Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło. Pokaż wszystkie posty
[534.] Bananove love

[534.] Bananove love

Zapach kosmetyku nigdy nie jest dla mnie wytyczną, którą się kieruję - ważniejszy jest dla mnie skład i działanie. Jednak pomimo tego rygoru nie potrafię oprzeć się kosmetykom o ujmujących aromatach. Najbardziej lubię zapachy pudrowe, w typie wodnym, czy "świeżego prania" natomiast owocowe nuty od razu poprawiają mi humor i pobudzają do działania! Jednym z zapachów, któremu nie potrafię się oprzeć jest banan - o ile prawdziwy, świeży banan ma niemal niewyczuwalny aromat o tyle kosmetyczna wersja odpowiadająca aromatowi banana sprawia, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Ten zapach szczególnie dobrze komponuje się z letnią beztroską i sprawia, że uśmiech sam pojawia się na twarzy.


W ostatnich tygodniach natrafiłam aż na 3 kosmetyki o naturalnym składzie INCI, które posiadały bananowy aromat. Dziś chciałabym Wam je opisać - zwłaszcza, jeśli podobnie jak ja, lubicie owocowe nuty!

Tegoroczny szał na kosmetyki bananowe rozpoczął się u mnie początkiem czerwca, gdy dowiedziałam się od Was, że Fructis wypuścił 4 maski do włosów o naturalnym składzie, w tym jedna w wersji bananowej (pochwaliłam się Wam maską Fructis o dobrym składzie, którą przywiozłam z Ukrainy a Wy zalałyście mnie wiadomościami, że maski te są dostępne również w Polsce!). Do tej pory stosowałam jedynie wersję papaja i najwyższa pora, by wypróbować inną - tym razem mój wybór padł oczywiście na banan i zaobserwowałam, że jest to wersja, która najszybciej znika ze sklepowych półek - nie wiem tylko, czy bardziej chodzi o działanie, czy może zapach?

Recenzja maski Garnier Fructis Superfood Papaya (wersja ukraińska)
Porównanie masek Garnier Fructis Superfood/Hairfood Papaya w wersji polskiej i ukraińskiej



Zapach tej maski nie jest typowo bananowy - jest słodki i troszkę ciężki, z wyczuwalną nutą wanilii. Mogłabym wręcz go określić jako waniliowy budyń z dodatkiem banana - a że lubię zarówno aromat wanilii jak i banana, to zapach jak najbardziej przypadł mi do gustu! Co dodatkowo bardzo mnie cieszy - zapach utrzymuje się na włosach jeszcze przez długi czas od ich umycia!

Skład INCI maski:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Butyrospermum Parkii Butter, Olea Europaea Oil, Musa Paradisiaca Fruit Extract, Glycine Soja Oil/Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Persea Gratissima Oil, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Eugenol, Coumarin, Benzyl Alcohol, Parfum/Fragrance


Maska posiada przyjemną - budyniową - konsystencję, która bez trudu aplikuje się na włosach. Mocno je wygładza, dyscyplinuje, nawilża i zapobiega puszeniu. Po zastosowaniu włosy są gładkie i lśniące. W porównaniu do wersji z papają, ta maska jest znacznie mocniej wygładzająca, mogłabym polecić ją osobom mającym problem z suchymi, wysokoporowatymi włosami. Osobiście muszę uważać na to, ile maski aplikuję - jeśli nałożę zbyt dużo, nadmiernie obciąża kosmyki (mam tendencję do tracenia objętości włosów).

Cena: ok. 25 zł / 390 ml
Link do sklepu


Drugim kosmetykiem o aromacie banana, który niesamowicie mnie ucieszył, jest pianka do mycia rąk dla dzieci firmy Cien! Jest to kosmetyk dostępny tylko w sklepach sieci Lidl ale dzięki temu łatwo dostępny i w przystępnej cenie (6 zł!).

Pianka ta jest nowością w Lidlu i występuje jeszcze w innych wariantach zapachowych: malina, coca-cola i sensitive. Skład pianki jest wzorowy, Producent gwarantuje nam fizjologiczne pH dlatego produkt mogą stosować nie tylko dzieci (od 1 roku życia, co jest wyszczególnione na etykiecie) ale i dorośli! Piankę wykorzystuję do mycia ciała, wypróbowałam ją również do mycia twarzy - na cerze nie powoduje uczucia dyskomfortu ("ściągnięcia") a na skórze nie powoduje swędzenia. Pianka jest puszysta, aplikuje się ją bez trudu a po jej zastosowaniu skóra jest aksamitnie gładka! Zapach banana jest wyczuwalny, ale nie jest mocny ani przesadzony - nie jest męczący po kilku użyciach, co często zdarza się w przypadku owocowych aromatów!


W składzie pianki znajdziemy same delikatne substancje myjące, dlatego będę po nią z pewnością sięgać systematycznie! Mam nadzieję, że nie zostanie szybko wycofana ze sprzedaży.

Skład INCI pianki:
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Cocoyl Apple Amino Acids, Avena Sativa Kernel Extract, Citric Acid, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Denatonium Benzoate 

Cena: 6 zł / 300 ml
Dostępność: na wyłączność sklepów Lidl


Ostatnim kosmetykiem bananowym, który mnie wręcz uzależnił, jest bananowy krem do ciała "Banana MilkShake" Organic Therapy, który faktycznie aromatem przypomina bananowy shake - jest słodki ale również nie przesadzony ani nie mdlący. Aromat długo utrzymuje się na skórze i pozytywnie nastraja na cały dzień!

Krem posiada mocne właściwości nawilżające, sprawia, że skóra jest przyjemnie gładka i miękka. Dobrze się wchłania i pozostawia na skórze bardzo delikatny, zmiękczający film. Pomimo mało zachęcającego opakowania (plastikowy słoik) daje się łatwo wydobyć a podczas aplikacji nie powoduje rolowania ani bielenia na skórze.


W składzie poza odżywczym bananem (bogaty w potas i wit. z grupy B), znajdziemy masło shea, awokado i olej makadamia - każda z tych substancji bardzo dobrze sprawdza się na mojej skórze, dlatego nie dziwię się, że tak bardzo przypadł mi do gustu! Dodatkowy punkt za palmitynian izopropylu (substancja zapobiegająca utracie wody z naskórka), ponieważ to właśnie on odpowiada za uczucie aksamitnej gładkości skóry (jest to substancja dopuszczona do stosowania w kosmetykach naturalnych).

Skład INCI balsamu:
Aqua with infusions of Organic Vanilla Planifolia Seed Extract, Organic musa Acuminata Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Butyrospermum Parkii Butter, Octadecanol, Coco-Caprylat/Caprat, Glycerin, Isopropyl Pamitate, Glyceryl Stearate, Organic Hydrogenated Avokado Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid

Cena: ok. 35 zł / 450 ml (aktualnie w Lidlach i Auchan jest na niego promocja i można go dostać w cenie znacznie niższej!)
Link do sklepu


Jestem bardzo ciekawa, czy spotkałyście się już z powyższymi kosmetykami i jak spisują się one u Was? A może któreś z powyższych kosmetyków macie już od jakiegoś czasu na oku?

Pamiętajcie, że zaglądam na Instagramie na hasztag #kosmetologianaturalnie i sprawdzam, co u Was słychać i jakie naturalne kosmetyki aktualnie stosujecie!

Lubicie zapach bananowych kosmetyków, czy może jednak jest dla Was zbyt słodki?

Pozdrawiam serdecznie!
[530.] Aktualna pielęgnacja cery!

[530.] Aktualna pielęgnacja cery!


W ostatnich tygodniach zmieniłam wiele kosmetyków do twarzy, dlatego dziś przychodzę do Was z aktualizacją kosmetyków pielęgnacyjnych jakie stosuję - co nowego? Jak się spisują? Których Ulubieńców stosuję niezmiennie? 


Zacznijmy od niezwykle apetycznej maseczki Be.Loved z czekoladą - pierwsze wrażenie to oczywiście niesamowicie aromatyczny, czekoladowy zapach, który wydobywa się po odkręceniu słoiczka! Do tej pory miałam przykre doświadczenia z kosmetykami z czekoladą - było to jeszcze w czasach nastoletnich, gdy nie miałam najmniejszego pojęcia o kosmetykach jednak po kilku próbach stosowania preparatów z czekoladą doszłam do wniosku, że czekoladowy (chemiczny) aromat nie jest dla mnie. Apogeum mojej "miłości" do czekoladowych kosmetyków osiągnął podarunek od ówczesnego chłopaka, który chcąc zrobić mi miłą niespodziankę na walentynki, kupił mi zestaw czekoladowych kosmetyków - by nie sprawić mu przykrości stosowałam te kosmetyki ale ich zapach przyprawiał mnie o mdłości (czego to człowiek nie zrobił dla nastoletniej miłości?) - od tamtej pory powiedziałam kategoryczne "NIE" kosmetykom z czekoladą, aż do maski Be.Loved - naturalna pielęgnacja nie zawiodła mnie również w kwestii aromatu czekolady - dodatek prawdziwego kakao do kosmetyku nadaje mu niesamowitego aromatu, jest to całkowicie przeciwny biegun do chemicznego zapachu czekolady!

Jednak kakao w tej maseczce ma nie tylko właściwości uprzyjemniające stosowanie - przede wszystkim kakao dostarcza skórze wielu substancji odżywczych (magnez!) a także wpływa ujędrniająco na skórę. Rozluźnia mięśnie, dzięki czemu rysy twarzy są delikatniejsze, nie pogłębiają się zmarszczki mimiczne a cera prezentuje się znacznie bardziej promiennie i świeżo! Poza kakao, w maseczce znajdziemy ekstrakt z granatu, róży czy oleju konopnego, które dodatkowo pielęgnują skórę.

Maseczka ma postać gęstego, zbitego masła, jednak pod wpływem ciepła dłoni szybko się rozpływa co ułatwia jej aplikację. W kontakcie z ciepłem skóry aromat czekolady jest wciąż wyczuwalny, co znacznie poprawia humor! Maseczka ze względu na swoją masełkową konsystencję nie jest całkowicie spłukiwalna pod wpływem wody, więc to, czy Wasza cera ją polubi, musicie ocenić sami. Osobiście podczas spłukiwania maseczki wyczuwam film pod palcami, ale po wyjściu z kąpieli i lekkim odciśnięciu twarzy w chusteczkę, nie mam już po tym odczuciu ani śladu. Za to skóra jest przyjemnie gładka, miękka, nawilżona i nie domaga się aplikacji kremu.


INCI:
Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Theobroma Cacao Powder, Oryza Sativa Powder,  Moroccan lava clay, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Extract, Glycerin, Rosa Canina Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Ananas Sativus Stem Powder

Cena: ok. 110 zł / 30 ml
Link do sklepu


Kosmetykiem, który wciąż gości w mojej łazience jest niezmiennie serum anti-age dla cery suchej i wrażliwej Planeta Organica - to serum niesamowicie służy mojej skórze - wycisza grę naczyń krwionośnych poprzez wzmocnienie naczynek a duża dawka antyoksydantów opóźnia procesy starzenia się skóry. Mimo, że serum jest lekkie, żelowe i absolutnie nie zapycha mojej cery, to ostatnimi czasy obserwuję lekkie nasilenie zmian trądzikowych, które okazało się wynikiem dusznych nocy. Dlatego sądzę, że wrócę do wersji dla cery tłustej i mieszanej tego serum, ponieważ również je sobie chwalę - powinno wspomóc gojenie się niechcianych zmian. Natomiast nawiązując do wcześniejszej maseczki - nie nakładam serum Planeta Organica na twarz po zastosowaniu maseczki Be.Loved - obawiam się, że byłoby to bezcelowe działanie, ponieważ oleje z maseczki wchłonięte w skórę mogą blokować wnikanie substancji czynnych z serum. Dlatego w inny dzień stosuję maseczki a w inny sera:

Mój tygodniowy plan pielęgnacji cery

   
INCI:
Aqua, Glycerin, Saccharide Isomerate, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Vegetable Protein, Panax Ginseng Root Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil, Asparagus Racemosus Root Extract, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis Oil, Saccharide Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album Oil, Myrtus Communis Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Oryza Sativa Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Iris Florentina Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Curcuma Longa Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Citrus Grandis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide Dismutase, Tocopherol, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Squalane, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Iron Oxydes
 
Cena: ok. 35 zł / 50 ml
 
Od jakiegoś czasu podglądam poczynania nowej marki polskich kosmetyków naturalnych - Senelle - zdecydowałam się wypróbować kilka ich kosmetyków i na "pierwszy ogień" poszedł ich korygujący krem pod oczy z serii "Summer". Niestety, okazał się zbyt mocny dla mojej skóry, powodował zaczerwienienie i podrażnienie w okolicy oka. Absolutnie nie umniejszam temu kosmetykowi - mam bardzo reaktywną okolicę oczu i zdarza się, że właśnie w taki sposób reaguje na bogactwo substancji czynnych. Właśnie przez takie sytuacje wciąż powtarzany jest mit, że kosmetyki naturalne nie są dobrym wyborem dla cer wrażliwych. Ale jeśli kosmetyk ma działać, musi posiadać substancje oddziałujące na skórę i wnikające w nią - co jednocześnie niesie za sobą ryzyko podrażnień u osób o cerze wrażliwej. Nie zraziło mnie to nawet w najmniejszym stopniu do firmy, ponieważ uczulenia to kwestia indywidualna - a nawet osoby o bardzo wrażliwych skórach mogą znaleźć wśród kosmetyków naturalnych odpowiadające im preparaty!

Z samym kremem wiązałam duże nadzieje, ponieważ ma bardzo ciekawą konsystencję, która z pewnością przypadłaby do gustu wielu z Wam - treściwy, gęsty, jednak nietłusty i jednocześnie dobrze wchłanialny o bardzo przyjemnym aromacie. Jest zapakowany z higieniczne opakowanie z pompką a przychodzi do nas w niezwykle eleganckim opakowaniu, która cieszy oko. Polecam zwrócić na niego uwagę, może spisze się u Was? Tylko jeśli macie równie wrażliwą okolicę oka jak ja, pamiętajcie o wykonaniu próby uczuleniowej!


INCI:
Aqua, Glycerin, Isoamyl Laurate, Linum Usitatissimum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Propanediol, Coco Caprylate/Caprate, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Cetearyl Olivate, Solanum Lycopersicum Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Alcohol, Oak Root Extract, Punica Granatum Flower Extract, Caffeine, Papaver Rhoeas Petal Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Sodium Phytate, Biosaccharide Gum-1, Caesalpinia Spinosa Gum, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum

Cena: ok. 80 zł / 15 ml
Link do sklepu


Będąc więc w potrzebie zakupu kosmetyku przeznaczonego na okolicę oczu, sięgnęłam po kosmetyk, który znam i bardzo dobrze się u mnie sprawdza - przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Vianek! Jest to mój ulubiony krem pod oczy z całej gamy kosmetyków Sylveco, dlatego nie mając czasu na poszukiwania nowości, wybrałam znany preparat. Krem skutecznie niweluje obrzęki wokół oczu dzięki teofilinie, teobrominie oraz kofeinie w nim zawartym a kwas hialuronowy mocno nawilża okolicę oka i dba, by przede wszystkim nie uległa odwodnieniu. W składzie znajdziemy również takie substancje jak ekstrakt z miłorzębu, olej z pestek truskawek, malin oraz koenzym Q10, które przede wszystkim opóźniają procesy starzenia się skóry.

Zmarszczki - czy można je spłycić?

Wersja przeciwzmarszczkowa kremu pod oczy Vianek posiada najbardziej treściwą konsystencję spośród kosmetyków pod oczy tej marki, dlatego jeśli wymagacie mocnego nawilżenia skóry polecam zwrócić na niego uwagę!

Mocno nawilżające kremy pod oczy

INCI: 
Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum

Cena: ok. 34 zł / 15 ml
Link do sklepu


Skoro jesteśmy już przy kremach, koniecznie muszę wspomnieć Wam o dwóch nowościach, jakie zagościły u mnie w ostatnim czasie! Zacznijmy od nowości firmy Resibo, miejskiego kremu ochronnego. Skusiłam się na niego ze względu na jego właściwości silnie antyoksydacyjne - jego celem jest ochrona skóry przed powstawaniem wolnych rodników nie tylko podczas ekspozycji na promieniowanie UV ale również IR (podczerwień) oraz światłem niebieskim emitowanym przez ekrany smartfonów, które również są podejrzewane o szkodliwy wpływ na naszą skórę. Krem o właściwościach anty-pollution powinien charakteryzować się treściwą konsystencją, która będzie stanowiła fizyczną barierę przed drażnieniem skóry cząsteczkami pyłów pochodzącymi ze smogu - jednak kto z nas lubi tłuste kremy? Resibo bardzo dobrze rozwiązało ten problem: krem jest dobrze wchłanialny, chociaż wyraźnie czuć, że jest minimalnie bardziej treściwy niż pozostałe kremy tej firmy. Pozostawia na uczucie aksamitnie gładkiej cery, które nie tylko ułatwia aplikację makijażu (zapobiega podkreślaniu porów i załamań skóry przez podkład) ale także tworzy barierę przed smogiem. Krem nie spowodował u mnie wysypu niedoskonałości, jak wspomniałam wcześniej - ma przyjemną, dobrze wchłanialną konsystencję, dlatego nie powoduje nadmiernego obciążenia skóry. Ze względu na bogactwo substancji przeciwutleniających (antyoksydantów) jak m. in. olej z otrąb ryżowych, olej z kiełków pszenicy, czy ekstrakt z kwiatów Budlei Dawida, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni świetlnych, takich jak UVA, UVB, IR czy skoncentrowane światło niebieskie i widzialne - był dla mnie oczywistym wyborem pod krem z filtrem! A dlaczego potrzebowałam kremu pielęgnującego pod filtr? O tym za chwilkę, najpierw zerknijmy w skład kremu Resibo:

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Oryza Sativa Bran Oil, Coco Caprylate/Caprate, C12-C16 Alcohols, Caprylic/Capric Triglyceride, Triticum Vulgare Germ Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Palmitic Acid, Physalis Angulata Extract, Buddleja Officinalis Flower Extract, Hydrolyzed Algin, Sodium Hyaluronate, Saccharide Isomerate, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Lecithin, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Phenetyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum 

Cena: ok. 80 zł / 50 ml

Link do sklepu 


Zdecydowałam się na zdradę mojego dotychczasowego ulubieńca - Kafe Krasoty (La Cafe de Beaute) na filtr łatwo dostępny i w dobrej cenie - Biodermę Photo Mineral SPF 50. Jej skład opiera się o same substancje zapobiegające utracie wody z naskórka (emolienty), dlatego obawiałam się, że moja skóra może mieć problem z utrzymaniem odpowiedniego nawilżenia jeśli nie dostarczę jej humektantów (uroki wieku 25+, kiedy to poziom syntezy NMF [Naturalnego Czynnika Nawilżającego] skóry sukcesywnie spada). Nie było inaczej - po raz pierwszy doświadczyłam tego, o czym do tej pory jedynie słyszałam: o "wysuszeniu skóry" przez oleje.

Kompendium Wiedzy o stosowaniu olejów na twarz

INCI:
Decyl Oleate, Dicaprylyl Carbonate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Trigliceride, Cocoglycerides, Titanum Dioxide, Silica Dimethyl Silylate, Polyhydroxystaeric Acid, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Stearic Acid, Alumina, Tocopherol

Cena: ok. 35 zł / 100 g
Dostępny w aptekach  

Sądzę, że nawet nie tyle problemem były oleje, ponieważ z powodzeniem wykorzystuję je na noc a serum z dodatkiem humektantu nakładam jedynie 2x w tygodniu, ale bardziej połączenie mocnego słońca, wysokiego stężenia filtrów fizycznych oraz brak humektantów w składzie. O ile tę ostatnią kwestię wyjaśniłam powyżej a efekt wysuszania skóry pod wpływem ekspozycji na UV jest oczywisty, o tyle chciałabym rozwinąć temat stężenia filtrów mineralnych w tym kosmetyku.

Otóż w przypadku kremów natrafiamy na informację, by zachować ich właściwości promieniochronne na poziomie SPF 50, należy stosować 1,5-2 mg kremu na cm kwadratowy skóry. A spray? Tłusta, oleista formuła tego spray`u uniemożliwia zaaplikowanie go w tak dużej ilości co przekłada się na pytanie - czy to oznacza, że wykazuje słabsze działanie? Niekoniecznie - jeśli przeszedł testy promieniochronne w takiej formule, oznacza to, iż wykazuje skuteczne właściwości przeciw UV już w mniejszej ilości, kosztem wyższego stężenia filtrów na mg kosmetyku. A że tlenek cynku i dwutlenek tytanu, jak i wszystkie pigmenty, wykazują lekko absorbujące właściwości, może się okazać, że ich wysokie stężenie nie służy skórze i doprowadza do jej wysuszenia. O ile aplikując spray Bioderma na krem Resibo nie zauważyłam pogorszenia stanu skóry (zasługa działania nawilżającego i odżywczego Resibo), to aplikując Biodermę na gołą skórę na ciele nabawiłam się dość mocnego wysuszenia skóry na przedramionach (na ręce najczęściej aplikowałam filtr, ponieważ mam je stale odsłonięte a w ostatnim czasie byłam w Macedonii, więc filtr był dla mnie koniecznością) a na wewnętrznej części ud nabawiłam się odparzeń (dużo spacerowaliśmy i podczas ocierania uda o udo dochodziło do mikro-podrażnień właśnie przez cząsteczki niezmikronizowanych filtrów. Taka sytuacja nie spotkała mnie jeszcze nigdy nawet, gdy byłam znacznie bardziej pulchna i podczas chodzenia uda ocierały o siebie znacznie mocniej.) Po tej sytuacji wiem, że do filtra Bioderma jeśli będę wracać, to z pewnością nie zabiorę go ponownie na aktywne wakacje.


Czy polecam ten filtr? Tak, jak najbardziej - zwłaszcza, że ma całkowicie bezpieczny skład, więc mogą śmiało po niego sięgać alergicy i posiadacze wrażliwych skór - ale zanim weźmiecie go ze sobą na urlop przetestujcie, jak spisuje się u Was. Osobiście pomimo, że uwielbiam kosmetyki i pielęgnację, to nie stosuję codziennie balsamu do ciała (odstawienie żeli z SLS i SLES przyczyniło się do mojego rozleniwienia - moja skóra zwyczajnie nie potrzebuje dodatkowego nawilżania) a stosowanie go rano + nakładanie na niego filtra nie byłoby dla mnie komfortowe.

SLS i SLES - wszystko, co powinnyście wiedzieć!

Największym minusem spary`u Bioderma było właśnie jego problematyczne stosowanie i użytkowanie. Natomiast kwestią, o której często mi piszecie i której i ja doświadczyłam, to zepsuty dozownik sprayu, dlatego musiałam przelać krem do innego pojemnika (z pompką). Jestem w stanie wiele wybaczyć kremowi z filtrem - tłustą konsystencję, bielenie, trudność w aplikacji, szybsze ścieranie się makijażu - ale jeśli Wy nie macie takich pokładów cierpliwości, to może się okazać, że ten spray niekoniecznie przypadnie Wam do gustu. Dlatego w celu wcześniejszego zapoznania się z kosmetykiem można udać się na dermokonsultacje lub pytać o jego próbki w aptekach.


Natomiast podczas wieczornej pielęgnacji pozostaję wierna olejom zamiast kremu. Aktualnie stosuję olej makadamia Mydlasie - kilka lat temu, jeszcze borykając się z trądzikiem lubiłam sięgać po olej makadamia, ponieważ jest lekkim olejem i nie powoduje pogorszenia cery trądzikowej. Byłam tak zadowolona z jego stosowania, że wypróbowałam oleje makadamia różnych firm a efekty finalne bardzo mnie zaskoczyły!

Porównanie olejów makadamia różnych firm

Dlatego przeglądając ofertę sklepu Mydlasie pomyślałam, że chciałabym powrócić do oleju makadamia - przypomnieć sobie jego działanie a także porównać ten olej do wcześniej przeze mnie stosowanych. Olej makadamia Mydlasie jest olejem zimnotłoczonym i nieperfumowanym, który doskonale nawilża skórę, jednocześnie jej nie obciążając. Na duży plus zasługuje duże opakowanie tego oleju, dzięki czemu stosuję go także do olejowania włosów. O tym, jak spisuje się na włosach, pisałam Wam jakiś czas temu:

Aktualna pielęgnacja włosów

Cena: ok. 11 zł / 50 ml

Oleje doceniam od samego początku mojej przygody z naturalną pielęgnacją, ale gdy spróbowałam maseł, przepadłam! Mam wrażenie, że mocniej zmiękczają naskórek niż olej, pozostawiając skórę niesamowicie miękką i przyjemną w dotyku. Moim ulubionym masłem jest awokado, ale mam zamiar popróbować także inne rodzaje maseł. Aktualnie wypróbowałam masło z zielonym jęczmieniem Botanicum Natural SPA - zdecydowałam się na nie ze względu na uniwersalność, która idealnie nadaje się na wyjazdy! Przede wszystkim masło nie rozleje się w bagażu a z jego pomocą mogę wykonać: demakijaż, zaaplikować na noc zamiast kremu, zastępuje mi także krem do rąk a w skrajnych przypadkach - balsam. Mogę również z jego pomocą "naolejować" włosy przed myciem - kto będąc na urlopie myśli o olejowaniu włosów? Cóż, Włosomaniaczki z pewnością mnie zrozumieją!

Masło Botanicum Natural SPA posiada bardzo przyjemną konsystencję - jest to masło, więc pozostawia na skórze film, jednak w przypadku mojej skóry całkiem dobrze się on wchłania, chociaż nie całkowicie. Masło posiada bardzo przyjemny, cytrusowy zapach, który uprzyjemnia jego stosowanie. Wbrew temu, co może się wydawać - nie posiada zbitej i twardej konsystencji, ale jest puszyste i bez trudu można go wydobyć z pojemniczka.

INCI:
Butyrospermum Parkii Butter & Wheatgrass Extract

Cena: ok. 50 zł / 120 ml
Link do sklepu 


Jednym z moich ostatnich hitów pielęgnacyjnych jest woda aloesowa (hydrolat) Beaute Marrakech. Na tę firmę natknęłam się w osiedlowym sklepie zielarskim (serdecznie pozdrawiam Dziewczyny z Eco Life!) i postanowiłam wypróbować hydrolat w wersji aloesowej, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim hydrolatem. Na testowaniu się nie skończyło, ponieważ zużyłam już kilka buteleczek i z pewnością na nich nie poprzestanę! Z jednej strony kusi mnie wypróbowanie innych hydrolatów Beaute Marrekech, z drugiej strony wciąż nie jest mi mało wody aloesowej!

Cena: ok. 16 zł / 125 ml
Link do sklepu - a osoby z Rzeszowa oczywiście zapraszam do Eco Life na ul. Staromiejskiej 1!


Ostatnim kosmetykiem o którym chciałabym Wam wspomnieć jest regenerująca pomadka do ust Vianek - już od dziecka borykam się z mocno wysuszonymi ustami, dlatego zawsze muszę mieć przy sobie pomadkę ochronną. Pomadka Vianek spisuje się u mnie wzorowo, mocno nawilża i regeneruje usta, zapobiega ich wysychaniu. Podczas jej stosowania nie pojawiły się na moich ustach żadne suche skórki. Przeplatam jej stosowanie z pomadką brzozową Sylveco, ponieważ zawarta w niej betulina ma właściwości przeciwwirusowe - zapobiega rozwojowi opryszczki.

Uważam, że poszerzenie oferty Vianek o pomadki było bardzo dobrym pomysłem, ponieważ ta marka kosmetyków wyróżnia się zapachami a większość z Pań lubi ładnie pachnące kosmetyki (i smaczne pomadki!) - możemy wybierać aż w 4 wersjach: moją ulubioną jest kojąca, tuż za nią na podium znajduje się odżywcza a regenerującą postawiłabym na miejscu 3. Nie dlatego, że mi nie smakuje - po prostu oszalałam na punkcie aromatów dwóch wcześniejszych! Natomiast rozczarowała mnie pomadka łagodząca, ponieważ miała smakować bananem a ja raczej wyczuwam w niej gumę balonową. Jednak w kwestii zapachów i smaków nie ma co dyskutować - każdy preferuje co innego!

INCI: 
Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Cera Alba, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Seed Butter, Lanolin, Carnauba Wax, Parfum

Cena: ok. 10 zł / 4,6 g
Link do sklepu


Tak właśnie prezentuje się moja aktualna pielęgnacja twarzy - o makijażu powiemy sobie osobno, ponieważ tam również zaszło kilka zmian!

Jestem bardzo ciekawa, czy któreś z powyższych kosmetyków przykuły Waszą uwagę? A może już je stosowałyście? Jak spisują się one u Was?

Pamiętajcie, że systematycznie sprawdzam na IG hasztag #kosmetologianaturalnie i podpatruję, czy kupiłyście coś z mojego polecenia lub też czy stosujecie się do porad zawartych na tej stronie! Ponadto szykuję dla Was konkurs na IG, więc koniecznie obserwujcie profil @kosmetologianaturalnie.pl !

Pozdrawiam serdecznie!
[508.] Ulubieńcy lutego!

[508.] Ulubieńcy lutego!

Ostatnimi czasy trafiam na wiele ciekawych kosmetyków, które okazują się prawdziwymi perełkami! Dlatego dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi odkryciami - znajdziecie wśród nich preparaty głównie do twarzy i ciała, ale i dla Włosomaniaczek znajdzie się gratka! W dodatku większość tych kosmetyków urzekła mnie zapachem!


Wygładzający krem do twarzy Figa, Mokosh


Zacznijmy od kremu Mokosh, ponieważ zakochałam się w nim bez pamięci i zdecydowanie uważam, że jest wart każdej wydanej na niego złotówki! Krem ten posiada treściwą, mocno nawilżającą a jednocześnie nietłustą konsystencję. Wspaniale łagodzi podrażnienia, goi drobne wypryski i niweluje zaczerwienienia cery. Mocno nawilża i ujednolica koloryt cery, staje się oba bardziej promienna i wygląda na wypoczętą. Krem ten posiada także delikatny i bardzo przyjemny zapach figi.

Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie wykończenie na skórze, jakie pozostawia ten krem - mimo mocno nawilżającej konsystencji wchłania się całkowicie i nie jest wyczuwalny na twarzy. Jednocześnie sprawia, że powierzchnia skóry faktycznie wydaje się być gładsza w ten sposób, że pory są mniej widoczne. Krem ten jednocześnie nie posiada żadnych substancji ściągających, efekt ten jest wynikiem starannego doboru substancji w nim zawartych, dzięki czemu możemy cieszyć się optycznie gładszą powierzchnią skóry!

INCI:
Aqua, Coco-Caprylate Caprate, Makadamia Ternifolia Oil, Polyglyceryl-3 Dicitrate/Stearate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Adansonia Digitata Seed Oil, Stearyl Alcohol, Cellulose, Xylitylglucoside, Xanthan Gum, Anhydroxylitol, Xylitol, Ficus Carica Fruit Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Tocopherol, Benzoic Acid, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Coumarin, Linalool

Cena: ok. 140 zł / 60 ml lub ok. 45 zł / 15 ml


Creme de la Creme, Lush Botanicals
 

W zimowym okresie częściej sięgam po masła do ciała niż balsamy, by mocno uelastycznić skórę i hamować ucieczkę z niej wody w sposób maksymalny. Creme de la Creme od Lush Botanicals sprawdza się w tej roli tak dobrze, że postanowiłam wykorzystywać go także jako preparat do twarzy na noc zamiast klasycznego kremu. Dzięki niemu skóra staje się niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku! Wspomaga także gojenie niedoskonałości na twarzy, co jest jego niewątpliwym plusem! 

Produkt ten jest niesamowicie wydajny i już jego niewielka ilość wystarcza, by rozprowadzić go po dużym obszarze skóry. To sprawia, że te 50 ml pojemności ciężko zużyć w terminie (a kosmetyki Lush Botanicals mają wyjątkowo krótkie daty ważności, gdyż są to preparaty całkowicie pozbawione konserwantów!) Creme de la Creme towarzyszy mi także podczas zabiegów masażu twarzy, na które uczęszczam raz w tygodniu! W czasie masażu skóra jeszcze lepiej chłonie substancje aktywne zawarte w kosmetykach, dlatego na drugi dzień po zabiegu prezentuje się ona znacznie lepiej - jest nawilżona, gładka, posiada zdrowy koloryt i mniej się czerwieni. Nie dziwi mnie to patrząc na ilość dobroczynnych składników zawartych w tym maśle! Lush Botanicals uwielbiam właśnie za maksimum substancji aktywnych!

INCI:
Mangifera Indica Seed Butter, Butyrospermum Parkii Fruit Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Astrocaryum Murumuru Seed Butter, Actinidia Chinensis Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Vitis Vinifera Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Persea Gratissima Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Tocopherol, Paullinia Cupana Seed Extract, Fragaria Ananassa Fruit Extract, Citrus Aurantium Amara Fruit Extract, Coffea Arabica Seed Extract, Daucus Carota Sativa Root Extract, Beta-Carotene, Nelumbo Nucifera Flower Oil, Plumeria Acutifolia Flower Oil, Citrus Nobilis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Citrus Limonum Peel Oil, Limonene 

Cena: 135 zł / 50 ml


Kwas hialuronowy 3% ze sklepu Mydlasie.pl


Kwas hialuronowy to jedna z pierwszych nazw, która przychodzi mi do głowy, gdy mam wymienić humektanty lub substancje bezpieczne i jednocześnie mocno nawilżające poprzez wiązanie cząsteczek wody w naskórku. Jedna cząsteczka kwasu hialuronowego może związać ich aż 250!

Jako ciekawostkę podpowiem, że kwas hialuronowy jest wyjątkowym specyfikiem pod względem chemicznym - posiada niezmienną cząsteczkę zarówno u prostych organizmów jak i tych najbardziej złożonych jak kręgowce. Dzięki temu kwas hialuronowy pozyskiwany do kosmetyków może być syntetyzowany przez bakterie co sprawia, że koszty jego produkcji są niskie. Kwas hialuronowy zaliczany jest do szczególnej grupy polisacharydów, które zbudowane są z powtarzających się cząsteczek dwucukrowych, tzw. glikozoaminoglikanów (GAGs). Jedną cząsteczką jest zawsze aminocukier a drugą - kwas uronowy. W naszej skórze istnieje jeszcze 5 GAGs odpowiadających za przeróżne funkcje, jednak kwas hialuronowy jako jedyny nie tworzy połączeń z białkami - nie staje się proteoglikanem. Jednak dzięki temu może oddziaływać na pozostałe GAGs i stanowić oś agregatu proteoglikanu zapewniając prawidłową strukturę skóry właściwej a także mazi stawowej czy gałki ocznej!

Kwas hialuronowy ma nie tylko zastosowanie w kosmetyce ale także medycynie estetycznej. Rozróżnia się kwas hialuronowy mało- i wielkocząsteczkowy a także usieciowany i nieusiecowany. Substancja ta jest tak ciekawa, że już na początku mojej blogowej przygody poświęciłam jej cały osobny artykuł, do którego serdecznie Was zapraszam!

Pomijając już ciekawostki chemiczne i anatomiczne, kwas hialuronowy wykazuje działanie nie tylko w teorii ale i praktyce. Aplikowany w formie serum pod krem lub olej dodatkowo nawilża skórę i sprawia, że staje się bardziej napięta. Zwłaszcza, jeśli jesteście osobami stosującymi oleje zamiast kremu, warto zwrócić uwagę na wzbogacanie pielęgnacji humektantami. Niektóre osoby podczas stosowania samych emolientów obserwują pogorszenie stanu cery, uczucie niedostatecznego nawilżenia i suchości mimo jednoczesnego natłuszczenia skóry. Dzieje się tak, gdy nasza skóra nie jest w stanie już samodzielnie wytworzyć odpowiednich ilości naturalnego czynnika nawilżającego (NMF) i trzeba wspomóc jego funkcjonowanie poprzez dodawanie humektantów. Oczywiście równie istotnym czynnikiem jest dieta i wypijanie odpowiednich ilości wody a efekt ten nie występuje u każdego. Nie chciałabym w żadnym wypadku odradzać Wam sięgania po oleje! To także jedne z najbardziej skutecznych substancji o szerokim spektrum działania - sama stosuję je co wieczór, niekoniecznie aplikując pod nie humektant (raczej skłaniam się ku metodzie stosowania serum 1-2x w tygodniu). Moja uwaga ma na celu pomoc, gdybyście zaobserwowały niepokojące pogorszenie stanu cery zamiast poprawy.

Kompendium Wiedzy o stosowaniu olejów na twarz

Natomiast w mojej łazience kwas hialuronowy przeżywa istny renesans! Okazało się, że moje włosy pokochały kwas hialuronowy jako nawilżający podkład pod oleje! Od kiedy stosuję ten humektant pod olej, włosy zdecydowanie mniej się puszą i nabrały niesamowitego połysku! Jednak to, co najmilej mnie zaskoczyło, to uczucie sprężystości włosa - nie są postrączkowane ani posklejane. To właśnie dzięki bardzo uważnemu podejściu do pielęgnacji PEH włosów, czyli rozpoczęciu stosowania kwas hialuronowy jako humektant przed każdym olejowaniem i myciem głowy a także systematyczne sięganie po proteiny sprawiło, że moje włosy zaczęły przypominać taflę!

Równowaga PEH w pielęgnacji włosów
Moja Włosowa Historia

Link do sklepu
Cena: ok. 26 zł / 30 ml 
 

Serum "Rewitalizacja", Asoa


Jest to serum o olejowej formule i to, co zachwyciło mnie w nim to obecność... właśnie kwasu hialuronowego! Stąd ten zachwyt? 

Otóż kwas hialuronowy nie jest substancją rozpuszczalną w olejach! Udało się go jednak zamknąć w olejowej formule dzięki specjalnie opracowanej metodzie połączenia z olejem rycynowym. Osobiście posiadam jeszcze starą formułę tego serum, w którym była zawarta najbezpieczniejsza forma witaminy A - Retinyl Palmitate - jednak ze względu na obawy ze strony klientów związane ze stosowaniem tej witaminy, marka postanowiła zmienić tę pochodną witaminy A na olej z nasion marchwi, który jest bogaty w beta-karoten, prekursor witaminy A. I wiecie, co w całej tej historii jest zabawne? 

Beta-karoten w naszej skórze przekształca się w ... palmitynian retinylu (Retinyl Palmitate)! :D Ale jakoś tak olej brzmi mniej groźnie niż ta chemiczna i dziwna nazwa. Warto pamiętać, że wszystko, co nas otacza to chemia - procesy zachodzące w skórze, żywność, zapachy - to chemia. Nie należy się jej obawiać i bezwzględnie unikać, lecz starać się zrozumieć a na tej podstawie wyciągać wnioski.

Ester witaminy A jakim jest palmitynian retinylu, nie wykazuje działania agresywnie złuszczającego jak czynią to niektóre inne pochodne tej witaminy (np. izotretynoina) lecz antyoksydacyjne. Reguluje także keratynizację naskórka jednak jak wspomniałam wcześniej - bez efektu złuszczania zwłaszcza, że do kosmetyków jest dodawana w rozsądnej ilości. 

Natomiast działanie serum oceniam jako wzorowe - cera staje się wyczuwalnie bardziej gładka i miękka, ma wyrównany koloryt cery, nabiera promienności! Rumień na skórze jest zdecydowanie mniej widoczny a sama cera mniej reaktywna i bardziej odporna na wpływ czynników zewnętrznych. Serum zapewnia intensywne nawilżenie, zmiękczenie oraz regenerację powierzchni skóry!

Kosmetyk ten zrobił na mnie tak dobre wrażenie, że zamierzam do niego wrócić - tym razem chciałabym wypróbować nową wersję tego serum, bez witaminy A za to z dodatkiem oleju z nasion marchwi- jestem ciekawa, czy będzie się spisywać równie dobrze?

INCI (nowa wersja!):
Sclerocarya Birrea Seed Oil, Persea Gratissima Oil,Simmondsia Chinensis Oil ,Vitis Vinifera Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Oenothera Biennis Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil,Triticum Vulgare Germ Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Sodium Hyaluronate, Ricinus Communis Seed Oil, hydrogenated Castor oil, Lavandula Angustifolia Oil, Cananga Odorata Flower Oil

Cena: ok. 75 zł / 30 ml


Peeling do twarzy "Naturalne Oczyszczanie", Asoa

Jest to peeling ziarnisty na całkowicie emolientowej bazie. Drobinki złuszczające- pestki aronii, czarnej porzeczki i moreli- są drobne ale gęsto usiane, dzięki czemu skutecznie usuwa martwe komórki naskórka. Podczas masowania cery należy zachować ostrożność - mimo, że drobinki są małe i sprawiają wrażenie delikatnych, to jest to złudny efekt - nieostrożnie wykonany peeling może skończyć się zbyt mocnym złuszczeniem naskórka!

Po wykonanym masażu warto pozostawić produkt na twarzy na kilka chwil, by substancje w nim zawarte miały szansę wpłynąć na skórę. Po spłukaniu peelingu wodą pozostaje na twarzy wyczuwalny film jednak nie należy od razu z tego powodu panikować i starać się na siłę zetrzeć lub usunąć tę powłokę. Bardzo prawdopodobne, że po wyjściu z kąpieli i odciśnięciu twarzy w jednorazową chusteczkę, wraz z wodą zgromadzoną na twarzy odsączymy nadmiar olejów z jej powierzchni, dzięki czemu nie będzie ona tłusta lecz miękka, przyjemnie gładka i mocno nawilżona!

Warto także wspomnieć o umiejscowieniu w czasie wykonywania takiego peelingu. Przede wszystkim zalecam wykonywanie go tylko 1 x w tygodniu, ponieważ zbyt częsty peeling przyczynia się do pogorszenia stanu cery. Więcej o tym zjawisku pisałam w I części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka, zapraszam do przeczytania kolejnych części (u góry w zakładce "Pielęgnacja" lub przy pomocy wyszukiwarki na samym dole strony. Ponadto peeling Asoa nie posiada substancji powierzchniowo-czynnych (myjących), dlatego przed jego zastosowaniem należy wykonać demakijaż oraz dogłębne oczyszczenie skóry!


INCI:
Cocos Nucifera Oil, Persea Gratissima Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca, Aronia melanocarpa seed powder, Ribes nigrum seed powder, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Tocopheryl Acetate, Cananga Odorata Flower Oil, Limonene, Linalool, Isoeugenol, Pelargoniu Graveolens Oil

Cena: ok. 35 zł / 60 ml
 

Aktywator młodości "Witamina C", Ava


Serum to gości u mnie nie pierwszy raz - zanim pojawił się eliksir Vianek, to właśnie Ava posiadała w swojej ofercie preparat z witaminą C o całkiem przyjemnym składzie ale także atrakcyjnej cenie. Nic więc dziwnego, że z chęcią sięgam po to cudo!

Systematycznie stosowany (1-2x w tygodniu) nadaje cerze promienności i blasku! Jednocześnie wzmacnia naczynka i minimalizuje efekt rumienienia się cery.

Producent nie deklaruje, jakie stężenie witaminy C znajduje się w produkcie jednak uważam, że dobór stężenia jest trafny - nie podrażnia cery, co może się zdarzyć podczas intensywnych kuracji witaminą C. Z tego też względu niektóre osoby twierdzą, że nie widzą efektów jego stosowania. Sądzę, że wynika to z niewłaściwego stosowania preparatu - przede wszystkim jest on nastawiony na działanie związane ze stosowaniem witaminy C a ona by dać efekt, musi być stosowana długo i systematycznie - nie można oczekiwać po produkcie spektakularnego działania już po pierwszym użyciu zwłaszcza, że nie jest to preparat, który miałby np. nawilżać cerę poprzez hamowanie ucieczki wody z naskórka. Także w przypadku tego serum, należy dać skórze czas!

Serum z witaminą C jest polecane do stosowania w terapii cer z przebarwieniami, naczynkowych, dojrzałych oraz wymagających rewitalizacji, ujędrnienia, czy poprawy kolorytu. Coraz częściej docenia się istotę działania antyoksydantów w terapii cer trądzikowych, jako substancji zmniejszających stan zapalny, dlatego mogę polecić to serum także dla osób z niedoskonałościami cery zwłaszcza, że kosmetyk nie posiada substancji komedogennych (chociaż przypominam, że komedogenność jest kwestią indywidualną).

INCI:
Aqua, Sodium Ascorbylphosphate, Glycerin, Malpighia Glabra Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Carbomer

Link do sklepu
Cena: ok. 23 zł / 30 ml


Odżywczy olejek pod prysznic "Makadamia SPA", Eco Laboratorie

Z marką Eco Laboratorie wiąże mnie szczególna relacja - ich szampon do włosów suchych i łamliwych z awokado a także pianki i żele do mycia twarzy zrobiły rewolucję w mojej łazience! Dlatego też lubię zerkać, co też jeszcze ta marka ma w swojej ofercie, czy może znajdę kolejne perełki pielęgnacyjne? Tak też stało się po wypróbowaniu olejku pod prysznic!

Kosmetyk ten określany jest mianem olejku jednak pod względem składu jest to bardziej emulsja/mleczko. Konsystencją przypomina właśnie kosmetyk emulsyjny, jednak w kontakcie z wodą zaczyna się lekko pienić. Po umyciu pozostawia skórę gładką i nawilżoną, chociaż nie ma na niej wyczuwalnego, tłustego filmu. Wręcz przeciwnie - skóra pozostaje oczyszczona i odświeżona.

Olejek urzekł mnie swoim zapachem, dzięki któremu kąpiel sprawia mi jeszcze więcej radości! Kojarzycie ten delikatny zapach świeżego prania? W bardzo podobny sposób pachnie ten olejek - osobiście jestem wielką fanką tego typu zapachów i ubolewam, że bardzo mało perfum powstaje o takiej kompozycji zapachowej.

Skład INCI przedstawia się wzorowo, oparty jest o dwa bardzo delikatne środki myjące (zaznaczę na niebiesko):
Aqua, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocamidopropyl Betaine, Caprylic/capric triglycerides, Organic Euterpe extract, Pogostemon Cablin extract, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Xanthan Gum, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid

Cena: ok. 20 zł / 250 ml 


Peeling do ciała z płatkami kokosu, Fair Squared

Jest to bardzo delikatny peeling i z pewnością przypadnie do gustu osobom o wrażliwej skórze lub z problemem pękających naczynek. Z pewnością nie zrobimy sobie nim krzywdy, nie podrażnimy skóry ani nie wywołamy nadmiernego zaczerwienienia, które mogłoby prowadzić do osłabienia naczyń krwionośnych. Mimo takiej subtelności działania jest skutecznym kosmetykiem złuszczającym nadmiar martwych komórek naskórka. 

Produkt ten ma bardzo ciekawą, żelową formułę. Po wykonaniu peelingu warto pozostawić go na skórze na kilka chwil, ponieważ wtedy uczucie aksamitnie gładkiej skóry jest jeszcze bardziej wyczuwalne! 

Dużym plusem jest dla mnie to, że marka otwarcie deklaruje się jako stosująca surowce wg zasad sprawiedliwego handlu Fair Trade, co potwierdza licznymi certyfikatami!

INCI:
Aqua, Coco Glucoside, Disodium Cocoyl Glutamate,  Olea Europaea Oil, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, Diatomaceous Earth, Cocos Nucifera Fruit, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate,  Parfum, Tocopherol, Citric Acid, Linalool, Limonene, Coumarin

Cena: ok. 50 zł / 150 ml


 Tonik do twarzy z zieloną herbatą, Fair Squared
 

Kosmetyki marki Fair Trade zainteresowały mnie na tyle, że postanowiłam wypróbować także ich tonik. Był to mały eksperyment, ponieważ jak wiecie, moja cera nie przepada za tonikami zawierającymi substancje myjące, dlatego najczęściej sięgam po hydrolaty. Jednak ostatnimi czasy dużo czytałam o antyoksydacyjnym działaniu zielonej herbaty i postanowiłam zaryzykować - a nóż okaże się, że moja cera jest już bardziej odporna i ten niewielki dodatek delikatnych substancji myjących jej nie zaszkodzi?

Niestety z bólem serca muszę powiedzieć, że eksperyment się nie powiódł- dlatego postanowiłam znaleźć alternatywne rozwiązanie dla tego produktu. Postanowiłam spróbować zmywać nim makijaż oczu, ponieważ aktualnie wykorzystywany przeze mnie kosmetyk myjący (mleczko bi good z Austrii) nie radzi sobie z tuszem Vampire Lashes Lovely. I to był trafny pomysł, ponieważ zawarte w toniku substancje myjące idealnie rozpuszczały tusz, jednocześnie nie podrażniając oczu! W dodatku po systematycznym stosowaniu skóra wokół oczu zaczęła lepiej wyglądać, bardziej promiennie, nie zdarzały się żadne zasinienia ani opuchnięcia. 

Oczywiście stosowanie toniku jako kosmetyku do demakijażu nie jest trafnym pomysłem na co dzień, ponieważ oba kosmetyki mogą mieć odmienne pH (mogą, ale nie muszą - niektóre toniki mają pH fizjologiczne, ok. 5,5 a inne mogą mieć nawet 3,0). Chciałam jednak go zużyć a nie wyrzucać. Planuję zrobić post o alternatywnym wykorzystaniu kosmetyków - byłybyście zainteresowane? Może same stosujecie kosmetyki w odmienny sposób? Podzielcie się swoimi metodami, chętnie poczytam!

Tonik polecić mogę, ponieważ ma bardzo ładny skład a ta zielona herbata w nim zawarta bardzo do mnie przemawia. Jednak niech sięgają po niego osoby, które wiedzą, że ich skóry prawidłowo reagują na takie niewielkie ilości substancji myjących. 

INCI:
Aqua, Sucrose, Camelia Sinensis Leaf Extract, Glycerin, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Caprylate, Citric Acid, Potassium Sorbate, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Fragrance, Limonene, Linalool, Citral

Cena: ok. 35 zł / 150 ml

Płyn micelarny, Resibo


Jak wspomniałam wcześniej, aktualnie stosowany przeze mnie kosmetyk do demakijażu nie radzi sobie z tuszem do rzęs, dlatego podczas jego stosowania sięgam po inne kosmetyki do demakijażu oczu. Płyn micelarny Resibo bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoim działaniem, ponieważ już jego niewielka ilość wystarcza do wykonania dokładnego i skutecznego demakijażu! To niewątpliwa zaleta dla osób, które często podróżują - nie trzeba zabierać go ze sobą wiele, ponieważ jest bardzo wydajny. 

Kosmetyk bez trudu zmywa wszystkie kosmetyki kolorowe włącznie z eyelinerem i tuszem! Nie podrażnia ani nie szczypie w oczy. Dobrze przygotowuje skórę na dalsze czynności pielęgnacyjne jakim jest oczyszczanie dogłębne cery. 

Podoba mi się skład tego kosmetyku, zwłaszcza wysoka zawartość humektantow - gliceryna, pantenol, mannitol, mleczan sodu i "Sodium PCA" - pirolidokarboksykan sodu (trudna i chemicznie brzmiąca nazwa a jest to substancja naturalnie występująca w skórze, jedna ze składowych naturalnego czynnika nawilżającego (NMF)!)

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Mannitol, Lecithin, Salvia Officinalis Leaf Extract, Sodium PCA, Sodium Lactate, Sodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Caprylate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum

Cena: ok. 50 zł / 150 ml



Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? A może zainteresowałam Was którymś? Koniecznie dajcie znać!

Tymczasem chciałabym Was przeprosić, ale przez najbliższe dni kontakt ze mną będzie utrudniony - lecę na krótki urlop, na Wasze komentarze odpowiem jak tylko wrócę, obiecuję! A jeśli jesteście ciekawi, gdzie tym razem mnie "wywiało" zapraszam na instagram! :D

Pozdrawiam serdecznie,






Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl