[242.] Niedziela dla włosów- walka z puchem.


Dzień dobry!

Tym razem po raz pierwszy chciałabym przedstawić Wam na blogu "Niedzielę dla włosów". Do tej pory niewiele pisałam Wam o moich włosach, bo powiem szczerze- nie mam się czym chwalić. Włosy sprawiają mi bardzo dużo kłopotów a wszystko przez pewien nieprzyjemny incydent we wrześniu 2013 r.

Wtedy właśnie po raz pierwszy (i ostatni raz!) dałam się namówić profesjonalnemu fryzjerowi (jak sam siebie opisywał- "Wirtuozowi Włosa") na metamorfozę. Rzecz miała się w Katowickim salonie "Berendowicz&Kublin". Miałam bardzo długie, sięgające pasa włosy, lekko chwycone henną. Wraz z p. Dawidem ustaliliśmy, że przefarbuje mnie na rudo i podetnie końcówki. Wyszłam z włosami czarnymi, przerzedzonymi degażówkami (w dodatku krzywo!) oraz sięgającymi ramion.

Załamana próbowałam sama ratować się drogeryjnymi farbami. Niestety, żadna ruda, ogólnie dostępna farba nie chciała zakryć czerni (wyszła moja ówczesna zerowa wiedza na temat włosów ;)). Niestety, farbowanie drogeryjnymi farbami nie przyniosło nic dobrego- chodziłam z rudym odrostem i czarnymi włosami na długości. Włosy od farb były bardzo cienkie i puszące. Przerzedzenie włosów potęgowało efekt "piórek" na głowie.

W końcu udałam się do porządnej fryzjerki, która zrobiła mi porządek na głowie. Ja natomiast wprowadziłam intensywną pielęgnację. Mimo, iż od powyższego felernego zdarzenia minęły już prawie dwa lata, wciąż walczę o piękne włosy. Niestety, zniszczonych końcówek nic nie odratuje, czekam aż odrosną i zostaną ścięte. Natomiast robię co mogę, by wyglądały w miarę dobrze, a co najważniejsze- nie puszyły się! Włosowy puch to mój największy problem.

Mam nadzieję, że wprowadzenie na blog notek poświęconych pielęgnacji włosów będzie dla mnie oraz dla Was motywacją, by nie poddawać się, nawet, gdy cel wymaga wielu lat poświęceń :).

Niedzielę dla włosów zaczęłam z samego rana- zwilżyłam włosy a następnie nałożyłam na nie mieszankę takich półproduktów:


- olej lniany (najwięcej),
- olej z kiełków pszenicy,
- olej słonecznikowy,
- olej rokitnikowy,
- kwas hialuronowy,
- d-pantenol,
- mleczko pszczele w glicerynie (najmniej).

Moje włosy lubią bogatą pielęgnację. Tego typu mieszanki sprawdzają się u mnie o wiele lepiej niż pojedynczo stosowany olej. Włosom brakuje zarówno emolientów jak i humektantów (tych drugich w znacznie mniejszej ilości). Włoski protein nie lubią- bardzo puszą się po nich, więc stosuję je z umiarem.


Po ok. 45 minutach nałożyłam na włosy piankę Venita w kolorze czerwonym (niech Was nie zmyli kolor zakrętki ;)). Czerwony pigment bardzo szybko wypłukuje się z włosów, więc żeby nie męczyć ich farbami, poprawiam kolor pianką. Powyższa ma prosty i bezpieczny skład, nie wysusza włosów ani nie osłabia ich.


Po kolejnych 45 minutach nałożyłam na włosy odżywkę EcoLab- balsam regenerujący do włosów uszkodzonych i farbowanych. Powyższa odżywka kompletnie się nie spisywała- mimo, że miała bardzo naturalny skład, w większości emolienty, powodowała puszenie włosów. Dałam jej szansę stosując przed myciem, do emulgowania olejów, jednak nie zauważyłam zadowalających efektów. 


Włosy umyłam odżywką- balsamem do włosów na brzozowym propolisie. Metoda mycia włosów odżywką bardzo ładnie wygładza i zmiękcza moje włosy. O tym, jak myć włosy odżywką pisałam w osobnym poście: KLIK!

Włosy umyłam odżywką dwukrotnie, po czym nałożyłam na włosy bananowego Kallosa:


Do tej pory mocno broniłam się przed Kallosami. Było to spowodowane faktem, że moje włosy lubią odżywki bardziej pielęgnujące, o bogatszych składach. Moje pierwsze zderzenie z maską Kallos (wersja Keratin) była kompletną porażką- jak wspomniałam wcześniej, moje włosy nie lubią protein, więc po Kallosie Keratin miałam zawsze spuszone włosy. Jednak odkąd Kallos wypuścił nowe wersje, sięgnęłam po nie, by kuknąć w skład. Wersja bananowa ma wysoko w składzie oliwę z oliwek i zmiękczający włosy emolient (cetyl alcohol). Oprócz tego ma w sobie silikon- z pełną świadomością nałożyłam ją na włosy jako maskę, która nie miała włosów odżywić, a sprawić, że będą lepiej wyglądać oraz zabezpieczyć końcówki włosów.

Po wyschnięciu włosów oraz rozczesaniu, prezentują się następująco:

 Na powyższym zdjęciu pięknie widać niezniszczone włosy, które zapuszczam od dwóch lat. Reszta włosów ewidentnie zniszczona i spuszona. Nawet koloru nie chcą trzymać.


A Wy jak wykorzystałyście niedzielę? Zrobiłyście coś przyjemnego dla siebie? ;)
Pozdrawiam!
Azime

41 komentarzy:

  1. kochana jaki masz kolor na włosach ? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Montibello Oalia 7.78 poprawiane pianką Venita :P

      Usuń
  2. Ja od dłuższego czasu nienawidzę się z większością fryzjerów, którzy mają śmiałość tak się nazywać. Poza tym miałam jedną zaufaną fryzjerkę, ale palma jej odbiła i bierze tyle za obcięcie jakby to był nie wiadomo jaki ekskluzywny salon. Sama już wolę podcinać końcówki niż oddać się w ręce byle kogo. Współczuję przykrej przygody z katowickim fryzjerem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje włosy od ostatnich upałów są tak suche, że układać się nie chcą wcale. Poluję na olej kokosowy może on coś pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz wysokoporowatych włosów, to kokos powinien się spisać. W odwrotnym wypadku możesz mieć wzmożone puszenie się włosów. Zobacz, jak moje włosy wyglądały po oleju kokosowym: http://azime-make-up.blogspot.com/2015/06/218-rosyjskie-kosmetyki-na-lepszy.html :P

      Usuń
  4. Ja kilka dni temu wpadłam na ten niedorzeczny pomysł pofarbowania włosów w domu - nie dość, że nie trafiłam z kolorem, to jeszcze zaczęły się na nowo puszyć :/ Muszę koniecznie wypróbować mieszankę olejów, bo póki co ograniczam się tylko do arganowego i jestem ciekawa, jakie przyniosłaby efekty większa różnorodność :) Swoją drogą OCM bardzo mi się spodobał, tylko póki co główny efekt, jaki zauważyłam, to niestety bardzo mocne wypryszczenie, o którym pisałaś ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zaopatrz się w olej lniany - bardzo ładnie wygładza włosy. Natomiast z typowych kosmetyków moim hitem jest odżywka wygładzająca włosy Sylveco. do tej pory tylko ona radzi sobie z moim puchem :)

      Usuń
    2. A co do OCM- pamiętaj, że musisz całkowicie zmywać olej z twarzy, ma nie zostac żadna warstwa, żeby nie zapchać porów. "Wypryszczenie" na początku kuracji to norma, zobaczysz, że za kilka dni będzie lepiej :D

      Usuń
    3. Kupiłam sobie te chusteczki z Biedronki, które polecałaś - one wystarczają do zmywania olejów? :) Oo, w takim razie kupię go na pewno :D

      Usuń
    4. Ściereczki Spark z Biedro wystarczą do zmycia olejów ;)

      Usuń
  5. Podoba mi się kolor twoich włosów :) Uwielbiam Kallos banana!

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za horror, wlosy rzeczywiscie sie trochee pusza, a probowalas L'Oreal Profesionel ten niebieski? Pamietam, ze przez jakis czas uzywalam i bardzo ladnie regenerowal, potem zmienilam na inny bo zbyt intensywnie nawilzal (jesli mozna to tak nazwac) i mi wlosy sie nie unosily tak jak chcialam. Wydaje mi sie, ze bylabys zadowolona z efektu.
    Pozdrawiam!

    Pearl in Fashion

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam tego kosmetyku, muszę zainteresować się ofertą Loreal :)

      Usuń
  7. Bardzo liczę się z Twoją opinią dlatego chętnie przetestuje którąś z tych pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło czytać taki komentarz :D

      Usuń
  8. Ech... mam ten sam problem z włosami (puch), ale powoli widać różnicę :)
    Powodzenia w pielęgnacji !

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezły arsenał ;) Bardzo podoba mi się ten kolor :)
    Ja też walczę z rozjaśnionymi końcami. Silikony pomagają no i...długa przebyta droga :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje włosy ostatnio są w całkiem niezłej kondycji i nie mam problemów z ich puszeniem :) Bananową maskę Kallosa chętnie wypróbuję, bo akurat moje włosy lubią te maski :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po raz pierwszy natknęłam się na Twojego bloga i dochodzę do wniosku, że nasze włosy mają sporo podobieństw, np. miłość do dużej ilości emolientów i unikanie protein, puszek na głowie ale też dużą gęstość (która u Ciebie od razu rzuciła mi się w oczy!). Moje włosy też uwielbiają bogate, mocno dociążające odżywki i maski. Próbowałaś może stosować serum silikonowe? Potrafi działać cuda :) Powodzenia w dążeniu do zdrowych włosków :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój blog pozytywnie Cię zaskoczył :)
      Serum silikonowe zawsze mam w łazience na wypadek wyjątkowego "bad hair day". Stosuję Bioelixire, jednak nie daje rady moim włosom. Do tej pory najlepszym produktem wygładzającym moje włosy okazała się odżywka Sylveco: http://azime-make-up.blogspot.com/2015/06/220-niesamowicie-wygadzajaca-odzywka-do.html :)

      Usuń
    2. Dla mnie Bioelixire też jest troszkę za słaby. Może spróbuj połączyć go z kropelką naturalnego oleju? Powinien lepiej dociążyć.
      Nie miałam jeszcze tej odżywki ale cenię sobie markę Sylveco, no i spodobała mi się Twoja recenzja :) Jak będę miała okazję to kupię.

      Usuń
    3. Mieszam, tez nie pomaga :( Myślę nad zakupem Mythic Oil bo bardzo duzo dziewczyn w blogosferze chwali sobie to serum, ale jest nieco drogie :P

      Usuń
  12. Faktycznie granica pomiędzy zdrowymi, a uszkodzonymi niegdyś włosami jest bardzo widoczna. Trzymam kciuki, za dalszą walkę o piękne włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. sporo tego ;)
    kochana, a nie myślisz czesać włosów tylko po umyciu? :D ja mam troche bardziej kręcone włosy i gdybym miała je czesać codziennie to wyglądałabym jak pudel :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie rozczeszę włosów, to bardzo niekomfortowo się czuję :( To trochę tak, jakbym miała nie myć zębów :(
      Owszem, moje włosy wyglądają o niebo lepiej nierozczesane, jednak odruch czesania włosów wygrywa :P

      Usuń
  14. Oj też miałam przygodę z fryzjerem kilka lat temu.. tylko u mnie było odwrotnie nie chciałam wyjść ruda tylko jasno brązowa, ale skończyłam rudziuteńka i niestety, ale oczywiście jakość włosów również spadła.. chociaż tyle, że powstrzymałam się przed przefarbowywaniem włosów przez długi okres.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zawsze chciałam mieć kręcone włosy. Ale przeczytałam ten post i zaczęłam doceniać swoje proste włosy bo nigdy nie puszą się :)

    Brzydki Ptak Blog

    Zapraszam do udziału w konkursie "Back to School"
    http://brzydkiptak.blogspot.ru/p/konkurs-back-to-school.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, fryzjerzy potrafią zrobić sporo szkody, niestety ;(
    Balsam ecolab mógł Cię puszyć, ponieważ ma sporo gliceryny - ja za nią również nie przepadam :)

    Moje włosy najlepiej czują się, jak stosuję głównie emolienty - a humektanty tylko pod emolienty, czyli np. olejowanie na kallosa aloe :) No i nawilżacze maks. 1 raz w tygodniu - inaczej puszek :) No i nie potrzebują już tylu protein, raz na 10 dni im wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, masz rację- gliceryna na pewno jest winna puchowi jako humektant! Dziękuję za celną uwagę :)

      Usuń
  17. Trzymam kciuki za pielęgnację włosków dotkniętych zła ręka fryzjera... widać od góry jakie mogą być ładne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję, żeby nie zapeszać :D

      Usuń
  18. Rzeczywiscie spuszone, ale lepsze to niz tlusty placek:P

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam identyczny problem z włosami. Z olei najbardziej pomogły mi makadamia i ze słodkich migdałów. Po olejowaniu (prawie zawsze na sucho), jakieś 10-15 minut przed myciem nakładam maskę; najlepiej sprawdzają się Kallosy, ale często stosuję też jakieś proteinowe, bo tylko w taki sposób moje włosy reagują na nie prawidłowo ;) Z szamponów najlepszy był rumiankowy z Green Pharmacy, ale ziołowe bardzo wypłukują farbę... Płyn do higieny intymnej z Facelle i mój aktualny ulubieniec, Allterra do włosów farbowanych, są (jak dla mnie) bardzo dobre. Żółta odżywka Garniera "awokado i masło karite" też bardzo pomogła w walce z puchem.
    Przede wszystkim zmieniłam swoje nawyki dotyczące... hmm, ogólnego funkcjonowania z włosami C: Nigdy nie śpię w rozpuszczonych włosach, odstawiłam suszarkę, ręcznik zmieniłam na stare koszulki lub inne kawałki bawełny. Po miesiącach obserwacji doszłam do wniosku, że największy puch wywołuje nieumiejętne czesanie. Moje włosy nie znoszą szczotek, żadnych; nawet Tangle Teezer. Najpierw przerzuciłam się na zwykły, plastikowy grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami z Rossmanna, a ostatnio używam drewnianego grzebienia i włosy nigdy nie miały się lepiej ;)
    Ostatnia rzecz - Twoje włosy wyglądają na kręcone albo przynajmniej falowane, a te nie znoszą czesania w ogóle. Spróbuj może rozczesać włosy przed myciem, z nałożonym olejem, a potem już tylko mokre (tylko koniecznie z nałożoną odżywką bez spłukiwania!). Z puchem też bardzo pomógł żel z siemienia lnianego, jako stylizator do loków lub jako płukanka. Proponuję poczytać o stylizacji kręconych włosów, ja tak właśnie odkryłam, że moje włosy nie są zniszczone, tylko po prostu nieodpowiednio stylizowane ;)
    Przepraszam, że komentarz wyszedł taki długi, chciałam jak najlepiej opisać wszystko, co mi pomogło, bo moje włosy wyglądały dokładnie tak samo. Może dużo z tych rzeczy już wiesz, ale wolałam napisać wszystko. Oczywiście na wszystkie pytania chętnie odpowiem. Życzę powodzenia i wytrwałości! C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie przepraszaj za długi komentarz, ja się bardzo cieszę, że są osoby, które chcą mi doradzić :)

      Moje włosy niestety bardzo nie lubią protein, także unikam ich. Olej macadamia i słodkie migdały są dedykowane włosom niskoporowatym, podobnie jak kokos. Olej kokosowy stosowałam i miałam niesamowicie spuszone włosy :(

      Żel Facelle również lubię i owszem, stosuję chętnie :D Ale i tak włosy po nim się troszkę puszą (moje włosy są niesamowicie trudne jeśli chodzi o ich wygładzenie).

      Alterry unikam, bo ma etanol w składzie :)

      Szampony ziołowe stosuję, ale zwracam uwagę na to, by miały łagodne detergenty w składzie. Dzięki temu nie wypłukują tak szybko barwnika :)

      Moje włosy rzeczywiście wyglądają dużo lepiej, gdy rozczeszę je na mokro a potem pozwolę "żyć własnym życiem". Tylko mam tak w głowie zakodowane, że jak włosów nie rozczeszę, to tak, jakbym zębów nie umyła :P Ale walczę z tym nawykiem! :)

      Zawsze spałam w luźnym warkoczu lub koczku-ślimaczku aż tu niedawno fryzjerka powiedziała mi, że własnie powinnam nie spinać włosów na noc i wtedy przestaną się puszyć. Szok, prawda? Na razie testuję tę metodę, ale szczerze- nie widzę efektów :P I jak zepnę włosy na noc, i jak nie zepnę, i tak się puszą. Uparte są :D

      Usuń
  20. Kochana, nawilzenie, olejowanie i bedzie mega pieknie, bo pieknie juz jest - ta objetosc i kolor <3!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Twoje słowa się ziściły! Pozdrawiam :*

      Usuń
  21. Poczułam się zmęczona od samego czytania ile kroków zajmuje Ci dbanie o włosy. Ja od dłuższego czasu włosów nie farbuję, bo chcę powrócić do naturalnego koloru, ale nie dbam o nie jakoś szczególnie. Szampon i odżywka lub maska, czasem silikonowy olejek na końcówki i to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem najprostsze rozwiazania są najskuteczniejsze ;)

      Usuń
  22. Chciałabym mieć taki kolor, ale trzeba by było za często farbować niestety :P

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl