[542.] Olejek hydrofilowy, zakażenie bakteryjne, nasilenie niedoskonałości - aktualizacja pielęgnacji cery!

Wakacyjny okres nieźle dał w kość mojej skórze - wahania temperatur i wilgotności w lipcu oraz niezmienne upały (w pakiecie z klimatyzowanym powietrzem) w sierpniu sprawiły, że moja cera stała się kapryśna - wciąż powstawały na niej nowe wypryski i chociaż nie były to "wulkany" jak sprzed kilku lat, to oczywiście walczyłam z tymi nieproszonymi gośćmi. Stąd też spora część pielęgnacji w lecie wyjątkowo była ukierunkowana na działanie przeciwtrądzikowe, ale! - nie wysuszające ani nie ściągające. Usilne matowienie i wysuszanie skóry często prowadzi do wzmożonej pracy gruczołów łojowych, dlatego nie jestem zwolenniczką tych metod a poza tym - moja cera zwyczajnie nie ma tendencji do przetłuszczania a pojawienie się lekkich zmian trądzikowych miało całkiem inną przyczynę (upały). Dlatego przede wszystkim postanowiłam wyeliminować przyczynę powstawania niedoskonałości - duszne i ciężkie powietrze nocą (rankiem budziłam się zlana potem i z nowymi wypryskami): zmieniłam pościel na lżejszą, sypiałam przy otwartym oknie, zmieniałam poszewki co kilka dni (min. 1x w tygodniu). 

Poza powyższymi działaniami oczywiście wprowadziłam kilka kosmetyków wspomagających gojenie się skóry, by wypryski mogły szybciej zniknąć z powierzchni naskórka. Oprócz urozmaicenia pielęgnacji o kosmetyki wspomagające gojenie zmian trądzikowych, wprowadziłam też kilka całkowicie nowych, nieznanych mi dotychczas kosmetyków - np. po raz pierwszy wypróbowałam olejek hydrofilowy bez PEG! Ponadto wypróbowałam nowy hydrolat, tonik bez substancji myjących (a to rzadkość wśród toników!) oraz urzekającą kolorem maseczkę z fioletowej glinki!

Nie obyło się bez przygód - poprzez niewłaściwe przechowywanie jednego kosmetyku doprowadziłam do jego zanieczyszczenia i przez to małego koszmaru na twarzy. Na szczęście obyło się bez wizyty u dermatologa dzięki szybkiej reakcji i... zastosowaniu kosmetyku całkiem nowej marki! Ale wszystko po kolei!


Zacznijmy od demakijażu - zawsze zwracam uwagę osobom, które piszą do mnie z prośbą o konsultację, jak istotne jest dwuetapowe oczyszczanie twarzy, jeśli nosimy makijaż. Jest to tak samo istotna kwestia jak nawilżanie skóry a nawet jestem skłonna stwierdzić, że ważniejsza, niż dobór kremu!

Prawidłowe oczyszczanie twarzy - Kompendium Wiedzy

Miałam już wcześniej do czynienia z olejkami hydrofilowymi, ale zawierały one emulgator z PEGiem (dokładnie Glycery Cocoate, czyli PEG-7). Unikam tej substancji ze względu na ryzyko zanieczyszczenia tego surowca rakotwórczym dioksanem a ponadto pH PEG-7 waha się w granicach 6-7.5 - a więc nie jest to środek obojętny dla naszej skóry. 

Bardzo ucieszyłam się, gdy na rynku zaczęły pojawiać się olejki hydrofilowe pozbawione PEG o całkowicie naturalnych składach! Aktualnie moją uwagę zwróciły Miya, Femi, Fresh&Natural (pasta) oraz Senelle, które zostało mi polecone przez autorkę strony MakeHappyDay (pamiętacie wywiad udzielony dla Olgi?). Olga gwarantowała, że olejek bez trudu spłukuje się z twarzy i... faktycznie tak jest!

Oczyszczający olejek do demakijażu Senelle

Olejek Senelle przede wszystkim urzekł mnie zapachem - firma swoje produkty dzieli na 4 kolekcje inspirowane porami roku i olejek jest z kolekcji zimowej, do której nawiązuje jego aromat. Bardzo wyczuwalna jest ciepła, lekko słodka nuta wanilii - jeśli czytacie systematycznie mój blog to wiecie, że mam słabość do tego aromatu. Zamawiając kosmetyk nie wiedziałam, że produkt ma taki zapach, dlatego niesamowicie miło używało mi się tego olejku!


Kosmetyk używałam na kilka sposobów - aplikując go bezpośrednio na twarz lub wykonywałam demakijaż z jego użyciem przy pomocy płatków kosmetycznych. W każdym przypadku olejek skutecznie usuwał makijaż (również kosmetyki wodoodporne, ponieważ takie najlepiej rozpuszczają się pod wpływem olejów). Konsystencję ma niemal identyczną jak "klasyczne" oleje do demakijażu, może odrobinkę wyczuwalna jest w nim lekka "żelowość" - mimo wszystko jest to produkt tłusty, płynny - niczym zwykły olej. Cała magia zaczyna się w kontakcie produktu z wodą - po kontakcie z nią olejek przekształca się w lekką emulsję i bez trudu spłukuje się całkowicie. Sam demakijaż także wykonywałam w różnych konfiguracjach - spłukiwałam olejek albo przy pomocy bieżącej wody albo zwilżonymi płatkami kosmetycznymi - zawsze olejek bez najmniejszego trudu całkowicie znikał z twarzy, jednocześnie nie pozostawiając na niej resztek kosmetyków kolorowych.

Olejki hydrofilowe można wypróbować na każdym typie cery, również na tych ze skłonnością do komedogenności, które źle znoszą demakijaż "klasycznymi" olejkami. W porównaniu do olejków z PEGiem, olejek Senelle nie daje uczucia "ściągnięcia skóry", jak gdyby "skrzypiącej". Kosmetyk jest bardzo wydajny, podobnie jak w przypadku "klasycznych" olejów do demakijażu, już jego niewielka ilość pomaga skutecznie rozpuścić kosmetyki kolorowe. Produkt jest delikatny dla skóry, nie szczypie po wpłynięciu do oka.

INCI:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Polyglyceryl-4 Oleate, Persea Gratissima Oil, Coco Caprylate/Caprate, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Tocopherol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Punica Granatum Flower Extract, Parfum

Cena: ok. 55 zł / 150 ml


Łagodząca emulsja myjąca do twarzy Vianek

Kolejnym krokiem podczas wieczornej rutyny pielęgnacyjnej jest oczyszczanie dogłębne porów - zgodnie z tym, co zapowiadałam Wam wcześniej, postanowiłam wypróbować łagodzącą emulsję Vianek. Wersję nawilżającą bardzo lubię, zużyłam kilka opakowań i sama nie wiem, dlaczego dotychczas nie wypróbowałam wersji łagodzącej - chyba po prostu rynek kosmetyków naturalnych tak prężnie się rozwija, że nie nadążam ze wszystkimi nowościami! A nie mam w zwyczaju kupować kosmetyków na zapas (nauczyłam się tego dzięki Projektowi Denko, do którego co miesiąc mnie motywujecie dopytując, kiedy będzie nowa notka z tej serii ;)).

Zakup wersji łagodzącej był strzałem w 10! - moja cera zareagowała na tę wersję jeszcze lepiej niż na nawilżającą - poza komfortem i braku uczucia ściągnięcia cery zauważyłam, że emulsja wycisza grę naczyń krwionośnych (wszystko dzięki zawartości alantoiny, pantenolu i ekstraktu z żywokostu). Z całą pewnością powrócę jeszcze do tej emulsji!

Komu polecam ten produkt? Również jest to kosmetyk uniwersalny, który można stosować przy większości typów cer. Sądzę, że nawet część skór trądzikowych, zwłaszcza tych na podłożu cery suchej (np. pod wpływem trądziku hormonalnego lub wynikającego z przebytych chorób) polubi się z nim. Jeśli macie cery wymagające delikatnego oczyszczania a żele i pianki powodują uczucie "ściągnięcia" skóry, przy czym jednocześnie są one skłonne do zapychania, to emulsja będzie odpowiednia - nie pozostawia nawet najmniejszego filmu na skórze.

INCI:
Aqua, Glycerin, Cocos Nucifera Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Symphytum Officinale Root Extract, Panthenol, Sodium Alginate, Glyceryl Oleate, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Citrus Limonum Peel Oil

Cena: ok. 20 zł / 150 ml


Kolejnym etapem pielęgnacji jest tonizacja - moja cera nie toleruje pozostawiania na niej substancji myjących nawet w niewielkim stężeniu, dlatego zawsze sięgam po hydrolaty lub staram się szukać gotowych toników pozbawionych substancji myjących. 


Hydrolat z drzewa herbacianego Asoa

Hydrolaty to produkt uboczny pozyskiwania olejków eterycznych (jest to woda z niewielką zawartością olejku) - dlatego jeśli mamy na rynku olejek z drzewa herbacianego, będzie istniał również taki hydrolat! Jako, iż moja cera sprawiała początkiem lata dużo problemów, pojawiały się na niej wypryski, to właśnie hydrolat z drzewa herbacianego był ciekawą opcją jako kosmetyk wspomagający gojenie się wyprysków. Obawiałam się jednak, czy nie będzie wykazywał działania ściągającego jak np. oczar? Postanowiłam spróbować i nie zawiodłam się!

Hydrolat ten nie powodował nawet najmniejszego dyskomfortu, nie wykazywał działania ściągającego ale bardzo skutecznie pomagał goić niedoskonałości. Chociaż nie mam problemu z łojotokiem, to jednak po całym dniu noszenia podkładu i kremu z filtrem to normalne, że skóra zaczyna mi się błyszczeć - podczas stosowania hydrolatu z drzewa herbacianego efekt ten był zdecydowanie mniejszy. Bardzo duży plus za wygodny atomizer, który nie powoduje "chluśnięcia" produktu ale tworzy przyjemną, lekką mgiełkę. 

INCI:
Melaleuca Alternifolia Water

Cena: 28 zł / 100 ml 


Różane serum w płynie "Mist`n Roses" Be The Sky Girl

Tutaj chociaż Producent opisuje preparat jako serum, to pod względem składu jest to tonik oparty o hydrolat różany, lawendowy i aloesowy - są to więc 3 hydrolaty które bardzo lubię, sięgam po nie bardzo często w formie czystej i z tego też względu zaintrygowało mnie to "serum". Absolutnie nie dziwi mnie, że Producent zdecydował się na nazwę "serum" dla tego produktu - nazwa wskazuje na mnogość substancji aktywnych w tym preparacie, chociaż nazwa ta może wprowadzić niektórych w zakłopotanie. Poza w/w hydrolatami w składzie znajdziemy ekstrakt z kokosa, wąkrotki azjatyckiej i kwas hialuronowy - jest to więc kosmetyk ukierunkowany na działanie przeciwzmarszczkowe, nawilżające i ujędrniające skórę. 

Substancje aktywne w tym "serum" dobrane są w taki sposób, że kosmetyk można stosować przy każdym typie cery (również przy tych z niedoskonałościami, ponieważ hydrolat aloesowy wspomaga gojenie się niedoskonałości lub też przy cerach wrażliwych, ponieważ hydrolat różany i lawendowy wykazują działanie łagodzące). Preparat poza samym działaniem tonizującym dostarcza skórze sporej dawki substancji aktywnych, dzięki czemu cera staje się lepiej odżywiona i bardziej promienna! Również muszę pochwalić atomizer za tworzenie przyjemnej mgiełki.

INCI:
Rosa Damascena Flower Water, Lavendula Angustifolia Flower Water, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin,  Lactobacillus Ferment, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Lactobacillus, Hyaluronic Acid, Cocos Nucifera Fruit Extract, Centella Asiatica Extract

Cena: ok. 55 zł / 100 ml


Jak już jesteśmy przy "toniku - serum", to pokażę Wam, jakie "właściwe" sera stosuję w ostatnim czasie. Podczas mojej walki z nasileniem zmian trądzikowych sięgałam po serum anti-age dla cery tłustej i mieszanej Planeta Organica natomiast później sięgnęłam po nowość - serum Aloesove!



Serum anti-age dla cery tłustej i mieszanej Planeta Organica

To serum już niejednokrotnie pokazywałam Wam na blogu - zazwyczaj sięgam po wersję dla cery suchej i wrażliwej, ponieważ bardziej odpowiada mojej cerze, ale w związku z nasileniem niedoskonałości postanowiłam sięgnąć po wersję zieloną. Konsystencja tego serum jest odmienna od wersji dla cery suchej i wrażliwej - mniej żelowa a bardziej emulsyjna. W składzie znajdziemy całe mnóstwo substancji czynnych, dzięki czemu preparat nie tylko goi niedoskonałości ale także odżywia cerę, nawilża, uszczelnia naczynka. Zresztą spójrzcie na ten imponujący skład! Nawet są w nim peptydy!

INCI:
Aqua, Simmondsia Chinensis Oil, Sorbitol, Glycerin, Retinyl Palmitatem, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Palmitoyl Tripeptide-5, Glyceryl Stearate, Pentaerythrityl Tetrabehenate, Tocopherol, Ubiquinone, Beeswax Sucrose Palmitate, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus, Sodium Ascorbyl Phosphate, Panthenol, Hydrolyzed Rice Protein, Zinc PC, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Calophyllum Inophyllum Seed Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Furcellaria Lumbricalis Extract, Laminaria Digitata Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Oreganum Vulgare Extract, Spirulina Maxima Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Aralia Elata Root Extract, Curcuma Longa Root Extract, Foeniculum Vulgare Fennel Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Calendula Officinalis Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil (and) Cetearyl Glucoside (and) Avena Sativa Kernel Extract, Corylus Avellana Seed Oil, Helichrysum Arenarium Flower Extract, Epilobium Alpinum Leaf Extract, Rosa Damascena Flower Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Melia Azadirachta Oil, Gingko Biloba Extract, Oenothera Biennis Oil, Rosa Canina Seed Oil, Santalum Album Oil, Chamomilla Recutita Flower Oil, Plantago Major Leaf Extract, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Officinalis Oil, Echinacea Purpurea Extract, Salix Alba Bark Extract, Cucurbita Pepo Seed Extract, Parfum, CI 75810, CI 77492

Cena: ok. 30 zł / 50 ml 


Serum do twarzy Aloesove

W połowie czerwca firma Sylveco wypuściła na rynek 3 nowe marki: Aloesove, Duetus i Rosadia. Każda z tych linii przeznaczona jest dla innej grupy odbiorców i oparta o odmienne substancje aktywne. Akurat byłam w trakcie denkowania dotychczas stosowanych kosmetyków, dlatego potrzeba uzupełnienia kosmetycznych zapasów idealnie zbiegła się z czasem tychże nowości! Jednym z pierwszych kosmetyków jakie przetestowałam był żel regenerujący do twarzy, ciała i włosów Aloesove. Poza nim z tej serii zdecydowałam się na powyższe serum.

Porównując serum do żelu regenerującego (który również można stosować na twarz), jest ono bardziej płynne, jednak wciąż zachowuje żelową postać. Dzięki bardziej płynnej konsystencji szybciej się wchłania i absolutnie nie roluje podczas aplikacji oleju (serum aplikowałam na noc a wieczorem nie używam kremów, tylko oleje). Oba produkty różnią się również nieznacznie zawartością substancji czynnych - w serum znajdziemy hialuronian sodu (sól kwasu hialuronowego, również wykazującą działanie nawilżające) oraz proteiny owsa (także działanie wiążące wodę w naskórku), różnica dotyczy także kompozycji olejków eterycznych. Mimo wszystko główną substancją czynną przede wszystkim jest aloes.


Jak wspomniałam wcześniej - serum Aloesove jest bardzo lekkie i dobrze wchłanialne. Charakteryzuje się bezolejową formułą dlatego jest odpowiednim preparatem dla osób ze skłonnością do komedogenności. Ekstrakt z aloesu jest bardzo uniwersalnym preparatem o działaniu głównie nawilżającym, dlatego spisze się na każdym typie cery. Poza działaniem nawilżającym, aloes wpływa łagodząco na podrażnienia oraz wspomaga gojenie się skóry trądzikowej. Wszystko, co powinnyście wiedzieć o aloesie zawarłam w powyższym linku, także jeśli jeszcze nie czytałyście tego artykułu, to zachęcam do nadrobienia zaległości!

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Sodium Alginate, Hydroxyethylcelulose, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Phytic Acid, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Mentha Piperita Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool
 
Cena: ok. 30 zł / 30 ml


Serum regulujące Duetus kontra peeling do twarzy Asoa

Z nowości firmy Sylveco zdecydowałam się również na kilka kosmetyków marki Duetus - dziś chciałabym pokazać Wam dwa z nich: serum oraz peeling. I tutaj chciałabym opowiedzieć Wam, jak to serum - dosłownie! - uratowało moją twarz! 


"Szewc bez butów chodzi" - i ja muszę się podpisać pod tym przysłowiem. Zawsze powtarzam Wam, jak istotne jest zachowanie higieny podczas kontaktu z kosmetykami oraz ich przechowywanie a sama popełniłam jeden z kardynalnych błędów - przechowywałam emolientowy kosmetyk pod prysznicem, przez co doszło do jego zanieczyszczenia.

Kosmetykiem tym był znany mi już peeling Asoa - zużyłam jedno opakowanie i tak przypadł mi do gustu, że zdecydowałam się na kolejne. Znając produkt i jego właściwości, z wygody postanowiłam trzymać go na półce pod prysznicem. Peeling ten ma charakterystyczną, olejową bazę - znajdziemy w nim m. in. olej kokosowy, awokado, arganowy, które skutecznie zmiękczają i wygładzają skórę. Tego typu kosmetyki zazwyczaj nie posiadają konserwantu a jedynie witaminę E hamującą jełczenie olejów (ponieważ w takiej 100% emolientowej formule nie rozwiną się bakterie, jedynie oleje mogą się zepsuć). Podczas nieprawidłowego przechowywania i braku ostrożności - jak było w moim przypadku - po przedostaniu się wody do produktu zaczną rozwijać się w nim bakterie! 

A ile bakterii może się rozwinąć w tydzień? Wolę nie myśleć... Peelingi wykonuję 1x w tygodniu, dlatego przypadkiem musiałam wprowadzić wodę do produktu a następnie mogły one rozwijać się w całkiem komfortowych warunkach - w końcu jak to pod prysznicem - tam zawsze jest cieplutko i wilgotno! Po kolejnym wykonaniu peelingu stanęłam jak wryta przed lustrem - całą twarz miałam pokrytą w czerwonych krostkach!
 

Podejrzewając, co może być przyczyną zaistniałego stanu rzeczy, od razu sięgnęłam po serum Duetus - wprawdzie nie stosowałam go wcześniej ale sam skład wskazywał na to, że ma silne właściwości przeciwbakteryjne. Kiedyś już przytrafiła mi się taka sytuacja i przez ponad tydzień walczyłam z tymi zapalnymi krostkami, wyjątkowo ciężko się goiły - byłam więc przygotowana, że na drugi dzień będę straszyć współpracowników wyglądem ale miałam nadzieję, że Duetus chociaż zmniejszy zaczerwienienie. 

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na drugi dzień okazało się, że niemal nic nie widać po nadkażeniu skóry! Sama byłam w szoku, że serum tak dobrze się spisało - miałam nadzieję, że zadziała, ale że aż tak szybko? Wciąż jestem pod wrażeniem! Dla pewności zastosowałam to serum jeszcze kilka razy - w sumie stosowałam go dwa dni, zarówno rano i wieczorem. Po dwóch dniach pokazałam Wam efekt na instastory:


Serum pachnie najgłębszymi czeluściami piekieł - aromat siarki i drzewa herbacianego tworzy tak unikatową kompozycję zapachową, że jestem pewna, iż produkt nie przypadnie do gustu osobom o wrażliwych nosach. Jednak potrzeba zagojenia skóry była pilna i nie zwracałam uwagi na zapach - chociaż łapałam się na tym, że będąc już po kilu godzinach pracy, wciąż spod warstwy kremu nawilżającego, kremu z filtrem, kremu BB i pudru - wciąż wyczuwam zapach Duetusa! Jego zapach to ciężki kaliber ale to, z jaką skutecznością zadziałał całkowicie rekompensuje tę drobną niedogodność.
 

Czy stosować serum Duetus na całą twarz? 

Producent zaznacza, że można i ja również w powyższej sytuacji postanowiłam zadziałać tak radykalnie. Serum zastosowałam przez dwa dni zarówno rano i wieczorem z uwagi na zaistniałe ryzyko rozwoju dermatozy, która wymagałaby leczenia. Jeśli macie duże problemy z cerą, np. mocny trądzik, oczywiście możecie zastosować to serum na całą twarz. Pamiętajcie jednak, że jest to preparat o silnym działaniu złuszczającym, ponieważ zawiera kwas salicylowy oraz siarkę, dlatego polecam stosowanie na całą twarz potraktować w formie kuracji uderzeniowej. Obserwujcie również, czy cera nie staje się bardziej reaktywna i kapryśna - to znak, że naskórek został zbyt mocno złuszczony. Natomiast stosowanie punktowe jak najbardziej polecam! Aktualnie przede wszystkim sięgam po serum Duetus punktowo w razie niedoskonałości jak i... ukąszeń owadów!

Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. I
Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. II

Serum regulujące Duetus:

INCI:
Aqua, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Sorbitol, Propanediol, Hydroxyethylcellulose, Panthenol, Potentillae Anserinae Herba Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Sulfur, Agar, Acacia Senegal Gum, Salicylic Acid, Lactic Acid. Allantoin, Xanthan Gum, Decyl Glucoside, Limonene, Linalool

Cena: ok. 23 zł / 15 ml

Peeling do twarzy Asoa:

INCI:
Cocos Nucifera Oil, Persea Gratissima Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca, Aronia melanocarpa seed powder, Ribes nigrum seed powder, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Tocopheryl Acetate, Cananga Odorata Flower Oil, Limonene, Linalool, Isoeugenol, Pelargoniu Graveolens Oil


Cena: ok. 35 zł / 60 ml



Peeling do twarzy Duetus

Po szczęśliwym zakończeniu powyższej historii nadszedł czas na zakup nowego peelingu - i jak wspomniałam wcześniej, postanowiłam wypróbować nowości Sylveco, dlatego mój wybór padł na Duetus. Seria ta intryguje mnie głównie ze względu na zawartość oleju z czarnuszki, który bardzo pomógł mi w walce z trądzikiem kilka lat temu. Poza tym seria zawiera olej konopny i węgiel aktywny, które również są polecane w walce z trądzikiem.

Peeling Duetus jest peelingiem drobnoziarnistym - zawiera drobinki korundu i czarnuszki, które skutecznie złuszczają martwe komórki naskórka. Peeling jest pozbawiony substancji myjących, dlatego przed jego zastosowaniem należy oczyścić twarz dwuetapowo. Po wykonaniu peelingu zostawiam produkt jeszcze na kilka minut na twarzy, by zawarte w nim substancje aktywne mogły odżywić cerę.

Peeling spłukuje się bez trudu i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy (nie jest też peelingiem mocno emolientowym jak w/w Asoa czy enzymatyczny i wygładzający Sylveco - ma lekką, emulsyjną formułę) - za to po zastosowaniu skóra jest przyjemnie miękka i gładka a efekt ten utrzymuje się przez kilka dni!

INCI:
Aqua, Alumina, Vitis Vinifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglycerides, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Nigella Sativa Seed Oil, Stearic Acid, Nigella Sativa Seeds Powder, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Activated Charcoal, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cetyl Alcohol, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Thymus Vulgaris Oil, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool 

Cena: ok. 25 zł / 75 ml 


Maseczka do twarzy "fioletowa glinka, olej awokado" Asoa

Powiedzieliśmy sobie już o serum i peelingach, czyli kosmetykach, po które nie sięgam codziennie. Ostatnim kosmetykiem z grupy stosowanych sporadycznie jest maseczka. I tym razem zdecydowałam się na maseczkę z fioletowej glinki od Asoa - bardzo doceniam wpływ glinek na cerę i moją ulubioną jest biała, czyli najdelikatniejsza. Jednak maseczka fioletowa urzekła mnie kolorem! Jest ona także rekomendowana przez Producenta jako bardzo delikatna - chciałam więc porównać jej do czystej białej glinki.

Maseczka ma sypką konsystencję, dzięki czemu nie musi być dodatkowo konserwowana. Poza tytułową fioletową gliną znajdziemy domieszkę białej, alantoinę oraz niacynamid (szykuję dla Was post o tej substancji, ponieważ jest niezwykle skuteczna!). Kosmetyki Asoa charakteryzują się wysokimi stężeniami substancji aktywnych o czym już niejednokrotnie mogłam się przekonać. Jednak "więcej" nie zawsze oznacza "lepiej" i po stosowaniu tej maseczki niestety miałam zaognioną cerę. Dlatego postanowiłam rozrabiać glinkę z olejem zamiast z wodą, by łagodzić jej działanie - i to był strzał w 10! Skóra przestała być zaogniona a zamiast tego stała się przyjemnie gładka i odżywiona. Maseczka normalizuje pracę gruczołów łojowych, wspomaga gojenie niedoskonałości, zapobiega gojeniu się przebarwień pozapalnych i sprawia, że pory są mniej widoczne.

W porównaniu do glinki białej odnoszę wrażenie, że glinka fioletowa jak najbardziej należy do glinek delikatnych ale mimo wszystko wersja biała wciąż pozostaje najdelikatniejszą.

INCI:
 Kaoiln Violet Clay, White Kaolinite Clay, Persea Gratissima Oil, Niacinamide, Calendula Officinalis Extract, , Tocopherol Acetate, Allantoin, Pelargoniu Graveolens Oil

Link do sklepu
Cena:
ok. 50 zł / 120 ml


Krem "Odżywcza Goja" Asoa

Ostatnim kosmetykiem Asoa po jaki sięgałam w ostatnim czasie był powyższy krem. Jak słusznie jego nazwa sugeruje, jest to treściwy preparat, jednak nie tłusty. Pomimo gęstej konsystencji fantastycznie, szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy. Skóra jest przyjemnie gładka i matowa, chociaż krem nie wykazuje działania ściągającego. Mocno nawilża i odżywia dzięki zawartości oleju arganowego, awokado oraz masła mango. Działa przeciwstarzeniowo (ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej oraz koenzym Q10), łagodząco (alantoina oraz pantenol) i rozjaśniająco (niacynamid - szczególnie polecany w przypadku przebarwień). Krem skomponowany jest w taki sposób by być uniwersalnym i odpowiadać każdemu rodzajowi skóry - także osoby z cerą skłonną do niedoskonałości będą z niego zadowolone, ponieważ zawiera hydrolat z manuka o działaniu antyseptycznym.

INCI: 
Rosa damascena (Rose) Floral Water, (Leptospermum scoparium (Manuka) Floral Water, Persea Gratissima Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Hellianthus Annuus Seed Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Tocopherol Acetate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetyryl alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum,D-Panthenol,, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Niacinamide, Glycerin, Aqua, Centella Asiatica Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf (Green Tea) Extract

Link do sklepu
Cena:
ok. 130 zł / 50 ml

Będąc w temacie pielęgnacji kremem od razu wspomnę, że na noc wciąż stosuję oleje - aktualnie sięgam nie po "czysty", jeden rodzaj oleju, ale mieszankę kilku - miałam w zapasach kilka olejów, którym zbliżał się koniec daty ważności, dlatego chciałam je spożytkować. Opakowania już są zasłużone i mało estetyczne, dlatego oleje te zobaczycie przede wszystkim w projekcie denko - użyłam m. in. oleju makadamia, konopnego, czarnuszki, pestek śliwki. Mieszanie olejów daje bardzo pozytywnie wpływa na cerę, ponieważ działanie olejów uzupełnia się wzajemnie (ponieważ nie każdy olej ma taką samą budowę chemiczną - są to mieszanki przeróżnych związków w różnych stężeniach, dzięki czemu wyróżnia się oleje schnące, półschnące i nieschnące).



Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Vianek

Kremy pod oczy Vianek pomimo, że są w malutkich opakowaniach, to wystarczają na bardzo długi czas stosowania! Dlatego niezmiennie, podobnie jak w poprzedniej aktualizacji, stosuję ten krem pod oczy. Bardzo ładnie niweluje zasinienia i worki w tej delikatnej okolicy. Wersja przeciwzmarszczkowa Vianek jest najbardziej treściwym kremem pod oczy z oferty Sylveco, dlatego jeśli poszukujecie mocno nawilżającego produktu z oferty tej firmy, to polecam wypróbować właśnie ten. Krem jest lekko perfumowany, ale nie szczypie w oczy, nie powoduje łzawienia. Skład jest bardzo bogaty i dostarczas skórze wielu zróżnicowanych substancji aktywnych - zresztą zobaczcie same!


INCI:
Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum

Cena: ok. 34 zł / 15 ml


Kojący balsam do ust "Perfector 3w1" Resibo
 
Powróciłam także do znanego mi balsamu do ust Resibo - jest to jeden z najlepszych produktów do ust jakie miałam i kolejne opakowanie znów utwierdziło mnie w tym przekonaniu: nie tylko spełnia swoją podstawową funkcję jaką jest nawilżenie i odżywienie ust ale również wzmacnia ich naturalną czerwień! Balsam nie ma pigmentów koloryzujących a uzyskany efekt wynika z obecności żółtej gorczycy, która poprawia krążenie w czerwieni warg. Różnica jest subtelna ale zdecydowanie zauważalna! Pomadka po raz kolejny zachwyciła mnie wydajnością jak i apetycznym aromatem!

Pełna recenzja

INCI: 
Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Hydrogenated Vegetable Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Aqua, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Jojoba Esters/Helianthus Annuus Seed Wax/Acacia Decurrens Flower Wax/Polyglycerin-3, Tocopherol, Brassica Alba Sprout Extract, Stevia Rebaudiana Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Aroma, Limonene, Linalool

Link do sklepu
Cena: ok. 40 zł / 10 ml

 
EY! Wodoodporny filtr przeciwsłoneczny

Ostatnim kosmetykiem, który nakładam na sam koniec porannej rutyny pielęgnacyjnej jest wodoodporny filtr EY!. Jest to preparat oparty tylko o filtry mineralne, dlatego bieli skórę i z tego powodu może nie każdemu odpowiadać. Ma troszkę problematyczną, olejową formułę, z którą mogą nie polubić się cery preferujące lekkie i dobrze wchłanialne preparaty. Są to jednak jedyne minusy tego filtra i jego zalety znacznie je przewyższają - skutecznie chroni przed promieniowaniem UV a dzięki zawartości substancji aktywnych jak olej sojowy, jojoba, rzepakowy i oliwie, skutecznie odżywia cerę i zapobiega utracie wody z naskórka.

Pamiętacie, jak pisałam Wam w notce pt. "A gdyby tak filtry stosować cały rok?", że filtr mineralny Bioderma SPF 50+ spowodował u mnie powstanie odparzeń po całym dniu wędrowania? Niedawno miałam okazję przetestować filtr EY! w tych samych warunkach i ten nie spowodował odparzeń pomimo, że celowo zaaplikowałam go grubą warstwą. Także jestem pod wrażeniem działania tego filtra, stosuję go codziennie, systematycznie, pamiętając o reaplikacji. Będąc w pracy aplikuję filtr bezpośrednio na makijaż a następnie poprawiam podkład i puder.

Najważniejsze informacje o ochronie anty-UV na rok 2018
Jak aplikować filtry w upalny dzień?

INCI:
Dicaprylyl Carbonate, Glycine Soja Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Titanium Dioxide, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Alumina, Canola Oil, Stearic Acid, Oryzanol, Olea Europaea Fruit Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Parfum, Linalool, Citronellol, Geraniol
Cena: ok. 70 zł / 100 ml


Tak prezentuje się moja pielęgnacja w aktualnym, upalnym okresie. Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? A może zaintrygował Was któryś z powyższych? Jestem niesamowicie ciekawa Waszych opinii i doświadczeń!

Pozdrawiam serdecznie!

35 komentarzy:

  1. Żadnego z przedstawionych kosmetyków nie używałam, ale jestem ciekawa marki Asoa, może sięgnę po jakiś ich kosmetyk, jak skończę moje zapasy. Czy ten krem odżywczy nadawałby się na okres zimowy dla skóry mieszanej z tendencją do trądziku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam ogromny problem. 3 miesiące stosowałam kremy i preparaty do oczyszczania z sylveco. Krem rokitnikowy, nagietkowa, nawilżający to była moja codzienna pielęgnacja na zmianę + płyn micelarny lipowy i mleczko arnikowe + peeling raz w tyg. I mimo to moja cera szaleje, niesamowicie się błyszczy nie mogę tego opanować okropnie waży mi się podkład.. pomocy co robić 😭

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Tonizuje twarz hydrolatem z oczaru wirginijskiego.

      Usuń
    2. Oczar ma silne właściwości ściągające, proponuję potraktować Twarz delikatniejszym hydrolatem (możliwe, że oczar jest zbyt silny przez co dochodzi do wysuszenia skóry) - pomarańczowy, lawendowy, miętowy, rozmarynowy, szałwiowy, melisowy, drzewo herbaciane, aloes, lipa, rumianek.

      Zastanów się również, czy mleczko arnikowe nie obciąża Twojej skóry - jest to najgęstsze mleczko z całej gamy Sylveco. Sądzę, że emulsja może być ciekawym kosmetykiem w zamian za mleczko, ponieważ oczyszcza z podobną siłą ale nie pozostawia filmu na skórze :)

      Usuń
  3. chyba jestem jedną z niewielu osób, jak nie jedyną, której Vianek nie służy... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie istnieje kosmetyk, który spisze się u każdego - mam nadzieję, że znajdziesz swoje ideały! :* Trzymam za to kciuki!

      Usuń
    2. Mi też vianek i sylweco nie służą. Zapychają mnie strasznie :(

      Usuń
  4. Od dawna czytam twojego bloga i to co tworzysz jest naprawdę wspaniałe, fantastyczne oraz szalenie pomocne!
    Nie mogę się doczekać kolejnych interesujących postów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeej, bardzo miło mi czytać taki pozytywny komentarz! Dziękuję =*

      Usuń
  5. Czy ten peeling Duetus pachnie tak samo jak serum? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ma zapach typowy dla czarnuszki, ale niezbyt intensywny :)

      Usuń
  6. Kurcze, miałam kupić sobie micelarny balsam do demakijażu, który ma super skład, ale niestety emulgator w nim zawarty to właśnie ten Glycery Cocoate. Na stronie producent napisał, że to łagodny środek myjący dobrze tolerowany przez skórę, ale nie ma co ryzykować. Chyba wypróbuje ten olejek z senelle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram! Mam nadzieję, że również będziesz zadowolona z Senelle ;)

      Usuń
  7. Kupno serum Aloesove mam zaplanowane na wrzesień, no i dołączy do niego to różane- już nie mogę się doczekać☺. Jak jestem przy serach to zapytam: mam cere dojrzałą, czy polecasz stosowanie przy serach anty-again masażrów? Znalazłam ultradźwiękowe, do jonoforezy, drgające , zadysające...niektóre naprzemiennie rozgrzewają skórę i ochładzają. Czy nie szkodzą?
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będziesz używać prawidłowo i pamiętać o ich dokładnym czyszczeniu, to nie :)

      Usuń
  8. Mnie interesuje żel do mycia twarzy Senelle, jednak nie zawiera on środków myjących tylko saponiny. Czy myślisz Agnieszko, że będzie on dobrze oczyszczał twarz? Wrzucam jego skład :)

    Aqua, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Propanediol, Caprylyl/Capryl Glucoside, Betaine, Xanthan Gum, Prunus Persica Fruit Extract, Humulus Lupulus Cone Extract, Quillaja Saponaria Bark Extract, Allantoin, Panthenol, Biosaccharide Gum-1, Sodium Phytate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosuję go od kilku dni i na razie spisuje się wzorowo :D Na pewno za jakiś czas napiszę, jak się spisuje przy dłuższym stosowaniu ;)

      Usuń
    2. W takim razie czekam na recenzję :D

      Usuń
  9. Ale ty śliczna jesteś :) Ciekawi mnie marka Senelle ale na swojej stronie nie ma info czy testują na zwierzętach a jest to dla mnie priorytet przy wyborze marki. Warto by wspomnieć o tym w jakimś artykule i uświadomić kobiety jak okrutne tortury przechodzą zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Wydaje mi się, że nie są marką testującą, ponieważ to młoda, polska firma - nie słyszałam, żeby była dostępna za granicą. Ale najlepiej upewnić się pisząc bezpośrednio do Producenta :)

      Usuń
  10. Właśnie ostatnio stałam przed półką z nowościami z Detus i zastanawiałam się, kiedy znajdziemy u Ciebie podpowiedzi co tych kosmetyków ;) Jak byś porównała serum regulujące Duetus pod kątem walki z niedoskonałościami cery, do żelu punktowanego na wypryski od Sylveco? Mam ten drugi produkt w domu i nie wiem czy inwestować w chyba nieco podobny produkt z Detus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Duetus działa zdecydowanie lepiej niż Sylveco ale wiele zależy od preferencji skóry :)

      Usuń
  11. Piekielne serum do twarzy interesujące :D Moja skóra również wariowała od upałów, ale kończyło się na mega przetłuszczaniu bez wyprysków :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko łojotok też bywa uciążliwy :D

      "Piekielne serum" - idealnie to ujęłaś! :D

      Usuń
  12. Od kiedy trafiłam na Twojego bloga zachłysnęłam się naturalną pielęgnacją. Od lat walczę z trądzikiem (na twarzy głównie z zaskórnikami, typowe 'pryszcze' mam na dekolcie, ramionach i plecach) oraz ze sobą,aby zaskórników nie wyciskać. Po wczytaniu się w Twojego bloga przez pare godzin od razu zaczęłam oczyszczać twarz OCM (oliwka hipp+olej rycynowy+ olej z czarnuszki) i stosować lekki krem nagietkowy z sylveco. Niestety stan mojej skóry wciąż się pogarsza, pojawiają się 'kolonie' drobnych wyprysków głównie na policzkach gdzie kiedyś nie miałam aż takich problemów (OCM praktykuje od miesiąca). Ostatnio byłam również na konsultacjach Sylveco i z poziomu natłuszczenia i nawilżenia mojej skóry wynika że jej typ to mieszana. Nie mam pojęcia jak z tym walczyć i mam wrażenie że jest coraz gorzej. Co mogłabym zacząć stosować żeby jakoś sobie pomóc?🙁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim bądź ostrożna z OCM - to trudna metoda, czasochłonna i wymagająca niesamowitej uwagi. Dlatego osobie początkującej łatwiej wybrać prostszą metodę mycia twarzy np. białą glinkę lub po prostu gotowy kosmetyk typu żel, pianka, emulsja :)

      Proponuję również rozpocząć przygodę z naturalną pielęgnacją od tego wpisu:
      http://www.kosmetologia-naturalnie.pl/2018/03/510-najwazniejsze-informacje-dla.html

      Wtedy będziesz miała uporządkowane spojrzenie na pielęgnację - co stosować, w jakiej kolejności i jak często :)

      Cieszę się, że moje miejsce w sieci okazało się dla Ciebie ciekawe :D Trzymam kciuki, żebyś poradziła sobie z niedoskonałościami ;)

      Usuń
  13. O, o tym serum aloesove nie slyszalam i sprobuje na pewno, bo aloes ma u mnie zawsze ogromny kredyt zaufania w walce z problemami na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zachwycona pomadka kojącą z Vianka sięgnęłam po wersje regenerującą i byłam zawiedziona słabszym działaniem i słabym zapachem. Z naturalnych nawilżaczy do ust lubię jeszcze masło kawowe do ust z Your Natural Side.

    OdpowiedzUsuń
  15. jaki krem pod oczy dla cery mieszanej, 25 lat, bez worków i zasinień? Myślę, że przeciwzmarszczkowy to chyba dla mnie przesada :D
    Dziękuję za post :) Hydrolat z drzewa herbacianego Asoa mnie zainteresował, mam nadzieję że rownie dobrze się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam. Zafascynowało mnie serum anti-age dla cery tłustej i mieszanej Planeta Organica. Mam skórę dojrzałą i chyba mieszaną, wyświecam się w strefie T już po 2,3 godz od zrobienia makijażu. Chciałam zapytać jak Pani takie serum stosuje, tzn serum + krem, samo serum, a może serum Planeta na strefie T + serum nawilżające na resztę twarzy?

    OdpowiedzUsuń
  17. Serum Duetus do mnie przemawia, bo po tym upalnym lecie chyba i u mnie zaczyna się znowu coś dziać a ja nie mam siły na kolejną ostrą kurację dermatologiczną...

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie zaczęłam stosować serum Planeta Organica do cery tłustej.Zastanawiam się czy tego typu serum można stosować częściej niż raz w tygodniu? Opakowanie -50 ml -wydaje się sugerować częstsze stosowanie.
    Z serum Biolavenu miałam podobny problem-stosowałam jest raz w tygodniu i w efekcie po 6 miesiącach od otwarcia zużyłam jedynie ok. 1/3 pojemności.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl