[542.] Olejek hydrofilowy, zakażenie bakteryjne, nasilenie niedoskonałości - aktualizacja pielęgnacji cery!

[542.] Olejek hydrofilowy, zakażenie bakteryjne, nasilenie niedoskonałości - aktualizacja pielęgnacji cery!

Wakacyjny okres nieźle dał w kość mojej skórze - wahania temperatur i wilgotności w lipcu oraz niezmienne upały (w pakiecie z klimatyzowanym powietrzem) w sierpniu sprawiły, że moja cera stała się kapryśna - wciąż powstawały na niej nowe wypryski i chociaż nie były to "wulkany" jak sprzed kilku lat, to oczywiście walczyłam z tymi nieproszonymi gośćmi. Stąd też spora część pielęgnacji w lecie wyjątkowo była ukierunkowana na działanie przeciwtrądzikowe, ale! - nie wysuszające ani nie ściągające. Usilne matowienie i wysuszanie skóry często prowadzi do wzmożonej pracy gruczołów łojowych, dlatego nie jestem zwolenniczką tych metod a poza tym - moja cera zwyczajnie nie ma tendencji do przetłuszczania a pojawienie się lekkich zmian trądzikowych miało całkiem inną przyczynę (upały). Dlatego przede wszystkim postanowiłam wyeliminować przyczynę powstawania niedoskonałości - duszne i ciężkie powietrze nocą (rankiem budziłam się zlana potem i z nowymi wypryskami): zmieniłam pościel na lżejszą, sypiałam przy otwartym oknie, zmieniałam poszewki co kilka dni (min. 1x w tygodniu). 

Poza powyższymi działaniami oczywiście wprowadziłam kilka kosmetyków wspomagających gojenie się skóry, by wypryski mogły szybciej zniknąć z powierzchni naskórka. Oprócz urozmaicenia pielęgnacji o kosmetyki wspomagające gojenie zmian trądzikowych, wprowadziłam też kilka całkowicie nowych, nieznanych mi dotychczas kosmetyków - np. po raz pierwszy wypróbowałam olejek hydrofilowy bez PEG! Ponadto wypróbowałam nowy hydrolat, tonik bez substancji myjących (a to rzadkość wśród toników!) oraz urzekającą kolorem maseczkę z fioletowej glinki!

Nie obyło się bez przygód - poprzez niewłaściwe przechowywanie jednego kosmetyku doprowadziłam do jego zanieczyszczenia i przez to małego koszmaru na twarzy. Na szczęście obyło się bez wizyty u dermatologa dzięki szybkiej reakcji i... zastosowaniu kosmetyku całkiem nowej marki! Ale wszystko po kolei!


Zacznijmy od demakijażu - zawsze zwracam uwagę osobom, które piszą do mnie z prośbą o konsultację, jak istotne jest dwuetapowe oczyszczanie twarzy, jeśli nosimy makijaż. Jest to tak samo istotna kwestia jak nawilżanie skóry a nawet jestem skłonna stwierdzić, że ważniejsza, niż dobór kremu!

Prawidłowe oczyszczanie twarzy - Kompendium Wiedzy

Miałam już wcześniej do czynienia z olejkami hydrofilowymi, ale zawierały one emulgator z PEGiem (dokładnie Glycery Cocoate, czyli PEG-7). Unikam tej substancji ze względu na ryzyko zanieczyszczenia tego surowca rakotwórczym dioksanem a ponadto pH PEG-7 waha się w granicach 6-7.5 - a więc nie jest to środek obojętny dla naszej skóry. 

Bardzo ucieszyłam się, gdy na rynku zaczęły pojawiać się olejki hydrofilowe pozbawione PEG o całkowicie naturalnych składach! Aktualnie moją uwagę zwróciły Miya, Femi, Fresh&Natural (pasta) oraz Senelle, które zostało mi polecone przez autorkę strony MakeHappyDay (pamiętacie wywiad udzielony dla Olgi?). Olga gwarantowała, że olejek bez trudu spłukuje się z twarzy i... faktycznie tak jest!

Oczyszczający olejek do demakijażu Senelle

Olejek Senelle przede wszystkim urzekł mnie zapachem - firma swoje produkty dzieli na 4 kolekcje inspirowane porami roku i olejek jest z kolekcji zimowej, do której nawiązuje jego aromat. Bardzo wyczuwalna jest ciepła, lekko słodka nuta wanilii - jeśli czytacie systematycznie mój blog to wiecie, że mam słabość do tego aromatu. Zamawiając kosmetyk nie wiedziałam, że produkt ma taki zapach, dlatego niesamowicie miło używało mi się tego olejku!


Kosmetyk używałam na kilka sposobów - aplikując go bezpośrednio na twarz lub wykonywałam demakijaż z jego użyciem przy pomocy płatków kosmetycznych. W każdym przypadku olejek skutecznie usuwał makijaż (również kosmetyki wodoodporne, ponieważ takie najlepiej rozpuszczają się pod wpływem olejów). Konsystencję ma niemal identyczną jak "klasyczne" oleje do demakijażu, może odrobinkę wyczuwalna jest w nim lekka "żelowość" - mimo wszystko jest to produkt tłusty, płynny - niczym zwykły olej. Cała magia zaczyna się w kontakcie produktu z wodą - po kontakcie z nią olejek przekształca się w lekką emulsję i bez trudu spłukuje się całkowicie. Sam demakijaż także wykonywałam w różnych konfiguracjach - spłukiwałam olejek albo przy pomocy bieżącej wody albo zwilżonymi płatkami kosmetycznymi - zawsze olejek bez najmniejszego trudu całkowicie znikał z twarzy, jednocześnie nie pozostawiając na niej resztek kosmetyków kolorowych.

Olejki hydrofilowe można wypróbować na każdym typie cery, również na tych ze skłonnością do komedogenności, które źle znoszą demakijaż "klasycznymi" olejkami. W porównaniu do olejków z PEGiem, olejek Senelle nie daje uczucia "ściągnięcia skóry", jak gdyby "skrzypiącej". Kosmetyk jest bardzo wydajny, podobnie jak w przypadku "klasycznych" olejów do demakijażu, już jego niewielka ilość pomaga skutecznie rozpuścić kosmetyki kolorowe. Produkt jest delikatny dla skóry, nie szczypie po wpłynięciu do oka.

INCI:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Polyglyceryl-4 Oleate, Persea Gratissima Oil, Coco Caprylate/Caprate, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Tocopherol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Punica Granatum Flower Extract, Parfum

Cena: ok. 55 zł / 150 ml


Łagodząca emulsja myjąca do twarzy Vianek

Kolejnym krokiem podczas wieczornej rutyny pielęgnacyjnej jest oczyszczanie dogłębne porów - zgodnie z tym, co zapowiadałam Wam wcześniej, postanowiłam wypróbować łagodzącą emulsję Vianek. Wersję nawilżającą bardzo lubię, zużyłam kilka opakowań i sama nie wiem, dlaczego dotychczas nie wypróbowałam wersji łagodzącej - chyba po prostu rynek kosmetyków naturalnych tak prężnie się rozwija, że nie nadążam ze wszystkimi nowościami! A nie mam w zwyczaju kupować kosmetyków na zapas (nauczyłam się tego dzięki Projektowi Denko, do którego co miesiąc mnie motywujecie dopytując, kiedy będzie nowa notka z tej serii ;)).

Zakup wersji łagodzącej był strzałem w 10! - moja cera zareagowała na tę wersję jeszcze lepiej niż na nawilżającą - poza komfortem i braku uczucia ściągnięcia cery zauważyłam, że emulsja wycisza grę naczyń krwionośnych (wszystko dzięki zawartości alantoiny, pantenolu i ekstraktu z żywokostu). Z całą pewnością powrócę jeszcze do tej emulsji!

Komu polecam ten produkt? Również jest to kosmetyk uniwersalny, który można stosować przy większości typów cer. Sądzę, że nawet część skór trądzikowych, zwłaszcza tych na podłożu cery suchej (np. pod wpływem trądziku hormonalnego lub wynikającego z przebytych chorób) polubi się z nim. Jeśli macie cery wymagające delikatnego oczyszczania a żele i pianki powodują uczucie "ściągnięcia" skóry, przy czym jednocześnie są one skłonne do zapychania, to emulsja będzie odpowiednia - nie pozostawia nawet najmniejszego filmu na skórze.

INCI:
Aqua, Glycerin, Cocos Nucifera Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Symphytum Officinale Root Extract, Panthenol, Sodium Alginate, Glyceryl Oleate, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Citrus Limonum Peel Oil

Cena: ok. 20 zł / 150 ml


Kolejnym etapem pielęgnacji jest tonizacja - moja cera nie toleruje pozostawiania na niej substancji myjących nawet w niewielkim stężeniu, dlatego zawsze sięgam po hydrolaty lub staram się szukać gotowych toników pozbawionych substancji myjących. 


Hydrolat z drzewa herbacianego Asoa

Hydrolaty to produkt uboczny pozyskiwania olejków eterycznych (jest to woda z niewielką zawartością olejku) - dlatego jeśli mamy na rynku olejek z drzewa herbacianego, będzie istniał również taki hydrolat! Jako, iż moja cera sprawiała początkiem lata dużo problemów, pojawiały się na niej wypryski, to właśnie hydrolat z drzewa herbacianego był ciekawą opcją jako kosmetyk wspomagający gojenie się wyprysków. Obawiałam się jednak, czy nie będzie wykazywał działania ściągającego jak np. oczar? Postanowiłam spróbować i nie zawiodłam się!

Hydrolat ten nie powodował nawet najmniejszego dyskomfortu, nie wykazywał działania ściągającego ale bardzo skutecznie pomagał goić niedoskonałości. Chociaż nie mam problemu z łojotokiem, to jednak po całym dniu noszenia podkładu i kremu z filtrem to normalne, że skóra zaczyna mi się błyszczeć - podczas stosowania hydrolatu z drzewa herbacianego efekt ten był zdecydowanie mniejszy. Bardzo duży plus za wygodny atomizer, który nie powoduje "chluśnięcia" produktu ale tworzy przyjemną, lekką mgiełkę. 

INCI:
Melaleuca Alternifolia Water

Cena: 28 zł / 100 ml 


Różane serum w płynie "Mist`n Roses" Be The Sky Girl

Tutaj chociaż Producent opisuje preparat jako serum, to pod względem składu jest to tonik oparty o hydrolat różany, lawendowy i aloesowy - są to więc 3 hydrolaty które bardzo lubię, sięgam po nie bardzo często w formie czystej i z tego też względu zaintrygowało mnie to "serum". Absolutnie nie dziwi mnie, że Producent zdecydował się na nazwę "serum" dla tego produktu - nazwa wskazuje na mnogość substancji aktywnych w tym preparacie, chociaż nazwa ta może wprowadzić niektórych w zakłopotanie. Poza w/w hydrolatami w składzie znajdziemy ekstrakt z kokosa, wąkrotki azjatyckiej i kwas hialuronowy - jest to więc kosmetyk ukierunkowany na działanie przeciwzmarszczkowe, nawilżające i ujędrniające skórę. 

Substancje aktywne w tym "serum" dobrane są w taki sposób, że kosmetyk można stosować przy każdym typie cery (również przy tych z niedoskonałościami, ponieważ hydrolat aloesowy wspomaga gojenie się niedoskonałości lub też przy cerach wrażliwych, ponieważ hydrolat różany i lawendowy wykazują działanie łagodzące). Preparat poza samym działaniem tonizującym dostarcza skórze sporej dawki substancji aktywnych, dzięki czemu cera staje się lepiej odżywiona i bardziej promienna! Również muszę pochwalić atomizer za tworzenie przyjemnej mgiełki.

INCI:
Rosa Damascena Flower Water, Lavendula Angustifolia Flower Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin,  Lactobacillus Ferment, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Lactobacillus, Hyaluronic Acid, Cocos Nucifera Fruit Extract, Centella Asiatica Extract

Cena: ok. 55 zł / 100 ml


Jak już jesteśmy przy "toniku - serum", to pokażę Wam, jakie "właściwe" sera stosuję w ostatnim czasie. Podczas mojej walki z nasileniem zmian trądzikowych sięgałam po serum anti-age dla cery tłustej i mieszanej Planeta Organica natomiast później sięgnęłam po nowość - serum Aloesove!



Serum anti-age dla cery tłustej i mieszanej Planeta Organica

To serum już niejednokrotnie pokazywałam Wam na blogu - zazwyczaj sięgam po wersję dla cery suchej i wrażliwej, ponieważ bardziej odpowiada mojej cerze, ale w związku z nasileniem niedoskonałości postanowiłam sięgnąć po wersję zieloną. Konsystencja tego serum jest odmienna od wersji dla cery suchej i wrażliwej - mniej żelowa a bardziej emulsyjna. W składzie znajdziemy całe mnóstwo substancji czynnych, dzięki czemu preparat nie tylko goi niedoskonałości ale także odżywia cerę, nawilża, uszczelnia naczynka. Zresztą spójrzcie na ten imponujący skład! Nawet są w nim peptydy!

INCI:
Aqua, Simmondsia Chinensis Oil, Sorbitol, Glycerin, Retinyl Palmitatem, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Palmitoyl Tripeptide-5, Glyceryl Stearate, Pentaerythrityl Tetrabehenate, Tocopherol, Ubiquinone, Beeswax Sucrose Palmitate, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus, Sodium Ascorbyl Phosphate, Panthenol, Hydrolyzed Rice Protein, Zinc PC, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Calophyllum Inophyllum Seed Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Furcellaria Lumbricalis Extract, Laminaria Digitata Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Oreganum Vulgare Extract, Spirulina Maxima Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Aralia Elata Root Extract, Curcuma Longa Root Extract, Foeniculum Vulgare Fennel Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Calendula Officinalis Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil (and) Cetearyl Glucoside (and) Avena Sativa Kernel Extract, Corylus Avellana Seed Oil, Helichrysum Arenarium Flower Extract, Epilobium Alpinum Leaf Extract, Rosa Damascena Flower Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Melia Azadirachta Oil, Gingko Biloba Extract, Oenothera Biennis Oil, Rosa Canina Seed Oil, Santalum Album Oil, Chamomilla Recutita Flower Oil, Plantago Major Leaf Extract, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Officinalis Oil, Echinacea Purpurea Extract, Salix Alba Bark Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Parfum, CI 75810, CI 77492

Cena: ok. 30 zł / 50 ml 


Serum do twarzy Aloesove

W połowie czerwca firma Sylveco wypuściła na rynek 3 nowe marki: Aloesove, Duetus i Rosadia. Każda z tych linii przeznaczona jest dla innej grupy odbiorców i oparta o odmienne substancje aktywne. Akurat byłam w trakcie denkowania dotychczas stosowanych kosmetyków, dlatego potrzeba uzupełnienia kosmetycznych zapasów idealnie zbiegła się z czasem tychże nowości! Jednym z pierwszych kosmetyków jakie przetestowałam był żel regenerujący do twarzy, ciała i włosów Aloesove. Poza nim z tej serii zdecydowałam się na powyższe serum.

Porównując serum do żelu regenerującego (który również można stosować na twarz), jest ono bardziej płynne, jednak wciąż zachowuje żelową postać. Dzięki bardziej płynnej konsystencji szybciej się wchłania i absolutnie nie roluje podczas aplikacji oleju (serum aplikowałam na noc a wieczorem nie używam kremów, tylko oleje). Oba produkty różnią się również nieznacznie zawartością substancji czynnych - w serum znajdziemy hialuronian sodu (sól kwasu hialuronowego, również wykazującą działanie nawilżające) oraz proteiny owsa (także działanie wiążące wodę w naskórku), różnica dotyczy także kompozycji olejków eterycznych. Mimo wszystko główną substancją czynną przede wszystkim jest aloes.


Jak wspomniałam wcześniej - serum Aloesove jest bardzo lekkie i dobrze wchłanialne. Charakteryzuje się bezolejową formułą dlatego jest odpowiednim preparatem dla osób ze skłonnością do komedogenności. Ekstrakt z aloesu jest bardzo uniwersalnym preparatem o działaniu głównie nawilżającym, dlatego spisze się na każdym typie cery. Poza działaniem nawilżającym, aloes wpływa łagodząco na podrażnienia oraz wspomaga gojenie się skóry trądzikowej. Wszystko, co powinnyście wiedzieć o aloesie zawarłam w powyższym linku, także jeśli jeszcze nie czytałyście tego artykułu, to zachęcam do nadrobienia zaległości!

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Sodium Alginate, Hydroxyethylcelulose, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Phytic Acid, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Mentha Piperita Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool
 
Cena: ok. 30 zł / 30 ml


Serum regulujące Duetus kontra peeling do twarzy Asoa

Z nowości firmy Sylveco zdecydowałam się również na kilka kosmetyków marki Duetus - dziś chciałabym pokazać Wam dwa z nich: serum oraz peeling. I tutaj chciałabym opowiedzieć Wam, jak to serum - dosłownie! - uratowało moją twarz! 


"Szewc bez butów chodzi" - i ja muszę się podpisać pod tym przysłowiem. Zawsze powtarzam Wam, jak istotne jest zachowanie higieny podczas kontaktu z kosmetykami oraz ich przechowywanie a sama popełniłam jeden z kardynalnych błędów - przechowywałam emolientowy kosmetyk pod prysznicem, przez co doszło do jego zanieczyszczenia.

Kosmetykiem tym był znany mi już peeling Asoa - zużyłam jedno opakowanie i tak przypadł mi do gustu, że zdecydowałam się na kolejne. Znając produkt i jego właściwości, z wygody postanowiłam trzymać go na półce pod prysznicem. Peeling ten ma charakterystyczną, olejową bazę - znajdziemy w nim m. in. olej kokosowy, awokado, arganowy, które skutecznie zmiękczają i wygładzają skórę. Tego typu kosmetyki zazwyczaj nie posiadają konserwantu a jedynie witaminę E hamującą jełczenie olejów (ponieważ w takiej 100% emolientowej formule nie rozwiną się bakterie, jedynie oleje mogą się zepsuć). Podczas nieprawidłowego przechowywania i braku ostrożności - jak było w moim przypadku - po przedostaniu się wody do produktu zaczną rozwijać się w nim bakterie! 

A ile bakterii może się rozwinąć w tydzień? Wolę nie myśleć... Peelingi wykonuję 1x w tygodniu, dlatego przypadkiem musiałam wprowadzić wodę do produktu a następnie mogły one rozwijać się w całkiem komfortowych warunkach - w końcu jak to pod prysznicem - tam zawsze jest cieplutko i wilgotno! Po kolejnym wykonaniu peelingu stanęłam jak wryta przed lustrem - całą twarz miałam pokrytą w czerwonych krostkach!
 

Podejrzewając, co może być przyczyną zaistniałego stanu rzeczy, od razu sięgnęłam po serum Duetus - wprawdzie nie stosowałam go wcześniej ale sam skład wskazywał na to, że ma silne właściwości przeciwbakteryjne. Kiedyś już przytrafiła mi się taka sytuacja i przez ponad tydzień walczyłam z tymi zapalnymi krostkami, wyjątkowo ciężko się goiły - byłam więc przygotowana, że na drugi dzień będę straszyć współpracowników wyglądem ale miałam nadzieję, że Duetus chociaż zmniejszy zaczerwienienie. 

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na drugi dzień okazało się, że niemal nic nie widać po nadkażeniu skóry! Sama byłam w szoku, że serum tak dobrze się spisało - miałam nadzieję, że zadziała, ale że aż tak szybko? Wciąż jestem pod wrażeniem! Dla pewności zastosowałam to serum jeszcze kilka razy - w sumie stosowałam go dwa dni, zarówno rano i wieczorem. Po dwóch dniach pokazałam Wam efekt na instastory:


Serum pachnie najgłębszymi czeluściami piekieł - aromat siarki i drzewa herbacianego tworzy tak unikatową kompozycję zapachową, że jestem pewna, iż produkt nie przypadnie do gustu osobom o wrażliwych nosach. Jednak potrzeba zagojenia skóry była pilna i nie zwracałam uwagi na zapach - chociaż łapałam się na tym, że będąc już po kilu godzinach pracy, wciąż spod warstwy kremu nawilżającego, kremu z filtrem, kremu BB i pudru - wciąż wyczuwam zapach Duetusa! Jego zapach to ciężki kaliber ale to, z jaką skutecznością zadziałał całkowicie rekompensuje tę drobną niedogodność.
 

Czy stosować serum Duetus na całą twarz? 

Producent zaznacza, że można i ja również w powyższej sytuacji postanowiłam zadziałać tak radykalnie. Serum zastosowałam przez dwa dni zarówno rano i wieczorem z uwagi na zaistniałe ryzyko rozwoju dermatozy, która wymagałaby leczenia. Jeśli macie duże problemy z cerą, np. mocny trądzik, oczywiście możecie zastosować to serum na całą twarz. Pamiętajcie jednak, że jest to preparat o silnym działaniu złuszczającym, ponieważ zawiera kwas salicylowy oraz siarkę, dlatego polecam stosowanie na całą twarz potraktować w formie kuracji uderzeniowej. Obserwujcie również, czy cera nie staje się bardziej reaktywna i kapryśna - to znak, że naskórek został zbyt mocno złuszczony. Natomiast stosowanie punktowe jak najbardziej polecam! Aktualnie przede wszystkim sięgam po serum Duetus punktowo w razie niedoskonałości jak i... ukąszeń owadów!

Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. I
Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. II

Serum regulujące Duetus:

INCI:
Aqua, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Sorbitol, Propanediol, Hydroxyethylcellulose, Panthenol, Potentillae Anserinae Herba Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Sulfur, Agar, Acacia Senegal Gum, Salicylic Acid, Lactic Acid. Allantoin, Xanthan Gum, Decyl Glucoside, Limonene, Linalool

Cena: ok. 23 zł / 15 ml

Peeling do twarzy Asoa:

INCI:
Cocos Nucifera Oil, Persea Gratissima Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca, Aronia melanocarpa seed powder, Ribes nigrum seed powder, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Tocopheryl Acetate, Cananga Odorata Flower Oil, Limonene, Linalool, Isoeugenol, Pelargoniu Graveolens Oil


Cena: ok. 35 zł / 60 ml



Peeling do twarzy Duetus

Po szczęśliwym zakończeniu powyższej historii nadszedł czas na zakup nowego peelingu - i jak wspomniałam wcześniej, postanowiłam wypróbować nowości Sylveco, dlatego mój wybór padł na Duetus. Seria ta intryguje mnie głównie ze względu na zawartość oleju z czarnuszki, który bardzo pomógł mi w walce z trądzikiem kilka lat temu. Poza tym seria zawiera olej konopny i węgiel aktywny, które również są polecane w walce z trądzikiem.

Peeling Duetus jest peelingiem drobnoziarnistym - zawiera drobinki korundu i czarnuszki, które skutecznie złuszczają martwe komórki naskórka. Peeling jest pozbawiony substancji myjących, dlatego przed jego zastosowaniem należy oczyścić twarz dwuetapowo. Po wykonaniu peelingu zostawiam produkt jeszcze na kilka minut na twarzy, by zawarte w nim substancje aktywne mogły odżywić cerę.

Peeling spłukuje się bez trudu i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy (nie jest też peelingiem mocno emolientowym jak w/w Asoa czy enzymatyczny i wygładzający Sylveco - ma lekką, emulsyjną formułę) - za to po zastosowaniu skóra jest przyjemnie miękka i gładka a efekt ten utrzymuje się przez kilka dni!

INCI:
Aqua, Alumina, Vitis Vinifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglycerides, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Nigella Sativa Seed Oil, Stearic Acid, Nigella Sativa Seeds Powder, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Activated Charcoal, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cetyl Alcohol, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Thymus Vulgaris Oil, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool 

Cena: ok. 25 zł / 75 ml 


Maseczka do twarzy "fioletowa glinka, olej awokado" Asoa

Powiedzieliśmy sobie już o serum i peelingach, czyli kosmetykach, po które nie sięgam codziennie. Ostatnim kosmetykiem z grupy stosowanych sporadycznie jest maseczka. I tym razem zdecydowałam się na maseczkę z fioletowej glinki od Asoa - bardzo doceniam wpływ glinek na cerę i moją ulubioną jest biała, czyli najdelikatniejsza. Jednak maseczka fioletowa urzekła mnie kolorem! Jest ona także rekomendowana przez Producenta jako bardzo delikatna - chciałam więc porównać jej do czystej białej glinki.

Maseczka ma sypką konsystencję, dzięki czemu nie musi być dodatkowo konserwowana. Poza tytułową fioletową gliną znajdziemy domieszkę białej, alantoinę oraz niacynamid (szykuję dla Was post o tej substancji, ponieważ jest niezwykle skuteczna!). Kosmetyki Asoa charakteryzują się wysokimi stężeniami substancji aktywnych o czym już niejednokrotnie mogłam się przekonać. Jednak "więcej" nie zawsze oznacza "lepiej" i po stosowaniu tej maseczki niestety miałam zaognioną cerę. Dlatego postanowiłam rozrabiać glinkę z olejem zamiast z wodą, by łagodzić jej działanie - i to był strzał w 10! Skóra przestała być zaogniona a zamiast tego stała się przyjemnie gładka i odżywiona. Maseczka normalizuje pracę gruczołów łojowych, wspomaga gojenie niedoskonałości, zapobiega gojeniu się przebarwień pozapalnych i sprawia, że pory są mniej widoczne.

W porównaniu do glinki białej odnoszę wrażenie, że glinka fioletowa jak najbardziej należy do glinek delikatnych ale mimo wszystko wersja biała wciąż pozostaje najdelikatniejszą.

INCI:
 Kaoiln Violet Clay, White Kaolinite Clay, Persea Gratissima Oil, Niacinamide, Calendula Officinalis Extract, , Tocopherol Acetate, Allantoin, Pelargoniu Graveolens Oil

Link do sklepu
Cena:
ok. 50 zł / 120 ml


Krem "Odżywcza Goja" Asoa

Ostatnim kosmetykiem Asoa po jaki sięgałam w ostatnim czasie był powyższy krem. Jak słusznie jego nazwa sugeruje, jest to treściwy preparat, jednak nie tłusty. Pomimo gęstej konsystencji fantastycznie, szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Skóra jest przyjemnie gładka i matowa, chociaż krem nie wykazuje działania ściągającego. Mocno nawilża i odżywia dzięki zawartości oleju arganowego, awokado oraz masła mango. Działa przeciwstarzeniowo (ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej oraz koenzym Q10), łagodząco (alantoina oraz pantenol) i rozjaśniająco (niacynamid - szczególnie polecany w przypadku przebarwień). Krem skomponowany jest w taki sposób by być uniwersalnym i odpowiadać każdemu rodzajowi skóry - także osoby z cerą skłonną do niedoskonałości będą z niego zadowolone, ponieważ zawiera hydrolat z manuka o działaniu antyseptycznym.

INCI: 
Rosa damascena (Rose) Floral Water, (Leptospermum scoparium (Manuka) Floral Water, Persea Gratissima Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hellianthus Annuus Seed Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Tocopherol Acetate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetyryl alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum,D-Panthenol,, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Niacinamide, Glycerin, Aqua, Centella Asiatica Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf (Green Tea) Extract

Link do sklepu
Cena:
ok. 130 zł / 50 ml

Będąc w temacie pielęgnacji kremem od razu wspomnę, że na noc wciąż stosuję oleje - aktualnie sięgam nie po "czysty", jeden rodzaj oleju, ale mieszankę kilku - miałam w zapasach kilka olejów, którym zbliżał się koniec daty ważności, dlatego chciałam je spożytkować. Opakowania już są zasłużone i mało estetyczne, dlatego oleje te zobaczycie przede wszystkim w projekcie denko - użyłam m. in. oleju makadamia, konopnego, czarnuszki, pestek śliwki. Mieszanie olejów daje bardzo pozytywnie wpływa na cerę, ponieważ działanie olejów uzupełnia się wzajemnie (ponieważ nie każdy olej ma taką samą budowę chemiczną - są to mieszanki przeróżnych związków w różnych stężeniach, dzięki czemu wyróżnia się oleje schnące, półschnące i nieschnące).



Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Vianek

Kremy pod oczy Vianek pomimo, że są w malutkich opakowaniach, to wystarczają na bardzo długi czas stosowania! Dlatego niezmiennie, podobnie jak w poprzedniej aktualizacji, stosuję ten krem pod oczy. Bardzo ładnie niweluje zasinienia i worki w tej delikatnej okolicy. Wersja przeciwzmarszczkowa Vianek jest najbardziej treściwym kremem pod oczy z oferty Sylveco, dlatego jeśli poszukujecie mocno nawilżającego produktu z oferty tej firmy, to polecam wypróbować właśnie ten. Krem jest lekko perfumowany, ale nie szczypie w oczy, nie powoduje łzawienia. Skład jest bardzo bogaty i dostarczas skórze wielu zróżnicowanych substancji aktywnych - zresztą zobaczcie same!


INCI:
Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum

Cena: ok. 34 zł / 15 ml


Kojący balsam do ust "Perfector 3w1" Resibo
 
Powróciłam także do znanego mi balsamu do ust Resibo - jest to jeden z najlepszych produktów do ust jakie miałam i kolejne opakowanie znów utwierdziło mnie w tym przekonaniu: nie tylko spełnia swoją podstawową funkcję jaką jest nawilżenie i odżywienie ust ale również wzmacnia ich naturalną czerwień! Balsam nie ma pigmentów koloryzujących a uzyskany efekt wynika z obecności żółtej gorczycy, która poprawia krążenie w czerwieni warg. Różnica jest subtelna ale zdecydowanie zauważalna! Pomadka po raz kolejny zachwyciła mnie wydajnością jak i apetycznym aromatem!

Pełna recenzja

INCI: 
Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Hydrogenated Vegetable Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Aqua, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Jojoba Esters/Helianthus Annuus Seed Wax/Acacia Decurrens Flower Wax/Polyglycerin-3, Tocopherol, Brassica Alba Sprout Extract, Stevia Rebaudiana Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Aroma, Limonene, Linalool

Link do sklepu
Cena: ok. 40 zł / 10 ml

 
EY! Wodoodporny filtr przeciwsłoneczny

Ostatnim kosmetykiem, który nakładam na sam koniec porannej rutyny pielęgnacyjnej jest wodoodporny filtr EY!. Jest to preparat oparty tylko o filtry mineralne, dlatego bieli skórę i z tego powodu może nie każdemu odpowiadać. Ma troszkę problematyczną, olejową formułę, z którą mogą nie polubić się cery preferujące lekkie i dobrze wchłanialne preparaty. Są to jednak jedyne minusy tego filtra i jego zalety znacznie je przewyższają - skutecznie chroni przed promieniowaniem UV a dzięki zawartości substancji aktywnych jak olej sojowy, jojoba, rzepakowy i oliwie, skutecznie odżywia cerę i zapobiega utracie wody z naskórka.

Pamiętacie, jak pisałam Wam w notce pt. "A gdyby tak filtry stosować cały rok?", że filtr mineralny Bioderma SPF 50+ spowodował u mnie powstanie odparzeń po całym dniu wędrowania? Niedawno miałam okazję przetestować filtr EY! w tych samych warunkach i ten nie spowodował odparzeń pomimo, że celowo zaaplikowałam go grubą warstwą. Także jestem pod wrażeniem działania tego filtra, stosuję go codziennie, systematycznie, pamiętając o reaplikacji. Będąc w pracy aplikuję filtr bezpośrednio na makijaż a następnie poprawiam podkład i puder.

Najważniejsze informacje o ochronie anty-UV na rok 2018
Jak aplikować filtry w upalny dzień?

INCI:
Dicaprylyl Carbonate, Glycine Soja Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Titanium Dioxide, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Alumina, Canola Oil, Stearic Acid, Oryzanol, Olea Europaea Fruit Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Parfum, Linalool, Citronellol, Geraniol
Cena: ok. 70 zł / 100 ml


Tak prezentuje się moja pielęgnacja w aktualnym, upalnym okresie. Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? A może zaintrygował Was któryś z powyższych? Jestem niesamowicie ciekawa Waszych opinii i doświadczeń!

Pozdrawiam serdecznie!
[541.] Jak spakować kosmetyki do bagażu podręcznego w samolocie?

[541.] Jak spakować kosmetyki do bagażu podręcznego w samolocie?

Okres urlopowy w pełni i pojawia się pytanie - jak się spakować, by połowy walizki nie zajmowały kosmetyki?

Zazwyczaj udając się na urlop zabierałam ze sobą pełne opakowania każdego kosmetyku, przez co faktycznie połowę mojej walizki zajmowały kosmetyki. Jednak odkąd podróżuję częściej - głównie drogą powietrzną - nadszedł czas na przemyślane pakowanie kosmetyków.

Jeśli wybieracie się w podróż i zależy Wam na tym, by bagaż zajmował malutko miejsca i ważył jak najmniej - ten post z pewnością okaże się dla Was pomocny!

W przypadku samolotów obowiązują pewne obostrzenia względem wnoszenia kosmetyków na pokład, dlatego będę Wam podawać informacje w odniesieniu do samolotów, gdyby któraś z Was poszukiwała takich informacji. Natomiast poniższe triki z pewnością spiszą się również podczas podróży autobusem, samochodem czy pociągiem.

W przypadku samolotów istnieją dwa rodzaje bagażu (ilość i wielkość uzależniona jest od Linii Lotniczej i taryfy):
- rejestrowany, do którego możemy zapakować kosmetyki w dowolnej ilości i wielkości (łączna masa bagażu zazwyczaj nie może przekroczyć 23 kg na osobę). Bagaż rejestrowany zazwyczaj jest dodatkowo płatny.
- podręczny, który powinien być niewielki, by zmieścić się pod siedzeniem lub na półce bagażowej - przy miejscu odpraw samolotowych znajdują się specjalne metalowe konstrukcje, przy których możemy sprawdzić, czy nasz bagaż spełnia wymagania pod względem wielkości. Do bagażu podręcznego można wziąć jedynie ograniczoną ilość płynów - a więc i kosmetyków płynnych. Łączna masa nie może przekroczyć 1L na osobę a płyny muszą być w opakowaniach nie większych niż 100 ml (czyli maksymalnie możemy spakować 10 opakowań po 100 ml).


Czy da się spakować na cały tydzień w ilość odpowiadającą bagażowi podręcznemu? 

Jak najbardziej!

Przede wszystkim należy zaopatrzyć się w małe opakowania - warto zwracać uwagę, czy zawierają adnotację o możliwej maksymalnej pojemności (np. 50 ml, 100 ml itp.). Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby Kontroler aż tak wnikliwie sprawdzał mój bagaż chociaż wiadomo - lepiej dmuchać na zimne. Mi udało się dorwać świetne zestawy podróżnicze w Ikea (na zdjęciach) - są idealnie zaprojektowane, ponieważ zajmują niewiele miejsca i od razu zawierają niewielki sztywny futerał łatwy do czyszczenia. Równie dobrze spiszą się małe opakowania dostępne w Rossmannie, warto kompletować sobie mini pojemniki po zużytych kosmetykach specjalnie z myślą o ewentualnych podróżach. Małe opakowania potrafią być dosyć drogie gdy potrzebujemy skompletować cały zestaw tuż przed wyjazdem.


Wybierając się na wakacje zawsze ze sobą zabieram:

- Szampon - służy mi nie tylko do mycia włosów ale również twarzy i całego ciała. Dlaczego to szampon jest dla mnie kosmetykiem uniwersalnym a nie żel do higieny intymnej? Ponieważ ważne jest zachowanie pH skóry. Podczas zmiany środowiska, innego klimatu, wody i przymykania oczu na dietę, cera zazwyczaj i tak zaczyna sprawiać kłopoty a więc nie chcę jeszcze pogarszać jej stanu stosując kosmetyk o nieodpowiednim, zbyt niskim pH. Szampony mają pH fizjologiczne (w większości, więcej na ten temat w osobnym artykule: porównanie pH szamponów), więc z powodzeniem mogą być stosowane na całej powierzchni ciała. Jednak dlaczego szampon a nie np. żel do ciała? owszem, z pomocą żelu można byłoby umyć włosy, jednak zawarte w szamponach substancje antystatyczne ułatwiają wygładzenie i rozczesywanie włosów, jednocześnie nie mając negatywnego wpływu na powierzchnię skóry. Dlatego wybieram szampon i dzięki temu zawsze mam pewność, że nie straszę fryzurą, nie muszę także myśleć o sprzęcie do stylizacji. Oczywiście zawsze wybieram szampon oparty o delikatne substancje myjące, by nie naruszać bariery hydrolipidowej skóry.

- Żel do higieny intymnej - zabieram w niewielkiej ilości, nie stosuję go jako kosmetyku uniwersalnego np. do mycia włosów ale jedynie zgodnie z jego prawidłowym przeznaczeniem. Higiena intymna podczas podróży jest niesamowicie istotna - nasz organizm ma styczność z szerszą florą bakteryjną niż dotychczas (nie wiemy, kto przed nami korzystał z wanny, kto spał na naszym materacu, czy korzystał z naszego hotelowego ręcznika - a nigdy nie mamy pewności, czy przedmioty te zostały na pewno dokładnie wyczyszczone).

- Odżywka do włosów - mimo, iż jest to preparat ani nie płynny, ani nie stały, również powinna znaleźć się w opakowaniu do 100 ml (podobnie jak kremy/balsamy). Odżywkę stosuję nie tylko w klasyczny sposób, ale również po zakończeniu myciu włosów i ich rozczesaniu wcieram w końcówki niewielką ilość odżywki w celu zabezpieczenia końców włosów przed urazami. Nie muszę więc zabierać ze sobą biofermentu z bambusa, który służy mi na co dzień do ochrony końcówek włosów.

- Masło roślinne - czasem decyduję się na gotowe masła jak Asoa lub Botanicum Natural SPA ale często wybieram czyste masła (moje ulubione - awokado!). Masło również powinno znaleźć się w opakowaniu do 100 ml. Wykorzystuję je do demakijażu, olejowania włosów, nawilżania rąk (będąc w podróży i korzystając z publicznych toalet, jednocześnie mam kontakt z mydłami do rąk z SLS lub w kostkach a po takich ekscesach dłonie potrzebują nie tylko nawilżenia ale również natłuszczenia), kosmetyku na otarcia, drobne urazy.

Porównanie siły substancji myjących stosowanych w kosmetykach
SLS i SLES - wszystko co powinnyście widzieć!
Mydła w kostce - Kompendium Wiedzy

- Krem - wybieram taki o uniwersalnej formule, który mogę stosować zarówno rano, wieczorem jak i pod oczy. Zazwyczaj krem pakuję w małe opakowanie (ponieważ nie mam potrzeby zabierania ze sobą aż 50 ml kremu) lub korzystam z próbek (najczęściej lekki krem nagietkowy lub brzozowy Sylveco, które zawsze dobrze spisywały się na mojej skórze). Wybierając próbki pamiętajcie, by były w nich kosmetyki, które znacie i dobrze się u Was spisują. Odpuśćcie próbki kosmetyków, z którymi Wasza skóra nie miała styczności, ponieważ szkoda, żeby Wasz urlop zepsuła alergia na kosmetyk lub wysyp niedoskonałości na wskutek nieodpowiadającej Wam konsystencji. Pamiętajcie również, że próbki, które długo leżały w niewiadomym miejscu (np. w szklanej kuli przy źródle światła na ladzie sklepu) mogą być zepsute, dlatego lepszym wyborem niż próbki jest odlanie kosmetyku do mniejszego pojemniczka. Chociaż niewątpliwą zaletą próbek jest ich niewielki rozmiar!

- Hydrolat - chociaż mogłoby się wydawać, że kilkudniowy wyjazd bez tonizacji nie spowoduje większych szkód, to jednak jak wspomniałam przy szamponach - zmiana wody i środowiska przysparzają skórze problemów - dlatego zawsze zabieram ze sobą tonik. Dzięki niemu skóra lepiej znosi zmiany - nawet pomimo stosowania kosmetyków o fizjologicznym pH, bez tonizacji moja cera staje się bardziej reaktywna i pojawiają się na niej niedoskonałości.

- Krem z filtrem - należy mieć na uwadze, że kremy z filtrami to kosmetyki bardziej niestabilne niż inne kosmetyki, dlatego zaleca się ich przechowywanie w ciemnych opakowaniach nieprzepuszczających promieniowania UV. Jeśli jednak nie macie takiego opakowania, po prostu pamiętajcie, by trzymać swoje opakowanie z filtrem w ciemnym miejscu, np. szafie, gdzie promienie słoneczne nie będą mieć dostępu.

- Krem BB - jeśli nie zabieram podkładu mineralnego.


Bardzo ważne - przelewając kosmetyki do mniejszych opakowań, najpierw je odpowiednio przygotujcie! Dokładnie je wyczyśćcie, wyparzcie lub przepsikajcie etanolem. Tuż przed przelaniem kosmetyku wytrzyjcie opakowania, by mieć pewność, że nie ma w nich wilgoci.

Oczywiście w mojej wyjazdowej kosmetyczce nie może braknąć kosmetyków makijażowych - tusz i eyeliner jako produkty o małej pojemności mogą zostać wniesione do bagażu podręcznego bez przelewania do innych opakowań, natomiast produkty sypkie i  stałe: puder, podkład mineralny, opcjonalnie bronzer, róż, rozświetlacz, kredki i pomadki - nie mają ograniczeń poza wspomnianą na początku masą bagażu podręcznego i jego wymiarów przestrzennych. Nie zapominajcie, że kosmetyki makijażowe również bywają uniwersalne: przy pomocy bronzera można podkreślić brwi i wycieniować oko, róż można zaaplikować na usta w celu podkreślenia ich koloru. Osobiście jednak ograniczam się do makijażowego minimum.


Co jeszcze znajduje się w mojej kosmetyczce?
- zestaw patyczków i płatków higienicznych,
- pędzle do makijażu (pomimo metalowych skuwek przechodzą kontrol),
- maszynka jednorazowa do golenia, cążki, pęsetka (te przedmioty mogą zostać zatrzymane przez Kontrolera, jednak osobiście tylko raz zdarzyło mi się skonfiskowanie pęsetki),
- szklany pilniczek,
- gumki i spinki do włosów,
- mini pasta do zębów i mini antyperspirant,
- szczoteczka do zębów,
- etui z okularami i płyn do soczewek (oczywiście przelany do mniejszego opakowania).

Kosmetyczkę zawsze miejcie w takim miejscu w plecaku/torbie, by było łatwo je wyciągnąć - podczas kontroli z bagażu podręcznego należy wyciągnąć nie tylko elektronikę ale również kosmetyki płynne i całą kosmetyczkę. Na niektórych lotniskach jest wymagane, by kosmetyki płynne były dodatkowo spakowane w specjalne woreczki - do zakupu na miejscu - jeśli ilość płynów przekracza miejsce w woreczkach to znak, że masz zbyt dużo płynów. Dlatego należy albo wybrać opakowania z wygrawerowaną pojemnością lub kompatybilnymi do siebie opakowaniami, które nie pozostawią pustych przestrzeni w woreczku. Inne przedmioty, które należy pokazać kontroli - pasek, biżuteria, zegarki, czasem obuwie.


Mam nadzieję, że pomogłam Wam przybliżyć kwestię kosmetyków i podróżowania samolotem. Liczę, że powyższe wskazówki spiszą się również podczas innych podróży!

Gdzie wybieracie się w te wakacje? A może macie już urlop za sobą? Jakie kosmetyki zamierzacie zabrać?

Pozdrawiam serdecznie!
[540.] 99% aloesu w aloesie - jak to możliwe?

[540.] 99% aloesu w aloesie - jak to możliwe?

Pod ostatnim postem dotyczącym aktualnej pielęgnacji włosów dostałam od Was wiele pytań o żel Aloesove. Dlatego przyszła mi do głowy myśl, że warto byłoby zebrać ogólne informacji o żelach aloesowych - przy okazji chciałabym porównać dla Was żele aloesowe po które sięgam - znaną mi od kilku lat Equilibrę jak i nowość - Aloesove.


Aloes na wszystko - czy aby na pewno?

"Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" - znamy to powiedzenie, prawda? Jednak w przypadku aloesu mądrości przysłów odchodzą na bok - aloes to potężna bomba substancji aktywnych o wielokrotnie potwierdzonym naukowo działaniu! Zawiera wiele pierwiastków, w tym: miedź, cynk, chrom, żelazo, sód, potas, wapń, magnez (biorące udział w wielu szlakach metabolicznych), aminokwasy, witaminy (A, C, E, B), enzymy, związki wykazujące działanie antyoksydacyjne, nawilżające (mukopolisacharydy i ligniny) oraz regulujące pracę gruczołów łojowych i zmniejszające zmiany trądzikowe (kwas salicylowy). To bogactwo substancji czynnych sprawia, że aloes jest jednym z najbardziej uniwersalnych ekstraktów roślinnych o wielokierunkowym działaniu. Z powodzeniem mogą go stosować osoby o skórach suchych, dojrzałych, odwodnionych ale także tłustych, trądzikowych, ze skłonnością do komedogenności. Aloes z powodzeniem można wykorzystywać na oparzenia, odmrożenia, poparzenia słoneczne, otarcia, podrażnienia naskórka a nawet skórę dotkniętą dermatozami - łuszczycą, egzemą czy AZS.


Czy aloes może zastąpić nam krem lub olej? 

Gdybyśmy miały zaklasyfikować aloes do którejś grupy surowców kosmetycznych, to będzie on humektantem - substancją wiążącą wodę w naskórku. Celem stosowania humektantów jest wspieranie funkcji NMF (Naturalnego Czynnika Nawilżającego występującego w głębokich warstwach naskórka). Ilość NMF zmniejsza się wraz z wiekiem, co objawia się szybszym odwadnianiem skóry, szorstkością a także utratą jej elastyczności. NMF i bariera hydrolipidowa działają ze sobą synergistycznie wspierając się nawzajem i zachowywać odpowiednie nawilżenie skóry.

Odpowiedni poziom nawilżenia skóry - dlaczego jest tak istotny?

Aloes jako humektant jest wyjątkowo skuteczną substancją poprawiającą nawilżenie skóry, jednak należy mieć na uwadze, że humektant zastosowany samodzielnie (bez emolientu), pod wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych (a więc wysokiej oraz niskiej wilgotności, upałów jak i mrozów) - będzie wyciągać wodę z naskórka zamiast ją w niej wiązać. Z tego też względu odradzam stosowanie humektantów samodzielnie - zdaję sobie sprawę, że wydają się być one idealną alternatywą dla osób z cerą skłonną do komedogenności - produkty całkowicie naturalne, o prostych składach, pozbawione olejów - wydają się być niemal pewnym sukcesem pielęgnacyjnym! A tu klops... Pod wpływem nadmiernego uciekania wody z naskórka spowodowanego stosowaniem jedynie humektantu podczas niesprzyjającej pogody, cera zacznie wzmagać produkcję sebum a stamtąd już tylko krok do powstania niedoskonałości... Nie takiego efektu oczekiwałyśmy, prawda?


Czy więc można stosować aloes jako serum?

Tak - aloes zastosowany pod krem lub olej jest bardzo dobrą opcją - osobiście skłaniam się ku aplikacji oleju na humektant, ponieważ to oleje dają mocniejszy efekt hamowania ucieczki wody z naskórka. Jedyne, na co polecałabym zwrócić uwagę, to by nie nadużywać żelu aloesowego. Ze względu na obecność kwasu salicylowego w tym ekstrakcie istnieje ryzyko podrażnienia skóry i nadmiernej eksfoliacji przy zbyt częstym stosowaniu. Oczywiście ryzyko to jest niewielkie, ponieważ stężenie kwasu salicylowego w aloesie nie jest duże a co dopiero w gotowym kosmetyku, jednak jeśli ktoś stosuje preparaty dermatologiczne z kwasami, retinoidami bądź jest podczas kuracji kwasami lub laserem u kosmetologa, powinien dwa razy zastanowić się nad pokusą codziennego stosowania aloesu. Osobiście radzę, by stosować żel aloesowy 1-2x w tygodniu, jak sera bogate w substancje aktywne. Inne humektanty, jak kwas hialuronowy czy gliceryna, jako substancje "czyste", nie będące mieszanką różnych substancji aktywnych zalecam do stosowania codziennie przy skórach dojrzałych, mocno odwodnionych, bez skłonności do komedogenności - w każdym innym przypadku zalecam stosowanie każdego rodzaju serum 1-2x w tygodniu, by nie obciążać nadmiernie skóry i pozwalać jej swobodnie wchłaniać substancje czynne z kremów czy olejów. W ten sposób zostanie zachowana różnorodność stosowanych składników aktywnych, jednak z rezerwą stosowania tych samych kosmetyków przez dłuższy czas, w efekcie czego skóra będzie wiedziała, jak prawidłowo reagować na te preparaty. Więcej na ten temat pisałam Wam w poniższych artykułach:

Maseczki i serum - jak stosować?
Mój tygodniowy plan pielęgnacji cery 
Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz.II - eksfoliacja kwasami


Komu polecam aloes?

Każdemu, ponieważ jest to uniwersalny ekstrakt, jednak zachęcam do ostrożności podczas stosowania częstego lub jako składową kilku kosmetyków (np. żel myjący z aloesem, serum z aloesem, krem z aloesoem), ponieważ kwas salicylowy w nim zawarty może nie każdemu odpowiadać. Jednak jak wspomniałam wcześniej - kwas salicylowy zawarty w ekstrakcie z aloesu jest w ilości znikomej (znacznie mniejszej niż kwas dodany bezpośrednio do kosmetyku jako czysty surowiec - no chyba, że jakiś Producent dodaje do swoich kosmetyków homeopatyczne ilości substancji aktywnych), dlatego większość cer powinna dobrze reagować na codzienną aplikację żelu myjącego z aloesoem (ponieważ jest szybko zmywalny a kwas salicylowy to jedyny kwas, który bez trudu usuwa się i neutralizuje wodą), czy w kremie (kremy mają zazwyczaj mniejsze stężenia substancji aktywnych niż sera, chociaż to już zależy od Producenta).


Czy żel aloesowy można stosować latem?

Tak, chociaż zalecam ostrożność z jego aplikacją i jednoczesną ekspozycją na bezpośrednie promieniowanie UV.


Jak pozyskać aloes do kosmetyku?


Surowcem pozyskiwanym z aloesu do stosowania w kosmetykach jest sok znajdujący się w jego liściach. Istnieją dwie metody jego pozyskania:

1. Każdy liść zostaje najpierw obrany a z wydrążonego miąższu pozyskuje się sok (jakości farmaceutycznej).
2. Całe liście - miąższ oraz skórka - zostają zmielone a następnie z powstałej miazgi pozyskuje się sok (jakości handlowej).

W następnej kolejności sok (niezależnie od jakości) zostaje poddany procesowi liofilizacji - woda zostaje usunięta z soku w obniżonej temperaturze i pod zmniejszonym ciśnieniem a powstały proszek to czyste substancje aktywne, które były w tymże soku. Podczas procesu liofilizacji nie zostają utracone żadne substancje czynne, za to surowiec łatwiej jest transportować (zajmuje mniej miejsca) oraz spada ryzyko rozwoju mikroorganizmów (woda jest najlepszym środowiskiem do rozwoju bakterii, dlatego kosmetyki z wodą są konserwowane, natomiast olejowe formuły lub sypkie - niekoniecznie).


Czy jakość surowca może mieć wpływ na powstanie uczuleń?

Uczulenia na aloes są kwestią indywidualną - jak każdy surowiec roślinny, może wywołać alergię. Jednak znacznie częstszym problemem jest jakość zastosowanego surowca - ma ona bardzo duży wpływ na efekt podrażnienia skóry po aloesie, ponieważ to właśnie w skórce aloesu znajdują się substancje odpowiadające za podrażnienie - aloina i emodyna (mają one również właściwości przeczyszczające, dlatego sok aloesowy polecany jest przy zaparciach). Z tego powodu niektóre osoby mogą zaobserwować podrażnienie po stosowaniu kosmetyków z aloesem jednego Producenta a nie obserwować takich zmian po stosowaniu kosmetyków z aloesem od innego Producenta. Ba - Producent może zmienić jakość stosowanego surowca i klient nie musi się wcale o tym dowiedzieć! Przypuszczam (są to moje podejrzenia, żadne bardziej wiarygodne źródła), że taka sytuacja mogła mieć miejsce podczas gdy stosowałam żel aloesowy Equilibra. Żel ten był obowiązkowym kosmetykiem w mojej łazience i zużyłam kilka opakowań aż pewnego razu zakupiłam kolejne i... moja skóra aż płonęła po kontakcie z nim! Była czerwona, lekko opuchnięta i cieplejsza niż skóra w innych partiach ciała. Całe szczęście, że takie szybkie podrażnienia całkiem sprawnie znikają - po umyciu twarzy, aplikacji kremu i odczekaniu godziny, po podrażnieniu nie było śladu. Equilibrę zużyłam do włosów i więcej do niej nie wracałam - aż do teraz, by zrobić dla Was porównanie żelu Equilibra i Aloesove (poniżej).

Jeśli nie wiecie, jak Wasza cera reaguje na aloes, wykonajcie próbę uczuleniową za uchem, na szyi a najlepiej - na niewielkim obszarze skóry twarzy. Zaaplikujcie niewielką ilość żelu bezpośrednio na skórę po umyciu i tonizacji na następnie zaaplikujcie krem lub olej, który zamierzacie stosować w połączeniu z tym żelem. Pozostawcie żel na skórze minimum 20 minut (osobiście przeprowadzam takie próby po powrocie z pracy, gdy mam kilka godzin zanim pójdę spać, gdy nikt mnie nie widzi i gdy mogę swobodnie chodzić bez makijażu i obserwować reakcje swojej skóry. Próbę uczuleniową należy powtórzyć min. 2-3x w kolejnych dniach, ponieważ reakcja uczuleniowa występuje zazwyczaj po kolejnym kontakcie skóry z substancją alergizującą.



99% żelu aloesowego - czy aby na pewno?

Zanim przejdziemy do analiz INCI popularnych żeli aloesowych, wróćmy do procesu liofilizacji. Jak wspomniałam wcześniej - proces ten umożliwia łatwiejszą dystrybucję surowca (liofilizacja umożliwia nawet 200-krotne zatężenie soku aloesowego) bez szkody dla substancji czynnych. Tuż przed produkcją kosmetyku należy "przywrócić" prawidłową formułę soku aloesowego dodając do niego odpowiednią ilość wody - i tutaj pojawia się właśnie kwestia przeliczenia stężenia aloesu w INCI - niektórzy Producenci przeliczają sumę wody + liofilizatu jako "sok aloesowy" (Aloe Barbadensis Leaf Juice) i wtedy potrafi on zajmować te horrendalne ilości w popularnych żelach aloesowych. Jednak nie jest to czysty ekstrakt (liofilizat - Aloe Barbadensis Leaf Extract) ale jego mieszanka z wodą (która jak najbardziej ma prawo znajdować się już na początku składu INCI). Natomiast inne firmy (jak Sylveco) podają w INCI kolejność w odniesieniu do czystego ekstraktu, liofilizatu (bez wody). Jeśli aloes potrzebuje nawet aż 200x więcej wody, niż sam waży, dla powrotu do prawidłowej formuły, to oczywistym jest, że sam ekstrakt aloesowy w INCI będzie zajmował dalsze miejsce niż sok (liofilizat już rozpuszczony w wodzie). Czy żele Skin79 i Holika Holika mają duże ilości aloesu? W jego połączeniu z wodą z pewnością, ale w porównaniu do Aloesove, czy stężenia są porównywalne? Ciężko oceniać, ponieważ po samym składzie INCI trudno wnioskować o zawarte w nim stężenia substancji zwłaszcza, że nie wiemy, na ilokrotnie stężony liofilizat zdecydował się Producent.



Skąd wziąć czysty sok aloesowy?

Ale hola, hola - czy sok aloesowy jest czymś innym niż żel aloesowy?

Tak - sok jest płynny i dlatego trudno byłoby go aplikować na skórę w takiej formule. Gdybyście jednak chciały wypróbować właściwości czystego soku aloesowego lub chociaż zapoznać się z jego formułą, to warto przyjrzeć się bliżej sklepom oferującym półprodukty do wyrobu kosmetyków: na ecospa.pl znajdziecie sok w postaci płynnej natomiast na zrobsobiekrem.pl możecie kupić sok zatężony 10-krotnie, w postaci liofilizatu (proszku).


Czym są więc żele aloesowe?

Chociaż sok aloesowy jest całkowicie płynny, to po przecięciu liścia aloesu nie wypływa całkowicie, wydaje się mieć postać żelu. Wynika to z budowy liścia aloesu, obecności komórek i tkanek. Natomiast po rozdrobnieniu miąższu (soku + tkanek, które wypełnia) otrzymujemy całkowicie płynną strukturę, którą ciężko aplikować na skórę czy włosy. Dlatego Producenci podejmują się ponownego zagęszczenia żelu - tym razem przy pomocy substancji chemicznych. Dlatego w żelach aloesowych znajdziemy gumę ksantanową czy karbomer - to substancje umożliwiające uzyskanie żelowej konsystencji.

Biorąc pod uwagę gotowe, kosmetyczne żele aloesowe (nie wydrążone przez nas z roślinki), to możemy podzielić je na te "czyste", tj. nie zawierające żadnych innych substancji aktywnych poza sokiem aloesowym, ale zawierające dodatki poprawiające konsystencję jak stabilizatory, konserwanty, dodatki zapachowe (przykładem jest żel Equilibra) oraz żele "z dodatkami", których celem intensyfikacja dobroczynnego działania aloesu (najbardziej znanym przykładem takiego żelu jest Holika Holika, Skin79 ale również takim żelem jest Aloesove).


Jak możemy wykorzystać aloes w naszej pielęgnacji?

Możemy stosować go bezpośrednio na twarz w formie serum pod krem lub olej, ale także na poparzenia słoneczne, otarcia, zadrapania - osobiście ratuję się żelem aloesowym, gdy zostanę podrapana przez Tosię (taki z niej drapieżnik!). Żel aloesowy bardzo dobrze spisuje się jako podkład nawilżający pod olej, o czym pisałam Wam w notce dotyczącej aktualnej pielęgnacji włosów. Przygotowując się do tego wpisu natknęłam się również na informację, że żel aloesowy wzmacnia dziąsła, dlatego od niedawna płukam usta roztwotrem żelu Aloesove lub Equilibra (niektórzy wcierają żele aloesowe bezpośrednio w dziąsła). Uwaga! Nie połykamy żelu aloesowego kosmetycznego ani nie spożywamy - aloes ma dobroczynny wpływ na cały organizm, zwłaszcza jest polecany przy problemach z układem trawiennym, ale szukajmy preparatów z przeznaczeniem spożywczym lub farmaceutycznym (suplementy diety).


Ile żelu aloesowego nakładać na skórę?

W zależności od preferencji skóry - jest to substancja dobrze wchłanialna, zazwyczaj nie pozostawia wyczuwalnej warstwy. Aplikując mniejszą ilość wchłonie się błyskawicznie, natomiast może dawać uczucie "ściągnięcia" - aplikacja większej porcji zazwyczaj niweluje ten problem. Najlepszą metodą aplikacji żelu aloesowego jest najpierw jego zastosowanie a dopiero w następnej kolejności aplikacja oleju (ponieważ żel aloesowy jako humektant powinien mieć możliwość wniknięcia głęboko w skórę, natomiast celem stosowania oleju jest "zamknięcie" humektantu i silne zahamowanie ucieczki wody z naskórka). Natomiast czasem zdarza mi się zmieszać żel aloesowy oraz olej na dłoni i dopiero wtedy zaaplikować mieszankę na skórę - w takim połączeniu oleje bardzo dobrze się wchłaniają, niemal tak dobrze jak krem. Zdarza mi się stosować tę metodę, gdy mam mokre włosy i nie chcę, by przykleiły się do filmu pozostawionego na skórze przez olej, ponieważ wtedy wyglądają po wyschnięciu na nieświeże.



Analiza popularnych żeli aloesowych

Przejdźmy więc do analizy składów INCI popularnych na polskim rynku żeli aloesowych - omówimy sobie które z nich są "czystymi", które są wzbogacone innymi substancjami aktywnymi i na które powinna uwagę zwrócić pasjonatka naturalnej pielęgnacji:


Equilibra
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid

Producent gwarantuje nam 98% soku aloesowego - soku, nie czystego ekstraktu, liofilizatu. Jest to więc suma ekstraktu oraz wody. Natomiast cały skład jest bardzo przyjemny, nie posiada żadnych substancji, które nie powinny znajdować się w kosmetykach naturalnych. Zagęstnik, konserwanty i regulator pH. Żel nie jest perfumowany, nie jest wzbogacony innymi substancjami aktywnymi - jest to produkt, który mogłabym określić jako "czysty" żel aloesowy.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 22 zł / 150 ml lub ok. 16 zł / 75 ml


GorVita


Aqua, Aloe Vera Extract, Propylene Glycol, Glycerin, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin

I tutaj mamy przykład osobnego podsumowania przed Producenta sumy wody i sumy ekstraktu z soku aloesowego (liofilizatu). Jednak ten żel zawiera kilka substancji, których powinna unikać pasjonatka naturalnej pielęgnacji - potencjalnie drażniący glikol propylenowy, triethanoloamine, donor formaldehydu i karbomer. Poza tym w tym produkcie znajdują się dodatkowe substancje aktywne, których celem jest poprawa działania czystego aloesu (również wykazują właściwości łagodzące oraz regenerujące) - alantoina, pantenol, ekstrakt z żywokostu. Dla mnie jednak substancje zaznaczone na czerwono wykluczają ten kosmetyk.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 10 zł / 150 ml


EkaMedica

Aqua, Cetearyl Alcohol, Mineral Oil, Starate, Propylene Glycol, Glycerin, Kalanchoe Pinnata Extract, Aloe Barbadensis Extract, Aesculus Hippocastanum Extract, Ceteareth-20, Dimethicone, Carbomer, Triethanolamne, Allantoin, Panthenol, DMDM Hydantoin, Fragrance

W tym żelu również znajdziemy osobno ekstrakt z aloesu oraz wodę. Żel wzbogacony jest o ekstrakt z żyworódki oraz kasztanowca. Jednak skład pozostawia wiele do życzenia - poza wyżej wspomnianymi substancjami znajdziemy wazelinę, silikon (szkodliwe dla środowiska) oraz substancję oksyetylenowaną, potencjalnie szkodliwą dla organizmu (Ceteareth-20).

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 15 zł / 200 ml



Altermedica


Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Glycerin, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol

Tutaj mamy osobno wyszczególnioną wodę oraz... jeszcze więcej wody, która została wstępnie połączona z ekstraktem (liofilizatem) z aloesu. Jednak czy to oznacza, że ekstraktu z aloesu jest niewiele w produkcie? Nie wiadomo, po samym składzie INCI nie da się tego wywnioskować. Zwróćmy naszą uwagę na to, że w tym produkcie ponownie mamy obecne substancje, które dyskwalifikują ten produkt - karbomer oraz donor formaldehydu. W tym żelu również znajdziemy dodatkowe substancje aktywne wykazujące działanie łagodzące: pantenol, alantoina oraz gliceryna.

Dostępność: na zamówienie w każdej aptece
Cena: ok. 20 zł / 150 ml


Skin79
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Water, Methylpropanediol, Glycerin, Butylene Glycol, Malva Sylvestris  Extract, Mentha Piperita Leaf Extract, Primula Veris Extract, Alchemilla Vulgaris Extract, Veronica Officinalis Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Hydrolized Collagen, Allantoin, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Sodium Polyacrylate, Polysorbate 20, Carbomer, Tromethamine,  Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Ethyl Hexanediol, 1,2-Hexanediol, Disodium EDTA, Fragrance

Ten żel przez kilka lat odkąd jest na rynku znacząco zmienił swój skład - czy na lepsze? Osobiście twierdzę, że nie, ponieważ produkt wciąż zawiera substancje potencjalnie szkodliwe dla skóry. Producent rekomenduje ponad 99% aloesu, ale jest to nie ekstrakt ale sok aloesowy (ekstrakt + woda). Ten żel również jest wzbogacony o dodatkowe substancje aktywne - ekstrakt z melisy, dzikiej malwy, mięty, pierwiosnka, kolagen, alantoinę i szereg innych dobroczynnych składników, które wspomagają działanie samego aloesu.

Link do sklepu
Cena: ok. 40 zł / 300 g

Holika Holika 


Aloe Barbadensis Leaf Juice, Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Zea Mays Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata Leaf Extract, Citrullus Lanatus Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol

O ten żel pytało wiele z Was - jest to aktualnie najpopularniejszy na polskim rynku żel aloesowy. Ale zapewne już teraz widzicie, że nie jest to czysty żel aloesowy - również jest wzbogacony innymi ekstraktami dla jeszcze lepszego działania: wąkrotka azjatycka, lotos, ogórek, kukurydza, kapusta i inne. O ile początek składu zapowiada się ładnie, o tyle koniec składu w mojej opinii dyskwalifikuje ten produkt. I nie ma tu znaczenia, że substancje te znajdują się w niewielkim stężeniu - niektóre substancje nie potrzebują mieć wysokiego stężenia, by dać efekt a poza tym - każda substancja systematycznie aplikowana na skórę ma na nią wpływ.

Chciałabym zatrzymać się na moment przy substancji PEG-60 Hydrogenated Castor Oil - nie wiem, skąd wziął się ten mit, ale na grupach dot. składów kosmetyków wiele dziewczyn powtarza, że nie jest to szkodliwa substancja, ponieważ... jest to olej rycynowy.

Moje Drogie - olej rycynowy w INCI to "Castor Oil" lub "Ricimus Communis Seed Oil" - bez żadnych dopisków. Jednak niektóre surowce kosmetyczne są poddawane procesom technologicznym dla ich łatwiejszego "wkręcania" w kosmetyk (a olej rycynowy jako bardzo tłusta substancja, łatwo się wytrąca a także powoduje mętnienie kosmetyku). Dlatego olej rycynowy można poddać procesowi hydrogenacji i wtedy powstaje "Hydrogenated Castor Oil" - uwodorniony olej rycynowy, który wciąż może być stosowany w kosmetykach naturalnych (proces hydrogenacji nie stwarza ryzyka zanieczyszczenia produktu, ani nie jest szkodliwy dla środowiska). Natomiast ten uwodorniony olej rycynowy może zostać poddany dalszemu procesowi obróbki - oksyetylenowaniu. A ten proces już stwarza ryzyko zanieczyszczenia surowca kancerogennym gazem - dioksanem (niektóre źródła podają, że nie ma możliwości całkowitego oczyszczenia surowca z dioksanu i laboratoria mają ustalone granice bezpieczeństwa, w jakim stopniu surowiec może być nim zanieczyszczony). Dioksan jako czysty surowiec jest zabroniony do stosowania w kosmetykach (odsyłam do listy substancji niedozwolonych do stosowania w kosmtykach), natomiast jako zanieczyszczenie innego surowca - może się w nim znaleźć. Dlatego też wszystkie PEGi i PPG są zabronione do stosowania w kosmetykach naturalnych przez EcoCert, Cosmos i szereg innych komisji certyfikujących kosmetyki naturalne. Oksyetylenowany 60-molami tlenku etylenu na cząsteczkę uwodorniony olej rycynowy to właśnie PEG-60 Hydrogenated Castor Oil! Jeszcze raz powtórzę - nie jest to czysty olej rycynowy ale poddany procesowi oksyetylenowania, który stwarza ryzyko zanieczyszczenia tego surowca substancjami rakotwórczymi i drażniącymi.

Poza PEGiem mamy kilka innych, również potencjalnie szkodliwych związków - Sodium Polyacrylate stwarza ryzyko zanieczyszczeń rakotwórczym akrylamidem, (podobnie karbomer) a Triethanoloamine jest substancją mogącą podrażnić skórę i naruszyć jej barierę hydrolipidową.

Stosować, nie stosować? Dla mnie wybór jest prosty - kupując kosmetyk chcę mieć przede wszystkim preparat bezpieczny i skuteczny a nie ładnie wyglądający - a substancje zaznaczone na czerwono w głównej mierze umożliwiają otrzymanie klarownego, gęstego, przyjemnego w aplikacji żelu.

Dostępność: Drogerie i SuperPharm
Cena: ok. 20 zł / 55 ml



Galaretka aloesowa Forever


Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Glycerin, Triethanoloamine, Carbomer, Disodium EDTA, Citric Acid, Ascorbic Acid, Glycine Soja Oil, Tocopherol, Methylparaben, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Diazolidinyl Urea

W galaretce Forever na pierwszym miejscu znajduje się sok aloesowy (woda + ekstrakt). Żel został wzbogacony o olej sojowy i witaminę C, ale to na tyle dobroczynnych składników. Znacznie więcej niż substancji aktywnych znajdziemy substancji, które nie powinny być obecne w kosmetykach naturalnych (Triethanoloamine, Carbomer, Disodium EDTA) a wśród konserwantów znajdziemy donor formaldehydu. Również nie jest to dobra opcja dla osób zwracających uwagę na składy kosmetyków.

Link do sklepu
Cena: ok. 80 zł / 118 ml

Bjobj



Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Xanthan Gum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Potassium Sorbate

Żel godny uwagi, ponieważ ma całkowicie naturalny skład. Jest to żel pozbawiony dodatkowych substancji aktywnych, jest to "czysty" żel aloesowy. Nie znałam go wcześniej ale zaintrygował mnie i bardzo możliwe, że kiedyś go wypróbuję! Producent gwarantuje aż 97% aloesu i jest to sok (ekstrakt + woda).

Link do sklepu
Cena: ok. 50 zł / 200 ml


Santaverde



Aloe Barbadensis Leaf Juice, Alcohol, Sodium Lactate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus Powder, Glyceryl Caprylate, Levulinic Acid, Glucose, p-Anisic Acid, Sodium Levulinate, Glycerin, Silver Sulfate, Sodium Hydroxide

Ten żel aloesowy może wysuszyć skórę zamiast nawilżyć - wszystko przez obecność etanolu i to już na początku składu! Poza sokiem aloesowym znajdziemy kilka substancji aktywnych - glukozę, mleczan sodu i glicerynę o właściwościach nawilżających. Chociaż dla mnie obecność etanolu skreśla ten żel, nie posiada on innych szkodliwych substancji.

Alkohol w kosmetykach

Link do sklepu
Cena: ok. 80 zł / 100 ml


Dr.Organic



Aloe Barbadensis Leaf Extract, Aqua, Alcohol Denat, Polyglyceryl-4-caprate, Melaleuca Alternifolia Oil, Arnica Montana Extract, Sodium Hydroxymethyl Glycinate, Carbomer, Parfum, Limonene

Natomiast w tym żelu mamy już na pierwszym miejscu ekstrakt (liofilizat) soku aloesowego. Niestety, jest od rozpuszczony nie tylko w wodzie ale również etanolu! Dodatek  karbomeru skreśla dla mnie ten kosmetyk. Sytuacji wcale nie ratuje obecność olejku z drzewa herbacianego oraz ekstraktu z arniki całkiem wysoko w składzie.

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 200 ml


Alterra
Aqua, Alcohol denat., Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Sorbitol, Dehydroxanthan Gum, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Algin, Pyrus Cydonia Fruit Extract, Sodium Lactate, Lactic Acid, Citric Acid, Parfum

Tutaj również mamy sok aloesowy, rozcieńczony wodą oraz... etanolem. Pozostały skład jest ładny, jednak etanol wyklucza dla mnie ten kosmetyk przez ryzyko wysuszenia skóry (zwłaszcza, że alkohol jest już na początku składu). Żel jest wzbogacony o ekstrakt z pigwy, sorbitol, glicerynę i mleczan sodu, jednak nie zniwelują one wysuszającego działania etanolu.

Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 12 zł / 50 ml


Żel regenerujący Aloesove
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Hydroxyethylcelulose, Sodium Alginate, Allantoin, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol

I tutaj mamy ładny skład żelu aloesowego, pozbawionego substancji potencjalnie szkodliwych dla skóry czy środowiska. I wiele z Was zwracało uwagę na to, że aloes znajduje się daleko w składzie - teraz już wiecie, że jest to spowodowane tym, że mamy tu osobno w INCI ekstrakt z aloesu (liofilizat) a osobno wodę. Ilość wody z produkcie (na pierwszym miejscu w składzie) sugeruje, że gdyby Producent zdecydował się w INCI podać "sok" a nie "ekstrakt" mógłby wpisać aloes już na pierwszym miejscu. Poza aloesem w żelu znajdziemy glicerynę, pantenol, alantoinę, ekstrakt z miłorzębu i całe mnóstwo olejków eterycznych, których celem jest usprawnienie działania czystego żelu aloesowego.

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 250 ml



Porównanie żelu Equilibra i Aloesove

Z powyższych żeli jedynie Equilibra, Bjobj i Aloesove spełniają moje kryteria względem składów. Żel Equilibra jest mi bardzo dobrze znany, zużyłam kilka opakowań, po czym - jak wspominałam Wam wcześniej - pojawiło się podrażnienie. Odstawiłam więc żel Equilibra na rzecz innych humektantów - kwasu hialuronowego i gliceryny - ale wraz z wypuszczeniem na rynek żelu Aloesowe, który posiada ekstrakt z aloesu jakości farmaceutycznej (czyli sam miąższ, pozbawiony skórki) postanowiłam zaufać temu produktowi. Nie zawiodłam się, moja skóra dobrze na niego reaguje, więc z powodzeniem rozpoczęłam stosowanie. Co więcej - po raz kolejny postanowiłam dać szansę żelowi Equilibra i tym razem skóra zareagowała prawidłowo! Przejdźmy więc do porównania tych dwóch kosmetyków:

Skład:
Żel Equilibra jest "czystym" żelem aloesowym - nie posiada dodatkowych substancji czynnych, natomiast żel Aloesove jest wzbogacony o dodatkowe substancje aktywne poprawiające jego działanie. Osobiście cieszę się, że Aloesove ma bogatszy skład, ponieważ jest bardzo dobrą alternatywą dla najbardziej popularnych żeli - Holika Holika i Skin79. Bez sensu byłoby kopiować Equilibrę, skoro jest już taki produkt na rynku i ma ładny skład.

Kolor:
Oczywiście wygląd nigdy nie jest wyznacznikiem, którym się kieruję podczas wyboru kosmetyku - przede wszystkim ma być on skuteczny i mieć bezpieczny skład natomiast to, jak wygląda i pachnie jest sprawą drugorzędną (no chyba, że wygląd i zapach sugerują zepsucie produktu) - jednak dla zaspokojenia Waszej ciekawości porównam także wygląd obu produktów: żel Equilibra jest mętny, nieprzeźroczysty i białawy, natomiast żel Aloesove jest klarowny o lekko żółtym zabarwieniu.
Konsystencja:
Oba żele - zgodnie z nazwą - mają żelową konsystencję, chociaż żel Equilibra jest rzadszy i odrobinę bardziej płynny.

Zapach:
Equilibra pachnie charakterystycznie - jest to zapach typowy dla benzoesanu sodu zmieszanego z aloesoem, natomiast Aloesove pachnie olejkami eterycznymi - również jest to naturalny, delikatny zapach, jednak bardziej przyjemny (przynajmniej dla mojego nosa). Oba zapachy szybko się ulatniają i nie są wyczuwalne po wchłonięciu żeli w skórę.




Który więc z tych żeli wybrać? To już zależy od preferencji Waszych skóry.  Oba mają ładne składy, więc po oba możecie śmiało sięgać!

Jestem bardzo ciekawa, które z powyższych żeli stosujecie i jak spisują się one u Was? Czy stosowałyście żel Equilibra lub Aloesove? Jakie są Wasze opinie o tych produktach?


Mam nadzieję, że udało mi się wyczerpująco udzielić odpowiedzi na nurtujące Was pytania - zadawałyście je zarówno na grupie facebookowej Kosmetologia Naturalnie, na Instagramie, pod tym postem oraz w wiadomościach prywatnych. Dziękuję za Wasz odzew i zainteresowanie!

Pozdrawiam serdecznie,
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl