[349.] Azjatycki detoks skóry- 3 dni bez aplikacji kremu oraz makijażu

[349.] Azjatycki detoks skóry- 3 dni bez aplikacji kremu oraz makijażu




Coraz częściej mówi się o pielęgnacji skóry azjatyckimi metodami- prym wiedzie OCM, ochlapywanie twarzy zimną wodą, śluz ślimaka, kremy z filtrem a dzięki książce Charlotte Cho „Sekrety Urody Koreanek” coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, jak ważne jest wieloetapowe mycie twarzy.

Sama chętnie podpatruję azjatyckie kosmetyki oraz ichniejszy sposób pielęgnacji. Staram się wyselekcjonować  jak najwięcej bezpiecznych i oczywiście naturalnych nowinek! Tak było z detoksem skóry- o tej metodzie wyczytałam już ponad rok temu. Polega ona na całkowitym zrezygnowaniu ze stosowania kremu i makijażu na okres min. 3 dni, maksimum 7. 

Po co? By skóra nie „rozleniwiła się”- powinna produkować sebum, by móc wytworzyć płaszcz hydrolipidowy. Teoria detoksu skóry zakłada, że długotrwałe stosowanie kremów może przyczynić się do zmniejszenia wydzielania sebum przez skórę, co ma skutkować  jej wysuszeniem i silną potrzebą zastosowania kremu. Taka zależność rzeczywiście zachodzi podczas stosowania kosmetyków z dużą ilością substancji, które mają zatrzymać ucieczkę wody z naskórka- parafiną, wazeliną, silikonami, syntetycznymi emolientami. 

Ale czy stosowanie kosmetyków naturalnych również może uzależniać skórę?  

Koniecznie chciałam wypróbować tę metodę, jednak ciężko było znaleźć czas- trzeba mieć na uwadze, że skóra pozbawiona kremu będzie narażona na działanie szkodliwych czynników zewnętrznych- wiatru, mrozu, słońca, dlatego ideałem byłoby zminimalizować maksymalnie potrzeby wychodzenia z domu. Dlatego kiedy w końcu trafiły mi się całkowicie luźne 3 dni, postanowiłam zrobić sobie detoks!


Czego się spodziewałam? 

Dużo czasu poświęcam pielęgnacji cery, jest w dobrej kondycji, dlatego nie obawiałam się odwodnienia skóry. Spodziewałam się wzmożonego łojotoku, błyszczenia skóry, może nawet rozszerzenia porów. Postanowiłam myć twarz metodą OCM, by podczas mycia pozwolić się skórze nawilżyć, jednak po umyciu nie stosowałam nawet hydrolatu. A jaki przyniosło to efekt?

 Jeśli jeszcze nie wiecie, na czym polega azjatycka metoda mycia twarzy olejami (OCM), zerknijcie tutaj: KLIK- by dowiedzieć się, jak ją wykonać i jakich efektów możecie się spodziewać!

Dzień 1

Po umyciu nie pojawiło się uczucie ściągnięcia. Lekko odczuwałam brak kremu, jednak nie było to uczucie dyskomfortowe, ustąpiło po kilkunastu minutach. Po kilku godzinach w zupełności zapomniałam o braku kremu, cera zachowywała się normalnie. Wieczorem zaczęły pojawiać się wypryski zakończone białym czopem. Taki wygląd wyprysku świadczy o pobudzeniu pracy gruczołów łojowych- skóra zaczęła produkować duże ilości sebum, przez co doszło do zaczopowania ujść gruczołów łojowych. Mimo wzmożonej pracy gruczołów, moja cera nie błyszczała się. Po wieczornym oczyszczaniu skóry również nie zaobserwowałam niepokojących zmian.



Dzień 2

Po przebudzeniu skóra nie wykazywała żadnych niepokojących oznak. Dopiero po umyciu pojawiło się uczucie ściągnięcia a w ciągu dnia utrzymywało się lekkie zaczerwienienie skóry. Wypryski z wcześniejszego dnia nie goiły się tak szybko jak zazwyczaj, wieczorem pojawiły się kolejne niedoskonałości- również z białym czopem na szczycie. Podczas wieczornego mycia twarzy skóra minimalnie się wyciszyła, nałożenie olejków zadziałało kojąco. Niestety, po zakończeniu mycia twarzy na nowo pojawiło się uczucie ściągnięcia skóry, które utrzymywało się aż do zaśnięcia.


Dzień 3

Apogeum! Obudziłam się z uczuciem ściągnięcia skóry, zwłaszcza w okolicy policzków i nosa. Po umyciu twarzy olejami ściągnięcie utrzymywało się, cera była mocno zaczerwieniona. Z każdą godziną skóra była coraz bardziej szorstka i błyszcząca, jednak uczucie ściągnięcia nie mijało. Wieczorem pojawiły się kolejne wypryski. Po wieczornym myciu buzi skóra już nie była zaczerwieniona, ale zaogniona! Uczucie ściągnięcia przerodziło się w pieczenie, skóra była bardzo szorstka, podrażniona i nadreaktywna. Pojawił się ból podczas mimiki. 

Czwarty poranek przywitałam z wielką radością! Po umyciu twarzy spryskałam ją wodą różaną, miałam zamiar zaaplikować serum a później dopiero krem z filtrem, jednak skóra była tak podrażniona i odwodniona, że zamiast serum nałożyłam obfitą ilość nawilżającego kremu do twarzy. Skóra wchłonęła krem bardzo szybko, więc przeszłam do aplikacji kremu z filtrem Kafe Krasoty- który oprócz wysokiej ochrony UV, dostarcza skórze składników odżywczych. Przy nakładaniu tego kremu odczuwałam pieczenie, które nie występowało u mnie nigdy.

Przez cały dzień czułam lekki dyskomfort, jednak był on niczym w porównaniu do tego, co czułam w dniu 3. Aktualnie moim celem jest mocne nawilżenie i odżywienie skóry.


Finalnie uważam, że te trzy dni przyniosły więcej szkody, niż pożytku. Nie zauważyłam poprawy w pracy gruczołów łojowych, za to naraziłam cerę na odwodnienie i mocne podrażnienie. Powrót do dobrej kondycji skóry zajmie mi zapewne kolejnych kilka dni.

Podsumowując, uważam, że założenia teorii detoksu skóry są ciekawe i logiczne, jednak metoda ta kompletnie nie sprawdziła się u mnie. Jestem ciekawa, czy któraś z Was stosowała tę metodę? Jakie były Wasze wrażenia?

Samooczyszczanie się skóry

Ostatnią kwestią, którą chciałabym poruszyć jest mit „oczyszczania się” skóry. Rzekomo, pojawienie się wyprysków ma oznaczać, że skóra się oczyszcza. Nie istnieje taki mechanizm skórny! Pryszcz nie jest tworem zlokalizowanym pod skórą, który wypływa z jej głębi na powierzchnię. Pojawienie się większej ilości wyprysków oznacza wzmożoną pracę gruczołów łojowych w danym momencie-  na moim przykładzie mogłyście przeczytać, jak odwodnienie i podrażnienie spowodowało gwałtowne pojawienie się niedoskonałości. Podobnie dzieje się w przypadku braku stosowania kremów czy nieodpowiedniego oczyszczania skóry. Skóra próbuje bronić się przed czynnikami drażniącymi wytwarzając barierę ochronną w postaci sebum, stąd zaczopowanie ujść gruczołów łojowych i pojawienie się wyprysków.

Co sądzicie o tej metodzie? Odważycie się wypróbować?
Pozdrawiam!

[348.] Przetestowałam kosmetyk z etanolem! I co z tego wyszło?

[348.] Przetestowałam kosmetyk z etanolem! I co z tego wyszło?


Alterra posiada bardzo szeroką gamę kosmetyków naturalnych, nie tylko pielęgnacyjnych, ale również do makijażu- niestety, w Polskich Rossmanach jest ona mocno okrojona. Dlatego jeśli jestem w Niemczech, staram się zerknąć, czy aby czasem Alterra nie wypuściła jakiegoś ciekawego produktu?

Niestety, naturalne kosmetyki niemieckie, np. Alterra, ale również Alverde, Lavera czy Dr Hauschka są wykonywane na bazie etanolu. Dlatego tak rzadko pojawiają się na blogu- ciężko w ofercie tych kosmetyków znaleźć skład pozbawiony alkoholu. Jest to o tyle paskudny składnik, że powoduje wysuszenie i podrażnienie skóry, pojawienie się suchych skórek, rozszerzonych porów czy podskórnych wyprysków. Więcej informacji o tym, dlaczego jest tak szkodliwy, znajdziecie tutaj: KLIK!

Producenci zazwyczaj tłumaczą fakt stosowania etanolu tym, że usprawnia on przenikanie składników aktywnych do skóry. Cóż, jeśli pozbawiamy się całkowicie warstwy hydrolipidowej, to jest to oczywiste, że skóra będzie chłonęła cokolwiek na nią nałożymy. Jednak jak wcześniej wspomniałam- takie działanie przynosi skórze więcej szkody niż pożytku.

Jednak żeby nie być gołosłowną, postanowiłam wypróbować kosmetyk z etanolem! Nie odważyłabym się stosować kosmetyku z alkoholem na co dzień, zwłaszcza podczas słonecznych dni w obawie przed pojawieniem się przebarwień. Dlatego postanowiłam zakupić ampułki- wydawały się idealnym serum pod maseczkę, by mogła ona jeszcze lepiej zadziałać!


Zerknijmy w skład INCI- na zielono zaznaczyłam substancje aktywne, na czerwono substancje szkodliwe, na żółto substancje kontrowersyjne:
Aqua
Alcohol- etanol,
Glycerin- gliceryna, pomaga wiązać wodę w naskórku,
Alcohol- etanol po raz kolejny, jest to dość przerażająca perspektywa,
Vanilla Planifolia Fruit Extract- ekstrakt z wanilii, która należy do rodziny orchidei. Działanie antyoksydacyjne, przeciwstarzeniowe, gojące wypryski i zadrapania,
Equisetum Arvense Leaf Extract- ekstrakt ze skrzypu polnego, działanie wzmacniające i odżywcze,
Ginkgo Biloba Leaf Extract- ekstrakt z miłorzębu dwuklapowego, działanie ujędrniające, przeciwstarzeniowe oraz uszczelniające naczynia krwionośne,
Sodium Hyaluronate- kwas hialuronowy, pomaga wiązać wodę w naskórku,
Camelia Sinensis Leaf Extract- ekstrakt z herbaty chińskiej, działanie tonizujące, zwężające pory, oczyszczające, przeciwstarzeniowe,
Ubiquinone- koenzym Q10, inaczej ubchinon, działanie antyoksydacyjne, opóźnia procesy starzenia,
Levulinic Acid- konserwant,
Argania Spinosa Kernel Oil- olej arganowy, działanie odżywcze, regenerujące, przeciwzapalne i gojące,
Parfum
Sodium Levulinate- konserwant,
Coco-Glucoside- środek mający usprawnić przenikanie substancji aktywnych wgłąb skóry (promotor przenikania)- pytanie tylko, po co? Przecież to zadanie ma spełniać etanol, który w tym kosmetyku jest aż w zbyt dużej ilości. Nadmiar promotorów wnikania może prowadzić do podrażnienia skóry,
Glyceryl Oleate- emulgator,
Xanthan Gum- poprawia konsystencję,
Sodium Hydroxide- wodorotlenek sodu, regulator pH. Może doprowadzić do drastycznego podniesienia pH skóry, przez co będzie ona bardziej ziemista i nie będzie chłonąć substancji aktywnych do skóry.


Serum ma postać płynną, wodnistą. By otworzyć ampułkę, należy odłamać jej węższą część. Nie jestem zwolenniczką takich opakowań, zdarzyło mi się pokaleczyć. Wydobycie kosmetyku również jest problematyczne- serum nie wylewa się, trzeba potrząsać ampułką, co stwarza dodatkowe zagrożenie skaleczeniem.

Ampułki stosowałam pod różne maski, najczęściej pod moje ulubione: Natura Siberica oraz Vianek. Niestety, nie zaobserwowałam żadnego wpływu na działanie maski. Nie zaobserwowałam też żadnego wpływu ampułki na skórę. Myślę, że spora w tym zasługa odpowiedniej pielęgnacji, przez co moja cera była bardziej odporna na działanie etanolu. Ampułki stosowałam max 1x w tygodniu, by nie podrażniać skóry. Jestem pewna, że gdybym stosowała je częściej, znów pojawiłby się u mnie problem trądziku.


Ampułki Alterra utwierdziły mnie w przekonaniu, że etanol w kosmetyku nigdy nie jest dobrym wyborem. Wielka szkoda, że producent dodaje ten składnik do większości swoich wyrobów. Gdyby nie ten nieszczęsny alkohol, skład ampułki byłby bardzo dobry i z pewnością godny polecenia! Natomiast na chwilę obecną ampułki te zdecydowanie odradzam.

A czy Wy lubicie któreś z kosmetyków Alterra?
Pozdrawiam!

[347.] Scrub do ciała Rokitnik i Miód Gryczany z Witaminą C „Odnowa i zmiękczenie skóry” firmy Babuszka Agafia- recenzja!

[347.] Scrub do ciała Rokitnik i Miód Gryczany z Witaminą C „Odnowa i zmiękczenie skóry” firmy Babuszka Agafia- recenzja!




Dziś opowiem Wam o ciekawym kosmetyku- scrub do ciała Rokitnik i Miód Gryczany z Witaminą C „Odnowa i zmiękczenie skóry” firmy Babuszka Agafia. Peeling wpadł w moje łapki w pewnej katowickiej zielarnii. Nie umiem go jednak znaleźć w żadnym internetowym sklepie! Nie mam pojęcia, co to za kosmetyk, dlatego tym bardziej postanowiłam Wam go opisać!

Zawsze byłam zwolenniczką peelingu kawowego i wciąż bardzo lubię peelingi domowej roboty. Jednak odkąd Vianek wypuścił swoje peelingi do ciała, miałam okazję zapoznać się z wersją ujędrniającą i kojącą. Kosmetyki te bardzo przypadły mi do gustu, dlatego postanowiłam wypróbować gotowy scrub jednak innej firmy. Patrząc  na cenę i skład Babuszki Agafii, nie wahałam się!


INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne, na żółto substancje kontrowersyjne):

Aqua with infusions of:
Hippophae Rhamnoides Fruit Oil- olej rokitnikowy, działanie uszczelniające naczynia krwionośne, ujędrniające, odżywcze, wyrównujące koloryt skóry,
Glycerin- działanie nawilżające,
Pinus Sibirica Shell Powder- zmielone łupiny orzeszków cedrowych, drobinki peelingujące,
Polyethylene- kuleczki polietylenowe, nierozpuszczalne w wodzie, są niebezpieczne dla środowiska,
Lauryl Glucoside- substancja myjąca,
Carbomer- zagęstnik,
Pinus Siberica Seed Cake- makucha cedrowa, działanie zmniejszające łojotok, odblokowujące pory,
Mel- miód, działanie odżywcze i regenerujace, dostarcza skórze wielu witamin, mikro- i makroelementów,
Sodium Ascorbyl Phosphate- witamina C, działanie wyrównujące koloryt skóry, ujędrniające, rewitalizujące, uszczelniające naczynka krwionośne,
Sodium Hydroxide- regulator pH,
Benzyl alcohol- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Ethylhexylglicerin- konserwant,
Parfum

Na uwagę zasługuje fakt, że olej rokitnikowy znajduje się już na drugim miejscu w składzie a zaraz po nim gliceryna. Brak w peelingu parafiny, silikonów, SLS czy etanolu, dlatego też zwrócił moją uwagę. Niestety, posiada w składzie kulki polietylenowe. Wraz z odpływem trafiają one do wód, są zjadane przez ryby, co przyczynia się do ich zgonu. Troszkę nieprzemyślany dodatek jak dla „kosmetyku naturalnego”, chociaż z drugiej strony, Babuszka Agafia nigdzie nie afiszuje się, jako kosmetyk naturalny.

Moja opinia:
Peeling ma bardzo rzadką konsystencję, co troszkę utrudnia jego aplikację. Drobinek peelingujących jest niewiele, dlatego fanki mocniejszych peelingów będą rozczarowane. Tym peelingiem nie jesteśmy w stanie zrobić sobie krzywdy, jest bardzo delikatny! Obawiałam się, że kosmetyk nie sprawdzi się u mnie, jednak po wykonanym zabiegu okazało się, że skóra jest subtelnie wygładzona. Myślę, że jest to zasługa bardziej substancji aktywnych, które znajdują się wysoko w składzie kosmetyku, niż działania złuszczającego. Ten peeling zdecydowanie sprawdzi się u osób mocno opalonych, którym zależy na wygładzeniu skóry bez szkody dla przeciemnionego koloru skóry. Dodatkowo zawarty w nim olej z rokitnika będzie przedłużał trwałość opalenizny!

Firma Babuszka Agafia zdobyła serca wielu fanek kosmetyków naturalnych dzięki dobrym składom i niskim cenom. Niestety, ich składy się zmieniają, dlatego warto zwracać uwagę na skład INCI przy każdym zakupie. Świadczy o tym fakt, że wiele kosmetyków „Babuszki”  pojawia się z SLES w składzie, chociaż wcześniej ich tam nie było.


Na chwilę obecną preferuję mocniejsze peelingi, dlatego pozostanę przy własnoręcznie robionym, kawowym. Postanowiłam przetestować też kolejne scruby z firmy Vianek- na testy czeka wersja łagodząca (cudownie pachnie bzem!) oraz odżywcza (moja ulubiona seria kosmetyków Vianek!).

A czy Wy znacie ten peeling lub inny od Babuszki Agafii?
Pozdrawiam!



[346.] Porównanie płynów micelarnych firmy Sylveco!

[346.] Porównanie płynów micelarnych firmy Sylveco!









Stosowanie płynu micelarnego jest bardzo istotnym krokiem w oczyszczaniu skóry. Jednak nie każdy wie, po co jest ten kosmetyk, czemu ma służyć i kto powinien po niego sięgać, dlatego zanim przystąpię do porównania miceli Sylveco, chciałabym troszkę opowiedzieć Wam o tym, czemu one właściwie służą.

Wielu producentów, kosmetyczek, dermatologów a nawet kosmetologów popełnia zasadniczy błąd- poleca płyn micelarny jako jedyny kosmetyk do mycia twarzy. Niestety, nie tędy droga.

Płyn micelarny jest przeznaczony tylko dla osób, które noszą makijaż.

Nakładając kosmetyk na płatek kosmetyczny i przecierając nim twarz, zmywamy tylko powierzchnię skóry. W ten sposób nie docieramy do tego, co zalega głęboko w porach. Płyny micelarne mają w swoim składzie delikatne substancje myjące, które są w stanie zmyć makijaż a przy tym nie będą szczypać w oczy czy naruszać warstwy hydrolipidowej. Nie dają więc uczucia ściągnięcia skóry- i dlatego wiele osób uważa je za odpowiednie produkty do mycia cery suchej, dojrzałej, wrażliwej. Jednak micele specjalnie komponowane są w taki sposób, by skutecznie zmywać makijaż, bez uczucia ściągnięcia skóry- dzięki temu możemy nakładać kosmetyk na twarz kilkakrotnie, aż nasz płatek kosmetyczny będzie czysty. Jak więc widzicie- płyn micelarny to kosmetyk przeznaczony do demakijażu.

Co się dzieje, jeśli jednak myjemy twarz tylko płynem micelarnym?

W ten sposób nie oczyszczamy porów skóry. To sprawia, że kremy, które nakładamy, nie będą się dobrze wchłaniać a składniki aktywne nie wnikną odpowiednio głęboko w skórę. Dodatkowo cera przybiera ziemistego kolorytu. Natomiast jeśli jesteśmy posiadaczkami cery normalnej, przetłuszczającej się lub trądzikowej, efekt rozszerzonych porów, wyprysków czy błyszczącej cery będzie się nasilał.  

Jak więc oczyścić skórę dogłębnie?

Jeśli nosimy makijaż, zawsze oczyszczamy skórę dwukrotnie- najpierw płynem micelarnym a dopiero potem masujemy skórę przy pomocy żelu, emulsji lub mleczka. Masaż skóry sprawia, że wytwarza się ciepło i pod jego wpływem rozszerzają się pory. Dopiero w tym momencie kosmetyk myjący ma możliwość wyciągnięcia wszystkiego, co zalega w porach. Dlatego właśnie samo przetarcie twarzy płatkiem kosmetycznym nasączonym micelem jest zdecydowanie niewystarczające. Pamiętajcie, żeby dobrać taki kosmetyk do mycia twarzy, który nie da uczucia ściągnięcia! Więcej informacji o dogłębnym oczyszczaniu skóry przeczytacie w osobnym poście: KLIK!

Odwrotna kolejność: najpierw żel, potem płyn micelarny.

Nakładając żel bezpośrednio na makijaż sprawiamy, że tworzy się zawiesina kosmetyków kolorowych w żelu. Blokuje to oczyszczenie dogłębne porów. Zastosowanie żelu dwa razy pod rząd nie jest odpowiednią taktyką, ponieważ w żelach są zawarte substancje myjące o średniej lub mocnej sile. Dwukrotne zastosowanie żelu może doprowadzić do uczucia ściągnięcia, wysuszenia lub podrażnienia skóry. W zaistniałej sytuacji, żelem zmywamy tylko makijaż. Późniejsze przetarcie twarzy płynem micelarnym jest bezcelowe, pory wciąż pozostają nieoczyszczone.

Osobiście bardzo lubię płyny micelarne Sylveco i stosuję je zamiennie. Każdy z nich domywa makijaż (w tym wodoodporny eyeliner!) i żaden z nich nie szczypał mnie w oczy a jako wieloletnia użytkowniczka soczewek, mam je bardzo wrażliwe.  Dlatego dziś chciałabym przybliżyć Wam te kosmetyki!

Lipowy płyn micelarny, Sylveco:


INCI (na zielono- substancje aktywne, na niebiesko- substancje myjące, na fioletowo- konserwanty):
Aqua, 
Tilia Platyphyllos Flower Extract- ekstrakt z lipy, właściwości łagodzące podrażnienia, gojące, uszczelniające naczynia krwionośne,
Decyl Glucoside- substancja myjąca,
Glycerin- gliceryna, nawilża skórę,
Panthenol- pantenol, prowitamina B5, właściwości łagodzące, gojące,
Allantoin- alantoina, właściwości łagodzące, gojące,
Hydrolyzed Oats- proteiny owsa, działanie oczyszczające oraz wzmacniające skórę,
Aloe Barbadensis Leaf Extract- aloes, nawilża skórę oraz pomaga goić wypryski. Działa łagodząco na podrażnienia,
Lactic Acid- kwas mlekowy, działanie nawilżające, tonizujące i złuszczające,
Phytic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Benzyl Alcohol- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Dehydroacetic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych.

Moja opinia:
Ta wersja najlepiej spisze się u osób, które borykają się z cerą wrażliwą, AZS, łuszczycą czy innymi dermatozami. Jest to produkt hypoalergiczny, nie posiada dodatku zapachowego, dlatego nie uczuli ani nie podrażni. Posiada tylko jedną substancję myjącą, dlatego nie będzie szczypał w oczy. W składzie znajdziemy aloes oraz ekstrakt z lipy, które działają łagodząco i kojąco na skórę.


Biolaven, płyn micelarny:

INCI (na zielono- substancje aktywne, na niebiesko- substancje myjące, na fioletowo- konserwanty):
Aqua, 
Lauryl Glucoside- substancja myjąca,
Cocamidopropyl Betaine- substancja myjąca,
Coco-glucoside- substancja myjąca,
Vitis Vinifera Seed Oil- olej z pestek winogron, działa nawilżająco oraz przeciwzmarszczkowo,
Panthenol- pantenol, prowitamina B5, właściwości łagodzące, gojące,
Hydrolyzed Oats- proteiny owsa, działanie oczyszczające oraz wzmacniające skórę
Lactic Acid- kwas mlekowy, działanie nawilżające, tonizujące i złuszczające,
Sodium Benzoate- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Cyamopsis Tetragonoloba Gum- zagęstnik,
Lavandula Angustifolia Oil- olejek lawendowy, działanie gojące, relaksujące mięśnie, przeciwtrądzikowe,
Parfum.

Moja opinia:
Ta wersja posiada najwięcej substancji myjących, dlatego jeśli nosicie bardzo trwały, wodoodporny makijaż, sięgnijcie po Biolaven. Na duży plus zasługuje fakt, że nie szczypie w oczy oraz posiada tylko jeden konserwant. Dodatek oleju lawendowego i z pestek winogron sprawi, że wypryski będą się dobrze goić.

Vianek, nawilżający płyn micelarny:

INCI (na zielono- substancje aktywne, na niebiesko- substancje myjące, na fioletowo- konserwanty):
Aqua, 
Decyl Glucoside- substancja myjąca,
Glycerin- gliceryna, nawilża skórę,
Robinia Pseudoacacia Flower Extract- ekstrakt z robinii (akacji), działanie antyoksydacyjne,
Panthenol- pantenol, prowitamina B5, właściwości łagodzące, gojące,
Urea- mocznik, działanie nawilżające i zmiękczające,
Hydrolyzed Oats- proteiny owsa, działanie oczyszczające oraz wzmacniające skórę,
Sodium Lactate- kwas mlekowy, działanie nawilżające, tonizujące i złuszczające,
Sodium hialuronate- kwas hialuronowy, działanie nawilżające,
Benzyl Alcohol- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum, 
Phytic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Dehydroacetic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych.

Moja opinia:
Ten płyn micelarny polecę szczególnie posiadaczkom cery szorstkiej i suchej- dzięki zawartości mocznika oraz kwasu hialuronowego szybko upora się z tymi nieprzyjemnymi doznaniami. Podobnie jak wersja lipowa, posiada tylko jedną substancję myjącą co sprawia, że jest bardzo delikatny.


Vianek, odżywczy płyn micelarny-tonik 2w1:

INCI (na zielono- substancje aktywne, na niebiesko- substancje myjące, na fioletowo- konserwanty):
Aqua, 
Decyl Glucoside- substancja myjąca,
Glycerin- gliceryna, nawilża skórę,
Calendula Officinalis Flower Extract- ekstrakt z nagietka, odżywia skórę, działa przeciwtrądzikowo oraz gojąco,
Propanediol- rozpuszczalnik o właściwościach nawilżających, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Panthenol- pantenol, prowitamina B5, właściwości łagodzące, gojące,
Prunis Armeniaca Kernel Oil- olej ze słodkich migdałów, działanie nawilżające oraz odbudowujące barierę lipidową skóry,
Hippophae Rhamnoides Oil- olej rokitnikowy, działanie nawilżające, odżywcze, uszczelniające naczynia krwionośne, ujędrniające,
Lecithin- lecytyna, działanie odżywcze i wzmacniające skórę,
Citric Acid- kwas cytrynowy, działanie tonizujące,
Phytic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Cocamidopropyl Betaine- substancja myjąca,
Benzyl Alcohol- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum, 
Dehydroacetic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Benzyl Salicylate- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Hexyl Cinnamal- zapach,
Lilial- zapach,
Coumarin- zapach.

Moja opinia:
W tej wersji znajdziemy dwie substancje myjące, dlatego ten micel powinien być mocniejszy niż wersja lipowa Sylveco czy nawilżająca Vianek, jednak słabszy niż Biolaven. W składzie znajdziemy dużo substancji odżywiających i regenerujących skórę. Ta wersja może służyć również jako tonik, dlatego jest to dobra propozycja dla fanów minimalizmu!


Jak wspomniałam powyżej- stosuję te płyny zamiennie i każdy z nich spisuje się u mnie wzorowo! Nie umiem zdecydować się na jedną, ulubioną wersję. Dlatego zrobiłam małą ankietę na facebookowych grupach dotyczących kosmetyków i wyniki były następujące:
- aż 42% osób opowiedziało się za lipowym płynem, Sylveco,
- 18 % opowiedziało się za Biolaven oraz wersją odżywczą Vianka,
- Vianek nawilżający uzyskał 20% głosów,
- kilkoro osób miało takie samo zdanie jak ja- nie umie zdecydować się, który micel lubi najbardziej,
- pojawiło się kilka uwag o podrażnieniu po zastosowaniu wersji nawilżającej Vianek.

Znacie płyny micelarne Sylveco? Który lubicie najbardziej?
Pozdrawiam!
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl