Sól sypałam do brodzika, by biorąc kąpiel, od razu dbać o stopy. Po skończeniu opakowania poprawa stanu stóp była, jednak nie był to ten sam efekt co po systematycznym smarowaniu stóp kremem. Być może potrzebowałabym więcej czasu, by zobaczyć jeszcze lepsze efekty- z pewnością powtórzę kiedyś to doświadczenie =).

Dla powyższego kosmetyku duży plus za wzorowy skład i piękny zapach- nie mogłam odmówić sobie dokładania soli, by czuć zapach coraz bardziej intensywnie!

Cena: ok. 2,5 euro/ 500g.

2. Mydło w płynie "Werbena", Yope
Mydło w płynie Yope to dla mnie niezastąpiony kosmetyk do mycia rąk- posiada delikatne środki myjące, dlatego nie wysusza skóry dłoni. Takie działanie jest szczególnie ważne zimą, gdy nasze dłonie są narażone na niesprzyjające warunki zewnętrzne.

Yope cenię za stosunek ilości i jakości produktu do ceny. Śmiało mogłabym powiedzieć, że opakowanie mydła Yope to opakowanie "rodzinne", ponieważ wystarczy na długo nawet w pełnym domu. Jak najbardziej popieram mycie rączek tym produktem przez dzieciaki! Mydła występują w kilku wersjach zapachowych a do tego mają urocze grafiki, co z pewnością zachęci dzieci do sięgania po nie =).

Cena: ok. 16 zł/ 500 ml.

3. Mydło kuchenne "Miód", Yope
Po pozytywnym zaskoczeniu mydłami w płynie Yope postanowiłam wypróbować ich mydła kuchenne. Nie do końca wiedziałam, czemu ma służyć ten produkt, więc zaczęłam wykorzystywać go do mycia naczyń i był to strzał w 10! Zmywają dużo lepiej niż wiele ogólnodostępnych płynów do naczyń a jednocześnie nie wysuszają dłoni. Jeśli macie problem z wysuszoną skórą na rękach a jednocześnie nie potraficie myć naczyń mając rękawiczki- serdecznie polecam zainteresować się tym produktem =) Kolejną bardzo dobrą cechą tego mydła jest to, że skutecznie usuwa zapachy z dłoni- tutaj ukłon w stronę osób pracujących w gastronomii czy palących.

 
Cena: ok. 16 zł/ 500 ml.

4. Zimowy krem do rąk (edycja limitowana), Make Me BIO 
I tutaj wielka katastrofa... Markę Make Me BIO lubię, ale obserwuję pogarszanie się składów ich kosmetyków. Do niektórych (m. in. w kremie "Beautiful Face", kremie z filtrem UV oraz powyższym kremie do rąk) znajduje się polisorbat, który jest potencjalnie drażniącą substancją i nie powinna być używana w kosmetykach naturalnych!

W kremie do rąk polisorbat jest już na 2-gim miejscu w składzie a zaraz po nim- gliceryna! Nie jest to najlepszy wybór do kosmetyku zimowego, ponieważ na mrozie gliceryna- i większość humektantów- zamiast wiązać wodę w naskórku, wzmaga utratę wody! Nic dziwnego, że mimo systematycznego stosowania kremu, dłonie były wysuszone i szorstkie a zadrapania gorzej się goiły.

Natomiast na uwagę zasługuje opakowanie, które wygląda mało estetycznie (jak tubka kleju) ale jest wygodnym rozwiązaniem do torebki. Yope wypuszcza swoje balsamy do rąk w takich opakowaniach, z pewnością po nie sięgnę!

Cena: Gratis do świątecznego zestawu, 30 ml

5. Nagietkowy krem do rąk, Cien Nature
Z serią "Cien Nature" wiązałam duże nadzieje, jednak w tym przypadku cena idzie z jakością. Podejrzewam, że w kosmetykach z tej serii musi być bardzo niskie stężenie substancji aktywnych a wykorzystywane w nich oleje- rafinowane. Krem do rąk był dla mnie za lekki- odkąd pracuję przy produkcji kosmetyków, moje dłonie są bardzo narażone na wysychanie i skuteczny krem do rąk to dla nich ratunek.

Cena: ok. 4 zł/ 75 ml.

Pielęgnacja włosów
 

1. Maska jajeczna, Babuszka Agafia
Ulubieniec od bardzo długiego czasu =) Jeszcze nie znalazłam maski, która tak bardzo spasowałaby moim włosom! Mocno je wygładza i dociąża a przy tym nie powoduje "przyklapu". Zdaję sobie sprawę, że w składzie znajduje się "Ceteareth" i jest to substancja potencjalnie drażniąca- z tego względu nie nakładam kosmetyku na skórę głowy. Jeśli znajdę kiedyś maskę, która będzie działała równie dobrze, z pewnością zmienię. Jednak ta maska ma bardzo przyjemną dla portfela cenę co sprawia, że nie szczędzę jej swoim włosom.

Cena: ok. 15 zł/ 300 ml.

2. Szampon do włosów osłabionych i łamliwych, Eco Laboratorie
Ten szampon to również mój ulubieniec- połączenie jego i w/w maski to był zestaw, który stosowałam niezmiennie przed pół roku! Wstyd przyznać, że jeszcze nie wypróbowałam żadnej innej wersji szamponów Eco Laboratorie, będę musiała to zmienić!

Szampon wygładza włosy, prostuje, zmniejsza puszenie a jednocześnie nie powoduje "przyklapu". Ułatwia rozczesywanie włosów, za co duży plus! Bez problemu domywa oleje, nie powoduje świądu na skórze głowy.

Cena: ok. 17 zł/ 250 ml

3. Szampon rokitnikowy do włosów zniszczonych, Planeta Organica
Bardzo dobry szampon dla osób o mocno zniszczonych włosach. Wygładza, dociąża, ułatwia rozczesywanie. Mi efekt końcowy nie do końca się podobał, ponieważ miałam po nim kręcone włosy a preferuję efekt ich prostowania ;). Jeśli jednak jesteście kręconowłose a Waszym zmartwieniem jest "siano", suche i matowe pasma a chcecie je zdyscyplinować oraz uwidocznić skręt- polecam!

Cena: ok. 16 zł/ 300 ml

4. Bioferment z bambusa, EcoSPA.pl
Jeśli szukacie kosmetyku do zabezpieczania końcówek włosów a nie jesteście zadowolone z używania olejów, serdecznie polecam bioferment z bambusa! Dyscyplinuje i wygładza włosy a do tego sprawia, że końcówki prezentują się nienagannie i zdrowo! Dla mnie jest to hit i nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez tego kosmetyku. Kolejne opakowanie (tym razem większe!) już w użyciu =)
Cena: ok. 7 zł/ 10 ml.

5. Henna khadi
By uzyskać trwały odcień rudego koloru na włosach, oprócz zastosowania farby chemicznej, sięgam po hennę. Dzięki niej cieszę się rudym kolorem włosów nawet przez 3 miesiące bez farbowania! Żadna farba chemiczna, nawet profesjonalna, nie daje takiego efektu =). Khadi nie tylko zapewnia mi trwałą koloryzację ale także wzmacnia i pogrubia włos. Nie każde włosy lubią zioła, ich nadmiar może przyczynić się do puszenia włosa, na szczęście u mnie ten problem nie pojawia się, jeśli stosuję zioła w umiarkowanej ilości.

A swoją drogą- kolejną henną, którą wypróbuję będzie Swati. Jestem ciekawa, jak spisze się w porównaniu do khadi!

Cena: ok. 30 zł/ 100g.

Higiena i pielęgnacja jamy ustnej


1. Pasta do zębów z aminofluorkiem, Elmex
Nie stronię od past z fluorem, jako, iż składnik ten faktycznie przyczynia się do wzmocnienia szkliwa. Jednak zwracam baczną uwagę na składy past do zębów. Z ogólnodostępnych past najczęściej wybieram podstawową wersję Elmexu, ponieważ ma najlepszy skład.

Cena: ok. 10 zł/ 75 ml

2. Pasta do zębów z węglem, wybielająca, EcoDenta
Moją ulubioną pastą jest EcoDenta- obserwuję po niej rozjaśnienie zębów. Do tego ma przerażający, czarny jak smoła kolor, który uprzyjemnia stosowanie :D

Cena: ok. 15 zł/ 75 ml

3. Brzozowa pomadka ochronna z betuliną, Sylveco
Zwracanie uwagi na składy pomadek do ust również jest bardzo istotne. Wszystko, co nakładamy na usta (czy w usta) przenika do naszego krwioobiegu. Zwłaszcza pomadki, które są przez nas po prostu zjadane! Dlatego pomadka powinna charakteryzować się bezpiecznym składem i Sylveco taki posiada =) Dodatek ekstraktu z kory brzozy hamuje rozwój wirusów opryszczki, za co kolejny plus dla tej pomadki!
Cena: ok. 10 zł/ 4g.
4. Balsam do ust z filtrem UV, EOS
W lecie szukałam pomadki z dobrym składem i filtrami UV. Niestety, kosmetyki promieniochronne nigdy nie mają w 100% naturalnych składów więc trzeba znaleźć mniejsze zło. Mój wybór padł na balsam EOS, którego wszystkie wersje posiadają wzorowe składy. Wersja z filtrami UV posiada- niestety- filtry chemiczne, ale dzięki temu nie zostawia białej powłoki na ustach. Balsam okazał się tak wydajny, że zużyłam go po pół roku!!! Jeśli zastanawiacie się, czy warto inwestować w EOS- tak, warto! Jak na wydatek raz na kilka miesięcy, cena wcale nie jest wygórowana.
Cena: ok. 20 zł/ 7g

_________________________________________________________________

Znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jestem bardzo ciekawa, jak spisują się u Was, koniecznie dajcie mi znać!

Pozdrawiam,

PS Ostatnio dostaję od Was bardzo dużo wiadomości z pytaniem o OCM. Pojawia się też coraz więcej opinii, że oleje nie są dobrym wyborem w pielęgnacji cery. Z pewnością w najbliższym czasie napiszę Wam obszerny post zbiorczy o olejach- które, dla kogo, po co i na co =) Chcecie?