[123.] Beauty z motywem flagi USA.

[123.] Beauty z motywem flagi USA.

Witam!
Dziś chciałabym Wam pokazać efekty sesji zdjęciowej, w której miałam okazję niedawno uczestniczyć.

Wszystko zaczęło się od flagi USA, która miała służyć za tło do sesji. Postanowiłam wykonać na ustach Modelki motyw tejże flagi, by urozmaicić makijaż lecz nie przerysować go. 

Oczy podkreśliłam w delikatnych i neutralnych odcieniach beżu i szarości.

A oto efekty sesji:


Początkowo górną wargę zrobiłam w ciemniejszym odcieniu, dokładnie takim, jak w tle. Jednak na fotografii nie wyglądało to dobrze, atramentowy granat przytłaczał delikatną urodę Modelki i nie pasował do jej cery. Dlatego po wspólnym uzgodnieniu z Fotografem, zmieniłam kolor ust.

Oczywiście nie obyło się bez zrzędzenia Starego Zgreda (Fotografa), że paseczki na dolnej wardze są nierówne ;) Starałam się jednak bardzo i po poprawkach wyszedł "znośny" efekt (cyt. Zgred).
 


Ekipa:

Co sądzicie o tego typu makijażu do zdjęć? Próbowałyście kiedyś taki wykonać?

Pozdrawiam!

 
[122.] Glinka czerwona jako sposób na wzmocnienie naczynek.

[122.] Glinka czerwona jako sposób na wzmocnienie naczynek.

Cześć!
W niedawnym poście, w którym pisałam o tym, jak aktualnie pielęgnuję swoją twarz, wspomniałam o czerwonej glince francuskiej ze sklepu zrobsobiekrem.pl. Dziś chciałabym przybliżyć Wam kilka informacji o tej glince.







Przygoda z glinkami zaczęła się od francuskiej glinki zielonej, która pomagała mi w walce z przetłuszczającą się cerą i rozszerzonymi porami. Po kilku miesiącach świadomej pielęgnacji, tj. oczyszczaniu twarzy metodą OCM, zwracaniu uwagi na składniki INCI przy wyborze kremów oraz wspomaganiu się zieloną glinką, kawitacją i sonoforezą, szczęśliwie zapanowałam nad przetłuszczaniem się skóry oraz pożegnałam rozszerzone pory. Od tej chwili mogłam więcej czasu poświęcać moim naczynkom- jeszcze żadne z nich mi nie pękło, jednak mam skłonności do szybkiego czerwienienia się. Stawiam więc na wzmacnianie naczyń krwionośnych skóry, by opóźnić proces ich pękania.







Francuska glinka czerwona, jak każda glinka ma właściwości absorbujące nadmiar sebum. Czyni to jednak delikatniej, niż wersja zielona, która jest przeznaczona strikte do cery tłustej i trądzikowej. Glinka czerwona natomiast dzięki zawartym w niej mikro- i makroelementom (tj. żelazo, glin, miedź, kwarc, krzem, magnez, sód, potas i in.) wzmacnia naczynka krwionośne.

Mimo, że sama glinka pomaga w walce z cerą naczyniową, wzbogacam ją i zamiast samej wody do rozrobienia, używam kwasu hialuronowego oraz hydrolatu z róży.


Zanim nałożę glinkę na twarz, wykonuję peeling kawitacyjny, czasem sonoforezę. Gotową papkę nakładam na twarz za pomocą pędzla. Trzymam ją tak długo na twarzy, aż nie zastygnie (lepsze właściwości matujące).


Czy zauważyłam jakieś zmiany?
Po raz kolejny powtórzę, że kluczem do nieskazitelnej cery jest określenie jej typu oraz świadome dobieranie kosmetyków pielęgnacyjnych. Wszystkie te czynniki razem dają rezultaty, skóra mniej się czerwieni, jest wyciszona, ładnie zmatowiona a pory zwężone.

Ogólnie rzecz ujmując, polecam te glinkę. Jest to najlepszy rodzaj maseczek do twarzy, jaki miałam okazję używać. Przede wszystkim daje efekty, jest skuteczna. Polecam!

A czy Wy używacie glinek? Stosujecie sproszkowane, czy od razu kupujecie gotowe papki w drogeriach? Jak na Was działają?

Pozdrawiam!

EDIT: 19 sierpień 2014r.: czasem dodaję do maseczki trochę oleju arganowego. Dzięki temu maseczka nie działa bardzo ściągająco, jest delikatniejsza dla twarzy. Niestety, ciężej się ją nakłada.
[120.] Moja codzienna pielęgnacja twarzy.

[120.] Moja codzienna pielęgnacja twarzy.

Witam!

Parę miesięcy temu dodałam post w odpowiedzi na pytanie Czytelniczki. Prosiła o opisanie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji twarzy. Ówczesną pielęgnację opisałam bardzo szczegółowo w tym poście, jednak od tamtej pory wiele się zmieniło.

Ciągle poszukiwałam idealnej linii kosmetyków, które zapewniałyby mojej cerze odpowiednią i skuteczną pielęgnację. Bazowałam przede wszystkim na kosmetykach drogeryjnych. W końcu zaczęłam bliżej przyglądać się składom INCI, zajęcia na uczelni bardzo pomogły mi w usystematyzowaniu mojej wiedzy na temat składników i ich działania. Zagłębiłam się w temat składów INCI i zauważyłam, że kosmetyki drogeryjne są wręcz napakowane chemią. 

Zaczęłam sobie zadawać pytanie, czy ta chemia w kosmetykach aby na pewno nam nie szkodzi? 

Na uczelni tydzień w tydzień omawialiśmy kosmetyki drogeryjne i apteczne oraz rozbieraliśmy ich składy na czynniki pierwsze. Nie znalazłam jednak odpowiedzi na moje pytanie. Postanowiłam przetestować coś bardziej przyjaznego skórze na sobie. Jako studentkę, nie stać mnie na drogie kosmetyki, przyznaję. Zaczęłam więc przeszukiwać takie strony jak zrobsobiekrem.pl z naturalnymi półproduktami, zagłębiłam się w temat pielęgnacji skóry olejami oraz zainteresowałam się rosyjskimi kosmetykami "Bania Agafii", polskimi "Sylveco". Zauważyłam poprawę w stanie skóry a mój portfel wcale nie ucierpiał. Jedynym wysiłkiem, jakiego wymaga naturalna pielęgnacja, to poznanie łacińskich i angielskich nazw kosmetyków, które umożliwiają analizę składu. Nie jest to jednak bardzo skomplikowane- początkującym polegam stronę kosmopedia.org, gdzie będą mogli przeanalizować prawie każdy składnik INCI. Po przeczytaniu kilku etykietek zauważycie, że wiele składników się powtarza i łatwo zapamiętacie ich działanie :).

Przypomnę po raz kolejny, że zanim postanowimy zadbać kompleksowo o naszą twarz, powinnyśmy rozpoznać, jaki mamy rodzaj cery oraz jak po kolei powinnyśmy ją pielęgnować. Często jednak zdarza się, że same nie potrafimy rozpoznać profilu naszej cery- mamy wrażenie, że dolega jej wszystko! Przesuszenie, rozszerzone pory i pryszcze, wrażliwość oraz zaczerwienienia... Drogeryjne i apteczne kosmetyki często podyktowane są jednej dolegliwości i mogą zaostrzać inną. W przypadku kosmetyków ziołowych sprawa ma się całkiem inaczej- często są przeznaczone do problematycznych cer, którym- mówiąc obrazowo- dolega wszystko. To zachęciło mnie do podjęcia przygody z naturalną pielęgnacją i... widzę efekty!

Przejdźmy jednak do pielęgnacji "krok po kroku":

1. Codziennie rano i wieczorem wykonuję oczyszczanie metodą OCM:
Dlaczego preferuję oczyszczanie twarzy olejami? Oleje są naturalnym źródłem witamin, regulują wydzielanie sebum, nie podrażniają skóry, pomagają utrzymać jej odpowiedni poziom nawilżenia i natłuszczenia. Przed OCM nie potrzebuję robić demakijażu- oleje bardzo dobrze radzą sobie z oczyszczaniem twarzy nawet z wodoodpornych kosmetyków. Dodatkowo, poprzez wyeliminowanie detergentów zawartych w "typowych" produktach do mycia twarzy, nie potrzebuję stosować toniku (jego funkcją jest wzmacnianie skóry oraz przywracanie naturalnego pH). Oleje nie podrażniają skóry, nie naruszają jej naturalnego odczynu pH- stąd tonik jest zbędny. 
Na czym polega OCM oraz jak przygotować najprostszą mieszankę olejów mieszcząc się w granicach cen drogeryjnych kosmetyków do oczyszczania, pisałam w tym poście.


A jeżeli nie mam czasu na OCM? Wtedy używam żelu do mycia twarzy z tymiankiem firmy Sylveco.
Oczywiście po żelu, muszę zastosować tonik. Na razie pozostałam wierna tonikowi z Ziaji, jednak gdy go wykończę, na pewno rozejrzę się za bardziej naturalnym kosmetykiem:


2. Nakładam krem do twarzy. 
Krem stosuję dwa razy dziennie. Do tej pory najbardziej byłam zadowolona z kremu z olejem z kiełków pszenicy "Bania Agafii". Jest to rosyjski kosmetyk, który jest prawdziwą bombą ziołową! Świetny skład, rewelacyjne i widoczne działanie. Na pewno do niego wrócę!


Na chwilę obecną testuję kremy firmy Sylveco. Dokładną recenzję przygotuję, gdy zużyję kremy do końca. Na razie mogę powiedzieć, że bardzo dobrze współgrają z resztą pielęgnacji. Obecnie stosuję:
- łagodzący krem pod oczy- co wieczór, jeśli potrzebuję, również na dzień,
- lekki krem nagietkowy- stosuję go rano i wieczorem,
- krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną- stosuję na noc co 3 dzień.

(Edycja z dnia 12 sierpnia 14r. :
Moja recenzja łagodzącego kremu pod oczy, Sylveco: KLIK! 
Moja recenzja lekkiego kremu nagietkowego, Sylveco: KLIK!


3. Wspomagam się ultradźwiękami.
Do tego celu używam przyrządu do peelingu kawitacyjnego i sonoforezy. Peeling kawitacyjny polega na wtłaczaniu kropelek wody w przestrzenie między zrogowaciałym naskórkiem. Pod wpływem ultradźwięków kropelki wody pękają usuwając zrogowaciały naskórek. Sonoforeza jest to wtłaczanie substancji aktywnych przy pomocy urządzenia emitującego ultradźwięki. W skórze chwilowo powstają mikropory, przez które substancje aktywne wnikają do wnętrza organizmu.


4. Maseczki drogeryjne zamieniłam na naturalne glinki.
Do tej pory zarecenzowałam Wam francuską glinkę zieloną, która pomogła mi uporać się z nadmiernym przetłuszczaniem twarzy. Gdy już uznałam, że zażegnałam przykry problem pryszczy, zamieniłam glinkę zieloną na czerwoną. Francuska glinka czerwona jest delikatniejsza od zielonej, słabiej absorbuje sebum, jednak łagodzi zaczerwienienia i zapobiega pękaniu naczynek. Nie potrzebuję już tak mocnej glinki jak zielona, a zmagam się z cerą naczynkową. Odkąd zaczęłam stosować glinkę czerwoną oraz pozostałe, naturalne kosmetyki zauważyłam, że mniej się czerwienię, skóra jest wyciszona.

Nie stosuję samej glinki czerwonej. Dodaję do niej kilka kropel potrójnego kwasu hialuronowego 1,5% a zamiast wody dodaję hydrolat różany (jeśli interesuje Was, dlaczego stosuję akurat potrójny kwas hialuronowy, zapraszam do postu zawierającego informacje o tym kwasie. Opisuję tam dokładnie, jakie są rodzaje kwasu hialuronowego, jakie mają działanie i do czego służą.)


5. Pielęgnacja ust.
Przez wiele lat używałam Tender Care od Oriflame. Jest to jedyny kosmetyk, który odpowiednio natłuszcza moje usta i zapobiega powstawaniu zajadów. Przez kilka miesięcy nie miałam możliwości zakupu Tender Care, próbowałam więc różnych drogeryjnych kosmetyków. Niestety, nawet słynny Carmex nie podołał... Powróciłam do mojego ulubionego Tender Care i mam nadzieję, że znów zostaniemy ze sobą na wiele lat :) Skład kosmetyku nie należy do naturalnych (ma dużo parafiny i syntetyczne przeciwutleniacze), jednak jedynie on mi pomaga...


Czy zauważyłam poprawę po zmianie kosmetyków do pielęgnacji?
Bardzo dużą! Przede wszystkim moja skóra przestała mieć "wahania nastrojów"- nie przesusza się, pryszcze rzadko się pojawiają. Zaryzykuję stwierdzenie, że moja cera dzięki odpowiedniej pielęgnacji stała się normalna z lekką tendencją do przetłuszczania. W końcu zwęziły się rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory), zmarszczki są mniej widoczne. Mój największy problem, czyli rumieńce również zostały złagodzone i pojawiają się rzadziej. A jeśli się pojawiają, są bledsze i szybciej znikają. Skóra stała się ujędrniona, lepiej nawilżona i odpowiednio natłuszczona. Drobne przebarwienia mają bardziej wyrównany koloryt, są mniej widoczne. Nie mam cieni ani worków pod oczami. Teraz do codziennego makijażu używam tylko podkładu matującego i tuszu do rzęs. Myślę, że to mówi samo za siebie.

Czy polecam? Tak, uważam, że zmiana pielęgnacji na naturalną, to zmiana na lepsze! 

Z ostatnich nasuwających się przemyśleń: "Dlaczego chemiczne kosmetyki miałyby działać? Przecież nasza skóra- na chłopski rozum- ich nie przyjmie, ponieważ "co miałaby z nimi zrobić"? Są to substancje obce i drażniące dla skóry. Wyciągi roślinne natomiast, mają w sobie wiele witamin, mikro- i makroelementów, substancji, które są identyczne jak te w naszej skórze. Jest to więc normalna reakcja, że naturalna, ziołowa pielęgnacja działa, bo w tych kosmetykach ma co działać!" =)

Pozdrawiam!
[119.] Efekty sesji zdjęciowej z charakteryzacją na geparda.

[119.] Efekty sesji zdjęciowej z charakteryzacją na geparda.

Witam!

Dziś chciałabym Was zaprosić na bardzo tropikalny post- wraz z ekipą zrobiliśmy sobie sesyjny wypad na... pustynię!

Do tak egzotycznego miejsca pasowało wykonać równie egzotyczny makijaż. Poszłam na całość i postanowiłam ucharakteryzować modelkę na geparda.

Gdyby tej "egzotyczności" było Wam mało dodam, że modelka również odznaczała się niebanalną urodą.

Jeśli jesteście ciekawi sesji, zapraszam dalej!

Ekipa:

fot. Adrian Balana

 fot. Marek Łuszczkiewicz

  fot. Marek Łuszczkiewicz

fot. Adrian Balana  

fot. Adrian Balana  

  fot. Marek Łuszczkiewicz

fot. Adrian Balana 

Miejscem naszej sesji była Pustynia Błędowska, czyli największa w Europie pustynia. Cieszę się, że miałam okazję odwiedzić to jedno z wyjątkowych miejsc Polski, które jest tak unikatowe. 

Jeśli chcecie zobaczyć, jak ta sesja wyglądała "od kuchni", zapraszam na backstage:

W trakcie wykonywania charakteryzacji. Największym wyzwaniem w tym makijażu były... oczy modelki. Ania ma wietnamskie korzenie, a jak wiadomo, budowa oczu azjatów różni się od oczu europejczyków. Najdosadniej mogę opisać to tak, że w miejscu, gdzie ja mam załamanie powieki, Ania miała "tłuszczową poduszeczkę" (tak to przynajmniej pod palcem czułam ;)). Azjatyckie oczy maluje się inną techniką, był to pierwszy raz, kiedy wykonywałam tego typu makijaż oczu. Jednak jestem zadowolona z końcowego efektu.

 "Kadra Kierownicza", czyli wraz z Anią-stylistką odpoczywamy (i dokazujemy), gdy Fotografowie i Modelka działają.

 Za zorganizowanie sesji dostał mi się uroczy prezent- 1kg Nutelli! Został zjedzony w przeciągu 3 dni :D

 Jednak nie zjadłam sama tej Nutelli- jak widać, cała ekipa była zaopatrzona w łyżeczki!

 Rozpakowujemy sprzęt. Chłopaki sprawdzają, jak działa dymownica. Zgadnijcie, kto ją później obsługiwał (i miał przy tym nie małą radochę)? 

 Ostatnie poprawki.

 Pani Stylistka przygotowała cudną stylizację, a sama zapomniała, że na pustynię, to raczej przydałyby się porządniejsze buty :).

 Zaczynamy! Rozbawiło mnie to zdjęcie- Modelka ma na nim taką minę, jakby chciała rozszarpać Fotografa. On natomiast postawą jednoznacznie wyraża "spokojnie, nie złość się, zaraz sobie pójdę"- prawie jak spotkanie z prawdziwym gepardem ;)

 I tak to zazwyczaj przebiega- Fotografowie zawsze współpracują razem, dzięki czemu nie muszą tłumaczyć laikom takich podstaw, jak trzymanie blendy. 

 Zamiana ról Fotograf- Pomocnik.

 Momentami robiło się zimno (sesja miała miejsce parę tygodni temu). Na ile mogłam, zaopatrzyłam ekipę w kocyki.

 Najbardziej uroczym dodatkiem w całej stylizacji były przepaski na kostki, które Stylistka wykonała własnoręcznie!

 Nic dodać, nic ująć :) Chłopaki w akcji!

Nie dla wszystkich starczyło kocyka- Ania-stylistka musiała zadowolić się ręcznikiem ;) Grunt, że nie zmarzła!


I to byłoby na tyle :)
Trzymajcie za mnie kciuki 22 lipca, bardzo proszę- mam egzamin wstępny na studia II stopnia. Także w ciągu najbliższych dni pewnie będę mniej aktywna na Waszych blogach- czas porządnie przysiąść do nauki!
W razie pytań, zapraszam do korespondencji.

Pozdrawiam!
[117.] Intensywnie regenerująca maseczka Biovax do włosów suchych i zniszczonych- recenzja.

[117.] Intensywnie regenerująca maseczka Biovax do włosów suchych i zniszczonych- recenzja.

Cześć,
dziś chciałabym opisać Wam kolejny kosmetyk, który stosuję podczas pielęgnacji włosów. Będzie to recenzja intensywnie regenerującej maseczki do włosów suchych i zniszczonych firmy Biovax.


Maski Biovax pokochałam od pierwszego użycia. Przede wszystkim są to maski, które nie tylko wizualnie poprawiają stan włosów. Ich składy są wręcz napakowane składnikami odżywczymi i regenerującymi włos. 

Parę miesięcy temu opisywałam Wam moją pierwszą maseczkę Biovax- była to wersja z keratyną i jedwabiem. Polubiłam tę wersję na tyle, że nie widziałam potrzeby zamiany na inną. Jednak nie potrafię być zbyt długo wierna jednemu kosmetykowi, także skusiłam się na najbardziej zachwalaną wersję- do włosów suchych i zniszczonych.

To był strzał w dziesiątkę! Moje włosy dostały nowe składniki odżywcze, co najwyraźniej bardzo im spasowało. Ogólnie zauważyłam u siebie tę tendencję (zarówno jeśli chodzi o włosy jak i cerę), że im bogatszy i bardziej naturalny skład kosmetyku, tym włosy i cera wyglądają lepiej.


Skład maski:
Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth - 20, Cetrimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Cinnamomum Zeylanicum Extract, Mel (Honey) Extract, Parfum, C.I. 16255, C.I. 42090, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Potassium Sorbate.

Co tak na prawdę znajduje się w masce?
Na początku mamy składniki zmiękczające włos, następnie składniki odpowiadające za utrzymanie odpowiedniej konsystencji maski. Później zaczynają się składniki odżywiające i regenerujące włos:  olej ze słodkich migdałów, lanolina, gliceryna, ekstrakt z henny, ekstrakt z miodu. Na końcu mamy jeszcze kilka składników odpowiadających za zapach, odpowiednią konsystencję i konserwujących.

Cena: ok. 20 zł. 




Jako, że maska w składzie ma trochę chemii, postanowiłam łączyć ją wraz z olejem na porost włosów Bania Agafii. PRZED myciem głowy, mocno zwilżałam włosy, następnie nakładałam ok. 1 łyżki stołowej oleju na włosy a następnie porcję maski Biovax. Kuracja trwała od maja do lipca, a oto efekty:



Włosy stały się bardziej gładkie, zaczęły się lepiej układać, ewidentnie są w lepszej kondycji. Zauważyłam, że gdy umyję włosy szamponem, zanim nałożę odżywkę, włosy już wtedy są śliskie i nie mam problemów z rozczesaniem ich palcami- czyli łuski włosów się domykają! :) Bardzo mnie to cieszy. Nawet fryzjerka zaczęła zauważać, że włosy potrzebują dużo czasu żeby dokładnie wyschnąć- kolejny dowód na to, że łuski są bardziej domknięte (w moim przypadku raczej nigdy nie osiągnę włosów niskoporowatych). Przede mną jeszcze długa droga w walce o piękne włosy, jednak widzę, że zmierzam w dobrym kierunku.

Znacie Biovaxy? Która wersja jest Waszą ulubioną? 

Pozdrawiam! =)

EDIT:
11.12.14r.- aktualizacja wpisu dot. pielęgnacji włosów (wiele się zmieniło!): KLIK! 
[116.] Sesja z charakteryzacją zombie.

[116.] Sesja z charakteryzacją zombie.

Uszanowanko!

Dziś chciałabym Wam pokazać efekty niedzielnej sesji zdjęciowej. Charakteryzacja zombie była dla mnie kolejnym punktem na szczeblu wizażowych umiejętności. Przyznam, że stresowałam się, czy uda mi się wykonać tę charakteryzację.

Zapraszam do oglądania efektów:

Najpierw pokażę zdjęcia fot. Adriana Balana:





Kolejne zdjęcia są autorstwa fot. Marka Łuszczkiewicz:




Ekipa:

Sesja odbyła się w ruinach cementowni w Będzinie. Nie byliśmy jedynymi, którzy w piękną, słoneczną niedzielę wybrali zatęchłe mury- oprócz naszej sesji trafiliśmy na sesję ślubną. Jednak najzabawniejszym momentem całej sesji był moment, w którym usłyszeliśmy kroki idące w naszą stronę. Modelka schowała się za jedną ze ścian, a gdy kroki były już blisko, wyskoczyła zza niej z krzykiem. Okazało się, że jakaś grupka chłopaków wybrała się na spacer po cementowni ;) Jeden z nich tak się wystraszył, że aż wydał z siebie czysto falsetowy okrzyk!

Sesja nie była łatwa. Każdy z ekipy miał przed sobą nowe wyzwanie. Przede wszystkim Modelka musiała całkowicie zapomnieć o typowym pozowaniu, zamiast wyglądać ładnie, apetycznie, miała wyglądać jak flak. Dodatkową atrakcją dla modelki było czołganie się po tumanach kurzu i pyłu- nie każdy dałby radę w takich warunkach odpowiednio zagrać rolę zombie. Fotografowie musieli dokładnie przemyśleć ustawienie lamp, by dawały efekt mroku w tle. Chyba jedynie fryzjerka była najbardziej zadowolona ze swojej roli- rzadko kiedy trafia Jej się taka atrakcja, żeby zamiast ładnej fryzury, zrobić z włosów busz.

Co mogę powiedzieć na koniec? Jestem psujem- warto odwiedzić portfolio Modelki, żeby zobaczyć, jak wyglądała przed charakteryzacją. Nie do poznania!

A teraz kilka zdjęć backstage`owych, czyli jak to wszystko wygląda "od kuchni":

 W trakcie rozpakowywania sprzętu.

 Graffiti, dzięki któremu orientowałam się, gdzie jestem- cementownia to bardzo duża powierzchnia, przy czym każda "hala" jest do siebie podobna.

 Miejsce sesji.

 Charakteryzacja jeszcze przed ostatnimi poprawkami.

 I jak tu się nie wystraszyć? ;)

 "Spoko, zanim to truchło wypełznie stamtąd, zdążysz jeszcze zrobić kilka zdjęć."



Biedna modelka, całą sesję jedynie mogła pić przez rureczkę :) Zastanawiam się, czy nie podesłać zdjęcia do Nestea- mieliby rewelacyjną reklamę!

I to byłoby na tyle :) Dajcie znać, jak podobają Wam się efekty, w razie pytań zapraszam do korespondencji.

Pozdrawiam! =)
Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl