[107.] Maska do włosów z peelingiem- Planeta Organica- recenzja.

[107.] Maska do włosów z peelingiem- Planeta Organica- recenzja.


Cześć Dziewczyny!

Dziś chciałabym opisać Wam maskę do włosów z peelingiem. Pełna nazwa tego kosmetyku to: "Planeta Organica, Morze Martwe, maska do masażu poprawiająca wzrost włosów"- czy się u mnie sprawdziła? Zapraszam do recenzji!


Pomysł na peelingowanie skalpu zrodził się już dawno w moim czerwonym łebku. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami na temat tego zabiegu, postanowiłam wykonać sama taki kosmetyk. Na pierwszy ogień zmieszałam szampon z drobinkami skały wulkanicznej. Drobinki te były bardzo małe, sądziłam więc, że bez problemu dotrą do skalpu. Niestety, taki peeling okazał się niewypałem.

Postanowiłam poszukać gotowego produktu do włosów z peelingiem, by móc ocenić, jaką konsystencję i jaką wielkość drobinek powinien posiadać. Mój wybór padł na maskę Planeta Organica.


Drobinki granatu zawarte w kosmetyku są dość duże, jednak nie aż tak jak kawałeczki cukru. Masowanie nimi skalpu nie jest wyczuwalne i po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że nie wykonałam zabiegu poprawnie. Jednak podczas schnięcia włosów zaczęłam odczuwać delikatne podrażnienie skalpu. Było to odczuwalne jedynie przez pierwszy dzień po użyciu maski.

Kosmetyk stosuję raz w tygodniu, by pozwolić skórze się zregenerować. Po kolejnych aplikacjach maski już nie miewam uczucia podrażnienia, chociaż wiem, że peeling został wykonany prawidłowo. Po zastosowaniu maski włosy są odbite od nasady i efekt ten utrzymuje się przez cały dzień. Maska wygładza włosy, chociaż ja lubię wzbogacać ją o d-pantenol, ponieważ moje ekstremalnie puszące się włosy wymagają dodatkowego dociążenia.

Drobinki bezproblemowo wypłukują się z włosów podczas spłukiwania produktu bieżącą wodą. Czy maska poprawiła porost włosów? Myślę, że stosowałam ją zbyt rzadko, by móc to ocenić, nie mniej jednak, działanie wcierek przeciw wypadaniu włosów, po peelingu było odczuwalnie lepsze!


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol (substancja zmiękczająca), Olea Europaea Fruit Oil (oliwka z oliwek), Cetyl Esters (emolient, wł. zmiękczające), Behentrimonium Chloride (delikatny detergent), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie produktu), Bis-Cetearyl Amodimethicone (lekki silikon), Punica Granatum (Pomegranate) Seed Powder (zmielone nasiona granatu), Hydrolyzed Lupine Protein (hydrolizowane proteiny łubinu trwałego), Panthenol, Theobroma Cacao Butter/ Dicaprylate /Dicaprate /Xanthan Gum (fitomleczko kakaowe), Juglans Regia Oil (olej orzecha włoskiego), Organic Persea Gratissima (Avocado) Fruit Oil (organiczny olej awokado), Cyclopentasiloxane (silikon ciężki), Maris Sal (sól z Morza Martwego), Benzoic Acid (naturalny konserwant), Dehydroacetic Acid (naturalny konserwant), Benzyl Alcohol (naturalny konserwant), Parfum, Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Citric Acid (konserwant).

Skład bardzo bogaty w składniki aktywne, jednak do najlepszych nie należy. Składniki aktywne znajdują się za substancjami zmiękczającymi włos otrzymywanymi chemicznie- stąd zapewne przystępna cena (ok. 25 zł). W składzie znajdziemy też silikony- moje włosy lubią jedynie od czasu do czasu zostać przesmarowane serum silikonowym, poza tym nie tolerują silikonów w produktach do włosów.

Włoski na drugi dzień po zastosowaniu maski:

Lekki puch jest, jednak moje włosy nie są w idealnej kondycji, wciąż o nią walczę :)

Czy mogę polecić tę maskę? Dla osób początkujących w temacie peelingu skalpu jak najbardziej! Zwłaszcza, że stosujemy ją raz na jakiś czas. Dodatkowo można ją wzbogacać o swoje ulubione półprodukty, co również daje nam świetną bazę dla stworzenia idealnej maski.

Teraz, gdy już wiem jak powinien prezentować się peeling do skalpu, będę próbowała wykonać go własnoręcznie. A czy Wy peelingujecie skórę głowy? Miałyście może styczność z tą maską?

Pozdrawiam serdecznie!
Azime
[206.] Recenzja paletki do ust Sleek "Showgirl".

[206.] Recenzja paletki do ust Sleek "Showgirl".



Cześć Dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was z recenzją paletki do ust "Showgirl" firmy Sleek. Wiele blogerek zachwala te paletki. Jak spisują się one u mnie? Zapraszam do recenzji!

W palecie znajdują się 4 kolory:



LOLA- o satynowej, półmatowej formule, mocno różowy kolor. Bardzo uniwersalny,
VEGAS- błyszcząca pomada o burgundowym odcieniu. Pięknie podkreśla urodę Jesieni. Mój ulubiony kolor z tej palety,
JEWEL- również błyszcząca pomada, o bardzo jasnym i chłodnym odcieniu różu. Pięknie podkreśli osoby o jasnej karnacji i delikatnej urodzie,
DANCER- matowa formuła, fuksjowy odcień. Ciężko się ją wydobywa z opakowania, jednak warto nad nią popracować.

Zanim wypróbuję kosmetyki na modelkach, testuję je na sobie. Firmie Sleek do tej pory ufałam bezgranicznie- mam kilka palet ich cieni do oczu i każdą jestem zachwycona. "Ufałam"- no właśnie, czemu czas przeszły?

Postanowiłam wypróbować paletkę w najbardziej ekstremalnych warunkach- byłam przekonana, że Sleek poradzi sobie z niejedną sytuacją dnia codziennego. Na ustach wylądował kolor LOLA i wyszłam na uczelnię. Wiadomo- na zajęciach przede wszystkim dużo się mówi, więc spodziewałam się, że pomadka będzie nienaruszona, nie sięgałam po lusterko, żeby zerknąć, czy z pomadką wszystko ok. Aż tu nagle koleżanka zwróciła mi uwagę, żebym poprawiła usta bo pomadka mi schodzi. Sięgnęłam po lusterko a moim oczom ukazał się chyba najtragiczniejszy obraz jaki kiedykolwiek widziałam- mimo nałożonej konturówki kolor "wyszedł" poza granice ust, szczególnie mocno osiadając na konturówce. Środek ust był całkowicie starty, natomiast te obrzeża wyglądały jak bardzo nieudolnie nałożona konturówka (kojarzycie "modny" kiedyś patent na obrysowywanie ust ciemną konturówką? A jeśli ktoś miał niezaostrzoną, powstawała taka gruba, rozmazana linia... Tak to wyglądało, tylko w wersji rażąco-różowej). 

Początkowo obstawiałam, że po prostu nałożyłam zbyt dużo pomadki. Mając chwilę czasu, na nowo nałożyłam pomadkę- tym razem starałam się nakładać mniej produktu. Niestety- mniejsza ilość skutkowała prześwitami. Nałożenie satysfakcjonującej ilości produktu na ustach znów powtórzyło się "wyjechaniem" koloru.

Wypróbowałam też kolor VEGAS pod tym względem- efekt był taki sam. JEWEL jest kompletnie niekompatybilny z moją urodą, więc nawet nie staram się do niego przekonać. Natomiast DANCER zniechęca mnie trudnością w wyciągnięciu produktu z opakowania i aplikacją na usta.

Pomadki są na prawdę dobrze napigmentowane i sprawiają wrażenie trwałych. Jest to tylko wrażenie i niestety, w teście wypadły koszmarnie... Świetnie spisują się przy sesjach zdjęciowych- mimo, że aparat troszkę "zjada" kolory, te pomadki wybijają się. Na sesji modelki nie mówią zbyt dużo, nie posilają się, więc odporność pomadki na te czynniki nie jest istotna. Jeśli zależy mi na makijażu sesyjnym, który ma być delikatny, sięgam po tę paletę- makijaż pozostaje stonowany, jednak nie mdły, poprzez zdecydowany akcent na ustach. 

Do sesji zdjęciowych jak najbardziej mogę polecić tę paletkę, do codziennego stosowania- absolutnie nie! Powiem szczerze- jestem nią rozczarowana...


A czy Wy miałyście styczność z tą paletką albo innymi jej wersjami? Czy macie z nią podobny problem?

Pozdrawiam serdecznie!
Azime
[205.] Orient Express- publikacja w magazynie MAGMA.

[205.] Orient Express- publikacja w magazynie MAGMA.


Cześć Dziewczyny!

Dziś chciałabym pokazać Wam efekty kolejnej sesji zdjęciowej, w której miałam przyjemność brać udział. Tym razem sesja została opublikowana w magazynie internetowym MAGMA. 


Ekipa:

Fotografowie:
Modelki:
Fryzjer: Iga Kuźnik
MUA & styl.: Azime


ORIENT EXPRESS
Witam serdecznie na pokładzie wyjątkowego wehikułu, który przeniesie nasz umysł  w najbardziej tajemnicze i egzotyczne rejony wyobraźni! W czasie naszej podróży zawitamy do dwóch niezwykle kolorowych i warty obejrzenia krajów- będziemy podziwiać feerię barw w Indiach oraz uchylimy rąbka tajemnicy Japonii.

Pierwszy przystanek przewidujemy w Indiach- tutaj nikt nie obawia się papuzich kolorów! Połączenie kontrastowych zieleni i czerwieni wydaje się niemożliwe. A jednak- przełamane złotem wspaniale się prezentują! I to nie tylko w stylizacjach, ale i makijażu! Nie obawiajmy się zaszaleć czasem z kolorem!

 fot. A. Balana

 fot. A. Balana

fot. A. Balana

 fot. M. Łuszczkiewicz

 fot. M. Łuszczkiewicz

 fot. M. Łuszczkiewicz

Drugi przystanek naszej podróży znajduje się w Japonii- tutaj natomiast każdy bardzo ceni sobie trud kunsztownego wykańczania stylizacji oraz makijażu. W makijażu oka nie ma trudniejszej rzeczy do wykonania niż precyzyjna kreska na powiece. Wykonanie podwójnej kreski, w dodatku delikatnie roztartej i tworzącej gradient z pozostałymi cieniami na powiece jest nie lada wyzwaniem! Zachęcam do samodzielnych prób- w końcu każdemu się uda!

 fot. A. Balana

 fot. A. Balana

 fot. A. Balana

 fot. M. Łuszczkiewicz

 fot. M. Łuszczkiewicz

 fot. M. Łuszczkiewicz

Jesteście już gotowi do odjazdu? W takim razie życzę przyjemnej podróży!
Pozdrawiam serdecznie!
Azime


PS Przypominam o trwającym rozdaniu!!! Czasu coraz mniej!!

http://azime-make-up.blogspot.com/2015/03/197-wiosenne-rozdanie-z-azime-make-up.html

[204.] Maska do włosów Biovax Orchid- recenzja.

[204.] Maska do włosów Biovax Orchid- recenzja.


Cześć Dziewczyny!

Dziś chciałabym Wam przybliżyć nowość firmy Biovax- intensywnie regenerującą maseczkę do włosów Białe Trufle & Orchidea.

Od dłuższego czasu jestem fankom maseczek Biovax, szczególnie wersji do włosów suchych i zniszczonych. Gdy tylko nadarzyła się okazja do przetestowania maski, bez zastanowienia sięgnęłam po różowe opakowanie maski Orchid, które obiecuje regenerację. Moje zniszczone farbowaniem włosy tego właśnie wymagają, niestety, są też bardzo kapryśne- pod wpływem nadmiaru dobroczynnych składników, szczególnie protein, lubią się puszyć. Poszukuję masek, które wygładzą, dociążą i odżywią włos. 

Jak sprawdził się Biovax Orchid? Zapraszam do recenzji!


 Co producent pisze o produkcie?

"Biovax Orchid łączy w sobie najdroższe ekstrakty ze świata flory, wykorzystując cenne właściwości najrzadziej występujących gatunków. Ich niezwykłe przymioty sprawią, że włosy nabiorą niespotykanej miękkości. Ukryte w intensywnie regenerującej maseczce, wydobędą z Twoich włosów piękno i zjawiskowy blask.

Ekstrakt z purpurowej orchidei – wyciąg z tych egzotycznych, królewskich kwiatów działa wyjątkowo nawilżająco i zmiękczająco na włosy. Hamuje również działanie wolnych rodników, przyczyniając się do dłuższego zachowania młodości włosów. 

Wyciąg z białych trufli – jeden z najrzadszych komponentów na świecie, symbol prestiżu i wyrafinowanego smaku. Należy do najbogatszych źródeł witamin z grupy B, działających na włosy upiększąjąco i wzmacniająco. Poprawia wytrzymałość włosów, chroni przed kruchością i łamliwością. Dzięki bogactwu soli mineralnych i aminokwasów, dogłębnie odżywia i nawilża włosy, wydobywając ich naturalne piękno i blask.

Efekt na włosach:
- wyjątkowo miękkie, intensywnie zregenerowane włosy,
- włosy nawilżone i odżywione,
- piękno i zjawiskowy blask."


Skład INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol (substancja zmiękczająca), Glycerin, Ceteareth-20 (emulgator), Glycol Distearate (emolient i emulgator), Quaternium-87 (ułatwia rozczesywanie), Cetrimonium Chloride (ułatwia rozczesywanie), Orchis Mascula Flower Extract (ekstrakt z orchidei), Tuber Magnatum Extract (ekstrakt z trufli), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej z migdałów), Betain (stabilizator), Lawsonia Inermis Leaf Extract (ekstrakt z henny), Sorbitan Stearate (emulgator), Synthetic Wax, Polysorbate 60 (emulgator), Parfum, Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Citric Acid (konserwant), Talc, C.I. 77007, C.I. 73360 (barwniki), Hexyl Cinnamal (konserwant).

Cena: 18zł / 125ml



 Co sądzę o kosmetyku?

Przede wszystkim przestałam być zadowolona ze składu maseczek Biovax- zauważyłam, że w tej samej cenie lub taniej, można dostać maseczki bogatsze w składniki aktywne. Jednak Biovax Orchid spisał się bardzo dobrze- mocno nabłyszczył włosy i dociążył. Niestety, spowodował też delikatne spuszenie, co widać na poniższym zdjęciu. 


Osobiście bardziej podobał mi się efekt, jaki uzyskałam po nowościach Sylveco- lnianej masce do włosów i odżywce wygładzającej. Efekt możecie zobaczyć tutaj: KLIK!

A Wy miałyście już styczność z tą wersją Biovaxu? Jak spisała się u Was?

Pozdrawiam serdecznie! 
Azime

PS Tosia też pomagała w robieniu zdjęć do recenzji :)



Przypominam o rozdaniu!

http://azime-make-up.blogspot.com/2015/03/197-wiosenne-rozdanie-z-azime-make-up.html

[203.] Nowości Sylveco: wygładzająca odżywka do włosów i lniana maska- pierwsze wrażenia.

[203.] Nowości Sylveco: wygładzająca odżywka do włosów i lniana maska- pierwsze wrażenia.


Cześć Dziewczyny!

Jeśli czytacie mój blog to wiecie, że jestem fanką naturalnej pielęgnacji. Pracuję jako dermokonsultantka firmy Sylveco i z przyjemnością zapoznaję klientów z tajnikami naturalnej pielęgnacji.

Firma Sylveco niedawno wypuściła na rynek dużo nowości- najpierw linię Biolaven, o której pisałam Wam już w tym poście: KLIK! Oprócz tego, firma dodała do swojej oferty odżywkę i maskę do włosów, które były bardzo wyczekiwane przez klientów!

Dziś postanowiłam pokazać Wam efekty po zastosowaniu obu kosmetyków. Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają włosy po całkowicie naturalnej, bezsilikonowej pielęgnacji, zapraszam na post!

Najpierw, na całą noc nałożyłam na włosy odżywczy olej firmy Bania Agafii. Olej nałożyłam od wysokości ucha aż po same końce, metodą "na sucho". Olej towarzyszy mi już od dobrych kilku miesięcy, na pewno pojawi się jego osobna recenzja:


Rankiem, zanim umyłam włosy, zwilżyłam je wodą i nałożyłam na włosy lnianą maskę (na ich całą długość). Włosy zwinęłam w koczek, nałożyłam foliowy czepek a na to zimową czapkę.


Maska zawiera:
- ekstrakt z lnu- zapobiega utracie wody z włosa, podkreśla skręt loków i fal oraz nabłyszcza włosy,
- olej kokosowy- ma możliwość wniknięcia w strukturę włosa i odżywienie go od wewnątrz,
- pantenol, olej z pestek winogron- wygładzają i dociążają włos,
- kwas mlekowy- zamyka łuski włosa.

Maska ma gęstą, zbitą konsystencję i niewielka ilość wystarczy do nałożenia na całe włosy. Zapach ma bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny, charakterystyczny dla naturalnych kosmetyków.

Po godzinie zaczęłam masować włosy, by pomóc masce zemulgować całkowicie wcześniej nałożony olej. Dzięki temu olej łatwiej jest zmyć z włosów. Przystąpiłam do mycia głowy a użyłam w tym celu szamponu z linii Biolaven:


Zawiera w sobie łagodny detergent- glukozyd laurylowy- który nie podrażnia skóry głowy. Poza tym w składzie znajdziemy olej z pestek winogron, olejek lawendowy, proteiny owsa, pantenol i kwas mlekowy. Włosy umyłam dwukrotnie, by całkowicie pozbyć się resztek oleju i maski.

Następnym krokiem było nałożenie wygładzającej odżywki do włosów Sylveco na 15 minut i spłukanie jej:


Odżywka zawiera w sobie:
- ekstrakt z łopianu- pobudza porost włosów, pomaga zwalczyć łupież,
- olejek sosnowy- zmniejsza wypadanie włosów na tle łojotokowym,
- pantenol, olej z pestek winogron- wygładzają i dociążają włosy,
- oliwa z oliwek- kondycjonuje włosy, nawilża i nadaje połysk, pomaga w walce z łupieżem,
- olej arganowy- wzmacnia włosy.

Efekty po wyschnięciu włosów są następujące:


Włosy są ładnie dociążone, nie puszą się a falujące się końcówki są ładnie podkreślone. Przede wszystkim włosy bardzo ładnie się błyszczą! Również czuć, że są dobrze nawilżone i odżywione.

Myślę, że jeszcze nie raz powtórzę taki zabieg, bo jestem bardzo zadowolona z jego efektów!
Dajcie znać, czy przymierzacie się do zakupu tych kosmetyków! Osobiście je polecam, ale końcowy werdykt wydam, gdy przetestuję je jeszcze kilkakrotnie.

Pozdrawiam serdecznie!
[202.] Konkurs makijażowy "Czarny Charakter"

[202.] Konkurs makijażowy "Czarny Charakter"

http://kuferekmarleny.blogspot.com/2015/03/konkurs-makijazowy-czarny-charakter.html


Cześć Dziewczyny!

W dzisiejszej notce chciałabym zaprezentować Wam makijaż, który przygotowałam na konkurs "Czarny Charakter". Klik w powyższy banner przeniesie Was do pełnego opisu zasad konkursu, natomiast ja pokrótce powiem, że zadaniem było zainspirować się swoim ulubionym czarnym charakterem i wykonać makijaż. 

Długo myślałam nad wyborem. Przede wszystkim nie oglądam horrorów a bajki i książki jakie znam jakoś tak zawsze obfitują w Czarne Charaktery płci męskiej. Jedyną "złą" postacią jaką przychodziła mi do głowy była Diabolina z "Maleficent" oraz Urszula z "Małej Syrenki". I tak myśląc nad ilością znanych przeze mnie czarnych charakterów, w końcu dostałam olśnienia- "A bohaterowie mojego ulubionego filmu? Co z Rodziną Addamsów?!"


Postanowiłam wykonać makijaż inspirowany Morticią Addams- nie kopiowałam dokładnie makijażu z filmu, jest to moja wariacja na punkcie Pani Addams.


Jeśli nie znacie "Rodziny Addamsów" to podpowiem Wam, że jest to bardzo ekscentryczna rodzina, uwielbiająca masakrę i posmak grozy. Dzieci Państwa Addams bawią się gilotyną czy krzesłem elektrycznym, nawet zachęcane są przez matkę do używania w zabawach tasaka zamiast noża. W kuchni zamiast przypraw znajdziemy cyjanek i arszenik. Sama Morticia jest nie do końca człowiekiem- unika słońca niczym prawdziwa wampirzyca! 


Morticia była nie tylko świetną Panią Domu, ale również posiadała smykałkę do ogrodnictwa. Jej ogród nie miał sobie równych- wszystkie rośliny były uschnięte i nic w nim nie kwitło. Szczególną uwagę Morticia poświęcała różom- każdej róży w swoim ogrodzie odcinała główkę. Ja swoich róż niszczyć nie będę, ale stwierdziłam, że zdjęcie z ususzonymi kwiatami musi być! :D



Wybaczcie brak uśmiechu, jednak Morticia nie miała zwyczaju się uśmiechać- jedyną miną jaką wykonywała było uniesienie jednej brwi. Poza tym, zawsze pozostawała poważna.

Morticia miała kruczoczarne włosy- wykonałam więc manipulację w PS. Czerń na głowie zdecydowanie nie jest moim kolorem! =)


I jak Wam się podoba moja wersja makijażu a la Morticia Addams? Koniecznie trzymajcie kciuki za moją pracę w konkursie! Chętnych zapraszam do przyłączenia się do zabawy!

Pozdrawiam serdecznie!
Azime
[201.] Marcowe denko.

[201.] Marcowe denko.


Cześć Dziewczyny!

Nadszedł czas na podsumowanie miesiąca marzec- jakie kosmetyki zostały zużyte? Jakie wyrobiłam sobie o nich zdanie? Zapraszam na denko a wraz z nim krótkie recenzje!


Makijaż:
 

1. Płyn do dezynfekcji pędzli, Inglot- jestem zwolenniczką mycia pędzli w szamponie antybakteryjnym, jednak czasem okoliczności nie pozwalają na kąpiel pędzli. W przerwach między malowaniem modelek stosuję ten płyn do dezynfekowania i oczyszczania pędzli. Bardzo dobrze dezynfekuje, całkiem nieźle oczyszcza, jednak przy zbyt częstym stosowaniu mógłby przesuszyć włosie pędzli. Dlatego nie nadużywam go, stosuję tylko w wyjątkowych okolicznościach. Kolejne opakowanie już zakupione.

2. MaxFactor, podkład 3 in 1 Facenity All Day Flawless- kiedyś był moim ulubieńcem, jednak po poprawie stanu mojej cery zaczął być zbyteczny. Nie potrzebowałam już tak mocno kryjącego produktu. Nosiłam go w kufrze wizażowym jako podkład, który najczęściej nakładałam przy charakteryzacjach. Jednak nie zadowalał mnie - nie dawał tak mocnego krycia, jakbym tego chciała. Zdążył się przeterminować a ja poszukuję ulubieńca. Pełna recenzja (troszkę stara): KLIK!

3. Henna Delia- stosowana przeze mnie dwa razy w miesiącu. Zafarbowane brwi podkreślają urodę a my zaoszczędzamy czas podczas codziennego makijażu. Link do pełnej recenzji: KLIK!

4. Sztuczna krew, Kryolan- jedyna, najulubieńsza! Zużywana przy większości charakteryzacji. Kilka z nich pozwolę sobie przytoczyć:



Włosy
 

1. Balsam myjący do włosów w betuliną, Sylveco- świetnie wygładzał i dociążał moje wiecznie napuszone i wysokoporowate włosy. Napakowany składnikami aktywnymi - ekstrakt z kory brzozy, pantenol, rozmaryn, masło shea, miód, olej jojoba, kwas mlekowy i inne. W dodatku zauważyłam, że odkąd stosuję delikatne szampony (bez SLS), pozbyłam się łupieżu! Duży plus!

2. Odżywka nawilżająca Hydro Care, Nivea- dużo silikonów, mało składników aktywnych. Nie umiałam wykończyć jej na włosach, więc użyłam jej... zamiast pianki do golenia nóg :) Sposób polecany przez Kosmetyczną Hedonistkę u mnie również się sprawdził- opakowanie nie będzie zalegać na półce kolejnego miesiąca!

3. Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych, Biovax- przez wiele miesięcy był to mój ulubieniec. Kosmetyk nie jest naturalny, ale ma dużo składników aktywnych dzięki czemu skutecznie odżywia włosy. Najlepsza wersja Biovaxa, jaką do tej pory stosowałam! Pełna recenzja: KLIK!

4. Maska jajeczna, Bania Agafii- aktualnie najlepsza! Sprawdziła się jeszcze lepiej niż Biovax, aż żałuję, że nie napisałam osobnej recenzji... Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem- na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę! Genialny skład, bardzo dużo ekstraktów roślinnych i olejów. A do tego pachnie waniliowym budyniem (ostatnio mam fazę na zapach wanilii).


Żele do mycia ciała


1. Wyszczuplający żel do mycia ciała, BingoSpa- nie no, nic nie wyszczuplił, nie dajmy się robić w balona :) Pięknie pachniał- na prawdę było czuć zapach ciemnej czekolady. Niestety, przez zawartość SLS w składzie, spowodował przesuszenie mojej skóry.

2. Delikatny żel do ciała, Sylveco- na początku obawiałam się zapachu- z opakowania uderzała mocna mięta. Jednak po wylaniu żelu na gąbkę okazało się, że zapach wcale nie jest mocny a przy tym rześki i bardzo przyjemny! Bardzo lubiłam mieszać go z peelingiem kawowym, wraz z kawą i cynamonem tworzył niesamowitą mieszankę zapachową. Zauważyłam, że gdy dodaję do peelingu kawowego żele z olejkami eterycznymi, zapachy pięknie się komponują. Gdy dodaję żel perfumowany- niestety, ale powstaje dziwny, niesamowicie mydlany i mdły zapach.


Balsamy do ciała


1. Balsam brzozowy z betuliną- bardzo dobrze nawilżający balsam! Dzięki zawartości oleju z pestek winogron i triglicerydów kwasów kaprylowego i kapronowego odbudowuje ochronną warstwę naskórka. Szybko się wchłania i w ogóle nie pozostawia tłustej warstwy. Na pewno jeszcze kiedyś kupię! Pełna recenzja: KLIK!

2. Ujędrniający balsam nawilżający Tołpa Botanic- przyjemny, mile pachnący balsam. Czy ujędrnia? Nie. Należy do balsamów szybko wchłaniających się, jednak u mnie nie wchłaniał się całkowicie. Czy kupię ponownie? Nie- znam kosmetyki o delikatniejszych składach, lepiej działające i bardziej przystępne cenowo :).


Oleje:


1. Oliwka HIPP- używam jej jako oleju bazowego do OCM. Posiada w swoim składzie jedynie olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, witaminę E oraz perfum. Te oleje należą do szybko wchłaniających się i niezapychających skóry.

2. Olej rycynowy- wykorzystuję jako olej oczyszczający do OCM.

3. Olej z pachnotki- zabija Propionibacterium acnes, których nadmiar na skórze przyczynia się do powstawania trądziku. Bardzo skuteczny olej, moja cera go polubiła.

4. Olejek z drzewa herbacianego- stosuję punktowo na wypryski, dzięki czemu szybciej się goją. Olejek całkiem przyjemnie pachnie, co umila jego stosowanie.

5. Olejek arganowy- odpowiedni dla większości typów cer. Mało która skóra go nie lubi! Posiada właściwości przeciwstarzeniowe, sprawia, że skóra wygląda bardziej promiennie, zadrapania i ranki szybciej się goją.

Oczyszczanie twarzy:


1. Arnikowe mleczko oczyszczające, Sylveco- zrobione w myśl olejowego oczyszczania twarzy (OCM). Nie posiada żadnych detergentów a substancją oczyszczającą jest olej rycynowy. Nie daje uczucia ściągnięcia i pieczenia skóry zaraz po zastosowaniu a dodatkowo zawarta w nim arnika uszczelnia naczynka krwionośne. Pełna recenzja: KLIK!

2. Hibiskusowy tonik, Sylveco- ma dość gęstą, żelową konsystencję. Zawarty w nim hibiskus uszczelnia naczynka krwionośne a aloes łagodzi podrażnienia. Tonik ten można stosować też jako serum- w tym celu wklepujemy kosmetyk opuszkami palców. Wtedy jeszcze lepiej działa i łatwiej się wchłania.

Dłonie i stopy:


1. Alterra, aloes i granat, krem do rąk- kremik o bardzo przyjemnym składzie, zapachu i cenie. Dostępny w każdym Rossmanie, polecam wypróbować! Ma leciutką konsystencję i szybko się wchłania. Mi dobrze pielęgnował dłonie, jednak nie mam ich zbyt wymagających.

2. Regenerujący krem do rąk, Sylveco- całkowicie naturalny krem bez żadnych dodatków chemicznych. Rumianek, aloes, brzoza, olej arganowy i wiele, wiele innych składników aktywnych odpowiada za jego mocno regenerujące właściwości. Początkowo zostawia na dłoniach tłustą warstwę, która po chwili wchłania się całkowicie. Zapach rumianku początkowo może być denerwujący, jednak widząc działanie kremiku, polubiłam i zapach rumianku :).

3. Regenerujący krem do stóp, Sylveco- co ciekawe, nie jest w ogóle tłusty! Jest lżejszy nawet od wersji do rąk. Mimo tego spisuje się najlepiej ze wszystkich kremów do stóp jakie miałam do tej pory! Zdecydowany ulubieniec, gdy przyjdzie czas na noszenie sandałków, koniecznie znów się w niego zaopatrzę!

Różności:


1. Kwas glikolowy 70%- stosowany na rozstępy w celu ich redukcji. W przypadku białych rozstępów nie ma co liczyć na ich całkowity zanik a wykonywane zabiegi muszą być systematyczne i wielokrotnie powtarzane. 70% kwas salicylowy jako jeden z niewielu kwasów ma możliwość zmniejszenia widoczności rozstępów. Myślę, że muszę wykonać jeszcze wiele zabiegów, zanim będę mogła wydać jednoznaczny werdykt, natomiast w tym momencie mam wrażenie, że rozstępy delikatnie się zwęziły. A może to tylko placebo? :)

2. Rokitnikowa pomadka o zapachu cynamonu- bardzo dobrze regeneruje usta, zapobiega ich wysuszeniu. Must have w mojej torebce i kosmetyczce! Pełna recenzja: KLIK!

3. Pasta do zębów wzmacniająca szkliwo, Bania Agafii- naturalna pasta do zębów, bez fluoru. Czy fluor jest szkodliwy, czy też nie- nie mam wyrobionego zdania. Natomiast zdania są podzielone. A ja chciałam wypróbować pastę do zębów o naturalnym składzie, skusiłam się więc na powyższą. Ma bardzo intensywny smak, mocno odświeża oddech. Nie pieni się tak mocno jak konwencjonalne pasty. Jestem z niej zadowolona, na pewno kupię ją jeszcze kiedyś, może w innej wersji? No i muszę poczytać o tym fluorze :).


I to byłoby na tyle! Znacie któreś z tych kosmetyków? Sprawdziły się u Was?
Pozdrawiam serdecznie! =*
Azime

PS Przypominam o rozdaniu, które wciąż trwa!!!!

http://azime-make-up.blogspot.com/2015/03/197-wiosenne-rozdanie-z-azime-make-up.html


Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl