[474.] Projekt denko- wrzesień!

[474.] Projekt denko- wrzesień!

Najwyższa pora podsumować kosmetyki, które wykończyłam we wrześniu- znajdziemy wśród nich zarówno ulubieńców jak i niestety 2 buble. Zapraszam do podsumowania i krótkich recenzji!
 
Pielęgnacja włosów


Bioferment z bambusa

Idealny zamiennik dla silikonowych serum do włosów, których celem ma być zabezpieczenie końcówek przed uszkodzeniami! Dyscyplinuje włosy, nabłyszcza a z perspektywy czasu mogę powiedzieć z ręką na sercu- przedłuża trwałość końcówek. Stosuję bioferment już od prawie roku i nie wyobrażam sobie bez niego pielęgnacji włosów! Jego niesamowitą zaletą jest to, że w ogóle nie przetłuszcza włosów, o który łatwo gdy przesadzimy z olejami. Fantastycznie spisuje się także jako dodatek do odżywek i masek, dzięki czemu lepiej wygładzają włos.

Pełna recenzja
Cena: ok. 18 zł za 30 ml



Odżywka do włosów Biolaven

Także kosmetyk, który zaliczam do grona ulubieńców- jest ze mną od kiedy tylko pojawiła się w ofercie marki Biolaven i na chwilę obecną nie znalazłam odżywki działającej równie dobrze na moje włosy, będąc jednocześnie w tak przystępnej cenie! Odżywka ta ma mocno emolientowy skład, dzięki czemu świetnie wygładza i nabłyszcza. Bardzo łatwo stopniować jej efekt wygładzenia włosów- aplikując niewielką ilość z pewnością nie obciążymy fryzury natomiast gdy chcę ją mocno wygładzić, nie żałuję włosom tej odżywki! Bez trudu można ją tuningować- najczęściej dodaję do niej siemię lniane, aloes, glicerynę lub l-cysteinę.

Pełna recenzja
Cena: ok. 20 zł za 300 ml



Pielęgnacja ciała


Energetyzująco-detoksykujący peeling do ciała, Vianek

Niejedno zużyte opakowanie za mną- jestem zakochana w zapachu tego peelingu! Jest świeży, jednak przełamany słodką, lecz nieprzytłaczającą nutą. Ta wersja peelingu do ciała Vianek jako jedyna jest na bazie soli a nie cukru, co w moim odczuciu daje efekt najmocniejszego złuszczenia ze wszystkich dostępnych wariantów. Skóra po zastosowaniu jest przyjemnie gładka i miękka- nie tylko z powodu złuszczenia martwych komórek naskórka, ale także przez pozostawienie filmu, który nie jest tłusty ani lepki, lecz pozostawia skórę aksamitnie gładką i przyjemnie otuloną. Po zastosowaniu peelingu nie mam potrzeby aplikacji balsamu, chociaż warto o nim pamiętać dla wzmocnienia efektów pielęgnacji!

Cena: ok. 20 zł za 250 ml


Nawilżający żel pod prysznic, Vianek

Żele do ciała spod sztandaru Sylveco wyróżniają się składem- zawierają bardzo delikatne substancje myjące, bez anionowych środków powierzchniowo-czynnych: nie tylko SLS czy SLES, ale także ich pochodnych.

Natomiast wersja nawilżająca marki Vianek nie tylko charakteryzuje się delikatnością i nie podrażnia skóry- skutecznie oczyszcza zabrudzenia dnia codziennego a dodatkowo pozostawia skórę przyjemnie gładką i miękką. Systematyczne stosowanie przyczynia się do znacznej poprawy kondycji i nawilżenia cery- balsamowanie skóry nie będzie już codziennością!

Cena: ok. 17 zł za 300 ml


Emulsja do higieny intymnej "Girls", AA intymna

Ciekawy kosmetyk z półki drogeryjnej, ale o bezpiecznym i naturalnym składzie! Bardzo podoba mi się ta tendencja, w której marki konwencjonalne zwracają się w stronę najbardziej wybrednych klientów i tworzą kosmetyk o wzorowym składzie INCI! Ten żel nie pobił mojego dotychczasowego ulubieńca, jednak warto zwrócić na niego uwagę. Mimo, iż producent opisuje kosmetyk jako przeznaczony dla nastolatek, nie ma żadnych przeciwwskazań, by nie mogły stosować go także kobiety.

Cena: ok. 10 zł za 300 ml


Odżywczy balsam do ciała, Resibo

Ten balsam wręcz uratował moją skórę podczas mojej przygody pt.: "Co się stanie, jeśli będę systematycznie stosować kosmetyki myjące z SCS?" - niestety, nic dobrego to doświadczenie nie przyniosło. Stan skóry znacznie się pogorszył, była bardziej sucha i szorstka a ten balsam pomógł mi przetrwać ten trudny okres. Aż strach pomyśleć, co bym bez niego zrobiła!


Sam balsam ma bardzo ciekawą konsystencję- treściwą i bogatą, ale jednocześnie nietłustą i dobrze wchłanialną. W dodatku posiada obłędny, kokosowy zapach! Po zastosowaniu skóra staje się aksamitnie gładka i przyjemna w dotyku- oczywiście jeśli jednocześnie pamiętamy o prawidłowym oczyszczaniu z użyciem delikatnych detergentów!

Cena: ok. 60 zł za 200 ml 
 

Pielęgnacja twarzy



Odżywczo-odmładzające serum do twarzy, Clochee

Wspominałam Wam już, że bardzo lubię różnego rodzaju serum i chętnie sięgam właśnie po nie, jeśli dopiero zapoznaję się z marką. Tak też było w przypadku serum Clochee- oba serum były pierwszymi kosmetykami tej polskiej marki, jakie poznałam. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób moja skóra wygląda po nocy po wieczornej aplikacji serum- jest wypoczęta, zdecydowanie nabiera promienności i zdrowego kolorytu. Gra naczynek jest wyciszona a skóra pozostaje mniej reaktywna i słabiej się czerwieni.

Cena: ok. 140 zł za 30 ml


Wzmacniający krem do twarzy na dzień, Vianek

Bardzo ciekawy krem, którego celem jest wzmocnienie naczyń krwionośnych a także ich maskowanie dzięki zawartości zielonego pigmentu. Bardzo podobał mi się efekt niwelowania zaczerwienień, jednak konsystencja tego kosmetyku była dla mnie zbyt lekka. Osobiście preferuję odrobinę bardziej treściwe kremy, ale z pewnością osoby o skórach skłonnych do zapychania będą z niego zadowolone!

Cena: ok. 30 zł za 50 ml


Łagodzący olejek do demakijażu, Vianek

Uwielbiam demakijaż przy pomocy olejów- umożliwiają zmycie nawet wodoodpornego makijażu, nie stanowią zagrożenia dla pH skóry a sam demakijaż może być połączony z masażem twarzy! Moja cera nie lubi środków powierzchniowo-czynnych, stąd też kaprysi przy gotowych tonikach a także lepiej wygląda po myciu glinką. Nic więc dziwnego, że olejowy demakijaż tak bardzo jej spasował! Olejek zmywam z twarzy przy pomocy zwilżonych płatków kosmetycznych. Pozostawioną tłustą warstwę bez trudu domywam przy pomocy białej glinki. Ale ostrzegam przed jednym- zapach tego olejku uzależnia!

Cena: ok. 20 zł za 150 ml


Żel fito-oczyszczający dla skóry tłustej i mieszanej, Planeta Organica

Ten kosmetyk pożegnałam z żalem- trzymał pojawianie się wyprysków w ryzach i wspomagał ich szybsze gojenie! Chociaż podczas kilku pierwszych dni stosowania żelu cera zareagowała pojawieniem się niedoskonałości, to w późniejszym czasie zaczęła odpowiednio reagować na zawarte w nim substancje aktywne.

Żel ten mogłabym określić jako koncentrat, ponieważ jest bardzo gęsty i wystarcza znikoma ilość, by umyć całą twarz (dosłownie jak wielkość ziarna grochu!) a to przekłada się na jego niesamowitą wydajność. Oprócz substancji wspomagających gojenie wyprysków i regulujących pracę gruczołów łojowych (jak np. herbata chińska i aloes), znajdziemy w nim witaminę C i owoce acai, które uszczelniają naczynia krwionośne.

Żel ten serdecznie polecam osobom borykającym się z cerą naczynkową ale jednocześnie posiadających cerę tłustą i skłonną do niedoskonałości!

Jak pielęgnować cerę naczynkową?

Cena: ok. 15 zł za 200 ml


Olej z kiełków pszenicy, EcoSPA

Bardzo znany olej a zdecydowanie za mało doceniany! Olej z kiełków pszenicy charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością witaminy E, która wymiata wolne rodniki i opóźnia procesy starzenia się skóry! Z tego też powodu stosowałam ten olej na noc przez całe lato w połączeniu z innym, mocno antyoksydacyjnym olejem: z pestek winogron, oraz moimi ulubieńcami: olejem z czarnuszki i masłem awokado! Była to prawdziwa bomba substancji aktywnych, która zdecydowanie przypadła skórze do gustu.

Cena: ok. 6 zł za 30 ml


Krem peelingujący, Marilou Bio

Jest to jeden z pierwszych kosmetyków marki Marilou Bio, które mam przyjemność używać, ale powiem Wam, że jestem pozytywnie zaskoczona marką i z przyjemnością wypróbowałabym więcej ich kosmetyków! Powyższy peeling przede wszystkim jest bardzo wydajnym kosmetykiem- stosowałam go aż przez kilka miesięcy! Nie trzeba go dużo, by złuszczyć martwe komórki naskórka, przy czym peeling ten jest bardzo delikatny i nie podrażni nawet bardzo wrażliwych skór- a jest to peeling ziarnisty, a nie enzymatyczny! Skuteczność w połączeniu z bezpieczeństwem stosowania to moje ulubiony duet działania kosmetyków!

Cena: ok. 28 zł za 75 ml 


 Maseczki do twarzy
 

Maseczki przywiezione z Ukrainy marki Via Beauty: sypka oraz w płachcie 

Te maseczki z Ukrainy niestety nie mają wskazanego pełnego składu INCI na opakowaniu. Sypka maseczka, jeśli patrzeć na skład, powinna zastygać niczym glinka a tymczasem przypomina maseczki algowe z Bielendy. Obawiam się, że pełny skład mógłby mnie rozczarować. Podobna sytuacja powtórzyła się z maseczką w płachcie tej samej marki- w wymienionym składzie ewidentnie brakuje zapachu, który jest sztucznym a nie pochodzącym z zawartych w maseczce ekstraktów. Jeśli chodzi o działanie obu maseczek, to nic szczególnego nie zaobserwowałam i z przyjemnością pożegnałam się z tym "kotem w worku".

Cena: ok. 2 zł za sztukę


Dizao Natural, maseczka w płachcie

Na szczęście od jakiegoś czasu na polskim rynku obecna jest firma Dizao Natural, która produkuje maseczki w płachcie o wzorowym składzie INCI! Z ciekawości zdecydowałam się na wypróbowanie jednej z nich- wersji modelująco-ujędrniającej z czerwonym kawiorem. I tutaj efekt już po pierwszym użyciu był widoczny! Cera była promienna, zdecydowanie lepiej nawilżona i odżywiona. Efekt ujędrniająco-modelujący zapewne można byłoby zaobserwować przy długotrwałym stosowaniu, jednak już po jednym użyciu byłam "na tak"- do maseczki w płachcie dołączony był krem o gęstej i treściwej, lecz nietłustej konsystencji, który wystarczył mi na kilka aplikacji.

Cena: ok. 12 zł za sztukę 




Tak prezentuje się moje denko! Jestem ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? A może zainteresowałam Was którymś?

Koniecznie dajcie znać!

Pozdrawiam,

[473.] Wasze historie- początek nowej serii!

[473.] Wasze historie- początek nowej serii!


Spośród wielu meili jakie dostaję, niektóre są dla mnie niesamowitym kopem motywacyjnym- opisujecie mi swoje historie i to, w jaki sposób naturalna pielęgnacja cery, skóry i włosów przyczyniła się do poprawy ich stanu. Chciałabym móc dzielić się z Wami tymi historiami żeby pokazać, że to, co opisuję na blogu nie jest czystą teorią. 

Tę nową serię rozpocznie wyjątkowa historia Magdaleny, która na własnej skórze przekonała się, że kosmetyki naturalne jak najbardziej mogą być stosowane w przypadku bardzo reaktywnych i wrażliwych skór, borykającej się jednocześnie z poważnymi dolegliwościami dermatologicznymi- a przecież jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest to, że kosmetyki naturalne nie są dla alergików!

Magdalenę miałam przyjemność poznać osobiście- zarówno wtedy, gdy pracowałam na stanowisku dermokonsultantki jak i na krakowskich "Ekotykach", gdzie Magda opowiedziała mi dokładnie swoją historię. Poprosiłam o spisanie i możliwość publikacji, by podzielić się nią z Wami!

Jesteście ciekawe? Zapraszam do lektury!


"Problemy ze skórą miałam od zawsze. Uważana byłam za dziecko, które na wszystko ma uczulenie, a wiecznie czerwona twarz to taka moja uroda ;). Najgorsze były zawsze zimy, bo wtedy moje policzki piekły niemiłosiernie. Moją największą zmorą, były liszaje, które nie chciały się goić, czasem nawet ropiały i zawsze pojawiały się w tych samych miejscach. Lekarz przepisywał mi jakąś maść, która działała doraźnie, a po jakimś czasie problem powracał. To były lata dziewięćdziesiąte... nie było internetu, dostęp do informacji nie był tak łatwy, a ja mieszkałam w małej miejscowości z jedną apteką, a kolejki do dermatologa były duże. Mama kupowała mi kosmetyki z AA Oceanic i różowe Nivea dla wrażliwej cery, czyli to co wtedy było dostępne i opisywane jako delikatne kosmetyki dla wrażliwców. Hmm, nic dobrego dla mojej skóry one nie zrobiły, ale zaprzestanie używania kosmetyków, nie było lepsze. Z tego okresu najlepsze wspomnienie, to zapach rumianku, którym przemywałam twarz, gdy było naprawdę źle.

W wieku 20 lat weszłam w następnym etap, zaczęłam zarabiać, interesować się makijażem i swoim wyglądem... i wydawać mnóstwo pieniędzy na kosmetyki, które potem rozdawałam koleżankom. Eksperymenty kończyły się różnie, czasem nawet małymi tragediami, ale o dziwo znalazłam kosmetyki, które mi pomogły. Pamiętam, że były tylko w aptece, ich głównym składnikiem była oliwa i przestały być dosyć szybko dostępne. Byłam załamana. Do tego zaczęły się u mnie poważne problemy z hormonami, co odbiło się na skórze. Ponowne kupowanie kosmetyków w ciemno, skończyło się dosyć szybko wielkim liszajem, skórą schodzącą z twarzy, podrażnieniem, pieczeniem, szczypaniem. Dermatolog oznajmił mi, że najprawdopodobniej mam skórę atopową, albo przynajmniej nadwrażliwą i mogę używać wyłącznie dermokosmetyków. Dosyć długo w to wierzyłam. Przynajmniej połowa tych produktów mnie uczulała, zwłaszcza te najbardziej znane, lubiane i drogie. Znalazłam kilka produktów, po których stan skóry poprawił się, ale zimą czułam się jak w dzieciństwie, powracały podrażnienia, pieczenie, szczypanie, czerwone policzki i niestety liszaje. Nakładanie czegokolwiek na twarz było równie przyjemne, jak depilacja woskiem. W końcu moja skóra zaczęła wariować i doszły problemy ze strefą T, których wcześniej nie odczuwałam, zapewne dlatego, że miałam mocno odwodnioną skórę. Po przebudzeniu, pół twarzy było suche, druga połówka jak posmarowana masłem. Używałam coraz mocniejszych produktów, a czoło i nos były coraz bardziej tłuste i w pryszczach. Z policzkami sobie nie radziłam, więc skupiłam się na oczyszczaniu tonikami z alkoholem, matującymi żelami, zielonymi glinkami itp.

Pewnej zimy, idąc do apteki, trafiłam na dermokonsultacje Sylveco z Agnieszką. Nie znałam tej marki, do tego odczuwam do dzisiaj spory dyskomfort, gdy mam użyć nowych kosmetyków, producentów, których nie znam. Wydawało mi się, że kosmetyki naturalne nic nie poradzą na moje problemy skórne, że są za delikatne, mało skuteczne, takie babcine, no i często śmierdzą. Uważałam, że lepsze są dermokosmetyki, które przecież leczą. Zresztą przez moje ręce przewinęły się kosmetyki, które wtedy uważałam za naturalne, teraz wiem, że z naturą to miały tyle wspólnego, że na opakowaniu, był obrazek jakiegoś zielska, a skład fatalny. Na konsultacjach dostałam sporo porad, odnośnie samej pielęgnacji i próbki, które rozpakowałam dopiero po miesiącu. Nie miałam wtedy dużych wymagań, jak coś mnie nie uczulało, było super.

Przestawienie się całkowicie na pielęgnacje naturalną sporo trwało, nie z wszystkiego byłam do końca zadowolona, ale żaden produkt nie spowodował u mnie krzywdy, którą musiałabym leczyć tygodniami. To dodało mi odwagi, aczkolwiek nadal odczuwałam lęk i przez ostatnie 5 lat tylko 2 razy kupiłam coś innego niż Sylveco (dane aktualne do czerwca 2017;)). Często też nie widziałam efektów, ponieważ używałam kosmetyków nieodpowiednich dla mojej cery, albo używałam ich pojedynczo np. zwykły żel pod prysznic, z SLES/SLS w składzie o jakimś egzotycznym zapachu i naturalny balsam. Oczywiście za brak odpowiedniego nawilżenia obwiniałam balsam, bo to on miał mnie nawilżyć, a żel przecież tylko myje i jest chwilę na skórze. Nie byłam również zadowolona z toniku, który stosowałam po drogeryjnym matującym żelu do tłustej/mieszanej cery, a który miał nawilżać i wszyscy się nim zachwycali w internecie, tylko ja nieszczególnie. 

Agnieszkę spotkałam na konsultacjach jeszcze raz, wtedy znałam już kosmetyki Sylveco, a to spotkanie sporo zmieniło w moim życiu i od tego momentu, z nowymi poradami i wiedzą, moja pielęgnacja była jeszcze skuteczniejsza. Okazało się też, że produkty, które chciałam zakupić, nie są odpowiednie dla mojej skóry. Zmiany były odczuwalne, ale delikatne, nawet nie zorientowałam się, kiedy z mojej półki zniknęły kosmetyki, ze złymi składami. I tak pewnej wiosny, mój ukochany uświadomił mi, że całą zimę nic się nie działo. Byłam w szoku, po 29 latach nastąpiła zima bez podrażnień, uczuleń i innych mało przyjemnych spraw. Taka zima już nigdy do mnie nie wróciła. Teraz mam 33 lata i ludzie mówią, że mam ładną skórę, nawet gdy według mnie, jest jej gorszy dzień. Ślady po liszajach widać tylko, w formie przebarwień, gdy jestem naprawdę blada. Zdarzają mi się gorsze dni, nie wszystkie kosmetyki mi pasują (np. niedawno okazało się, że mam uczulenie na enzymy bromelainy i papainy, przy okazji stosowania peelingu), mam kilka małych problemów z cerą, z którymi walczę, ale podrażnienia zdarzają się u mnie bardzo rzadko. Strefa T się uspokoiła, ale przed okresem lub jak odpuszczę trochę oczyszczanie, to przypomina o sobie. Zrozumiałam również, że kosmetyki naturalne najlepiej działają w pakiecie i powinny się uzupełniać, a nie być zmasowanym atakiem na konkretny problem.

Pozytywne zmiany widać na całym ciele, między innymi przestała mi się łuszczyć skóra na łydkach, czasem nawet zapominam użyć balsamu. Moje pięty przestały być szorstkie i nie muszę ich traktować pumeksem codziennie. Na poszukiwanie kremu idealnego do pięt, zużyłam spory fundusz i skończyły się również produkty, które mogłam przetestować głównie w drogeriach.

Dużo lepiej wyglądają moje ramiona, a mam zapalenie mieszków włosowych i zawsze słyszałam, że z tym nie da się nic zrobić. Miesiąc temu zmieniłam balsam, na taki mniej naturalny, ale czytałam, że ma w miarę dobry skład, no i był tani, w promocji. Całe ramiona mi wysypało momentalnie, takimi wielkimi czerwonymi krostami. Od razu sprawdziłam produkt w takiej aplikacji, dla takich jak ja, którzy nie do końca orientują się w składach. No i wyjaśniło się od razu, że to przez kilka substancji w tym balsamie.

Ale najbardziej cieszy mnie efekt, który uzyskałam na włosach. Włosy zawsze miałam ładne, gęste i grube. Moimi zmartwieniami było ich wypadanie, głównie za sprawą hormonów, siwienie i bardzo wrażliwy skalp. Myślę, że z całego ciała, o włosy dbałam najbardziej, a przynajmniej wydawałam najwięcej pieniędzy, na kosmetyki, oczywiście musiały być z salonu fryzjerskiego. Także traktowałam je maskami, waxami, odżywkami zwykłymi i tymi w sprayu, serami itp. Tak na bogato. Tylko, jeśli chodziło o farbowanie, to od początku używam farb z drogerii, ale bez amoniaku, za to dosyć często. Nie było mi łatwo przejść na naturalne produkty, a nawet jeśli używałam szamponu z Sylveco, to dokładałam odżywkę z L'biotica lub kupioną u fryzjera. Tak około dwa lata temu, spaliłam swoje piękne do samego pasa włosy. Miałam jakieś ważne wyjście i bardzo zależało mi na ich zafarbowaniu. Koleżanki nie miały czasu, została mi tylko mama, która tak przejęła się moją prośbą, że chciała to zrobić bardzo dokładnie i tak samo farbowanie trwało z godzinę, po czym jak odczekałam wyznaczone 40 minut. Końcówki ciągły mi się jak zużyta guma do żucia, a fryzjerka powiedziała, że i tak miałam szczęście, że moje włosy były takie grube i zdrowe, bo jest co ratować. Dodam jeszcze, że rok wcześniej miałam ombre, z bardzo ciemnego brązu do miodowego i te wcześniej rozjaśnianie były właśnie jak guma. Także nowa ja... w long bobie, przestała się przejmować włosami i definitywnie rozstała z kosmetykami, o mniej naturalnych składach. Było dobrze, ale bez szału. Dużo zmieniły u mnie dwa produkty – odżywczy olejek i maseczka z Vianka. Początki były trudne, a efekt daleki od fajnego. Olejek kupiłam tylko dlatego, że był w zestawie i wychodziło chyba 2zł drożej, bo była promocja. Po dwóch użyciach chciałam go komuś oddać, ale brakowało chętnych. Za olejkami nigdy nie przepadałam, kojarzyły mi się z zapchanymi porami, pryszczami, tłustymi plamami. Doświadczenia też miałam kiepskie, zarówno z tymi do twarzy, jak i do włosów. W tamtym okresie często spotykałam się z wpisami, w internecie, o magicznym olejowaniu włosów, którego nigdy nie próbowałam. Kilka dziewczyn polecało też stosowanie maseczki z tym olejkiem, no to spróbowałam. Po każdym takim rytuale, mój facet pytał, co robiłam z włosami, potem pytali inni, a skończyło się na tym, że podpytują mnie obcy np. pani ekspedientka w drogerii. Wcześniej jak ktoś chwalił moje włosy, to dlatego, że były gęste i takie długie, teraz słyszę, że wyglądają tak zdrowo i mają blask. Olejek sprawdził się również jako maseczka do stóp i smarowidło do ciała. Obecnie stosuję szampon i odżywkę dwa razy w tygodniu, a raz na 3 tygodnie, lub przed większym wyjściem, maskę i olejek odżywczy. Od niedawna do tego zestawu używam również peeling do skóry głowy i toniku-wcierki, na porost włosów. 
(Po lewej- przed rozpoczęciem naturalnej pielęgnacji, zdjęcie środkowe- aktualny stan włosów w świetle dziennym, po prawej- aktualny stan włosów w sztucznym świetle)

Zmieniło się moje podejście, bo szukam przyczyn i obserwuje swoje ciało. Zdecydowanie nie wrócę do starych nawyków i kosmetyków. Zamiast tego, odkryłam bloga Agnieszki, potem również grupy, na których można spytać o składy produktów. Zaczynam się w tym wszystkim powoli orientować, ze składami sobie jeszcze nie radzę, ale już rozumiem, że szampon kojący z SLS/SLES w składzie nie jest dobrym pomysłem. Od czerwca poznałam około 20 nowym firm, byłam nawet na targach naturalnych kosmetyków i to z bliskimi. Moja rodzina też używa Sylveco. Nie musiałam ich przekonywać, widzieli na mnie, że to działa i również są zadowoleni, mimo różnych potrzeb i oczekiwań. Kosmetykom naturalnym zawdzięczam ładną cerę, bardzo rzadkie podrażnienia i uczulenia, ale również większą pewność siebie. No i testowanie nowych produktów, formuł, zapachów to teraz zabawa, a nie strach i obawa o stan skóry.

Miałam obawy przed wypisaniem ulubionych produktów, ponieważ przez wiele lat moja pielęgnacja opierała się tylko o jedną firmę, za to każdego z wymienionych produktów, zużyłam kilkanaście opakowań, w różnych warunkach atmosferycznych, moja skóra się zmieniała, jej stan i potrzeby również. Absolutni ulubieńcy (zużyte powyżej 10 opakowań):
- Sylveco lekki krem nagietkowy oraz lekki krem rokitnikowy
- Sylveco krem brzozowo – nagietkowy z betuliną (najlepszy na zimę)
- Sylveco lipowy płyn micelarny
- Sylveco cynamonowa pomadka do ust oraz odżywcza z peelingiem
- Sylveco regenerujący krem do stóp
- Sylveco balsam myjący do włosów z betuliną
- Biolaven serum przeciwzmarszczkowe
- Biolaven odżywka do włosów

Mam też na swojej liście produkty, które pokochałam, ale nie mam z nimi jeszcze wieloletniego doświadczenia:
- Nacomi olej z nasion konopii
- Nacomi peeling kawowy coconut
- Ministerstwo dobrego mydła – hydrolat rumiankowy
- Ministerstwo dobrego mydła – olej z orzechów laskowych (na zimę)
- Green People odżywka do włosów łagodząca podrażnioną skórę głowy
- Bioline hydrolat rumiankowy
- Eco Laboratorie pianka do twarzy odmładzająca
- Sylveco punktowy żel na wypryski
- puroBio korektor w płynie Sublime pod oczy
- Vianek maseczki zielona i fioletowa (zielona na strefe T, fioletowa na policzki)
- Vianek niebieskie masło do ciała (uwielbia go również mój facet)
- Vianek żele pod prysznic, szczególnie niebieski i fioletowy
- Vianek olejek do włosów + pomarańczowa maska do włosów
- Vianek pomarańczowy krem pod oczy, Sylveco łagodzący krem pod oczy
- Vianek pomarańczowy tonik i płyn micelarny 2w1
- Vianek fioletowe serum do twarzy "


***

Jestem pod wrażeniem przemiany skóry Magdaleny- dla mnie takie Wasze historie są najlepszym potwierdzeniem, że kosmetyki naturalne nie są chwilowym trendem a preparatami, które faktycznie przyczyniają się do poprawy stanu skóry i włosów.

Jeśli i Wy chciałybyście opisać swoją historię, proszę wysłać ją na adres meilowy: kosmetologia-naturalnie@wp.pl w temacie pisząc "Moja historia". Będzie mi miło, jeśli dołączycie zdjęcia- mogą być twarzy, włosów, skóry czy też stosowanych kosmetyków.

Pozdrawiam serdecznie!
[472.] Domowa wcierka pobudzająca wzrost włosów- prosty przepis!

[472.] Domowa wcierka pobudzająca wzrost włosów- prosty przepis!

Dziś pokażę Wam przepis na domowej roboty wcierkę do włosów, której celem jest pobudzenie ich wzrostu. Przepis jest banalnie prosty, nie wymaga zakupu specjalistycznych surowców ani sprzętu, nie wymaga też wielkich nakładów finansowych. 


Do wykonania wcierki będą nam potrzebne:
- woda,
- kawa (parzona),
- kozieradka (do zakupu w sklepach spożywczych na dziale z przyprawami lub w sklepach zielarskich, można także poprosić o zamówienie w dowolnej aptece)- koszt to ok. 2 zł za opakowanie 50g, które wystarcza na bardzo długo.
- Calcium Panthotenicum, czyli pantotenian wapnia- witamina B5 w połączeniu z wapniem, który ułatwia jej wchłanialność. Koszt to ok. 7 zł za 50 tabletek, do zakupu w każdej aptece.

Na przygotowanie wcierki potrzeba ok. 30 minut, w celu zaparzenia ekstraktów i rozpuszczenia pantotenianu wapnia. 


Zaczynam od zaparzenia kawy- do wypicia, z której odlewam ok. 40 ml na koszt wykonania wcierki ;) W przypadku kawy musicie ocenić, czy przyciemnianie włosów będzie dla Was problemem- jeśli tak jak mi, zależy Wam, żeby wcierka nie przyciemniała włosów, wykonajcie słabszy ekstrakt, jeśli przyciemnienie nie stanowi dla Was problemu, ponieważ np. jesteście brunetkami lub podoba się Wam subtelne ombre, to śmiało możecie pokusić się o mocne zaparzenie kawy.

Kawa to oczywiście źródło kofeiny, która pobudza mikrokrążenie skóry, tym samym wpływając na lepsze odżywienie cebulek włosa. 


Zaparzam kozieradkę- są to zmielone na proszek nasionka o zapachu przypominającym przyprawę do rosołu. Pół łyżeczki zalewam wrzątkiem na tyle, by wyraźnie woda zakryła proszek. Zostawiam ją pod przykryciem do wystygnięcia, co jakiś czas mieszając. Po wystygnięciu przecedzam ekstrakt przez sitko aż dwa razy, przy czym odczekuję parę minut pomiędzy jednym i drugim cedzeniem, by proszek maksymalnie opadł na dno naczynia. Nie wygrzebuję osiadłego miąższu z dna naczynia, idzie ono na straty z minimalną ilością ekstraktu. Po przecedzeniu zostaje mi także ok. 40 ml ekstraktu.

Kozieradka jest źródłem minerałów: żelaza, magnezu, potasu, wapnia, sodu, cynku, które odżywiają cebulki włosa. Ponadto kozieradka wydziela polisacharydowy śluz, który wpływa nawilżająco i kojąco na skórę głowy.


W międzyczasie, gdy ekstrakty nam stygną, zalewam 1 tabletkę pantotenianu wapnia ok. 40 ml ZIMNEJ wody- to bardzo istotne, ponieważ witamina B5 nie jest odporna na temperaturę i woda o temp. wyższej niż 40 stopni spowoduje jej zniszczenie. Tabletka nie rozpuszcza się szybko, potrzebuje czasu by nasiąknąć i dopiero wtedy możemy próbować ją rozdrobnić. O ile próba jej rozdrobnienia zaraz po zalaniu wodą kończy się fiaskiem, o tyle po upływie ok. 10 minut tabletka straci swoją twardość.


Tak wygląda tabletka po 10 minutach od zalania, tuż po rozdrobnieniu- widać kilka większych grudek, które wciąż nie chcą się rozdrobnić oraz pyłek. Odczekuję kolejne 10 minut, by pozostałości tabletki lepiej namokły.


Po upływie tego czasu tabletka rozpuściła się niemal całkowicie- pantotenian wapnia rozpuszcza się w wodzie natomiast pozostały osad to substancje pomocnicze nierozpuszczalne w wodzie: stearynian magnezu i talk.

Witamina B5 wpływa na regenerację i budowanie skóry, włosów oraz paznokci- bardzo dobre efekty daje suplementacja tą witaminą, jednak ja źle się po niej czułam, dlatego postanowiłam dodać ją do wcierki a nie spożywać. Jeśli tylko macie chęci, możecie ją także suplementować. 


Po wystygnięciu kawy i kozieradki (gdyby były ciepłe i dodałybyśmy je do pantotenianu, prawdopodobnie spowodowałyby jego dezaktywację) przelewamy wszystkie składniki do atomizera. Tak przygotowaną wcierkę można trzymać 2-3 dni w pokojowej temperaturze lub tydzień w lodówce. Oczywiście jeśli posiadacie konserwant ze strony z półproduktami, można dodać w celu przedłużenia jej świeżości, jednak nie jest to warunek konieczny a sama wcierka jest tak banalna w przygotowaniu, że można pokusić się o jej częste przygotowywanie.

Tuż przed zmieszaniem- kawa, pantotenian wapnia i kozieradka.

Tą wcierkę stosuję dopiero od tygodnia, dlatego nie mogę jeszcze ocenić jej działania na pobudzenie wzrost włosów, jednak zaobserwowałam zahamowanie ich wypadania- jak każdej jesieni i wiosny, wypadanie włosów jest normalne, jednak warto je hamować i minimalizować, by wyjść z tego okresu z możliwie jak najlepszą kondycją włosów.


Wcierkę tę można stosować nawet codziennie, ponieważ nie przyspiesza przetłuszczania włosów i nie przyczynia się do ich obciążenia u nasady.

Z pewnością dam Wam znać za jakiś czas, jak wcierka spisuje się u mnie przy długotrwałym stosowaniu! A może Wy też spróbujecie i napiszecie mi potem o swoich efektach?

Pozdrawiam serdecznie!

[471.] Prawidłowe oczyszczanie twarzy- Kompendium Wiedzy!

[471.] Prawidłowe oczyszczanie twarzy- Kompendium Wiedzy!



Już w 2014r., na początku istnienia bloga pisałam o tym, jak bardzo oczyszczanie twarzy jest ważne oraz jak powinno przebiegać krok po kroku (jeśli nie czytałaś tej notki, zapraszam: Niedoceniane oczyszczanie twarzy). Aktualnie świadomość osób dbających o skórę jest coraz większa, dlatego też dla większości z nas naturalną czynnością jest dwuetapowe oczyszczanie skóry. Chciałabym jednak usystematyzować informacje, ponieważ temat ten jest rozległy i budzi wiele pytań.

Poprawne oczyszczanie twarzy nie polega tylko na usunięciu makijażu oraz powierzchownych zabrudzeń- by prawidłowo oczyścić skórę, należy także wydobyć nadmiar sebum, resztki makijażu oraz zanieczyszczenia dnia codziennego (jak np. kurz), które zlokalizowane są w porach. Jednak takie dogłębne oczyszczanie cery stwarza ryzyko zastosowania zbyt mocnych preparatów, które:
1. Mogą przyczynić się do naruszenia bariery hydrolipidowej,
2. Mogą nadmiernie złuszczać naskórek,
3. Mogą zarówno naruszyć barierę hydrolipidową jak i nadmiernie złuszczyć naskórek.


Naruszenie bariery hydrolipidowej

Gruczoły naszej skóry celowo produkują pot i sebum- mieszaka obu wydzielin tworzy na powierzchni skóry barierę/powłokę/płaszcz hydrolipidowy. Struktura ta warunkuje typ naszej cery- jeśli skóra wytwarza tę barierę w wystarczającej ilości, mówimy o skórze normalnej: nie pojawiają się na niej suche skórki, nie ma uczucia "ściągnięcia" skóry czy też niedostatecznego nawilżenia a jednocześnie nie błyszczy się ona nadmiernie a więc nie ma problemu z łojotokiem i nie ma ryzyka czopowania ujść gruczołów łojowych. Jeśli skóra nie jest w stanie wytworzyć odpowiednio szczelnej bariery hydrolipidowej, mówimy o skórze suchej- posiadaczki takich skór odczuwają potrzebę nie tylko nawilżenia skóry ale także natłuszczenia. Analogicznie, gdy skóra wytwarza zbyt dużo bariery hydrolipidowej, staje się ona widoczna w postaci nieestetycznego łojotoku i świecenia się skóry. W przypadku cery mieszanej, w zależności od partii skóry występuje różna aktywność gruczołów (nie mylić z podtypem cery o rozregulowanej pracy gruczołów łojowych, kiedy to po umyciu odczuwamy dyskomfort i musimy sięgnąć po krem ale już po kilku godzinach skóra zaczyna się błyszczeć).


Celem stosowania kosmetyków i pielęgnacji jest przede wszystkim wspieranie działania bariery hydrolipidowej- jeśli jest odpowiednio zbudowana, zatrzymuje wodę w naskórku przez co wpływa na jej odpowiednie nawilżenie ale także jest barierą ochronną przed czynnikami zewnętrznymi jak wiatr, mróz, wilgoć. Jeśli jednak naruszymy tę delikatną strukturę, skóra zacznie szwankować.

Kosmetyki myjące posiadają substancje, które usuwają tłuszcze z naszej skóry- tzw. związki powierzchniowo-czynne (in. surfaktanty, "detergenty")- jednak nie są one tak inteligentne, by mogły związać tylko zabrudzenia- mogą jednocześnie wymywać lipidy z bariery hydrolipidowej, tj. naruszać ją, co powoduje wzrost uciekania wody z naskórka.


Efektów po takim działaniu możemy oczekiwać dwóch, w zależności o typu naszej cery:

- jeśli jesteśmy posiadaczkami cery suchej, która sama nie potrafi wyprodukować odpowiedniej bariery hydrolipidowej, zaobserwujemy jeszcze silniejsze uczucie odwodnienia i wysuszenia cery- dlatego też posiadaczki takich skór intuicyjnie sięgają po delikatniejsze kosmetyki myjące, które mają nie dawać odczucia dyskomfortu,

- jeśli jesteśmy posiadaczkami cery normalnej lub tłustej, skóra zareaguje wzmożeniem pracy gruczołów łojowych. Jest to mechanizm obronny naszej skóry, który uruchamia ona w momencie wzmożonej ucieczki wody z naskórka. Przy sporadycznym kontakcie ze zbyt mocnym kosmetykiem skóra będzie tylko starała się odbudować barierę hydrolipidową, dlatego błyszczenie się skóry może na tym etapie nie być uciążliwe, jednak podczas długotrwałego i systematycznego stosowania zbyt mocnego kosmetyku myjącego dojdzie do sytuacji, w której gruczoły łojowe będą pracować "na wysokich obrotach", żeby nie tylko odbudować płaszcz hydrolipidowy ale także wytworzyć ochronną barierę, która ma być na tyle gruba, by nie dopuścić do naruszenia bariery hydrolipidowej. Niestety, często nasza skóra i tak nie ma szans z bardzo agresywnie oczyszczającymi kosmetykami jak np. SLS lub detergenty zawarte w mydłach, dlatego dochodzi do jednoczesnego odczucia niedostatecznego nawilżenia skóry, aktywizacji pracy gruczołów łojowych a nawet czopowania ujść gruczołów łojowych, co przyczynia się do zaostrzenia zmian trądzikowych,

- w przypadku cer mieszanych, można zaobserwować nawet dwa skrajnie różne przypadki, które są połączeniem powyższych procesów.



Nadmierne złuszczenie naskórka

Nierzadko oczyszczanie cery kojarzone jest ze złuszczaniem. A oczyścić skórę z nadmiaru sebum to nie to samo, co złuszczać martwy naskórek. Oczywiście złuszczanie jest bardzo istotne, by zapobiegać powstawaniu niedoskonałości, jednak zbyt agresywne także pogarsza stan skóry.
Martwa warstwa komórek naskórka nie jest na naszej skórze bezcelowo- ona także jest dla skóry ochroną przed wnikaniem drobnoustrojów do organizmu oraz fizyczną barierą w celu lepszej tolerancji niesprzyjających czynników zewnętrznych. Oczywiście całkowity brak złuszczania skóry nie poprawia jej stanu, ponieważ staje się ona ziemista, intensyfikuje się problem niedoskonałości cery, w tym takich jak wągry i zaskórniki. Jednak zbyt częste złuszczanie może doprowadzić do drażnienia żywych warstw naskórka a w konsekwencji skóra będzie bardziej reaktywna i zaczerwieniona, zacznie wytwarzać szybciej nowe komórki naskórka, lecz jeśli nie będą one wytwarzane prawidłowo, zostanie utrudnione prawidłowe odrywanie się komórek co daje nieestetyczny wygląd suchych skórek. Do tego wszystkiego prawdopodobnie dojdzie nasilenie łojotoku (jeśli jesteśmy posiadaczkami cery normalnej lub tłustej), ponieważ skóra zawsze broni się poprzez intensyfikację pracy gruczołów łojowych- tylko ten mechanizm może pobudzić szybko w pierwszej kolejności.

Więcej o peelingach twarzy


Jak w takim razie dogłębnie oczyścić twarz?

I. Dogłębne oczyszczanie skóry oznacza masowanie

By wyciągnąć to, co zalega głęboko w porach, nie wystarczy jedynie przetrzeć twarz płatkiem nasączonym tonikiem, hydrolatem czy micelem- cel stosowania tych kosmetyków jest całkiem inny i powiemy sobie o nich w dalszej kolejności. By oczyścić skórę dogłębnie, należy ją masować, ponieważ pod wpływem masażu wytwarza się ciepło, otwierają się pory a kosmetyk myjący dopiero wtedy ma szansę wyciągnąć to, co w nich głęboko zalega. Oczywiście w/w "ciepło" nie jest tak intensywne, żeby miało zagrozić cerze naczynkowej- jak każdy masaż, masowanie twarzy przyczynia się do lekkiego, niemal niewyczuwalnego rozgrzania tkanki. 

Dogłębne oczyszczenie porów wpływa nie tylko na eliminację niedoskonałości cery oraz czopowania ujść gruczołów łojowych. Jeśli skóra jest prawidłowo oczyszczona, lepiej wchłania substancje aktywne z później aplikowanych kosmetyków jak krem, serum czy olej. Zabrudzenia, które zalegają w porach mają charakter tłuszczowy, dlatego mogą blokować wnikanie do skóry humektantów, które powinny znaleźć się możliwie głęboko w naskórku, by miały szansę aktywnie wiązać cząsteczki wody wewnątrz niego. 

Oczyszczać skórę możemy przy pomocy (siła oczyszczająca malejąca): żel, pianka, emulsja, mleczko.

II. Twarz myjemy zarówno rano jak i wieczorem

O ile wieczorem każda z nas pamięta o myciu twarzy, o tyle obserwuję, że kwestia porannego oczyszczania wciąż nie dla wszystkich jest jasna. W ciągu nocy skóra także pracuje- tak samo jak w ciągu dnia wytwarza sebum i pot a pod wpływem koszmarów może nawet intensywniej się pocić. Pościel niestety jest pełna roztoczy, drobnoustrojów, kurzu, obumarłego naskórka. W dodatku jeśli nie sypiamy sami, jesteśmy dodatkowo narażeni na nocne kichanie, kasłanie, ślinienie się partnera/dziecka/zwierzaka śpiącego obok. Dlatego też rano powinno się umyć twarz poprzez masowanie.

Samo przetarcie twarzy rano płynem micelarnym jest bez sensu- ten kosmetyk służy jedynie do zmywania makijażu, nie oczyści dogłębnie porów a więc skóra nie będzie miała możliwości prawidłowo wchłonąć substancji znajdujących się w później aplikowanym kremie na dzień, które powinny znaleźć się głęboko w naskórku- np. humektantów. Samo przetarcie twarzy tonikiem, bez uprzedniego umycia, może ponadto przyczynić się do nadmiernego obniżenia pH skóry a to skutkuje jej reaktywnością, zaczerwienieniem i jak najbardziej może przyczynić się do wzmożenia łojotoku- skóra broni się jak może, aktywizując pracę gruczołów, chociaż to działanie jest bezcelowe, ponieważ w żaden sposób nie wpłynie na podniesienie pH skóry. Nadmierne obniżanie pH skóry jest tak samo szkodliwe, jak stosowanie kosmetyków ze zbyt wysokim pH (np. mydeł).

III. Jeśli nosimy makijaż, najpierw powinnyśmy go zmyć a dopiero potem przejść do oczyszczania dogłębnego

Jeśli nosimy makijaż a od razu przeszłybyśmy do zastosowania kosmetyku dogłębnie oczyszczającego, niestety wytworzy się na skórze zawiesina tego kosmetyku oraz kosmetyków kolorowych, które uniemożliwią odpowiednio dogłębne oczyszczenie. Natomiast zastosowanie kosmetyku do oczyszczania dogłębnego dwukrotnie już stwarza ryzyko, że może to być dla naszej skóry zbyt duża dawka i zostanie naruszona bariera hydrolipidowa skóry. 

Preparaty do demakijażu mają odpowiednio niewielką ilość substancji myjących, które mają umożliwić zmycie powierzchni skóry, bez naruszania bariery hydrolipidowej nawet przy długotrwałym kontakcie skóry z kosmetykiem. Niektóre produkty do demakijażu nie posiadają w ogóle substancji myjących lub są one zastąpione emulgatorami.

Kosmetyki, przy pomocy których wykonasz demakijaż: płyn micelarny, olejek, mleczko.

Często zadawane pytanie: Czy demakijaż powinno się stosować także rano? 

Z logicznego punktu widzenia: nie, ponieważ rano nie mamy makijażu, możemy więc powinąć ten pierwszy etap oczyszczania i od razu umyć twarz kosmetykiem dogłębnie oczyszczającym. Jednak dwuetapowe oczyszczanie także rankiem jest zalecane przez autorkę bestsellera "Sekrety Urody Koreanek"- chociaż sama autorka nie argumentuje konkretnie, dlaczego poleca ten krok także rankiem, wydaje mi się, że może to być spowodowane tym, że kosmetyki azjatyckie posiadają silikony i częstsze mycie pomaga skuteczniej wymyć je ze skóry, dzięki czemu mamy niwelować problem komedogenności. Są to tylko moje dywagacje i być może powód takiego działania jest całkiem inny- jeśli macie pomysły, dajcie znać!

VI. Odwrócona kolejność: najpierw żel, potem micel

To również przypadek, z którym często się spotykam- taka kolejność stosowania kosmetyków, tj. najpierw kosmetyk, którym masujemy skórę (najczęściej żel, ale zdarzają się także wersje z innymi kosmetykami) a później płyn micelarny w celu "doczyszczenia" skóry. Oczywiście nie jest to poprawna kolejność, o czym świadczy już sam fakt, że kosmetyk zastosowany w pierwszej kolejności nie jest w stanie uporać się z makijażem, co skutkuje sięganiem po płyn micelarny.

Jak wspomniałam wyżej- zastosowanie żelu (lub innego kosmetyku dogłębnie oczyszczającego) bezpośrednio na makijaż prowadzi do wytworzenia zawiesiny kosmetyków kolorowych, która uniemożliwia oczyszczenie dogłębne skóry. Stosując ten kosmetyk w pierwszej kolejności nie odblokujemy porów i nie przygotujemy skóry odpowiednio na przyjęcie substancji aktywnych z później aplikowanych kosmetyków. Przecieranie skóry płynem micelarnym wcale nie poprawi tej sytuacji- działa on jedynie powierzchownie, usuwając zanieczyszczenia z powierzchni naskórka, nie ma możliwości oczyszczenia porów- ponieważ jak już doskonale wiecie- żeby dogłębnie je oczyścić, należy skórę masować! Natomiast pozostawienie na skórze substancji myjących z micela może także przyczynić się do pogorszenia stanu cery.



V. Tonizacja

Po umyciu twarzy należy ją stonizować w celu wyrównania pH skóry. Jest to bardzo ważna czynność, ponieważ prawidłowe pH odpowiada za prawidłowe środowisko do życia bakterii flory fizjologicznej- jeśli pH skóry zostanie zaburzone, skóra będzie zasiedlana przez chorobotwórcze bakterie, które mogą nasilać problemy dermatologiczne, w tym także trądzik. Ponadto prawidłowe pH przyczynia się do prawidłowej budowy ceramidów naskórka a ich dobry stan znacznie opóźnia procesy starzenia się skóry.

Do tonizacji służą: toniki, hydrolaty, napary ziołowe (w większości gotowych toników zawarte są w niewielkiej ilości środki powierzchniowo-czynne, jednak nie każda skóra dobrze toleruje pozostawianie ich na skórze. W takiej sytuacji warto sięgnąć po hydrolaty lub sporządzać napary).

VI. Podsumowując: które kosmetyki do jakiej czynności oraz jaka kolejność?

Jeśli nosisz makijaż, wieczorne oczyszczanie zacznij od płynu micelarnego lub olejku lub mleczka a następnie przejdź do oczyszczania dogłębnego.

By oczyść dogłębnie skórę masuj ją żelem lub pianką lub emulsją lub mleczkiem. Oczyszczanie dogłębne wykonuj zarówno rano jak i wieczorem.

Jak zauważyłyście, mleczko to jedyny kosmetyk, który możecie użyć zarówno do demakijażu jak i oczyszczania dogłębnego- jeśli chcecie stosować go jako jedyny kosmetyk myjący, jak najbardziej możecie, ale wtedy pamiętajcie o jego dwukrotnej aplikacji. 


VII. Czego unikać?

- Nadmiaru kosmetyków myjących- często chcąc dobrze oczyścić skórę, dokładamy kolejne etapy mycia twarzy- np. mleczko, micel, żel a więc aż trzy etapy w ciągu jednego oczyszczania albo częsta zamiana kosmetyków, np. rano żel, wieczorem pianka. Jeśli stosujemy zbyt dużo etapów, to także nie przyczynimy się do poprawy stanu cery, ponieważ zwiększamy ryzyko naruszenia bariery hydrolipidowej skóry. Jeśli masz problem z niedoskonałościami cery: wypryskami, wągrami czy zaskórnikami, nie dodawaj etapów oczyszczania tylko pomasuj skórę dłużej.

- Zbyt częste oczyszczanie skóry- skórę wystarczy myć rano i wieczorem. Jeśli jednak masz potrzebę dodatkowego umycia skóry w ciągu dnia (np. po siłowni, czy po powrocie z pracy), użyj tylko kosmetyku do demakijażu (pamiętaj, by spłukać go wodą i zaaplikować krem, ponieważ pozostawienie substancji myjących na skórze z preparatu do demakijażu może przyczynić się do naruszenia bariery hydrolipidowej). Oczywiście musisz też obserwować swoją skórę- niektóre cery będą dobrze znosić nawet trzykrotne mycie twarzy w ciągu dnia przy pomocy delikatnego kosmetyku myjącego, inne zdecydowanie bardziej będą preferowały pozostać przy dwukrotnym oczyszczaniu dogłębnym i w razie potrzeby wykonywania tylko dodatkowego demakijażu.

- Substancji myjących o nazwach: Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES)- z tymi związkami wiąże się dużo kontrowersji i dokładnie opisałam je TUTAJ. Niektóre cery nie będą też dobrze reagować na Sodium Coco-Sulfate (SCS).

- Odradzam także stosowania mydeł w kostce oraz mydeł czarnych, nie tylko ze względu na to, że są to bardzo agresywnie myjące kosmetyki, ale także ze względu na zaburzanie przez nie pH skóry. Temat wnikliwie rozpatrzyłam TUTAJ.

- O ile mydła w kostce czy SLS naruszają barierę hydrolipidową, o tyle kosmetyki z pewnymi rodzajami alkoholi będą całkowicie ją usuwać. Właściwości odtłuszczające a więc usuwające barierę hydrolipidową posiada etanol oraz izopropanol. O tym, jak poznawać je w składzie INCI i jak odróżniać je od innych rodzajów alkoholi pisałam TUTAJ.

- Nie polecam sięgać codziennie po kwasy- zgadzam się, że są to kosmetyki bardzo pomocne i skuteczne, jednak nierozważnie stosowane mogą znacznie pogorszyć stan skóry zamiast go poprawić. W dodatku kwasy wykorzystywane w ogólnodostępnych kosmetykach działają słabo w porównaniu do efektu, którego możemy oczekiwać po wizycie u osoby wykwalifikowanej. W przypadku kwasów polecam serię zabiegów pod okiem profesjonalisty, który także pomoże dobrać pielęgnację domową, jednocześnie modyfikując ją, gdyby cera potrzebowała mocniejszego nawilżenia lub natłuszczenia albo doszło do pogorszenia jej stanu.


- Kosmetyki myjące dobieraj rozważnie- jeśli odczuwasz po kosmetyku dyskomfort, "uczucie ściągnięcia" i Twoja cera wymaga aplikacji kremu to znak, że kosmetyk, którego użyłaś był zbyt mocny i doszło do naruszenia bariery hydrolipidowej. Szukając odpowiedniego kosmetyku myjącego staraj się zachować pewien schemat- jeśli żel był za mocny, nie kupuj od razu mleczka, ponieważ może okazać się mieć zbyt treściwą formułę jak dla Twojej skóry. Stopniowo zmniejszaj siłę kosmetyku myjącego- jeśli nie spisał się żel, wybierz piankę. Następnie daj jej czas i możliwość zadziałania- przy zmianie kosmetyków może nastąpić chwilowe pogorszenie się stanu cery. Najbardziej miarodajnym czasem na ocenę działania kosmetyku jest miesiąc- odstawianie kosmetyku po kilku dniach i zastępując nowym tylko sprawi, że skóra będzie dodatkowo stymulowana i może zareagować tak, jak gdyby została podrażniona- może być bardziej reaktywna i zaczerwieniona, ale jednocześnie może dojść do nasilenia pracy gruczołów łojowych. Miej też na uwadze, że każdy kosmetyk z tej samej grupy ma inne stężenie substancji myjących oraz substancji łagodzących czy renatłuszczających, dlatego może się okazać, że żel marki X będzie dla Ciebie zbyt mocny, ale już żel marki Y jak najbardziej będzie pasował Twojej skórze.


VIII. Całkowicie naturalne oczyszczanie

Jeśli jesteście fanami jak najbardziej naturalnej pielęgnacji i wybieracie jak najmniej przetworzone kosmetyki, to serdecznie polecam Wam wypróbowanie:

- olejów w celu demakijażu (może to być dowolny olej, nawet spożywczy, który aktualnie posiadacie),

- własnej roboty płynu micelarnego na bazie ekstraktu z mydlnicy (jeśli nie lubicie pozostawiania tłustej powłoki przez oleje),

- mycie twarzy białą glinką (jako metoda oczyszczania dogłębnego, alternatywa dla żeli, pianek i emulsji),

- mycie twarzy metodą OCM - jedna z najbardziej fenomenalnych metod mycia twarzy, ponieważ wykonując ją nie tylko oczyszczamy twarz ale także opóźniamy procesy starzenia się skóry,

- hydrolatów i naparów w celu tonizacji.


Istnieje spora różnica pomiędzy demakijażem olejami a OCM. Także oleje do demakijażu mogą mieć różne formuły- tradycyjną, podczas której olej pozostawia na skórze tłustą powłokę, jednak jest ona dobrze zmywalna przez później aplikowany kosmetyk myjący, lub tzw. "hydrofilową", czyli bez pozostawiania tej powłoki. Jednak te drugie formuły, chociaż wygodne, mogą być oparte o substancje oksyetylenowane (np. PEG), które nie powinny być stosowane w kosmetykach naturalnych, jako substancje potencjalnie drażniące. Wszystko, co powinnyście wiedzieć o stosowaniu olejów na twarz, zawarłam w osobnym artykule: TUTAJ.


Mam nadzieję, że powyższy artykuł rozwieje Wasze wątpliwości dotyczące oczyszczania twarzy- oczywiście w razie jakichkolwiek pytań czy wątpliwości, piszcie je w komentarzach i wspólnie je omówimy!

Dajcie znać, czy dowiedziałyście się czegoś nowego i czy informacje tutaj przytoczone były pomocne!

Pozdrawiam,

[470.] EKOTYKI- relacja!

[470.] EKOTYKI- relacja!

W zeszłą sobotę w Krakowskim Forum Przestrzenie miały miejsce Targi Kosmetyków Naturalnych "Ekotyki"- miałam niesamowitą przyjemność być tam oficjalnie wraz ze swoim mini stoiskiem i służyć poradą w skomponowaniu poprawnego planu pielęgnacji czy analizy składów INCI.


Na miejsce przyjechałam odpowiednio wcześniej, by zdążyć rozpakować stanowisko i przygotować się do konsultacji- muszę przyznać, że miałam obawy, czy podołam podjętemu przedsięwzięciu- w końcu ostatni raz konsultacje prowadziłam rok temu jeszcze podczas pracy na stanowisku dermokonsultantki! Kontakt z pacjentem twarzą w twarz z jednej strony znacznie ułatwia analizę typu i podtypu cery, jednak trzeba zdecydowanie bardziej skupić się nad doborem słów i umiejętnym, ale jednocześnie prostym przekazaniu cennych, czasem trudnych- ponieważ związanych z chemią i fizjologią- informacji. 

Targi rozpoczęły się o godzinie 11.00, co od razu dało się zauważyć poprzez szybkie zapełnienie się sali- frekwencja osób zainteresowanych konsultacjami była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem! Gdy zaczęłam prowadzić konsultacje o godzinie 11.00 to skończyłam o 17.30 (wraz z lekko ochrypniętym głosem). Nawet nie mam pojęcia, kiedy te kilka godzin upłynęło!


Było mi niesamowicie spotkać Was osobiście, Moje Czytelniczki- zarówno te, które miałam przyjemność poznać już wcześniej, jak i te, które korespondowały ze mną jedynie za pośrednictwem bloga! Spotkanie z Wami było dla mnie niesamowitą motywacją do dalszego działania!

Natomiast muszę przyznać, pytania przez Was zadawane były na bardzo wysokim poziomie- zdecydowanie nie dotyczyły podstaw pielęgnacji, co pokazuje, jak bardzo świadomymi osobami jesteście. Pytania częściej były dociekliwe, niektóre dotyczyły składów i substancji stosowanych w kosmetykach, czy też wiązały się z procesami fizjologicznymi, które starałam się dokładnie tłumaczyć. Każda osoba, która poddała się konsultacji, dostawała ode mnie ulotkę z wytycznymi, jak prawidłowo ułożyć swój plan pielęgnacji, co uwzględnić i na co zwrócić uwagę.

Mistrzynie selfie ;)
 
Pod koniec targów, gdy ruch zaczął maleć, znalazłam chwilę czasu, by obejrzeć prezentowane kosmetyki. Oczywiście zainteresowanie klientów stoiskami było ogromne, jednak mimo tego udało mi się osobiście poznać i porozmawiać z kilkoma Wystawcami! 

Jeśli nie miałyście okazji uczestniczyć w Ekotykach, to serdecznie polecam Wam zainteresować się kolejną edycją! Wstęp jest bezpłatny, nie zobowiązuje do zakupów a można zapoznać się z wieloma kosmetykami oraz zdobyć cenne informacje dotyczące zarówno pielęgnacji jak i makijażu mineralnego. Większość Wystawców umożliwia testowanie produktów a także uzyskanie próbek, pomaga w doborze preparatów pielęgnacyjnych czy odcieni kosmetyków kolorowych.


Serdecznie zapraszam do zapoznania się z fotorelacjami Izabeli z bloga "Zakręcone Kółko" oraz Kariny i Adama z bloga "Zdrowo Naturalnie" !

Z pewnością wybiorę się na kolejną edycję tych Targów!
Pozdrawiam serdecznie,

[469.] Mineralne cienie do powiek Ecolore

[469.] Mineralne cienie do powiek Ecolore

Marka Ecolore niesamowicie pozytywnie zaskakuje mnie wraz z każdym nowym kosmetykiem. Przygodę z marką rozpoczęłam od podkładu- bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jego miałka, dobrze zmielona formuła, dzięki której podkład łatwo się aplikuje, daje mocne krycie bez efektu maski. Kolejnymi kosmetykami, które miałam przyjemność poznać były rozświetlacze. Nie zawiodły mnie: tworzą na twarzy idealną taflę, nie posiadają brokatowych drobinek, z łatwością możemy dozować ich ilość oraz intensywność.



Tym razem postanowiłam wypróbować cienie do powiek- dotychczas miałam od nich tylko jeden cień "Chocoholic", który dostałam w gratisie na targach EkoCuda w Warszawie. Cień ten tak bardzo przypadł mi do gustu, że potrafię używać go nie tylko na powieki, ale także rysuję nim brwi czy zastępuję bronzer! Tym razem wybrałam bardziej odważne kolory, by móc stworzyć coś więcej, niż tylko klasyczny, codzienny makijaż.

Spring Grass No. 021


Pierwszym kolorem jest soczysta, wiosenna zieleń. To trudny do noszenia kolor, jednak lubię nim akcentować dolną powiekę- nadaje spojrzeniu świeżości i intryguje. Zdecydowanie przykuwa uwagę!

Chociaż w opakowaniu cień wydaje się mieć drobinki, to jednak po roztarciu są one niewidoczne a sama formuła kosmetyku jest satynowa: nie jest to płaski mat ale też nie jest to odcień błyszczący.



Golden Rain No.004
 

Kolejny odcień jest bardziej stonowany i uniwersalny- to ciepły odcień złota z dodatkiem delikatnych drobinek. Makijaż z użyciem takiego odcienia szczególnie chętnie noszę w okresie Świątecznym oraz Noworocznym, dlatego czas intensywnego użytkowania tego koloru jeszcze przede mną!



Rosetta No. 008


To również odcień stonowany, satynowy, bez wyraźnych brokatowych drobinek. Odcień ten urzekł mnie, ponieważ jest pastelowy i nie tworzy iluzji zaczerwienionych oczu- a o taki efekt bardzo łatwo przy wszelkich odcieniach w czerwieni czy złamanym różu.



Czy cienie do powiek w formie sypkiej trudniej aplikować niż prasowane?

Absolutnie nie! Zarówno cienie prasowane jak i sypkie nanosimy na pędzel lub pacynkę po czym strzepujemy nadmiar produktu z pędzla/pacynki. W ten sposób pozbywamy się nadmiaru produktu i niwelujemy ryzyko zrobienia na powiece plamy czy osypywania się cieni.


Czy odczuwam różnicę pomiędzy cieniami mineralnymi a konwencjonalnymi?

Tak- w przypadku cieni konwencjonalnych zdarzają mi się podrażnienia oka, zaczerwienienie, suchość i łzawienie. Nie jest to regułą, ponieważ marki kosmetyków konwencjonalnych także sięgają po barwniki, które są dopuszczane do stosowania w kosmetykach naturalnych (CI 75100 – CI 77947). Natomiast sięgając po cienie mineralne mam pewność, że kosmetyk nie uczuli tej wrażliwej okolicy, jaką są oczy.


Czy cienie mineralne są mniej trwałe lub mniej napigmentowane niż konwencjonalne?

Nie- trwałość cieni mineralnych w moim przypadku jest nawet lepsza niż kosmetyków konwencjonalnych- nie rolują się na powiece i makijaż dobrze wygląda bez poprawek przez dłuższy czas. Natomiast pigmentacja zależy od stężenia użytych surowców i tak samo, jak producenci kosmetyków mineralnych są w stanie wytworzyć mocno kryjący podkład, tak samo mają możliwość wytworzyć mocno napigmentowane cienie do powiek. Wiele zależy od tego, co producent chce uzyskać- w przypadku Ecolore mogłabym śmiało polecić je osobom zajmującym się wizażem- pigmentację tych cieni śmiało mogłabym porównać do marek Sleek czy Inglot, zdecydowanie są lepiej napigmentowane niż MUR.



Cienie do powiek Ecolore to kolejny kosmetyk tej marki, który mogę zaliczyć do grona ulubieńców! Postanowiłam powiększyć swoją kolekcję tych cieni o czarny kolor- swój egzemplarz kupiłam na targach Ekotyki w Krakowie, gdzie miałam przyjemność osobiście poznać Dziewczyny z Ecolore! O samych targach opowiem Wam niebawem, natomiast czerń przetestowałam już na drugi dzień i powiem Wam, że jest niesamowicie mocno napigmentowana! A właśnie na takim efekcie, głębokiej i wyraźnej czerni mi zależy. Potestuję jeszcze trochę i z pewnością opiszę dokładnie swoje wrażenia!

Pozdrawiam serdecznie!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl