[317.] Glinka glince nierówna- porównanie białych glinek różnych firm.

[317.] Glinka glince nierówna- porównanie białych glinek różnych firm.



Jestem zwolenniczką oczyszczania twarzy bez użycia detergentów. Pierwsza metoda, z jaką miałam styczność, to oczyszczanie twarzy olejami (OCM) i pomogła mi zwalczyć trądzik, z którym borykałam się od nastoletnich lat. Drugą metodą oczyszczania twarzy bez użycia detergentów jest mycie twarzy białą glinką. Metodę tę praktykuję już od pół roku i zauważyłam, że glinka glince nierówna.

Kilka powiązanych postów:
 
W dzisiejszym poście chciałabym porównać kilka białych glinek- są one bardzo łatwo dostępne, można kupić stacjonarnie w sklepach zielarskich i z kosmetykami naturalnymi oraz przez internet.



Pierwszą białą glinkę z jaką miałam styczność zakupiłam w sklepie zielarskim (glinka ze zdjęcia powyżej). Jest to glinka, którą chyba najłatwiej dostać. Nie jest ona idealnie biała i początkowo zastanawiałam się, czy moje opakowanie nie jest mylnie zapakowane. Kupiłam ponownie opakowanie glinki tej firmy i kolor był ten sam. 

Glinkę tę stosowałam codziennie, rano i wieczorem. Rozrabiałam porcję glinki, myłam nią twarz, trzymałam ok. 1 minuty na twarzy i spłukiwałam wodą. Gdy trzymałam ją tylko 1-2 minut, spisywała się wzorowo. Przy dłuższym potrzymaniu na twarzy (do 10 min) powodowała lekkie zaczerwienienie cery. 


Kolejną białą glinkę jaką zakupiłam, to glinka "porcelanowa" ze znanego sklepu z półproduktami- zrobsobiekrem.pl . Zamawiam sporo półproduktów z tej strony i do tej pory zakupy zawsze były udane. Ze ZSK miałam już glinkę zieloną oraz czerwoną i każda dobrze sprawdziła się u mnie. 

Niestety, ta glinka okazała się bublem. Początkowo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam jej kolor- w końcu mam pewność, że mam w rękach białą glinkę! Niestety, nałożenie jej na twarz szybko zweryfikowało jej działanie. Myjąc nią twarz trzymałam ją ok. 1 minutę po czym spłukałam wodą. Po tym zabiegu cała powierzchnia skóry, która miała kontakt z glinką była zaogniona, mocno zaczerwieniona i lekko opuchnięta. Podrażnienie? Alergię wykluczam, ponieważ stosowałam inne białe glinki oraz na co dzień używam podkładu mineralnego, w skład którego m. in. wchodzi biała glinka i po żadnym z tych produktów nie dostałam reakcji alergicznej.

Okazało się, że nie tylko ja miałam podrażnienie po białej glince ze ZSK- kilka z moich znajomych skarżyło się na podobny problem. Zaczęłam się zastanawiać, czy może ten idealny, śnieżnobiały kolor glinki nie jest wyznacznikiem, że glinka mogła być oczyszczana w jakiś chemikaliach, które pozostały w produkcie w minimalnej ilości i to one mogą powodować podrażnienie? Myślę, że są to informacje, do których nie będę w stanie dotrzeć =) Natomiast po tej sytuacji postanowiłam przetestować jeszcze inną białą glinkę...


Wybór padł na białą glinkę z jonami srebra (Anapska)- również jest to łatwo dostępna glinka, mają ją w ofercie Drogerie Polskie oraz wiele sklepów zielarskich. Ta glinka ma szarawy odcień, który powitałam z entuzjazmem!

Ta biała glinka spisuje się równie dobrze jak pierwsza- bardzo dobrze oczyszcza skórę. Jest minimalnie silniejsza- jeśli trzymałam ją na skórze ok. 10 minut, powodowała zaczerwienienie cery, jednak nie tak intensywne jak to po białej glince ze ZSK. Zaczerwienienie bardzo szybko schodziło po nałożeniu kremu.


Chińska biała glinka z ekstraktem z bambusa (zdj. powyżej)- ma identyczny kolor jak glinka biała z jonami srebra (Anapska), ale jest jedną z najdelikatniejszych glinek, które do tej pory stosowałam. Nawet, jeśli trzymam ją na skórze 10 minut, nie powoduje zaczerwienienia.


Biała glinka Jordańska- ma bardzo podobny kolor do glinki anapskiej i chińskiej, jest odrobinę jaśniejsza. Nie powoduje żadnych podrażnień ani zaczerwienień nawet, jeśli potrzymam ją na twarzy 10 minut. Jest jedną z najbardziej delikatnych. Łatwo dostępna w sklepach zielarskich.


Biała glinka francuska firmy Natur Planet- dostępna stacjonarnie w sieciach drogerii "Drogerie Polskie". Gdy zobaczyłam jej kolor obawiałam się, że podrażni skórę jak ta ze ZSK. Na szczęście nie zaobserwowałam aż takiej mocnej reakcji alergicznej. Przy długotrwałym, codziennym stosowaniu wysuszała skórę, przez co pojawiało mi się na skórze więcej wyprysków. Próbowałam robić kilka podejść do tej glinki i efekt za każdym razem był taki sam. Jednak te śnieżnobiałe glinki nie pasują mojej cerze...


Biała glinka Krymska- kolorem identyczna jak glinka Anapska oraz Chińska. Nie powoduje żadnych podrażnień ani zaczerwienień nawet, jeśli trzyma się ją na twarzy 10 minut. Jest jedną z delikatniejszych glinek, idealnie nadaje się do codziennego oczyszczania twarzy.

Zaintrygowana, jak to możliwe, że każda z zakupionych białych glinek wykazuje minimalnie inne działanie, wdałam się w rozmowę ze znajomą zielarką. Otóż okazuje się, że ciężko otrzymać czystą, białą glinkę bez domieszek innych pierwiastków, stąd różne zabarwienia glinek, w zależności, z jakiego rejonu była otrzymywana. Natomiast śnieżnobiałe glinki (ZSK, Natur Planet) jak najbardziej mogły być oczyszczane, ale... tego nigdy się nie dowiemy =).


Każda z białych glinek, które tutaj opisałam, miała bardzo dobre właściwości myjące a do tego zmniejszały ilość pojawiających się wyprysków, matowiły cerę i zwężały pory. Różniły się siłą działania i możliwością podrażnienia, jednak każda była tak samo skuteczna. 

Myślę, że to nie koniec moich przygód z zapoznawaniem się z ofertą białych glinek. A czy Wy znacie któreś z tych glinek? Jakie są Wasze doświadczenia? Polecicie jakąś dobrą białą glinkę? 

Pozdrawiam,

[316.] Najmocniejszy drogeryjny szampon- Bambi dla dzieci

[316.] Najmocniejszy drogeryjny szampon- Bambi dla dzieci


Od pół roku jestem wierna farbowaniu włosów henną. Tuż przed farbowaniem włosów henną jest wymagane, żeby oczyścić je bardzo mocnym szamponem bez dodatków silikonów czy innych substancji pokrywających włos, by kolor dłużej się trzymał. Będąc w drogerii zaczęłam rozglądać się za szamponem, który spełniłby moje wymagania. Na pewno musiał to być szampon z SLS i przystępną ceną, ponieważ na co dzień nie myję włosów szamponami z SLS- powodują u mnie świąd skóry głowy a przy długotrwałym stosowaniu osłabiają włosy, powodują łupież, i sprawiają, że skalp zaczyna się przetłuszczać. 

O tym, dlaczego SLS jest tak szkodliwy, pisałam Wam tutaj: KLIK


Zerknijmy w skład: sam SLS jest tak mocną substancją powierzchniowo-czynną, że jest wykorzystywany również w chemii gospodarczej oraz do czyszczenia silników (w wyższych stężeniach, oczywiście). Jest detergentem zbyt mocnym dla wielu skór i włosów, a co dopiero dla wrażliwej skóry dzieci. Poza nim znajdziemy w składzie również inne, słabsze detergenty, m. in. betainę kokamidopropylową (Cocamidopropyl Betaine), jednak one w połączeniu z SLS tylko potęgują jego szkodliwe działanie na skórę. Ilość detergentów w tym szamponie oraz ich rodzaje sprawiają, że kosmetyk ten będzie wykazywał działanie drażniące na skórę głowy oraz mieszki włosowe. Nie poleciłabym go do codziennego stosowania osobie dorosłej, a co dopiero dziecku. Po całej litanii detergentów mamy perfum, w skład którego wchodzą często alergizujące substancje zapachowe. Dopiero później mamy d-pantenol, który ma wykazywać działanie łagodzące oraz domykać łuski włosa, zapobiegając elektryzowaniu się włosów. Koniec składu to konserwanty, m. in. drażniący MIT oraz barwnik- zastanawia mnie, co po komu w szamponie barwnik? Oprócz atrakcyjnego wyglądu, jest tylko dodatkową substancją, która mogłaby wywołać alergię!

 Szampon zdobył odznakę "Laur Konsumenta"

A co z obietnicami producenta? Uważam, że nie zostały spełnione:
"Łagodny szampon do mycia włosów dla dzieci. Łatwo rozprowadza się na włosach i dobrze spłukuje. Dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy. Szampon nie podrażnia spojówek, skóry i błon śluzowych. Włosy dobrze się rozczesują, nie elektryzują się, po umyciu są puszyste, miękkie i błyszczące. Szampon zmniejsza przetłuszczanie włosów.
Zawiera d - Pantenol czyli prowitaminę B5."

Zawartość SLS oraz innych detergentów sprawia, że szampon szczypie w oczy i to znacząco. Po szamponie lepiej nałożyć odżywkę, ponieważ nie ma substancji, które mogłyby zmniejszyć elektryzowanie się włosów (d-pantenol jest w zbyt małej ilości, by mógł pomóc). Przy długotrwałym stosowaniu szampon zaostrzy przetłuszczanie się włosów.



Na etykietce znajdują się informacje, że kosmetyk został przebadany klinicznie oraz testowany dermatologicznie. Z przodu szamponu widnieje znaczek Lauru Konsumenta. To pokazuje, jak firmy manipulują konsumentami. Każdy kosmetyk musi przejść podstawowe badania dermatologiczne, by móc być dopuszczonym do obrotu i na tym poziomie ten szampon nie wyróżnia się niczym na tle pozostałej gamy kosmetyków- nie tylko szamponów. Badania takie nie pokazują jednak szkodliwego wpływu SLS na skórę, dlatego składnik ten wciąż występuje w większości kosmetyków myjących.

Szampon kosztował zawrotną sumę 3.50 zł za 150 ml. Cena nigdy nie jest wyznacznikiem jakości kosmetyku, jednak warto pamiętać, że firma zarabia na danym produkcie. Co więc cennego może być w szamponie za 3.50 zł?

Jako produkt, który używam raz na dwa miesiące, przed farbowaniem włosów henną, sprawdza się wzorowo- sprawia, że henna trzyma się długo i jej kolor nie blaknie. Jednak nie wyobrażam sobie stosować tego szamponu przy każdym myciu! A już na pewno nie umyłabym dziecku tym włosów =).

Jako dziecko miałam włosy myte tym szamponem. Od zawsze też zmagałam się z puszącymi, naelektryzowanymi, plączącymi się, tłustymi włosami oraz łupieżem. Myślę, że ten szampon w dużej mierze przyczynił się do takiego stanu moich włosów.

A czy Wy go znacie? Może skojarzycie go ze starego opakowania:






Pozdrawiam,


[315.] Alkohol w kosmetykach - czy każdy ma właściwości wysuszające?

[315.] Alkohol w kosmetykach - czy każdy ma właściwości wysuszające?



Alkohol w kosmetykach jest kolejną kontrowersyjną substancją. Na jego temat można wyczytać wiele sprzecznych informacji. Dziś chciałbym troszkę usystematyzować tę wiedzę i opowiedzieć Wam o najczęściej spotykanych rodzajach alkoholi w kosmetykach, w jaki sposób działają i czy rzeczywiście wysuszają skórę.
1. Etanol

Ethanol, Alcohol, Alcohol denat., DRF alcohol, Gain alcohol - pod tymi nazwami kryje się zwykły etanol. Jest dodawany do wielu kosmetyków (znajdziemy go np.: w Vichy, Dr Irena Eris, Loreal, La Roche Posay, Nivea a także w niektórych firmach produkujących naturalne kosmetyki jak: Lavera, Dr Hauschka, Alverde, Alterra, Yves Rocher) i ma służyć jako "promotor przenikania". 

Żeby zrozumieć co producenci kryją pod tym sformułowaniem, trzeba wytłumaczyć jaki jest mechanizm działania etanolu. Każda z nas wie, że etanol ma właściwości odtłuszczające. Prawidłowo funkcjonująca skóra posiada płaszcz hydrolipidowy który chroni skórę przed utratą wody, przed czynnikami zewnętrznymi czy drobnoustrojami. W poście dotyczącym SLS (KLIK) opisywałam Wam jak destrukcyjny wpływ na skórę ma samo naruszenie płaszcza hydrolipidowego. Etanol natomiast całkowicie pozbawia skórę płaszcza hydrolipidowego co w teorii ma usprawniać przenikanie substancji aktywnych do skóry i powodować lepszą wchłanialność kosmetyku. 

 Skład szamponu do włosów przetłuszczających się Make Me BIO: KLIK

Całkowite pozbawienie skóry płaszcza hydrolipidowego sprawia, że skóra bardzo szybko wchłania kremy nawet o bogatych konsystencjach oraz pozostawia skórę matową. Jednak nie należy niszczyć naturalnej bariery ochronnej kosztem wprowadzenia do niej substancji odżywczych. Zadaniem kosmetyków jest poprawa stanu skóry bez zaburzania jej funkcji. W przeciwnym razie spowodujemy, że skóra chcąc się bronić, będzie produkowała większe ilości sebum a jednocześnie będzie narażona na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych, co prowadzi do podrażnienia skóry, zaczerwienień, nasilenia objawów skóry naczyniowej, czy trądziku (głównie podskórnych gródek) przy jednoczesnym uczuciu wysuszenia oraz ściągnięcia skóry

Etanol może służyć również jako konserwant- wystarczy niewielka ilość tego alkoholu w kosmetyku, by zapewnić działanie chroniące przed drobnoustrojami. Mimo, że etanol występuje w takim produkcie w niewielkiej ilości, również będzie wykazywał działanie wysuszające, jednak dopiero po długotrwałym stosowaniu.

Kosmetyki z etanolem można nazwać uzależniającymi- wiele Pań początkowo jest bardzo zadowolonych z lekkich, szybko wchłaniających się konsystencji, jednak po dłuższym czasie stosowania kosmetyku zauważają skutki uboczne. Zazwyczaj winą nie obarczają swojego "ulubionego" kremu: gdy pojawia się problem podrażnienia i wysuszenia skóry, nakładają go więcej lub poszukują nawilżających maseczek/serum, natomiast Panie, u których pojawia się zaostrzony trądzik, chętniej sięgają po mocno oczyszczające żele do mycia twarzy, które tylko zaostrzają problem.

INCI arnikowego mleczka oczyszczającego Sylveco: KLIK

2. Alkohol benzylowy

Benzyl alcohol- jest to popularna substancja wykazująca działanie konserwujące. Występuje w olejkach eterycznych i zapewnia im działanie bakterio- i grzybobójcze. Komisje certyfikujące kosmetyki naturalne dopuściły alkohol benzylowy do stosowania w kosmetykach naturalnych jako substancję bezpieczną.


3. Alkohol cetylowy

Cetyl alcohol- substancja zmiękczająca naskórek, ograniczająca utratę wody z naskórka (emolient). Tworzy na powierzchni skóry film, który działa pośrednio nawilżająco. Jest to substancja, którą dopuszczają komisje certyfikujące do stosowania w kosmetykach naturalnych. Wykazuje również działanie emulgujące, przez co wpływa na konsystencję kosmetyku.

INCI maski jajecznej Babuszki Agafii: KLIK

4. Alkohol stearylowy

Stearyl alcohol- również jest emolientem: zmiękcza naskórek i ogranicza utratę wody z naskórka. Dodawany do kosmetyków do włosów, ponieważ kondycjonuje je (zmiękcza i wygładza). Wchłania się wolniej niż alkohol cetylowy.


5. Alkohol cetylostearylowy

Cetearyl alcohol- substancja powstała w wyniku kombinacji alkoholi cetylowego i stearylowego. Wykazuje działanie emulgujące (wpływa na konsystencję kosmetyku) oraz nawilżające (jest emolientem, zapobiega utracie wody z naskórka poprzez tworzenie na powierzchni warstwy okluzyjnej). Zmiękcza, uelastycznia skórę oraz włosy.

 INCI lekkiego kremu nagietkowego, Sylveco: KLIK


6.  Alkohol izopropylowy

Isopropyl alcohol, Isopropanol - wykazuje działanie wysuszające oraz alergizujące skórę. W działaniu bardzo przypomina etanol, który opisałam w punkcie nr 1.


Wymienione powyżej alkohole są tymi, które najczęściej spotykamy w kosmetykach. Znajomość tych substancji jest bardzo ważna, jeśli chcemy ocenić skuteczność i bezpieczeństwo kosmetyku.

Niedawno przyjaciółka podesłała mi link do popularnego programu telewizyjnego "Wiem co jem", gdzie specjaliści wypowiadali się na temat oczyszczania skóry (KLIK). Pośród wypowiedzi trafiła się taka, że alkohol cetylowy ma właściwości wysuszające... Mam nadzieję, że powyższy post rozjaśnił troszkę tajemnice alkoholi stosowanych w kosmetykach =)

A czy Wy patrzycie na składy INCI? Proszę o szczere odpowiedzi! ;)
Pozdrawiam,



[314.] Balsam do pielęgnacji biustu, Nacomi - recenzja

[314.] Balsam do pielęgnacji biustu, Nacomi - recenzja


Do pełnej, słonecznej wiosny pozostało jeszcze trochę czasu. Zanim zaczniemy odsłaniać dekolty, warto zadbać o biust! Dlatego postanowiłam poszukać kosmetyku o naturalnym składzie, który zadba o apetyczny dekolt. W ręce wpadł mi balsam do pielęgnacji biustu, Nacomi "Pregnat Care". Czy okazał się skuteczny? Zapraszam do recenzji!

Co producent pisze o produkcie?
"Krem do biustu produkowany przez firmę Nacomi  przejawia właściwości nawilżające, ale także ujędrniające co jest szczególnie ważne dla kobiet w okresie ciąży. Balsamy i wszystkie kosmetyki produkowane przez firmę Nacomi są wykonywane jedynie z naturalnych produktów. Produkowany przez nas kosmetyk to wygodna buteleczka z pompką.
Krem do pielęgnacji biustu produkowany przez firmę Nacomi to kosmetyk pełen omega 3,6 i 9. Nacomi dba szczególnie o kobiety w okresie ciąży więc dobrodziejstwa masła kakaowego oraz bogatych właściwości masła shea nie są nam obce i przekazujemy je w produkowanych przez nas kosmetykach.
Nasz balsam zawiera ekstrakt z palmy sabałowej, który podnosi i ujędrnia skórę, która w okresie ciąży jest narażona na wiotczenie."
  


Mimo, że kosmetyk jest z serii "Pregnat Care" postanowiłam go wypróbować. Skład był bardzo zachęcający i zdecydowanie powinien spisać się u każdej kobiety (nie tylko u przyszłych mam), która chciałaby zadbać o swój biust. 

Pełny skład (INCI):
Deionized Aqua - dejonizowana woda
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów, uelastycznia skórę, zapobiega powstawaniu rozstępów,
Butyrospermum Parkii Butter - masło shea, nawilża i regeneruje skórę,
Theobroma Cacao Butter - masło kakaowe, nawilża i regeneruje skórę,
Plukenetia Volubilis Seed Oil - olej inci inchi, działanie ujędrniające, regenerujące, nawilżające, poprawia elastyczność skóry,
Glyceryl Stearate - emolient, tworzy na skórze powłokę, która zapobiega utracie wody z naskórka,
Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil - olej jojoba, odżywia i regeneruje skórę,
Macadamia Ternifolia Seed Oil - olej macadamia, uelastycznia i nawilża skórę, działa przeciwstarzeniowo,
Caprylic/ Capric Triglyceride - naturalnie występujące w naszej skórze związki, które pomagają odbudować płaszcz hydrolipidowy,
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil - olej słonecznikowy, uelastycznia i nawilża skórę,
Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy, działanie nawilżające i przeciwstarzeniowe,
Gliceryn - wiąże wodę w naskórku,
Aloe Vera Extract - ekstrakt z aloesu, działa nawilżająco (wiąże wodę w naskórku), wykazuje działąnie regenerujące, gojące i przeciwzapalne,
Serenoa Serrulata Fruit Extract - ekstrakt z palmy sabałowej, podnosi i ujędrnia skórę,
Panthenol - działanie łagodzące, kojące, gojące,
Tocopheryl Acetate - witamina E, pełni rolę naturalnego konserwantu oraz wykazuje działanie antyoksydacyjne (przeciwstarzeniowe),
Benzyl Alcohol - alkohol benzylowy, naturalny konserwant występujący w olejkach eterycznych,
Parfum
Dehydroacecit Acid - kwas dehydrooctowy, naturalny konserwant


Kosmetyk ma bardzo lekką konsystencję i szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Jak widać po składzie- wykazuje głównie działanie nawilżające, czyli nic ponad to, co może zrobić zwykły balsam. Liczyłam głównie na efekt ujędrnienia i podniesienia skóry, jednak ekstrakt z palmy sabałowej, który miał odpowiadać za ten efekt i którym szczyci się producent, znajduje się na końcu składu. Pod tym względem balsam nie przyniósł żadnych efektów.

Natomiast myślę, że warto byłoby stosować go będąc w ciąży, by nawilżyć i uelastycznić skórę a w ten sposób zapobiec powstaniu rozstępów. Jednak ze względu na lekką konsystencję, nie będzie wystarczająco skuteczny dla osób o suchych skórach. Takim osobom zdecydowanie bardziej polecam czyste oleje, zwłaszcza ze słodkich migdałów.

Warto wspomnieć o zapachu tego balsamu- jest bardzo mocny i słodki. Uwielbiam tego typu zapachy więc osobiście byłam zachwycona, ale... czy to jest zapach odpowiedni dla kobiet w ciąży, które jak wiadomo, różnie znoszą intensywne zapachy?

Balsam do biustu Nacomi w moim odczuciu był przeciętny- naturalny skład to jedno, a skuteczność działania kosmetyku, to druga bardzo istotna rzecz. Uważam, że kosmetyk nie do końca spełnił obietnice producenta. Przede mną dalsze poszukiwania dobrego kosmetyku do pielęgnacji biustu =).

Pozdrawiam,

[313.] Denko luty - wiele olejów, troszkę ulubieńców i nowości- krótkie recenzje!

[313.] Denko luty - wiele olejów, troszkę ulubieńców i nowości- krótkie recenzje!


Postanowieniem lutego było przede wszystkim wykorzystanie olejów, które z różnych przyczyn zalegają w łazience- większości kończyła się data ważności, dlatego sporo zużyłam do OCM oraz mieszanek olejów, które nakładam na noc zamiast kremu. Oprócz olejków, w lutym miałam przyjemność zapoznać się z kosmetykami Vianek. Poza tym, w dzisiejszym denku znajdziecie też kilku ulubieńców. Wszystkie kosmetyki są w 100% naturalne, także same wspaniałości! Zapraszam do krótkich recenzji =)


Pielęgnacja ciała:


1. Nawilżający żel pod prysznic, Vianek- kolejny fenomenalny żel od Sylveco, który podbił moje serce- dzięki ekstraktowi z podbiału oraz olejowi z kiełków pszenicy zostawia skórę nawilżoną i gładką. Po zastosowaniu tego żelu skóra nie jest klejąca ani "tępa", natomiast nie domaga się zastosowania balsamu. Żel nie posiada SLS ani pochodnych, za co duży plus- nie podrażnia, nie wysusza skóry. Dodatkowo posiada bardzo przyjemny, świeży zapach, który umila jego stosowanie. Został moim nowym ulubieńcem!
Cena to ok. 18 zł. 
Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj: KLIK

2. Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała, Vianek- i znowu punkt dla Vianka za cudny zapach: malinowo-cynamonowy. Peeling posiada sporej wielkości drobinki cukru oraz mniejsze- pestek malin, także nie jest to delikatny zdzierak. Nie tylko dobrze peelinguje, ale również pobudza przepływ krwi i limfy, co jest bardzo istotne w prewencji antycellulitowej! Dodatek oleju cynamonowego rozgrzewa skórę i wzmaga efekt ujędrnienia. Poza tymi składnikami znajdziemy olej sojowy i z wiesiołka, które nawilżają skórę. Po zastosowaniu peelingu nie trzeba stosować balsamu. 
Cena ok. 28 zł
Pełna recenzja: KLIK

3. Pielęgnujący krem do twarzy i ciała, Sylveco dla dzieci- postanowiłam sprawdzić, czy kosmetyk dla dziecka może być skutecznym kosmetykiem dla osoby dorosłej. Krem bardzo polubiłam- przez całą zimę stosowałam go na dzień, pod makijaż. Dobrze nawilżał, chronił przed gorącym nawiewem/ogrzewaniem. Nie zapychał porów, nie powodował powstawania wyprysków. Nałożony cienką warstwą szybko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej powłoki (zarówno na twarzy, jak i na ciele). Nałożony w większej ilości zostawiał delikatny film. 
Cena: ok. 28 zł
Pełna recenzja: KLIK


Pielęgnacja włosów:


1. Ocet jabłkowy: płukanka z octu to jeden z moich ulubionych sposobów na wygładzenie i nabłyszczenie włosów. Przyznaję, że przez styczeń i luty płukałam włosy octem po każdym myciu. Nie zaobserwowałam przesuszenia, jednak postanowiłam przez kolejne miesiące przystopować z tym półproduktem, żeby porównać efekty. Ocet jabłkowy na pewno pozostanie ze mną na długo! Jak wykonać płukankę? Wlewamy ok. 4-5 łyżek octu do litra chłodnej wody i po umyciu włosów, spłukaniu odżywki, przepłukujemy włosy w płukance i pozostawiamy. Nieprzyjemny zapach nie utrzymuje się na włosach.
Cena: ok. 13 zł, w promocji (jest aktualnie!)- ok 8 zł

2. Szampon do włosów łamliwych i osłabionych, Eco Laboratories- ulubieniec! Zużywam jedno opakowanie po drugim i nigdy wcześniej nie cieszyłam się tak zdyscyplinowanymi, gładkimi włosami. Nie zamierzam zamienić na nic innego! 
Cena ok. 18 zł
Efekt na moich włosach sprawdźcie same: KLIK

3. Maska jajeczna, Babuszka Agafii- kolejny ulubieniec! W połączeniu z w/w szamponem daje niesamowite rezultaty! Włosy są niesamowicie gładkie a nawet... proste! Prostownica przestała być codzienną pokusą ;) Zużywam namiętnie, co zresztą widać po dwóch zdenkowanych opakowaniach. Czasem zdradzam tę maskę z inną, ale jednak żadna z dotąd mi znanych, nie przyniosła tak spektakularnych efektów.
Cena: ok. 15 zł
Pełna recenzja: KLIK

4. Balsam do włosów na cedrowym propolisie, Babuszka Agafii- w okresie wakacyjnym moje włosy przechodziły ciężki okres- mocno się puszyły i nic nie mogłam zaradzić, żeby je zdyscyplinować (chociaż nie znałam wtedy szamponu i maski z pkt. 2 i 3). Bardzo pomogło mi mycie włosów powyższą odżywką. Włosy były w zdecydowanie lepszej kondycji. Niedawno znów powróciłam do tej odżywki, żeby móc sprawdzić, jak spisuje się w porównaniu do aktualnie stosowanych kosmetyków. Tym razem nie było efektu "wow" - zmienił się stan włosa, zmieniły się też upodobania pielęgnacyjne ;). Nie mniej jednak polecam wypróbować, chociażby z tego względu, że po myciu głowy odżywką w ogóle nie pojawia się problem łupieżu ani nie pojawia się swędzenie skalpu!
Cena ok. 18 zł
Pełna recenzja: KLIK


Oleje:


1. Organiczny olej awokado-  mocno zachwalany w blogosferze olej, u mnie nie dał praktycznie żadnego efektu... Myślę, że powinnam wypróbować jeszcze raz ten olej, ale sięgnąć po inną markę. ZSK ostatnio zaczęło mnie zawodzić w kwestii olejów i glinek :(
Cena: ok. 7 zł

2. Olej rokitnikowy- posiada bardzo wysokie stężenie witaminy C, przy czym nie posiada enzymu askorbinazy, dlatego nie rozkłada jej. Witamina C uszczelnia naczynia krwionośne, pobudza syntezę kolagenu, rozjaśnia przebarwienia, jest antyoksydantem- dlatego olej z rokitnika jest polecany dla cer naczynkowych, dojrzałych, z ziemistym kolorytem i przebarwieniami. Niestety, czysty olej z rokitnika jest olejem nieschnącym- ciężko się wchłania i pozostawia tłustą warstwę. Bardzo pobrudziłam poduszkę, podczas jego stosowania. W mieszankach olejów, w niskim stężeniu sprawdza się lepiej. Poprawia koloryt skóry- zaczyna wyglądać jak muśnięta słońcem, przy czym nie jest pomarańczowa. Przedłuża trwałość opalenizny.
Cena: ok. 32 zł

3. Olej z czarnuszki- to olej, od którego jestem wręcz uzależniona! Próbowałam wiele olejów ale w kwestii trądziku, ten spisuje się u mnie najlepiej. Mieszam go z innymi olejami i nakładam wieczorem zamiast kremu. Bardzo dobrze goi wypryski, reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza łojotok. Przy tym dobrze nawilża, nie wysusza skóry. Zachwycona jego działaniem zewnętrznym, postanowiłam również go suplementować. Może nie jest to najsmaczniejszy olej, jednak byłam bardzo zadowolona ze stanu swojej skóry podczas suplementacji. Kolejna butelka w użyciu!
Cena: ok. 26 zł

4. Olej z pestek winogron- posiada w swoim składzie wiele polifenoli, w tym słynny resweratrol, którym szczyci się ekskluzywna marka kosmetyków aptecznych Caudalie. Ma mocno przeciwstarzeniowe właściwości. Ma dość lekką konsystencję, dlatego służył mi jako olej bazowy do OCM. Ma bardzo ciekawy zapach- bardzo charakterystyczny, lekko kwaskowy, winny.
Cena: ok. 26 zł

5. Olej z kiełków pszenicy- również wykazuje mocno przeciwzmarszczkowe właściwości dzięki wysokiej zawartości witaminy E. Ma piękny, orzechowy zapach, jest ciut gęstszy niż w/w olej z pestek winogron, jednak nie zaobserwowałam zapychania porów. Dodawałam zarówno do OCM jak i do mieszanki olejów na noc.
Cena: ok. 20 zł

6. Olej z pestek malin- lekki olej, który dobrze się wchłania, pozostawia delikatny film na skórze. Posiada najwyższy filtr UV ze wszystkich olejów (w zależności od źródła, mówi się między 30-50 SPF, skłaniam się bliżej 30 ;)). Na pewno zakupię nową butelkę gdy zacznie wychodzić mocniejsze słońce.
Cena: ok. 25 zł


Pozostałe:

1. Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej, Sylveco- w przypadku higieny jamy ustnej, obecnie na rynku jest dość szeroki wybór naturalnych past do zębów bez zawartości fluoru. Na próżno jednak szukać płynu do płukania ust. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy Sylveco wypuściło na rynek ten produkt! Posiada w składzie ksylitol, glicerynę, miętę, rozmaryn, goździki, szałwię- nie tylko odświeża oddech, ale również wzmacnia szkliwo i goi ranki w jamie ustnej (bardzo pomocny dla osób noszących aparaty ortodontyczne!)
Cena: ok. 18 zł

2. Hydrolat szałwiowy, zrobsobiekrem.pl- ma właściwości przeciwzapalne, dzięki czemu pomaga walczyć z trądzikiem. Dodawałam go do glinki podczas codziennego mycia nią twarzy. Nie wysusza skóry a pomaga szybciej zagoić się wypryskom.
Cena: ok. 12 zł

3. Odżywcza pomadka z peelingiem, Sylveco- produkt, który obowiązkowo gości w mojej łazience. Pomaga w walce ze spierzchniętymi i wysuszonymi ustami. Odżywia, bardzo mocno nawilża i regeneruje a przy tym zapobiega powstawaniu suchych skórek. Nie podrażnia, skutecznie peelinguje. Można wykorzystywać jako klasyczną pomadkę ochronną jak i do złuszczania martwego naskórka w obrębie ust!
Cena: ok. 11 zł
Pełna recenzja: KLIK

4. Balsam do ust, Body Club- kolejny hit w kwestii pomadek- testowałam już wersje: bananową, truskawkową i malinową. Każda spisuje się wzorowo na moich ustach, bardzo dobrze nawilża i chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Znajdziemy je w każdym Rossmanie a ich skład jest na prawdę godny podziwu! Oby więcej takich kosmetyków pojawiało się w popularnych drogeriach :)
Cena: ok. 12 zł
Pełna recenzja: KLIK


I to już wszystkie kosmetyki, które udało mi się wykończyć w minionym miesiącu. Bardzo mnie cieszy, że stosuję już tylko naturalne kosmetyki oraz wiele półproduktów. Koniecznie dajcie znać, czy znacie któreś z tych produktów i jak spisały się u Was? A może zainteresowałam Was którymś z nich?
Pozdrawiam serdecznie!





[312.] Rozjaśnianie przebarwień skóry z pomocą mało znanego oleju z nasion pietruszki.

[312.] Rozjaśnianie przebarwień skóry z pomocą mało znanego oleju z nasion pietruszki.

Walka z przebarwieniami nie należy do rzeczy łatwych. Postanowiłam wypróbować olej z nasion pietruszki jako substancję pomocną w tej kwestii. Nie jestem fanką stosowania kwasów, ze względu na możliwość wystąpienia podrażnienia i intensyfikacji przebarwień. Dlatego wypróbowałam ten mało znany olej, żeby przekonać się, czy warto się nim zainteresować.

Olej z nasion pietruszki posiada w swoim składzie dwie substancje działające rozjaśniająco- witaminę C oraz apiol. Substancje te działają w odmienny sposób, co sprawia, że uzyskane efekty będą się uzupełniać a efekt będzie bardziej zadowalający.

Olej stosowałam przez okres 4 miesięcy. Na nodze posiadam dwa przebarwienia, które powstały w tym samym czasie. Mniejsze z nich (przy kostce) posłużyło mi jako punkt odniesienia a drugie, większe- było smarowane olejem co 2-3 dni. Efekt:

("przed" i "po")
Fotografem klinicznym to ja raczej nie zostanę- mimo najszczerszych starań, zdjęcia "przed" i "po" różnią się od siebie pod względem światła. Natomiast opinię napiszę z uwzględnieniem własnych obserwacji. Początkowy kolor obu przebarwień był identyczny, co sprawiło, że mniejsze przebarwienie było dobrą "próbą badawczą". Po 4 miesiącach smarowania blizny olejem znacznie zmniejszyła się jej widoczność. Przebarwienie nie zniknęło całkowicie, jednak zdecydowanie mniej rzuca się w oczy. Przestało być widoczne pod rajstopą.

Myślę, że olej z nasion pietruszki z powodzeniem można byłoby stosować na przebarwienia zlokalizowane na twarzy- zwłaszcza, że olej ten jest bardzo dobry dla cer z tendencją do niedoskonałości i przetłuszczania. Zmniejszona intensywność koloru przebarwienia ułatwiłoby maskowanie go nawet już pod średniokryjącym podkładem. 


Jestem zadowolona z uzyskanego efektu- bezpiecznym i mało inwazyjnym sposobem udało mi się rozjaśnić przebarwienie. Nie zniknęło ono całkowicie, jednak nie znam produktu, który potrafiłby tego dokonać. Na pewno powtórzę kiedyś kurację tym olejem!

A czy Wy znacie ten olej? Co o nim sądzicie?
Pozdrawiam!

[311.] Dlaczego naturalne kometyki są lepsze?

[311.] Dlaczego naturalne kometyki są lepsze?



Kosmetyki naturalne mają sporą rzeszę fanów, jednak często spotykam się z błędnym myśleniem, że kosmetyki naturalne słabo działają lub nie są przeznaczone dla każdego typu cery. Dziś chciałabym przedstawić argumenty, które potwierdzają, dlaczego kosmetyk naturalny jest lepszy, niż konwencjonalny!

1. Wysokie stężenia składników aktywnych:
Przy zakupie kosmetyków zawsze patrzymy na skład INCI. W kosmetykach konwencjonalnych bazą zazwyczaj jest parafina lub silikony, które tworzą film na skórze. W teorii ma on zapobiegać utracie wody z naskórka (pośrednie działanie nawilżające) jednak pociąga to za sobą nieprzyjemne konsekwencje- substancje te powodują nasilenie trądziku oraz rozszerzenie porów. Niektórzy producenci kosmetyków konwencjonalnych poszli o krok dalej- wytwarzają chemicznie tzw. "emolienty suche/tłuste", które mają dużo mniejsze właściwości komedogenne a równie skutecznie zapobiegają utracie wody z naskórka. W kosmetykach naturalnych zamiennikami tych substancji są oleje i woski roślinne. Również tworzą film na skórze zapobiegający utratę wody z naskórka ale oprócz tego odżywiają skórę. Na każdy olej należy patrzeć jak na mieszaninę różnych substancji aktywnych i witamin. W zależności od ich ilości i rodzaju mogą działać przeciwzmarszczkowo (np. witaminy A i E, polifenole), rozjaśniająco na przebarwienia (np. witamina C), regenerująco (lipidy odbudowujące warstwę hydrolipidową skóry) czy przeciwtrądzikowo (działanie przeciwzapalne) itd. Przez to kosmetyk wykonany wyłącznie z substancji naturalnych wykazuje lepszą skuteczność.


2. Mniejsze ryzyko alergii:
Kosmetyki naturalne należą do kosmetyków o łagodnych (lecz nie słabych!) składach- nie posiadają substancji drażniących np. mocnych dodatków zapachowych czy SLS/SLES. Krótkie daty ważności są gwarancją, że kosmetyk nie posiada w składzie donorów formaldehydu (np. DMDM Hydrantoin, Quanterium-15), parabenów, metyloizotiazolinonu czy fenoksyetanolu, które są najczęściej uczulającymi konserwantami.

3. Chemia w kosmetykach- czemu służy?
Wiele osób sądzi, że kosmetyki z dodatkiem chemii są mocniejsze i skuteczniejsze. Prawda jest całkiem inna- substancje chemiczne w kosmetykach w większości odpowiadają za konsystencję i przyjemną aplikację kosmetyku. Niewielki odsetek substancji chemicznych może działać pośrednio nawilżająco jak wymienione wyżej chemiczne emolienty "suche/tłuste". Ciekawym przypadkiem substancji chemicznej jest glikol propylenowy- posiada on bardzo dobre właściwości wiążące wodę w naskórku (jest humektantem) lecz przy okazji podrażnia gruczoły łojowe, powoduje wzmożony łojotok, wypryski a długotrwale stosowany w konsekwencji może przyczynić się do rozwoju trądziku różowatego oraz szybciej starzejącej się cery. 



4. Stosunek ceny do jakości:
Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że wysoka cena nie zawsze jest gwarancją skuteczności działania kosmetyku. Sięgając po kosmetyk naturalny mamy pewność, że ma wysokie stężenia substancji aktywnych a więc będzie miało "co" działać w tym kosmetyku. Aktualnie ceny kosmetyków naturalnych niewiele różnią się od cen kosmetyków konwencjonalnych. Są firmy tanie, np. Babuszka Agafia czy Biolaven a są i całkiem drogie np. Clochee, Pat&Rub. Jeśli nasz budżet jest na prawdę mocno ograniczony, możemy sięgnąć po półprodukty jak oleje tłoczone na zimno, hydrolaty, glinki, sok z aloesu, żyworódki itp. i z powodzeniem wykorzystywać je do pielęgnacji naszej cery. Zdecydowanym plusem w ich przypadku będzie spora wydajność!

5. Żadna firma nie jest instytucją charytatywną!
Dlatego jeśli sięgamy po krem za 5 zł, zastanówmy się przez chwilę, co wartościowego może w nim być, skoro producent zarabia na nim? Muszą znajdować się w nim najtańsze składniki. W obecnych czasach substancje chemiczne są tańsze niż naturalne- o ile taniej eksploatować maszynę produkującą składniki całą dobę niż opłacać ludzi do zbiorów roślin, tłoczenia olejów.  



6. Oszczędności finansowe:
W dobie konsumpcjonizmu minimalizm zyskuje coraz większą rzeszę fanów. Dlatego warto zastanowić się sięgając po kosmetyk, czy rzeczywiście jest on warty swojej ceny, czy może płacimy za markę, reklamy w telewizji i gazetach? Być może okaże się, że kosmetyk z niższej półki cenowej ma lepszy skład a przez to lepiej działa? W dodatku kosmetyki naturalne mają krótką datę ważności- to motywuje, by używać ich codziennie by zdążyć zużyć przed upływem tej daty. W ten sposób nasza łazienka nie zaczyna przypominać drogeryjnych półek, po nowe kosmetyki sięgamy gdy wykończyłyśmy stare. 

Czy zgadzacie się z powyższymi argumentami? A może dodałybyście coś do tej listy?
Pozdrawiam,

[310.] Sylveco dla dzieci- oliwka do ciała z betuliną oraz krem pielęgujący do twarzy i ciała- recenzja.

[310.] Sylveco dla dzieci- oliwka do ciała z betuliną oraz krem pielęgujący do twarzy i ciała- recenzja.


Skóra dziecka jest całkiem inaczej zbudowana niż skóra osób dorosłych- nie ma szczelnej bariery naskórkowej, dlatego wchłania więcej substancji z kosmetyków. Substancje te mają możliwość przenikania do krwiobiegu- nie tylko substancje aktywne, ale również konserwanty i substancje mogące wpływać na gospodarkę hormonalną. Kosmetyki dla najmłodszych powinny być tworzone z dbałością o bezpieczeństwo stosowania. O ile na skórach dzieci nie powinno się stosować kosmetyków dla dorosłych, o tyle kosmetyki dla dzieci nierzadko okazują się pomocne w pielęgnacji skóry osób dorosłych.

O linii "Sylveco dla dzieci" w większości mogą wypowiedzieć się mamy, ja jednak postanowiłam przetestować te kosmetyki na sobie, by przekonać się, czy mogą być równie skuteczne jak kosmetyki "dla dorosłych".


Oliwka do ciała z betuliną, Sylveco dla dzieci: 

Co producent pisze o produkcie: 
"Hypoalergiczna oliwka do ciała stanowi specjalnie skomponowaną mieszankę naturalnych olejów roślinnych i wosku, dzięki czemu zyskuje lekko żelową formułę, łatwą i przyjemną w aplikacji. Ekstrakt z kory brzozy (betulina) to składnik łagodzący, likwiduje objawy swędzenia i zaczerwienienia skóry. Oliwka skutecznie natłuszcza delikatną skórę dziecka, zapobiegając utracie wilgoci, szczególnie w przypadku objawów atopowego zapalenia skóry. Odpowiednia konsystencja ułatwia wykonanie nawilżającego masażu u niemowląt i dzieci, dzięki czemu umacnia się nasza więź z maluszkiem."


Oliwka ma piękny skład, dużo lepszy niż większość drogeryjnych i aptecznych oliwek. Warto pamiętać, że posiada w składzie olej ze słodkich migdałów, który mocno uelastycznia skórę, dlatego też jest polecany kobietom w ciąży, żeby zapobiec pojawieniu się rozstępów. Poza olejem ze słodkich migdałów znajdziemy również olej sojowy, słonecznikowy oraz oliwę z oliwek, które mocno nawilżają skórę i pomagają odbudować warstwę hydrolipidową skóry. W składzie znajdziemy również wosk pszczeli, który odpowiada za żelową konsystencję oliwki- ta konsystencja jest niezwykle przydatna podczas aplikacji kosmetyku. Zawarty w oliwce ekstrakt z kory brzozy działa nawilżająco i przeciwbakteryjnie. Całości dopełnia witamina E pełniąca rolę konserwantu! Oto cały skład =)

Działanie jest zadowalające- oliwka mocno nawilża skórę, pozostawia ją gładką i elastyczną. Bardzo polubiłam się z tym produktem! Moje pierwsze podejście do oliwki nie było udane- nałożyłam jej zbyt dużą ilość. Dopiero przy kolejnym razie zauważyłam, jak bardzo jest wydajna- wystarczą 2-3 krople oliwki, żeby nanieść na obszar skóry wielkości łydki! Oliwka pozostawia lekki film na skórze, jednak nie był on dla mnie uciążliwy.

Mimo tak dobrego składu, nie polecę oliwki do OCM- posiada w składzie wosk pszczeli, który będzie ciężki do zmycia samą ciepłą wodą- może zapychać skórę =). Tutaj nadal będę polecać oliwkę HIPP lub czyste oleje.


Krem pielęgnujący do twarzy i ciała, Sylveco dla dzieci:

Co producent pisze o produkcie:
"Hypoalergiczny krem pielęgnujący do twarzy i całego ciała uzupełnia codzienną pielęgnację dziecka. Wyjątkowo delikatny, łatwo się rozprowadza i wchłania, pozostawia skórę doskonale nawilżoną, miękką i zabezpieczoną przed utratą wilgoci. Wysoka zawartość oliwy z oliwek i oleju ze słodkich migdałów natłuszcza, wzmacnia barierę lipidową skóry i chroni przed podrażnieniami. Dodatek witaminy E i panthenolu przeciwdziała odparzeniom, działa łagodząco i regenerująco na skórę."


Krem posiada w składzie olej ze słodkich migdałów, który jest lekkim olejem, wnika głęboko w skórę i mocno nawilża. Oprócz niego, w składzie znajdziemy oliwę z oliwek, która należy do tzw. olejów nieschnących- pozostawia na skórze ochronny film, pomaga odbudować barierę lipidową na skórze przez co woda nie ucieka z naskórka. W składzie znajdziemy również łagodzący pantenol i ekstrakt z kory brzozy o właściwościach nawilżających i przeciwbakteryjnych. 

Stosowałam ten krem przez cały okres zimowy- nałożony delikatną warstwą ładnie się wchłania, natomiast nałożony grubiej pozostawia film, który skutecznie chronił skórę przed mrozem, wahaniami temperatur czy ciepłym nawiewem. Przez cały okres zimowy cieszyłam się dobrze nawilżoną skórą. Krem spisuje się wzorowo pod makijażem mineralnym! Nie zauważyłam wzmożonego pojawiania się wyprysków czy zapychania skóry, za co duży plus!

W przypadku pielęgnacji ciała produkt sprawdza się równie dobrze- bardzo polubiłam jego lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Produkt jest bezzapachowy, nie gryzie się z zapachem perfum.


W moim odczuciu kosmetyki te nie ustępują kosmetykom z przeznaczeniem dla skóry osób dorosłych. Ich atutem jest za to bardzo dobry, hypoalergiczny, niedrażniący skład. Dlatego polecę szczerze osobom z problemami dermatologicznymi a także osobom o skórze suchej i wrażliwej. 

Znacie kosmetyki tej serii? Stosujecie w codziennej pielęgnacji jakieś kosmetyki dla dzieci?
Pozdrawiam!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl