[321.] Żele aloesowe- uwaga na składy!

[321.] Żele aloesowe- uwaga na składy!



Żel z aloesu to półprodukt, który dobrze jest mieć zawsze w łazience. Poradzi sobie zarówno z suchością skóry jak i z niechcianymi wypryskami. Będzie również niezastąpiony w przypadku pielęgnacji poparzeń, zadrapań, zgrubień skóry, ponieważ bardzo dobrze wspomaga regenerację i gojenie się tkanek. 

Jednak przeglądając składy różnych żeli aloesowych byłam w szoku- w wielu z nich pojawiały się szkodliwe dodatki. Dziś chciałabym pokazać Wam składy różnych żeli aloesowych. Porównując żele najczęściej spotykanych firm, zdecydowałam się na ten z firmy Equilibra. Spójrzcie na skład:


Aloe Barbadensis Leaf Juice - sok  z liści aloesu, aż w 98% !
Xanthan Gum - substancja poprawiająca konsystencję,
Sodium Benzoate - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez komisje certyfikujące,
Potassium Sorbate - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez komisje certyfikujące,
Citric Acid - kwas cytrynowy, naturalny konserwant.

W tubce oprócz żelu aloesowego znajdziemy nieszkodliwe konserwanty oraz substancję poprawiającą konsystencję. Są dodane w niewielkich ilościach i nie wpływają na działanie żelu. Dzięki nim żel nie zastyga oraz nie psuje się. 

Każdy wie, że żel aloesowy wykazuje działanie nawilżające. Zawarte w nim substancje pomagają wiązać wodę w naskórku (jest humektantem), dlatego aloes jest polecany dla skór suchych, odwodnionych. Ale nie tylko! Żel aloesowy zawiera w swoim składzie niewielkie stężenie kwasu salicylowego, który zniweluje suche skórki, uczucie szorstkości oraz pomoże goić wypryski i będzie zmniejszał łojotok. 


Jak stosować żel aloesowy? 
Jest na to wiele sposobów! Można nakładać sam żel na twarz- wtedy zasychając, daje uczucie, jakbyśmy posmarowały się białkiem jaja- tworzy się cienka, sucha warstwa, która po ok. 1 minucie wchłania się i znika, pozostawiając zmatowioną skórę. Można również mieszać odrobinę żelu z kremem lub olejkiem i taką mieszankę aplikować na twarz- wtedy nie czujemy ściągnięcia ani "efektu  białka jaja" a aloes działa równie skutecznie.

Aloes można również wykorzystywać w pielęgnacji włosów- nakładam żel na suche włosy, następnie nakładam olej. Tak trzymam włosy ok. 2 h lub więcej po czym myję głowę. Aloes sprawia, że włosy nie są oklapnięte, są bardziej puszyste ale bez efektu "siana", którego unikam jak ognia :). Brak spuszenia włosów zawdzięczamy nałożeniu oleju na aloes. Warto wykonywać taki zabieg raz na jakiś czas, ponieważ włosy w dotyku będą wyraźnie bardziej sprężyste i grubsze.

Jak często używać żel aloesowy?
Nie używam tego żelu aloesowego codziennie, ponieważ moja skóra nie lubi kwasów i przy ciągłym stosowaniu aloesu zaczyna mocniej się czerwienić. Jednak z powodzeniem używam aloesu w połączeniu z olejkiem ok. 1x w tygodniu na noc. Już na drugi dzień skóra jest bardziej napięta, nawilżona a wypryski ładnie znikają! To samo dotyczy włosów- optymalna ilość stosowania żelu aloesowego to 1x na tydzień, dwa, chociaż to zależy od porowatości włosów oraz wilgotności powietrza. Warto wypróbować u siebie!

Żel firmy Equilibra mogę polecić z ręką na sercu, jeszcze nie spotkałam się stacjonarnie z tak dobrym składowo, czystym żelem aloesowym. Dostępny jest w aptekach (jeśli nie ma go na stanie, poproście, żeby farmaceuci ściągnęli z hurtowni). Kosztuje ok 20 zł i jest niesamowicie wydajny!

A teraz pokażę Wam składy innych żeli aloesowych- wielokrotnie trzymałam je w rękach, myślałam nad zakupem, ale jednak koniec końców odkładałam na półkę:


Aqua, Aloe Vera (Aloe Barbadensis) Extract, Propylene Glycol, Gliceryne, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin
W żelu firmy GorVita mamy więcej wody niż aloesu. Zaraz po aloesie w składzie znajduje się glikol propylenowy, który wprawdzie dodatkowo nawilża skórę, ale jednocześnie podrażnia gruczoły łojowe co w konsekwencji może wpłynąć na większy łojotok i częstsze pojawianie się pryszczy. Następnie znajdziemy w składzie żywokost, d-pantenol, allantoinę, które będą łagodzić podrażnienia. Na samym końcu znajduje się konserwant zaliczany do grupy donoru formaldehydu- powoduje alergie i podrażnienia skóry. Ze względu na mnogość dodatków nie nazwałabym tego produktu czystym żelem aloesowym.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Mineral Oil, Starate, Propylene Glycol, Glycerin, Kalanchoe Pinnata, Aloe Barbadensis, Aesculus Hippocastanum, Ceteareth 20, Dimethicone, Carbomer, Triethanolamne, Allantoin, Panthenol, DMDM Hydantoin, Fragrance
Tutaj wprawdzie kosmetyk jest opisany jako żel z żyworódki wzbogacany aloesem, nie mniej jednak też przykuł moją uwagę. Co znajdziemy w składzie? Znów więcej wody niż substancji aktywnych. Na drugim miejscu w składzie nieszkodliwy emolient a później... parafina! Dalej w składzie glikol propylenowy, o którym pisałam Wam wyżej i dopiero po tych substancjach mamy żyworódkę i aloes. Następnie ekstrakt z kasztanowca, alantoina, pantenol ale także silikon, pochodną formaldehydu i sztuczny dodatek zapachowy!

Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Glycerin, Allantoin, Carbomer, Sodium Hydroxide, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol
W żelu firmy Altermedica również więcej jest wody niż aloesu, dalej mamy dodatki takie jak pantenol, glicerynę, alantoinę. Niestety, wśród konserwantów znajdziemy paraben i donor formaldehydu. 

Skład: Aloe Barbadensis
Skład wzorowy, chociaż obawiałabym się, czy produkt się nie zepsuje, jeśli nie jest konserwowany ;)

Aloe Barbadensis Leaf Juice, Allantoin, Disodium EDTA, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Methylpropional, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Tromethamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Polysorbate 20, Fragrance, Water, Glycerin, Malva Sylvestris (Mallow) Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Primula Veris Extract, Alchemilla Vulgaris Extract, Veronica Officinalis Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Achillea Millefolium Extract, Butylene Glycol, Ethyl Hexanediol, 1,2-Hexanediol Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Hydrolized Collagen.

Na ten żel panuje aktualnie największy szał a to wszystko za sprawą koreańskiej marki Skin79- pielęgnacja skóry w sposób azjatycki zyskuje coraz większą rzeszę fanek. Jak widzicie, żel ten chociaż ma bogaty skład, zawiera w sobie substancje, które mogą przynieść więcej szkody niż pożytku- glikol, polisorbat i donor formaldehydu (substancje drażniące).
Ze wszystkich wymienionych żeli, Equilibra i Organic Heaven wybijają się pod względem składu. Jeśli chcecie wypróbować, jak zachowuje się czysty żel aloesowy, polecam. Dodatki takie jak żywokost, żyworódka, pantenol, alantoina czy gliceryna mogłyby wzbogacić działanie pozostałych żeli, jednak producenci pododawali różnych innych substancji, które niekoniecznie będą dobrze tolerowane przez nasze skóry. Natomiast wtedy trzeba mieć na uwadze fakt, iż taki produkt może zachowywać się odrobinę inaczej, niż czysty żel aloesowy =).

A czy Wy próbowałyście kiedyś któregoś z tych żeli? Jak się spisywały? Zerknęłyście w skład?
Pozdrawiam!
[320.] Denko marzec 2016r. - same naturalne kosmetyki!

[320.] Denko marzec 2016r. - same naturalne kosmetyki!



 
Wraz z początkiem nowego miesiąca, czas podsumować kosmetyki wykończone w kwietniu. Tym razem denko nie jest duże, nie mniej jednak mam nadzieję, że uda mi się zainteresować Was którymś z tych kosmetyków! Zapraszam do kolejnego postu z serii "denko"!


Pielęgnacja twarzy:


1. Hydrolat z Jagodliny Wonnej (Ylang-Ylang), zrobsobiekrem.pl - hydrolat posiada niesamowicie przyjemny zapach! Bardzo przypomina zapach oliwki Bambino, jednak wątpię, żeby był to zapach Ylang-Ylang (mam olejek eteryczny Ylang-Ylang ze ZSK i pachnie całkiem inaczej... ). Hydrolat ten posiada właściwości relaksujące, rozluźniające, uspokajające i tonizujące. Dlaczego te właściwości są tak istotne? Jeśli jesteś osobą, u której pojawiają się zmarszczki mimiczne, ponieważ marszczysz brwi, unosisz je do góry, często i szeroko się śmiejesz, czy mrużysz powieki, powinnaś pamiętać o relaksacji mięśni twarzy, by złagodzić pogłębianie się tych zmian. Nie zawsze ma się czas na masaż twarzy, dlatego hydrolat z Ylang-Ylang może być bardzo pomocny! Natomiast przywracanie prawidłowego pH skóry sprawia, że lepiej wchłaniają się substancje odżywcze z kosmetyków do skóry.
Cena: 12.50 zł

2. Glinka biała "porcelanowa", zrobsobiekrem.pl - kosmetyk, który wywołał u mnie reakcję alergiczną. Nie należę do osób o wrażliwej cerze, nie mam problemów z alergiami, tym bardziej byłam niemile zaskoczona, gdy po zmyciu glinki miałam mocno zaczerwienioną, zaognioną i lekko spuchniętą twarz. Trzymałam ją na twarzy nie dłużej niż 2 minuty a moja cera tak mocno zareagowała.
Cena: ok. 12 zł
Pełna recenzja: KLIK

3. Chińska biała glinka z ekstraktem z bambusa - a tu dla odmiany glinka, która okazała się najlepszą, jaką do tej pory stosowałam! Mimo, że wykorzystywałam ją nawet codziennie do mycia buzi, nie spowodowała zaczerwienienia ani podrażnienia. Bardzo dobrze matowiła skórę, zwężała pory i oczyszczała.
Cena: ok. 10 zł
Pełna recenzja: KLIK

4. Peeling ze skały wulkanicznej, zrobsobiekrem.pl - gratka dla osób o ograniczonym budżecie! Jest to półprodukt- w opakowaniu znajdziemy zmieloną skałę wulkaniczną, bez żadnych innych dodatków. Są to drobinki minimalnie większe od piasku. Jeśli przechowujemy produkt w suchym miejscu i dbamy o czystość, peeling nie ma szans się zepsuć/przeterminować! A wydajność ma niesamowitą! Do wykonania peelingu potrzebujemy odrobinę żelu do mycia twarzy lub oleju, do tego dodajemy peeling (mi wystarczyła taka ilość, jaką odciskałam lekko wilgotnym palcem prosto z opakowania). Bardzo dobrze złuszcza naskórek a dzięki temu, że jest to półprodukt, same możemy zadecydować, do jakiego kosmetyku go wykorzystamy oraz czy wolimy, by był mocniejszy (weźmiemy wtedy więcej półproduktu) czy delikatniejszy.
Cena: 4 zł

5. Ekstrakt z ananasa (bromelaina) zrobsobiekrem.pl - mam cerę naczynkową, dlatego postanowiłam wypróbować bromelainę jako peeling enzymatycznych. Trzymałam na twarzy ok. 5 minut, po czym skóra zareagowała bardzo mocno- zrobiły się czerwone plamy, skóra była mocno podrażniona. Moja skóra nie przepada za kwasami, stwierdziłam, że najwyraźniej nie lubi żadnych peelingów chemicznych, nawet tak łagodnych jak bromelaina. Podrzuciłam kosmetyk współlokatorce- podrażnienie i plamy  wystąpiły również u niej. Dałam spokój tej substancji- wolę pozostać przy peelingach drobnoziarnistych.
Cena: ok. 7 zł

6. Balsam do ust Laura Conti- ma całkiem przyjemny skład, chociaż nie naturalny w 100%. Natomiast posiada w sobie filtry przeciwsłoneczne, dlatego dałam temu produktowi szansę. Niestety, bardzo szybko zepsułam opakowanie... Myślę, że wrócę do tego balsamu latem, żeby móc chronić usta przed wpływem promieni UV. Cena produktu jest przystępna, kosmetyk jest bardzo wydajny a do tego dostępny w Rossmannie!
Cena: ok. 12 zł

7. Odżywcza pomadka z peelingiem, Sylveco - kosmetyk, który na stałe zagościł w mojej łazience! Raz w tygodniu, wieczorem, wykonuję peeling z użyciem tej pomadki. Nie zmywam- pozostawiam na całą noc (jest to możliwe, ponieważ drobinki peelingujące to cukier i rozpuszczają się podczas zabiegu). Rano usta są idealnie gładkie, nie mają żadnych suchych skórek a do tego odpowiednio nawilżone i zregenerowane! Duży plus za całkowicie naturalny skład pomadki- trzeba pamiętać, że to, co nakładamy na usta, zazwyczaj zostaje przez nas zjedzone ;).
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 10 zł


Pielęgnacja ciała:


1. Delikatny żel do ciała, Sylveco - wzorowy skład! Brak SLS, SLES oraz pochodnych, łagodne substancje myjące a do tego kwas mlekowy (działanie delikatnie złuszczające, nawilżające), alantoina (działanie łagodzące, gojące) i mocznik (działanie nawilżające, zmiękczające). Szczególnie polecam osobom, które mają problemy z wypryskami na ciele, osobom z okołomieszkowym zapaleniem skóry czy łuszczycą. Kosmetyk jest hypoalergiczny, posiada naturalny zapach olejku eterycznego z mięty. Idealny na nadchodzące ciepłe dni!
Cena: ok. 18 zł

2. Hawajski olej pod prysznic (tonizujący), Eco Laboratories - dobrze myjący produkt, nie podrażnia, nie powoduje świądu. Nie ma też działania nawilżającego mimo, iż nazwa mogłaby sugerować inaczej. Osoby, które nigdy nie stosowały kosmetyków bez SLS na pewno powinny go wypróbować, jednak na weteranach naturalnej pielęgnacji nie zrobi wielkiego wrażenia.
Cena: ok. 16 zł

3. Balsam do pielęgnacji biustu, Nacomi Pregnant Care - miałam nadzieję, że kosmetyk zadziała również na biust osoby, która nie zalicza się do grona "pregnat"- w końcu producent obiecywał ujędrnienie a ujędrnić można się zawsze! Niestety, składnik, który ma za to odpowiadać (palma sabałowa) znajduje się pod koniec składu. Balsam ma bardzo dobry, naturalny skład, jednak nic poza nawilżeniem skóry nie zaobserwowałam. A szkoda...
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 24 zł

4. Olej z nasion pietruszki, Ol`Vita - olej ten posiada właściwości rozjaśniające przebarwienia dzięki zawartości witaminy C oraz apiolu. Zmniejszył przebarwienie, które posiadam na łydce. Raczej przebarwienie nie zniknie całkiem do zera, nie mniej jednak zamierzam za jakiś czas znów wrócić do tego oleju, ponieważ efekt jest zadowalający!
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 22 zł

5. Peeling kojąco-wygładzający z mielonymi nasionami jeżyny, Vianek - peeling posiada bardzo delikatne drobinki, także absolutnie nie powinnyście się go obawiać! Jeśli macie skórę podrażnioną, szorstką, warto po niego sięgnąć. Do tego bardzo przyjemnie pachnie- jak sama nazwa wskazuje- jeżynami!
Cena: ok. 25 zł


Pielęgnacja włosów:


1. Szampon do włosów osłabionych i łamliwych, Eco Laboratories - szampon, z którym chyba już nigdy się nie rozstanę! Wygładza włosy, bardzo mocno zmniejsza puszenie, dyscyplinuje je. Jeszcze nigdy nie stosowałam szamponu, który sprawiłby, że moje włosy wyglądają tak zdrowo i pięknie (a swoje przeszły!)
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 16 zł

2. Szampon-aktywator wzrostu włosów Beluga, Natura Siberica for Men - zanim odkryłam w/w szampon Eco Laboratories, to szamponem, który dobrze umiał okiełznać moje włosy był właśnie ten szampon-aktywator. Delikatnie pobudza wzrost włosów, dobrze je wygładza (jednak nie aż tak, jak Eco Laboratories!). 
Cena: ok. 20 zł

3. Łopianowa maska do włosów (wzmacniająca), Babuszka Agafia - posiada w składzie sporą dawkę protein, które wzmacniają włos. Tylko z proteinami nie można przesadzać, bo wtedy dojdzie do mocnego spuszenia fryzury (a u mnie o ten efekt na prawdę łatwo!). Stosowałam tę maskę raz na 1-2 tygodnie. Dzięki temu włosy były mocniejsze, w dotyku bardziej mięsiste i elastyczne.
Cena: ok 15 zł


I to byłoby na tyle! Czy znacie któreś z tych kosmetyków? Koniecznie podzielcie się opinią!
Pozdrawiam,





[319.] Recenzja Hawajskiego oleju pod prysznic- wersja tonizująca, Eco Laboratories

[319.] Recenzja Hawajskiego oleju pod prysznic- wersja tonizująca, Eco Laboratories









Właściwe oczyszczanie skóry ma niesamowity wpływ na jej stan! Czasem może się wydawać, że kosmetyk do mycia ciała za krótko znajduje się na skórze, by móc wyrządzić jej szkodę- nic bardziej mylnego! Każdy kosmetyk, który nakładamy na skórę, ma na nią wpływ. Zwłaszcza, jeśli jest to kosmetyk tak często stosowany jak żel pod prysznic. Dlatego warto zwrócić uwagę, by produkty myjące miały łagodny skład- przede wszystkim, by nie było w nich SLS (patrz INCI: Sodium Lauryl Sulfate), SLES (Sodium Laureth Sulfate) a nawet łagodniejszych pochodnych: ALS (Amonium Lauryl Sulfate), SMS (Sodium Myreth Sulfate), SCS (Sodium Coco-Sulfate). 

Powiązane posty:


W dzisiejszej notce chciałabym Wam pokazać kolejny kosmetyk do mycia ciała bez SLS, SLES- tym razem nie jest to żel a Hawajski olej pod prysznic (tonizujący) firmy Eco Laboratories.

Opis producenta:
"Hawajski olej pod prysznic – napięcie skóry - zawiera ponad  95 % składników pochodzenia roślinnego. Wysoka zawartość naturalnych olei (ponad 10%) zapewnia odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie skóry ciała, dzięki czemu nie trzeba po kąpieli  używać mleczka lub balsamu. Wchodzące w jego  skład -    organiczny olej ze pestek brzoskwini, organiczny olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z owoców noni, olej z kwiatów orchidei, ylang ylang – aktywnie nawilżają, napinają, odmładzają i ujędrniają skórę ciała. Olej ma  delikatną teksturę i trwały, przyjemny  zapach. 

Składniki aktywne:
  • Organiczny olej z pestek brzoskwini - nawilża, wygładza, zmiękcza skórę, dostarcza witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, regeneruje skórę. Nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej, suchej, dojrzałej i wrażliwej. Zwiększa odporność skóry na działanie środowiska, działa łagodząco, regenerująco i wygładzająco. Szybko się wchłania, bez uczucia tłustości.
  • Organiczny ekstrakt ylang - ylang - wykazuje silne właściwości odmładzające, tonizuje skórę, zwiększa elastyczność i jędrność.
  • Organiczny olej ze słodkich migdałów – znacznie opóźnia procesy starzenia skóry, chroni przed niekorzystnym działaniem promieni ultrafioletowych.
  • Olej z kwiatów orchidei – odżywia, napina skórę, nawilża.
  • Ekstrakt z owoców noni – napina i wzmacnia skórę, wygładza i ujędrnia."

Skład:
Avena Sativa Water- hydrolat z owsa,
Organic Prunus Persica Oil- olej z pestek brzoskwiń,
Organic Prunus Amygdalus Oil- olej ze słodkich migdałów,
Cocamidopropyl Betaine- łagodny detergent- istnieje wiele kontrowersji na temat tego środka a to dlatego, że sam nie jest szkodliwy. Natomiast w połączeniu z mocnymi detergentami (jak SLS, SLES) wzmaga ich wysuszające i drażniące działanie. Związek ten jest tępiony na amerykańskim rynku, ale to bardziej kwestia regulacji prawnych kosmetyków. Kosmetyki produkowane w Unii Europejskiej są bardzo rygorystycznie sprawdzane pod kątem składów. Istnieją substancje, które w UE są zabronione do stosowania w kosmetykach natomiast w Stanach mogą być dodawane do kosmetyków. W tym przypadku nierzadko Cocamidopropyl Betaine wchodzi w interakcje i powoduje alergie. Dlatego warto sprawdzać skład kosmetyku, który ma w sobie tę substancję.
Sodium Coco-Sulfate- niechciany gagatek :) Jest to pochodna SLS, która nie ma potwierdzonego działania drażniącego. Jest dodany w niewielkiej ilości w tym kosmetyku, dlatego zdecydowałam się wypróbować ten żel. Zaburza pH skóry, co może wpływać na pojawianie się wyprysków.
Morinda Citrifolia Liquamen Extract- ekstrakt z noni, ujędrnia i regeneruje skórę,
Glycerin- działanie nawilżające,
Orchis Maculata Flower Oil- ekstrakt z kwiatów storczyka plamistego, działanie ujędrniające,
Cananga- Ylang-Ylang
Xanthan Gum- odpowiada za odpowiednią konsystencję kosmetyku,
Perfume
Sodium Benzoate - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez komisje certyfikujące,
Potassium Sorbate- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez komisje certyfikujące,
Sorbic Acid- konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych przez komisje certyfikujące.


Moja opinia:
Nazwa "olejek" jest dość myląca- kosmetyk nie jest tłusty ani nie pozostawia warstwy na skórze po zastosowaniu. Przyznam szczerze, że spodziewałam się całkiem innego działania, zwłaszcza, że producent obiecuje nie tylko nawilżenie ale i natłuszczenie skóry. Myślę, że spora w tym wina zastosowania Sodium Coco-Sulfate jako substancji myjącej (mimo, że jest dodany w niewielkiej ilości). Olejek nie ma działania nawilżającego, jednak nie wysusza skóry, przez co spisze się o wiele lepiej niż drogeryjne żele z SLS!

Mogłabym polecić ten żel osobom, które zaczynają przygodę z naturalnymi kosmetykami. Przyjemny zapach, dobre pienienie się oraz brak SLS, SLES sprawią, że kosmetyk bardzo pozytywnie ich zaskoczy. Osoby, które oczekują od produktu myjącego właściwości nawilżających czy natłuszczających, będą musiały sięgnąć po balsam. 


A czy Wy znacie ten olejek albo inne kosmetyki Eco Laboratories?
Pozdrawiam,

[318.] Odstawienie SLS i pochodnych- jakie efekty zaobserwowałam na swojej skórze?

[318.] Odstawienie SLS i pochodnych- jakie efekty zaobserwowałam na swojej skórze?



Jeszcze 3 lata temu kompletnie nie umiałam czytać składów kosmetyków (mimo, że studiowałam kosmetologię- jednak dla prowadzących ważniejsze było przekazać nam wiedzę z zakresu biochemii czy farmakologii, niż chemii kosmetycznej). Wiedziałam, że powinnam patrzeć w składy INCI, jednak przerażała mnie mnogość trudnych nazw i dobierając kosmetyk kierowałam się zapachem oraz obietnicami producenta. Wiedziałam, jaka powinna być kolejność stosowanych kosmetyków rano i wieczorem, wiedziałam, że trzeba nałożyć krem, mimo to wciąż borykałam się z problematyczną cerą.

Ileż błędów wtedy popełniałam! Zawsze przy zakupie kremu kierowałam się opisem a mimo to miałam wrażenie, że każdy działa tak samo. Nie widziałam sensu w przepłacaniu za żel pod prysznic- nie ważne, co obiecywał producent na etykietce, żel spełniał tylko podstawową funkcję, jaką było mycie ciała. Uważałam, że kosmetyki mają ładnie pachnieć- w końcu ich stosowanie wiąże się z relaksem i przyjemnością, czego nieodłącznym elementem jest aromaterapia.

Dopiero dalszy tok studiów oraz własna dociekliwość sprawiły, że zaczęłam zwracać uwagę na INCI, te straszne nazwy przestały być dla mnie tajemnicą. Zaczęłam od małych kroków- nauczyłam się podstawowych nazw substancji, których powinnam unikać. Wśród nich znalazł się SLS.

O tym, czym jest SLS, jak działa i dlaczego powinno się go unikać, pisałam tutaj: KLIK

Ostatnio często poświęcam notki temu składnikowi. Występuje on w większości kosmetyków myjących- żelach do mycia ciała, twarzy, szamponach- i nawet możecie nie być świadome, jak wiele szkody wyrządza skórze! Ja też nie zdawałam sobie z tego sprawy. W końcu kosmetyk myjący trzyma się na skórze nie dłużej niż 2 minuty, czy przez tak krótki czas mogłoby wydarzyć się coś złego?

"Kropla wody drąży skałę nie siłą a częstością spadania"

I tak też jest w przypadku SLS. Mimo, iż miałam wrażenie, że składnik ten kompletnie mi nie przeszkadza, postanowiłam całkowicie wykluczyć SLS z pielęgnacji. Przekonałam się, jak wiele dobrego może przynieść eliminacja tej substancji! Dlatego przychodzę do Was dziś z podsumowaniem, jak poprawił się stan mojej skóry, gdy nie stosuję SLS od ponad 2 lat.


1. Poprawa stanu cery- zwężenie porów, zmniejszenie przetłuszczania i pozbycie się pryszczy.
Jako nastolatka borykałam się z mocnym trądzikiem. Nie ustępował on nawet wtedy, gdy byłam już na studiach. Stosowałam wiele kosmetyków, które miały pomóc oczyścić skórę dogłębnie a wciąż chodziłam z rozszerzonymi porami niczym mikrokratery! Okazało się, że odstawienie SLS było kluczowe- podrażniał on moją skórę, przez co próbowała się ona bronić i produkowała więcej sebum niż powinna. W pielęgnacji cery odstawiłam nie tylko SLS ale ogólnie detergenty- nawet te delikatne. Oczyszczam twarz olejami (metoda OCM) lub przy pomocy białej glinki i cieszę się normalnym typem skóry! Tak, normalnym. Jeszcze 2 lata temu nigdy nie pomyślałabym o mojej skórze inaczej, jak tłusta, trądzikowa. Ba, na studiach wciąż wpierają mi, że cera normalna występuje tylko u dzieci do okresu pokwitania. Każda cera normalna w momencie jej drażnienia będzie reagowała mechanizmem obronnym, czyli produkcją większej ilości sebum. Dlatego jeśli Waszym problemem jest cera tłusta, trądzikowa, spróbujcie odstawić SLS. Może się okazać, że i Wy będziecie cieszyć się nieskazitelną cerą!
Natomiast jeśli Waszym problemem jest cera sucha, tym bardziej odstaw SLS! Będzie sprawiał, że skóra nie będzie potrafiła wytworzyć odpowiedniej ilości płaszcza hydrolipidowego. Mimo stosowania kremów o bogatych konsystencjach, wciąż będziecie miały uczucie ściągniętej, wysuszonej cery!

2. Pozbyłam się uciążliwych wyprysków na dekolcie i plecach.
Mój trądzik był zlokalizowany nie tylko na twarzy- obejmował również plecy i dekolt. Drażnienie skóry SLS sprawiało, że problem się nasilał- krostki były duże i czerwone. Problem minął sam po odstawieniu drogeryjnych żeli!


3. Lepsze nawilżenie skóry.
Nigdy nie narzekałam na suchą skórę na ciele- raczej moim problemem był trądzik, o którym wspomniałam w punkcie powyżej. Po balsam sięgałam raz na tydzień, dwa a i tak się nie wchłaniał. Po odstawieniu SLS zauważyłam, że nawet żel pod prysznic może wykazywać działanie nawilżające! Był to dla mnie kompletny szok! Gdy stosuję nawilżające żele pod prysznic, mogę nie sięgać po balsam. Gdy stosuję żele, które mają na zadanie tylko oczyścić skórę, sięgam po balsam może 1x w miesiącu. Staram się zmuszać do częstszego balsamowania, jednak skóra obyłaby się bez.

4. Brak drobnopłatkowego złuszczania skóry.
Naruszanie warstwy hydrolipidowej przez SLS powodowało, że jeśli nie sięgałam przez dłuższy czas po balsam, pojawiało się drobnopłatkowe złuszczanie naskórka, szczególnie w okolicy łydek i pach. Aktualnie problem został całkowicie zażegnany.

4. Odpowiednio nawilżona skóra stóp, brak problemu pękających pięt.
Czy SLS może mieć wpływ na skórę stóp? Kiedyś nawet nie pomyślałabym o takiej zależności! Obecnie, gdy pogoda jest coraz ładniejsza a ja zaczynam myśleć o butach, w których będę mogła odsłonić stopy. Mimo, że nie grzeszyłam systematycznością w pielęgnacji stóp przez zimę, są one w bardzo dobrym stanie! Nie pamiętam, kiedy ostatnio musiałam sięgać po pumeks czy tarkę. Jak to możliwe? Myjąc się produktami z SLS, stopy miały najdłuższy kontakt z tym detergentem. Spływający żel czy szampon utrzymywał się przez jakiś czas w brodziku, zanim spłynął i sprawiał, że stopy były przez bardzo długi czas narażone na destrukcyjny wpływ SLS. Pamiętajcie, kupując sól do kąpieli czy moczenia stóp, żeby zerknąć, czy nie ma SLS w składzie!


5. Bardziej nawilżona skóra dłoni.
Twarz myjemy dwa razy dziennie, ciało- raz dziennie a dłonie? Prawie co chwilę! Często nie zwracamy uwagi na to, czym je myjemy. Tanie żele do mycia rąk, w dużych pojemnościach, niestety nie mają przyjaznych substancji myjących. Jeśli przy okazji zapominamy zakładać rękawiczki do mycia naczyń, suchość dłoni murowana! Trzeba pamiętać, że nakładanie kremu do rąk po zastosowaniu takiego środka myjącego nie rozwiązuje problemu. Dlatego jeśli trafiają do mnie klientki, które stosują hektolitry kremu do rąk a wciąż mają problem z suchymi, pękającymi dłońmi, muszą pamiętać o unikaniu SLS podczas codziennej pielęgnacji.
Odkąd stosuję łagodne produkty do mycia rąk, w ogóle nie sięgam po krem! Dopiero mycie rąk w pracy, na uczelni, lub innym miejscu gdzie dłonie mają styczność z SLS przypominam sobie, że powinnam sięgnąć po krem. Zauważyłam również, że odkąd odstawiłam mocne detergenty, szybciej goją mi się zadrapania na dłoniach.

6. Zmniejszenie przetłuszczania się włosów.
Tak samo jak w przypadku skóry na twarzy i ciele, SLS podrażnia skalp co w konsekwencji sprawia, że zaczyna on wydzielać większe ilości sebum. Włosy zaczynają się przetłuszczać a stosowanie szamponów z przeznaczeniem do włosów tłustych często pogarsza ich stan. Dzieję się tak, ponieważ wiele ogólnodostępnych szamponów do włosów przetłuszczających, ma na zadanie mocniej oczyścić skórę głowy, co prowadzi do podrażnienia i wzmożenia pracy gruczołów łojowych. Zazwyczaj w trakcie stosowania agresywnie oczyszczającego szamponu sprawdza się tylko dopóki go nie odstawimy. Po odstawieniu zauważamy bardzo mocny łojotok co sprawia, że pokornie wracamy do szamponu, który jest wszystkiemu winny.
Szampony drogeryjne, szczególnie do włosów przetłuszczających się i z łupieżem, mają oprócz SLS dodatkowo inne detergenty, które w sumie tworzą bardzo drażniącą mieszankę. Detergenty te wpływają również na szybsze wypłukiwanie się farby z włosa! Dlatego jeśli farba wyszła Wam zbyt ciemna- sięgnijcie po drogeryjny szampon do włosów przetłuszczających się. Gdy farbowałam włosy chemicznymi farbami na rudo/czerwono unikałam SLS również dlatego, że kolor trzymał się dłużej!


7. Zmniejszenie wypadania włosów
SLS drażniąc skórę głowy, osłabia cebulki włosów co sprawia, że włosy rosną wolniej, są cieńsze, słabsze a także wypadają w większej ilości. SLS sprawia, że włosy stają się suche i matowe (alkalizacja pH szamponu, co wpływa na otwieranie się łusek włosa).

8. Pozbycie się łupieżu
W przypadku pielęgnacji twarzy i ciała pamiętamy o peelingu. Natomiast bardzo mało osób pamięta o tym, że powinno się złuszczać martwy naskórek również na skórze głowy. Tak samo jak w przypadku skóry na całym ciele, na skalpie również mogą występować suche skórki. Gdy ich nie złuszczamy, pojawiają się odpadające płaty- łupież. 
Z dermatologicznego punktu widzenia łupież jest chorobą wywołaną przez drożdżaki (stąd preparaty typu Nizoral, który zawiera ketokonazol- substancję przeciwgrzybczą, przeciwdrożdżakową). Jeśli odpowiednio dbamy o higienę, prawdopodobieństwo zarażenia drożdżakami jest niewielkie. Skąd więc tak częsty problem, jakim jest łupież?
Jedną z przyczyn może być fakt, że w większości w szamponach pojawia się SLS- podrażnia skórę głowy, przesusza ją a w efekcie pojawiają się "suche skórki"- łupież. Podobną zależność obserwujemy, gdy na ciele (np. u mnie na łydkach, o czym pisałam wcześniej) pojawia się drobnopłatkowe złuszczanie. Stosowanie mocno oczyszczających szamponów (te dedykowane do włosów przetłuszczających się czy z łupieżem) oprócz SLS posiadają inne detergenty, co w konsekwencji prowadzi do nasilenia problemu. Odkąd odstawiłam szampony z SLS- zniknął u mnie problem łupieżu. A walczyłam z nim od podstawówki (czyli odkąd odstawiłam szampony dla dzieci bez SLS :)).


9. Eliminacja świądu
Znacie to uczucie, gdy umyjecie twarz czymś zbyt mocnym i pojawia się uczucie "ściągnięcia"? Nasza skóra na ciele reaguje tak samo- tylko "ściągnięcie" odczuwamy jako świąd. Odstawienie SLS sprawiło, że problem świądu na ciele (głównie na rękach) oraz skórze głowy, minął.

A jaki Wy macie stosunek do SLS? Czy Wasza skóra dobrze toleruje ten związek, czy może spróbujecie pielęgnacji bez SLS?

Pozdrawiam,


Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl