[137.] Szminki Revlon Super Lustrous- nr. 002, 014, 029.

[137.] Szminki Revlon Super Lustrous- nr. 002, 014, 029.


Witam!
Dziś chciałabym pokazać Wam szminki marki Revlon. W mojej opinii są to bardzo dobre i trwałe produkty. Moja przygoda z tymi szminkami zaczęła się od numeru 002- pokochałam go od pierwszego użycia. Korzystając z Rossmanowskich promocji -40% nabyłam kolejne kolory: 014 oraz 029.

Zapraszam do recenzji każdego koloru osobno:

 002 "Pink Pout"- Matte:
Zacznijmy od szminki, którą nabyłam jako pierwszą. Mimo, że mam ciepły odcień karnacji i "ni w pięć ni w dziesięć" nie pasuje mi taki chłodny róż, pokochałam ten kolor!


Kolor ten świetnie nadaje się do makijaży dziennych, gdy chcemy podkreślić usta, lecz nie bardzo wiemy, na jaki kolor się zdecydować. Świetnie się sprawdza również przy makijażach wieczorowych, gdy mocno podkreślimy oczy a usta chcemy jedynie podkreślić. Szminka ma matowe wykończenie, które utrzymuje się przez cały czas, gdy szminka pozostaje na ustach. Krycie jest perfekcyjne! Nie jest to szminka pielęgnująca, absolutnie nie zastąpi balsamu a wręcz przeciwnie- czasem trzeba na szminkę nałożyć balsam, by nie przesuszyć ust. Nie mniej jednak jako szminka "na wyjście" sprawdza się bardzo dobrze. Kolor schodzi równomiernie, nie musimy obawiać się nieestetycznego wyglądu po kilku godzinach bez poprawek ust.




014 "Sultry Samba"- Matte:


Fuksję na ustach wolę nawet bardziej niż klasyczną czerwień :) Dodaje więcej uroku i świeżości. Nie używam jej tak często jak 002, służy mi jedynie na "Wielkie Wyjścia". Również doceniam ją za perfekcyjne krycie oraz trwałość.




029 "Red Lacquer"- Pearl


Na czerwieni niestety się zawiodłam... Wolę czerwienie bez pomarańczowych tonów, wolę karmin, burgund lub czerwienie lekko wpadające w bordo. Wydawało mi się, że ta czerwień będzie bardziej stonowana. Niestety, jest to rażąca czerwień wpadająca w pomarańcz, chociaż po sztyfcie mogłoby się wydawać inaczej. O ile kolor jeszcze byłabym w stanie jakoś skorygować i przekonać się do niego, to krycie jest bardzo słabe... Spod czerwieni przebija mój naturalny kolor ust. 




Jeśli chodzi o skład tych szminek, przedstawia się następująco:
"Trioctyldodecyl Citrate, Ozokerite, Polybutene, Ethylhexyl Palmitate, Octyldodecyl Neopentanoate, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Capric/Caprylic Stearic Triglyceride, C10 30 Cholesterol/Lanesterol Esters, Bis Diglyceryl Polyacyladipate 2, Calcium Sodium Borosilicate, Beeswax (Apis Mellifera), Cera Microcristallina (Microcrystalline Wax) (Microcrystalline Wax), Synthetic Wax, Tocopheryl Acetate, Aloe Vera (Aloe Barbadensis) Extract, Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Serica Poudre de Soie (Silk Powder), Silica, Caprylyl Glycol, 1,2 Hexanediol, Mica, Iron Oxides (CI 77491, 77492, 77499), Titanium Dioxide (CI 77891), Bismuth Oxychloride (CI 77163) (CI 77163), Red 6 Lake (CI 15850), Red 7 Lake (CI 15850), Red 27 Lake (CI 45410), Red 33 Lake (CI 17200), Yellow 6 Lake (CI 15985), Blue 1 (CI 42090) (CI 42090), Yellow 5 Lake (CI 15850), Carmine (CI 75470) (CI 75470)"- w składzie znajduje się sporo chemii, sporej części składników nie jestem w stanie odszyfrować. Poza składnikami utwardzającymi sztyft, sztucznymi emolientami znajdziemy wosk pszczeli, ekstrakt z aloesu czy jedwab. Jest to jednak zdecydowanie zbyt mało, by można było powiedzieć, że szminka pielęgnuje usta ;). O ile przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych zwracam uwagę na skład i jak najwięcej naturalnych składników, o tyle przy moim wizażowym zboczeniu nie potrafię sobie odmówić pięknie wyglądających, kolorowych kosmetyków. Jednak kto wie, może kiedyś przerzucę się całkowicie na mineralne kosmetyki? Kiedyś na pewno spróbuję :)

Cena jednej szminki to ok. 30 zł. Warto polować na promocje, ponieważ można je wtedy dorwać za niecałe 20 zł! Już czaję się, kiedy będę mogła wypróbować kolejne barwy.

A czy Wy znacie te szminki? Jak się u Was sprawują? Polecacie jakiś kosmetyk z Revlon`a?

Pozdrawiam =*
[136.] Sesja w stadninie.

[136.] Sesja w stadninie.

Witam!
Dziś chciałabym Wam pokazać efekty sesji zdjęciowej, którą mieliśmy przyjemność wykonywać w jednej ze śląskich stadnin.

Pomysł sesji w stadninie chodził mi po głowie już od dawna, jednak organizacja takiej sesji jest nie lada wyzwaniem. W końcu jednak los się do mnie uśmiechnął i udało mi się nawiązać współpracę z Modelką, która ma możliwość wykonania sesji zdjęciowej w stadninie.

Ekipa w niemal niezmiennym składzie:

Efekt, jaki chciałam osiągnąć na zdjęciach, to klimaty nawiązujące troszkę do retro, troszkę do minionych epok. Miało być jednak kobieco, elegancko i zwiewnie. Czy udało nam się uzyskać ten efekt? Ciekawa jestem, co sądzicie, bo sesja jednak nie do końca przebiegła po mojej myśli :). 

Zapraszam do oglądania efektów:

 Fot. Marek Łuszczkiewicz

Pierwsza stylizacja była stworzona wg mojej wizji. Długa, bajkowa suknia i mocno modelujący gorset wspaniale komponowały się w czerni i bieli tworząc spójną, delikatną, ale przejrzystą i bogatą stylizację. Uzupełnieniem były bogate dodatki tj. długie rękawiczki, toczek z woalką, kolia oraz wachlarz.

Fot. Marek Łuszczkiewicz
 
 Fot. Adrian Balana

 Fot. Adrian Balana
 Fot. Marek Łuszczkiewicz

 Fot. Marek Łuszczkiewicz

Fot. Adrian Balana

Fot. Marek Łuszczkiewicz

Projektantka chyba jednak woli współczesne klimaty i łączenie stylów- przemyciła do stylizacji okulary ;).

Kolejna stylizacja również daleko odbiegała od współczesnych strojów (również stworzona na moją prośbę):

 Fot. Marek Łuszczkiewicz

Fot. Marek Łuszczkiewicz

 Fot. Adrian Balana


Ostatnia stylizacja była całkowitą interpretacją Projektantki i Jej wizją tej sesji. Całość stylizacji dopełniał ciekawie skrojony gorset z nadrukiem gazet, obszyty czerwoną lamówką:
 Fot. Adrian Balana

 Fot. Adrian Balana

 Fot. Marek Łuszczkiewicz

 Fot. Marek Łuszczkiewicz

I jak podobają Wam się efekty tej sesji?  Co sądzicie o łączeniu nowoczesności z klasyką? Ja chyba jednak wolę pozostawać w jednej koncepcji :)

Pozdrawiam!
[134.] Jak wybierać kosmetyk, by działał?

[134.] Jak wybierać kosmetyk, by działał?

Witam!
Dzisiejsza notka będzie typową opisówką, padł mi dysk w laptopie a wraz z nim utraciłam wszystkie zdjęcia, które czekały w kolejce do publikacji na blogu (większość zdjęć jestem w stanie wykonać jeszcze raz, jedyne co przepadło całkowicie to "sierpniowe denko", ponieważ zaraz po zrobieniu zdjęć wyrzuciłam puste opakowania. A miałam do opisania kilka bardzo ciekawych produktów :(( ).

Mam jednak mam nadzieję, że ten post będzie przydatny. Wiem, że mojego bloga czytają nie tylko osoby wtajemniczone w kosmetyczny świat, ale również osoby, które chciałyby w końcu "coś" zrobić ze swoją skórą i sprawić, by wyglądała ona lepiej. Jak w ogóle się za to zabrać? Od czego zacząć?

Firmy kosmetyczne i dermokosmetyczne zalewają nas reklamami i obietnicami pięknej skóry. Z bilboardów i reklam spoglądają na nas modelki o idealnych rysach twarzy, ponętnym uśmiechem zachęcając do kupienia produktu. I chociaż absolutnie zdajemy sobie sprawę, że za tą dziewczyną stoi sztab stylistów, wizażystów, lekarzy medycyny estetycznej, fryzjerów oraz - albo przede wszystkim- grafików, nie jesteśmy w stanie oprzeć się zakupowi kolejnego produktu, który "niby fajnie nawilżył, ale zmarszczki pozostały". Moja mama zwykła mawiać "Vichy, Vichy a jak wisiało tak wisi"- i powiedzmy sobie szczerze i otwarcie- wiele z nas zraziło się do kosmetyków. Ba, wiele osób jest przekonane, że stosując kosmetyki na dłuższą metę zniszczymy sobie skórę. Wg niektórych, lekarstwem na piękną cerę jest nie stosowanie niczego, mycie twarzy szarym mydłem, okazjonalne zastosowanie kremu Bambino lub "klasycznego" Nivea. Najczęstszym argumentem jest: "bo moja koleżanka nic nie stosuje, a ma taką piękną cerę!".

Czy w tym momencie usłyszałyście siebie, albo kogoś ze swojego otoczenia? :)

Zgodzę się, że od genów zależy bardzo wiele. Nie oznacza to jednak, że jeżeli natura obdarzyła nas suchą skórą, na której bardzo szybko pojawiły się pierwsze zmarszczki, powinnyśmy usiąść z założonymi rękami i płakać, lub co gorsza obnosić się z w/w problemami i użalać się na swój biedny los. Wystarczy spojrzeć na  azjatów- słyną z młodego wyglądu, jednak stosują bardzo wiele kosmetyków. I nie są to takie kosmetyki jak u nas- cały rytuał porannej i wieczornej toalety jest o wiele dłuższy i bardziej skomplikowany niż nasz, "zachodni" demakijaż i nałożenie kremu. Azjaci wspomagają swoją skórę naturalnymi składnikami i unikają szkodliwej chemii w kosmetykach. Czemu nie wziąć z nich przykładu?

 
Zacznijmy po kolei. Najpierw musimy zacząć od określenia typu oraz podtypu naszej cery: KLIK!. Kiedy już wiemy, z jakimi problemami się borykami, spójrzmy realnie na działanie kosmetyku- nie dajmy sobie mydlić oczu, że jakikolwiek krem cofnie nam głębokie zmarszczki. Niestety, kosmetyki w przypadku tak głębokich zmian są bezradne. Dlatego rada na przyszłość- "zapobiegajmy, żeby potem nie leczyć"- KLIK!.

Teraz przejdźmy do najważniejszego- po czym poznać, że kosmetyk w ogóle zadziała?

Całą tajemnicą jest skład INCI. "INCI" to skrót od "International Nomenclature of Cosmetic Ingredients", czyli "Międzynarodowe Nazewnictwo Składników Kosmetycznych". Spis ten znajduje się obowiązkowo na opakowaniu kosmetyku i jako jeden z niewielu informacji podanych na opakowaniu- jest regulowany prawnie. Oznacza to, że dokładnie to, co znajduje się w INCI, znajduje się również w kosmetyku. Im wyżej wypisany jest dany składnik, tym więcej znajdziemy go w produkcie.

 
Więc dlaczego do tej pory nie zwracałyśmy uwagi na INCI?

Jedynym wielkim minusem INCI jest fakt, że jest napisany albo po łacinie albo po angielsku (dlatego, ponieważ jest to międzynarodowe nazewnictwo). Mało który konsument posługuje się biegle łacińskimi nazwami roślin oraz angielskimi nazwami substancji chemicznych. Dlatego czytanie składników INCI przychodzi nam z trudem.

Jak możemy sobie pomóc?

Na stronie wizaz.pl znajduje się zakładka "KWC- Kosmetyk Wszech Czasów". Link do "KWC"- KLIK!. Jest to spis praktycznie wszystkich kosmetyków dostępnych na polskim rynku. Przy zdecydowanej większości tych kosmetyków, mamy również podany skład INCI. Kolejnym krokiem jest włączenie strony kosmopedia.org- w prawym górnym rogu znajduje się wyszukiwarka. Wystarczy skopiować nazwę składnika, której nie potrafimy odszyfrować, i wyszukać ją na kosmopedii. Czasem aż włos się jeży na głowie gdy czytamy, czym codziennie traktujemy swoją skórę i jakie to może dać skutki na przyszłość. Jeśli jednak nie możemy znaleźć czy to składu INCI kosmetyku na wizaz.pl, czy to kosmopedia nie odnajduje wybranej przez nas frazy, pozostaje jeszcze wyszukiwarka google, która zazwyczaj radzi sobie z odnalezieniem wszystkiego- zarówno bardziej i mniej rzetelnych informacji :).

Jak już wcześniej wspomniałam- im wyżej dany składnik jest w INCI, tym jest go więcej w kosmetyku. Dlatego też nie ma co oczekiwać, że jeśli jakaś substancja czynna znajduje się na końcu składu (np. za konserwantami), będzie dawać widoczne efekty.


Zagłębiając się w rozszyfrowywanie INCI zaczęłam zauważać, że większość drogeryjnych kosmetyków jest na jedno kopyto- masa chemii, która z założenia ma być obojętna dla skóry (są to przede wszystkim substancje tworzące "bazę kremu", sztuczne emolienty, emulgatory i substancje stabilizujące) oraz 3-4 składniki roślinne. Do tego dodany stearyl- i/lub cetyl alkohol jako substancje zmiękczające, dimethicone, czyli silikon, który ma na zadanie wygładzać skórę i sprawiać, że będzie miękka w dotyku oraz parafina- jako warstwa okluzyjna, zapobiegająca utracie wody z naskórka. Jak sytuacja ma się do kosmetyków aptecznych? Tutaj nie będę aż takim chojrakiem, ponieważ przyznaję, że mój studencki budżet ograniczał mnie i nie byłam w stanie wydawać pieniędzy na drogie dermokosmetyki. Jednak dzięki zajęciom na uczelni miałam okazję poznać bardzo dużą ilość dermokosmetyków i ich składów. Niestety, cena nie zawsze przekłada się na efekt. W dodatku, jako że dermokosmetyki zawierają silniej działające substancje, można zrobić sobie krzywdę, stosując je nieodpowiednio. Co ciekawe- często sami producenci opisują na etykietach takie farmazony, jakby sami nie wiedzieli, czym pielęgnować problematyczną cerę oraz w jaki sposób działają poszczególne substancje w kosmetyku. Musimy same trzymać rękę na pulsie, nie wierzyć obietnicom producentów, same zadecydować, jak stosowanie danego kosmetyku może wpłynąć na stan naszej cery w przyszłości.

Dlaczego jestem tak nieufna w stosunku do producentów?

Niewiele informacji znajdujących się na opakowaniu kosmetyków jest regulowana prawnie. Należą do tego m. in.: nazwa producenta, koncernu, nazwa kosmetyku, sposób jego użycia, termin ważności oraz jak długo można stosować kosmetyk po otwarciu. Regulowany również jest skład INCI. Cała reszta znajdująca się na kosmetyku, czyli obietnice cudownego działania, przeznaczenie dla wybranego typu skóry oraz wybiórczy opis substancji znajdujących się w kosmetyków może być jedną, wielką, totalną ściemą. Zdarzyło mi się zarówno prywatnie jak i na uczelni mieć "przyjemność" pracy z kosmetykiem, który miał np. napis "naturalny" a natury to on raczej nigdy nie uświadczył, czy też: "bez konserwantów/bez parafiny" a konserwanty/parafina jak byk postawione w INCI.

 
Jak na szybko ocenić skład kosmetyku?

Najprościej i najbardziej "łopatologicznie" będzie przyjąć sobie do wiadomości kilka wskazówek:

1. Unikamy niektórych rodzajów alkoholi:
a) jeśli w składzie widnieje "alcohol", "alcohol denat." odstawmy kosmetyk na półkę. Jest to wysuszający rodzaj alkoholu.
b) Inaczej sprawa ma się przy "stearyl alcohol" oraz "cetyl alcohol"- są to sztuczne emolienty, które mają na zadanie zmiękczyć naszą skórę i stworzyć na niej ochronny film, zapobiegający utracie wody z naskórka. Niestety, działają komedogennie (zatykają pory). Tylko po co męczyć skórę chemią, skoro można zastosować naturalne emolienty, czyli całe bogactwo olejów?

2. Skoro już o olejach mowa:
a) Jeśli w składzie jakiegoś kosmetyku występuje spora ilość substancji z dopiskiem "oil", możemy założyć, że kosmetyk jest warty uwagi.
b) Uwaga na "mineral oil"- to "ładna" nazwa parafiny.

3. Skoro już o parafinie mowa:
a) unikamy parafiny, ponieważ powoduje zatykanie porów (jest komedogenna). Jest nagminnie dodawana do oliwek dla niemowląt. No kto przy zdrowych zmysłach smarowałby skórę dziecka produktem ubocznym otrzymywania ropy naftowej?! Często parafina jest powodem, przez który na skórze dziecka pojawiają się wypryski niewiadomego pochodzenia czy kaszka. Wystarczy nie smarować skóry dziecka oliwką zbyt często (skóra dziecka o ile jest zdrowa, jest na prawdę dobrze nawilżona) lub zamienić oliwkę na taką, która nie zawiera w sobie parafiny (np. HIPP).
b) Parafina występuje pod nazwami "paraffinum", "paraffinum liquidum" oraz "mineral oil".

4. Spora ilość dopisków "extract" również podpowiada, że kosmetyk ma sporo ekstraktów roślinnych.
5. Składniki INCI są od siebie oddzielone przecinkiem. Jeśli między niektórymi składnikami zamiast przecinka jest znak "/" oznacza to, że składnik wymieniony jest kilkakrotnie tylko za każdym razem podana jest inna nazwa. Producenci często wykorzystują taki myk przy ekstraktach roślinnych. Często jedna roślina posiada kilka nazw, dlatego wypisywana jest po kolei każda z tych nazw, każda z dopiskiem "extract"- przez to wydaje się konsumentom, że w składzie jest wiele substancji roślinnych a tak na prawdę chodzi o jeden i ten sam składnik.

Rozszyfrowywanie składów INCI pchnęło mnie w kierunku bardziej naturalnej pielęgnacji. Nie jestem radykalną fanką kosmetyków naturalnych, nie mniej jednak dostrzegam różnicę pomiędzy kosmetykami w 100 % naturalnymi a drogeryjnymi. Nie każda cera reaguje tak samo- znam osoby, które twierdzą, że wolą drogeryjne kosmetyki, ponieważ chemia w nich zawarta im służy. Tak na prawdę każda skóra to całkiem nowe wyzwanie i każda z nas musi nauczyć się odczytywać sygnały, jakie skóra nam daje.


I na koniec pozwolę sobie na reklamę Sylveco- dlaczego tak polubiłam te kosmetyki? Wystarczy wejść na ich stronę internetową (sylveco.pl), wybrać jakikolwiek kosmetyk i zobaczyć na skład INCI. Sylveco nic nie ukrywa- podaje INCI nawet z przetłumaczeniem na język polski. Możemy kliknąć na każdy składnik by dowiedzieć się, jak on dokładnie działa. Lubię takie jasne sytuacje :)

Osobiście twierdzę, że naturalna pielęgnacja nie jest jakąś fanaberią szczególnie zakręconej garstki osób. Zdecydowana większość pacjentów, z którymi się spotykam, przechodząc na naturalne kosmetyki czuje i obserwuje poprawę stanu cery. Osoby takie zazwyczaj nigdy lub bardzo niechętnie wracają do drogeryjnych kosmetyków. W dodatku naturalna pielęgnacja absolutnie nie jest nudna- bogactwo olejów oraz ekstraktów roślinnych z których można robić różne mieszanki powoduje, że jesteśmy w stanie otrzymać produkt o bardzo wielokierunkowym działaniu. A naturalna pielęgnacja wcale nie musi rujnować naszego portfela czy zabierać nam sporo czasu. Stosując naturalne kosmetyki, stosujemy je dokładnie w ten sam sposób jak kosmetyki drogeryjne, kosztują bardzo podobne ceny. Zabawy z półproduktami zazwyczaj są bardziej pracochłonne, jednak zainteresowanie nimi pojawia się w wyniku miłości do naturalnej pielęgnacji :D Nie od razu Rzym zbudowano! Warto zacząć od małych kroków i zobaczyć, czego potrzeba naszej skórze :)

Ależ się dziś rozpisałam! Mam nadzieję, że miło się Wam czytało ten post i że uchyliłam Wam chociaż rąbek tajemnicy składników INCI :) Trzymajcie kciuki za naprawę mojego laptopa, żebym mogła do Was szybciutko wrócić ze zdjęciami!

Pozdrawiam =*


[133.] Hennowanie brwi.

[133.] Hennowanie brwi.

Witam!
Jak zapewne zauważyłyście, we wszystkich moich "denkach" pojawia się henna Delia. Niedługo dodam kolejne, sierpniowe denko, dlatego też zanim o nim napiszę, postanowiłam napisać dla Was krótką recenzję henny Delia oraz pokazać Wam, w jaki sposób hennuję brwi.





Henna Delia towarzyszy mi już od trzech lat. To właśnie na studiach miałam pierwszą styczność z henną, jednak była to henna w żelu (nie pamiętam nazwy firmy). Zauważając, jak łatwo można podkreślić spojrzenie hennowaniem brwi, kupiłam tę najłatwiej dostępną. Do dziś kupuję Delię w Rossmanie :)


W opakowaniu znajdują się dwa foliowe woreczki- w jednym znajduje się henna a w drugim utleniacz w formie płynnej. Zawartość obu opakowań mieszamy ze sobą w proporcji 1:1. Pamiętajmy, że tak rozrobiona henna jest aktywna przez ok. 20 minut. Dlatego należy rozrobić hennę tuż przed nałożeniem a po zakończonym zabiegu wyrzucić resztkę. Z jednego opakowania henny wychodzi bardzo dużo mieszanki- gdy jestem w domu, spokojnie zużyję takie opakowanie na swoje brwi, mamy i babci + ewentualne poprawki (a i tak większa cześć henny idzie do kosza).

Mój sposób na hennowanie brwi jest sposobem dla osób doświadczonych w temacie- jednak wystarczy tylko kilka podejść do henny i każdy wykona hennowanie w taki właśnie sposób. Henną Delia nie da się zrobić sobie krzywdy- nie farbuje skóry, także nie musimy się obawiać efektu, jakbyśmy pomalowały brwi pisakiem. Mimo to henna szybko łapie i wystarczy trzymać ją pół minuty a nie 2 minuty jak zaleca to producent.

 Brwi przed zabiegiem.

 Ilość henny po rozrobieniu zawartości jednego opakowania.

 Zaczynam od nałożenia henny skośnym pędzelkiem o dość grubej średnicy. Staram się, by henna była rozłożona równomiernie i w miarę nie wychodziła poza granicę włosków.
 
 Szybko przecieram zwilżonym patyczkiem skórę dookoła brwi, by pozbyć się henny nałożonej na skórę.

 Brwi po hennowaniu. Pamiętajmy, że regulację wykonujemy dopiero PO hennie!
 
 Regulacja brwi przed nałożeniem henny mogłaby skutkować podrażnieniem skóry. Dlatego ważne jest, żeby najpierw hennować brwi a następnie je regulować.

Brwi po zakończeniu zabiegu.

Henna utrzymuje się na brwiach około 2 tygodni. Jej trwałość jest jednak sprawą indywidualną- mojej babci wystarczy zrobienie henny raz na kilka miesięcy ;)
Najchętniej używam brązowej henny, ponieważ ładnie podkreśla ciepły odcień cery. Dodatkowo pasuje do rudych, czerwonych, brązowych czy blond włosów. 
Grafitową hennę polecam dla osób z chłodnym odcieniem karnacji- szczególnie, jeśli Wasze włosy mają popielate refleksy. Grafitowa henna pasuje 70% Polek.
Natomiast z czarną henną radzę uważać! Nadaje się jedynie dla osób o czarnych włosach. Najlepsze zastosowanie dla czarnej henny znajduję nakładając ją na rzęsy. Jedynie osobom o jasnych rzęsach zalecam stosowanie brązowej henny.

A jak dobrać odpowiednią intensywność koloru brwi? Pamiętajmy o zasadzie, że najjaśniejsze powinny być nasze włosy, ciemniejsze lub takiego samego koloru brwi a najciemniejszego koloru powinny być rzęsy. Wtedy oprawa naszego oka tworzy całość oraz ładnie i naturalnie podkreśla głębokość spojrzenia.

Jeszcze raz dla przypomnienia efekt "przed" i "po":


Efekt jest bardzo delikatny, nie musimy się obawiać, że "najpierw będą szły brwi, potem my". Mimo tak subtelnego podkreślenia oka widzimy, że twarz oraz oczy wyglądają na bardziej wyraźne, gdy brwi są podkreślone. Serdecznie polecam zabieg hennowania brwi!

Dodatkowo pochwalę się, że... znalazłam pracę i od początku września jestem dermokonsultantką firmy Sylveco! Wiecie, że pokochałam te kosmetyki od pierwszego użycia, nie raz Wam o nich wspominałam. Napisałam do firmy Sylveco z pytaniem, czy nie poszukują może dermokonsultantki, w wiadomości załączyłam swoje CV oraz list motywacyjny i- ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu- firma oddzwoniła by umówić się na rozmowę kwalifikacyjną. Później poszło już z górki :) Teraz zarażam miłością do Sylveco swoich bliskich, rozdaję im próbki, czy sobie tego życzą, czy nie ;). A dziś za zaangażowanie się w dermokonsultacje oraz mile spędzony czas, zostałam nagrodzona słoikiem miodu słonecznikowego! (Był to miły prezent od właściciela lokalu, w którym przeprowadzałam dermokonsultacje. Stresowałam się jednak, czy to czasem nie podchodzi pod łapówkę?!)

Także spodziewajcie się jeszcze niejednej recenzji Sylveco`wych produktów! ;)

Pozdrawiam! =*

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl