[144.] Niedoceniane oczyszczanie twarzy

[144.] Niedoceniane oczyszczanie twarzy

Dzisiejszy post będzie kolejną "pogadanką" :). Tym razem chciałabym Wam powiedzieć co nieco o poprawnym oczyszczaniu twarzy oraz podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami co do tej czynności. Zapraszam do zaopatrzenia się w kubek aromatycznej herbatki, szczelne owinięcie się w koc oraz poczekajmy, aż kot usadowi się na naszych kolanach. Wszystko gotowe? W takim razie zapraszam na post!

Niestety, rozmawiając z wieloma pacjentkami często powtarzają się pewne podstawowe błędy w oczyszczaniu buzi. Są to przede wszystkim:
1. Oczyszczanie buzi jedynie powierzchownie,
2. Mylenie płynu micelarnego z tonikiem,
3. Brak wiedzy na temat potrzeby stosowania toniku,
4. Używanie mydła.

Prawidłowe oczyszczanie cery jest tak samo ważne (czasami mam ochotę pokusić się o stwierdzenie, że nawet ważniejsze) jak stosowanie odpowiednio dobranego kremu. Dlaczego?

Zanieczyszczona cera charakteryzuje się rozszerzonymi porami, zaskórnikami, wągrami, nierzadko pryszczami, nadmiernym wydzielaniem sebum oraz ziemistym kolorytem. Dlatego też często mylona jest z cerą tłustą. Kluczem do pozbycia się w/w problemów jest dogłębne oczyszczenie skóry, wniknięcie głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i "wyciągnięcie" wszystkiego, co tam zalega. 

Jak sprawić, żeby dobrze oczyszczać twarz, nie tylko z zewnątrz, nie podrażniając jej przy tym?

Skupmy się najpierw na 3 podstawowych krokach, później troszkę odbiegniemy od tradycyjnych metod oczyszczania twarzy:

Krok pierwszy: DEMAKIJAŻ
Produkt, który używamy- płyn micelarny lub mleczko nałożone na płatek kosmetyczny.

Pierwszym krokiem jest oczyszczenie buzi z makijażu. W tym celu używamy płynu micelarnego (ew. mleczka) a nie toniku. Micele oraz toniki często mylone są ze sobą ze względu na swoją płynną konsystencję. Jednak to micel ma właściwości dobrze rozpuszczające produkty do makijażu, funkcją toników jest wyrównywanie pH. Tonik może nieskutecznie oczyszczać powierzchnię skóry.
Więcej o funkcji toniku w trzecim kroku.
Dlaczego nie powinno się kończyć oczyszczania twarzy na tym etapie? Ponieważ płyn micelarny nie wnika głęboko w pory skóry i nie oczyści skóry dogłębnie. Zadaniem micelu jest jedynie powierzchowne oczyszczenie skóry.  


Krok drugi: OCZYSZCZANIE "WŁAŚCIWE"
Produkt, którego używamy- żel do mycia twarzy.

Kiedy już powierzchnia naszej skóry została oczyszczona, pory są odsłonięte i możemy przejść do ich oczyszczenia. W tym celu stosujemy żel do mycia twarzy- szczególnie serdecznie polecam żele, które nie posiadają w sobie SLS lecz glukozyd laurylowy- jest to detergent, który stosowany jest w produktach do kąpieli dla niemowląt i dzieci. Kiepsko się pieni (nie znaczy to, że źle oczyszcza!), jednak nie będzie podrażniał cer suchych, odwodnionych, wrażliwych czy dojrzałych. Dodatkowo łagodny detergent nie będzie pobudzał gruczołów łojowych do zwiększenia produkcji sebum (niezwykle ważne w przypadku cer tłustych i trądzikowych).


Krok trzeci: TONIZOWANIE (tzn. WYRÓWNYWANIE pH SKÓRY)
Produkt, którego używamy- tonik.

Każdy detergent, który stosujemy na skórę, będzie zaburzał nasze pH. Mydło czyni to w bardzo inwazyjny sposób, SLSy mniej, glukozyd laurylowy najmniej, ale jednak zaburza.
Nasza skóra w żaden sposób nie sygnalizuje nam jawnie, że jej pH nie jest w normie. Nie jest przesuszona czy zaczerwieniona. Dopiero gdybyśmy popatrzyły pod mikroskopem na naszą skórę, zauważyłybyśmy różnicę...
Lekko kwaśne pH powierzchni naszej skóry jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem przed nadmiernym namnażaniem się drobnoustrojów, które normalnie bytują na naszej skórze. W momencie, gdy nasze pH zaczyna skłaniać się ku obojętnemu lub lekko zasadowemu, doprowadzamy do wzmożonego rozwoju drobnoustrojów na naszej twarzy.
Należy pamiętać, że na naszej skórze zawsze bytuje bakteria Propionibacterium acnes, która w nadmiernej ilości powoduje trądzik. Zaburzone pH często prowadzi do wzmożonego wysypu pryszczy. Jeśli jednak mamy skórę, która nie boryka się z trądzikiem, wyrównywanie pH również jest ważne. W przypadku zadrapań lub ranek na twarzy może dojść do nadkażenia, ranka może się gorzej goić i pozostawiać przebarwienie po zabliźnieniu.
Osoby często przebywające w szpitalach są narażone na kontakt z gronkowcem złocistym a jego przedostanie się do ustroju wiąże się z wieloma bardzo nieprzyjemnymi komplikacjami zdrowotnymi.
Funkcją toniku jest przywracanie odpowiedniego pH skóry po to, by mogła sama bronić się przed drobnoustrojami. Ten niewielki krok, tak często pomijany, jest niezwykle ważny w prewencji przykrych dolegliwości dermatologicznych czy przewlekłego trądziku. Dodatkowo tonik będzie usprawniał przenikanie substancji aktywnych w kremie, który później nakładamy na twarz.



Dopiero po wykonaniu tych trzech kroków mamy pewność, że nasza skóra jest odpowiednio oczyszczona. Oczyszczona skóra nie tylko nie boryka się z zaskórnikami czy rozszerzonymi porami, ale przede wszystkim ma promienny koloryt i lepiej wchłania w siebie substancje aktywne zawarte w kosmetykach.


Kilka pytań, które często słyszę od Pacjentek, a które mogą nurtować i Was:

Czy muszę wykonywać demakijaż płynem micelarnym, nie mogę od razu użyć żelu do mycia twarzy?
Nie jestem zwolenniczką tej metody, ponieważ żel w połączeniu z resztkami makijażu tworzy zawiesinę, która uniemożliwia wniknięcie żelu w głębokie warstwy skóry.

Czy nie mogę dwukrotnie użyć żelu do mycia twarzy- najpierw do demakijażu, później do "dogłębnego" oczyszczenia?
Również nie polecam tej metody, ponieważ zawarty w większości kosmetyków do mycia detergent (SLS) jest zazwyczaj i tak zbyt mocny do jednokrotnego oczyszczenia a co dopiero do dwukrotnego. W przypadku glukozydu laurylowego obawiam się, że jego podwójna dawka mogłaby również być zbyt mocna dla skóry.

A co, jeśli po umyciu twarzy żelem, nawet łagodnym, występuje u mnie uczucie "ściągania" skóry, mam wrażenie, jakby skóra miała "pęknąć"?
W takim wypadku polecam wypróbowanie Arnikowego Mleczka Oczyszczającego firmy Sylveco. Dlaczego polecam mleczko akurat tej firmy? Ponieważ nie posiada w sobie żadnych detergentów, więc w ogóle nie daje uczucia "ściągania" buzi. W ogóle nie podrażnia skóry, nawet jeśli dostanie się do oczu- nie szczypie. Substancją w tym produkcie, która ma na zadaniu oczyszczać skórę jest olej rycynowy (jest to jeden z niewielu olei o właściwościach oczyszczających a przy tym jak każdy olej, delikatnie natłuszcza i pielęgnuje skórę). Oczyszczające właściwości oleju rycynowego znajdują zastosowanie również w OCM, o którym za chwilkę opowiem.


Więcej o samym Arnikowym Mleczku Oczyszczającym od Sylveco oraz sposób, w jaki polecam jego stosowanie w notce: KLIK!


Co to jest OCM?
OCM jest to oczyszczanie twarzy za pomocą olejów. Sposób ten jest spopularyzowany szczególnie w Azji. Azjaci całkiem inaczej podchodzą do tematu oczyszczania twarzy, poświęcają mu na prawdę sporo czasu.
Metoda ta sprawdza się przy każdym rodzaju cery. O ile w przypadku cer suchych czy normalnych sprawa jest oczywista, o tyle osoby z cerami tłustymi oraz mieszanymi obawiają się nadmiernego przetłuszczania buzi. Nic bardziej mylnego!
OCM pozwala na dokładne oczyszczenie twarzy bez naruszania jej ochronnej warstwy hydrolipidowej. Często nadmierny wysyp pryszczy oraz błyszczenie cery jest spowodowane zbyt mocnym oczyszczaniem i matowieniem twarzy. Dlaczego?
Właścicielki tłustych cer mają prawidłowo pracujące gruczoły łojowe. Prawidłowo, lecz nadmiernie. Kiedy oczyszczamy twarz nie tylko z nadmiaru sebum ale również z ochronnej warstwy hydrolipidowej sprawiamy, że skóra traci swoją naturalną, fizyczną barierę przed czynnikami zewnętrznymi jak wiatr, mróz, pył czy drobnoustroje. Gruczoły łojowe od razu biorą się do pracy i wytwarzają jeszcze więcej łoju, by zapobiegać- wg nich obcemu- czynnikowi, który powoduje całkowite odsłonięcie skóry. W ten sposób często same sobie szkodzimy stosując kosmetyki z coraz mocniejszymi detergentami, kwasami, alkoholem czy zbyt często stosując peeling. A gruczoły łojowe i tak wytwarzają więcej i więcej sebum. Efekt? Zaraz po umyciu buzia jest matowa a pory ściągnięte, natomiast już po godzinie mocno się świecimy na nasz nos jest usiany rozszerzonymi porami. Błędne koło...
Żeby wyrwać się z tego koła i unormować pracę gruczołów łojowych warto jest zastosować OCM. Zazwyczaj gruczoły łojowe przy pierwszym zetknięciu z tak delikatnym, jednak dogłębnym oczyszczaniu "nie rozumieją" zaistniałej sytuacji i nadal pracują na "wysokich obrotach". Dlatego przez pierwszy tydzień przy stosowaniu OCM może wystąpić nadmierny wysyp pryszczy, jednak efekt ten stopniowo zanika dając w końcu obraz zmatowionej i pięknej cery. Często mówi się, że przez ten pierwszy tydzień "skóra oczyszcza się" i stąd nadmierny trądzik. Jednak trądzik to nie jakieś banieczki ukryte głęboko w skórze, które wychodzą wraz z nowymi komórkami naskórka ;) To naturalna reakcja gruczołów łojowych, które jeszcze "nie nacisnęły hamulca".

 Najprostsza i najbardziej uniwersalna mieszanka do OCM. Więcej info poniżej lub w linku: KLIK!

Jak wykonać mieszankę olejów do OCM?
W tym celu musimy zmieszać ze sobą olej oczyszczający (rycynowy), olej bazowy oraz olej odpowiednio przeznaczony do naszej cery (np. cerom suchym dobrze zrobi oliwa z oliwek, dojrzałym olej z zarodków pszenicy, trądzikowym i tłustym z pachnotki, czarnuszki czy wiesiołka).
Więcej o całym sposobie OCM, w jakich proporcjach mieszać oleje, jak przygotować najprostszą i najbardziej uniwersalną mieszankę oraz w jaki sposób zmywać oleje napisałam w całkiem osobnym poście: KLIK!

Dlaczego powinnyśmy wystrzegać się mydeł?
Mydło jest takim wytworem chemicznym, który zawsze ma mocno zasadowe pH. Łatwo się więc domyślić, że w starciu skóry o lekko kwaśnym pH z mydłem, nasza skóra zacznie mieć problemy z utrzymaniem odpowiedniego poziomu pH. Więcej o skutkach zaburzonego pH pisałam Wam już przy tonizowaniu. Niestety, w przypadku mydeł sprawa wygląda o tyle beznadziejnie, że nawet stosowanie toniku po umyciu twarzy, nie przyniesie zadowalających rezultatów. Mydła są zbyt mocne dla naszej skóry.
Drugą niedogodnością związaną ze stosowaniem mydeł jest fakt, że mocno przesuszają one skórę. Jednak z tym problemem producenci radzą sobie lepiej lub gorzej, dodając do mydeł oleje lub ekstrakty roślinne, które mają zapobiegać nadmiernemu przesuszeniu skóry.

Więcej o szkodliwości mydeł przeczytacie w poświęconej temu tematowi notce: KLIK


I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą notkę :) Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać chociaż część z Waszych pytań i wyjaśnić, dlaczego powinnyśmy poświęcać więcej uwagi oczyszczaniu buzi. Wiele osób narzeka: "Czy muszę stosować aż tyle produktów? Tak dużo czasu muszę temu poświęcać?"- jednak nie ma drogi na skróty w walce o piękną cerę. Bądźmy szczere- nie istnieje produkt, który dobrze i łagodnie oczyści cerę a przy tym będzie ją pielęgnował i nie alergizował. Inwestując w kosmetyki do oczyszczania skóry oraz poświęcając swój czas, zyskujemy piękną, promienną cerę bez żadnych niedoskonałości :).

Posty powiązane, które mogą Was zainteresować:
W razie pytań, zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam!






[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?

[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?




Witam!

We wrześniowym denku opisywałam Wam bardzo ciekawy produkt a jest nim Arnikowe Mleczko Oczyszczające firmy Sylveco. Konsystencją oraz kolorem nie odbiega od klasycznych mleczek, dlaczego więc ten produkt tak bardzo przykuł moją uwagę?

Opis producenta:
"Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy.
Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie."

Skład: Woda,  Olej sojowy,  Olej rycynowy,  Gliceryna,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Betulina,  Ekstrakt z arniki górskiej,  Witamina E,  Panthenol,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy (klik w nazwę spowoduje przekierowanie do strony Sylveco.pl, gdzie można przeczytać więcej informacji o danym składniku).

Cena: nie wyższa niż 20 zł 


Moją uwagę przykuł fakt, iż w tym mleczku substancją oczyszczającą jest... olej rycynowy, czyli dokładnie ten olej, który wykorzystuje się do oczyszczania twarzy olejami metodą OCM! Postanowiłam wypróbować ten produkt, czy jest rzeczywiście tak samo skuteczne jak OCM.

(Więcej o tym, czym jest OCM i jak stworzyć najbardziej uniwersalną mieszankę pisałam tutaj: KLIK!)

Końcem września wyjechałam na 2-tygodniowy urlop do Grecji, to baaaardzo małej miejscowości, wręcz na końcu świata. Do oczyszczania twarzy miałam jedynie to mleczko i stosowałam je sumiennie przez 2 tygodnie min. 2x dziennie.


Jak oczyszczałam twarz z użyciem tego mleczka?
Zwilżałam dłonie oraz twarz, niezależnie od tego, czy miałam makijaż, czy też nie. Nanosiłam ok. 2 pompki produktu na dłoń, po czym masowałam mleczkiem twarz. Masaż wykonywałam ok. 1 minuty, po czym spłukiwałam produkt ciepłą wodą i całą sekwencję wykonywałam jeszcze raz. Dlaczego?

Wykonując pierwsze oczyszczanie zmywałam pozostałości makijażu i zabrudzenia dnia codziennego, które zebrały się na powierzchni skóry. Natomiast drugie oczyszczanie ma na celu uczyszczenie skóry dogłębnie, by wniknąć głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i oczyścić je. Dzięki temu zapobiegam powstawaniu zaskórników. Mleczko to nie posiada w sobie żadnych detergentów, dlatego jest bardzo łagodne dla skóry, nie podrażnia jej ani nie zmienia jej pH. Dlatego spokojnie możemy używać mleczka dwukrotnie i po jego zastosowaniu nie musimy używać toniku (tak, jak w przypadku OCM).

Fakt, iż mleczko to nie posiada detergentu, dodatkowo wpływa na brak uczucia ściągnięcia skóry. Zaraz po zastosowaniu mleczka nie mamy uczucia, że musimy szybko nałożyć krem na twarz, bo inaczej skóra nam "pęknie".

(Warto zwrócić uwagę na zamknięcie opakowania- pompka ułatwia dozowanie produktu.)

Dla jakich cer mogę polecić to mleczko? Przede wszystkim dla cer suchych, które są niedostatecznie natłuszczone. Mleczko to pomoże im odbudować ochronną warstwę hydrolipidową. Polecam również posiadaczkom cer naczyniowych, ponieważ zawarta w mleczku arnika wzmacnia naczynka krwionośne, uszczelnia je, dzięki czemu rumień jest mniej widoczny.

A jak sprawdziło się mleczko u mnie?
Pokładałam w nim na prawdę duże nadzieje- i rzeczywiście w kwestii oczyszczania mleczko mnie nie zawiodło. Nie zauważyłam u siebie rozszerzenia porów, zaskórników ani nadmiernego błyszczenia się skóry. W dodatku moja naczynkowa cera była wyciszona, co również bardzo mi odpowiadało. Niestety, przy długotrwałym stosowaniu mleczko nie zahamowało wysypu pryszczy, które charakteryzuje moją tłustą cerę. Chociaż wzmożony wysyp niechcianych gości mógł być spowodowany również zmianą diety oraz wystawianiem twarz na działanie słońca.


Uważam jednak, że produkt jest godny polecenia, szczególnie osobom, które nie borykają się z uciążliwym trądzikiem. U mnie w łazience mleczko ma już swoje stałe miejsce, by poratować mnie w nagłych sytuacjach oraz gdy żadne inne środki nie radzą sobie z demakijażem (produkty charakteryzatorskie najlepiej zmywa mi się olejami lub właśnie tym mleczkiem).

A czy mogłabym nazwać to mleczko zamiennikiem dla OCM?
No cóż, mimo, że to mleczko ma wiele wspólnego z oczyszczaniem twarzy olejami, nie daje aż tak spektakularnego efektu (wypowiadam się strikte na temat swojej skóry- do swojej mieszanki OCM dodaję olej z pachnotki, który zwalcza Propionibacterium acnes wywołujące trądzik, dlatego po OCM nie mam problemów z trądzikiem). Możliwe jednak, że przy innych typach cer sprawdzi się jeszcze lepiej niż u mnie- tak na prawdę ile osób, tyle różnych problemów skórnych i każdy musi wypróbować na sobie, co mu pasuje :). Na wyjazdy mleczko nadaje się idealnie, ponieważ nie muszę bawić się w odmierzanie proporcji olejów, do zmywania nie potrzebuję chusteczek, gąbeczki czy ręczniczka a samo oczyszczanie twarzy trwa troszkę krócej. Polecam osobom, które chciałyby spróbować OCMu, jednak obawiają się "roboty" przy tej metodzie- to mleczko jest o wiele prostsze w obsłudze a daje prawie tak samo dobre efekty!

Powiązane linki, które mogą  Was zaciekawić:

Pozdrawiam! =*

[140.] Wrześniowe denko =)

[140.] Wrześniowe denko =)


Witam!
Wiem, że początek miesiąca już dawno za nami, jednak praca oraz studia pochłaniają 3/4 mojego wolnego czasu. Nie zapominam jednak o Was, postanowiłam pokazać Wam spóźnione, jednak aktualne denko ;).

Produkty do pielęgnacji ciała:


1. Eveline Slim Extreme, diamentowe serum wyszczuplające- niestety, nie polubiłam się z tym produktem... Efekt chłodzenia w moim odczuciu jest zdecydowanie zbyt mocny! Nie mogłam się zmusić, by stosować to serum systematycznie, dlatego też nie zauważyłam żadnych efektów... Jedynym plusem produktu są brokatowe drobinki, które ładnie podkreślały opaleniznę. Jednak nie kupiłam tego produktu dla drobinek...
2. Bielenda Proffesional, regenerujący krem do stóp- moje stopy nie są zbyt wymagające i dlatego ten krem był wg mnie całkiem w porządku. Stosowałam go raz na kilka dni, przez całe wakacje nie miałam problemu z popękanymi piętami czy przesuszeniem stóp. Jednak wśród moich znajomych, które mają bardziej wymagające stopy, nie sprawdził się kompletnie! Czy do niego wrócę- raczej nie, skupię się na bardziej naturalnych produktach do stóp.
3. Green Pharmacy, masło do ciała (masło Shea i zielona kawa)- firma w swojej ofercie posiada również wersję z różą, z której byłam bardzo zadowolona. Szybko się wchłaniała i cudnie pachniała. To masło- niestety- nie dorównywało tamtemu! Kompletnie się nie wchłaniał i miał okropnie mdły zapach, który utrzymywał się przez bardzo długi czas. Raczej nie kupię tego produktu ponownie.


Produkty do opalania:


1. Kolastyna, emulsja do opalania dla dzieci SPF 30- bardzo dobrze spisała się na wyjeździe do Grecji, słonko mnie nie poparzyło :) Skusiłam się na tę emulsję, ponieważ nie posiadała alkoholu, który w kontakcie ze słońcem powoduje pokrzywkę i uczulenia (często tzw. "uczulenia na słońce" biorą się właśnie z zawartości alkoholu denatu w kosmetykach).
2. Ziajka, emulsja wodoodporna dla dzieci SPF 50+ - również świetnie się sprawdziła podczas szaleństw na plaży i w wodzie :) Tak samo jak Kolastyna- nie posiada w składzie alkoholu! :) Na pewno wrócę do tych produktów :)
3. Próbka tonującego kremu do twarzy SPF 50 - krem dawał bardzo jasny kolor, dlatego stosowałam go przez kilka pierwszych dni urlopu, później smarowałam twarz Ziajką. Na jednorazowe użycia nadaje się bardzo dobrze. Gdybym miała go stosować przez całe lato obawiam się, że byłby dla mnie zbyt ciężki.

Produkty do oczyszczania twarzy:


1. Oliwka HIPP- jedyna oliwka, która nadaje się do OCM! Nie posiada w sobie parafiny, dlatego nie będzie powodowała powstawania wyprysków u skór tłustych i mieszanych. Jej cały skład to: olej ze słonecznika, olej ze słodkich migdałów, witamina E i perfum. Kolejne buteleczki czekają na swoją kolej do zużycia :))
Więcej o oczyszczaniu twarzy olejami (OCM) tutaj: KLIK!
2. Płyn micelarny BeBeauty- zużywam go przy demakijażu modelek. Świetnie zmywa makijaż, jednak nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym. Cena i dostępność są jednak tak zachęcające, że aż grzechem byłoby nie trzymać go w swojej łazience! Podczas awaryjnego oczyszczania twarzy, gdy nie ma się czasu na OCM, może nas poratować :)
3. Arnikowe mleczko oczyszczające- mój mały hit! Opiszę Wam niedługo jego pełną recenzję, jednak już na wstępie powiem, że mleczko to ma w sobie olej rycynowy, który jest wykorzystywany w OCM jako olej oczyszczający! Czy sprawdził się u mnie jako zamiennik żelu do mycia twarzy i OCM? Poczekajcie na recenzję ;)))
4. Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu- również wykorzystuję w większości do zmywania makijażu modelek (gdy micel BeBeauty nie radzi sobie np. z wodoodpornymi kosmetykami). Pozostawia jednak tłustą warstwę i dlatego nie każdemu pasuje. Cena zachęca, dlatego kupię jeszcze nie jedno opakowanie :)


Półprodukty do pielęgnacji twarzy:


1. Hydrolat z róży- bułgarski, bez konserwantów- wykazuje działanie nawilżające oraz łagodzące. Dodaję go do maseczki z glinki czerwonej zamiast wody, żeby spotęgować dobroczynne działanie maseczki. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, zapach wg mnie bardzo przyjemny- mocny i typowo różany. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę!
2. Francuska glinka czerwona- must have w łazience! Pochłania sebum, powoduje zmniejszenie błyszczenia cery na dłuższy czas, zwalcza pryszcze oraz rozszerzone pory. Czerwona wersja glinki dodatkowo ma działanie uszczelniające naczynka, osobiście zaobserwowałam zmniejszenie rumienia :)
Więcej o Francuskiej Glince Czerwonej pisałam tutaj: KLIK!
3. Spirulina- ojjjj, jaki to jest smrodek! Moje pierwsze skojarzenie, gdy słyszę słowo "spirulina", to właśnie ten okropny zapach. Mimo, że z ledwością jestem w stanie znieść ten odór, zakupiłam już kolejne opakowanie. Dlaczego? Otóż po zastosowaniu, już na drugi dzień widać, że skóra jest bardziej promienna, zregenerowana, nawilżona. By stłumić odorek, mieszam spirulinę z mocno pachnącym hydrolatem (różanym lub geraniowym)- jednak mimo tego, smród nadal jest mocno wyczuwalny na skórze. Muszę mieć spore chęci, by nałożyć tę maseczkę i wytrzymać z nią 20 minut. Uważam jednak, że dla efektu warto się pomęczyć :)


Miniaturki


1. Henna tradycyjna Delia- jest ze mną już od 4 lat. Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskuję z jej pomocą. Brwi są ładnie podkreślone, widocznie przyciemnione, jednak nie jest to karykaturalny efekt.
W jaki sposób hennować brwi i jaki jest efekt "przed" i "po" pokazywałam Wam tu: KLIK!
2. Klej do rzęs DUO adhesive Inglot- najlepszy klej do rzęs jaki istnieje! Wystarczy cienką warstwą posmarować paseczek od sztucznych rzęs, delikatnie przyłożyć do linii rzęs, chwilkę odczekać i gotowe! Dodatkowo przy ściąganiu nie powoduje wyrywania naszych własnych rzęs. Serdecznie polecam każdej osobie rozpoczynającej przygodę ze sztucznymi rzęsami! W Inglocie znajdziecie dwie wersje tego kleju- jedna zastyga w bezbarwnym kolorze, druga w czarnym. Osobiście wolę bezbarwną wersję :)
3. Eyeliner w żelu Manhattan- mój pierwszy eyeliner w żelu. Ma bardzo niską cenę (ok. 10 zł) a jest jednym z częściej polecanych eyelinerów. Jak na pierwszy raz był bardzo dobry, jednak gdy polubiłam się z żelowymi eyelinerami, zdecydowałam się na zakup eyelinera innej firmy i przepadłam :) Dlaczego? O jaką firmę chodzi? Przygotuję recenzję :)


Inne:


1. Odżywka do włosów dodająca objętości Equilibra- mój nr 1 wśród odżywek do włosów! Ładnie dodaje objętości ale nie puszy włosów. Posiada wysoko w składzie aloes, olej arganowy oraz keratynę. Zapach ma dość specyficzny- troszkę, jakby sól morska. Jednak działanie na włosy tej odżywki uwielbiam i serdecznie ją polecam!
2. Pasta do zębów Crest- mini opakowanie świetnie sprawdziło się w podróżach autokarem :) Uważam jednak, że stosowałam ją zbyt krótko, by móc zaobserwować jej dobroczynne działanie.
3. Nawilżające krople do oczu Starazolin HydroBalance- moje ulubione krople do oczu. Żadne krople nie nawilżają aż tak mocno i skutecznie na długi czas! Serdecznie polecam w przypadku suchego powietrza w mieszkaniu czy przy noszeniu soczewek kontaktowych. Ze względu na minimalną ilość konserwantów w składzie, można je stosować bezpośrednio na założone soczewki kontaktowe!


I to byłoby na tyle :) Czy znacie któreś z tych kosmetyków? Lubicie? Polecacie? Jak sprawdziły się u Was?

W razie pytań, zapraszam do korespondencji,
Pozdrawiam! =*
[139.] Kolejna przesyłka ze zrobsobiekrem.pl

[139.] Kolejna przesyłka ze zrobsobiekrem.pl


Witam!
Po raz kolejny skorzystałam z dobrodziejstw dostępnych na stronie zrobsobiekrem.pl i zamówiłam półprodukty. Zdecydowaną większość z nich znacie już z bloga, jednak pojawiła się wśród nich pewna nowość. 

Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawowały się u mnie kolejne opakowania półproduktów oraz jakie mam odczucia co do nowego, zapraszam do notki!

(A dla przypomnienia wstawię link do poprzedniej notki z półproduktami: KLIK! ;))


1. Francuska glinka czerwona


Glinki są to szczególnie polecane przeze mnie półprodukty- poza zauważalnym działaniem na skórę, są banalne w przygotowaniu. Do sporządzenia maseczki laikowi wystarczy jedynie woda mineralna, natomiast osoby chcące zacząć tworzenie niepowtarzalnych maseczek dedykowanych strikte do ich skóry, również mogą zacząć od glinek- dodając odpowiedni hydrolat lub kwas hialuronowy mogą z powodzeniem ulepszać maseczkę.

Mój wybór najczęściej pada na glinkę czerwoną, ponieważ mam tłustą i naczyniową cerę. Glinki świetnie absorbują sebum przez co sprawiają, że tłusta skóra jest oczyszczona, zmatowiona, rozszerzone ujścia gruczołów łojowych, tzw. "pory" są ściągnięte. Glinka czerwona znana jest ze swoich właściwości wyciszających rumień, dlatego nadaje się dla osób z cerą naczyniową.

Więcej o glince czerwonej pisałam tutaj: KLIK!
Tutaj można ją kupić: KLIK!


2. Peeling ze skały wulkanicznej


Jest to nowość w moich zasobach- dotychczas byłam zadowolona z działania peelingu kawitacyjnego, niestety, przy długotrwałym stosowaniu przestałam zauważać tak spektakularne efekty jak na początku. W dodatku kawitacja zaczęła się robić uciążliwa- przeprowadzanie 15 minutowego zabiegu przy braku efektów zaczęło być marnotrastwem czasu. Postanowiłam (przynajmniej na jakiś czas) wrócić do peelingów mechanicznych (mimo cery naczyniowej, lubię peelingi drobnoziarniste, rzeczywiście służą one mojej cerze, jednak zwracam uwagę, by masaż przeprowadzać z wyczuciem). 

Moje pierwsze odczucia?
Drobinki są konkretne- nie jest to produkt "do głaskania", bardzo dobrze zdziera martwy naskórek. Masując twarz palcami od razu mogę wyczuć, które partie twarzy wymagają dalszego pocierania a które powinnam stanowczo ominąć, by nie doprowadzić do podrażnienia. Dotychczas jest to najmocniejszy peeling jaki stosowałam, jednak na chwilę obecną jestem z niego zadowolona. Ale jak będzie przy dłuższym czasie użytkowania? To się okaże, poinformuję Was na pewno ;).

Dodam jeszcze, że peeling jest niesamowicie wydajny- opakowanie mieszczące 50 ml starczy mi na wieki! Może wypróbuję peeling również na ciało? Na pewno będzie to mocniejszy zdzierak, niż fusy z kawy.

Peeling do kupienia tutaj: KLIK!

3. Spirulina


Maseczka ma okropny zapach i muszę mieć odpowiednie nastawienie i chęć, by nałożyć ją na twarz. Mimo sporej niechęci do wdychania tego smrodku, zdecydowałam się na zakup kolejnego opakowania. Dlaczego?

Również doceniłam jej wpływ na skórę. Nakładam maskę wieczorem, trzymam na twarzy około 20 minut. Na drugi dzień moja twarz jest promienna, wypoczęta, ewentualne wypryski szybciej się goją a rumień jest wyciszony. Nie potrafię jednak stosować jej systematycznie, jej zapach skutecznie mnie do siebie zniechęca. By zniwelować trochę zapach, dodaję intensywnie pachnące hydrolaty, np. różany lub geraniowy.
Spirulinę można kupić tutaj: KLIK!


4. Organiczny olej z pachnotki


Od około miesiąca dodaję ten olej do mieszanki OCM zamiast oleju arganowego. Jestem bardzo zadowolona z efektów, jakie uzyskałam odkąd stosuję ten olej- przede wszystkim wyskakuje mi mniej wyprysków, olej z pachnotki zwalcza bakterie Propionibacterium acnes, które wywołują trądzik. Malutkim plusikiem na rzecz oleju z pachnotki jest fakt, że olej ten pięknie pachnie! Wąchając go w buteleczce czuć typowy zapach oleju, jednak rozprowadzając go po twarzy zaczynam czuć kwiatową nutę.
Więcej o tym, jak przygotować mieszankę OCM oraz dlaczego ta metoda jest tak skuteczna: KLIK!
Olej z pachnotki do zakupu tutaj: KLIK!


5. Olej arganowy


Jest ze mną od początku przygody z półproduktami. Jeden z najbardziej uniwersalnych olejów nadających się do każdego rodzaju skóry. Początkowo dodawałam go do OCM, jednak aktualnie zastąpiłam go olejem z pachnotki, która jest dedykowana skórom ze skłonnością do trądziku. Olej arganowy postanowiłam wykorzystać do zabezpieczania końcówek włosów. I w tej roli sprawdził się świetnie! Nakładam na dłonie 1-2 krople oleju, rozcieram je w dłoniach i nakładam na włosy zaczynając od końcówek. Jeszcze żadne serum silikonowe nie spowodowało tak rewelacyjnych efektów, jak właśnie olej arganowy. Włosy są gładkie i pięknie się błyszczą. Nie zaobserwowałam przetłuszczenia się włosów.

Olej można kupić tutaj: KLIK!

6. Potrójny kwas hialuronowy


Kwas hialuronowy jest jedną z najlepiej nawilżających substancji. Jest koniecznym "must have" w naszej kosmetyczce. Można nakładać go samego na skórę, można mieszać z kremem, można dodawać do maseczki (ja dodaję do glinek). Kwas hialuronowy może być w różnych postaciach i to od nich zależy jego działanie nawilżające- jeśli kupimy wielkocząsteczkowy KH, stworzy on okluzję na naszej skórze, która zapobiegnie uciekaniu wody z naskórka, jednak nie zapcha rozszerzonych ujść gruczołów łojowych. Natomiast małocząsteczkowy KH wnika wgłąb skóry i powoduje wzrost jej nawilżenia.

Kto chciałby dowiedzieć się więcej szczegółowych informacji o kwasie hialuronowym, zapraszam do osobnego postu: KLIK!
Kwas hialuronowy można kupić tutaj: KLIK!


I to byłoby na tyle zakupów :).
A czy Wy stosujecie któreś z tych substancji? Jesteście z nich zadowolone?

(Post nie jest reklamą, wszystkie półprodukty zakupiłam za pełną kwotę. Półprodukty ze strony zrobsobiekrem.pl uważam za godne uwagi, dlatego z chęcią opisuję Wam te, które kupuję i stosuję.)

W razie pytań zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam =)

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl