[520.] Półprodukty, które zrewolucjonizowały pielęgnację moich włosów!

O równowadze PEH wspominam Wam niemal w każdej notce dotyczącej pielęgnacji włosów - nie bez powodu! Znalezienie recepty na idealną fryzurę niemal graniczy z cudem, jednak nie jest wiedzą tajemną ani skomplikowaną, co odkryła każda Włosomaniaczka - wystarczy pamiętać, że niezbędne są trzy grupy substancji: Proteiny, Emolienty i Humektanty (PEH) oraz odpowiednie proporcje pomiędzy nimi. Proporcje te zależne są od kilku zmiennych, w tym wyjściowej kondycji włosa, dotychczasowej pielęgnacji, warunków atmosferycznych czy indywidualnych "upodobań" naszych kosmyków - ile fryzur, tyle przypadków! U każdej osoby sprawdza się coś innego nawet, jeśli ich włosy wydają się być niemal identyczne, dlatego nie ma innej rady, jak próbować u siebie różnych rozwiązań.

Brzmi skomplikowanie? Ale tylko na początku! Wszystkie niezbędne informacje dotyczące pielęgnacji PEH zawarłam w mini poradniku, który w przystępny sposób pomoże tym z Was, które pierwszy raz mają z nią styczność:


Mimo, iż sama znam już całkiem dobrze preferencje swoich włosów, to jednak lubię od czasu do czasu spróbować nowych formuł czy surowców kosmetycznych w celu sprawdzenia, czy polubią się z moimi włosami. Osobiście zauważyłam, że w przypadku moich włosów lepiej spisują się czyste półprodukty czy tuningowanie nimi w wysokim stężeniu gotowych kosmetyków niż szukanie kolejnych gotowych preparatów. Chociaż rzadko dzielę się z Wami przepisami na domowe kosmetyki, to powiem szczerze, że zdarza mi się "ukręcić" coś dla samej siebie. Tworzenie własnego kosmetyku jest jak szycie sukienki na miarę - umożliwia dobór odpowiednich substancji czynnych w odpowiednim stężeniu tak, by dały maksymalnie dobry efekt! Brzmi cudownie, prawda? Tylko to, co sprawdza się u mnie, niekoniecznie sprawdzi się u innych osób, dlatego nie widzę sensu dodawania na blog kolejnych przepisów. Jeśli jednak chciałybyście, żeby takie posty pojawiały się, koniecznie dajcie mi znać!

Testując na swoich włosach kolejne nowości, wpadłam w ostatnich tygodniach na 3 półprodukty, które diametralnie zmieniły stan moich włosów! Próby wykonywałam kilkakrotnie i za każdym razem efekt był równie zadowalający. Chociaż powyższe półprodukty znacie już z mojego bloga, to tym razem zastosowałam je w odmiennych konfiguracjach.

I. Czysta gliceryna (glicerol) jako humektant pod oleje


Gliceryna w mojej opinii jest bardzo niedocenianym półproduktem - większość osób z przerażeniem powiela informacje o jej niesamowicie komedogennych właściwościach - tak mocnych, że nawet zastosowana w żelu myjącym powoduje to straszne zapchanie cery! NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Oczywiście z pewnością znajdą się osoby, których cery źle reagują na glicerynę poprzez powstanie niechcianych niedoskonałości. Jednak zdecydowana większość osób ulega panice i mając małą wiedzę nt. kosmetyków i pielęgnacji wydaje osąd. Obserwując składy kosmetyków jednym z najczęściej powtarzających się jest właśnie gliceryna i osoby twierdzące iż "wszystko je zapycha" z automatu zwalają winę na glicerol. Popularność gliceryny w kosmetykach wynika nie tylko z przystępnej ceny ale także bardzo dobrych właściwości nawilżających (jest humektantem), zmiękczających naskórek czy też usprawnieniu działania innych substancji czynnych jak ekstrakty roślinne. Nic więc dziwnego, że jest tak chętnie wykorzystywana!

Gliceryna jest substancją higroskopijną, bardzo dobrze rozpuszczalną w wodzie. Dlatego też bez trudu daje się spłukać już pod wpływem bieżącej wody nawet jeśli jest zastosowana w stanie czystym a co dopiero zastosowana w kosmetyku, gdzie jej stężenie często nie przekracza kilku procent. Dlatego tak istotnym czynnikiem jest oczyszczanie twarzy, które powinno być przeprowadzane dokładnie oraz dwa razy dziennie (rano i wieczorem)- nie tylko ze względu na usunięcie ze skóry potencjalnie pozostającej na twarzy warstwy gliceryny, ale ogólnie zmycie resztek kosmetyków, naprodukowanego sebum i zanieczyszczeń dnia codziennego (np. smog). Pozostawianie takiej mieszanki na twarzy prowadzi do utleniania się sebum, powstawania substancji mogących działać drażniąco na cerę i zaostrzać tym samym objawy cery trądzikowej. Brak prawidłowego i DOKŁADNEGO oczyszczania prowadzi w prosty sposób do powstawania wągrów i zaskórników.



W mojej łazience gliceryna jest obecna zawsze- wzbogacam nią hydrolaty, by wykazywały właściwości nawilżające, dodaję do maseczek czy innych kosmetyków DIY. Fantastycznie sprawdza się nałożona na dłonie pod treściwe masło w formie kuracji. Niejednokrotnie ratuje mnie w trakcie kataru, gdy nic nie pomaga na podrażnioną skórę na nosie i policzkach (gliceryna jako jedna z niewielu substancji nie podrażnia tkliwej skóry, za to skutecznie pomaga hamować powstawanie "suchych skórek" będących następstwem pocierania nosa chusteczką). Nie tak dawno wspominałam Wam, że bardzo dobrze sprawdza się u mnie metoda nawilżającego (humektantowego) podkładu pod oleje stosowane na włosy- stosowanie czystego humektantu pod olej przynosi u mnie dużo lepsze rezultaty niż zastosowanie maski/odżywki do włosów z dodatkiem gliceryny (stężenie ma znaczenie!). Pierwsze próby nakładania humektantu pod olej zakończyły się falstartem - żel aloesowy Equilibra stosowany pod oleje przy włosach zniszczonych, suchych i wysokoporowatych dawało - w mojej ówczesnej opinii- nieprzewidywalny efekt. Raz włosy były zachwycające, innym razem jakby trafił w nie piorun. Wtedy jeszcze nie znałam tajników pielęgnacji wg PEH i nie potrafiłam zrozumieć, co "mówią" do mnie moje włosy. 

Swoją drogą świetny post o tym "co mówią Twoje włosy" opublikowały Dziewczyny z SophieCzerymoja! Jeśli nie umiecie zrozumieć, czego Waszym włosom potrzeba, koniecznie zerknijcie!

Kolejne nieśmiałe próby nakładania humektantowego podkładu pod olej na włosy trwały przy okazji... stosowania serum silnie nawilżającego Clochee. Serum to jest genialne w swojej prostocie i szczerze je Wam polecam - to kompleks humektantów, którego zadaniem jest właśnie mocne nawilżenie skóry. Aplikując serum na twarz, przy okazji postanowiłam zaaplikować także na włosy. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, włosy po 2-3 zastosowaniach stały się znacznie bardziej śliskie i lśniące, jednocześnie nie strączkowały się i nie były przyklapnięte. I chociaż bardzo kocham swoje włosy, to jednak żal było mi serum Clochee stosować na nie, ponieważ znikało bardzo, ale to bardzo szybko a na mojej twarzy spisywało się równie świetnie. Postanowiłam więc spróbować z innym kosmetykiem i na pierwszy "ogień" poszedł czysty kwas hialuronowy od Mydlasie. Efekt był równie fenomenalny a cena kosmetyku znacznie bardziej przystępna. Niestety kwas hialuronowy Mydlasie szybko się skończył, ponieważ na moje długie włosy zużywałam spore ilości kosmetyku. Z braku innego humektantu pod ręką, sięgnęłam po glicerynę, ponieważ jak wspomniałam wcześniej, zawsze jest obecna w moich zasobach kosmetycznych. Początkowo obawiałam się jej lepkiej konsystencji, czy aby na pewno uda mi się domyć włosy? Próbowałam rozcieńczać ją z wodą jednak wtedy robiła się płynna niczym woda i jej aplikacja na włosy była utrapieniem. Zaryzykowałam więc i nałożyłam glicerynę na włosy bez zbędnego kombinowania!


Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania - włosy wciąż są niesamowicie gładkie, lśniące, nie puszą się ani nie strączkują! Gliceryna jako podkład pod olej (aktualnie sięgałam po oliwkę dla dzieci Anthyllis Baby i bardzo odpowiada moim włosom- jest na bazie oleju sojowego, więc chyba powinnam wypróbować czysty olej sojowy na włosy. Niestety, oliwka już się skończyła, dlatego postanowiłam powrócić do oleju, który kiedyś bardzo lubiłam - makadamia! A że każda firma jaką wypróbowałam miała innej jakości olej makadamia, to tym razem postanowiłam wypróbować propozycję kolejnej firmy i tak zaopatrzyłam się w olej makadamia od Mydlasie! Z pewnością napiszę Wam o tym oleju coś więcej niebawem) sprawdziła się wzorowo a w dodatku nie ma problemu z jej dostępnością - można ją kupić w każdej aptece! Za powyższe opakowanie (100g) zapłaciłam ok. 8 zł. więc jest to wersja przystępna dla kieszeni i z pewnością warto wypróbować tę metodę u siebie!

II. Połączenie L-cysteiny z biofermentem z alg


O obu półproduktach miałam już przyjemność Wam opowiadać- L-cysteinę (zakupioną na zrobsobiekrem.pl) nazywam "naturalnym Olaplexem" ponieważ nadbudowuje się we włosie, dostarczając mu tym samym mostków dwusiarczkowych. Ten aminokwas (w równowadze PEH zaliczany do grupy "protein") rozpuszczam najpierw w masce do włosów a następnie aplikuję ją po ich umyciu na kilkanaście minut. Efekty są widoczne po pierwszym użyciu, włosy stają się bardziej mięsiste, mocniejsze, jakby "grubsze" w dotyku. 


Natomiast bioferment z alg postanowiłam wypróbować w opozycji do mojego ulubieńca do zabezpieczania końcówek włosów, biofermentu z bambusa (oba zakupione na ecospa.pl). Okazał się on całkowicie odmiennym surowcem, nie sprawdził się jako kosmetyk do zabezpieczania końcówek za to zdecydowanie mocniej niż bambus wygładzał i zmiękczał włosy po umyciu, gdy dodawałam go do odżywki.


W ogóle muszę Wam przyznać, że biofermenty (ogólnie, nie tylko z bambusa i z alg) stają się coraz bardziej doceniane w pielęgnacji. Oczywiście trend ten przybywa do nas z Azji, ale wstępne badania pokazują, że biofermenty wykazują dużo lepszą skuteczność niż ekstrakty przed poddaniem surowca fermentacji. Niedawno miałam przyjemność uczestniczyć w dermokonsultacjach firmy Orientana (relację zdam Wam oczywiście na blogu) i przyznam, że mocno zainteresowała mnie Bio maska-esencja z żeń-szeniem koreańskim właśnie w postaci fermentowanej. Ogólnie Orientana bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie gamą swoich kosmetyków - cieszę się, że wzięłam udział w dermokonsultacjach, ponieważ Pani Dermokonsultantka przybliżyła mi ideę marki, wyjaśniła jaki cel przyświecał przy powstaniu kolejnych produktów a także ich konsystencje oraz substancje aktywne. Móc dotknąć kosmetyk i przekonać się o jego formule to jednak znacznie więcej, niż suche czytanie składu INCI. Dzięki temu spotkaniu zainteresowałam się pewnymi kosmetykami i tym z Was, które chcą łączyć cechy pielęgnacji koreańskiej (tudzież azjatyckiej) z poprawnością składów INCI stosowanych preparatów powinny zwrócić uwagę na ofertę Orientana, ponieważ znajduje się w niej wiele preparatów o konsystencjach wodnistych i żelowych, idealnie wkomponujących się w wieloetapową pielęgnację. Zresztą szczegóły z tego Wydarzenia przedstawię Wam niebawem!


Wróćmy jednak do tematu tej notki - z L-cysteiną mam jeden, drobny ale istotny szkopuł. Po jej zmyciu włosy są odrobinę szorstkie i mają tendencję do puszenia. Efekt ten mija po pierwszym umyciu a uczucie silniejszych i bardziej sprężystych włosów utrzymuje się znacznie dłużej, dlatego nie zawracam sobie znacznie nim głowy. Jedynie muszę pamiętać, by nie zastosować L-cysteiny przed ważnymi spotkaniami by mieć pewność, że nie muszę kontrolować fryzury. Natomiast bioferment z alg ma całkowicie odmienne działanie - świetnie wygładza włosy ale na moich łatwych do obciążenia często powodował "przyklap" i utratę objętości. Postanowiłam więc sprawdzić, co się wydarzy, jeśli połączę te dwie przeciwstawne substancje. Spodziewałam się kombo i tragedii na włosach w postaci oklapniętej fryzury u nasady i spuszonych końcach a jednak efekt niesamowicie pozytywnie mnie zaskoczył!

Włosy były przyjemnie gładkie, lśniące, miękkie. Znacznie łatwiej było mi je rozczesać- szczotka sunęła po włosach niczym po masełku! Efekt sztywności włosów i ich spuszenia był całkowicie wyeliminowany! Jednocześnie włosy wcale nie straciły na objętości, wciąż pozostawały sprężyste i nie strączkowały się. Nie straciły także szybko świeżości jak zdarzało się to po przedobrzeniu z samym biofermentem z alg.


A Wy bez jakich półproduktów nie możecie obejść się w pielęgnacji włosów? Polećcie jakieś swoje hity, chętnie przyjrzę im się bliżej! Jakie oleje sprawdzają się w pielęgnacji Waszych włosów? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!

Pozdrawiam serdecznie!

22 komentarze:

  1. Co sądzisz o humektancie w postaci glutku z siemienia lnianego? Jest wart wypróbowania?
    Co sądzisz o żelatynowaniu włosów? Warto wypróbować? Są jakieś różnice pomiędzy żelatyną, a l-cysteiną?

    Nuśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Glutek szczerze polecam, sama go uwielbiam! :D

      O laminowaniu żelatyną słyszałam, robiłam kilka podejść ale efekt był różny- powinnam spróbować ponownie. Żelatyna (kolagen-białko) ma dużą cząsteczkę i pokrywa powierzchnię włosa a l-cysteina to aminokwas, ma możliwość wnikać w ubytki w pokrywie włosa =) Próbuj, wszystko zależy od preferencji Twoich włosów! :D

      Usuń
  2. Cześć :) Dzięki za wpis, ja również cały czas walczę o wygląd włosów i próbuję nowych rzeczy.
    Jeśli chodzi o ciekawe surowce to ostatnio na Ekocudach w Warszawie kupiłam odżywkę do stosowania PRZED myciem z lecytyną sojową. Niestety płaskie pudełko do zupełnie płynnego produktu jest nietrafionym wyborem.. ale stosuję ją raz czy dwa w tygodniu (trzymam około dwie godziny przed myciem), i na moich wysokoporowatych, puszących włosach wywołuje efekt delikatnego wygładzenia.
    Inne składniki odżywki to olej kokosowy i jojoba (pierwsze w składzie, przed lecytyną).
    Co sądzisz o lecytynie do włosów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam kosmetyki z lecytyną, np. serię odżywczą do włosów Sylveco :D Czystej lecytyny nie stosowałam, ale może kupię, bo na EcoSPA jest dostępna :D Dzięki za cynk!

      Usuń
    2. Jakby co jest to odżywka z Manufaktura Naturalis. Ma niestety dwa składniki, które nie wiem czy są naturalne ( ci ciekawe na ich stronie wygląda na produkt w stanie stałym, moja jest całkowicie płynna)
      INCI:
      Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Lecithin, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Tocopheryl Acetate, Serica Powder, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract; Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, dziękujemy za podlinkowanie : )
    Bardzo nam miło <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam półprodukty :) U mnie rządzi panthenol jako nawilżacz i keratyna hydrolizowana jako proteina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz Kasiu, akurat mam pod ręką fitokeratynę z EcoSPA :D Wypróbuję!

      Usuń
  6. Na L-cysteinę czaję się już od dłuższego czasu, chyba trzeba w końcu wypróbować :D
    Napiszesz kiedyś artykuł o swojej aktualnej pracy, jak kiedyś napisałaś o zawodzie dermokonsultantki?
    To byłoby bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, planuję taki post :D Cieszę się, że są tu osoby, które chciałyby przeczytać taki post! :D

      Usuń
    2. Czy testowałaś Agnieszko już nowe dezodoranty Sylveco? Jak tak to jaki efekt? I który zapach wybrać...😄
      Iza

      Usuń
    3. tez bym chciala! PS lubię glicerynę na moje wysokopory :)

      Usuń
    4. Oczywiście, że testowałam :D Niebawem planuję na ich temat post więc serdecznie zapraszam ! :D

      Usuń
  7. U mnie gliceryna fajnie się sprawdza zarówno przy włosach jak i skórze (skłonnej do zapychania :D) w odpowiednich proporcjach :)
    Chciałam też podpytać o wrażenia z używania farby Montibello Oalia. Farbowałam nią 3 razy, za każdym razem chwytała nierówno, dwa pierwsze myślałam, że wynikają przez fakt, że farbowanie było mało "profesjonalne". Jednak ostatnie farbowanie wykonała osoba, która się na tym dobrze zna, z podziałami włosów na partie, foliami itd. Jednak również nie chwyciło równo, są plamy, mimo że farba była bardzo dokładnie wszędzie nałożona. Miałaś może podobne odczucia, czy to tylko mój przypadek jest taki felerny? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście jestem zadowolona z Oalii ale kiedy jeszcze farbowałam włosy u fryzjera (właśnie Oalią), to fryzjerka mówiła, że te farby nie dają "sztucznie jednolitego" efektu na włosach tylko pewną "wielotonowość" dzięki czemu kolor wygląda naturalnie. Być może nie do końca ta "wielotoność" sprawdza się u Ciebie? Moje włosy faktycznie mają różne odcienie, ale nie wiem, czy to zasługa Montibello, czy henny - mi taki efekt odpowiada :)

      Usuń
  8. Ja mam problem z włosami, część jest sianowata i się kręci, część jest prosta i przez to ciężko mi je okiełznać czy nawet dobrać pielęgnację ale zaciekawiła mnie Pani propozycja z gliceryną, może u mnie też się sprawdzi? :)
    z półproduktów to cudnie sprawdza mi się żel z siemienia lnianego tzw. "glutek" jako podkład pod olej - tutaj najlepsza jest oliwa z oliwek ❤ Serdecznie polecam, trochę ciężka i może włosy "zapachnić" ale u mnie cudnie odżywiała i dociążała włosy.
    Poszukam gliceryny i wypróbuję ☺
    Pozdrawiam!
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  9. hej, wiem że komentarz jest nie na temat ale pomyślałam że pod ,,świeżym" wpisem mam większą szansę na odpowiedź :) zainspirowałaś mnie do mycia twarzy białą glinką i jestem tym zachwycona <3 wszelkie środki myjące do twarzy (nawet naturalne) mnie podrażniały, a nad glinką mogłabym się rozpływać cały dzień :) jest tylko problem - zaczęłam stosować na noc olej (schnący, mała ilość), a mimo to nie mogę go zmyć samą glinką :( czy jest coś co można by do niej dorzucić żeby zwiększyć jej właściwości myjące?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz, że nie możesz glinką domyć oleju? :)

      Usuń
  10. Wow! Ja kiedyś stosowałam namiętnie glicerynę do włosów, ale skończyłam jakieś tam opakowanie i już nie powróciłam...O ja głupia! :)
    Aż mam ochotę po nią pobiec teraz, zaraz :D Do twarzy nie kombinuję teraz nic ponadto, co sprawdzone, ale może wkropiłabym ją i do maseczek...zobaczę ;)
    Dziękuję za ten post, bo l-cysteina też do mnie przemawia od jakiegoś czasu. W ogóle trochę tych "zachciewajek" półproduktowych mi się narobiło i chyba czas na jakieś zamówienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znalazłaś tu tyle ciekawych półproduktów :D

      Usuń

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl