[462.] SLS i SLES- wszystko co powinnyście wiedzieć!
Temat SLS i SLES był na blogu już poruszany, jednak chciałabym uaktualnić ten wpis i zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu. Artykuł ten będzie szczególnie pomocny dla nowych Czytelników a także członków grupy facebookowej "Kosmetologia Naturalnie" - jeśli do niej nie należycie, serdecznie zapraszam!
Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) to substancje myjące, a dokładnie: anionowe środki powierzchniowo-czynne (jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o rodzajach substancji myjących i ich wpływie na skórę, zerknij do porównania). Odpowiadają nie tylko za właściwości myjące kosmetyku, ale także jego pienienie się. Obie substancje są bardzo podobne i można przypisać im kilka wspólnych cech, jednak posiadają też kilka różnic- dlatego też wrzucanie SLS i SLES do jednego worka nie zawsze jest trafne. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam więcej o obu substancjach!
1. SLS może być stosowany w kosmetykach naturalnych, ale...
... jest substancją o silnie drażniących właściwościach (więcej na ten temat w linku podanym w poprzednim akapicie i na poniższej rycynie). Wymywa lipidy z bariery ochronnej naskórka, co prowadzi do naruszenia bariery hydrolipidowej a tym samym wzmożenia uciekania wody i w konsekwencji odwodnienia cery. Takie działanie zwłaszcza w przypadku młodych cer, prowadzi do aktywizacji pracy gruczołów łojowych i rozregulowania ich pracy: jest to reakcja obronna skóry na czynnik drażniący, próbuje ona odbudować płaszczy hydrolipidowy i zapobiec ucieczce wody z naskórka a jednocześnie wytworzyć bardziej szczelną barierę, która będzie w stanie ochronić skórę przed kolejnym, zbyt mocno oczyszczającym czynnikiem. Niestety, SLS jest w stanie naruszyć barierę hydrolipidową nawet tłustych cer, dlatego jego stosowanie przyczynia się do nasilenia problemu łojotoku, któremu będzie towarzyszyć wzmożenie niedoskonałości jak trądzik, czy zaskórniki.
Dlaczego może być stosowany w kosmetykach naturalnych? Ponieważ jest otrzymywany z kwasu laurynowego pozyskiwanego z oleju kokosowego. Jego otrzymywanie nie szkodzi środowisku a sam SLS jest biodegradowalny. Jednak ze względu na jego agresywne właściwości oczyszczające, odradzam jego stosowanie.
Tabela z publikacji "Clariant Mild Surfactant" - widzimy, że SLS jest o wiele mocniej myjącą substancją niż SLES.
2. SLES jest łagodniejszym preparatem myjącym, ale...
.... przy jego produkcji wykorzystywany jest proces oksyetylenowania. Proces ten polega na wprowadzeniu do SLSu cząsteczek tlenku etylenu, w wyniku którego tworzy się SLES. Spójrzcie na powyższy wykres- jeśli do produkcji SLESu zostały dołączone tylko 2 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 2 EO), wykazywał on działanie średnio-drażniące a gdy zostały dołączone 3 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 3 EO)- nie wykazywał działania drażniącego.
Sam tlenek etylenu nie jest szkodliwy, natomiast podczas przeprowadzania reakcji może dojść do jego przekształcenia w dioksan- a ten gaz działa drażniąco, toksycznie a nawet ma udowodnione działanie kancerogenne przez co nie jest dopuszczony do stosowania w żadnych kosmetykach dostępnych na terenie UE. Warto zaznaczyć, że nie jest dopuszczony jako samodzielny surowiec, jednak może pojawić się jako skutek uboczny oksyetylenowania w ilościach śladowych.
Zdania osób zajmujących się produkcją i badaniem kosmetyków są podzielone- część z nich odradza sięganie po substancje oksyetylenowane ze względu na udowodnioną szkodliwość, natomiast inni wskazują na możliwość zmiany konsystencji produktu, gdyby dioksan uwalniał się z preparatu, dzięki czemu od razu zorientujemy się, że preparat nie powinien być użytkowany. Często wskazują oni na niewielkie stężenie tlenku etylenu wykorzystane w produkcji surowca, natomiast przeciwnicy oponują, że niemożliwym jest całkowite usunięcie dioksanu z kosmetyku i problem toksyczności dotyczy nawet jego niewielkich dawek.
Przejmować się dioksanem, czy też nie? Osobiście odradzam sięganie po kosmetyki, które mają substancje oksyetylenowane, ponieważ stawiam na prewencję. Łatwiej jest zapobiegać i unikać pewnych substancji niż później próbować cofać skutki ich działania. Aktualnie znajdziemy głosy zarówno "za" jak i "przeciw" SLES dlatego podejrzewam, że jednoznaczne stwierdzenie, czy substancja ta jest bezpieczna czy też nie, będzie możliwe dopiero w przyszłości, wraz z wykonaniem szeregu odpowiednich badań.
To, co warto zapamiętać- SLES jest substancją znacznie mniej drażniącą "samą w sobie" niż SLS, jednak szkodliwa jest pochodna reakcji jego otrzymywania- dioksan, którą SLES może być zanieczyszczony. Wraz ze wzrostem ilości tlenku etylenu użytego w syntezie SLES spada jego potencjał drażniący "sam w sobie" ale wzrasta ryzyko zanieczyszczenia dioksanem. Ponadto wybierając kosmetyk z SLES nie mamy pewności, ile zawiera tlenku etylenu na mol. Podejrzewam (ale są to tylko moje przypuszczenia!), że preparaty do higieny intymnej czy dla niemowląt oparte o SLES zawierają "delikatniejsze", czyli bardziej oksyetylenowane cząsteczki SLESu. Substancje oksyetylenowane nie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych!
.... przy jego produkcji wykorzystywany jest proces oksyetylenowania. Proces ten polega na wprowadzeniu do SLSu cząsteczek tlenku etylenu, w wyniku którego tworzy się SLES. Spójrzcie na powyższy wykres- jeśli do produkcji SLESu zostały dołączone tylko 2 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 2 EO), wykazywał on działanie średnio-drażniące a gdy zostały dołączone 3 mole tlenku etylenu na cząsteczkę SLESu (SLES + 3 EO)- nie wykazywał działania drażniącego.
Sam tlenek etylenu nie jest szkodliwy, natomiast podczas przeprowadzania reakcji może dojść do jego przekształcenia w dioksan- a ten gaz działa drażniąco, toksycznie a nawet ma udowodnione działanie kancerogenne przez co nie jest dopuszczony do stosowania w żadnych kosmetykach dostępnych na terenie UE. Warto zaznaczyć, że nie jest dopuszczony jako samodzielny surowiec, jednak może pojawić się jako skutek uboczny oksyetylenowania w ilościach śladowych.
Zdania osób zajmujących się produkcją i badaniem kosmetyków są podzielone- część z nich odradza sięganie po substancje oksyetylenowane ze względu na udowodnioną szkodliwość, natomiast inni wskazują na możliwość zmiany konsystencji produktu, gdyby dioksan uwalniał się z preparatu, dzięki czemu od razu zorientujemy się, że preparat nie powinien być użytkowany. Często wskazują oni na niewielkie stężenie tlenku etylenu wykorzystane w produkcji surowca, natomiast przeciwnicy oponują, że niemożliwym jest całkowite usunięcie dioksanu z kosmetyku i problem toksyczności dotyczy nawet jego niewielkich dawek.
Przejmować się dioksanem, czy też nie? Osobiście odradzam sięganie po kosmetyki, które mają substancje oksyetylenowane, ponieważ stawiam na prewencję. Łatwiej jest zapobiegać i unikać pewnych substancji niż później próbować cofać skutki ich działania. Aktualnie znajdziemy głosy zarówno "za" jak i "przeciw" SLES dlatego podejrzewam, że jednoznaczne stwierdzenie, czy substancja ta jest bezpieczna czy też nie, będzie możliwe dopiero w przyszłości, wraz z wykonaniem szeregu odpowiednich badań.
To, co warto zapamiętać- SLES jest substancją znacznie mniej drażniącą "samą w sobie" niż SLS, jednak szkodliwa jest pochodna reakcji jego otrzymywania- dioksan, którą SLES może być zanieczyszczony. Wraz ze wzrostem ilości tlenku etylenu użytego w syntezie SLES spada jego potencjał drażniący "sam w sobie" ale wzrasta ryzyko zanieczyszczenia dioksanem. Ponadto wybierając kosmetyk z SLES nie mamy pewności, ile zawiera tlenku etylenu na mol. Podejrzewam (ale są to tylko moje przypuszczenia!), że preparaty do higieny intymnej czy dla niemowląt oparte o SLES zawierają "delikatniejsze", czyli bardziej oksyetylenowane cząsteczki SLESu. Substancje oksyetylenowane nie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych!
3. Zaburzanie pH- czy aby na pewno?
I tutaj mój błąd!- przyznaję się i chciałabym sprostować!- w notce, którą napisałam dwa lata temu "SLS i SLES- o co tyle krzyku?" wskazywałam na zaburzanie pH skóry przez obie substancje, ponieważ zawierają w składzie sód (Sodium). I tutaj kij ma dwa końce- to prawda, że obie substancje podnoszą pH produktu, jednak po to w kosmetykach wykorzystywane są regulatory pH, żeby obniżyć pH preparatu do odpowiedniego poziomu. Najczęściej wykorzystywanymi substancjami obniżającymi pH kosmetyku są kwasy: najczęściej wykorzystywanym jest mlekowy, ponieważ jest to substancja naturalnie występująca w naszej skórze, ale często można też spotkać kwas cytrynowy, fitowy i inne. Problem zaburzania pH przez substancje myjące dotyczy także amfoterycznych substancji myjących (jak np. betaina kokamidopropylowa) czy niejonowych (glukozydy)- dlatego do kosmetyków w których występują, również dodaje się kwasy w celu obniżenia pH.
Jedynym produktem myjącym, podczas którego produkcji nie obniża się pH, jest mydło w kostce i dlatego bardzo mocno odradzam te kosmetyki. Zaburzanie pH nie przynosi nic dobrego! Nie tylko sprzyja wysuszaniu skóry ale też sprzyja rozwojowi patologicznej flory bakteryjnej a nawet uniemożliwia prawidłową syntezę ceramidów naskórka! Więcej o mydłach w artykule im poświęconym.
I tutaj mój błąd!- przyznaję się i chciałabym sprostować!- w notce, którą napisałam dwa lata temu "SLS i SLES- o co tyle krzyku?" wskazywałam na zaburzanie pH skóry przez obie substancje, ponieważ zawierają w składzie sód (Sodium). I tutaj kij ma dwa końce- to prawda, że obie substancje podnoszą pH produktu, jednak po to w kosmetykach wykorzystywane są regulatory pH, żeby obniżyć pH preparatu do odpowiedniego poziomu. Najczęściej wykorzystywanymi substancjami obniżającymi pH kosmetyku są kwasy: najczęściej wykorzystywanym jest mlekowy, ponieważ jest to substancja naturalnie występująca w naszej skórze, ale często można też spotkać kwas cytrynowy, fitowy i inne. Problem zaburzania pH przez substancje myjące dotyczy także amfoterycznych substancji myjących (jak np. betaina kokamidopropylowa) czy niejonowych (glukozydy)- dlatego do kosmetyków w których występują, również dodaje się kwasy w celu obniżenia pH.
Jedynym produktem myjącym, podczas którego produkcji nie obniża się pH, jest mydło w kostce i dlatego bardzo mocno odradzam te kosmetyki. Zaburzanie pH nie przynosi nic dobrego! Nie tylko sprzyja wysuszaniu skóry ale też sprzyja rozwojowi patologicznej flory bakteryjnej a nawet uniemożliwia prawidłową syntezę ceramidów naskórka! Więcej o mydłach w artykule im poświęconym.
4. SLS pod postacią SCS (Sodium Coco-Sulfate)
SCS został okrzyknięty "Naturalnym SLSem", i w tym stwierdzeniu kryje się sporo prawdy. SCS jest pozyskiwany w podobny sposób jak SLS, dlatego tak samo jak i on, jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych. Różnica polega na tym, że do produkcji SLS wykorzystywany jest sam kwas laurynowy z oleju kokosowego a do produkcji SCS wykorzystywana jest cała frakcja olejowa kokosa.
Jednak kwas laurynowy stanowi aż 70% frakcji olejowej kokosa! SCS jest niejednorodną substancją, podczas jego syntezy wytwarzane jest kilka związków (w tym także SLS, który może stanowić go 70%, tak jak ilość kwasu laurynowego z użytej frakcji olejowej kokosa). Dlatego jeśli producent deklaruje na opakowaniu, że produkt nie zawiera SLS a w składzie widzimy SCS, to deklaracja ta jest grubymi nićmi szyta. Oczywiście tolerancja skóry na tę substancję jest kwestią indywidualną- swoje doświadczenia opisywałam Wam niedawno w osobnym artykule.
SCS został okrzyknięty "Naturalnym SLSem", i w tym stwierdzeniu kryje się sporo prawdy. SCS jest pozyskiwany w podobny sposób jak SLS, dlatego tak samo jak i on, jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych. Różnica polega na tym, że do produkcji SLS wykorzystywany jest sam kwas laurynowy z oleju kokosowego a do produkcji SCS wykorzystywana jest cała frakcja olejowa kokosa.
Jednak kwas laurynowy stanowi aż 70% frakcji olejowej kokosa! SCS jest niejednorodną substancją, podczas jego syntezy wytwarzane jest kilka związków (w tym także SLS, który może stanowić go 70%, tak jak ilość kwasu laurynowego z użytej frakcji olejowej kokosa). Dlatego jeśli producent deklaruje na opakowaniu, że produkt nie zawiera SLS a w składzie widzimy SCS, to deklaracja ta jest grubymi nićmi szyta. Oczywiście tolerancja skóry na tę substancję jest kwestią indywidualną- swoje doświadczenia opisywałam Wam niedawno w osobnym artykule.
5. SLS i SLES - moje doświadczenia
Oczywiście jak wyżej- kwestia tolerancji skóry jest indywidualna i każdy może zareagować na SLS i SLES inaczej. Osobiście odradzam ich stosowanie ze względu na wysoki potencjał drażniący- a szukając preparatów dla problematycznych cer warto sięgać po te najbezpieczniejsze, by niwelować ryzyko przypadkowego pogorszenia stanu cery.
Moją skórę (zwłaszcza na ciele) zawsze mogłam określić jako odporną i dobrze nawilżoną- nigdy nie miałam problemów z jej wysuszeniem, rogowaceniem, podrażnieniami. Wszelkie ranki i zadrapania szybko się goiły oraz znikały bez pozostawiania śladu. Jednak nawet na tak bezproblemowej skórze, odstawienie SLS i SLES przyniosło zaskakujące i pozytywne rezultaty: okazało się, że skóra może być w jeszcze lepszej kondycji!
Efekty, jakie zaobserwowałam:
- Pozbyłam się problemu trądziku,
- Skóra stała się jeszcze lepiej nawilżona- podczas sięgania po produkty z SLS czy SLES w okresie zimowym zdarzało się drobnopłatkowe złuszczanie na łydkach, jednak znikało po aplikacji balsamu, po który i tak sięgałam co kilka dni a nie po każdej kąpieli. Aktualnie nie stosuję SLS i SLES a moja skóra w ogóle nie wymaga aplikacji balsamu (tj. nie pojawia się drobnopłatkowe złuszczanie ani inne zmiany wskazujące na jej odwodnienie),
- Pozbyłam się problemu rogowaciejącej skóry na piętach,
- Poprawa stanu skóry dłoni, brak odstających skórek przy paznokciach a także wzmocnienie samych paznokci,
- Zmniejszenie wypadania włosów oraz przetłuszczania skóry głowy,
- Trwała likwidacja łupieżu oraz świądu skóry głowy.
Więcej o tym, jakie efekty zaobserwowałam po odstawieniu SLS i SLES
Jestem bardzo ciekawa jakie Wy zaobserwowałyście zmiany po zmianie kosmetyków myjących! Dajcie znać, czy odstawiłyście SLS i SLES całkowicie, czy może zdarza Wam się po nie sięgać?
Pozdrawiam serdecznie!
Oczywiście jak wyżej- kwestia tolerancji skóry jest indywidualna i każdy może zareagować na SLS i SLES inaczej. Osobiście odradzam ich stosowanie ze względu na wysoki potencjał drażniący- a szukając preparatów dla problematycznych cer warto sięgać po te najbezpieczniejsze, by niwelować ryzyko przypadkowego pogorszenia stanu cery.
Moją skórę (zwłaszcza na ciele) zawsze mogłam określić jako odporną i dobrze nawilżoną- nigdy nie miałam problemów z jej wysuszeniem, rogowaceniem, podrażnieniami. Wszelkie ranki i zadrapania szybko się goiły oraz znikały bez pozostawiania śladu. Jednak nawet na tak bezproblemowej skórze, odstawienie SLS i SLES przyniosło zaskakujące i pozytywne rezultaty: okazało się, że skóra może być w jeszcze lepszej kondycji!
Efekty, jakie zaobserwowałam:
- Pozbyłam się problemu trądziku,
- Skóra stała się jeszcze lepiej nawilżona- podczas sięgania po produkty z SLS czy SLES w okresie zimowym zdarzało się drobnopłatkowe złuszczanie na łydkach, jednak znikało po aplikacji balsamu, po który i tak sięgałam co kilka dni a nie po każdej kąpieli. Aktualnie nie stosuję SLS i SLES a moja skóra w ogóle nie wymaga aplikacji balsamu (tj. nie pojawia się drobnopłatkowe złuszczanie ani inne zmiany wskazujące na jej odwodnienie),
- Pozbyłam się problemu rogowaciejącej skóry na piętach,
- Poprawa stanu skóry dłoni, brak odstających skórek przy paznokciach a także wzmocnienie samych paznokci,
- Zmniejszenie wypadania włosów oraz przetłuszczania skóry głowy,
- Trwała likwidacja łupieżu oraz świądu skóry głowy.
Więcej o tym, jakie efekty zaobserwowałam po odstawieniu SLS i SLES
Jestem bardzo ciekawa jakie Wy zaobserwowałyście zmiany po zmianie kosmetyków myjących! Dajcie znać, czy odstawiłyście SLS i SLES całkowicie, czy może zdarza Wam się po nie sięgać?
Pozdrawiam serdecznie!
![[462.] SLS i SLES- wszystko co powinnyście wiedzieć!](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiCXs2WYiOuBEWdrhrissAVeuWhGqq84OASP10m4hlKP3SXRa3-EG_f1IdUVOLD6Sh33UuPzjjINBsKB6SIJLgiyxM0HWT7jTT8dk-XqxxNvDOT2lLl3XRSnmLAEim0UzUvZq0jiYrDf3YU/s640/1c.jpg)







![[461.] Pełna gama kolorystyczna podkładów Ecolore!](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhaFmggYjLH4-mw0ekk4AgFmOjvMu-iJ9RAp9xIUzYTF41ACNjOO3fMdt3nWW5WrqVOMQjCyJ3TuhCTkWL7MJVOEwUbwz_LQl6XhK-1bQ3DNXKmjAljSewNY-JRKTZijcUQKr7UBHGmJwls/s640/1b2.jpg)









![[460.] Dwie propozycje makijażu z odrobiną butelkowej zieleni!](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUrRGFY6lVRr6Cav5KilHs2-VqY5I5qTqYR2sLUVSgdGUBd0f7xK9l4ax4q2yEtlXcr9-Uql7qfry1QVbwRd66UsR4IYX6NH78OmpgMb7vRaC8z0ttLnl2nOK0t0mmLqc-kJDGcOvSeM2X/s640/collage3.jpg)











![[459.] "Naturalny SLS": Sodium Coco- Sulfate](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhC6SrQYPSBJxtG2fF1PmycxPPUpoR8or8U7X0J_zzYuoXot1o7CQiSfVXJot0G1n3tRiRmTFmqBVHuqiGjnZZRmI4Phgf3v7_DDbqOpsccykoLQytsOzE5Exb0DhCo68n8-G8RiLlUl9xw/s640/12a.jpg)






