[309.] Oczyszczanie twarzy bez detergentów- porównanie metody OCM oraz mycia twarzy glinką.

[309.] Oczyszczanie twarzy bez detergentów- porównanie metody OCM oraz mycia twarzy glinką.

 
Prawidłowa pielęgnacja cery składa się z dwóch etapów. Pierwszym jest dobór odpowiedniego kremu a drugim- często traktowanym "po macoszemu" - delikatne, ale dogłębne oczyszczenie cery. Te dwa czynniki działają synergistycznie, uzupełniają się. Dlatego nawet, jeśli Pani X stosuje najlepszej jakości krem, ale wciąż popełnia błędy podczas mycia twarzy, nie będzie widziała spektakularnych efektów.

Do najczęstszych błędów popełnianych podczas mycia twarzy niewątpliwie należą:
- mycie twarzy mydłem,
- mycie twarzy samą wodą,
- stosowanie tylko płynu micelarnego.
O tym, dlaczego oczyszczanie skóry jest tak bardzo istotne i dlaczego nie powinno się stosować powyższych metod, pisałam w osobnym poście i jeśli któraś z Was go nie widziała, to serdecznie zachęcam: KLIK


Osobiście jestem zwolenniczką oczyszczania skóry bez stosowania detergentów. Istnieją metody umożliwiające dogłębne oczyszczenie skóry, bez zastosowania środków pieniących, które nierzadko odpowiadają za uczucie ściągnięcia i podrażnienia skóry. Ponadto należy pamiętać, jeżeli stosujemy żele, trzeba wyrównać pH skóry przy pomocy toniku lub hydrolatu.
Aktualnie znam dwie takie metody mycia cery bez użycia detergentów- OCM oraz mycie twarzy glinką. Obie stosowałam i chciałabym dziś zestawić te dwie metody.

OCM- Oil Cleansing Method
To metoda mycia twarzy przy pomocy olejów. Działa na zasadzie "tłuste rozpuszcza się w tłustym". Jest to metoda mycia twarzy kultywowana głównie w Azji. Do jej wykonania potrzebujemy ściereczki, oleju rycynowego oraz dowolnego innego oleju. Wykonujemy odpowiednią mieszankę olejów dla naszej cery i nakładamy ją trzykrotnie na twarz, trzykrotnie ściągamy olej przy pomocy ściereczki. Dokładny opis tej metody jest bardzo długi, dlatego jeśli nie znacie tej metody, zapraszam do osobnego postu, w którym bardzo szczegółowo opisuję tę metodę: KLIK 

Niezbędnik do wykonania OCM

Mycie twarzy białą glinką
Bardzo delikatna substancja, nie wysusza, nie podrażnia a umożliwia równie skuteczne oczyszczenie skóry co OCM. Początkowo bardzo polubiłam tę metodę ze względu na szybkość jej wykonywania, jednak po długotrwałym stosowaniu zaczęłam zauważać, że nie zastąpi mi OCM. To właśnie było "motorkiem napędowym" do napisania dzisiejszego postu.

Przejdźmy do istotnych różnic pomiędzy obiema metodami:
Potrzeba zmywania makijażu:
OCM jest metodą, która umożliwia oczyszczenie skóry z makijażu jak i oczyszczenie dogłębne, przy tym jest niezwykle delikatna dla skóry. Nakładając oleje w kilku etapach najpierw pozbywamy się makijażu, później oczyszczamy dogłębnie pory. Bez obaw możemy zmyć cienie do powiek oraz tusz przy pomocy olejów- jeśli wpłynie on do oka, nie powoduje szczypania ani zaczerwienienia. Całkiem inaczej w przypadku mycia twarzy glinką- ją stosujemy jako zamiennik żelu, nie posiada właściwości zmywających kosmetyki. Dlatego jeśli decydujemy się na oczyszczanie twarzy glinką, niezbędne jest uprzednie zastosowanie płynu micelarnego. Nie polecam również stosowania glinki na okolice oczu- gdy dostanie się do środka daje bardzo nieprzyjemne odczucie suchości i podrażnienia. 


Czas trwania:
Tutaj punkt dla glinki. Wystarczy rozrobić ją w pojemniczku, nałożyć na skórę, chwilę pomasować i spłukać. Nawet wcześniejsze zastosowanie płynu micelarnego nie powoduje drastycznego przedłużenia w czasie tej metody. Natomiast OCM jest pewnego rodzaju rytuałem- wymaga cierpliwości i czasu. Wykonując OCM wykonujemy jednocześnie masaż twarzy, który osobiście bardzo doceniam- rano pobudza lepiej niż kawa a wieczorem relaksuje skórę. Jednak niektórych ciężko zmobilizować do wcześniejszej pobudki ;).

