[330.] Denko kwiecień 2016r.

[330.] Denko kwiecień 2016r.









Czas na kolejny wpis poświęcony projektowi "denko"! Tym razem przyjrzymy się kosmetykom zużytym w kwietniu. Spośród nich znajdziemy kilka ulubieńców, jak również bubli.

Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do krótkich recenzji!


 Pielęgnacja twarzy


1. Intensywnie nawilżająca maska algowa do twarzy, Nacomi:
Kupiona pod wpływem recenzji na blogu Aliny Rose - przyznaję, że efekt, który pokazała na blogu jest piorunujący i nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Maska spisała się prawie tak samo dobrze jak u Aliny, ale skóra potrzebowała dużo czasu, by zauważyć efekt. Opakowanie wystarczyło na wykonanie ok. 7 masek na całą twarz, robiłam je codziennie lub co 2 dni (zastosowałam kurację uderzeniową!). Pierwszy efekt, jaki zaobserwowałam to znaczne nawilżenie skóry, stała się ona bardzo przyjemna w dotyku. Później przyszedł czas na zmniejszenie pojawiania się trądziku oraz nadanie promienności cerze. Dopiero po upływie ok. 2 tygodni od zakończenia kuracji, zauważyłam wygładzenie zmarszczek, chociaż efekt ten nie był aż tak spektakularny, jak u Aliny. Myślę, że powinnam częściej powtarzać kurację maskami algowymi, ponieważ przynoszą widoczne efekty!
Cena: ok. 20 zł

2. Lipowy płyn micelarny, Sylveco:
Bardzo skutecznie i szybko zmywa makijaż, przygotowując skórę do dalszych zabiegów oczyszczających. W ogóle nie szczypie w oczy, nie powoduje ich zaczerwienienia czy łzawienia. Oprócz tytułowej lipy o działaniach łagodzących, zawiera aloes, który nawilża skórę oraz zmniejsza pojawianie się wyprysków.
Cena: ok. 20 zł

3. Biała glinka z jonami srebra (Anapska):
Stosowana codziennie w ramach mycia buzi bez użycia detergentów. Z powodzeniem zastępuje żel do mycia twarzy a przy tym nie daje uczucia ściągnięcia. Stosując tę glinkę dwa razy dziennie mogłam zapomnieć o wypryskach! 
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 7 zł

Powiązane posty:


Pielęgnacja ciała


1. Mydło miodowe Babuszki Agafii:
Bubel- stosowany systematycznie wysuszył skórę i doprowadził do drobnopłatkowego złuszczania. Nie posiada w składzie SLS, jednak ich słabszą pochodną, która nie zawsze jest delikatna- wszystko zależy od stężenia, w jakim została zastosowana w produkcie. Po umyciu skóry tym mydłem musiałam sięgnąć po balsam. Kosmetyk nie spisał się również jako produkt do mycia włosów.
Pisałam Wam już o cedrowej wersji tego mydła: KLIK - ta wersja była przeciętna, ale przynajmniej nie przesuszała skóry. 
Cena: ok. 20 zł

2. EcoLab, żel pod prysznic, wersja japońska:
Bardzo dobrze oczyszcza skórę z zabrudzeń a przy tym nie wysusza. Nie pojawiają się po nim żadne krostki ani swędzenie skóry. Niestety nie nawilża skóry, także wymaga sporadycznego zastosowania balsamu. Jest to produkt, który warto wypróbować, jeśli dopiero zaczynamy przygodę z naturalną pielęgnacją skóry. Do tego posiada bardzo ciekawy zapach, który umila kąpiel!
Cena: ok. 20 zł



Pielęgnacja włosów


Kosmetyki, które nie raz przewinęły się przez blog- moi włosowi Ulubieńcy!
1. Maska jajeczna, Babuszka Agafia
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 15 zł 

2. Szampon do włosów łamliwych i osłabionych, EcoLaboratories
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 17 zł

Ten zestaw stosuję już od pół roku i nie wyobrażam sobie zrezygnować z niego- moim włosowym problemem były puszące się włosy, matowe i bez połysku a odkąd stosuję te kosmetyki fryzura wygląda o wiele, wiele lepiej! Włosy stały się gładkie, lśniące i zdrowe! Dzięki temu zestawowi nie muszę obawiać się o "Bad Hair Day"!



Oleje



1. Oleje makadamia: zrobsobiekrem.pl, Nacomi, Etja:
Zrobiłam pewne porównanie: kupiłam kilka olejków makadamia różnych firm i porównywałam ich działanie. Wyniki były zaskakujące! Olej Nacomi był bezbarwny i bezzapachowy a jak okazało się później... rafinowany! Olej ze ZSK charakteryzował się obłędnym, ale sztucznym zapachem. Działanie obu olejów było mizerne. Natomiast olej Etja zachwycił mnie i jestem pewna, że to początek mojej przygody z olejami tej firmy! 
Porównanie olejów makadamia (więcej rodzajów, niż na powyższym zdjęciu): KLIK
Cena: 6zł (ZSK), 9 zł (Nacomi) i 14 zł (Etja)

2. Olej kokosowy EFAVIT:
Bardzo uniwersalny olej: można stosować go zarówno do pielęgnacji jak i w kuchni! Smażyłam na nim wiele potraw (głównie naleśniki) lecz- niestety- nie nabrały kokosowego aromatu. Świetnie spisuje się do pielęgnacji ciała i cery: dobrze nawilża, nie zapycha gruczołów łojowych, szybko się wchłania. No i ten zapach! Niestety, kompletnie nie spisał się w przypadku pielęgnacji włosów! Bardzo je spuszył, były matowe i wyglądały jak siano =). Wiele razy słyszałam, że olej kokosowy nie nadaje się do włosów wysokoporowatych, jednak próbowałam być mądrzejsza. Mądry Polak po szkodzie =). Olej kokosowy wykorzystywałam również do higieny jamy ustnej- dzięki "ssaniu" oleju kokosowego można wybielić zęby oraz usunąć toksyny z organizmu: KLIK
Cena: ok. 18 zł

Pozostałe


1. Żel aloesowy, Equilibra:
Długo szukałam żelu aloesowego o dobrym, naturalnym składzie. Czy wiecie, ile chemii potrafi być dodane do pozornie tak prostego kosmetyku? Byłam w szoku! Equilibra wyróżniał się pod tym względem. Na pewno wrócę do tego kosmetyku- żel szybko się wchłaniał, nawilżał skórę a dodatkowo bardzo szybko goił wypryski.
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 17 zł

2. Żel do higieny intymnej Facelle:
Nie jest to kosmetyk naturalny, jednak posiada dobry skład. Jest to kosmetyk, którego nie może braknąć w mojej łazience- wykorzystuję go do mycia całego ciała, jak i włosów, dłoni czy... pędzli =). Posiada bardzo delikatne związki myjące, przez co nie podrażnia ani nie wysusza skóry. Zawartość kwasu mlekowego gwarantuje działanie lekko złuszczające i nawilżające. Pięknie domyka łuski włosa przez co stają się bardziej gładkie i pięknie błyszczą. Kosmetyk idealny na wyjazdy!
Cena: ok. 4 zł

3. Balsam do ust, Body Club:
Perełka z Rossmanna- wzorowy, naturalny skład, poręczne i solidnie wykonane opakowanie oraz skuteczność działania sprawiły, że jest to kosmetyk, który gościł u mnie już w kilku wersjach (bananowej, truskawkowej, jabłkowej oraz malinowej). Polecam wypróbować, jeśli macie Rossmann w okolicy!
Pełna recenzja: KLIK
Cena: ok. 12 zł


Czy znacie któreś z tych kosmetyków? Jak spisały się u Was? A może zainteresowałam Was którymś?
Dajcie znać! 
Pozdrawiam =)




[329.] Aktualna pielęgnacja włosów- ulubieńcy oraz troszkę nowości =)

[329.] Aktualna pielęgnacja włosów- ulubieńcy oraz troszkę nowości =)


W kwestii pielęgnacji włosów u mnie niewiele się zmienia- odkąd trafiłam na szampon Ecolab oraz maskę Babuszki Agafii, włosy odżyły i wyglądają lepiej niż kiedykolwiek wcześniej! Mimo, iż znalazłam swoje dwa ideały, nie poprzestaję w eksperymentach z kosmetykami do włosów!


Troszkę o moich włosach:
Bardzo wiele przeszły: kilku fryzjerów z zawyżonym wyobrażeniem swoich umiejętności, dwukrotne ściąganie farby, 2 lata farbowania chemicznego na rudo i czerwono, ostre cieniowanie, szampony z SLS, odżywki z silikonami a nawet... nieudany zabieg Olaplex! Moje włosy zawsze były cienkie i podatne na odkształcenia, jednak gęste. Największym zmartwieniem było- i jest!- puszenie się fryzury. Na szczęście nie miewam już problemów z ich rozczesywaniem, wypadaniem, porostem =).


Największą zmianę w stanie włosów zaobserwowałam wraz z odstawieniem farb chemicznych. Wróćmy 2 lata wstecz: po farby drogeryjne sięgnęłam po nieudanej wizycie u fryzjera- miałam mieć ombre w rudościach a z salonu wyszłam z... czernią =). Było to moje pierwsze farbowanie, nie wiedziałam, że czarną farbę trzeba ściągnąć- próbowałam nakładać na nią drogeryjną, rudą farbę. W efekcie chodziłam z pomarańczowym odrostem a resztą włosów czarną. Tragedia! Jednak strach przed kolejną wizytą u fryzjera zwyciężał. W końcu poddałam się ściąganiu koloru u innej fryzjerki. Później chodziłam do niej farbować włosy- mimo, iż używała profesjonalnych farb i słabego oksydantu, moje włosy i tak wyglądały bardzo źle. Z natury lubią się puszyć a po farbowaniach wyglądały jak siano. Pielęgnacja nie przynosiła oczekiwanych rezultatów- ani kosmetyki z silikonami, ani oleje, ani fryzjerskie "profesjonalne" cuda. 

W końcu dojrzałam do tej decyzji, by zrobić ombre w rudościach (tym razem to wymarzone!). Postanowiłam, że będę zapuszczać włosy, a rude kosmyki będę poprawiać henną. Wielu fryzjerów odradzało mi hennę, dlatego tak długo zwlekałam z decyzją. Jednak zamiana farb chemicznych na hennę była najlepszą z moich włosowych decyzji! Już po pierwszym użyciu włosy były idealnie gładkie (co było dla mnie szokiem, bo naczytałam się o pohennowym przesuszu włosów- byłam pewna, że moje wiecznie spuszone włosy zafundują mi wygląd a la Chopin po koncercie!). W dodatku henna nie wypłukuje się, kolor pozostaje intensywny i nie trzeba poprawiać farbowania tak często jak przy klasycznym farbowaniu.


Widząc, jak bardzo indyjskie zioła spasowały moim włosom, wypróbowałam olej Sesa- jest to mieszana olejów oraz ziół. Bardzo ładnie wygładza włosy, ale przy tym pozostawia je puszyste i lekkie. Po tym oleju włosy są grubsze, mocniejsze i charakterystycznie skrzypią, gdy są mokre.

Drugim olejem, który mi spasował to naturalny olej wzmacniający Babuszki Agafii. Ten olej odratował moją czuprynę po nieudanym zabiegu fryzjerskim i od tamtej pory na stałe gości w mojej łazience. Wygładza włosy, dociąża je, dyscyplinuje. Po jego użyciu moje z natury falowane włosy są bardziej proste, gładkie, błyszczące. Kosmetyk niepozorny i tani jak barszcz a niesamowicie skuteczny! Pisałam Wam już o tym olejku tutaj: KLIK!

Jak same zauważyłyście- moje włosy bardzo lubią mieszanki olejów. Próbowałam stosować czyste oleje, w tym: kokosowy, oliwę, jojoba, sezamowy, lniany i inne, jednak mieszanki spisują się lepiej. Odkąd olejuję włosy dużo łatwiej się je rozczesuje. Szczotka gładko sunie po włosach. A skoro już o szczotkach mowa- czy znacie Tangle Angel?


Testowałam wiele produktów do rozczesywania- najgorzej spisywały się grzebienie, zawsze wyrywały dużo włosów, niezależnie od grubości i rozstawienia ząbków. Dlatego przez prawie całe życie używałam najzwyklejszych szczotek. Po szczotkach zainteresowałam się osławionymi TT- wypróbowałam zarówno podróbkę jak i oryginał. W moim przypadku spisywały się porównywalnie do zwykłych szczotek, ale były dużo łatwiejsze do czyszczenia. Natomiast gdy trafiłam na Tangle Angel- przepadłam!!! To szczotka idealna dla moich włosów i skalpu! 

1. W ogóle nie ciągnie włosów podczas rozczesywania,
2. Jest bardzo delikatna dla skóry głowy- nie drapie ani nie kłuje,
3. Posiada antybakteryjną powłokę, która zapobiega rozwojowi bakterii,
4. Wygładza włosy- autentyk! Po rozczesaniu nią włosów są one bardziej zdyscyplinowane i gładkie,
5. Budowa szczotki umożliwia trzymanie jak TT lub jak klasyczną szczotkę. Szczotkę tę można postawić na rączce, przez co nie dotyka potencjalnie brudnych powierzchni,
6. Wygląda bajecznie! 


Z ciekawości zrobiłam sobie 3 dni bez szczotki Tangle Angel i używałam TT. Różnica była znaczna! Nie sądziłam, że na prawdę tak wiele zależy od szczotki- zwłaszcza w kwestii wygładzania włosów. Po tych 3 dniach powróciłam do Tangle Angel i wiem, że już z niej nie zrezygnuję!


No i dwa produkty, które już wiele razy przewinęły się przez blog: szampon do włosów łamliwych i osłabionych EcoLaboratories oraz maska jajeczna Babuszki Agafii- są to produkty, którym zawdzięczam bardzo dobrą kondycję włosów. Stosuję je już od pół roku i spasowały mi bardziej, niż jakiekolwiek inne szampony, odżywki czy maski. Po tym duecie włosy są idealnie gładkie, nie puszą się (na czym najbardziej mi zależy) a nawet... są proste (moje naturalne włosy są falowane)! 

O tych produktach pisałam Wam już osobne posty:


Na sam koniec wspomnę Wam jeszcze o kilku produktach do włosów, po które sięgam sporadycznie, ale które również bardzo mi służą:

1. Wcierka Jantar- wystarczy jedno opakowanie, by moje włosy zaczęły rosnąć jak szalone! Nie tylko włosy zaczynają szybciej rosnąć, ale również pojawia się mnóstwo babyhair. Możecie zobaczyć je tutaj: KLIK
2. Tabletki Biotebal- skutecznie hamują wypadanie włosów oraz przyspieszają ich porost. Podczas suplementacji tym środkiem zauważam również wzmocnienie paznokci!
3. Suchy szampon Batiste wersja dodająca objętości- posiada w sobie etanol, którego moja skóra bardzo nie lubi. Stosowany zbyt często sprawia, że włosy zaczynają mi się szybciej przetłuszczać a skóra swędzi. Jednak zastosowany od czasu do czasu nie tylko odświeża fryzurę, ale również dodaje jej spektakularnej objętości, która utrzymuje się aż do kolejnego mycia! Przed wielkim wyjściem jak znalazł =)
4. Płukanka z octu- po jej zastosowaniu włosy mają domknięte łuski, pięknie lśnią, są idealnie gładkie. Taki efekt lubię!


A jakie kosmetyki są Waszymi Ulubieńcami? Możne znacie któreś z wymienionych kosmetyków? Jak spisały się u Was? 
Pozdrawiam serdecznie!
[328.] Kosmetyki z filtrami UV- moi ulubieńcy, bezpieczne składy INCI.

[328.] Kosmetyki z filtrami UV- moi ulubieńcy, bezpieczne składy INCI.


Słońce coraz śmielej wychyla się zza chmur. Często dopiero w tym wiosennym okresie przypominamy sobie o stosowaniu kosmetyków z filtrem UV. Na rynku znajdziemy wiele kosmetyków z filtrem, ale czy wszystkie są bezpieczne? 

Z kosmetykami promieniochronnymi wiąże się bardzo wiele kontrowersji. Dziś chciałabym przedstawić swoje zdanie na ich temat. Pierwsze pytanie, które bardzo często pada, to:

Czy filtry słoneczne są konieczne? Co z syntezą witaminy D?
Niestety, w tej kwestii musimy zdecydować, co jest dla nas ważniejsze. Promieniowanie UV indukuje produkcję witaminy D, która odpowiada za prawidłową sprawność układu kostnego oraz krążenia. Niestety, jednocześnie promieniowanie UV uszkadza kolagen oraz indukuje powstawanie wolnych rodników co w efekcie doprowadza do szybszego starzenia się skóry, powstawania zmarszczek, utraty jędrności skóry oraz pojawienia się przebarwień. Na szczęście witaminę D możemy sobie dostarczyć poprzez zbilansowaną dietę oraz suplementację. Osobiście codziennie wypijam łyżkę oleju, w ten sposób dostarczając witaminy D a skórę wolę chronić kremem z filtrem. 

Jaki krem z filtrem wybrać?
Przyznaję - znaleźć krem z filtrem o dobrym składzie graniczy z cudem. W zeszłym roku nie znalazłam żadnego kremu, który sprostałby moim wymaganiom w 100%. W tym roku postanowiłam nie wybrzydzać- postanowiłam znaleźć krem, który nie będzie miał: parafiny, silikonów, glikolu propylenowego, PEGów oraz alkoholu, ponieważ to te związki najbardziej szkodzą skórze. Przejrzałam ofertę większości kremów aptecznych i żaden nie spełniał tych kryteriów. Najgorszym rozczarowaniem okazało się, że bardzo wiele kosmetyków z filtrami 30-50+ posiada w składzie alkohol denat. (etanol) i to na trzecim-czwartym miejscu w składzie! Etanol wysusza skórę oraz uwrażliwia ją na słońce, co może prowadzić do powstawania wysypek i przebarwień!

Będąc na zakupach w niemieckim Rossmanie natknęłam się na krem dla dzieci i niemowląt firmy Alterra z filtrem SPF 30:



Od kilku dni w Rossmanach pojawiła się oferta kosmetyków z filtrami UV, niestety nie zauważyłam wśród nich tego kremu. Mam nadzieję, że jednak się pojawi!

Poniżej znajdziecie analizę składu INCI. Niektóre substancje zaznaczyłam kolorami:
- na zielono - substancje pielęgnujące,
- na żółto - substancje kontrowersyjne,
- na czerwono - substancje szkodliwe.


Aqua, 
Titanium Dioxide (nano) - dwutlenek tytanu, substancja całkowicie bezpieczna dla naszego organizmu, dodawana nawet do lukru do pączków. Jeśli występuje w postaci sproszkowanej jest bezpieczny dla organizmu, bardzo dobrze chroni skórę nawet przed mocnym słońcem lecz niestety... Zostawia białą powłokę na skórze. Dlatego postanowiono mikronizować ten związek aż do nanoczasteczek. Taka wielkość substancji sprawia, że kosmetyk przestaje pozostawiać białą warstwę. Nie wiadomo do końca, czy dwutlenek tytanu w formie nanocząsteczek wykazuje działanie szkodliwe. Pojawiły się teorie, że taka forma dwutlenku tytanu przyspiesza powstawanie wolnych rodników, które niszczą skórę. Działanie takie zostało wykazane dla anatazu - pewnej trudnozmywalnej formy dwutlenku tytanu. Osobiście ufam tej substancji, ponieważ wykazuje jedno z najskuteczniejszych działań promienioochronnych a działanie szkodliwe nie zostało medycznie potwierdzone.
Cocoglycerides - plastyfikator,
Isoamyl Laurate - poprawia konsystencję kosmetyku, dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Helianthus Annuus Seed Oil - olej z nasion słonecznika,
Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate - emulgator,
Glycerin - nawilża skórę poprzez zwiększenie wiązania wody w naskórku,
Polyglyceril-3 Polyricinoleate  - emulgator,
Helianthus Annuus Seed Cera - wosk z nasion słonecznika,
Simmondsia Chinensis Seed Oil - olej jojoba,
Magnesium Sulfate - stabilizator,
Olea Europaea Fruit Oil - oliwa z oliwek,
Alumina - tlenek glinu, wykazuje działanie matujące, również chroni skórę przed promieniowaniem UV. Wykazano, że wdychanie pyłu glinu jest szkodliwe dla płuc. Wykazano również, że glin ma szkodliwy wpływ na układ nerwowy, kostny, tarczycę. Natomiast działanie szkodliwe pojawia się w momencie kumulacji glinu w organizmie. Kosmetyki to substancje, które mają nie przenikać do krwioobiegu a działać jedynie na poziomie naskórkowym. O ile na naszej skórze nie znajdują się rany, zadrapania i nie traktujemy ich dużą ilością aluminium, możemy być spokojne.
Stearic Acid - emulgator, 
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów,
Parfum,  
Glyceryl Caprylate - emolient,
Levulinic Acid - konserwant,
Tocopherol - witamina E, pełni rolę konserwantu,
p-Anisic Acid - substancja zapachowa,
Alcohol - etanol, w tym kosmetyku jest dodany w minimalnej ilości, dlatego zdecydowałam się go przetestować jako "mniejsze zło". Jednak jeśli alkohol znajduje się na początku składu, lepiej takiego kosmetyku długotrwale nie stosować, ponieważ może uwrażliwić skórę na działanie promieni słonecznych, doprowadzić do powstania przebarwień oraz spowoduje wysuszenie skóry. Gdyby nie ten składnik, mogłabym nazwać krem ideałem.
Sodium Levulinate - stabilizator,
Citrus Aurantium Dulcis Peel Cera - wosk ze skórki pomarańczy, wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, jest naturalnym konserwantem.


Krem ten nie posiada filtrów chemicznych- w tej kwestii też każda z nas musi sama podjąć decyzję, co o nich sądzi. Filtry chemiczne w odróżnieniu od filtrów fizycznych (takich jak np. dwutlenek tytanu) nie odbija promieniowania UV, lecz wnikają w skórę i na tym poziomie pochłaniają promieniowanie UV. Nie pozostawiają białej powłoki na skórze, dobrze się wchłaniają, nie powodują zapchania porów, jednak mogą doprowadzać do podrażnień, uczucia świądu, wysypek. Istnieją założenia, że filtry chemiczne przekształcają się w skórze do szkodliwych związków, które wnikając do krwioobiegu mogą zaburzać pracę układu hormonalnego. Jak wspomniałam wcześniej- kosmetyki komponowane są w taki sposób, że mają nie wnikać do krwioobiegu. Jeśli nie zastosujemy kosmetyku na ranę, zadrapanie, to nie przeniknie on przez barierę skórno-naskórkową.

W kremie Alterra znajdziemy głównie filtr fizyczny (dwutlenek tytanu) także problem pojawia się z bieleniem skóry, zobaczcie same:

 Kosmetyk zaraz po aplikacji.


 Kosmetyk po rozsmarowaniu.

 Kosmetyk po dokładnym roztarciu.

 Po 3 minutach od aplikacji krem się wchłania a biała powłoka staje się znacznie mniej widoczna.

Porównanie koloru dłoni nieposmarowanej kremem (lewa) oraz posmarowanej (prawa).

Okazało się, że efekt bielenia można zminimalizować. Tutaj na ratunek przyszedł mi olej z pestek malin, który jest naturalnym filtrem UV na poziomie SPF 30-50:


Wystarczy, że zmieszam na dłoni odrobinę kremu Alterra (wielkości ziarna grochu) z kroplą oleju z pestek malin a potem naniosę na twarz. Taka mieszanka troszkę ciężko się nakłada, dlatego pamiętajcie, żeby nie naciągać skóry lecz aplikować kosmetyk poprzez przykładanie dłoni do twarzy i "odciskanie" go na skórze. Krem + olejek dobrze się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy a także nie bieli. Tworzy powłokę na skórze, która jest bardzo dobrą bazą pod makijaż! Makijaż nałożony na tę mieszankę utrzymuje się dłużej niż zastosowany na "zwykły" krem do codziennej pielęgnacji cery. 

Sam olej z pestek malin, oprócz działania promieniochronnego, wykazuje szereg innych działań:
- doskonale nawilża skórę,
- jest lekkim olejem, nie powoduje zapchania ujść gruczołów łojowych,
- ma działanie przeciwzapalne- pomaga goić wypryski,
- posiada wysoką zawartość witaminy A i E, dlatego jest polecany dla cer dojrzałych,
- nie podrażnia skór wrażliwych, wzmacnia ich barierę hydrolipidową,
- regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia,
- wykazuje działanie przeciwdrobnoustrojowe.

Jak stosować olej z pestek malin, by wykazywał skuteczne działanie promieniochronne?
To bardzo ważna kwestia- olej z pestek malin nie jest filtrem fizycznym, nie odbija promieniowania jak tlenek cynku czy dwutlenek tytanu. Olej powinien częściowo wchłonąć nam się w skórę, by móc skutecznie ją chronić. Dlatego jeśli jesteście posiadaczkami skór tłustych, które nie wchłaniają olejów, zmieszajcie go z kremem lub balsamem i dopiero później aplikujcie na skórę. Istotna jest również jakość oleju- serdecznie polecam Wam oleje firm Ol`Vita oraz Etja.

Olej z pestek malin nie zawsze dodaję do kremu Alterra- ze względu na zawartość alkoholu w jego składzie, staram się nie stosować go codziennie. W przypadku zachmurzonej pogody, gdy jesteśmy mniej narażeni na promieniowanie UV, mieszam olej z pestek malin z kremem na dzień, przez co taki krem nabiera właściwości promienioochronnych. Olej z pestek malin dodaję również do balsamu do ciała, ponieważ pamiętam o działaniu promieniochronnym całej skóry, nie tylko twarzy! Najchętniej sięgam po mleczko Aqua Mineral, ponieważ ma przyjemnie lekką konsystencję i mimo dodania do niego oleju z pestek malin, nie zostawia na skórze tłustej powłoki.



Natomiast wracając do kwestii makijażu- czy słyszałyście o podkładach mineralnych?
Są to podkłady w formie proszku, które nie posiadają w sobie silikonów, parafiny ani innych substancji mogących szkodzić skórze czy działać komedogennie. Wręcz przeciwnie- są bardzo pomocne w przypadku cer tłustych i trądzikowych, ponieważ pomagają goić wypryski! Za te właściwości pokochałam podkład polskiej marki Annabelle Minerals. Fakt, że taki podkład wykazuje działanie promieniochronne tylko wzmocnił moją miłość do tego kosmetyku!

Skład:
Mica - wypełniacz,
Titanium Dioxide - dwutlenek tytanu, filtr fizyczny,
Zinc Oxide - tlenek cynku, filtr fizyczny, pomaga goić trądzik,
Iron Oxide - tlenek żelaza, nadaje kolor kosmetykowi,
Ultramarines - barwnik.

Podkład Annabelle Minerals stosuję codziennie niezależnie od pory roku. Wykazuje on działanie ochronne na poziomie minimum SPF  15. W ten sposób cały rok chronię skórę przed promieniowaniem UV.



Balsam do ust Laura Conti, SPF 15
Ten kosmetyk nie należy do 100% naturalnych, jednak ma bardzo wysokie stężenia substancji odżywczych, jest łatwo dostępny - kupimy go w każdym Rossmanie, oraz posiada filtr przeciwsłoneczny. Przyznajcie- czy pamiętacie o kosmetykach z filtrem na usta? A przecież zadbane, gładkie usta to synonim atrakcyjności! Nie zapominajmy o nich podczas słonecznych kąpieli!


Skład INCI, kolorami wyszczególnione są:
- na zielono - substancje pielęgnujące,
- na żółto - substancje kontrowersyjne.

Ricinus Communis Seed Oil - olej rycynowy,
Caprylic/Capric Triglyceride - substancje naturalnie występujące w naszej skórze, pomagają odbudować warstwę hydrolipidową,
Prunus Amugdalus Dulcis Oil - olej ze słodkich migdałów,
Cera Alba - wosk pszczeli,
Lanolin - lanolina,
Isopopyl Myristate - wosk, z którego m. in. wykonuje się świeczki. Pozostawiony na skórze tworzy powłokę, która zmniejsza utratę wody z naskórka. Natomiast warto pamiętać, że w większości pomadki zostają przez nas zjedzone. Czy wiadomo, co stanie się z tym związkiem gdy poprzez układ trawienia trafi do krwioobiegu?
Caprylic/Capric Triglyceride (and) Titanium Dioxide (and) Polyhydroxystearic Acid (and) Aluminum Stearate (and) Alumina - mieszanka triglicerydów występujących w skórze, odbudowujących barierę hydrolipidową, dwutlenku tytanu o działaniu promienioochronnym oraz związków glinu, które nie powinny dostać się do wnętrza organizmu- znów pojawia się problem zlizywania, zjadania pomadek. Gdy związku glinu kumulują się w skórze, prowadzi to do dysfunkcji tarczycy, układu kostnego, nerwowego,
Candelilla Cera - wosk kandelila,
Copernicia Cerifera Cera - wosk z liści kopernicji,
Lycium Barbarum Fruit Extract - ekstrakt z jagód goji,
Tocopheryl Acetate - witamina E, wykazuje działanie konserwujące,
Butrospermum Parkii Butter - masło shea,
Glycerin - nawilża skórę poprzez wiązanie cząsteczek wody w naskórku.
Sodium Saccharin - sacharyna, działanie nawilżające,
Aroma.

Jak widzicie, pielęgnacja przeciwsłoneczna w sposób naturalny jest wyzwaniem. Prawie na każdym kroku pojawiają się pytania, wątpliwości dotyczące działania czy szkodliwości danej substancji. Myślę, że firmy produkujące kosmetyki naturalne mają pole do popisu- za skuteczny, nieszkodliwy produkt promieniochronny dałabym się pokroić =).

Myślę, że przygotuję też notkę o różnych kosmetykach z filtrami- zarówno marek aptecznych, drogeryjnych jak i naturalnych. Porównamy sobie ich składy, zobaczycie, co potrafi być dodane do tych kosmetyków. Chcecie taką notkę?

A czy stosowałyście któryś z powyższych kosmetyków? Jakie są Wasze opinie?
Pozdrawiam serdecznie!
[327.] Odżywienie skóry przed słonecznymi dniami z firmą Vianek!

[327.] Odżywienie skóry przed słonecznymi dniami z firmą Vianek!


Jeszcze parę dni i- mam nadzieję- powitamy wiosnę w pełni! Tylko czy nasza skóra jest gotowa na odsłonięcie? Myślę, że aktualny czas to ostatni dzwonek żeby uporać się z suchą, łuszczącą i poszarzałą skórą!

Jednak nie każdej skórze pasuje ten sam kosmetyk. Dlatego zdecydowałam się pokazać Wam kilka kosmetyków firmy Vianek, które zadbają o maksymalną dawkę regeneracji i odżywienia- balsam, masło oraz olejek- oczywiście z serii pomarańczowej, odżywczej, która jest prawdziwą bombą substancji aktywnych i pielęgnujących skórę!


Linia odżywcza charakteryzuje się żółtopomarańczowym kolorem oraz obłędnym zapachem moreli, który długo utrzymuje się na skórze. Dedykowane są każdemu rodzajowi skóry, który wymaga mocnego odżywienia. Szczególnie polecam tę serię osobom, które chciałyby podkreślić oraz zachować na długo opaleniznę- wszystko dzięki olejowi rokitnikowemu zawartemu w składzie tych kosmetyków! Zresztą- nie sam rokitnik i morele znajdziecie w składzie. Sprawdźcie same!

Odżywczy balsam do ciała


Producent o produkcie:
"Aromatyczny balsam do ciała z ekstraktami miodunki, lnu i nagietka do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Odżywia, zmiękcza i uelastycznia. Dzięki zawartości olejów rokitnikowego i z pestek moreli długotrwale nawilża i wzmacnia naskórek, sprawiając, że staje się on bardziej sprężysty. Balsam wzbogacony został miodem – składnikiem, który znany jest ze swoich właściwości regenerujących."

Skład:
Aqua, 
Glycine Soja Oil - olej sojowy,
Glycerin - gliceryna, pomaga wiązać wodę w naskórku,
Sorbitan Stearate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Sucrose Cocoate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Mel Extract - miód,
Prunus Armeniaca Kernel Oil - olej z pestek moreli,
Glyceryl Stearate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Pulmonaria Officinalis Extract - ekstrakt z miodunki plamistej,
Linum Usitatissimum Seed Extract - ekstrakt z lnu,
Calendula Officinalis Flower Extract - ekstrakt z kwiatów nagietka,
Stearic Acid - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Cetearyl Alcohol - emolient dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Hippophae Rhamnoides Oil - olej z rokitnika,
Lecithin - lecytyna,
Tocopheryl Acetate - witamina E, pełni rolę konserwantu,
Xanthan Gum - odpowiada za konsystencję,
Benzyl Alcohol - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum, 
Dehydroacetic Acid - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Limonene - substancja zapachowa i konserwująca,
Linalool - substancja zapachowa i konserwująca.

Moja opinia:
Balsam ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Spokojnie można go stosować na dzień bez obawy o pobrudzenie ubrań. Mimo lekkiej konsystencji spełnia obietnice producenta- systematycznie stosowany bardzo dobrze nawilża skórę, regeneruje, odżywia i pozostawia przyjemnie gładką. 

Dla kogo?
Dla osób, które nie lubią tłustej powłoki pozostawianej przez balsamy, dla osób o skórach, które nie wchłaniają kosmetyków zbyt szybko. Również dla tych, którzy preferują bardziej świeże, cytrusowe zapachy niż słodkie- dzięki zawartości Limonene oraz Linalool morelowy zapach balsamu został przełamany cytrusową nutą. 

 Cena: ok. 18 zł za 300 ml

Intensywnie odżywcze masło do ciała

 

Producent o produkcie:
"Puszyste, aromatyczne masło do ciała zawierające bogactwo składników intensywnie odżywczych (masło kakaowe, masło shea, olej rokitnikowy, olej z pestek moreli). Pielęgnuje każdy rodzaj skóry, przywracając jej komfort i aksamitną gładkość, szybko się wchłania. Po zastosowaniu skóra pozostaje miękka, idealnie nawilżona i elastyczna przez dłuższy czas."

Skład:
Aqua
Glycine Soja Oil - olej sojowy,
Glycerin - gliceryna, pomaga wiązać wodę w naskórku,
Persea Gratissima Butter - masło awokado,
Glyceryl Stearate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Sorbitan Stearate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Sucrose Cocoate - emulgator dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Cichorium Intybus Leaf Extract - ekstrakt z cykorii,
Theobroma Cacao Seed Butter - masło kakaowe,
Prunus Armeniaca Kernel Oil - olej z pestek moreli,
Lecithin - lecytyna,
Cera Alba - wosk pszczeli,
Hippophae Rhamnoides Oil - olej rokitnikowy,
Cetearyl Alcohol - emolient dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Tocopheryl Acetate - witamina E, pełni rolę konserwującą,
Xanthan Gum - poprawia konsystencję kosmetyku,
Benzyl Alcohol - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Parfum, 
Dehydroacetic Acid - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych,
Limonene - substancja zapachowa i konserwująca,
Linalool - substancja zapachowa i konserwująca.

Moja opinia:
Myślę, że jest to najbardziej uniwersalny kosmetyk z całej trójki- ma bogatą konsystencję, jednak po kilku minutach wchłania się całkowicie i nie pozostawia tłustej warstwy. Nazwa "masło" może być trochę myląca- kosmetyk nie jest tłusty, bardziej przypomina mus albo gęsty balsam. Bardzo wydajny- niewielka ilość wystarcza do nasmarowania dużej powierzchni ciała. Masło ma oszałamiający, słodki zapach moreli!

Dla kogo?
Dla osób, które nie umieją określić typu swojej skóry oraz tych, którzy potrzebują mocnego nawilżenia i odżywienia bez uczucia lepkości. Jest to produkt dla tych osób, które oczekują natychmiastowego efektu. Kosmetyk spełnia obietnice producenta- skóra staje się gładka, sprężysta, nabiera zdrowego kolorytu, jest zdecydowanie odżywiona i nawilżona.

Cena: ok. 21 zł za 150 ml

Odżywczo-regenerujący olejek do ciała


Producent o produkcie:
"Intensywnie odżywczy olejek przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Wspaniale regeneruje i zmniejsza szorstkość. Zawiera bogaty w witaminy A i E, olej z pestek moreli, który widocznie nawilża i poprawia kondycję skóry. Po zastosowaniu skóra pozostaje napięta, elastyczna i zregenerowana."

Skład: 
Glycine Soja Oil - olej sojowy,
Vitis Vinifera Seed Oil - olej z pestek winogron,
Prunus Armeniaca Kernel Oil - olej z pestek moreli,
Hippophae Rhamnoides Oil - olej z rokitnika,
Tocopheryl Acetate - witamina E, pełni rolę konserwantu,
Parfum
Limonene - substancja zapachowa i konserwująca,
Hexyl Cinnamal - substancja zapachowa i konserwująca,
Linalool - substancja zapachowa i konserwująca.

Moja opinia: 
A to tłuścioszek! Jeśli macie bardzo suche skóry, które wymagają nie tylko nawilżenia ale także natłuszczenia- serdecznie polecam zainteresować się tym produktem. Bardzo mocno regeneruje i odżywia skórę, jednak nie wchłania się całkowicie i pozostawia tłustą powłokę. Świetnie nada się jako produkt do aromaterapeutycznego masażu (włączając w to masaż bańką chińską). Szybko i sprawnie niweluje łuszczącą się skórę. Obietnice producenta jak najbardziej zostały spełnione. 
Wypróbowałam ten olejek również do włosów i spisywał się wzorowo- włosy były po nim gładkie i łatwiej się rozczesywały. Dodawałam też odrobinę olejku do mieszanki OCM, dzięki czemu nabierała morelowego aromatu, który bardzo przypadł mi do gustu.

Dla kogo?
Dla osób o bardzo suchych skórach, które oprócz nawilżenia potrzebują również natłuszczenia i ochrony. Jest to bardzo uniwersalny kosmetyk- z powodzeniem spisze się jako produkt do masażu, olejowania włosów, czy jako produkt wzbogacający mieszankę OCM.

Cena: ok. 21 zł z 200 ml


Reasumując, uważam tę serię za bardzo udaną- kosmetyki posiadają ładne, naturalne składy z dużą ilością substancji odżywczych, co gwarantuje ich skuteczne działanie. W przypadku każdego kosmetyku obietnice producenta zostały spełnione. Skóra stała się odżywiona a do tego bardziej gładka i nawilżona. Kosmetyki zniewalają zapachem- szczególnie przypadł mi do gustu zapach masła i olejku, który jest bardziej słodki i morelowy, niż balsam. Z całej trójki, najbardziej polubiłam masło i mam nadzieję, że uda mi się przetestować kiedyś pozostałe warianty maseł firmy Vianek. Olejek do ciała był troszkę kłopotliwy ze względu na zbyt tłustą jak dla mnie konsystencję, dlatego znalazłam dla niego inne zastosowanie- bardzo polubiły się z nim moje włosy. Dodawałam odrobinę do mieszanki OCM, przez co nabierała ona lepszych właściwości odżywczych oraz przyjemnego zapachu. Jednak patrząc ekonomicznie- to właśnie olejek cenowo oraz pod kątem wydajności i uniwersalności wypada najkorzystniej =).

A czy Wy próbowałyście już któryś z kosmetyków firmy Vianek? Jakie są Wasze odczucia?
Pozdrawiam!

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl