piątek, 9 grudnia 2016

[394.] Garść kosmetyków, którymi warto się zainteresować- aktualni ulubieńcy!


W dzisiejszym wpisie chciałabym zwrócić Waszą uwagę na kilka kosmetyków i półproduktów, które bez zastanowienia mogę nazwać Ulubieńcami! Niektóre z nich są moim "must have" od kilku lat, inne używam od niedawna ale zdążyły skraść moje serce! O jakich gagatkach mowa? Zapraszam do dalszej części artykułu!

Seria łagodząca Vianek:


Gdy tylko wyczytałam na stronie sylveco.pl, że w styczniu pojawi się nowa seria kosmetyków naturalnych pod szyldem "Vianek" z czego jedna z sześciu serii- łagodząca- będzie posiadała zapach bzu, musiałam je wypróbować! Uwielbiam bez i wielce żałuję, że zapach ten spotykany jest jedynie w maju... Cudownie móc zatrzymać ten zapach na dłużej! Z tej serii miałam już żel pod prysznic (i żeby to raz!)- po którym na skórze długo wyczuwalny jest delikatny aromat bzu. Wypróbowałam również peeling i balsam z tej serii. Oba kosmetyki świetnie nawilżają skórę, bez pozostawiania tłustej powłoki. Natomiast po aplikacji balsamu, potrafię zachwycać się tym zapachem jeszcze kilka godzin, ponieważ tak długo wyczuwalny jest na skórze! Gdybym mogła tylko dostać perfumy w takim zapachu, kupowałabym bez względu na cenę! 

Jako ciekawostkę podpowiem Wam, że w składzie masła i balsamu tej serii znajdziemy kozłek lekarski, inaczej nazywany walerianą lub... kocimiętką :D Jeśli jesteście kociarzami, zamiast kupować "kocimiętkę" w zoologicznym, kupcie korzeń kozłka w aptece. Zapłacicie śmiesznie mało a Wasz kot będzie przeszczęśliwy! Kozłek pachnie bardzo nieprzyjemnie, na szczęście smrodek szybko się ulatnia a w balsamie Vianek nie jest wyczuwalny. 

Seria normalizująca do włosów, Vianek:


W kwestii pielęgnacji włosów, słowa uznania należą się serii normalizującej. Troszkę obawiałam się tej linii- nie mam problemów z przetłuszczającym się skalpem, spodziewałam się, że seria niewystarczająco dociąży moje kosmyki. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne, szampon i odżywka z tej serii nie puszyły włosów ani trochę. Natomiast na szczególną uwagę zasługuje tonik-wcierka oraz szampon, jako kosmetyki wzmacniające cebulki włosów, zapobiegające ich wypadaniu i pobudzające do wzrostu. W czasie stosowania tych kosmetyków wyrosła mi cała masa babyhair, włosy przestały wypadać niemal całkowicie! Mimo, że nie zależało mi na efekcie zmniejszenia przetłuszczania włosów, zaobserwowałam ten efekt: aktualnie mogę myć czuprynę co 4 dni. Mimo, że zakończyłam kurację tymi kosmetykami, efekt na włosach wciąż się utrzymuje a babyhair ładnie rosną- nie mogę się doczekać, gdy staną się długimi kosmykami! Używając tego toniku-wcierki, bardzo ładnie udało mi się zakryć zakola!
Półprodukty z ecospa.pl:


Hitem okazały się również półprodukty z ecospa.pl - bioferment z bambusa, który jest naturalnym odpowiednikiem silikonu. Można wykorzystać go na wiele sposobów: ja zabezpieczam nim końcówki włosów, używam jako bazę matującą pod makijaż czy jako środek nadający przyjemną gładkość dłoniom.

Więcej o biofermencie z bambusa wspominałam Wam w ostatniej nitce z serii "Naturalne SPA"

Hydrolaty używam zamiast toników już od kilku lat, ponieważ moja cera nie przepada za pozostawianiem na niej środków myjących, które często są dodawane do toników, by umożliwić zmycie resztek makijażu. Wersji bławatkowej nigdy nie miałam, zaciekawiło mnie jego działanie przeciwobrzękowe na okolice oczu. Nie mam problemów z zasinieniem okolicy oczu czy workami, jednak często pytacie o specyfiki na te dolegliwości. Myślę, że ten hydrolat może pozytywnie Was zaskoczyć! Stosowany nawet bezpośrednio na okolice oczu, nie powoduje podrażnienia ani pieczenia. Zauważyłam też wyciszenie gry naczyń krwionośnych, uczucie ukojenia i nawilżenia po aplikacji. 

Olej z czarnuszki:


Olej, który zawsze musi być w mojej łazience- i kuchni ;)). Doceniam go głównie za pomoc w walce z trądzikiem a od niedawna postanowiłam wypróbować go do pielęgnacji włosów- efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania! Pięknie wygładza i dociąża włosy, chociaż zdarza mi się z nim przesadzić- mogłabym używać go bez przerwy a jak wiadomo: "co za dużo to niezdrowo!". Olej z czarnuszki znajduje zastosowanie nie tylko w pielęgnacji skór tłustych i trądzikowych, ale również mocno nawilża i regeneruje skórę, zmniejsza stany zapalne, goi zadrapania i drobne ranki. Systematycznie stosowany działa przeciwstarzeniowo!

Lekki krem brzozowy, Sylveco:
 

Do tej pory byłam wielką fanką lekkiego kremu nagietkowego od Sylveco, ponieważ wykazuje właściwości gojące zmiany trądzikowe, zmniejsza zaczerwienienia przy wypryskach oraz reguluje pracę gruczołów łojowych. Od pewnego czasu mogę śmiało powiedzieć: pokonałam trądzik, jestem posiadaczką cery normalnej! Dlatego skupiam się na nawilżaniu cery, by utrzymać ją w dobrej kondycji na długie lata ("konserwuję się" ;)). Brzoza wykazuje bardzo wielokierunkowe działanie: nawilża cerę, rozjaśnia przebarwienia, działa przeciwstarzeniowo, pomaga w walce z opryszczką, regeneruje skórę i pobudza do jej gojenia. Wykazuje także właściwości przeciwbakteryjne, dlatego wpływa również na zmniejszenie wyprysków, jeśli ich powodem jest nadmierny rozwój bakterii Propionibacterium acnes. Przy tych wszystkich zaletach, jest substancją hypoalergiczną, która nie uczula ani nie podrażnia! 

Ok. 2 lata temu, będąc w trakcie stosowania lekkiego kremu nagietkowego, zrobiłam podejście do wersji brzozowej- niestety, nie spasowała mi tak jak nagietek. Aktualnie obserwuję lepsze efekty pielęgnacji po brzozie. Dlatego pamiętajcie, żeby bacznie obserwować swoją cerę i to, jak się zmienia: pod wpływem zmiany pór roku, otoczenia, z racji wieku czy pielęgnacji!

Serum przeciwzmarszczkowe, Biolaven:


To serum znalazło u mnie całkiem inne zastosowanie niż zaleca producent. Otóż kosmetyk ten fenomenalnie sprawdza się jako środek punktowy na wypryski! Jeśli czuję, że coś wyskakuje mi na twarzy lub zdarzyło mi się coś wycisnąć, od razu smaruję to miejsce serum Biolaven- w większości wypadków na drugi dzień niemal nie widać "miejsca zbrodni". Jeśli wyprysk jest wyjątkowo okazały, serum znacznie przyspiesza jego gojenie, zmiana schodzi nie zostawiając przebarwienia. 

To serum może również posłużyć Wam jako baza do wykonania serum dopasowanego do własnych potrzeb: wystarczy dodać kilka kropel swoich ulubionych olejków, by wzbogacić jego działanie!

Kredka do oczu, Felicea:


Tę markę kosmetyków kolorowych znam od dawna z internetu, jednak dopiero na targach Eko Cuda w Warszawie miałam okazję zapoznać się z testerami. Ta marka kosmetyków ma w ofercie całkowicie naturalne kosmetyki do makijażu! Na pierwszy ogień poszła kredka- klasyczna, czarna. Powiem Wam, że jeszcze nigdy nie używałam tak mocno napigmentowanej kredki! Dodatkowo jest świetną bazą pod smoky eye: nie wchodzi w załamania, nie spływa, nie odbija się. Cień nałożony na kredkę mocno się trzyma i nie osypuje. Chętnie wypróbuję więcej wariantów tej kredki a także nabrałam ochoty na wypróbowanie innych kosmetyków kolorowych marki Felicea.


Czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się u Was? 
Przypominam, że na fanpage trwa świąteczne rozdanie! =)

Pozdrawiam,