Działanie anty-ageing:
I tutaj OCM wygrywa, pobijając pozostałe metody "na łeb, na szyję". Warto pamiętać, że kosmetyki to nie leki, nie cofają powstałych już zmian a jedynie mogą opóźnić ich powstawanie. Dlatego w przypadku pielęgnacji zawsze mamy na uwadze prewencję a nie cofanie powstałych zmian. Żaden krem nie cofnie zmarszczek, chociażby nie wiem jak był reklamowany =). Wykonując OCM po pierwsze dostarczam jej wielu substancji aktywnych i witamin, które działają nawilżająco, przeciwzapalnie (zmniejszenie trądziku), odbudowują warstwę hydrolipidową skóry. Po drugie wykonując masaż pobudzam skórę do produkcji kolagenu i elastyny. Myślę, że efekty moich starań tak na prawdę będzie można ocenić dopiero za kilka lat, nie mniej jednak na chwilę obecną cieszę się dobrze nawilżoną skórą z zażegnanym problemem trądziku, co zawdzięczam metodzie OCM. Glinka wykazuje jedynie działanie oczyszczające oraz seburegulujące, które również są podstawowymi działaniami w przypadku OCM.


Tabela podsumowująca w skrócie różne metody mycia twarzy:


Już nawet w tabeli porównującej konwencjonalne oczyszczanie skóry przy pomocy żelu oraz metody bez użycia detergentów widać, że OCM oraz mycie glinką ma zdecydowanie więcej plusów. Spośród tych trzech metod OCM wypada najlepiej - jedyną wadą mycia twarzy tą metodą jest czas jej trwania jednak osobiście uważam, że zalety zdecydowanie przeważają. 
Aktualnie wciąż jestem wierna OCM w codziennej pielęgnacji. Kiedy goni mnie czas, z przyjemnością sięgam po glinkę. 

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z mycia twarzy różnymi metodami. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami =)
Pozdrawiam!

[308.] Nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału, Vianek

[308.] Nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału, Vianek


Będąc niedawno w domu rodzinnym miałam zabawną sytuację. Poszłam do łazienki i zapomniałam zabrać ze sobą żelu do twarzy mycia twarzy. Przeszukałam całą łazienkę, żeby znaleźć chociaż jeden produkt bez SLS. Trafiłam na nawilżający żel do mycia rąk z Sylveco i umyłam nim buzię. Dzięki zawartości ekstraktu z podbiału zostawił przyjemnie nawilżoną skórę. Zaczęłam zastanawiać się, jakby było cudownie znaleźć żel pod prysznic, który daje tak przyjemny efekt. Daleko szukać nie musiałam- Vianek trafił w moje potrzeby idealnie!

Same plusy- kosmetyk nie testowany na zwierzętach, składniki pochodzenia naturalnego, zioła z ekologicznych upraw i kompozycje zapachowe bez alergenów.


Co producent pisze o produkcie:
"Żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału oraz olejem z kiełków pszenicy. Nawilża i regeneruje przesuszoną skórę, chroniąc i przywracając jej uczucie komfortu. Łagodnie i skutecznie myje, otulając skórę delikatnym zapachem. Pozostawia uczucie odświeżenia i przyjemnej czystości. Przy systematycznym stosowaniu skóra odzyskuje miękkość, gładkość i elastyczność."

Skład INCI:


W składzie znajdziemy dwa łagodne detergenty- lauryl glucoside i cocamidopropyl betaine. Dalej mamy substancje nawilżające: glicerynę, mleczan sodu (substancja występująca w NMF), mocznik, ekstrakt z podbiału, olej z kiełków pszenicy. Następnie wzmacniające proteiny pszenicy, łagodzący pantenol, nawilżający kwas mlekowy. Na samym końcu znajdziemy gumę guar (zagęstnik), sodium benzoate (konserwant dopuszczony przez komisje certyfikujące do stosowania w kosmetykach naturalnych), perfum.


Moja opinia:
Bardzo polubiłam ten żel, ponieważ zostawia skórę gładką i nawilżoną a przy tym żel nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej, tępej czy tłustej powłoki na skórze. Dzięki temu, że nie posiada w składzie SLS ani pochodnych, nie wysusza skóry, nie powoduje swędzenia, drobnopłatkowego złuszczania skóry ani wzmożonego pojawiania się trądziku na plecach czy dekolcie. Jest delikatny, nie podrażnia, lekko się pieni, ale skutecznie zmywa zabrudzenia. W dodatku ładnie, delikatnie, świeżo pachnie. Zdecydowanie zasługuje na miano ulubieńca =)

A czy Wy znacie już kosmetyki Vianek? Co o nich sądzicie?
Pozdrawiam!
[307.] Denko styczeń 2016r.

[307.] Denko styczeń 2016r.









Kolejny miesiąc za nami a wraz z nim czas na podsumowanie kosmetyków, które udało mi się zdenkować w czasie jego trwania. Wśród tych kosmetyków znajduje się wiele kosmetyków naturalnych i niejeden ulubieniec! Zapraszam na post =)



Pielęgnacja włosów:

1. Maska do włosów Biovax - bambus & olej awokado: tragedia! Maska nie ma najgorszego składu, jednak jej działanie dyskwalifikuje ją na całej linii. Włosy były spuszone, suche i pozbawione blasku. Na początku swojej przygody z włosomaniactwem lubiłam maski Biovax, szczególnie wersję do włosów suchych i zniszczonych, jednak wraz z poznawaniem kolejnych naturalnych kosmetyków do włosów, znalazłam takie, które służą mi o wiele lepiej, mają lepsze składy oraz porównywalne ceny.

2. Serum z olejem arganowym, Bioelixire- mocno silikonowe serum, oleju arganowego jest tam bardzo niewiele. Jednak jest to jedyne drogeryjne serum do włosów, które jako-tako wygładzało moje włosy. Stopniowo odstawiałam je i włosom wyszło to na dobre- odkąd przestałam stosować silikony w pielęgnacji włosów, przestały być przez niego oblepione i w końcu mogły pobierać substancje aktywne w masek i odżywek! Czy polecam to serum? Tylko w awaryjnych sytuacjach, jeśli nic innego Wam nie pomaga. Ja postanowiłam zrezygnować z niego całkiem, ponieważ od dłuższego czasu stoi na półce i tylko się kurzy. Zużyłam tylko 1/3 opakowania, także kosmetyk znalazł nową właścicielkę =)

3. Żel do higieny intymnej, Facelle- ulubieniec z Rossmana! Ma bardzo dobry skład (jednak nie idealny ;)), zawiera tylko delikatne detergenty, przez co nie wysusza skóry. Myję się nim cała- łącznie z włosami i ciałem- także jest to bardzo dobry produkt gdy jesteśmy w podróży. Myje delikatnie ale skutecznie. W przypadku włosów mocno nawilża je (kwas mlekowy) oraz nabłyszcza. 

4. Baikal Herbals, Regenerujący balsam do włosów łamliwych i zniszczonych- kosmetyk o bardzo dobrym składzie, jednak moim włosom ciężko dogodzić. Nie wygładził włosów, nie nawilżył dostatecznie mocno. Przeciętniak, także nie zamierzam do niego wracać.

5. Ocet jabłkowy- płukankę z octu jabłkowego wykonuję po każdym myciu włosów. Domyka łuski włosa, przez co bardziej się błyszczą i mniej puszą. Do miski wlewam 5 łyżek octu i zalewam 1,5 litra chłodnej wody. Po umyciu włosów trzymam je w płukance ok. 1 minuty, później wyciskam je i nie spłukuję dodatkowo czystą wodą. 

6. Maska do włosów Kallos, Banana- włosowy odpowiednik kremu Nivea =D Ma spowodować tylko doraźny efekt, jednak w żaden sposób nie nawilża ani nie odżywia włosa. Substancji aktywnych jak na lekarstwo, zdecydowanie więcej silikonów. Mimo to, wcale nie wygładza włosów. Nie polubiłyśmy się =)

Pielęgnacja twarzy i ciała:


1. Sylveco, brzozowa pomadka ochronna- bardzo delikatna pomadka, ledwo wyczuwalna na ustach. Mimo, że nie zostawia tłustej powłoki, nawilża bardzo mocno i chroni usta przed czynnikami zewnętrznymi. Nie posiada barwników ani substancji zapachowych, dlatego może być stosowana u dzieci. Prosty i krótki skład sprawia, że jest to pomadka, którą mogę polecić alergikom. Nie posiada parafiny ani wazeliny! Pełna recenzja: KLIK

2. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem- jeden ze sztandarowych produktów marki Sylveco- wielofunkcyjna pomadka, ponieważ można ją stosować zarówno jako pomadkę ochronną, jak i do peelingowania ust. Jest wzbogacona o olej z wiesiołka, dlatego mocno odżywia i nawilża usta, zostawia warstwę ochronną. Ma zatopione drobinki cukru trzcinowego, które odpowiadają za właściwości peelingujące. Polecam szczególnie, jeśli lubicie nosić pomadki kolorowe! Wieczorem wykonajcie masaż ust przy pomocy tej pomadki i zostawcie ją na całą noc na wargach. Rano nie będziecie miały żadnych suchych skórek, dlatego też pomadki kolorowe będą lepiej się trzymać i nie będą ważyć się. Pełna recenzja: KLIK

3. Glukonolakton, zrobsobiekrem.pl- rok temu wykonałam kurację tym kwasem i byłam bardzo zadowolona z efektów. W tym roku powtórzyłam kurację i skóra zareagowała całkiem inaczej- była podrażniona i szorstka. Jednak po raz kolejny skóra dała mi sygnał, że nie przepada za kwasami. O zeszłorocznej kuracji możecie przeczytać tutaj: KLIK - jeśli borykacie się z przebarwieniami, cerą wrażliwą, naczynkową, a przy tym tłustą, trądzikową lub nawet z trądzikiem różowatym, to możecie wypróbować ten kwas. Jest bardzo delikatny a przy tym skuteczny. Chyba, że Wasze cery są tak samo nastawione "anty" na kwasy jak moja =).

4. Soap Szop, Balsam Yennefer- ulubieniec na zimowe wieczory! Bardzo mocno nawilżał skórę, była niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku. Balsam ma w 100% naturalny skład i pachnie obłędnie (bzem)! Szkoda, że firma ta jest mało znana =) Pełna recenzja: KLIK.

5. Pasta do zębów Himalaya Herbals- pasta bez dodatku fluoru, za co duży plus. Mam bardzo delikatne dziąsła a w czasie użytkowania tej pasty, dziąsła nie krwawiły. Myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.


Kosmetyki do makijażu:


1. Rimmel, Lash Accelerator Endless- hit! Zużywam już kolejne opakowanie i wciąż nie mam go dość. Pięknie wydłuża i podkręca rzęsy. Precyzyjna szczoteczka umożliwia dokładne wytuszowanie i rozdzielenie rzęs. Pełna recenzja: KLIK

2. Podkład mineralny Annabelle Mnerals, Golden Fair, matujący- jeśli borykacie się z cerą tłustą i trądzikową, to jest to podkład dla Was. Nie zawiera silikonów przez co nie zapycha porów. Posiada w 100% naturalny skład, dodatek tlenku cynku pielęgnuje cerę z tendencją do wyprysków i łojotoku. Posiada naturalny filtr słoneczny SPF 30. Pełna recenzja: KLIK


Pozostałe:

1. Preparat do odsuwania skórek, Lovely- nie posiada składu INCI, który koniecznie chciałam zobaczyć. Podejrzewam, że musiał być na opakowaniu, w którym był przechowywany w magazynie, jednak Panie Ekspedientki z Rossmana zrobiły wielkie oczy, gdy zostały zapytane o INCI tego preparatu. Szału nie robił, ale dobrze odsuwało mi się na nim skórki. Jest bardzo wydajny- zdążył się przeterminować a w opakowaniu została resztka produktu.

2. Babuszka Agafia, krem do rąk z jonami srebra- mimo dobrego składu, nie polubiłam go. W ogóle nie nawilżał dłoni, miałam wręcz wrażenie, że wysuszał skórę. Podejrzewam, że moja skóra nie lubi jonów srebra, bo jest to kolejny kosmetyk z tą substancją, który mi nie pasuje. Krem śmierdział tanim odświeżaczem toaletowym. 

3. Balsam do paznokci 2x5- skład dobry, ale nie rewelacyjny. Preparat wyraźnie wzmocnił moje paznokcie po ściągnięciu żeli. Kiedyś wypróbuję go ponownie, chyba, że znajdę odpowiednik o jeszcze bardziej naturalnym składzie. 


I to byłoby na tyle! Znacie któreś z tych kosmetyków? Lubicie?
Pozdrawiam serdecznie!

[306.] Kolejne zamówienie półproduktów ze zrobsobiekrem.pl

[306.] Kolejne zamówienie półproduktów ze zrobsobiekrem.pl


Wykorzystujecie półprodukty w pielęgnacji? Osobiście bardzo chętnie korzystam z dobrodziejstw sklepu zrobsobiekrem.pl i dzięki niemu poznałam większość olejów, hydrolatów czy ekstraktów, które Wam opisuję. Niedawno dotarła do mnie kolejna przesyłka z tego sklepu i pochwalę się, jakie dobroci wpadły do mojego koszyka!


Glinka biała "porcelanowa":


Popieram mycie twarzy bez użycia detergentów- jednak żeby oczyścić skórę dogłębnie, trzeba użyć odpowiednich substancji. Zazwyczaj myję twarz olejami (metoda OCM) jednak od kilku miesięcy zdarza mi się zastąpić oleje glinką. Mycie twarzy przy użyciu białej glinki jest szybsze niż podczas stosowania olejów a czas wykonywania OCM jest ewidentnie największą wadą tej metody. Mycie twarzy glinką nie powoduje wysuszenia, bardzo dobrze matowi skórę, pomaga zwęzić pory oraz zmniejsza przetłuszczanie się skóry. O tym, jak myć twarz glinką pisałam tutaj: KLIK.
125g białej glinki to koszt 12 zł, do kupienia tutaj: KLIK


Hydrolat z Jagodliny Wonnej (Ylang-Ylang)

Z tym hydrolatem mam przyjemność widzieć się po raz pierwszy- od razu przypadł mi do gustu jego zapach! Pachnie jak oliwka Bambino! Zawsze lubiłam ten zapach i ubolewałam, że ta oliwka ma tak kiepski skład. Nie spodziewałam się, że znajdę jej zapachowy odpowiednik i to jeszcze taki, z którym się polubię! Hydrolat ten ma właściwości relaksujące i uspokajające. Nawilża skórę, jest polecany dla skóry podrażnionej i szorstkiej. Może być stosowany jako tonik. Ja dodaję go do glinki - i jak pisałam wyżej- myję nią twarz.
200 ml to koszt 12.50 zł: KLIK

Gliceryna roślinna:

Na temat gliceryny istnieje wiele niedomówień. Wyróżnia się glicerynę roślinną (otrzymywaną poprzez zmydlenie tłuszczu kokosowego) oraz przemysłową (z propylenu, który jest uzyskiwany z benzyny)- jednak otrzymywanie tej drugiej jest mało opłacalne. Są zwolennicy tego związku, są i tacy, którzy twierdzą, że zapycha pory bardziej niż parafina. Spora część osób twierdzi, że gliceryna roślinna nie jest szkodliwa dla skóry, przemysłowa owszem- jednak ciężko udowodnić, w jaki sposób ów gliceryna została wyprodukowana. I w jaki sposób działanie tych gliceryn miałoby się od siebie różnić, skoro ich cząsteczki są identyczne? Ciężko znaleźć odpowiedzi na te pytania. Jednak nie ulega wątpliwości, że gliceryna posiada bardzo dobre właściwości nawilżające. Jako zwolennik stosowania olejów, pilnuję się, żeby dostarczyć skórze również humektantów (np. gliceryny) dla optymalnego poziomu nawilżenia. Dodaję parę kropel gliceryny do maski lub kremu. Nie zaobserwowałam pojawienia się wyprysków ani zaskórników. Gliceryna pomaga wiązać wodę w naskórku, przez co skóra od razu staje się nawilżona i bardziej gładka.
60 ml to koszt 4 zł: KLIK

D-pantenol

Substancja o bardzo szerokim spektrum działania- nawilża skórę, łagodzi podrażnienia, goi drobne urazy. Przyspiesza melanogenezę podczas opalania, jednocześnie zmniejszając zaczerwienienie i łuszczenie skóry. Dodawany do kosmetyków do włosów sprawia, że nabierają one połysku, są bardziej zdyscyplinowane i mniej się puszą.
30 ml kosztuje 11 zł: KLIK


Witamina B3- Niacynamid

Półprodukt, który po raz pierwszy gości w moich zapasach. Jeszcze nie było mi dane wypróbować tej substancji. Opis producenta jest bardzo zachęcający- witamina B3 ma pomagać w walce z trądzikiem, zmniejszać szorstkość i podrażnienie skóry a także rozjaśniać przebarwienia. W przypadku włosów zmniejsza ich wypadanie oraz pomaga zwalczyć łupież. Jestem bardzo ciekawa, jak spisze się u mnie!
10 g to koszt 4.50 zł: KLIK


Znacie któryś z tych półproduktów? Jak spisały się u Was? 
Pozdrawiam serdecznie,

PS Pomocnik również był obecny podczas robienia zdjęć:



[305.] Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała Vianek - rozdaję gratisy ;)

[305.] Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała Vianek - rozdaję gratisy ;)


 
Vianek, to najnowsza seria kosmetyków naturalnych wypuszczonych przez firmę Sylveco. W skład tej serii wchodzi 6 linii- nawilżająca, odżywcza, kojąca, łagodząca, energetyzująca i ujędrniająca. Dziś chciałabym pokazać Wam ujędrniająco-wygładzający peeling z mielonymi pestkami malin - na zewnątrz robi się coraz bardziej wiosennie, warto więc pamiętać o eliminacji cellulitu!


Co producent pisze o produkcie?
"Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu.
Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu."




SKŁADNIKI/INCI: Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Rubus Idaeus Seed, Oenothera Biennis Oil, Cera Alba, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Ci 77491

Co znajdziemy w składzie?
Już na pierwszym miejscu olej sojowy, który odpowiada za nawilżenie oraz wygładzenie skóry. Oprócz niego, w składzie znajdziemy również olej z wiesiołka (mocno nawilżający, odbudowujący warstwę hydrolipidową oraz gojący trądzik) i cynamonowy (działanie rozgrzewające i ujędrniające). Za efekt złuszczający odpowiadają drobinki cukru oraz zmielone pestki malin. Dodatkowo w składzie znajdziemy wosk pszczeli (działanie gojące, nawilżające, zmiękczające), alkohol benzylowy (naturalny konserwant pochodzący z olejków eterycznych), kwas dehydrooctowy (konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych), witaminę E (działanie przeciwstarzeniowe oraz konserwujące).
Duży plus dla firmy, że nie testuje kosmetyków na zwierzętach, wykorzystuje naturalne składniki i zioła z ekologicznych upraw. Kompozycja zapachowa oraz barwnik są pochodzenia naturalnego, nie powinny podrażniać skóry.

Peeling nie posiada żadnych detergentów, dlatego zanim przystąpimy do jego zastosowania, należy umyć skórę. Peeling dozujemy w zależności od upodobania- jeśli nałożymy niewielką ilość produktu na skórę, osiągniemy efekt "miziania" natomiast jeśli nie pożałujemy sobie tego peelingu, porządnie złuszczy naskórek i rozgrzeje skórę do czerwoności!
Po zmyciu peelingu skóra jest wyraźnie nawilżona, przy czym peeling nie zostawia tłustej ani tępej warstwy. Także po jego aplikacji nie ma potrzeby stosowania dodatkowo balsamu ani olejku (chyba, że potrzebujemy spotęgować efekt ujędrniający, wtedy serdecznie polecam pozostałe kosmetyki z tej serii). 


Bardzo duży plus za brak mocnych konserwantów- w peelingu znajdziemy naturalne konserwanty, przez co produkt można używać tylko przez 3 miesiące od otwarcia. Jest to bardzo dobry motywator, żeby nie kupować innych produktów a najpierw zużyć ten, który już się ma ;). 

Osobiście polubiłam ten peeling- mimo, że jestem przeciwniczką perfumowanych kosmetyków, przyznam, że w tym zapachu przepadłam! Wyraźnie czuć słodką nutę malin złamaną cynamonem. Coś pięknego! Poza tym, jak każdy, mam czasem takie dni, gdy nie mam czasu długo siedzieć w łazience- aplikując ten produkt na skórę, nie tylko złuszczam martwy naskórek ale i nawilżam ją, co skraca czas pobytu w łazience.


No i najważniejsze- czy wiecie, że w lutym możecie dostać ten peeling w gratisie?
Wystarczy podczas dermokonsultacji z firmą Sylveco dokonać zakupów kosmetyków tej firmy za ponad 50 zł a wtedy dostaniecie ten peeling gratis. Na prawdę warto- nie tylko ze względu na rewelacyjny skład i skuteczne działanie, ale i dlatego, że jest to na razie niszowa linia kosmetyków i nie wszędzie można ją dostać. Cena detaliczna w sklepach to koszt ok. 30 zł! 
Jeśli nie wiecie, czy w Waszym mieście odbywają się dermokonsultacje, zajrzyjcie na stronę producenta: KLIK! Osobiście zapraszam serdecznie na dermokonsultacje na Śląsku, z przyjemnością odpowiem na pytania dotyczące naturalnej pielęgnacji oraz kosmetyków Sylveco ;)

Pozdrawiam,




[304.] SLS, SLES i pochodne- o co tyle krzyku? Post zbiorowy o niebezpiecznych detergentach.

[304.] SLS, SLES i pochodne- o co tyle krzyku? Post zbiorowy o niebezpiecznych detergentach.


Wydawałoby się, że temat SLS, SLES i pochodnych został wyczerpany doszczętnie i każda osoba stosująca kosmetyki słyszała, że powinno się unikać tych substancji. Niestety- realia są całkiem inne. Wystarczy zapoznać się z największą polską grupą kosmetyczną na facebooku "Kosmetyki i Kosmetologia"- 90% osób wypowiadających się na tej grupie nie ma pojęcia o składnikach INCI, nawet tak podstawowych i znanych jak SLS. Dlatego też dziś chciałabym napisać post poświęcony tym substancjom. Wiem, że dla większości osób czytających ten post nie wniesie nic nowego, jednak bez postu, w którym zawarte byłyby wszystkie informacje na temat tego składnika, ciężko tłumaczyć laikom tajniki naturalnej pielęgnacji.

Zacznijmy od tego, w jaki sposób pracuje nasza skóra:
Gruczoły łojowe i potowe - wbrew temu, co mogłoby się wydawać- pełnią bardzo istotną funkcję. Wytwarzają ochronną warstwę hydrolipidową. Warstwa ta chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi (wiatrem, mrozem), rozwojem bakterii (kwaśne pH) oraz uciekaniem wody z naskórka (uczucie ściągnięcia skóry oraz łuszczenie). Warstwa ta, jeśli jest odpowiednio zbudowana, nie jest widoczna na skórze i umożliwia jej prawidłowe funkcjonowanie (czyli posiadamy typ normalny cery). 

Problemy zaczynają się, gdy skóra nie wytwarza warstwy hydrolipidowej w odpowiedniej ilości:
1. Skóra sucha- gruczoły nie wytwarzają odpowiedniej ilości płaszcza (warstwy) hydrolipidowego co w efekcie prowadzi do uczucia ściągnięcia skóry i łuszczenia, powstawania suchych skórek. Brak odpowiedniej pielęgnacji takiego typu cery prowadzi do podrażnień a w efekcie często do podtypu cery odwodnionej, naczynkowej czy zbyt szybko starzejącej się.
2. Skóra tłusta- gruczoły łojowe wytwarzają zbyt duże ilości warstwy hydrolipidowej, co widzimy jako nadmiar sebum. Nadmiar wydzielanego sebum prowadzi do zapchania gruczołów łojowych, przez co powstają wypryski oraz zaskórniki. Nieodpowiednia pielęgnacja takiego typu cery często prowadzi do rozwoju skóry trądzikowej, łojotokowej, naczyniowej, odwodnionej.
3. Skóra mieszana- jest połączeniem dwóch poprzednich cer. UWAGA- nie powinno się mylić cery mieszanej z cerą o rozregulowanej pracy gruczołów łojowych! Cera mieszana charakteryzuje się odmiennym rozmieszczeniem strefy tłustej/suchej/normalnej. Strefy te niezależnie od pory dnia oraz czynników zewnętrznych, wykazują charakterystyczne reakcje dla danych typów cer. Cera z rozregulowaną pracą gruczołów łojowych zmienia się w zależności od wykonywanych czynności, np. zaraz po umyciu jest ściągnięta i wymaga nałożenia kremu, jednak już po kilku godzinach zaczyna się błyszczeć. 

 SLS znajdziemy nawet w produktach dla dzieci, które powinny być wyjątkowo delikatne! Na zdjęciu INCI szamponu "Bambi".


Czym jest SLS i jak działa?
SLS (Sodium Lauryl Sulfate), SLES (Sodium Laureth Sulfate) oraz pochodne tych związków są detergentami, czyli zapewniają właściwości myjące kosmetyku oraz powodują mocne pienienie. Niestety, SLS jest na tyle mocną substancją, że nie tylko oczyszcza skórę z brudu, ale również narusza warstwę hydrolipidową, co w efekcie wpływa na zaburzenie jej czynności:
1. Skóra sucha- nie mogąc wytworzyć odpowiedniej warstwy hydrolipidowej, będzie podatna na rozwój bakterii (uczucie swędzenia, stany zapalne, szorstkość skóry, ciężko gojące się ranki, przebarwienia pozapalne), uciekanie wody z naskórka (uczucie ściągnięcia skóry, szybkie pojawienie się zmarszczek i starzenie skóry) oraz podrażnienie (pojawienie się przewlekłego rumienia a następnie pękania naczynek).
2. Skóra normalna, tłusta, trądzikowa- te cery będą próbowały "bronić się" przed czynnikiem drażniącym, jakim jest SLS, przez co będą produkować więcej warstwy hydrolipidowej (sebum), niż powinny. W efekcie dochodzi do łojotoku, wyprysków, zapchanych ujść gruczołów łojowych (porów), zaskórników, podskórnych grudek. SLS jest na tyle mocną substancją, że mimo obrony naszej skóry, wciąż narusza warstwę hydrolipidową, co prowadzi do błędnego koła i rozregulowania pracy gruczołów łojowych. Typowym objawem rozregulowania pracy gruczołów łojowych jest uczucie ściągnięcia skóry zaraz po jej umyciu oraz jednoczesne przetłuszczanie się jej po kilku godzinach. Stosowanie pudrów, podkładów matujących oraz bibułek niestety tylko nasila problem.

Ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest jeszcze gorsza: SLS zaburza pH skóry!
SLS, SLES oraz pochodne jak SMS (Sodium Myreth Sulfate), SCS (Sodium Coco Sulfate) i in., są związkami z sodem, co sprawia, że nadają kosmetykowi zasadowe pH. Nasza skóra ma pH kwaśne, żeby móc bronić się przed rozwojem bakterii na skórze. Alkalizacja pH skóry (czyli podnoszenie jej pH z kwaśnego do obojętnego poprzez kontakt ze środowiskiem zasadowym) umożliwia rozwój niepożądanej flory bakteryjnej na skórze a w efekcie wzmożonego trądziku, ciężko gojących się wyprysków, ustępujących z pozostawieniem przebarwień pozapalnych, uczucia świądu, alergii, podrażnień. Spotkałam się z argumentami, że skóra dobrze radzi sobie z wyrównaniem własnego pH- oczywiście, jeśli zaburzamy pH skóry, indukujemy w ten sposób pracę gruczołów potowych, które odpowiadają za wyrównanie pH naszej skóry (efekt błyszczącej się cery). Wyrównanie pH nie następuje szybko- zajmuje ok. 1-2 h od momentu umycia skóry. Przez ten czas skóra nie ma możliwości samoobrony przed drobnoustrojami, co może wpłynąć na zaburzenie jej funkcji i pojawienie się w/w dolegliwości. 

Nawilżający żel do mycia ciała Vianek jako produkt myjący o bardzo dobrym składzie- nie znajdziemy w nim SLS ani pochodnych!


Wpływ SLS na skórę na ciele:
Jak wspomniałam wcześniej- SLS jest detergentem, odpowiada za właściwości myjące i znajduje się w większości produktów do mycia- nie tylko twarzy, ale również ciała, włosów oraz higieny intymnej. Naruszenie warstwy hydrolipidowej na ciele będzie powodowało wzmożone uczucie suchości skóry, niemożliwość nawilżenia skóry mimo częstego stosowania balsamów, drobnopłatkowe złuszczanie oraz swędzenie. Z drugiej strony, jeśli ktoś boryka się z trądzikiem na ciele, SLS będzie potęgował ten problem- dokładnie na tej samej zasadzie jak w przypadku cery tłustej. SLS uniemożliwia prawidłowe gojenie się zmian dermatologicznych- łuszczycy, AZS, ŁZS i innych dermatoz.

Wpływ SLS na skórę głowy i włosy:
Poprzez naruszanie warstwy hydrolipidowej na skórze głowy, powoduje podrażnienie i przesuszenie a w efekcie pojawienie się łupieżu, świąd oraz wypadanie i osłabienie włosów. Bardzo często efektem stosowania SLS jest przetłuszczający skalp i jednocześnie wysuszone włosy na długości. SLS powoduje szybsze wypłukiwanie farby z włosa, dlatego jeśli się farbujemy, warto przejść na szampony bez SLS.

Efekt na włosach po odstawieniu drogeryjnych szamponów (z SLS i silikonami)- luty 2014: pielęgnacja kosmetykami Nivea, luty 2015: rozpoczęcie całkowicie naturalnej pielęgnacji włosów, luty 2016r.: efekt po roku stosowania naturalnej pielęgnacji włosów (szampony bez SLS i silikonów).


Jak rozpoznać SLS w składzie?
Zwracamy uwagę na skład INCI! To właśnie on jest tajemnicą skuteczności kosmetyku. INCI jest regulowane prawnie i to, co znajduje się w tym składzie, na prawdę znajduje się w kosmetyku. Cała reszta opisu na etykiecie jest traktowane w świetle prawa jako reklama, dlatego producenci mogą wypisywać tam wszystko. Więcej o tym, jak czytać składy INCI pisałam tutaj: KLIK 

Poruszany problem tyczy się produktów myjących w płynie. Jednak mydła w kostce również nie są dobrym rozwiązaniem dla naszej cery. Dlaczego? O tym przeczytacie tutaj: KLIK
Mam nadzieję, że udało mi się jasno wytłumaczyć niebezpieczeństwa stosowania SLS, SLES i pochodnych =). Jeśli miałybyście jakieś pytania, zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam,

[303.] Ratunek dla puszących się włosów- szampon Eco Lab do włosów osłabionych i łamliwych.

[303.] Ratunek dla puszących się włosów- szampon Eco Lab do włosów osłabionych i łamliwych.


Przez ostatnie 2 lata moje włosy dosłownie spędzały mi sen z powiek. Nie byłam w stanie dać im rady! Puszące się z natury, po nieodpowiednim cięciu oraz długoterminowemu farbowaniu chemicznymi środkami, stały się prawdziwym sianem. Nic nie było w stanie odpowiednio ich wygładzić- ani silikony i pielęgnacja konwencjonalna ani oleje i pielęgnacja naturalna. Myślałam, że będę musiała pogodzić się z perspektywą keratynowego prostowania aż w moje ręce wpadło kilka ciekawych kosmetyków. Jednym z nich był bohater dzisiejszej notki i wręcz nie mogłam się doczekać, kiedy Wam o nim napiszę!


 Co producent pisze o produkcie?
"Składniki aktywne szamponu odżywczego Eco Lab:
- Olejek jojoba, olej z kiełków pszenicy i ekstrakt z hibiskusa - efektywnie regenerują uszkodzone włosy. Odżywiają wzmacniają i chronią przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych (gorące powietrze, promieniowanie słoneczne).
- Olej awokado - odżywia włosy i wzmacnia cebulki włosowe, nadaje naturalny blask i elastyczność,
- Organiczny ekstrakt ylang-ylang - normalizuje gospodarkę wodno-lipidową skóry głowy. Nawilża, sprawia, że włosy stają się miękkie i łatwe w układaniu,
- Olej jojoba - pokrywa włosy ochronną warstwą chroniąc je przed szkodliwymi czynnikami i zatrzymując wodę w głębokich warstwach włosa.
Odżywczy szampon do włosów Eco Lab nie zawiera: SLS, SLES, silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów"

Skład: Aqua, Triticum Vulgare Floral Water, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cananga Odorata Flower Oil, Persea Americana Oil, Shea Butter Ethyl Esters, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Organic Triticum Vulgare Oil, Glycereth-2 Cocoate, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, CI75125, CI751790

Cena: 17zł / 250ml


Moja opinia o produkcie:
Skład zasługuje na godną pochwałę. Dzięki braku obecności mocnych detergentów, skóra głowy polubiła ten szampon. Długo zastanawiałam się, który składnik tak bardzo spasował moim włosom? Oleje jojoba i awokado stosowałam na włosy i nie zauważyłam spektakularnych efektów. Olej z kiełków pszenicy spasował moim włosom, ale szału nie robił. Natomiast ostatnio miałam przyjemność wypróbować hydrolat z ylang-ylang i moja skóra bardzo się z nim polubiła- możliwe, że i włosy polubiły ekstrakt z ylang-ylang!

Brak silikonów w składzie sprawia, że wszystkie substancje aktywne zawarte w tym szamponie mają szansę zadziałać na włos. Brak silikonów wpływa również na lepsze wchłanianie substancji czynnych z mojej ulubionej maski- jajecznej od Babuszki Agafii.

Tak włosy prezentują się po zastosowaniu szamponu:


Przede wszystkim włosy nie puszą się ani nie elektryzują! Są ładnie dociążone ale przy tym nie oklapnięte od nasady. Zaraz po umyciu czuć, że nie są szorstkie i łatwo się rozczesują. Szampon zapewnia delikatne ale skuteczne mycie. 

Dla porównania pokażę Wam zdjęcia włosów sprzed dwóch lat i obecnie:


Myślę, że te zdjęcia mówią same za siebie =) Aż zastanawiam się, czy nie napisać "Mojej Włosowej Historii"- chciałybyście przeczytać?
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wypróbowania!

Pozdrawiam,

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl