[111.] Peeling kawitacyjny- co to jest? Jak działa? Czy warto go stosować?

[111.] Peeling kawitacyjny- co to jest? Jak działa? Czy warto go stosować?

Witam!

Jakiś czas temu opisywałam Wam, w jaki sposób pielęgnuję swoją twarz. Waszą uwagę przykuł aparat do peelingu kawitacyjnego. Dziś chciałabym zaspokoić Waszą ciekawość i opowiedzieć Wam co nieco o tym urządzeniu.


Peeling kawitacyjny jak już się można domyślić, służy do usuwania zrogowaciałego naskórka. Jednak usuwanie nie następuje wskutek ścierania, złuszczania czy enzymatycznego rozpuszczania. Cała tajemnica tkwi w zjawisku kawitacji, czyli emitowaniu przez głowicę aparatu ultradźwięków.

Głowica.
 
Procedura zabiegu jest następująca: po zmyciu makijażu mocno moczymy twarz przegotowaną lub mineralną wodą przy pomocy wacika kosmetycznego. Następnie przykładamy głowicę w sposób jak na poniższym zdjęciu i przesuwamy po skórze:

Głowicę przesuwamy "w przód" po skórze.

Ultradźwięki powodują, że cząsteczki wody są wtłaczane pomiędzy wolne przestrzenie między korneocytami (martwymi komórkami naskórka), po czym pękają, przy czym odrywają zrogowaciałą warstwę komórek. Jest to bardzo dokładna metoda peelingowania twarzy a jednocześnie bardzo delikatna. Zabieg polecam dla wszystkich typów cer, również wrażliwych i naczyniowych (sama posiadam taką problematyczną cerę).

Powyższe urządzenie ma również jeszcze dwa zastosowania: można nim wykonać samą sonoforezę lub z mikromasażem. W tym wypadku układamy aparat tak, by głowica przylegała "szpatułką" do skóry:

Płaska część głowicy ma płasko przylegać do skóry.

W tym wypadku na twarz nakładamy odpowiednie serum. Ja używam serum z Bielendy z wit. C do cery naczynkowej. Ultradźwięki tym razem powodują, że w naskórku tworzą się "mikroprzestwory", przez które substancje czynne mogą z łatwością przenikać do głębszych warstw naskórka a nawet skóry właściwej. Dzięki temu zabiegowi skóra jest lepiej odżywiona a zabieg rzeczywiście przynosi rezultaty.

Wykonując sonoforezę z funkcją mikromasażu, oprócz w/w działania, stymulujemy również przepływ krwi i limfy przez naczynia, powodujemy odprężenie mięśni twarzy, poprawiamy napięcie skóry.


Reasumując, urządzenie do peelingu kawitacyjnego polecam osobom, które niezależnie od typu skóry, mają problem z zanieczyszczoną cerą. Peeling ten dokładnie złuszczy zrogowaciały naskórek, nie powodując podrażnienia. 

W zależności od typu skóry, warto skorzystać z dobrodziejstw sonoforezy. Dzięki odpowiedniemu doborowi serum, w prosty sposób możemy wyeliminować nękający nas problem:
- natłuścić suchą skórę,
- nawilżyć cerę odwodnioną,
- oczyścić trądzikową,
- załagodzić stany zapalne skóry wrażliwej,
- wyciszyć grę naczyniową,
- zrewitalizować cerę zmęczoną, szarą, skórę palacza,
- poprawić stan każdej skóry dostarczając jej koktajl odpowiednich mikro- i makroelementów.

Jak często wykonywać dane zabiegi?
- peeling kawitacyjny w zależności od potrzeb- cera tłusta, niewrażliwa- nawet co tydzień; cera wrażliwa, naczyniowa- nawet raz na miesiąc (chociaż jeśli zajdzie potrzeba, można częściej). 
- sonoforezę (samą lub z mikromasażem) przeprowadzamy w serii 5-10 zabiegów co 2 dni. Po zakończonej serii już będzie widoczny efekt, jednak warto pamiętać, że efekt końcowy widoczny jest po miesiącu od zakończenia serii zabiegów. Dzieje się tak, ponieważ substancje, które wtłaczamy w skórę muszą mieć czas, by związać się z odpowiednimi strukturami, wywołać bodziec, zadziałać, no i w końcu "uwidocznić się" :).

I to byłoby na tyle :). Mam nadzieję, że w przystępny sposób udało mi się wyjaśnić, w jaki sposób ultradźwięki działają na naszą skórę. W razie pytań zapraszam do korespondencji.

Pozdrawiam!
[109.] Metamorfoza Moni + Soft Paws

[109.] Metamorfoza Moni + Soft Paws

Witam!

Mundial trwa, więc pewnie nie jedna kobieta w tym momencie siedzi na komputerze i w spokoju ma możliwość przeczytania nowości kosmetycznych, urodowych, makijażowych. Dlatego dziś chciałabym Was zaprosić na metamorfozę mojej koleżanki Moniki. 
Od dawna obserwuję takie metamorfozy u różnych wizażystek i podziwiam ich talent. Zawsze przy tym tak sobie myślałam, że ja to pewnie nie umiałabym wykonać metamorfozy, co innego pomalować modelki, które przeważnie mają ładne cery i symetryczne twarze, niż "zwykłą" dziewczynę.

Jednak zaczęłam się rozwijać, coraz więcej działać, być świadoma tego, co robię na czyjejś twarzy i jakie będą tego skutki. Trafiło się kilka modelek o niezbyt idealnych cerach, częściej zaczęły przychodzić do mnie koleżanki czy klientki na makijaż. Wykonałam więc już kilka metamorfoz i to jest pierwsza, z którą chciałabym się z Wami podzielić.

Dziś wpadła do mnie Monika na regulację brwi i manicure. A że wybierała się na imprezę wieczorem, to zaproponowałam, że zrobię jej też makijaż. Monia zgodziła się na publikację zdjęć "przed" i "po" :). 

Przed.

Monika ma bardzo wymagającą cerę. Jest to cera sucha, trądzikowa i odwodniona. Dodatkowo jest w trakcie terapii antybiotykowej, by pozbyć się wyprysków. Omówiłyśmy skład kremów, które stosuje i od razu kazałam jej wyrzucić Nivea Aqua Effect- posiada spore ilości wysuszającego alkoholu. Ta cera wymaga przede wszystkim sporo odżywienia, natłuszczenia, nawilżenia i przy okazji wyciszenia, uspokojenia pracy gruczołów łojowych. Odpowiednia pielęgnacja to podstawa, jeśli chcemy, by nasz makijaż wyglądał nienagannie i długo się utrzymywał!

A jeśli chodzi o sam makijaż- postawiłam na kolory, ponieważ miał to być makijaż na imprezę ze znajomymi. Monia jest dziewczyną, która jeszcze rok temu na widok sukienki wiała gdzie pieprz rośnie! Postanowiłam więc na przekór zrobić widoczny makijaż, mocno podkreślić Jej oczy, które wymagają jedynie minimalnej korekcji, by uzyskać idealny, migdałowy kształt. Zakryłam również zasinienia wokół oczu i ujednoliciłam koloryt cery podkładem kryjącym Max Factor "Facefinity All Day Flawless 3 in 1 Foundation". Pod podkład nałożyłam silikonową bazę KOBO, która wygładza cerę i daje uczucie nawilżenia, chociaż pamiętajmy, że jest ono złudne! Silikony nie mają żadnych właściwości pielęgnacyjnych czy odżywczych.

Efekt końcowy:

Po, oczy otwarte.

Po, oczy zamknięte.

Zbliżenie na sam makijaż oczu.

Kolaż porównujący. Klik w kolaż umożliwi obejrzenie go w większym rozmiarze.


Kolejną sprawą, którą chcę Wam dziś opisać są... "Soft Paws" dla kota. Co to takiego? A no wygląda to następująco:


"Soft Paws" to silikonowe nakładki na kocie pazurki, które uniemożliwiają kotom drapanie. Jest to dobra alternatywa dla chirurgicznego usuwania pazurów (jestem przeciwna aż tak drastycznym metodom).

Moja Tosia jest bardzo niegrzecznym koteczkiem, oj bardzo! Z zamiłowaniem drapie meble, mnie, współlokatorów i gości. I co z tego, że ma drapak? Przecież nie będzie sobie żałować, drapie zarówno drapak jak i meble. A gdy się ją upomni, to też nie bierze sobie tego do siebie- "przecież niedługo wszyscy pójdą na uczelnię lub do pracy, zostanę sama i podrapię co tylko będę chcieć!".


O ile na obecnym, studenckim mieszkaniu meble są mocno zużywane, więc nawet właściciel przymyka oko na futrzaka, tak w rodzinnym domu rodzice dostają białej gorączki widząc Tosię przymierzającą się do nowej, skórzanej, idealnie białej kanapy w salonie. Nie wiedziałam co zrobić, aż usłyszałam w "Koty z piekła rodem" o nakładkach na kocie pazury.

Obdzwoniłam wszystkich weterynarzy w Sosnowcu, niestety, żaden z nich nie słyszał o tych nakładkach. Pani weterynarz, do której zazwyczaj chodzimy zaczęła się śmiać, że chcę kotu tipsy zakładać. Wzięłam więc sprawy w swoje ręce i zaczęłam czytać o "Soft Paws".


Okazało się, że aplikacja jest bardzo prosta. Do wnętrza nakładki dodajemy odrobinę specjalnego kleju, wyciągamy koci pazur, nakładamy nakładkę i odczekujemy 2-3 sekundy. Postanowiłam zamówić "Soft Paws" i sama założyć Tosi.

Najpierw szukałam informacji na polskojęzycznych stronach. Natrafiłam na jedyną polską stronę dystrybującą te nakładki: Delikatne Pazurki. Jednak koszt troszkę zbił mnie z tropu. Opakowanie zawierające 20 sztuk nakładek + 1 tubkę kleju kosztuje 40 zł + koszt dostawy. Całe szczęście, że istnieje ebay.com i cały chiński rynek stoi przede mną otworem :). Udało mi się zakupić 100 sztuk nakładek + 5 tubek kleju w cenie 20 zł. I nie jest to żadna promocja, to cena regularna. Dodam, że za przesyłkę z Chin nie zapłaciłam ani grosza. Jedyny minus przesyłki z Chin to długi czas oczekiwania na przesyłkę- nakładki dotarły do mnie po miesiącu od złożenia zamówienia.


Początkowo Tosia nie była zbyt zachwycona, próbowała ściągnąć nakładki. Teraz jednak praktycznie zapomniała, że je ma- bawi się, dokazuje, wszędzie wchodzi, wskakuje nawet na okno chociaż wie, że nie wolno! Bardzo dobrze je toleruje. 

Nakładki utrzymują się na pazurach do 4 tygodni po czym odpadają. Jednak nie zamierzam Tosi męczyć i ciągle przyklejać jej nowych nakładek (chociaż uważam, że wygląda w nich uroczo ;)). Jeśli będę planowała wyjazd z Tosią do domu, gdzie nie może drapać mebli, wtedy założę jej "Soft Paws" bez obaw, że będzie je źle tolerować.

I to byłoby na tyle na dziś. Jeszcze chwilowo wracając do metamorfoz- chciałabym serdecznie zaprosić chętne osoby na darmową makijażową metamorfozę. Warunkiem jest możliwość publikacji zdjęć "przed" i "po" oraz zdanie się na moje umiejętności.

Pozdrawiam serdecznie!
[108.] Kolejne Yankee Candle w kolekcji.

[108.] Kolejne Yankee Candle w kolekcji.

Witam!


Już niejednokrotnie wspominałam na blogu, że odkąd mam dostęp do zakupu stacjonarnego wosków Yankee Candle, to przepadłam w nich! Odkąd Silesia City Center (największe centrum handlowe na śląsku) otwarło stoisko z tymi woskami, tym częściej je nabywam!

Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią o kolejnych trzech zapachach. Są to: Orange Splash, Salted Caramel i Clean Cotton.

Zapraszam do recenzji kolejnych zapachów!


Orange Splash w opakowaniu pachnie całkiem przyjemnie, tak typowo pomarańczowo. Zaraz po odpaleniu jednak zaczynam czuć zapach taniego środka do czyszczenia toalety o pomarańczowym zapachu. Jednak po dłuższej chwili wydobył się zapach typowy dla pomarańczowych Nimm2 i przeplatał się z tym niezbyt ładnym zapaszkiem chemicznego środka czystości. 
Jednak ten zapach utrzymuje się o wiele wyraźniej niż Fruit Fusion, w którym pokładałam nadzieję a okazał się kompletnie niewyczuwalny.


Ten zapach spodobał mi się od razu! Bardzo ciężki i słodki. Chyba nikt w mieszkaniu nie podziela mojego uwielbienia do tego zapachu- możliwe, że jest to spowodowane tym, że słodycz karmelu czuć jedynie u mnie w pokoju. Po reszcie mieszkania rozprowadza się zapach soli. No i nie każdy lubi tak bardzo słodkie zapachy, od których kręci się w głowie.
 

Mój kolejny hit! Ten zapach mnie relaksuje. Nic nie zachęcało mnie bardziej do nauki niż odpalenie tego zapachu, przebywania w pokoju i wyczuwania go. Niestety, już mi się skończył a sesja egzaminacyjna dopiero się rozpoczęła! Chyba muszę kupić większy zapas!
Jeśli chodzi o intensywność, to bardzo zbliżony do Baby Powder. Oba te białe woski są moimi nr 1!

Znacie te rodzaje zapachów? Co o nich sądzicie?
Pozdrawiam! :)


[107.] Sesja ze Swaggiedoli i L. Porwitem.

[107.] Sesja ze Swaggiedoli i L. Porwitem.

Witam!

Dziś chciałabym Wam zaprezentować efekty wczorajszej sesji zdjęciowej, w której uczestniczyłam wraz z fotografem Leszkiem Porwitem oraz modelką Patrycją Nowak (portfolia na końcu notki).


Patrycja jest pierwszą wytatuowaną modelką, z którą miałam okazję współpracować. Poza tatuażami ma jednak "coś", co sprawia, że chcę ją znów i znów na sesjach. 
Może jest to spowodowane tym, że z której strony się na nią nie spojrzy, jest inna? ;)


Nawet z każdą naszą kolejną sesją przybywa jej tatuaży!
Linki do naszych wcześniejszych sesji:
1. LINK!
2. LINK!
3. LINK!


Co mogę napisać o samej sesji? Była troszkę inna niż dotychczas. Jakoś fakt, że modelka jest w bieliźnie, gubi się. Uwagę na zdjęciach przyciągają tatuaże i nawet skupiliśmy się na ujęciach, w których tatuaże grają pierwsze skrzypce.


Modelka spisała się na medal, chociaż pierwszy raz miała okazję pozować do bielizny. Fotograf- no, w sumie też się spisał, chociaż strasznie narzekał na wszystko i wszystkich ;). Ale taka już jego "zgredzia" natura!


Linki do portfolio:

Pozdrawiam serdecznie!

[105.] Majowe denko.

[105.] Majowe denko.


Witam!
Rozpoczął się czerwiec i większość kosmetycznych blogerek robi przegląd zużytych kosmetyków z poprzedniego miesiąca. Ja również postanowiłam się z Wami podzielić swoim- wyjątkowo sporym jak na mnie- denkiem.

Przede wszystkim "Projekt Denko" motywuje do zużywania kosmetyków do końca. Sama lubię czytać takie denkowe wpisy, ponieważ w jednej notce zawartych jest kilka treściwych recenzji. 

Zauważyłam, że moja skóra bardzo polubiła naturalną, ziołową pielęgnację, dlatego też w kolejnych denkach będzie zapewne coraz mniej drogeryjnych kosmetyków, a coraz więcej mało znanych firm, półproduktów i olejków. Tymczasem jednak zapraszam na majowe denko, w którym przeważają kosmetyki znane większości:

Zaczniemy od pielęgnacji włosów:


 - Odżywka Fructis Oleo Repair- skusiłam się na tę odżywkę, ponieważ ma bardzo wysokie oceny na wizaz.pl. Niestety- jak dla mnie jest całkiem przeciętna. Nie szkodzi włosom, ale również nie poprawia wyglądu ani stanu moich włosów.
- szampon BabyDream- kolejny kosmetyk, który u innych sprawdza się rewelacyjnie a u mnie jednak nie. Włosy szybciej się przetłuszczały, były oklapnięte przy nasadzie. Za to świetnie sprawdził się do mycia pędzli do makijażu ;).
- Szampon Barwa Ziołowa- uwielbiam te szampony! Miałam jeszcze ich zapas sprzed farbowania włosów, dlatego jest to wersja do włosów wypadających, a nie farbowanych. Wersja, którą zużyłam, rzeczywiście poprawiała kondycję moich włosów, zdecydowanie mniej ich wypadało oraz były mocniejsze. A w dodatku włosy świetnie skrzypią podczas mycia, to od sporej dawki skrzypu! :) Wspominałam kiedyś o tym szamponie na początku mojej blogowej przygody: >>LINK<< (jednak wiele z tamtych informacji już jest nieaktualnych).
- Mgiełka ochronna przeciw wysokiej temperaturze Taft- nie zużyłam jej do końca! Poszła do kosza! Od niedawna zaczęłam interesować się składami i gdy zobaczyłam, że głównym składnikiem tego kosmetyku jest alkohol denat., stwierdziłam, że lepiej ją odstawić... I tak rzadko kiedy suszę/prostuję włosy.
- Bioeliksire Argan Oil- bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem. Polecam go osobom, które mają włosy wysokoporowate, suche i bardzo zniszczone. Wprawdzie ma bardzo mało substancji odżywczych, ale jest bardzo bogaty w silikony, które pomagają zniszczonym włosom. Dodatkowo sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące. Pełną recenzję pisałam >>TU<<.
- Saszetka Biovax`u regenerująca, przeciw wypadaniu włosów- spodobały mi się moje włosy po 1-szym użyciu, na pewno zaopatrzę się w większą wersję.


I jeszcze jeden produkt do włosów (w pustym opakowaniu trzymam gumki do włosów, ponieważ mój kot gdy tylko widzi gumkę położoną luzem, to ją kradnie. Opakowanie to trzymałam w innym miejscu niż reszta zdenkowanych opakowań, i zapomniałam dołączyć go do zdjęcia z resztą): maska do włosów Biovax z keratyną i jedwabiem- intensywnie regenerująca. Była to pierwsza moja maska z Biovaxu i od razu pokochałam tę firmę. Bardzo dobry skład i działanie. Włosy rzeczywiście są mocniejsze i lepiej się układają. Pełna recenzja: >>TU<<.

Przejdźmy do kolejnej grupy: produkty, które stosuję do oczyszczania twarzy:


Kto wie, na czym polega oczyszczanie twarzy metodą OCM, ten już rozumie ten obrazek. W skrócie- olej rozpuszcza olej, dlatego spora rzesza dziewczyn, nawet z cerą trądzikową, zaczęła podglądać azjatycki trend zmywania makijażu i oczyszczania twarzy mieszanką olejów.

Moja mieszanka prezentuje się następująco: odrobina oleju rycynowego, ok. 4-5x więcej oliwki HIPP (ma bardzo przyjemny skład: olej ze słodkich migdałów, olej ze słonecznika, witamina E oraz perfum) i 2 krople olejku arganowego. 

Jak spisuje się u mnie ta mieszanka? Rewelacyjnie! Prawie całkowicie odstawiłam inne produkty do zmywania twarzy. Moja tłusta cera uspokoiła się, wytwarza mniej sebum, pory są zwężone. Ponadto skóra nie jest podrażniona, nie występuje uczucie ściągnięcia, zaczerwienienia pojawiają się o wiele rzadziej. 

Myślę, że kiedyś opiszę Wam tę metodę, jeśli chcecie, oczywiście! :)

Kolejna grupa zdenkowanych kosmetyków to produkty do mycia:


 - Żel antybakteryjny NUNO, Ziaja- myślałam, że znalazłam idealny żel do mycia twarzy dopóki nie zaczęłam myć twarzy olejami. Ale jako drogeryjny kosmetyk spisał się bardzo dobrze. Przede wszystkim nie wyskakiwały mi po nim pryszcze. Jeśli ktoś ma tłustą cerę i szuka taniego i dobrego żelu, to polecam. Jeśli jednak kogoś stać na droższy kosmetyk, to zdecydowanie polecam apteczny Cetaphil. A jeśli ktoś chciałby wypróbować naturalną metodę oczyszczania twarzy, nie ładować na siebie tony chemii i detergentów, to polecam oleje.
- Płyn micelarny BeBeauty- Biedronkowy ulubieniec sporej rzeszy blogerek i nie tylko. Polecam, stosuję od kilku lat i nie potrzebuję go zmieniać. A raczej nie potrzebowałam- jak wspominałam wcześniej, od niedawna zmywam makijaż olejami.
- Płyn do soczewek Horien- również mój hit, który stosuję od wielu lat. Bardzo dobrze oczyszcza i nawilża soczewki kontaktowe. Ma bardzo przystępną cenę, bo za 500 ml płaci się 27 zł. Nie odbiega jakością od droższych płynów. Na pewno jeszcze nie raz kupię.
- żel pod prysznic Palmolive- jeśli chodzi o żele pod prysznic, to zawsze przy ich wyborze kieruję się ceną, pojemnością i (przede wszystkim) zapachem. Żele pod prysznic to taka grupa, która po prostu ma dobrze oczyszczać skórę, więc przymykam oko na wszystkie obietnice producentów, że ich kosmetyki nawilżają, ujędrniają skórę etc. Wg. mnie kąpiel ma być przyjemna, więc ładny zapach żelu jest dla mnie głównym wyznacznikiem. A ten żel na prawdę cudownie pachnie! Przynajmniej bardzo polubił się z moimi receptorami zapachowymi ;).
- Farmona, peeling do ciała o zapachu kiwi Tutti Frutti- Nie, nie nie, idź, odejdź! Straszny bubel! Całe życie stosowałam peeling kawowy własnej roboty. Ale zapragnęłam wypróbować coś drogeryjnego, żeby mieć porównanie. Tragedia... W ogóle nie czuć, żeby ścierał naskórek, co najwyżej mogę się nim "pomiziać". W dodatku drobinki cukru roztapiają się zanim cokolwiek zetrą. Jest kompletnie niewydajny- to wielkie opakowanie nie starczyło mi na więcej niż 5 użyć, a wcale nie jestem dużą osobą (160 cm czystego kosmetykoholizmu). W dodatku ten peeling zostawiał nieprzyjemną, woskową powłokę na skórze. Nigdy więcej do niego nie wrócę...

Następna grupa- kosmetyki do upiększania:


 - Henna Delia- odkąd nauczyłam się hennować brwi, brązowa Delia jest nieodłącznym atrybutem w mojej kosmetyczce. Ładnie i równomiernie farbuje włoski, nie chwytając przy tym skóry. Efekt utrzymuje się do 3 tygodni. Jeszcze zużyję niejedno opakowanie!
- Baza pod makijaż Ladycode- przyznaję, że dopiero od niedawna stosuję bazy pod makijaż i to jedynie na większe wyjścia. Potrzebowałam czegoś taniego "na próbę", żeby nauczyć się używać bazy i zobaczyć, czy rzeczywiście sprawia, że makijaż dłużej się utrzymuje- Biedronkowa baza była jak znalazł! Polubiłam się z nią, chociaż są lepsze bazy. Ale do nauki, po co komu taki kosmetyk- polecam! Dobrze sprawdza się również jako baza pod cienie.
- Tender Care, balsam pielegnujący od Oriflame- bardzo go lubię i żałuję, że nie mogę dostać go stacjonarnie. Szukam jego godnego zamiennika. Na razie nic nie spisało się aż tak dobrze... Pełna recenzja: >>TU<<.
Podkład Max Factor Facefinity All Day Flawless 3 in 1- mój ulubiony podkład! Świetnie kryje, maskuje wszystkie niedoskonałości. Pełna recenzja: >>TU<<. W dodatku spójrzcie, jaki jest wydajny:

 

Naklejka z datą rozpoczęcia stosowania. Przy codziennym używaniu starczył mi od 25 lutego do 8 maja. Ponad 2 miesiące! Warto się z nim zaprzyjaźnić.

Kolejna grupa to kremy do twarzy:


- Kremy Hyaluron Intense Skin Repair firmy Lagrend: o tych kremach jest głośno w niektórych kręgach. Moja opinia- są przyjemne, rzeczywiście działają, jednak cena jest stanowczo wygórowana. Pełna recenzja: >>TU<<.
- Bielenda Professional, Diamentowy krem ujędrniający 50 + - dostałam go w prezencie po szkoleniu na kursie Bielendy. Stwierdziłam, że zobaczę, czy to cudo cokolwiek zdziała- jeśli zmniejszy moje "linie Wenus", czyli zmarszczki na szyi, to tym bardziej poradzi sobie ze skórą dojrzałej, 50-letniej Pani. I co? Jajeczko :) Zmarszczki jak były, tak są a kosmetyk się przeterminował i nie zużyłam go do końca- nie polecam.
- Soraya, So Pretty! Ultralekki krem nawilżający- bardzo delikatnie nawilża twarz, także powinien dobrze spisać się na cerach tłustych. Mój egzemplarz chyba był jednak bublem, ponieważ miał w sobie drobinki, które przeszkadzały a aplikacji kremu i makijażu. Pełna recenzja: >>TU<<.

I na sam koniec grupa "różności":


- Ziaja Sensitiv, antyperspirant w kremie- bardzo lubię antyperspiranty z Ziaji! Mało który kosmetyk z tego działu pomaga mi utrzymać świeżość przez cały dzień. Sprawdzają się jedynie Nivea i Ziaja. Z tym, że cenowo Ziaja jest przystępniejsza. Jest odpowiedni dla skóry wrażliwej- nie powoduje podrażnień ani nie przesusza delikatnej skóry pod pachami. Stosuję od kilku lat i nie zanosi się, żebym przestała.
- Mamma Mia, krem przeciw rozstępom, Ziaja- wspominałam już raz na blogu, że walczę z rozstępami przed wakacjami. Mam białe rozstępy, czyli takie, których właściwie nie da się pozbyć. Jednak niedawno dowiedziałam się, że można je troszkę zniwelować z zastosowaniem kwasu glikolowego 70%, który można kupić na stronie zrobsobiekrem.pl w cenie ok. 10 zł. Ten krem stosuję dla wzmożenia efektów. Czy jest poprawa? Delikatna, ale jest. Z tym, że jest to w większości zasługa kwasu. Krem przyjemnie łagodzi podrażnienia wywołane kwasem.
- Krem antyperspirujący do stóp, Oriflame- męczyłam się z tym kremem przez cały rok. Akurat skończyło mi się go wykończyć, gdy zbliżał się koniec daty ważności. Nie polecam tego kremu- nie czuć, żeby coś antyperspirował, nie nawilża, pozostawia pudrową i tłustą powłokę na stopie. Nigdy więcej go nie kupię.
- Pasta do zębów Crest- taka mała, kanadyjska ciekawostka. Miała nie podrażniać dziąseł i rzeczywiście- przez okres stosowania nie zaobserwowałam żadnego podrażnienia jamy ustnej. Przyjemna, polecam.
- Maseczka nawilżająca Soraya- zawsze staram się mieć w kosmetyczce kilka saszetek z maseczkami. Jednak odkąd zaczęłam stosować glinki, te drogeryjne saszetki z maseczkami wydają mi się kompletnie nieskuteczne. No i więcej w nich chemii niż substancji pielęgnujących.

I to byłoby na tyle :)
Jak widać, wyjątkowo dużo bubli zdarzyło mi się wykończyć w tym miesiącu- i całe szczęście, już nie miałam siły się z nimi męczyć!

Mam nadzieję, że kolejne denka będą bardziej obfitować w naturalne kosmetyki, ponieważ przepaść między kosmetykami drogeryjnymi, aptecznymi a naturalnymi jest niczym rów Mariański.

Pozdrawiam!
[104.] The Modern Vampire- sesja zdjęciowa.

[104.] The Modern Vampire- sesja zdjęciowa.

Witam!

Dziś chciałabym Wam pokazać sesję zdjęciową z Patrycją "Swaggiedoli" Nowak (zwaną wśród co po niektórych fotografów jako "Jelonek" ze względu na niebanalny tatuaż na dekoldzie).

Wiecie, że mam słabość do osób wyróżniających się wyglądem, charakterem, do indywidualności i inności. I właśnie ze względu na tę moją słabość, nie potrafiłam odmówić Patrycji pomalowania do sesji- które, notabene, wiązało się z kilkoma przygodami.

Zainteresowanych zapraszam do lektury i przeglądania zdjęć:
 

Jak łatwo się domyślić- najpierw było ustalanie sesji. Patrycja zapytała, czy chciałabym ją pomalować dla fotografki Anny Drągielskiej. Po szybkiej zgodzie, zaczęłyśmy myśleć nad projektem. Jak wiadomo- musiałam troszkę zaszaleć z makijażem. Fotografka poprosiła o jedno- kolorystykę makijażu pasującą do wisorka (widoczny na powyższym zdjęciu).


W końcu umówiłyśmy termin zdjęć- z racji tego, że sesja miała odbyć się rano, a ja niestety miałam rano zajęcia na uczelni, nie mogłam być na sesji. Pomalować jednak musiałam, dlatego umówiłyśmy się z Patrycją o 5.45 na dworcu w Katowicach, żebym to właśnie tam zrobiła jej makijaż!


Wyobraźcie sobie więc, że musiałam wstać o 4.00, żeby wyzbierać się i dojechać z mojego uroczego Sosnowca do Katowic na daną godzinę. Nie mogłam się spóźnić, ponieważ miejscem docelowym sesji było Bielsko-Biała i Patrycja musiała zdążyć na odpowiedni pociąg.


Niestety, w momencie, gdy zamierzałam już wyjść na autobus, dostałam wiadomość od Patrycji, że... Fotografka źle się czuje i z sesji nici.

Czy muszę mówić, jaki to był ból, gdy dotarła do mnie świadomość, że jest 5.00, nie ma sensu kłaść się na godzinę, bo i tak rano są zajęcia... Ale co robić tak wczas rano? Był to ból niemal fizyczny...
Szczęście w nieszczęściu, że parę dni później udało nam się umówić na tę sesję. Plan był taki sam- ja i Patrycja dojeżdżamy do Katowic, gdzie ją pomaluję, a potem Modelka jedzie do Bielska. Ja natomiast miałam w planach wrócić do Sosnowca, odstawić wizażowe klamoty i wybrać się na zajęcia.


Wybrałyśmy Subway, ponieważ tam względnie kręciło się najmniej osób. Kupiłam kawę, chociaż jej nie znoszę. Potrzebowałam jednak czegoś, co mnie trochę rozbudzi z samego rana!  Zajęłyśmy stoliczek, gdzie mogłam się rozłożyć i do dzieła!


Cieszę się, że makijaż wytrzymał całą sesję. Ale najbardziej obawiałam się tych czarnych ust- jakby nie było, są kluczowym elementem w tym makijażu. Jednak nie wyobrażałam sobie jazdy pociągiem z Katowic do Bielska z czarnymi ustami ;) No i pytanie- czy Modelka nie zje szminki, zanim dotrze na sesję?


Spiesząc się na pociąg do Sosnowca chciałam szybko dopić kawę. Jednak przy mojej koordynacji, nie potrafię jednocześnie iść i pić. Picie kawy w biegu skończyło się polaniem swojej białej koszulki... Ale to na szczęście ;) .


Portfolia ekipy:


Zdjęcia spodobały się odbiorcom, trafiły na stronę główną serwisu maxmodels.pl .
A jak Wam się podobają? 

Pozdrawiam!
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl