[355.] Kolejny rok bez detergentów- mycie twarzy olejami oraz białą glinką.

[355.] Kolejny rok bez detergentów- mycie twarzy olejami oraz białą glinką.

Minął kolejny, drugi rok, odkąd myję twarz bez zastosowania detergentów. Postanowiłam opisać Wam kolejne zaobserwowane efekty, uwagi, zebrać najważniejsze informacje w jednym miejscu. Na blogu niejednokrotnie przewija się hasło "OCM" lub "mycie twarzy glinką"- nie każdy czytelnik wie, czym są te metody, dlatego ten post ma usystematyzować wiedzę na temat alternatywnych metod oczyszczania twarzy.

Odkąd pamiętam, borykałam się z problemem trądziku. O ile jest rzeczą normalną, że w wieku nastoletnim hormony szaleją i ciężko walczyć ze zmianami trądzikowymi, o tyle sprawa zaczęła mnie niepokoić, gdy mimo osiągnięcia pełnoletności a nawet później, na studiach, problem trądziku wciąż się utrzymywał.

2 lata temu trafiłam na blogu Aliny Rose na opis azjatyckiej metody mycia twarzy olejami (OCM). Metoda ta okazała się "strzałem w dziesiątkę"- pomogła mi zażegnać problem trądziku, aktualnie mogę szczerze powiedzieć- jestem posiadaczką cery normalnej.
 

Metoda mycia twarzy olejami działa na zasadzie polarności tłuszczy- sebum rozpuszcza się w mieszance olejów, którą przygotowujemy łącząc olej rycynowy wraz z odpowiednio dobranym olejem bazowym.
- O tym, czym dokładnie jest OCM, jak działa, jak wykonać mieszankę: KLIK
- Spis olejów dopasowanych do poszczególnych typów cery: KLIK


Kluczem do sukcesu okazał się fakt, że podczas mycia twarzy olejami, nie podrażniam ich środkami powierzchniowo-czynnymi (detergentami). Przez całe życie stosowałam kosmetyki z SLS, które wypłukiwały lipidy z ochronnej warstwy skóry. To sprawiało, że cera próbowała się bronić i w wytwarzała barierę ochronną w postaci nadmiaru sebum. A stąd prosta droga do zapchanych, rozszerzonych porów czy wyprysków...
- SLS i pochodne- post o szkodliwych detergentach: KLIK
- Jakie efekty zaobserwowałam po odstawieniu SLS w pielęgnacji całego ciała?: KLIK

Jedynym minusem OCM jest to, że jest to metoda czasochłonna. Wymaga wygospodarowania dodatkowych 20 minut zarówno rano jak i wieczorem. Widząc spektakularne efekty mycia twarzy olejami miałam motywację, by po nie sięgać. Jednak po dwóch latach zaczęłam poszukiwać prostszego rozwiązania i w ten sposób trafiłam na puder myjący Make Me BIO a później postanowiłam myć twarz samą białą glinką.
- Delikatny puder myjący, Make Me BIO: KLIK
- Mycie twarzy przy pomocy białej glinki: KLIK 
- Porównanie białych glinek różnych firm: KLIK


Po tych dwóch latach moja cera ma się fantastycznie- nie mam problemu z wypryskami, rozszerzonymi porami czy przetłuszczającą cerą. Mój portfel również ma się lepiej- oczyszczanie olejami czy glinką jest zdecydowanie bardziej ekonomiczne.

Dużą zaletą oczyszczania twarzy bez użycia detergentów jest to, że metody te spiszą się przy każdym typie skóry. W przypadku OCM należy wybrać odpowiednie oleje do swojego typu skóry i sporządzić mieszankę o odpowiednich proporcjach. Natomiast biała glinka jest najdelikatniejszą z glinek, nie podrażni ani nie wysuszy skór problematycznych a dogłębnie je oczyści. 

Jeśli posiadasz cerę problematyczną: naczynkową, suchą, wrażliwą, z wypryskami, rozszerzonymi porami czy trądzikiem- warto spróbować tych bardzo delikatnych metod mycia twarzy. Całkowita rezygnacja z detergentów przysłuży się takim cerom.

Przez pierwsze 1,5 roku myłam buzię olejami codziennie, zarówno rano jak i wieczorem. Od pół roku częściej skłaniam się ku glince, ponieważ jest to szybsza metoda. Jeśli jednak mam troszkę więcej czasu, sięgam po oleje- już podczas mycia nawilżają skórę a wykonując masaż relaksuję mięśnie, pobudzam skórę do produkowania kolagenu i elastyny, co ma na celu opóźnić procesy starzenia się skóry. Po konwencjonalne kosmetyki myjące (zazwyczaj żele lub emulsje) sięgam bardzo rzadko- zazwyczaj podczas wyjazdów.
- Porównanie oczyszczania twarzy żelami, białą glinką i OCM: KLIK

Jakie są Wasze ulubione metody mycia twarzy? Stosujecie OCM lub białą glinkę? Jakie efekty zaobserwowałyście u siebie? Jestem bardzo ciekawa!

Pozdrawiam serdecznie!






[354.] Kafe Krasoty | Le Cafe de Beaute - krem z filtrem SPF 30

[354.] Kafe Krasoty | Le Cafe de Beaute - krem z filtrem SPF 30

Pamiętacie o filtrach UV w okresie wakacyjnym? Ich stosowanie jest ważne zarówno dla zdrowia (działanie ochronne przed czerniakiem) oraz urody (zapobiega starzeniu skóry, przebarwieniom czy pękaniu naczyń krwionośnych).

Pisałam Wam notkę o kosmetykach z filtrami o bezpiecznych składach. Firma Kafe Krasoty (czy też Le Cafe de Beaute) znalazła się na tej liście i kiedy nadarzyła się okazja przetestowania tych kosmetyków, nie wahałam się ani chwili!


Skład INCI (na zielono zaznaczone substancje odżywcze, na żółto filtry UV):

Aqua,
Cocos Nucifera (Cocos) Butter (olej kokosowy), SPF 3,
Titanium Dioxide (Nano) and Aluminia and Stearic Acid- mieszanka zmikronizowanego dwutlenku tytanu (filtr fizyczny) z korundem (również filtr fizyczny) i kwasem stearynowym (emolient),
Cetearyl Alcohol- emolient,
Caprylic/capric triglycerides- substancje odbudowujące warstwę hydrolipidową skóry,
Glyceryl Monostearate- emolient,
Glycerin- pomaga wiązać wodę w naskórku,
Mangifera (Mango) Oil- masło mango,  SPF 5
Butyrospermum Parkii (Shea) Butter- masło Shea,  SPF 5,
Triticum Vulgare (Wheat Germ) Oil- olej z kiełków pszenicy, SPF 20,
Octocrylene- chemiczny filtr UV,
Butyl Methoxydibenzoylmethane- chemiczny filtr UV,
D-panthenol- prowitamina В5,
Allantoin- alantoina,
Xanthan Gum- odpowiada za konsystencję kosmetyku,
Parfum, 
Citric Acid- nadaje zapach, konserwuje oraz tonizuje skórę,
Benzoic Acid- bezpieczny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Sorbic Acid- bezpieczny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Dehydroacetic Acid- bezpieczny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Benzyl alcohol- bezpieczny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych.

Cena: ok. 28 zł
Pojemność: 100 ml

Moja opinia: 
To, za co bardzo polubiłam ten krem jest fakt, że poza substancjami promieniochronnymi posiada dużo składników aktywnych- oleje: kokosowy, mango, masło Shea czy łagodzące pantenol i alantoinę. Stosując ten krem nie musiałam martwić się o odpowiednie nawilżenie skóry.

Kosmetyk skutecznie chroni przed promieniowaniem UV a ponadto łatwo się rozsmarowuje. Podczas aplikacji nie pozostawia białego filmu. Co bardzo istotne, nie zawiera substancji, które mogłyby uwrażliwić skórę na promieniowanie UV i spowodować powstanie przebarwień.

Podczas dni, w których było mocne słońce a ja stosowałam ten krem, pojawiła się nieznaczna opalenizna, nie zaobserwowałam żadnych poparzeń czy podrażnień skóry. Natomiast już po jednym dniu, gdy nie posmarowałam ciała kremem, skóra piekła podczas ekspozycji na słońce. Wieczorem pojawiła się wyraźna, mocna opalenizna. To doświadczenie potwierdziło skuteczność działania ochronnego i sens stosowania tego kosmetyku.

Krem z powodzeniem można stosować pod makijaż- dobrze nawilża skórę, nie zapycha porów. Pozostawia lekki film na skórze, który stanowi bardzo dobrą bazę pod makijaż. Po zastosowaniu tego kremu makijaż nie spływa, skóra nie błyszczy się. Krem stosowałam również na powieki, nie powodował odbijania się tuszu, nie powodował rozmazania eyelinera.


Kosmetyk uważam za godny polecenia! Bardzo dobry stosunek ceny do jakości oraz efektów. Krem zagościł na stałe w mojej torebce, w ciągu dnia dokładam jego kolejną warstwę, by zapewnić lepszą ochronę. Mam chrapkę wypróbować również odpowiednik z filtrem SPF 50! Będziecie wypatrywać recenzji?

A jeśli ktoś boi się, że stosowanie kosmetyków z filtrem UV blokuje syntezę witaminy D, podsyłam do poczytania artykuł Sroki, z którym osobiście się zgadzam: KLIK

A czy znacie powyższy krem?
Pozdrawiam!







[353.] Odżywczy olejek, szampon oraz maska do włosów firmy Vianek

[353.] Odżywczy olejek, szampon oraz maska do włosów firmy Vianek



Wciąż jestem na etapie poznawania kosmetyków Vianek, zakochałam się w ich linii odżywczej! Od jakiegoś czasu kusiło mnie przetestować jakieś nowe kosmetyki do włosów. Z jednej strony bardzo obawiałam się używać nowych kosmetyków, ponieważ do moich włosów ciężko dopasować odpowiednie produkty, zazwyczaj eksperymenty kończyły się spuszonym sianem zamiast fryzury... 

Jednak jestem rasową kosmetykomaniaczką i nie byłabym sobą, gdybym nie uległa pokusie! Zaufałam marce Vianek i oferowanej przez nich serii odżywczej. Skoro tak zachwyciła mnie w pielęgnacji ciała i twarzy, pomyślałam, że warto wypróbować też kosmetyki do włosów. 

Przyznam, że obawiałam się efektu, jaki zobaczę na włosach. Bałam się również, jak zareaguje moja skóra głowy- czy będzie swędzieć? Czy pojawi się łupież? Miałam styczność z kosmetykami do włosów Sylveco i Biolaven. Szampony Sylveco pomogły mi wyleczyć się z łupieżu, jednak nie wygładzały dostatecznie włosów. Szampon Biolaven i lniana maska Sylveco okazali się przeciętniakami, wciąż za mało wygładzającymi. Odżywka Sylveco okazała się ulubieńcem na kilka miesięcy- nie prostowała włosów, ale nabłyszczała je i mocno dociążała. 
Pierwszy efekt jaki zaobserwowałam, to mocne pienienie się szamponu- część klientów Sylveco narzekała, że ich szampony słabo się pienią i ciężko je wypłukać z włosów. Tutaj absolutnie nie pojawia się taki problem, jednak obawiałam się, że mocna piana okaże się szkodliwa dla skóry głowy. Następnie nadszedł czas na maskę- zgłupiałam, gdy okazało się, że jej konsystencja jest zbita i gęsta. Te z Was, które wypróbowały maski Babuszki Agafii (jajeczną, łopianową lub drożdżową) zapewne wiedzą, co mam na myśli- maski Babuszki Agafii są rzadkie, lejące a ja używam jednej z tych masek (jajecznej) od roku i najzwyczajniej w świecie odzwyczaiłam się od klasycznych konsystencji masek! Najpierw miałam wrażenie, że nie pokryłam maską odpowiednio włosów a kiedy nałożyłam odpowiednią ilość, zaczęłam się zastanawiać, czy ich nie obciążę? Nałożyłam chyba pół opakowania... No, może takie troszkę mniejsze pół =).

Podczas spłukiwania maski włosy nie były miękkie. Raczej szorstkie i odrobinę tępe. Postawiłam krzyżyk nad Viankiem- na pewno się nie sprawdził... Chwyciłam w rękę Tangle Angel i nastąpiła chwila zawahania- czy uda mi się rozczesać włosy? "Cóż, trzeba!"- i zanurzyłam TA we włosach. Ku mojemu zdziwieniu szczotka gładko sunęła po kosmykach. Pomyślałam, że może coś jednak z tego eksperymentu będzie? Na rozczesane i wilgotne włosy nałożyłam jeszcze odrobinę maski i mimo, że jest w formie do spłukiwania, pozostawiłam ją na kosmykach. Efekt, który zauważyłam na wyschniętych włosach wręcz zwalił mnie z nóg! Sprawdźcie same!

Po lewej włosy po zaraz po wyschnięciu, po prawej włosy na drugi dzień- pofalowane, ponieważ śpię w warkoczu.

Powiem Wam szczerze- nie spodziewałam się tak dobrego efektu! Mało tego- zestaw ten może śmiało konkurować z moimi dotychczasowymi ulubieńcami- maską jajeczną Babuszki Agafii i szamponem Eco Laboratories do włosów osłabionych i łamliwych! Podczas upałów maska Babuszki Agafii i szampon Eco Laboratories troszeczkę niedomagał- włosy zaczynały się puszyć, zwłaszcza na drugi dzień po umyciu włosów. Kosmetyki Vianek mocniej wygładzały i dociążały włosy, nawet podczas upałów nie zaobserwowałam puszenia. Przy tym skalp nie przetłuszczał się, minimalnie swędział, ale nie pojawił się łupież, co najważniejsze!
Co stoi za sukcesem tej serii? Podejrzewam, że lecytyna sojowa. Moje włosy wręcz ją uwielbiają, znajduje się ona w masce jajecznej Babuszki Agafii (jako białko jaja kurzego) i jest to maska, która do tej pory najlepiej się u mnie spisywała. Zresztą, sprawdźmy jak prezentuje się skład każdego kosmetyku do włosów serii odżywczej Vianek!


Olejek do włosów:


Cena: ok. 20 zł

Skład:
Glycine Soja Oil- olej sojowy, działanie nawilżające oraz nabłyszczające,
Prunus Armeniaca Kernel Oil- olej z pestek moreli, działanie nawilżające oraz nabłyszczające,
Coco-Caprylate- naturalny zamiennik dla silikonów pozyskiwany z oleju kokosowego, nabłyszcza i natłuszcza,
Persea Gratissima Butter- masło awokado, działanie natłuszczające i nabłyszczające,
Calendula Officinalis Flower Extract- ekstrakt z nagietka, działanie odżywcze,
Pulmonaria Officinalis Extract- ekstrakt z miodunki, działanie odżywcze,
Potentillae Anserinae Herba Extract- ekstrakt z pięciornika, działanie odżywcze, odbudowujące,
Tocopheryl Acetate- witamina E, naturalny konserwant,
Hippophae Rhamnoides Oil- olej rokitnikowy, działanie odżywcze oraz natłuszczające,
Lecithin- lecytyna, działanie odżywcze, odbudowujące, nabłyszczające,
Parfum.

Moja opinia: Uwagę przykuwa piękny skład kosmetyku! Znajdziemy tam oleje, ekstrakty roślinne i tylko jeden, łagodny konserwant, jakim jest witamina E! Moje włosy bardzo lubią zioła, a połączenie nagietka z miodunką i pięciornikiem wręcz pokochały! Zazwyczaj żeby zobaczyć efekt stosowania jakiegoś olejku, muszę go zastosować kilka razy. Przy tym oleju efekt był widoczny zaraz po umyciu głowy- włosy stały się bardziej sprężyste, dociążone i pięknie błyszczały!


Szampon:


Cena: ok. 18 zł

Skład:  
Aqua, 
Cocamidopropyl Betaine- łagodny środek myjący,
Lauryl Glucoside- łagodny środek myjący,
Glycerin- gliceryna, pomaga wiązać wodę w strukturze włosa,
Mel Extract- miód, pomaga wiązać wodę w strukturze włosa oraz wygładza,
Decyl Glucoside- łagodny środek myjący,
Pulmonaria Officinalis Extract- ekstrakt z miodunki, działanie odżywcze,
Panthenol- pantenol, działanie łagodzące i kojące,
Coco- Glucoside- łagodny środek myjący,
Lecithin- lecytyna, działanie odżywcze, odbudowujące, nabłyszczające,
Prunus Armeniaca Kernel Oil- olej z pestek moreli, działanie nawilżające oraz nabłyszczające,
Glyceryl Oleate- emulgator pozyskiwany z oliwy z oliwek,
Lactic Acid- kwas mlekowy, domyka łuski włosa przez co wygładza je i nabłyszcza,
Cyamopsis Tetragonoloba Gum- guma guar, zagęstnik,
Sodium Benzoate- łagodny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum

Moja opinia: Szampon sprawdza się bardzo dobrze w połączeniu z maską Vianek a także maską Babuszki Agafii. Bardzo wyraźnie widać efekt jego działania- włosy są dociążone, błyszczące i gładkie. W składzie znajdziemy kilka substancji myjących, wszystkie delikatne i dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych. Ich ilość jest tak dobrana, by gwarantowały dobre pienienie i ułatwiły spłukanie. Szampon skutecznie domywał oleje, wygładzał włosy ale nie powodował ich przyklapnięcia. Nie przetłuszczał skóry głowy. Początkowo nie zauważyłam żadnego dyskomfortu na skórze głowy, jednak pod koniec denkowania butelki, pojawił się lekki świąd. Myślę, że wystarczyłoby stosować ten szampon zamiennie z szamponem, który mniej się pieni i wszystko byłoby w porządku. Najważniejsze, że nie pojawił się po nim łupież ani nie zaczęły wypadać włosy!


Maska:


Cena: ok. 19 zł

Skład:
Aqua, 
Cetearyl Alcohol- emolient, zapobiega utracie wody z włosa,
Mel Extract- miód, pomaga wiązać wodę w strukturze włosa oraz wygładza,
Cetyl Alcohol- emolient, zapobiega utracie wody z włosa,
Glycerin- gliceryna, pomaga wiązać wodę w strukturze włosa,
Prunus Armeniaca Kernel Oil- olej z pestek moreli, działanie nawilżające oraz nabłyszczające,
Ricinus Communis Seed Oil- olej rycynowy, działanie natłuszczające i nabłyszczające,
Persea Gratissima Butter- masło awokado, działanie natłuszczające i nabłyszczające,
Calendula Officinalis Flower Extract- ekstrakt z nagietka, działanie odżywcze,
Potentillae Anserinae Herba Extract- ekstrakt z pięciornika, działanie odżywcze, odbudowujące,
Stearic Acid- emolient, zapobiega utracie wody z włosa,
Decyl Glucoside- łagodny środek myjący,
Glyceryl Laurate- emolient, mocno dociąża i wygładza włos,
Panthenol- działanie łagodzące oraz domykające łuski włosa, przez co staje się on bardziej gładki i błyszczący,
Cyamopsis Tetragonoloba Gum- zagęstnik,
Lactic Acid- kwas mlekowy, domyka łuski włosa, przez co staje się on bardziej gładki i błyszczący,
Lecithin- lecytyna, działanie odżywcze, odbudowujące, nabłyszczające,
Tocopheryl Acetate- witamina E, naturalny konserwant,
Cocamidopropyl Betaine- łagodny środek myjący,
Sodium Benzoate- łagodny konserwant, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum

Moja opinia: Maska ma obłędny zapach, który utrzymuje się na włosach przez cały dzień! Efekty po użyciu maski- tak samo jak w przypadku pozostałych kosmetyków- zachwycające! Włosy są gładkie, bardziej sprężyste i lśniące. Przyznaję, że początkowo nie umiałam ocenić, ile powinnam zaaplikować tej maski ze względu na jej gęstą, maślaną konsystencję. Nakładałam jej zdecydowanie za dużo (a teraz tak mi szkoda!)- koniecznie będę musiała zakupić kolejne opakowanie!


Szampon, olejek i maska

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z całej serii. Z pewnością zagoszczą na stałe w mojej łazience. Jeśli macie problem z suchymi, puszącymi się i pozbawionymi blasku włosami- serdecznie polecam!

Wypróbowałam te kosmetyki również w połączeniu z produktami innych firm- w każdym połączeniu spisywały się rewelacyjnie, włosy zawsze były bardziej błyszczące i gładkie.

Na stronie internetowej Vianek.pl oraz wybranych sklepach (również stacjonarnych!) znajdziecie opakowania promocyjne szampon+olejek w cenie 30 zł! KLIK

A może znacie tę serię? Jak spisały się u Was te kosmetyki?
Pozdrawiam serdecznie!

[352.] Sylveco, Biolaven i Vianek- czym się różnią? Która marka dla kogo?

[352.] Sylveco, Biolaven i Vianek- czym się różnią? Która marka dla kogo?


Wiele osób, które znają już markę Sylveco pytają: "Czy różni się od kosmetyków Vianek? Która seria jest lepsza?". Dodatkowo zauważam pewną zależność dotyczącą serii Biolaven- klientki albo ją kochają albo nienawidzą- dlaczego tak się dzieje? 

Może i Wy zastanawiałyście się, jakie są podobieństwa i różnice pomiędzy tymi seriami? I po co nadawanie im różnych nazw? Czy wszystkie kosmetyki nie mogłyby być pod nazwą "Sylveco"?



PODOBIEŃSTWA:
1. Wszystkie kosmetyki z firmy Sylveco, są kosmetykami ekologicznymi, naturalnymi
Nie zawierają w sobie glikoli, PEGów, silikonów, etanolu, syntetycznych emolientów, pochodnych ropy naftowej, w tym wazeliny i parafiny. Są przyjazne środowisku, biodegradowalne, nietestowane na zwierzętach.

2. Mogą je stosować nawet osoby o skórach wrażliwych, alergicznych
Nie uczulają ani nie podrażniają. Jeśli któryś z kosmetyków posiada zapach, jest to albo olejek eteryczny, albo rzadko alergizujący dodatek zapachowy.

3. Mają wysokie stężenia substancji aktywnych
Wysokie stężenie substancji czynnych wpływa na skuteczność działania. To gwarantuje widoczną poprawę stanu skóry.


RÓŻNICE:
1. Hypoalergiczność
Kosmetyki, które są sygnaturowane jako "Sylveco" są to kosmetyki przeznaczone nawet dla bardzo wymagających skór, z problemami dermatologicznymi: AZS, ŁZS, łuszczycą, trądzikiem, łupieżem, świądem etc. Te kosmetyki mogą być stosowane nawet jako kosmetyki wspomagające działanie leków czy maści dermatologicznych. Kosmetyki Sylveco możemy stosować nawet na lekko naruszoną ciągłość naskórka tj. zadrapania, pękająca skóra dłoni i pięt, podrażnienia, ranki po wypryskach.

2. Zapach
Sylveco w większości nie posiadają zapachów, jednak jest kilka wyjątków. Żele do mycia twarzy: tymiankowy i rumiankowy, balsam kojący, płyn do płukania ust oraz żele do mycia ciała posiadają naturalne zapachy w postaci olejków eterycznych. Biolaven oraz Vianek to linie, które posiadają kompozycje zapachowe, jednak są to najrzadziej alergizujące zapachy, dlatego nawet w przypadku skór wrażliwych te kosmetyki mogą być stosowane.
3. Substancje aktywne
Słynna betulina (pozyskiwana z kory brzozy), na której została "zbudowana" marka Sylveco występuje tylko w linii "Sylveco". Dodatkowo w tej linii nie ma kosmetyków, u których powtórzyłyby się dokładnie takie same substancje aktywne. Jest to bardzo istotne, ponieważ u każda skóra lubi co innego. Dla przykładu: w Sylveco substancjami przeciwtrądzikowymi są m. in. kwas salicylowy, rumianek, tymianek, nagietek, aloes. Nie ma jednego skutecznego środka na pozbycie się wyprysków, wszystko zależy od naszej skóry. Dzięki skomponowaniu pielęgnacji w sposób urozmaicony mamy większe prawdopodobieństwo, że trafimy na substancję, która da wyraźny efekt na naszej skórze. Kosmetyki o różnych substancjach aktywnych różnią się też szatą graficzną. Dlatego czasem klientki pytają, czy nie mogę im polecić odżywkę z tego samego zestawu co szampon? Krem z tej samej serii co żel? Rozwiązaniem m. in. na te pytania miała być seria Biolaven- każdy kosmetyk w tej serii opiera się na olejku lawendowym oraz oleju z pestek winogron. Szata graficzna wszystkich kosmetyków Biolaven jest taka sama. To sprawia, że klient może dopasować żel do ciała i balsam z tej samej linii, o tych samych substancjach aktywnych, tym samym zapachu. Minusem natomiast jest to, że dane substancje aktywne mogą naszej skórze spasować, jednak możemy także nie zauważyć spektakularnego działania. I wtedy albo pokochamy całą linię, albo nie sprawdzi nam się żaden kosmetyk. Wśród klientek mam Panie, które bardzo chwalą sobie Biolaven, albo które skarżą się na brak efektów. Nigdy nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, gdy klientce pasował np. krem Biolaven, ale balsam już nie. Myślę, że w serii Vianek rozwiązanie jest najlepsze: mamy tutaj 6 linii, każda oznaczona innym kolorem. Kosmetyki mają w składzie różne substancje aktywne, co zwiększa prawdopodobieństwo skutecznego działania a szata graficzna od razu sugeruje, który kosmetyk powinno się dobrać.


4. Cena
Biolaven jest najtańszą serią, ceny wahają się od 16 zł (np. za płyn micelarny, żel do mycia twarzy) do 30 zł (za serum). Ceny Sylveco wahają się od 10 zł (za pomadkę) do 38 zł (za balsam). Vianek jest dużo bardziej zróżnicowany: każda linia mieści się w troszkę innym przedziale cenowym. Najtańszą linią jest odżywcza (pomarańczowa) od 15 zł (za krem do rąk) do 22 zł (za krem). Najdroższa jest linia ujędrniająca (czerwona), od 22 zł (za żel pod prysznic) do 34 zł (za olejek).

5. Uniwersalność
Biolaven jest linią przeznaczoną do każdego typu skóry. Te kosmetyki są tak skomponowane, by odpowiadać każdemu typowi cery. Jest to również bardzo dobra opcja dla osób rozpoczynających przygodę z naturalną pielęgnacją, czy dobry wybór na prezent. Vianek posiada 6 linii: nawilżającą, odżywczą, energetyzującą, łagodzącą, kojącą i ujędrniającą. Klient jest w stanie po samych informacjach na etykiecie wybrać kosmetyk, który najbardziej odpowiada jego potrzebom. W przypadku Sylveco sprawa jest utrudniona: na opakowaniach nie pisze klarownie "dla cery suchej/tłustej/naczynkowej" co sprawia, że osoba wybierająca kosmetyk czyta opis producenta i nierzadko ma wrażenie, że ten kosmetyk jest do wszystkiego. W myśl zasady "to, co jest do wszystkiego jest też do niczego" często zniechęca się do zakupu. Trzeba pamiętać, że zioła mają bardzo szerokie spektrum działania. Często klienci kupują kosmetyk po usłyszeniu dobrych recenzji, jednak nie umieją jednoznacznie określić, czy ten produkt na pewno jest dla ich typu skóry. Dlatego jeśli mamy wątpliwości, warto wziąć udział w dermokonsultacjach, albo dopytać sprzedawcy o przeznaczenie produktu.

6. Kremy do twarzy
Różnice w konsystencjach są bardzo wyczuwalne: Sylveco posiada w ofercie "kremy lekkie", które szybko się wchłaniają, nie zostawiają tłustej powłoki, idealnie spisują się na dzień, pod makijaż. Natomiast kremy "z betuliną" mają gęste, półtłuste konsystencje. Stosowane na noc nie zapychają cery, jednak nakładanie na nie makijażu może być problematyczne, ponieważ nie wchłaniają się tak szybko jak ich "lekkie" wersje. Nie każdy lubi ten typ konsystencji, dlatego w serii Vianek wszystkie kremy są dobrze wchłanialne, nie pozostawiają tłustej powłoki. Natomiast z serii Biolaven krem na dzień jest ciut gęstszy niż kremy "lekkie" Sylveco czy kremy z oferty Vianek a krem na noc ma bardziej treściwą konsystencję niż kremy Vianek, lżejszą i bardziej kremową niż kremy "z betuliną" Sylveco.

7. Kremy pod oczy
Łagodzący krem pod oczy Sylveco w ogóle nie uczula ani nie podrażnia, także spisze się u osób o bardzo wrażliwej i alergicznej cerze. Można go stosować po zabiegach okulistycznych. Ma pojemność aż 30 ml, przez co wystarcza na bardzo długo. Kremy pod oczy Vianek posiadają tylko 15 ml pojemności. Są treściwsze niż krem Sylveco- zdarzały się uwagi, że krem Sylveco jest zbyt lekki, nie daje wystarczającego uczucia nawilżenia. Dla takich osób zdecydowanie lepszą alternatywą będzie Vianek, przy czym warto zaznaczyć, ze wersja odżywcza jest najbardziej treściwa. Wersja nawilżająca Vianek jest wzbogacona o kwas hialuronowy, który daje natychmiastowe uczucie nawilżenia skóry. Jeśli zależy nam na mocnym działaniu przeciwzmarszczkowym, również bardziej polecę serię Vianek. Każdy z w/w kremów pod oczy można stosować zarówno na górną jak i na dolną powiekę, można nakładać je grubą warstwą na noc w formie maseczki. Biolaven nie posiada w swojej ofercie kremu pod oczy.
8. Mleczka
W ofercie serii Sylveco znajdziemy tylko jedno mleczko- arnikowe. Jest ono wykonane w myśl zasady oczyszczania twarzy olejami (OCM), dlatego nie znajdziemy w nim żadnego detergentu, substancją oczyszczającą jest olej rycynowy. Natomiast w mleczkach Vianek znajduje się delikatny środek powierzchniowo-czynny, betaina kokamidopropylowa (Cocamidopropyl Betaine). Biolaven nie posiada w swojej ofercie mleczka.


9. Toniki
Hibiskusowy tonik od Sylveco to produkt bardzo znany w blogosferze. Pozostawia na skórze delikatną powłokę, którą zazwyczaj chwalą sobie klientki za dodatkową ochronę zapobiegającą utracie wody z naskórka. Nie każda osoba jest zwolennikiem pozostawiania przez kosmetyk warstwy ochronnej, dlatego w ofercie Vianek znajdziemy nawilżający tonik-mgiełkę, który całkowicie się wchłania. Tonik-mgiełkę możemy stosować też w ciągu dnia, gdy potrzebujemy dodatkowo nawilżyć lub odświeżyć skórę. Nie powoduje spływania makijażu. Mgiełka-tonik posiada atomizer, dlatego nie wymaga aplikacji palcami czy płatkiem kosmetycznym. Tonik Sylveco można aplikować zarówno przy użyciu płatka kosmetycznego jak i palców- przy czym wklepywany palcami lepiej się wchłania i jest bardziej wydajny. W ofercie Vianek znajdziemy również odżywczy płyn micelarny-tonik i jest to kosmetyk, który najlepiej aplikować przy użyciu płatka kosmetycznego. Biolaven nie posiada w ofercie toniku.

10. Kosmetyki pielęgnujące do ciała
W ofercie Sylveco znajdziemy dwa balsamy hypoalergiczne, każdy z nich można stosować przy skórach z problemami dermatologicznymi, jak AZS, łuszczyca, świąd, wrastające włoski etc. Balsam brzozowy z betuliną nie posiada zapachu a kojący balsam posiada naturalny zapach olejku eterycznego z mięty pieprzowej. Biolaven posiada w ofercie jeden balsam, przeznaczony do każdego typu skóry. Natomiast w ofercie Vianek znajdziemy zarówno balsamy (aż 6!), jak i masła (5) oraz olejki (4)- balsamy są najlżejsze, najlepiej się wchłaniają, masła mają troszkę treściwszą konsystencję, jednak nie pozostawiają tłustej warstwy natomiast olejki są kosmetykami o lekko tłustych konsystencjach, jednak w przypadku suchych skór sprawdzają się bardzo dobrze.
11. Kosmetyki do włosów
Szampony z serii Sylveco są bardzo delikatne dla skóry głowy- nie powodują uczucia świądu czy łupieżu. Bardzo delikatnie się pienią, przez co nie każdy potrafi się do nich przekonać. Szampony te mimo, iż spisują się w przypadku pielęgnacji skóry głowy, lubią puszyć czy plątać włosy z taką tendencją. Szampony Vianek lepiej spisują się na długości włosów- ułatwiają ich rozczesywanie, wygładzają, nabłyszczają. Pienią się bardzo dobrze, przez co nie ma problemów z ich aplikacją, jednak osoby o wrażliwych skórach głowy mogą uskarżać się na uczucie świądu. W ofercie Sylveco znajdziemy również odżywkę oraz maskę, Vianek- mamy olejek, odżywkę i maskę a w Biolaven-  jedynie szampon do każdego rodzaju włosów.


Kosmetyki Sylveco zawsze cieszyły się uznaniem ze strony klientów. Jednak nie istnieje kosmetyk idealny, który będzie pasował każdemu. Zdarzały się pojedyncze przypadki, gdzie kosmetyk nie spasował klientce. Firma zamiast próbować poprawiać receptury, stworzyła całkiem nowe kosmetyki, z uwzględnieniem sugestii klientów. Dlatego jeśli:
- kremy "z betuliną" są dla Ciebie zbyt treściwe, sięgnij po kremy Vianek,
- jeśli szampony Sylveco nie spełniły Twoich oczekiwań- sięgnij po te z serii Vianek,
- szukasz kosmetyków uniwersalnych i przystępnych cenowo- sięgnij po Biolaven.

Nie można powiedzieć, że któraś z tych serii jest lepsza. Każda seria ma inne składniki aktywne, przez co każdemu spasuje co innego. Różne nazwy poszczególnych serii ułatwiają rozróżnienie dermokosmetyków od kosmetyków, tych przeznaczonych do różnych typów skóry czy do każdego rodzaju cery. 

A Wy jakie macie spostrzeżenia odnośnie tych kosmetyków? Którą serię najbardziej lubicie?
Pozdrawiam,

[351.] Kosmetyki "by Eliza" - kosmetyki naturalne, odpowiednie dla wegan!

[351.] Kosmetyki "by Eliza" - kosmetyki naturalne, odpowiednie dla wegan!


Coraz więcej osób docenia skuteczność i bezpieczeństwo stosowania kosmetyków naturalnych. Jeśli należycie do osób, które wciąż mają opory czy wątpliwości, czy na pewno warto interesować się naturalną pielęgnacją, odsyłam do postu: "Dlaczego kosmetyki naturalne są lepsze?"

Na rynku obecnych jest wiele firm kosmetyków, które przedstawiają się jako naturalne. Niestety, często hasło "naturalny" jest mocno naciągane i składy kosmetyków pozostawiają wiele do życzenia. Na szczęście Polska może pochwalić się wieloma znanymi firmami produkującymi kosmetyki naturalne o wzorowych składach- prym wiedzie tutaj Sylveco, Biolaven i Vianek, jednak warto zainteresować się również innymi, rodzimymi markami:
- przystępne ceny oraz piękne zapachy znajdziecie wśród ofert: Make Me BIO, Nacomi,
- bardzo delikatne środki myjące znajdziecie w Zielonym Laboratorium,
- kosmetyki ekskluzywne: Pat&Rub, Clochee,
- ręcznie robione, niszowe, wegańskie: Soap Szop, 
- kosmetyki dla mam i dzieci: MomMe.

Gdy dowiedziałam się o kolejnej marce oferującej naturalne, ręcznie robione kosmetyki "by Eliza" postanowiłam wypróbować! Dlaczego nie wesprzeć osoby, która próbuje zaistnieć na rynku ze swoimi produktami? Zwłaszcza, że mają wzorowe składy!

 
 Miałam przyjemność zapoznać się z:
- kremem nawilżająco-kojącym z olejem ze słodkich migdałów i olejkiem z drzewa herbacianego "Smoothing & Healing",
 - różanym kremem uelastyczniającym skórę z olejem z wiesiołka "Miracle",
- waniliowo-pomarańczowym balsamem do ust.

Kosmetyki przyszły do mnie w mało estetycznych, plastikowych, zakręcanych pojemnikach z papierowymi etykietami. Jednak nie o opakowanie tutaj chodzi, także nie zrażałam się ich wyglądem i sumiennie testowałam!

Muszę przyznać, że kosmetyki te bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły! Na prawdę nie spodziewałam się, że aż tak będą mi służyć! Tutaj właśnie wychodzi na jaw, jak skuteczne działanie wykazuje dobry skład =). Przejdźmy do recenzji poszczególnych kosmetyków:


Pomarańczowo-waniliowy balsam do ust
 

Skład: wosk pszczeli, olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej rycynowy, witamina E, ekstrakt z wanilii, ekstrakt z pomarańczy

W składzie znajdziemy same nawilżające i natłuszczające oleje, które gwarantują odżywienie i wygładzenie ust! Przy systematycznym stosowaniu tego balsamu możemy zapomnieć o suchych skórkach! Skład jest tak prosty i bezpieczny, że nie musimy obawiać się żadnych niepożądanych skutków ubocznych po jego zjedzeniu. Miłym dodatkiem jest aromat tego kosmetyku- połączenie wanilii i pomarańczy jest wyjątkowo apetyczne! Tym balsamem zachwycałam się już w poście dotyczącym naturalnej pielęgnacji ust.

Niestety, minusem dla mnie było opakowanie- wkładanie palca do wnętrza słoiczka wymaga wcześniejszego umycia rąk, dlatego kosmetyk ten musiał stać w łazience. Do torebki biorę kosmetyki w sztyftach czy opakowaniach, których aplikacja jest bardziej higieniczna. Drugim minusem było zbrylanie się kosmetyku- nie było mocne i częściowo ustępowało pod wpływem ciepła ciała. Te dwa minusy nie zniechęciły mnie do kosmetyku- z przyjemnością zużyłam całe opakowanie i uważam, że jest to produkt spełniający obietnice producenta.
 
Cena: ok. 6 zł


Różany krem uelastyczniający skórę z olejem z wiesiołka "Miracle"
 

Skład: masło Shea, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej z wiesiołka, witamina E, ekstrakt z róży

Uwielbiam różany zapach, także ten krem urzekł mnie już podczas pierwszej aplikacji. Kosmetyk ma tłustą konsystencję, dlatego nadaje się głównie do stosowania na noc. Zauważcie, że w składzie nie znajdziecie wody ani humektantów- wysoka zawartość olejów działa na skórę odżywczo, przeciwzapalnie, kojąco i wygładzająco a dodatkowo wspomaga odbudowę warstwy lipidowej, która jest odpowiedzialna za prawidłowe nawilżenie skóry i regulację pracy gruczołów łojowych. Warto jednak od czasu do czasu dodać skórze humektantów, czyli substancji, które pomogą związać i zatrzymać wodę w naskórku, np. kwas hialuronowy, gliceryna czy żel aloesowy.  A jeśli nie wiecie, dlaczego humektanty i nawilżenie skóry jest tak ważne, odsyłam do osobnej notki: KLIK!

Jestem zwolenniczką stosowania olejów na noc- czy to w mieszankach różnych olejów czy czystej postaci. Ten krem bardzo dobrze zastąpił oleje- również pozostawiał tłustą warstwę na skórze, która mogła powoli wchłaniać się przez całą noc. Bardzo podobał mi się efekt po stosowaniu tego kosmetyku- na drugi dzień skóra była wyraźnie ukojona, zaczerwienienia na policzkach były wyciszone, nie pojawiały mi się wypryski. Przy tym skóra była gładka oraz dobrze nawilżona. Najbardziej spodobał mi się efekt promiennej i wypoczętej cery- przyznaję, że tego kremu będzie mi brakować i kiedyś muszę do niego wrócić!

Cena: ok. 35 zł


 Krem nawilżająco-kojący z olejem ze słodkich migdałów i olejkiem z drzewa herbacianego "Smoothing & Healing"


Skład: masło kakaowe, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olejek z drzewa herbacianego, witamina E, ekstrakt z wanilii 

Ten produkt, podobnie jak krem "Miracle" ma tłustą konsystencję i nie nadaje się do noszenia na dzień- chyba, że jesteśmy posiadaczkami bardzo suchej skóry, która wchłania nawet tak treściwe konsystencje! Tak jak w przypadku kremu "Miracle", dobrze jest pamiętać, by podczas jego użytkowania dostarczyć skórze humektantów.

Kosmetyk ten okazał się idealnym wyborem, gdy na skórze pojawiały się wypryski- dzięki olejkowi z drzewa herbacianego pomagał bardzo szybko je goić. Również gdy zależało mi na tym, by przez noc nie wyskoczył mi żaden wyprysk, sięgałam po ten krem- gwarantował gładką cerę bez ani jednego pryszcza! Stosowałam ten kosmetyk doraźnie, raz na jakiś czas- stosowany kilka razy pod rząd powodował, że cera była troszkę bardziej zaczerwieniona. Jednak moja wrażliwa cera po prostu nie przepada za zbyt częstym stosowaniem olejku z drzewa herbacianego- jeśli Wasza cera reaguje na ten olejek poprawnie, nie musicie w ogóle obawiać się tego kremu.
_____________________________________________________________________
 

Przygodę w kosmetykami "by Eliza" uważam za bardzo udaną- kosmetyki te bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie swoim działaniem. Mimo długotrwałego stosowania, kosmetyki nie rozwarstwiły się ani nie zepsuły (warto zwrócić uwagę, że w składach tych kosmetyków nie pojawia się żaden emulgator a jako konserwant służy tylko witamina E!).  Myślę, że gdyby poprawić te nieszczęsne opakowania, kosmetyki te miałyby szansę zyskać sporą rzeszę fanek! 

Pełny katalog kosmetyków "by Eliza" możecie zobaczyć tutaj: KLIK 
Kontakt do dziewczyny wytwarzającej te kosmetyki: KLIK 

Koniecznie napiszcie mi, co sądzicie o tych kosmetykach! A może spotkałyście się już z nimi?
Pozdrawiam!
 
[350.] Denko czerwiec- same naturalne kosmetyki, wiele pozytywnych zaskoczeń!

[350.] Denko czerwiec- same naturalne kosmetyki, wiele pozytywnych zaskoczeń!


Minął kolejny miesiąc a wraz z nadejściem lipca nadszedł czas na podsumowanie kolejnych zużytych kosmetyków. Część pewnie kojarzycie z recenzji, część pokrótce dopiero poznacie. Wiele z tych produktów spisało się u mnie, także bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z Wami opinią i zachęcić Was do ich przetestowania!


Oczyszczanie twarzy:


Biała Glinka Jordańska, Fitokosmetik: jeśli oczyszczacie twarz przy pomocy glinek, koniecznie ją wypróbujcie! Jest bardzo delikatna i nadaje się do codziennego stosowania. Nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień a świetnie oczyszcza skórę, zmniejsza łojotok, zwęża pory i pomaga goić wypryski!
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok 5 zł

Biała Glinka Francuska, Natur Planet: niby też biała glinka a całkiem inne działanie- stosowana codziennie wysuszała skórę i doprowadzała do powstawania większej ilości niedoskonałości. Próbowałam podejść ją kilkakrotnie i za każdym razem efekt był ten sam...
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 7 zł

Tonik do twarzy trawa cytrynowa, Orientana (próbka): o tym, dlaczego tonizacja i stosowanie toników jest istotne jeszcze zamierzam napisać. Sama nie przepadałam za tonikami, ponieważ obserwowałam pogorszenie cery po ich stosowaniu. Winą okazały się środki powierzchniowo czynne zawarte w tonikach- większości osób nie wyrządzają one krzywdy, jednak moja cera nie przepada za detergentami nawet podczas mycia twarzy- dlatego tak bardzo zachwalam OCM i oczyszczanie twarzy glinką ;).
Podobnie było w przypadku tego toniku- dobrze, że dostałam próbkę zanim zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego kosmetyku. Ogólne jego skład jest bardzo dobry i nie ma tam żadnych szkodliwych substancji, jednak moja cera bardziej preferuje hydrolaty.


Olej rycynowy: olej o najlepszych właściwościach oczyszczających, dlatego jest niezbędny do wykonania mieszanki olejów do OCM. O tym, jak wykonywać OCM oraz jakich efektów możecie się spodziewać, przeczytacie tutaj: KLIK

Lipowy płyn micelarny, Sylveco: hypoalergiczny, nie uczula, nie podrażnia skóry, nie szczypie w oczy. Przy tym bez problemu zmywa nawet wodoodporny eyeliner! Warto pamiętać, że micele to kosmetyki do demakijażu- nie oczyszczają jednak skóry dogłębnie!
Recenzję oraz ogólne informacje o płynach micelarnych znajdziecie tutaj: KLIK
Cena: ok. 18 zł


 Pielęgnacja twarzy:
 

Ampułki przeciwstarzeniowe z koenzymem Q10, Alterra: zawarte w nich serum można nakładać pod krem czy maseczkę. Niestety, serum zawarte w ampułkach jest roztworem alkoholowym, co przy długotrwałym i systematycznym stosowaniu mogłoby doprowadzić do wysuszenia, podrażnienia skóry czy zaostrzenia zmian trądzikowych. W kontakcie ze słońcem zwiększa ryzyko powstania przebarwień. Teoretycznie etanol ma usprawnić przenikanie składników aktywnych z tego serum czy maseczki/kremu do skóry. Niestety, nie zaobserwowałam żadnych efektów polepszonego działania maseczek, pod które nakładałam to serum. Stosowałam te ampułki z odstępem czasowym dzięki czemu nie doszło do żadnego podrażnienia, jednak utwierdziłam się w przekonaniu, że kosmetyki z etanolem lepiej omijać. 
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 5 Euro

Odżywcza pomadka z peelingiem, Sylveco: jeden z najbardziej rozpoznawalnych kosmetyków marki Sylveco. Raz w tygodniu wykonuję masaż ust przy pomocy tej pomadki a po jego zakończeniu nie spłukuję a zostawiam na całą noc produkt na ustach. Rano nie ma żadnych suchych skórek, usta są bardzo dobrze nawilżone i odżywione! Jeśli nosicie na co dzień pomadki kolorowe, będą się one lepiej trzymać.
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 10 zł

Odżywka do rzęs L`Biotica: odżywki do rzęs zawierające bimatoprost są bardzo kontrowersyjnymi kosmetykami. Wiele osób chwali je sobie za skuteczność, natomiast trzeba mieć na uwadze, że substancja ta może spowodować poważne skutki uboczne, gdy będziemy nieostrożnie aplikować tę odżywkę. Porównałam kilka składów odżywek do rzęs z bimatoprostem i L`Biotica jest "najmniejszym złem". Nie mogę się oprzeć efektowi wachlarza rzęs jaki zapewnia ta odżywka!
Cena: ok. 40 zł

Odżywcza maseczka - peeling do twarzy, Vianek: bardzo dobry kosmetyk dla osób ceniących minimalizm. Skutecznie złuszcza martwy naskórek, nawilża skórę, pomaga odbudować jej warstwę lipidową. Pozostawia skórę gładką i promienną. Efekt zastosowania tego kosmetyku utrzymuje się nawet na drugi dzień od zastosowania!
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 18 zł


Pielęgnacja włosów:
 

Zapewne nie dziwi Was po raz kolejny zestaw szampon Eco Laboratories + maska Babuszka Agafia: ten zestaw sprawdza się u mnie najlepiej i gwarantuje zawsze dobrą fryzurę! Moje włosy mają tendencję do puszenia a po tych kosmetykach są gładkie, pięknie błyszczą i nie wymagają żadnej dodatkowej stylizacji. O moich włosowych Ulubieńcach możecie poczytać tutaj: KLIK

Pełne recenzje:
- maska jajeczna Babuszka Agafia (cena ok. 15 zł): KLIK
- szampon do włosów osłabionych i łamliwych, Eco Laboratories (cena ok. 25 zł): KLIK

Odżywcza maska do włosów, Vianek: linia odżywcza z serii Vianek najbardziej przypadła mi do gustu. Przetestowałam już kilka kosmetyków tej linii i jeszcze żaden mnie nie zawiódł! Byłam ciekawa, czy kosmetyki te podołają nawet największemu wyzwaniu mojej pielęgnacji - włosom! Przetestowałam olejek, szampon oraz maskę- powiem Wam szczerze, że efekty bardzo mnie zaskoczyły i - nie sądziłam, że to kiedyś powiem- mają szansę "zdetronizować" dotychczasowy ulubiony zestaw, tj. maska Babuszka Agafia + szampon Eco Laboratories! Niebawem napiszę Wam recenzję, także trzymajcie rękę na pulsie! 


Pielęgnacja ciała
 

Mydło w płynie, Yope: rewelacyjny produkt dla osób, które chcą mieć dobrej jakości kosmetyki w przystępnej cenie! To mydło nie zawiera w swoim składzie mocnych detergentów jak SLS czy SLES, dlatego nie wysusza dłoni ani nie powoduje, że zaraz po umyciu rąk musimy aplikować krem. Stosowałam ten kosmetyk głównie do mycia dłoni, jednak nadaje się również do mycia ciała i twarzy. Do tego posiada obłędny zapach! Kolejne opakowanie w użyciu =)
Cena: ok. 16 zł

Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała, Vianek: dotychczas byłam zwolennikiem własnoręcznie robionego peelingu kawowego, jednak peelingi Vianek zachwyciły mnie swoim działaniem oraz zapachem! Wersja ujędrniająca pachnie malinami oraz cynamonem. Ma właściwości ujędrniające, wygładzające i nawilżające! Podczas masażu dochodzi do rozgrzania skóry (za sprawą cynamonu), które pomaga redukować cellulit! Peeling nawilża skórę dzięki zawartości oleju z wiesiołka- nie pozostawia nieprzyjemnej, tłustej powłoki, jednak po jego użyciu skóra jest gładka i nie wymaga nałożenia balsamu. 
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 30 zł

Scrub do ciała rokitnik i miód gryczany z witaminą C, Babuszka Agafia: po przetestowaniu kilku wersji peelingu do ciała Vianek postanowiłam wypróbować kosmetyk innej firmy. Mój wybór padł na produkt firmy Babuszka Agafia- niestety, peeling okazał się bardzo delikatny i początkowo obawiałam się, że okaże się bublem. Po wykonaniu masażu skóra była gładka, jednak większa w tym zasługa substancji aktywnych zawartych w kosmetyku niż drobinek peelingujących. Same drobinki to kulki wykonane z polietylenu- substancji szkodliwej dla środowiska. Preferuję ekologiczne kosmetyki, także nie przewiduję powrotu do tego peelingu.
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 15 zł 

Odżywczy i łagodzący kremowy żel pod prysznic, Vianek: żele pod prysznic Vianek to kosmetyki, które tak samo jak ich peelingi do ciała, pokochałam! Szybko stały się moimi Ulubieńcami i stosuję zamiennie różne wersje. Uwielbiam te żele za to, że po ich zastosowaniu nie potrzebuję nakładać balsamu, skóra jest wystarczająco gładka i nawilżona. Posiadają cudowne zapachy, które utrzymują się na skórze przez parę godzin od kąpieli. Wersja odżywcza ma zapach moreli, natomiast łagodząca-kremowa pachnie bzem! Pełna recenzja niebawem!
Cena: ok. 20 zł


 Oleje:


Olejek Sesa: moje włosy całkiem lubią ziołową pielęgnację- prym wiedzie stosowanie henny zamiast chemicznej farby, jednak olej Sesa również mi spasował. Sesa tak na prawdę jest mieszaniną różnych olejów i ziół. Ma charakterystyczny, intensywny, korzenny zapach, który bardzo polubiłam. Po zastosowaniu tego olejku włosy są puszyste, gładkie, sprężyste a do tego czuć w dłoniach, że są mocniejsze. Więcej o tym olejku pisałam Wam tutaj: KLIK
Cena: ok. 25 zł

Olej makadamia, Ol`Vita: porównałam kilka olejów makadamia różnych firm i efekty były bardzo zaskakujące! Powyższy olej wypadł jako jeden z najlepszych- posiada lekko orzechowy zapach i słomkowożółte zabarwienie. Bardzo dobrze nawilża skórę, sprawia, że jest bardziej promienna i wygląda na wypoczętą. Podczas stosowania tego oleju nie zaobserwowałam pojawiania się wyprysków- jeśli już jakiś się trafił, bardzo szybko znikał. Porównanie olejów makadamia znajdziecie tutaj: KLIK
Cena: ok. 25 zł
_____________________________

I to byłoby na tyle! A czy Wy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak sprawdziły się u Was? Czekam na Wasze opinie =)
Pozdrawiam!

[349.] Azjatycki detoks skóry- 3 dni bez aplikacji kremu oraz makijażu

[349.] Azjatycki detoks skóry- 3 dni bez aplikacji kremu oraz makijażu




Coraz częściej mówi się o pielęgnacji skóry azjatyckimi metodami- prym wiedzie OCM, ochlapywanie twarzy zimną wodą, śluz ślimaka, kremy z filtrem a dzięki książce Charlotte Cho „Sekrety Urody Koreanek” coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, jak ważne jest wieloetapowe mycie twarzy.

Sama chętnie podpatruję azjatyckie kosmetyki oraz ichniejszy sposób pielęgnacji. Staram się wyselekcjonować  jak najwięcej bezpiecznych i oczywiście naturalnych nowinek! Tak było z detoksem skóry- o tej metodzie wyczytałam już ponad rok temu. Polega ona na całkowitym zrezygnowaniu ze stosowania kremu i makijażu na okres min. 3 dni, maksimum 7. 

Po co? By skóra nie „rozleniwiła się”- powinna produkować sebum, by móc wytworzyć płaszcz hydrolipidowy. Teoria detoksu skóry zakłada, że długotrwałe stosowanie kremów może przyczynić się do zmniejszenia wydzielania sebum przez skórę, co ma skutkować  jej wysuszeniem i silną potrzebą zastosowania kremu. Taka zależność rzeczywiście zachodzi podczas stosowania kosmetyków z dużą ilością substancji, które mają zatrzymać ucieczkę wody z naskórka- parafiną, wazeliną, silikonami, syntetycznymi emolientami. 

Ale czy stosowanie kosmetyków naturalnych również może uzależniać skórę?  

Koniecznie chciałam wypróbować tę metodę, jednak ciężko było znaleźć czas- trzeba mieć na uwadze, że skóra pozbawiona kremu będzie narażona na działanie szkodliwych czynników zewnętrznych- wiatru, mrozu, słońca, dlatego ideałem byłoby zminimalizować maksymalnie potrzeby wychodzenia z domu. Dlatego kiedy w końcu trafiły mi się całkowicie luźne 3 dni, postanowiłam zrobić sobie detoks!


Czego się spodziewałam? 

Dużo czasu poświęcam pielęgnacji cery, jest w dobrej kondycji, dlatego nie obawiałam się odwodnienia skóry. Spodziewałam się wzmożonego łojotoku, błyszczenia skóry, może nawet rozszerzenia porów. Postanowiłam myć twarz metodą OCM, by podczas mycia pozwolić się skórze nawilżyć, jednak po umyciu nie stosowałam nawet hydrolatu. A jaki przyniosło to efekt?

 Jeśli jeszcze nie wiecie, na czym polega azjatycka metoda mycia twarzy olejami (OCM), zerknijcie tutaj: KLIK- by dowiedzieć się, jak ją wykonać i jakich efektów możecie się spodziewać!

Dzień 1

Po umyciu nie pojawiło się uczucie ściągnięcia. Lekko odczuwałam brak kremu, jednak nie było to uczucie dyskomfortowe, ustąpiło po kilkunastu minutach. Po kilku godzinach w zupełności zapomniałam o braku kremu, cera zachowywała się normalnie. Wieczorem zaczęły pojawiać się wypryski zakończone białym czopem. Taki wygląd wyprysku świadczy o pobudzeniu pracy gruczołów łojowych- skóra zaczęła produkować duże ilości sebum, przez co doszło do zaczopowania ujść gruczołów łojowych. Mimo wzmożonej pracy gruczołów, moja cera nie błyszczała się. Po wieczornym oczyszczaniu skóry również nie zaobserwowałam niepokojących zmian.



Dzień 2

Po przebudzeniu skóra nie wykazywała żadnych niepokojących oznak. Dopiero po umyciu pojawiło się uczucie ściągnięcia a w ciągu dnia utrzymywało się lekkie zaczerwienienie skóry. Wypryski z wcześniejszego dnia nie goiły się tak szybko jak zazwyczaj, wieczorem pojawiły się kolejne niedoskonałości- również z białym czopem na szczycie. Podczas wieczornego mycia twarzy skóra minimalnie się wyciszyła, nałożenie olejków zadziałało kojąco. Niestety, po zakończeniu mycia twarzy na nowo pojawiło się uczucie ściągnięcia skóry, które utrzymywało się aż do zaśnięcia.


Dzień 3

Apogeum! Obudziłam się z uczuciem ściągnięcia skóry, zwłaszcza w okolicy policzków i nosa. Po umyciu twarzy olejami ściągnięcie utrzymywało się, cera była mocno zaczerwieniona. Z każdą godziną skóra była coraz bardziej szorstka i błyszcząca, jednak uczucie ściągnięcia nie mijało. Wieczorem pojawiły się kolejne wypryski. Po wieczornym myciu buzi skóra już nie była zaczerwieniona, ale zaogniona! Uczucie ściągnięcia przerodziło się w pieczenie, skóra była bardzo szorstka, podrażniona i nadreaktywna. Pojawił się ból podczas mimiki. 

Czwarty poranek przywitałam z wielką radością! Po umyciu twarzy spryskałam ją wodą różaną, miałam zamiar zaaplikować serum a później dopiero krem z filtrem, jednak skóra była tak podrażniona i odwodniona, że zamiast serum nałożyłam obfitą ilość nawilżającego kremu do twarzy. Skóra wchłonęła krem bardzo szybko, więc przeszłam do aplikacji kremu z filtrem Kafe Krasoty- który oprócz wysokiej ochrony UV, dostarcza skórze składników odżywczych. Przy nakładaniu tego kremu odczuwałam pieczenie, które nie występowało u mnie nigdy.

Przez cały dzień czułam lekki dyskomfort, jednak był on niczym w porównaniu do tego, co czułam w dniu 3. Aktualnie moim celem jest mocne nawilżenie i odżywienie skóry.


Finalnie uważam, że te trzy dni przyniosły więcej szkody, niż pożytku. Nie zauważyłam poprawy w pracy gruczołów łojowych, za to naraziłam cerę na odwodnienie i mocne podrażnienie. Powrót do dobrej kondycji skóry zajmie mi zapewne kolejnych kilka dni.

Podsumowując, uważam, że założenia teorii detoksu skóry są ciekawe i logiczne, jednak metoda ta kompletnie nie sprawdziła się u mnie. Jestem ciekawa, czy któraś z Was stosowała tę metodę? Jakie były Wasze wrażenia?

Samooczyszczanie się skóry

Ostatnią kwestią, którą chciałabym poruszyć jest mit „oczyszczania się” skóry. Rzekomo, pojawienie się wyprysków ma oznaczać, że skóra się oczyszcza. Nie istnieje taki mechanizm skórny! Pryszcz nie jest tworem zlokalizowanym pod skórą, który wypływa z jej głębi na powierzchnię. Pojawienie się większej ilości wyprysków oznacza wzmożoną pracę gruczołów łojowych w danym momencie-  na moim przykładzie mogłyście przeczytać, jak odwodnienie i podrażnienie spowodowało gwałtowne pojawienie się niedoskonałości. Podobnie dzieje się w przypadku braku stosowania kremów czy nieodpowiedniego oczyszczania skóry. Skóra próbuje bronić się przed czynnikami drażniącymi wytwarzając barierę ochronną w postaci sebum, stąd zaczopowanie ujść gruczołów łojowych i pojawienie się wyprysków.

Co sądzicie o tej metodzie? Odważycie się wypróbować?
Pozdrawiam!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl