[310.] Sylveco dla dzieci- oliwka do ciała z betuliną oraz krem pielęgujący do twarzy i ciała- recenzja.

[310.] Sylveco dla dzieci- oliwka do ciała z betuliną oraz krem pielęgujący do twarzy i ciała- recenzja.


Skóra dziecka jest całkiem inaczej zbudowana niż skóra osób dorosłych- nie ma szczelnej bariery naskórkowej, dlatego wchłania więcej substancji z kosmetyków. Substancje te mają możliwość przenikania do krwiobiegu- nie tylko substancje aktywne, ale również konserwanty i substancje mogące wpływać na gospodarkę hormonalną. Kosmetyki dla najmłodszych powinny być tworzone z dbałością o bezpieczeństwo stosowania. O ile na skórach dzieci nie powinno się stosować kosmetyków dla dorosłych, o tyle kosmetyki dla dzieci nierzadko okazują się pomocne w pielęgnacji skóry osób dorosłych.

O linii "Sylveco dla dzieci" w większości mogą wypowiedzieć się mamy, ja jednak postanowiłam przetestować te kosmetyki na sobie, by przekonać się, czy mogą być równie skuteczne jak kosmetyki "dla dorosłych".


Oliwka do ciała z betuliną, Sylveco dla dzieci: 

Co producent pisze o produkcie: 
"Hypoalergiczna oliwka do ciała stanowi specjalnie skomponowaną mieszankę naturalnych olejów roślinnych i wosku, dzięki czemu zyskuje lekko żelową formułę, łatwą i przyjemną w aplikacji. Ekstrakt z kory brzozy (betulina) to składnik łagodzący, likwiduje objawy swędzenia i zaczerwienienia skóry. Oliwka skutecznie natłuszcza delikatną skórę dziecka, zapobiegając utracie wilgoci, szczególnie w przypadku objawów atopowego zapalenia skóry. Odpowiednia konsystencja ułatwia wykonanie nawilżającego masażu u niemowląt i dzieci, dzięki czemu umacnia się nasza więź z maluszkiem."


Oliwka ma piękny skład, dużo lepszy niż większość drogeryjnych i aptecznych oliwek. Warto pamiętać, że posiada w składzie olej ze słodkich migdałów, który mocno uelastycznia skórę, dlatego też jest polecany kobietom w ciąży, żeby zapobiec pojawieniu się rozstępów. Poza olejem ze słodkich migdałów znajdziemy również olej sojowy, słonecznikowy oraz oliwę z oliwek, które mocno nawilżają skórę i pomagają odbudować warstwę hydrolipidową skóry. W składzie znajdziemy również wosk pszczeli, który odpowiada za żelową konsystencję oliwki- ta konsystencja jest niezwykle przydatna podczas aplikacji kosmetyku. Zawarty w oliwce ekstrakt z kory brzozy działa nawilżająco i przeciwbakteryjnie. Całości dopełnia witamina E pełniąca rolę konserwantu! Oto cały skład =)

Działanie jest zadowalające- oliwka mocno nawilża skórę, pozostawia ją gładką i elastyczną. Bardzo polubiłam się z tym produktem! Moje pierwsze podejście do oliwki nie było udane- nałożyłam jej zbyt dużą ilość. Dopiero przy kolejnym razie zauważyłam, jak bardzo jest wydajna- wystarczą 2-3 krople oliwki, żeby nanieść na obszar skóry wielkości łydki! Oliwka pozostawia lekki film na skórze, jednak nie był on dla mnie uciążliwy.

Mimo tak dobrego składu, nie polecę oliwki do OCM- posiada w składzie wosk pszczeli, który będzie ciężki do zmycia samą ciepłą wodą- może zapychać skórę =). Tutaj nadal będę polecać oliwkę HIPP lub czyste oleje.


Krem pielęgnujący do twarzy i ciała, Sylveco dla dzieci:

Co producent pisze o produkcie:
"Hypoalergiczny krem pielęgnujący do twarzy i całego ciała uzupełnia codzienną pielęgnację dziecka. Wyjątkowo delikatny, łatwo się rozprowadza i wchłania, pozostawia skórę doskonale nawilżoną, miękką i zabezpieczoną przed utratą wilgoci. Wysoka zawartość oliwy z oliwek i oleju ze słodkich migdałów natłuszcza, wzmacnia barierę lipidową skóry i chroni przed podrażnieniami. Dodatek witaminy E i panthenolu przeciwdziała odparzeniom, działa łagodząco i regenerująco na skórę."


Krem posiada w składzie olej ze słodkich migdałów, który jest lekkim olejem, wnika głęboko w skórę i mocno nawilża. Oprócz niego, w składzie znajdziemy oliwę z oliwek, która należy do tzw. olejów nieschnących- pozostawia na skórze ochronny film, pomaga odbudować barierę lipidową na skórze przez co woda nie ucieka z naskórka. W składzie znajdziemy również łagodzący pantenol i ekstrakt z kory brzozy o właściwościach nawilżających i przeciwbakteryjnych. 

Stosowałam ten krem przez cały okres zimowy- nałożony delikatną warstwą ładnie się wchłania, natomiast nałożony grubiej pozostawia film, który skutecznie chronił skórę przed mrozem, wahaniami temperatur czy ciepłym nawiewem. Przez cały okres zimowy cieszyłam się dobrze nawilżoną skórą. Krem spisuje się wzorowo pod makijażem mineralnym! Nie zauważyłam wzmożonego pojawiania się wyprysków czy zapychania skóry, za co duży plus!

W przypadku pielęgnacji ciała produkt sprawdza się równie dobrze- bardzo polubiłam jego lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Produkt jest bezzapachowy, nie gryzie się z zapachem perfum.


W moim odczuciu kosmetyki te nie ustępują kosmetykom z przeznaczeniem dla skóry osób dorosłych. Ich atutem jest za to bardzo dobry, hypoalergiczny, niedrażniący skład. Dlatego polecę szczerze osobom z problemami dermatologicznymi a także osobom o skórze suchej i wrażliwej. 

Znacie kosmetyki tej serii? Stosujecie w codziennej pielęgnacji jakieś kosmetyki dla dzieci?
Pozdrawiam!

[309.] Oczyszczanie twarzy bez detergentów- porównanie metody OCM oraz mycia twarzy glinką.

[309.] Oczyszczanie twarzy bez detergentów- porównanie metody OCM oraz mycia twarzy glinką.

 
Prawidłowa pielęgnacja cery składa się z dwóch etapów. Pierwszym jest dobór odpowiedniego kremu a drugim- często traktowanym "po macoszemu" - delikatne, ale dogłębne oczyszczenie cery. Te dwa czynniki działają synergistycznie, uzupełniają się. Dlatego nawet, jeśli Pani X stosuje najlepszej jakości krem, ale wciąż popełnia błędy podczas mycia twarzy, nie będzie widziała spektakularnych efektów.

Do najczęstszych błędów popełnianych podczas mycia twarzy niewątpliwie należą:
- mycie twarzy mydłem,
- mycie twarzy samą wodą,
- stosowanie tylko płynu micelarnego.
O tym, dlaczego oczyszczanie skóry jest tak bardzo istotne i dlaczego nie powinno się stosować powyższych metod, pisałam w osobnym poście i jeśli któraś z Was go nie widziała, to serdecznie zachęcam: KLIK


Osobiście jestem zwolenniczką oczyszczania skóry bez stosowania detergentów. Istnieją metody umożliwiające dogłębne oczyszczenie skóry, bez zastosowania środków pieniących, które nierzadko odpowiadają za uczucie ściągnięcia i podrażnienia skóry. Ponadto należy pamiętać, jeżeli stosujemy żele, trzeba wyrównać pH skóry przy pomocy toniku lub hydrolatu.
Aktualnie znam dwie takie metody mycia cery bez użycia detergentów- OCM oraz mycie twarzy glinką. Obie stosowałam i chciałabym dziś zestawić te dwie metody.

OCM- Oil Cleansing Method
To metoda mycia twarzy przy pomocy olejów. Działa na zasadzie "tłuste rozpuszcza się w tłustym". Jest to metoda mycia twarzy kultywowana głównie w Azji. Do jej wykonania potrzebujemy ściereczki, oleju rycynowego oraz dowolnego innego oleju. Wykonujemy odpowiednią mieszankę olejów dla naszej cery i nakładamy ją trzykrotnie na twarz, trzykrotnie ściągamy olej przy pomocy ściereczki. Dokładny opis tej metody jest bardzo długi, dlatego jeśli nie znacie tej metody, zapraszam do osobnego postu, w którym bardzo szczegółowo opisuję tę metodę: KLIK 

Niezbędnik do wykonania OCM

Mycie twarzy białą glinką
Bardzo delikatna substancja, nie wysusza, nie podrażnia a umożliwia równie skuteczne oczyszczenie skóry co OCM. Początkowo bardzo polubiłam tę metodę ze względu na szybkość jej wykonywania, jednak po długotrwałym stosowaniu zaczęłam zauważać, że nie zastąpi mi OCM. To właśnie było "motorkiem napędowym" do napisania dzisiejszego postu.

Przejdźmy do istotnych różnic pomiędzy obiema metodami:
Potrzeba zmywania makijażu:
OCM jest metodą, która umożliwia oczyszczenie skóry z makijażu jak i oczyszczenie dogłębne, przy tym jest niezwykle delikatna dla skóry. Nakładając oleje w kilku etapach najpierw pozbywamy się makijażu, później oczyszczamy dogłębnie pory. Bez obaw możemy zmyć cienie do powiek oraz tusz przy pomocy olejów- jeśli wpłynie on do oka, nie powoduje szczypania ani zaczerwienienia. Całkiem inaczej w przypadku mycia twarzy glinką- ją stosujemy jako zamiennik żelu, nie posiada właściwości zmywających kosmetyki. Dlatego jeśli decydujemy się na oczyszczanie twarzy glinką, niezbędne jest uprzednie zastosowanie płynu micelarnego. Nie polecam również stosowania glinki na okolice oczu- gdy dostanie się do środka daje bardzo nieprzyjemne odczucie suchości i podrażnienia. 


Czas trwania:
Tutaj punkt dla glinki. Wystarczy rozrobić ją w pojemniczku, nałożyć na skórę, chwilę pomasować i spłukać. Nawet wcześniejsze zastosowanie płynu micelarnego nie powoduje drastycznego przedłużenia w czasie tej metody. Natomiast OCM jest pewnego rodzaju rytuałem- wymaga cierpliwości i czasu. Wykonując OCM wykonujemy jednocześnie masaż twarzy, który osobiście bardzo doceniam- rano pobudza lepiej niż kawa a wieczorem relaksuje skórę. Jednak niektórych ciężko zmobilizować do wcześniejszej pobudki ;).

Działanie anty-ageing:
I tutaj OCM wygrywa, pobijając pozostałe metody "na łeb, na szyję". Warto pamiętać, że kosmetyki to nie leki, nie cofają powstałych już zmian a jedynie mogą opóźnić ich powstawanie. Dlatego w przypadku pielęgnacji zawsze mamy na uwadze prewencję a nie cofanie powstałych zmian. Żaden krem nie cofnie zmarszczek, chociażby nie wiem jak był reklamowany =). Wykonując OCM po pierwsze dostarczam jej wielu substancji aktywnych i witamin, które działają nawilżająco, przeciwzapalnie (zmniejszenie trądziku), odbudowują warstwę hydrolipidową skóry. Po drugie wykonując masaż pobudzam skórę do produkcji kolagenu i elastyny. Myślę, że efekty moich starań tak na prawdę będzie można ocenić dopiero za kilka lat, nie mniej jednak na chwilę obecną cieszę się dobrze nawilżoną skórą z zażegnanym problemem trądziku, co zawdzięczam metodzie OCM. Glinka wykazuje jedynie działanie oczyszczające oraz seburegulujące, które również są podstawowymi działaniami w przypadku OCM.


Tabela podsumowująca w skrócie różne metody mycia twarzy:


Już nawet w tabeli porównującej konwencjonalne oczyszczanie skóry przy pomocy żelu oraz metody bez użycia detergentów widać, że OCM oraz mycie glinką ma zdecydowanie więcej plusów. Spośród tych trzech metod OCM wypada najlepiej - jedyną wadą mycia twarzy tą metodą jest czas jej trwania jednak osobiście uważam, że zalety zdecydowanie przeważają. 
Aktualnie wciąż jestem wierna OCM w codziennej pielęgnacji. Kiedy goni mnie czas, z przyjemnością sięgam po glinkę. 

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z mycia twarzy różnymi metodami. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami =)
Pozdrawiam!

[308.] Nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału, Vianek

[308.] Nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału, Vianek


Będąc niedawno w domu rodzinnym miałam zabawną sytuację. Poszłam do łazienki i zapomniałam zabrać ze sobą żelu do twarzy mycia twarzy. Przeszukałam całą łazienkę, żeby znaleźć chociaż jeden produkt bez SLS. Trafiłam na nawilżający żel do mycia rąk z Sylveco i umyłam nim buzię. Dzięki zawartości ekstraktu z podbiału zostawił przyjemnie nawilżoną skórę. Zaczęłam zastanawiać się, jakby było cudownie znaleźć żel pod prysznic, który daje tak przyjemny efekt. Daleko szukać nie musiałam- Vianek trafił w moje potrzeby idealnie!

Same plusy- kosmetyk nie testowany na zwierzętach, składniki pochodzenia naturalnego, zioła z ekologicznych upraw i kompozycje zapachowe bez alergenów.


Co producent pisze o produkcie:
"Żel pod prysznic z ekstraktem z podbiału oraz olejem z kiełków pszenicy. Nawilża i regeneruje przesuszoną skórę, chroniąc i przywracając jej uczucie komfortu. Łagodnie i skutecznie myje, otulając skórę delikatnym zapachem. Pozostawia uczucie odświeżenia i przyjemnej czystości. Przy systematycznym stosowaniu skóra odzyskuje miękkość, gładkość i elastyczność."

Skład INCI:


W składzie znajdziemy dwa łagodne detergenty- lauryl glucoside i cocamidopropyl betaine. Dalej mamy substancje nawilżające: glicerynę, mleczan sodu (substancja występująca w NMF), mocznik, ekstrakt z podbiału, olej z kiełków pszenicy. Następnie wzmacniające proteiny pszenicy, łagodzący pantenol, nawilżający kwas mlekowy. Na samym końcu znajdziemy gumę guar (zagęstnik), sodium benzoate (konserwant dopuszczony przez komisje certyfikujące do stosowania w kosmetykach naturalnych), perfum.


Moja opinia:
Bardzo polubiłam ten żel, ponieważ zostawia skórę gładką i nawilżoną a przy tym żel nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej, tępej czy tłustej powłoki na skórze. Dzięki temu, że nie posiada w składzie SLS ani pochodnych, nie wysusza skóry, nie powoduje swędzenia, drobnopłatkowego złuszczania skóry ani wzmożonego pojawiania się trądziku na plecach czy dekolcie. Jest delikatny, nie podrażnia, lekko się pieni, ale skutecznie zmywa zabrudzenia. W dodatku ładnie, delikatnie, świeżo pachnie. Zdecydowanie zasługuje na miano ulubieńca =)

A czy Wy znacie już kosmetyki Vianek? Co o nich sądzicie?
Pozdrawiam!
[307.] Denko styczeń 2016r.

[307.] Denko styczeń 2016r.









Kolejny miesiąc za nami a wraz z nim czas na podsumowanie kosmetyków, które udało mi się zdenkować w czasie jego trwania. Wśród tych kosmetyków znajduje się wiele kosmetyków naturalnych i niejeden ulubieniec! Zapraszam na post =)



Pielęgnacja włosów:

1. Maska do włosów Biovax - bambus & olej awokado: tragedia! Maska nie ma najgorszego składu, jednak jej działanie dyskwalifikuje ją na całej linii. Włosy były spuszone, suche i pozbawione blasku. Na początku swojej przygody z włosomaniactwem lubiłam maski Biovax, szczególnie wersję do włosów suchych i zniszczonych, jednak wraz z poznawaniem kolejnych naturalnych kosmetyków do włosów, znalazłam takie, które służą mi o wiele lepiej, mają lepsze składy oraz porównywalne ceny.

2. Serum z olejem arganowym, Bioelixire- mocno silikonowe serum, oleju arganowego jest tam bardzo niewiele. Jednak jest to jedyne drogeryjne serum do włosów, które jako-tako wygładzało moje włosy. Stopniowo odstawiałam je i włosom wyszło to na dobre- odkąd przestałam stosować silikony w pielęgnacji włosów, przestały być przez niego oblepione i w końcu mogły pobierać substancje aktywne w masek i odżywek! Czy polecam to serum? Tylko w awaryjnych sytuacjach, jeśli nic innego Wam nie pomaga. Ja postanowiłam zrezygnować z niego całkiem, ponieważ od dłuższego czasu stoi na półce i tylko się kurzy. Zużyłam tylko 1/3 opakowania, także kosmetyk znalazł nową właścicielkę =)

3. Żel do higieny intymnej, Facelle- ulubieniec z Rossmana! Ma bardzo dobry skład (jednak nie idealny ;)), zawiera tylko delikatne detergenty, przez co nie wysusza skóry. Myję się nim cała- łącznie z włosami i ciałem- także jest to bardzo dobry produkt gdy jesteśmy w podróży. Myje delikatnie ale skutecznie. W przypadku włosów mocno nawilża je (kwas mlekowy) oraz nabłyszcza. 

4. Baikal Herbals, Regenerujący balsam do włosów łamliwych i zniszczonych- kosmetyk o bardzo dobrym składzie, jednak moim włosom ciężko dogodzić. Nie wygładził włosów, nie nawilżył dostatecznie mocno. Przeciętniak, także nie zamierzam do niego wracać.

5. Ocet jabłkowy- płukankę z octu jabłkowego wykonuję po każdym myciu włosów. Domyka łuski włosa, przez co bardziej się błyszczą i mniej puszą. Do miski wlewam 5 łyżek octu i zalewam 1,5 litra chłodnej wody. Po umyciu włosów trzymam je w płukance ok. 1 minuty, później wyciskam je i nie spłukuję dodatkowo czystą wodą. 

6. Maska do włosów Kallos, Banana- włosowy odpowiednik kremu Nivea =D Ma spowodować tylko doraźny efekt, jednak w żaden sposób nie nawilża ani nie odżywia włosa. Substancji aktywnych jak na lekarstwo, zdecydowanie więcej silikonów. Mimo to, wcale nie wygładza włosów. Nie polubiłyśmy się =)

Pielęgnacja twarzy i ciała:


1. Sylveco, brzozowa pomadka ochronna- bardzo delikatna pomadka, ledwo wyczuwalna na ustach. Mimo, że nie zostawia tłustej powłoki, nawilża bardzo mocno i chroni usta przed czynnikami zewnętrznymi. Nie posiada barwników ani substancji zapachowych, dlatego może być stosowana u dzieci. Prosty i krótki skład sprawia, że jest to pomadka, którą mogę polecić alergikom. Nie posiada parafiny ani wazeliny! Pełna recenzja: KLIK

2. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem- jeden ze sztandarowych produktów marki Sylveco- wielofunkcyjna pomadka, ponieważ można ją stosować zarówno jako pomadkę ochronną, jak i do peelingowania ust. Jest wzbogacona o olej z wiesiołka, dlatego mocno odżywia i nawilża usta, zostawia warstwę ochronną. Ma zatopione drobinki cukru trzcinowego, które odpowiadają za właściwości peelingujące. Polecam szczególnie, jeśli lubicie nosić pomadki kolorowe! Wieczorem wykonajcie masaż ust przy pomocy tej pomadki i zostawcie ją na całą noc na wargach. Rano nie będziecie miały żadnych suchych skórek, dlatego też pomadki kolorowe będą lepiej się trzymać i nie będą ważyć się. Pełna recenzja: KLIK

3. Glukonolakton, zrobsobiekrem.pl- rok temu wykonałam kurację tym kwasem i byłam bardzo zadowolona z efektów. W tym roku powtórzyłam kurację i skóra zareagowała całkiem inaczej- była podrażniona i szorstka. Jednak po raz kolejny skóra dała mi sygnał, że nie przepada za kwasami. O zeszłorocznej kuracji możecie przeczytać tutaj: KLIK - jeśli borykacie się z przebarwieniami, cerą wrażliwą, naczynkową, a przy tym tłustą, trądzikową lub nawet z trądzikiem różowatym, to możecie wypróbować ten kwas. Jest bardzo delikatny a przy tym skuteczny. Chyba, że Wasze cery są tak samo nastawione "anty" na kwasy jak moja =).

4. Soap Szop, Balsam Yennefer- ulubieniec na zimowe wieczory! Bardzo mocno nawilżał skórę, była niesamowicie gładka i przyjemna w dotyku. Balsam ma w 100% naturalny skład i pachnie obłędnie (bzem)! Szkoda, że firma ta jest mało znana =) Pełna recenzja: KLIK.

5. Pasta do zębów Himalaya Herbals- pasta bez dodatku fluoru, za co duży plus. Mam bardzo delikatne dziąsła a w czasie użytkowania tej pasty, dziąsła nie krwawiły. Myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.


Kosmetyki do makijażu:


1. Rimmel, Lash Accelerator Endless- hit! Zużywam już kolejne opakowanie i wciąż nie mam go dość. Pięknie wydłuża i podkręca rzęsy. Precyzyjna szczoteczka umożliwia dokładne wytuszowanie i rozdzielenie rzęs. Pełna recenzja: KLIK

2. Podkład mineralny Annabelle Mnerals, Golden Fair, matujący- jeśli borykacie się z cerą tłustą i trądzikową, to jest to podkład dla Was. Nie zawiera silikonów przez co nie zapycha porów. Posiada w 100% naturalny skład, dodatek tlenku cynku pielęgnuje cerę z tendencją do wyprysków i łojotoku. Posiada naturalny filtr słoneczny SPF 30. Pełna recenzja: KLIK


Pozostałe:

1. Preparat do odsuwania skórek, Lovely- nie posiada składu INCI, który koniecznie chciałam zobaczyć. Podejrzewam, że musiał być na opakowaniu, w którym był przechowywany w magazynie, jednak Panie Ekspedientki z Rossmana zrobiły wielkie oczy, gdy zostały zapytane o INCI tego preparatu. Szału nie robił, ale dobrze odsuwało mi się na nim skórki. Jest bardzo wydajny- zdążył się przeterminować a w opakowaniu została resztka produktu.

2. Babuszka Agafia, krem do rąk z jonami srebra- mimo dobrego składu, nie polubiłam go. W ogóle nie nawilżał dłoni, miałam wręcz wrażenie, że wysuszał skórę. Podejrzewam, że moja skóra nie lubi jonów srebra, bo jest to kolejny kosmetyk z tą substancją, który mi nie pasuje. Krem śmierdział tanim odświeżaczem toaletowym. 

3. Balsam do paznokci 2x5- skład dobry, ale nie rewelacyjny. Preparat wyraźnie wzmocnił moje paznokcie po ściągnięciu żeli. Kiedyś wypróbuję go ponownie, chyba, że znajdę odpowiednik o jeszcze bardziej naturalnym składzie. 


I to byłoby na tyle! Znacie któreś z tych kosmetyków? Lubicie?
Pozdrawiam serdecznie!

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl