[142.] Eyelinery w żelu: Manhattan vs. Inglot

[142.] Eyelinery w żelu: Manhattan vs. Inglot

Witam!


W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić Wam porównanie dwóch eyelinerów. Są to eyelinery w żelu, pierwszy firmy Manhattan, drugi z Inglota. Oba miałam możliwość testować w różnych warunkach przez spory okres czasu. Testowałam je zarówno na sobie jak i na klientkach. 

Jeśli jesteście ciekawi, jak się spisał każdy z nich, zapraszam do lektury! :)



1. Manhattan

Swoją przygodę z eyelinerami zaczynałam od pisaków oraz kałamarzy. Jednak gdy zaczęłam zajmować się wizażem na szerszą skalę (tj. wyszłam poza obręb robienia makijaży tylko własnej twarzy ;)) zauważyłam, że eyelinery w pisaku czy kałamarzu są nieporęczne a znane wizażystki do malowania klientek używają prawie zawsze eyelinerów w żelu + pędzelek (przeważnie skośnie ścięty). 

Postanowiłam i ja wypróbować eyeliner w żelu. Jako, że nie wiedziałam, czego się spodziewać, nie wiedziałam również, czy nie będzie to czasem nieudana inwestycja, zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji o tanim, ale polecanym eyelinerze. 

Mój wybór padł na Manhattan, jego koszt na allegro to ok. 12 zł. Wiedziałam jednak, że na pędzelku nie ma co oszczędzać, bo często więcej zależy od pędzla, niż kosmetyku. Zaufałam znanej mi już wtedy marce pędzli Hakuro- przy czym okazało się, że w ich ofercie pędzelek skośnie ścięty (H85) to koszt ok. 11 zł!).

Używałam tego eyelinera przez kilka miesięcy. Muszę przyznać, że był bardzo wydajny, jednak gdy minęło te kilka miesięcy, zasechł. Miał bardzo ładny, głęboki odcień czerni i nie pozostawiał jaśniejszych miejsc. Jednak jego trwałość pozostawiała wiele do życzenia- zawsze pod eyeliner musiałam nakładać bazę. W przeciwnym wypadku "jaskółki" znikały w przeciągu kilku godzin (odlatywały, najwyraźniej;)). 

2. Inglot

Po wykończeniu eyelinera firmy Manhattan wiedziałam, że tym razem zainwestuję w droższy eyeliner. Obecnie najszybciej i najwygodniej operuje mi się pędzelkiem skośnie ściętym nakładając eyeliner. Nadal służy mi Hakuro, nic nie wskazuje na to, by pędzelek miał się zniszczyć. 

Ten eyeliner ma bardziej kremową konsystencję, jest bardziej aksamitny i powiem szczerze- o wiele łatwiej się go nakłada. Dopiero gdy mam porównanie mogę stwierdzić, że Manhattan był troszkę "tępy" przy nakładaniu. Natomiast Inglotem jestem w stanie wykonać idealną kreskę w 1-2 ruchach nadgarstka! Można nim wykonywać cieńsze i bardziej precyzyjne kreski a co najważniejsze- jego trwałość jest bez zarzutu! Noszę go cały dzień bez poprawek a pod spód nie nakładam bazy.


Dla kogo polecam który eyeliner?
Osobiście polecałabym każdemu Inglot- jest o wiele łatwiejszy przy malowaniu kresek, które same w sobie już są sztuką do wykonania. Jednak koszt eyelinera w Inglocie to koszt ok. 35 zł a nie każdy chce tyle wydawać na zabawkę, która nie wiadomo, czy się spodoba ;) W takim przypadku polecę Manhattan z zaznaczeniem, żeby oszczędzać na Inglota, bo w obu eyelinerach można się zakochać! :)

I na koniec jeszcze pokażę Wam mój dzienny makijaż z kreską eyelinerem Inglot


I to byłoby na tyle! :)

Znacie któryś z tych eyelinerów? Jak się u Was spisują?

Pozdrawiam =*

EDIT 04.07.15r.- niestety, eyeliner z Inglota poległ w walce z upałami. Rozmazywał się już po kilku godzinach noszenia. Nie pomogło nawet nakładanie pod niego bazy...
[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?

[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?




Witam!

We wrześniowym denku opisywałam Wam bardzo ciekawy produkt a jest nim Arnikowe Mleczko Oczyszczające firmy Sylveco. Konsystencją oraz kolorem nie odbiega od klasycznych mleczek, dlaczego więc ten produkt tak bardzo przykuł moją uwagę?

Opis producenta:
"Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy.
Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie."

Skład: Woda,  Olej sojowy,  Olej rycynowy,  Gliceryna,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Betulina,  Ekstrakt z arniki górskiej,  Witamina E,  Panthenol,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy (klik w nazwę spowoduje przekierowanie do strony Sylveco.pl, gdzie można przeczytać więcej informacji o danym składniku).

Cena: nie wyższa niż 20 zł 


Moją uwagę przykuł fakt, iż w tym mleczku substancją oczyszczającą jest... olej rycynowy, czyli dokładnie ten olej, który wykorzystuje się do oczyszczania twarzy olejami metodą OCM! Postanowiłam wypróbować ten produkt, czy jest rzeczywiście tak samo skuteczne jak OCM.

(Więcej o tym, czym jest OCM i jak stworzyć najbardziej uniwersalną mieszankę pisałam tutaj: KLIK!)

Końcem września wyjechałam na 2-tygodniowy urlop do Grecji, to baaaardzo małej miejscowości, wręcz na końcu świata. Do oczyszczania twarzy miałam jedynie to mleczko i stosowałam je sumiennie przez 2 tygodnie min. 2x dziennie.


Jak oczyszczałam twarz z użyciem tego mleczka?
Zwilżałam dłonie oraz twarz, niezależnie od tego, czy miałam makijaż, czy też nie. Nanosiłam ok. 2 pompki produktu na dłoń, po czym masowałam mleczkiem twarz. Masaż wykonywałam ok. 1 minuty, po czym spłukiwałam produkt ciepłą wodą i całą sekwencję wykonywałam jeszcze raz. Dlaczego?

Wykonując pierwsze oczyszczanie zmywałam pozostałości makijażu i zabrudzenia dnia codziennego, które zebrały się na powierzchni skóry. Natomiast drugie oczyszczanie ma na celu uczyszczenie skóry dogłębnie, by wniknąć głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i oczyścić je. Dzięki temu zapobiegam powstawaniu zaskórników. Mleczko to nie posiada w sobie żadnych detergentów, dlatego jest bardzo łagodne dla skóry, nie podrażnia jej ani nie zmienia jej pH. Dlatego spokojnie możemy używać mleczka dwukrotnie i po jego zastosowaniu nie musimy używać toniku (tak, jak w przypadku OCM).

Fakt, iż mleczko to nie posiada detergentu, dodatkowo wpływa na brak uczucia ściągnięcia skóry. Zaraz po zastosowaniu mleczka nie mamy uczucia, że musimy szybko nałożyć krem na twarz, bo inaczej skóra nam "pęknie".

(Warto zwrócić uwagę na zamknięcie opakowania- pompka ułatwia dozowanie produktu.)

Dla jakich cer mogę polecić to mleczko? Przede wszystkim dla cer suchych, które są niedostatecznie natłuszczone. Mleczko to pomoże im odbudować ochronną warstwę hydrolipidową. Polecam również posiadaczkom cer naczyniowych, ponieważ zawarta w mleczku arnika wzmacnia naczynka krwionośne, uszczelnia je, dzięki czemu rumień jest mniej widoczny.

A jak sprawdziło się mleczko u mnie?
Pokładałam w nim na prawdę duże nadzieje- i rzeczywiście w kwestii oczyszczania mleczko mnie nie zawiodło. Nie zauważyłam u siebie rozszerzenia porów, zaskórników ani nadmiernego błyszczenia się skóry. W dodatku moja naczynkowa cera była wyciszona, co również bardzo mi odpowiadało. Niestety, przy długotrwałym stosowaniu mleczko nie zahamowało wysypu pryszczy, które charakteryzuje moją tłustą cerę. Chociaż wzmożony wysyp niechcianych gości mógł być spowodowany również zmianą diety oraz wystawianiem twarz na działanie słońca.


Uważam jednak, że produkt jest godny polecenia, szczególnie osobom, które nie borykają się z uciążliwym trądzikiem. U mnie w łazience mleczko ma już swoje stałe miejsce, by poratować mnie w nagłych sytuacjach oraz gdy żadne inne środki nie radzą sobie z demakijażem (produkty charakteryzatorskie najlepiej zmywa mi się olejami lub właśnie tym mleczkiem).

A czy mogłabym nazwać to mleczko zamiennikiem dla OCM?
No cóż, mimo, że to mleczko ma wiele wspólnego z oczyszczaniem twarzy olejami, nie daje aż tak spektakularnego efektu (wypowiadam się strikte na temat swojej skóry- do swojej mieszanki OCM dodaję olej z pachnotki, który zwalcza Propionibacterium acnes wywołujące trądzik, dlatego po OCM nie mam problemów z trądzikiem). Możliwe jednak, że przy innych typach cer sprawdzi się jeszcze lepiej niż u mnie- tak na prawdę ile osób, tyle różnych problemów skórnych i każdy musi wypróbować na sobie, co mu pasuje :). Na wyjazdy mleczko nadaje się idealnie, ponieważ nie muszę bawić się w odmierzanie proporcji olejów, do zmywania nie potrzebuję chusteczek, gąbeczki czy ręczniczka a samo oczyszczanie twarzy trwa troszkę krócej. Polecam osobom, które chciałyby spróbować OCMu, jednak obawiają się "roboty" przy tej metodzie- to mleczko jest o wiele prostsze w obsłudze a daje prawie tak samo dobre efekty!

Powiązane linki, które mogą  Was zaciekawić:

Pozdrawiam! =*

[140.] Wrześniowe denko =)

[140.] Wrześniowe denko =)


Witam!
Wiem, że początek miesiąca już dawno za nami, jednak praca oraz studia pochłaniają 3/4 mojego wolnego czasu. Nie zapominam jednak o Was, postanowiłam pokazać Wam spóźnione, jednak aktualne denko ;).

Produkty do pielęgnacji ciała:


1. Eveline Slim Extreme, diamentowe serum wyszczuplające- niestety, nie polubiłam się z tym produktem... Efekt chłodzenia w moim odczuciu jest zdecydowanie zbyt mocny! Nie mogłam się zmusić, by stosować to serum systematycznie, dlatego też nie zauważyłam żadnych efektów... Jedynym plusem produktu są brokatowe drobinki, które ładnie podkreślały opaleniznę. Jednak nie kupiłam tego produktu dla drobinek...
2. Bielenda Proffesional, regenerujący krem do stóp- moje stopy nie są zbyt wymagające i dlatego ten krem był wg mnie całkiem w porządku. Stosowałam go raz na kilka dni, przez całe wakacje nie miałam problemu z popękanymi piętami czy przesuszeniem stóp. Jednak wśród moich znajomych, które mają bardziej wymagające stopy, nie sprawdził się kompletnie! Czy do niego wrócę- raczej nie, skupię się na bardziej naturalnych produktach do stóp.
3. Green Pharmacy, masło do ciała (masło Shea i zielona kawa)- firma w swojej ofercie posiada również wersję z różą, z której byłam bardzo zadowolona. Szybko się wchłaniała i cudnie pachniała. To masło- niestety- nie dorównywało tamtemu! Kompletnie się nie wchłaniał i miał okropnie mdły zapach, który utrzymywał się przez bardzo długi czas. Raczej nie kupię tego produktu ponownie.


Produkty do opalania:


1. Kolastyna, emulsja do opalania dla dzieci SPF 30- bardzo dobrze spisała się na wyjeździe do Grecji, słonko mnie nie poparzyło :) Skusiłam się na tę emulsję, ponieważ nie posiadała alkoholu, który w kontakcie ze słońcem powoduje pokrzywkę i uczulenia (często tzw. "uczulenia na słońce" biorą się właśnie z zawartości alkoholu denatu w kosmetykach).
2. Ziajka, emulsja wodoodporna dla dzieci SPF 50+ - również świetnie się sprawdziła podczas szaleństw na plaży i w wodzie :) Tak samo jak Kolastyna- nie posiada w składzie alkoholu! :) Na pewno wrócę do tych produktów :)
3. Próbka tonującego kremu do twarzy SPF 50 - krem dawał bardzo jasny kolor, dlatego stosowałam go przez kilka pierwszych dni urlopu, później smarowałam twarz Ziajką. Na jednorazowe użycia nadaje się bardzo dobrze. Gdybym miała go stosować przez całe lato obawiam się, że byłby dla mnie zbyt ciężki.

Produkty do oczyszczania twarzy:


1. Oliwka HIPP- jedyna oliwka, która nadaje się do OCM! Nie posiada w sobie parafiny, dlatego nie będzie powodowała powstawania wyprysków u skór tłustych i mieszanych. Jej cały skład to: olej ze słonecznika, olej ze słodkich migdałów, witamina E i perfum. Kolejne buteleczki czekają na swoją kolej do zużycia :))
Więcej o oczyszczaniu twarzy olejami (OCM) tutaj: KLIK!
2. Płyn micelarny BeBeauty- zużywam go przy demakijażu modelek. Świetnie zmywa makijaż, jednak nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym. Cena i dostępność są jednak tak zachęcające, że aż grzechem byłoby nie trzymać go w swojej łazience! Podczas awaryjnego oczyszczania twarzy, gdy nie ma się czasu na OCM, może nas poratować :)
3. Arnikowe mleczko oczyszczające- mój mały hit! Opiszę Wam niedługo jego pełną recenzję, jednak już na wstępie powiem, że mleczko to ma w sobie olej rycynowy, który jest wykorzystywany w OCM jako olej oczyszczający! Czy sprawdził się u mnie jako zamiennik żelu do mycia twarzy i OCM? Poczekajcie na recenzję ;)))
4. Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu- również wykorzystuję w większości do zmywania makijażu modelek (gdy micel BeBeauty nie radzi sobie np. z wodoodpornymi kosmetykami). Pozostawia jednak tłustą warstwę i dlatego nie każdemu pasuje. Cena zachęca, dlatego kupię jeszcze nie jedno opakowanie :)


Półprodukty do pielęgnacji twarzy:


1. Hydrolat z róży- bułgarski, bez konserwantów- wykazuje działanie nawilżające oraz łagodzące. Dodaję go do maseczki z glinki czerwonej zamiast wody, żeby spotęgować dobroczynne działanie maseczki. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, zapach wg mnie bardzo przyjemny- mocny i typowo różany. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę!
2. Francuska glinka czerwona- must have w łazience! Pochłania sebum, powoduje zmniejszenie błyszczenia cery na dłuższy czas, zwalcza pryszcze oraz rozszerzone pory. Czerwona wersja glinki dodatkowo ma działanie uszczelniające naczynka, osobiście zaobserwowałam zmniejszenie rumienia :)
Więcej o Francuskiej Glince Czerwonej pisałam tutaj: KLIK!
3. Spirulina- ojjjj, jaki to jest smrodek! Moje pierwsze skojarzenie, gdy słyszę słowo "spirulina", to właśnie ten okropny zapach. Mimo, że z ledwością jestem w stanie znieść ten odór, zakupiłam już kolejne opakowanie. Dlaczego? Otóż po zastosowaniu, już na drugi dzień widać, że skóra jest bardziej promienna, zregenerowana, nawilżona. By stłumić odorek, mieszam spirulinę z mocno pachnącym hydrolatem (różanym lub geraniowym)- jednak mimo tego, smród nadal jest mocno wyczuwalny na skórze. Muszę mieć spore chęci, by nałożyć tę maseczkę i wytrzymać z nią 20 minut. Uważam jednak, że dla efektu warto się pomęczyć :)


Miniaturki


1. Henna tradycyjna Delia- jest ze mną już od 4 lat. Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskuję z jej pomocą. Brwi są ładnie podkreślone, widocznie przyciemnione, jednak nie jest to karykaturalny efekt.
W jaki sposób hennować brwi i jaki jest efekt "przed" i "po" pokazywałam Wam tu: KLIK!
2. Klej do rzęs DUO adhesive Inglot- najlepszy klej do rzęs jaki istnieje! Wystarczy cienką warstwą posmarować paseczek od sztucznych rzęs, delikatnie przyłożyć do linii rzęs, chwilkę odczekać i gotowe! Dodatkowo przy ściąganiu nie powoduje wyrywania naszych własnych rzęs. Serdecznie polecam każdej osobie rozpoczynającej przygodę ze sztucznymi rzęsami! W Inglocie znajdziecie dwie wersje tego kleju- jedna zastyga w bezbarwnym kolorze, druga w czarnym. Osobiście wolę bezbarwną wersję :)
3. Eyeliner w żelu Manhattan- mój pierwszy eyeliner w żelu. Ma bardzo niską cenę (ok. 10 zł) a jest jednym z częściej polecanych eyelinerów. Jak na pierwszy raz był bardzo dobry, jednak gdy polubiłam się z żelowymi eyelinerami, zdecydowałam się na zakup eyelinera innej firmy i przepadłam :) Dlaczego? O jaką firmę chodzi? Przygotuję recenzję :)


Inne:


1. Odżywka do włosów dodająca objętości Equilibra- mój nr 1 wśród odżywek do włosów! Ładnie dodaje objętości ale nie puszy włosów. Posiada wysoko w składzie aloes, olej arganowy oraz keratynę. Zapach ma dość specyficzny- troszkę, jakby sól morska. Jednak działanie na włosy tej odżywki uwielbiam i serdecznie ją polecam!
2. Pasta do zębów Crest- mini opakowanie świetnie sprawdziło się w podróżach autokarem :) Uważam jednak, że stosowałam ją zbyt krótko, by móc zaobserwować jej dobroczynne działanie.
3. Nawilżające krople do oczu Starazolin HydroBalance- moje ulubione krople do oczu. Żadne krople nie nawilżają aż tak mocno i skutecznie na długi czas! Serdecznie polecam w przypadku suchego powietrza w mieszkaniu czy przy noszeniu soczewek kontaktowych. Ze względu na minimalną ilość konserwantów w składzie, można je stosować bezpośrednio na założone soczewki kontaktowe!


I to byłoby na tyle :) Czy znacie któreś z tych kosmetyków? Lubicie? Polecacie? Jak sprawdziły się u Was?

W razie pytań, zapraszam do korespondencji,
Pozdrawiam! =*
[139.] Kolejna przesyłka ze zrobsobiekrem.pl

[139.] Kolejna przesyłka ze zrobsobiekrem.pl


Witam!
Po raz kolejny skorzystałam z dobrodziejstw dostępnych na stronie zrobsobiekrem.pl i zamówiłam półprodukty. Zdecydowaną większość z nich znacie już z bloga, jednak pojawiła się wśród nich pewna nowość. 

Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawowały się u mnie kolejne opakowania półproduktów oraz jakie mam odczucia co do nowego, zapraszam do notki!

(A dla przypomnienia wstawię link do poprzedniej notki z półproduktami: KLIK! ;))


1. Francuska glinka czerwona


Glinki są to szczególnie polecane przeze mnie półprodukty- poza zauważalnym działaniem na skórę, są banalne w przygotowaniu. Do sporządzenia maseczki laikowi wystarczy jedynie woda mineralna, natomiast osoby chcące zacząć tworzenie niepowtarzalnych maseczek dedykowanych strikte do ich skóry, również mogą zacząć od glinek- dodając odpowiedni hydrolat lub kwas hialuronowy mogą z powodzeniem ulepszać maseczkę.

Mój wybór najczęściej pada na glinkę czerwoną, ponieważ mam tłustą i naczyniową cerę. Glinki świetnie absorbują sebum przez co sprawiają, że tłusta skóra jest oczyszczona, zmatowiona, rozszerzone ujścia gruczołów łojowych, tzw. "pory" są ściągnięte. Glinka czerwona znana jest ze swoich właściwości wyciszających rumień, dlatego nadaje się dla osób z cerą naczyniową.

Więcej o glince czerwonej pisałam tutaj: KLIK!
Tutaj można ją kupić: KLIK!


2. Peeling ze skały wulkanicznej


Jest to nowość w moich zasobach- dotychczas byłam zadowolona z działania peelingu kawitacyjnego, niestety, przy długotrwałym stosowaniu przestałam zauważać tak spektakularne efekty jak na początku. W dodatku kawitacja zaczęła się robić uciążliwa- przeprowadzanie 15 minutowego zabiegu przy braku efektów zaczęło być marnotrastwem czasu. Postanowiłam (przynajmniej na jakiś czas) wrócić do peelingów mechanicznych (mimo cery naczyniowej, lubię peelingi drobnoziarniste, rzeczywiście służą one mojej cerze, jednak zwracam uwagę, by masaż przeprowadzać z wyczuciem). 

Moje pierwsze odczucia?
Drobinki są konkretne- nie jest to produkt "do głaskania", bardzo dobrze zdziera martwy naskórek. Masując twarz palcami od razu mogę wyczuć, które partie twarzy wymagają dalszego pocierania a które powinnam stanowczo ominąć, by nie doprowadzić do podrażnienia. Dotychczas jest to najmocniejszy peeling jaki stosowałam, jednak na chwilę obecną jestem z niego zadowolona. Ale jak będzie przy dłuższym czasie użytkowania? To się okaże, poinformuję Was na pewno ;).

Dodam jeszcze, że peeling jest niesamowicie wydajny- opakowanie mieszczące 50 ml starczy mi na wieki! Może wypróbuję peeling również na ciało? Na pewno będzie to mocniejszy zdzierak, niż fusy z kawy.

Peeling do kupienia tutaj: KLIK!

3. Spirulina


Maseczka ma okropny zapach i muszę mieć odpowiednie nastawienie i chęć, by nałożyć ją na twarz. Mimo sporej niechęci do wdychania tego smrodku, zdecydowałam się na zakup kolejnego opakowania. Dlaczego?

Również doceniłam jej wpływ na skórę. Nakładam maskę wieczorem, trzymam na twarzy około 20 minut. Na drugi dzień moja twarz jest promienna, wypoczęta, ewentualne wypryski szybciej się goją a rumień jest wyciszony. Nie potrafię jednak stosować jej systematycznie, jej zapach skutecznie mnie do siebie zniechęca. By zniwelować trochę zapach, dodaję intensywnie pachnące hydrolaty, np. różany lub geraniowy.
Spirulinę można kupić tutaj: KLIK!


4. Organiczny olej z pachnotki


Od około miesiąca dodaję ten olej do mieszanki OCM zamiast oleju arganowego. Jestem bardzo zadowolona z efektów, jakie uzyskałam odkąd stosuję ten olej- przede wszystkim wyskakuje mi mniej wyprysków, olej z pachnotki zwalcza bakterie Propionibacterium acnes, które wywołują trądzik. Malutkim plusikiem na rzecz oleju z pachnotki jest fakt, że olej ten pięknie pachnie! Wąchając go w buteleczce czuć typowy zapach oleju, jednak rozprowadzając go po twarzy zaczynam czuć kwiatową nutę.
 
Więcej o tym, jak przygotować mieszankę OCM oraz dlaczego ta metoda jest tak skuteczna: KLIK!
Olej z pachnotki do zakupu tutaj: KLIK!


5. Olej arganowy


Jest ze mną od początku przygody z półproduktami. Jeden z najbardziej uniwersalnych olejów nadających się do każdego rodzaju skóry. Początkowo dodawałam go do OCM, jednak aktualnie zastąpiłam go olejem z pachnotki, która jest dedykowana skórom ze skłonnością do trądziku. Olej arganowy postanowiłam wykorzystać do zabezpieczania końcówek włosów. I w tej roli sprawdził się świetnie! Nakładam na dłonie 1-2 krople oleju, rozcieram je w dłoniach i nakładam na włosy zaczynając od końcówek. Jeszcze żadne serum silikonowe nie spowodowało tak rewelacyjnych efektów, jak właśnie olej arganowy. Włosy są gładkie i pięknie się błyszczą. Nie zaobserwowałam przetłuszczenia się włosów.

Olej można kupić tutaj: KLIK!

6. Potrójny kwas hialuronowy


Kwas hialuronowy jest jedną z najlepiej nawilżających substancji. Jest koniecznym "must have" w naszej kosmetyczce. Można nakładać go samego na skórę, można mieszać z kremem, można dodawać do maseczki (ja dodaję do glinek). Kwas hialuronowy może być w różnych postaciach i to od nich zależy jego działanie nawilżające- jeśli kupimy wielkocząsteczkowy KH, stworzy on okluzję na naszej skórze, która zapobiegnie uciekaniu wody z naskórka, jednak nie zapcha rozszerzonych ujść gruczołów łojowych. Natomiast małocząsteczkowy KH wnika wgłąb skóry i powoduje wzrost jej nawilżenia.

Kto chciałby dowiedzieć się więcej szczegółowych informacji o kwasie hialuronowym, zapraszam do osobnego postu: KLIK!
Kwas hialuronowy można kupić tutaj: KLIK!


I to byłoby na tyle zakupów :).
A czy Wy stosujecie któreś z tych substancji? Jesteście z nich zadowolone?

(Post nie jest reklamą, wszystkie półprodukty zakupiłam za pełną kwotę. Półprodukty ze strony zrobsobiekrem.pl uważam za godne uwagi, dlatego z chęcią opisuję Wam te, które kupuję i stosuję.)

W razie pytań zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam =)

[138.] Krwawa charakteryzacja z maskotką w roli głównej.

[138.] Krwawa charakteryzacja z maskotką w roli głównej.

Witam!
Od wizażysty do szalonego medyka droga krótka: dziś pokażę Wam efekty transplantacji pyszczka misia oraz Modelki Marleny Reus, z którą miałam okazję już kilkakrotnie współpracować. Zdjęcia, które dziś pokażę, są efektem pracy dwóch Fotografów, których ujęcia już niejednokrotnie widzieliście na tym blogu.

Ekipa:

 Fot. M. Łuszczkiewicz

 Fot. M. Łuszczkiewicz

  Fot. M. Łuszczkiewicz

 Fot. A. Balana

Miś, którego popsuliśmy do sesji, był bardzo uroczą maskotką... Było mi żal rozkrawać go na kawałeczki, dlatego za pomocą markera podzieliłam maskotkę na części i zleciłam jednemu z Fotografów pocięcie Misia. Także wszystkie skargi i zażalenia odnośnie zabijania niewinnych maskotek na rzecz sesji proszę kierować do A. Balana ;).


  Fot. A. Balana

  Fot. A. Balana

Po skończeniu charakteryzacji część "wnętrzności" Misia wynieśliśmy na śmietnik po czym w bardzo dużym pośpiechu zbieraliśmy się na sesję. Dopiero na sesji uświadomiłam sobie, że z pozostałymi częściami maskotki mój kotek- Tosia- będzie miał sporo zabawy. Zastanawiałam się, czy gąbka będzie fruwała tylko w moim pokoju, czy może po całym mieszkaniu?

  Fot. A. Balana

 Fot. A. Balana

Co ciekawe, charakteryzacja nie była trudna, a za to jak bardzo efektowna! :) Największym dyskomfortem było to, że Modelka musiała mieć jedno oko wciąż zamknięte (było zabezpieczone przed ewentualnym urazem ze strony "maski" lub reakcji alergicznej od kleju).

Jak podobają Wam się efekty?

Ja chyba zaczęłam już powoli nastawiać się na Halloween :D

Pozdrawiam! =*
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl