Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oleje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oleje. Pokaż wszystkie posty
[539.] Aktualna pielęgnacja włosów

[539.] Aktualna pielęgnacja włosów

Ostatnią aktualizację włosową pokazywałam Wam początkiem czerwca - od tamtego czasu troszkę zmodyfikowałam pielęgnację, ponieważ zaczął pojawiać się u mnie problem wypadania włosów. Poza tym na rynku pojawiło się kilka nowości, które chciałam wypróbować!


Regenerujący żel do twarzy, ciała i włosów Aloesove

Pielęgnację włosów zawsze rozpoczynam od olejowania. Jednak zauważyłam, że moje włosy są znacznie lepiej wyglądają po olejowaniu na humektant. Są wtedy wygładzone, ale nie strączkują, zachowują objętość - bardzo dobrze spisuje się u mnie kwas hialuronowy i gliceryna, ale tym razem postanowiłam wypróbować żel aloesowy - zwłaszcza, że Sylveco wypuściło aż 3 nowe serie, w tym czysty żel aloesowy Aloesove! 

W poście dotyczącym żeli aloesowych dostępnych na Polskim rynku przybliżałam Wam kilka pozycji i gdy pisałam tamto porównanie, najładniejszy skład miał żel Equilibra oraz Organic Heaven. Żelu Equilibra zużyłam kilka opakowań (zarówno do włosów, twarzy jak i ciała) jednak w pewnym momencie zaczął podrażniać moją skórę. Jednocześnie mogłam stosować inne kosmetyki z aloesem, np. lekki krem brzozowy Sylveco. Problem dotyczył ewidentnie żelu Equilibra i co więcej - na grupach facebookowych poświęconych naturalnej pielęgnacji zaczęłam natrafiać na informacje, że u coraz większej rzeszy osób pojawia się owy problem. Postanowiłam poszukać przyczyny problemu na własną rękę - pod względem mikrobiologicznym jak i pH nie znalazłam żadnych niepokojących zmian. Co więc mogło się wydarzyć? Być może Producent zdecydował się pozyskiwać aloes z tańszego źródła, co odbiło się na jakości - musicie wiedzieć, że aloes można pozyskiwać w dwojaki sposób: z samego wnętrza liścia (samego soku) lub z całego (a więc ścianek liścia jak i wnętrza- soku). To właśnie w ściankach liścia aloesu znajdują się substancje, na które wiele osób ma uczulenie. Stosowanie lepszej jakości ekstraktu z aloesu, pozyskanego z samego wnętrza (miąższu) liścia bardzo rzadko wywołuje podrażnienia. Niestety po samym składzie INCI nie da się wywnioskować, jaki rodzaj aloesu został użyty w kosmetyku, dlatego nie mam pewności, czy faktycznie to jest powodem zmiany reakcji mojej skóry na ten dobrze znany mi kosmetyk - jednak nic innego nie przychodzi mi do głowy. Dodam, że problem z podrażnieniem po aloesie pojawił się nie w trakcie stosowania już otwartej tubki, tylko po zakupie nowej, z nowszej partii. Po tej sytuacji odpuściłam stosowanie żelu aloesowego na rzecz innych humektantów. Natomiast żel Aloesove ma sok aloesowy jakości farmaceutycznej, dlatego postanowiłam go wypróbować - nie zawiodłam się! Żel wykorzystuję z powodzeniem na skórę (na ciało na zadrapania czy otarcia czy twarz w ramach humektantowego serum) i włosy.

Powróćmy więc do wykorzystania tego produktu do włosów - żel aloesowy w opozycji do wcześniej wykorzystywanej gliceryny, nie obciąża nadmiernie włosów. Gliceryna mocno nawilża i nabłyszcza włosy jednak również mocno je wygładza, wręcz lekko obciąża, chociaż nie daje efektu strączkowania (w końcu to humektant a nie emolient) - zdecydowanie byłaby lepszym wyborem dla włosów wysokoporowatych, z tendencją do puszenia. Natomiast żel aloesowy sprawia, że włosy zachowują swoją lekkość. Jednocześnie stają się mocno nawilżone, sprężyste oraz pięknie lśniące!

Czy żel aloesowy można stosować jako serum do wygładzania końcówek lub żel do wygniatania loków?

Można, ale należy zachować ostrożność - żel aloesowy to humektant, więc pod wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych będzie wyciągał nawilżenie z włosa zamiast je wiązać a tym samym będzie potęgować puszenie się włosów. Więcej na ten temat pisałam w artykule poświęconym pielęgnacji PEH włosów. Reakcja włosów na żel aloesowy zastosowany solo może również zależeć od naszych włosów - aktualnie moje niskoporowate włosy całkiem dobrze na niego reagują, gdy stosuję go do wygniecenia końcówek włosów w lekkie loki jednak gdy miałam włosy wysokoporowate nie było opcji, żeby po takim zastosowaniu włosy wyglądały dobrze. Przede wszystkim obserwuje reakcje swoich kosmyków!

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Hydroxyethylcelulose, Sodium Alginate, Allantoin, Lavandula Angustifolia Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol

Cena: ok. 26 zł / 250 ml
Link do sklepu


Oliwka dla dzieci Anthyllis Baby


Skoro opowiedziałam Wam już o podkładzie pod olejowanie, to czas pochwalić się, co stosuję do olejowania włosów - a jest to oliwka Anthyllis, która już kiedyś gościła na blogu. Moje włosy bardzo lubią mieszanki olejów i sądzę, że dlatego ta oliwka tak bardzo im spasowała! Wraz z połączeniem z żelem aloesowym tworzą duet idealny, dzięki któremu mam pewność, że włosy będą dobrze wyglądać już po samym umyciu, bez jakiejkolwiek stylizacji. Oliwka ta jest na bazie oleju sojowego, więc muszę kiedyś wypróbować go solo. Kiedyś stosowałam na włosy oliwkę Sylveco (również na bazie oleju sojowego) i także bardzo dobrze ją wspominam. Chociaż wciąż nie uzyskałam aż tak dobrego efekt jak po oleju kokosowym.

INCI:
Glycine Soja Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus  Seed Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Limonene, Linalool

Cena: ok. 24 zł za 100 ml


Łagodzący peeling do skóry głowy Vianek

Raz na dwa tygodnie wykonuję peeling do skóry głowy - tym razem zdecydowałam się na Vianek i już od otwarcia wieczka urzekł mnie niesamowicie przyjemnym, pudrowym aromatem! Peeling złuszcza zarówno mechanicznie (zawiera cukier) jak i chemicznie (kwas salicylowy).

By ułatwić sobie poprawną aplikację produktu na skórę głowy (jest to istotne, by nie trzeć drobinkami po włosach, ponieważ w ten sposób można je uszkodzić i sprawić, że będą bardziej łamliwe), spłukuję włosy głową w dół - w ten sposób dzięki grawitacji mam ułatwiony dostęp do skalpu. Aplikuję dokładnie produkt na całej powierzchni skóry głowy (łatwiej nakładać go w mniejszej ilości w kilku partiach niż na raz nałożyć większą ilość i próbować rozsmarować na skórze głowy) po czym wykonuję krótki masaż. Po skończeniu pozostawiam produkt jeszcze na pół minuty na skórze głowy, po czym spłukuję dokładnie peeling i przechodzę do mycia głowy.

Po takim zabiegu skóra głowy jest odświeżona, mniej się przetłuszcza a włosy pozostają pięknie uniesione od nasady. Stosuję produkt ostrożnie, ze względu na dodatek kwasu jednak jak pisałam Wam już w części IV Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka - peelingi kwasowe są ciekawą opcją w przypadku skóry głowy:

Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka cz. IV - peelingi skóry głowy

INCI:
Vitis Vinifera Seed Oil, Sucrose, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Laurate, Salicylic Acid, Hydroxystearic Acid, Tocopheryl Acetate, Citrus Limonum Peel Oil, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum, Limonene, Citral

Cena: 23 zł / 150 ml
Link do sklepu


Szampon - aktywator wzrostu włosów Beluga, Natura Siberica form Men


Jak wspomniałam na wstępie - ostatnio mam problem z nasilonym wypadaniem włosów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio włosy wypadały mi aż w takiej ilości, dlatego postanowiłam skupić pielęgnację na wzmocnieniu cebulek. Akurat natrafiłam na promocję na szampon Beluga, który gościł na blogu ładnych kilka lat temu i bardzo dobrze się u mnie sprawdzał. Bardzo lubię serię kosmetyków Natura Siberica for Men, za każdym razem zachwycają mnie składem, działaniem, zapachem i cieszącą oko szatą graficzną. 

I tym razem nie zawiodłam się na tym szamponie! Jest delikatny dla skóry (właściwości myjące zapewnia izetionian, anionowy środek powierzchniowo-czynny, ale łagodny dla skóry o czym pisałam Wam w porównaniu substancji myjących stosowanych w kosmetykach) a jednocześnie skutecznie oczyszcza. Chociaż jest to szampon dla mężczyzn, bardzo dobrze spisuje się na długich włosach - ułatwia ich rozczesywanie, wzmacnia, dodaje blasku, ale odrobinkę puszy włosy co zobaczycie na zdjęciu poniżej. Z substancji wzmacniających cebulki znajdziemy taurynę, ekstrakt z kawioru bieługi i łopianu.

Jedynym, drobnym minusem tego szamponu jest sól - może ona wysuszać włosy, dlatego należy zwracać uwagę, czy szampon ten pasuje naszym włosom!

Cena: ok. 18 zł / 250 ml

Link do sklepu


Szampony mocniej oczyszczające - White Agafia

Szampony na bazie SCS, dlatego wykorzystuję je do sporadycznego, mocniejszego oczyszczenia włosów. Stosowane systematycznie jako jedyny szampon niestety wzmagają u mnie swędzenie skóry głowy co jest sygnałem, że jest ona bardziej sucha. Osobiście odradzam stosowanie jedynie szamponów z SCS, ponieważ jest to silna substancja myjąca, jednak należy mieć na uwadze potrzeby naszych włosów - ważne, by nie przesadzać z mocnym oczyszczaniem skóry głowy i nie spowodować nasilenia łojotoku.

"Naturalny" SLS - Sodium Coco-Sulfate (SCS)
 Porównanie siły substancji myjących stosowanych w kosmetykach

Aktualnie wypróbowałam dwa szampony - wersję rokitnikową, o której pisałam Wam w ostatniej aktualizacji i którą bardzo sobie chwalę, oraz brzozową - niestety ta druga bardzo puszy mi włosy, dlatego zamierzam powrócić do wersji rokitnikowej. Oba szampony poza SCS posiadają w składzie sól, która również może wysuszać włosy. W sumie ciężko jest znaleźć szampon mocno oczyszczający o naturalnym składzie i innej substancji myjącej niż SCS. W dodatku zawsze przy SCS pojawia się sól, ponieważ te dwa związki wchodzą w reakcje zagęszczając szampon. Na chwilę obecną przeplatanie szamponu delikatnego z mocniej oczyszczającym (stosowanym ok. 1-2x na 2 tyg) bardzo dobrze sprawdza się na moich włosach.



Szampon rokitnikowy White Agafia

INCI:
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene

Cena: ok. 12 zł / 280 ml

Link do sklepu


Szampon brzozowy White Agafia

INCI:
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Betula Alba Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Pinus Pumila Needle Extract, Larix Sibirica Needle Extract, Malva Sylvestris Flower Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol,  Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene, Linalool

Cena: ok. 12 zł / 280 ml

Link do sklepu


Maska do włosów bardzo suchych Hairfood Banana, Garnier Fructis


Po wielu zachwytach nad maską do włosów Fructis z tej samej serii, ale w wersji z papają, nadszedł czas na wypróbowanie kolejnej wersji. Skusiłam się na wersję bananową, ponieważ uwielbiam kosmetyki o tym aromacie! Maska nie pachnie jednak "typowo" jak kosmetyki o zapachu banana - wyraźnie czuć waniliową nutę, przez co kosmetyk bardziej określiłabym jako "bananowy budyń" niż "banan", jednak i tak uważam go za niezwykle apetyczny. Wersja bananowa jest również mocniej wygładzająca i dociążająca włosy niż wersja z papają. Z pomocą tej wersji łatwiej o utratę objętości fryzury, dlatego stosuję ją z rozwagą, w niewielkiej ilości, co przekłada się na jej świetną wydajność. Poleciłabym ją natomiast do włosów suchych, wysokoporowatych, które ciężko wygładzić i zdyscyplinować.

Kosmetyki o zapachu banana

Cena: ok. 25 zł / 390 ml

Link do sklepu


Wcierka z kozieradki

Poza szamponem Beluga postanowiłam powrócić do dobrze znanej, prostej i taniej wcierki - naparu z kozieradki. Łyżeczkę zmielonych nasion zalewam wrzątkiem tak, by woda zalała ziółka. Chwilkę mieszam, pozostawiam do wystygnięcia i po umyciu włosów aplikuję je na skórę głowy przy pomocy strzykawki bez igły. Jeśli chcecie bardziej bogatą w substancje aktywne domowej roboty wcierkę to polecam zajrzeć do przepisu wcierki z kofeiną i kozieradką jednak aktualnie postanowiłam przypomnieć sobie jak działa sama kozieradka. 

Cena: ok. 3 zł / 50 g
Do zakupu w sklepach zielarskich, spożywczych i aptekach


Czy udało mi się zahamować wypadanie włosów?
Wciąż jestem w trakcie "kuracji" szamponem Beluga i kozieradką, dlatego o pełnych efektach napiszę Wam zapewne w denku lub kolejnej aktualizacji włosowej. Połączenie obu produktów stosuję od dwóch tygodni i wypadanie włosów zostało częściowo zahamowane. Do idealnego efektu jeszcze trochę brakuje, więc nie poddaję się i systematycznie sięgam po oba preparaty. Po zakończonej "kuracji" muszę zaobserwować, czy problem nie powraca. Także trzymajcie kciuki, żebym uporała się z tym problemem!

Tak prezentuje się moja aktualna pielęgnacja włosów. Jestem bardzo ciekawa, czy stosowałyście któreś z powyższych kosmetyków? A może skusicie się na któreś z nich? Koniecznie dajcie mi znać!

Pozdrawiam serdecznie!
 
[530.] Aktualna pielęgnacja cery!

[530.] Aktualna pielęgnacja cery!


W ostatnich tygodniach zmieniłam wiele kosmetyków do twarzy, dlatego dziś przychodzę do Was z aktualizacją kosmetyków pielęgnacyjnych jakie stosuję - co nowego? Jak się spisują? Których Ulubieńców stosuję niezmiennie? 


Zacznijmy od niezwykle apetycznej maseczki Be.Loved z czekoladą - pierwsze wrażenie to oczywiście niesamowicie aromatyczny, czekoladowy zapach, który wydobywa się po odkręceniu słoiczka! Do tej pory miałam przykre doświadczenia z kosmetykami z czekoladą - było to jeszcze w czasach nastoletnich, gdy nie miałam najmniejszego pojęcia o kosmetykach jednak po kilku próbach stosowania preparatów z czekoladą doszłam do wniosku, że czekoladowy (chemiczny) aromat nie jest dla mnie. Apogeum mojej "miłości" do czekoladowych kosmetyków osiągnął podarunek od ówczesnego chłopaka, który chcąc zrobić mi miłą niespodziankę na walentynki, kupił mi zestaw czekoladowych kosmetyków - by nie sprawić mu przykrości stosowałam te kosmetyki ale ich zapach przyprawiał mnie o mdłości (czego to człowiek nie zrobił dla nastoletniej miłości?) - od tamtej pory powiedziałam kategoryczne "NIE" kosmetykom z czekoladą, aż do maski Be.Loved - naturalna pielęgnacja nie zawiodła mnie również w kwestii aromatu czekolady - dodatek prawdziwego kakao do kosmetyku nadaje mu niesamowitego aromatu, jest to całkowicie przeciwny biegun do chemicznego zapachu czekolady!

Jednak kakao w tej maseczce ma nie tylko właściwości uprzyjemniające stosowanie - przede wszystkim kakao dostarcza skórze wielu substancji odżywczych (magnez!) a także wpływa ujędrniająco na skórę. Rozluźnia mięśnie, dzięki czemu rysy twarzy są delikatniejsze, nie pogłębiają się zmarszczki mimiczne a cera prezentuje się znacznie bardziej promiennie i świeżo! Poza kakao, w maseczce znajdziemy ekstrakt z granatu, róży czy oleju konopnego, które dodatkowo pielęgnują skórę.

Maseczka ma postać gęstego, zbitego masła, jednak pod wpływem ciepła dłoni szybko się rozpływa co ułatwia jej aplikację. W kontakcie z ciepłem skóry aromat czekolady jest wciąż wyczuwalny, co znacznie poprawia humor! Maseczka ze względu na swoją masełkową konsystencję nie jest całkowicie spłukiwalna pod wpływem wody, więc to, czy Wasza cera ją polubi, musicie ocenić sami. Osobiście podczas spłukiwania maseczki wyczuwam film pod palcami, ale po wyjściu z kąpieli i lekkim odciśnięciu twarzy w chusteczkę, nie mam już po tym odczuciu ani śladu. Za to skóra jest przyjemnie gładka, miękka, nawilżona i nie domaga się aplikacji kremu.


INCI:
Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Theobroma Cacao Powder, Oryza Sativa Powder,  Moroccan lava clay, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Extract, Glycerin, Rosa Canina Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Ananas Sativus Stem Powder

Cena: ok. 110 zł / 30 ml
Link do sklepu


Kosmetykiem, który wciąż gości w mojej łazience jest niezmiennie serum anti-age dla cery suchej i wrażliwej Planeta Organica - to serum niesamowicie służy mojej skórze - wycisza grę naczyń krwionośnych poprzez wzmocnienie naczynek a duża dawka antyoksydantów opóźnia procesy starzenia się skóry. Mimo, że serum jest lekkie, żelowe i absolutnie nie zapycha mojej cery, to ostatnimi czasy obserwuję lekkie nasilenie zmian trądzikowych, które okazało się wynikiem dusznych nocy. Dlatego sądzę, że wrócę do wersji dla cery tłustej i mieszanej tego serum, ponieważ również je sobie chwalę - powinno wspomóc gojenie się niechcianych zmian. Natomiast nawiązując do wcześniejszej maseczki - nie nakładam serum Planeta Organica na twarz po zastosowaniu maseczki Be.Loved - obawiam się, że byłoby to bezcelowe działanie, ponieważ oleje z maseczki wchłonięte w skórę mogą blokować wnikanie substancji czynnych z serum. Dlatego w inny dzień stosuję maseczki a w inny sera:

Mój tygodniowy plan pielęgnacji cery

   
INCI:
Aqua, Glycerin, Saccharide Isomerate, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Vegetable Protein, Panax Ginseng Root Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil, Asparagus Racemosus Root Extract, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis Oil, Saccharide Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album Oil, Myrtus Communis Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Oryza Sativa Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Iris Florentina Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Curcuma Longa Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Citrus Grandis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide Dismutase, Tocopherol, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Squalane, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Iron Oxydes
 
Cena: ok. 35 zł / 50 ml
 
Od jakiegoś czasu podglądam poczynania nowej marki polskich kosmetyków naturalnych - Senelle - zdecydowałam się wypróbować kilka ich kosmetyków i na "pierwszy ogień" poszedł ich korygujący krem pod oczy z serii "Summer". Niestety, okazał się zbyt mocny dla mojej skóry, powodował zaczerwienienie i podrażnienie w okolicy oka. Absolutnie nie umniejszam temu kosmetykowi - mam bardzo reaktywną okolicę oczu i zdarza się, że właśnie w taki sposób reaguje na bogactwo substancji czynnych. Właśnie przez takie sytuacje wciąż powtarzany jest mit, że kosmetyki naturalne nie są dobrym wyborem dla cer wrażliwych. Ale jeśli kosmetyk ma działać, musi posiadać substancje oddziałujące na skórę i wnikające w nią - co jednocześnie niesie za sobą ryzyko podrażnień u osób o cerze wrażliwej. Nie zraziło mnie to nawet w najmniejszym stopniu do firmy, ponieważ uczulenia to kwestia indywidualna - a nawet osoby o bardzo wrażliwych skórach mogą znaleźć wśród kosmetyków naturalnych odpowiadające im preparaty!

Z samym kremem wiązałam duże nadzieje, ponieważ ma bardzo ciekawą konsystencję, która z pewnością przypadłaby do gustu wielu z Wam - treściwy, gęsty, jednak nietłusty i jednocześnie dobrze wchłanialny o bardzo przyjemnym aromacie. Jest zapakowany z higieniczne opakowanie z pompką a przychodzi do nas w niezwykle eleganckim opakowaniu, która cieszy oko. Polecam zwrócić na niego uwagę, może spisze się u Was? Tylko jeśli macie równie wrażliwą okolicę oka jak ja, pamiętajcie o wykonaniu próby uczuleniowej!


INCI:
Aqua, Glycerin, Isoamyl Laurate, Linum Usitatissimum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Propanediol, Coco Caprylate/Caprate, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Cetearyl Olivate, Solanum Lycopersicum Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sorbitan Olivate, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Alcohol, Oak Root Extract, Punica Granatum Flower Extract, Caffeine, Papaver Rhoeas Petal Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Sodium Phytate, Biosaccharide Gum-1, Caesalpinia Spinosa Gum, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum

Cena: ok. 80 zł / 15 ml
Link do sklepu


Będąc więc w potrzebie zakupu kosmetyku przeznaczonego na okolicę oczu, sięgnęłam po kosmetyk, który znam i bardzo dobrze się u mnie sprawdza - przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Vianek! Jest to mój ulubiony krem pod oczy z całej gamy kosmetyków Sylveco, dlatego nie mając czasu na poszukiwania nowości, wybrałam znany preparat. Krem skutecznie niweluje obrzęki wokół oczu dzięki teofilinie, teobrominie oraz kofeinie w nim zawartym a kwas hialuronowy mocno nawilża okolicę oka i dba, by przede wszystkim nie uległa odwodnieniu. W składzie znajdziemy również takie substancje jak ekstrakt z miłorzębu, olej z pestek truskawek, malin oraz koenzym Q10, które przede wszystkim opóźniają procesy starzenia się skóry.

Zmarszczki - czy można je spłycić?

Wersja przeciwzmarszczkowa kremu pod oczy Vianek posiada najbardziej treściwą konsystencję spośród kosmetyków pod oczy tej marki, dlatego jeśli wymagacie mocnego nawilżenia skóry polecam zwrócić na niego uwagę!

Mocno nawilżające kremy pod oczy

INCI: 
Aqua, Oenothera Biennis Seed Oil, Glycerin, Rubus Idaeus Seed Oil, Fragaria Ananassa Seed Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Coco-caprylate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Ubiquinone, Caffein, Teophyllin, Theobromin, Sodium Hyaluronate, Sodium Alginate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycosphingolipids, Phospholipids, Cholesterol, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum

Cena: ok. 34 zł / 15 ml
Link do sklepu


Skoro jesteśmy już przy kremach, koniecznie muszę wspomnieć Wam o dwóch nowościach, jakie zagościły u mnie w ostatnim czasie! Zacznijmy od nowości firmy Resibo, miejskiego kremu ochronnego. Skusiłam się na niego ze względu na jego właściwości silnie antyoksydacyjne - jego celem jest ochrona skóry przed powstawaniem wolnych rodników nie tylko podczas ekspozycji na promieniowanie UV ale również IR (podczerwień) oraz światłem niebieskim emitowanym przez ekrany smartfonów, które również są podejrzewane o szkodliwy wpływ na naszą skórę. Krem o właściwościach anty-pollution powinien charakteryzować się treściwą konsystencją, która będzie stanowiła fizyczną barierę przed drażnieniem skóry cząsteczkami pyłów pochodzącymi ze smogu - jednak kto z nas lubi tłuste kremy? Resibo bardzo dobrze rozwiązało ten problem: krem jest dobrze wchłanialny, chociaż wyraźnie czuć, że jest minimalnie bardziej treściwy niż pozostałe kremy tej firmy. Pozostawia na uczucie aksamitnie gładkiej cery, które nie tylko ułatwia aplikację makijażu (zapobiega podkreślaniu porów i załamań skóry przez podkład) ale także tworzy barierę przed smogiem. Krem nie spowodował u mnie wysypu niedoskonałości, jak wspomniałam wcześniej - ma przyjemną, dobrze wchłanialną konsystencję, dlatego nie powoduje nadmiernego obciążenia skóry. Ze względu na bogactwo substancji przeciwutleniających (antyoksydantów) jak m. in. olej z otrąb ryżowych, olej z kiełków pszenicy, czy ekstrakt z kwiatów Budlei Dawida, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni świetlnych, takich jak UVA, UVB, IR czy skoncentrowane światło niebieskie i widzialne - był dla mnie oczywistym wyborem pod krem z filtrem! A dlaczego potrzebowałam kremu pielęgnującego pod filtr? O tym za chwilkę, najpierw zerknijmy w skład kremu Resibo:

INCI:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Oryza Sativa Bran Oil, Coco Caprylate/Caprate, C12-C16 Alcohols, Caprylic/Capric Triglyceride, Triticum Vulgare Germ Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Palmitic Acid, Physalis Angulata Extract, Buddleja Officinalis Flower Extract, Hydrolyzed Algin, Sodium Hyaluronate, Saccharide Isomerate, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Lecithin, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Phytate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Phenetyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum 

Cena: ok. 80 zł / 50 ml

Link do sklepu 


Zdecydowałam się na zdradę mojego dotychczasowego ulubieńca - Kafe Krasoty (La Cafe de Beaute) na filtr łatwo dostępny i w dobrej cenie - Biodermę Photo Mineral SPF 50. Jej skład opiera się o same substancje zapobiegające utracie wody z naskórka (emolienty), dlatego obawiałam się, że moja skóra może mieć problem z utrzymaniem odpowiedniego nawilżenia jeśli nie dostarczę jej humektantów (uroki wieku 25+, kiedy to poziom syntezy NMF [Naturalnego Czynnika Nawilżającego] skóry sukcesywnie spada). Nie było inaczej - po raz pierwszy doświadczyłam tego, o czym do tej pory jedynie słyszałam: o "wysuszeniu skóry" przez oleje.

Kompendium Wiedzy o stosowaniu olejów na twarz

INCI:
Decyl Oleate, Dicaprylyl Carbonate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Trigliceride, Cocoglycerides, Titanum Dioxide, Silica Dimethyl Silylate, Polyhydroxystaeric Acid, Tocopheryl Acetate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Stearic Acid, Alumina, Tocopherol

Cena: ok. 35 zł / 100 g
Dostępny w aptekach  

Sądzę, że nawet nie tyle problemem były oleje, ponieważ z powodzeniem wykorzystuję je na noc a serum z dodatkiem humektantu nakładam jedynie 2x w tygodniu, ale bardziej połączenie mocnego słońca, wysokiego stężenia filtrów fizycznych oraz brak humektantów w składzie. O ile tę ostatnią kwestię wyjaśniłam powyżej a efekt wysuszania skóry pod wpływem ekspozycji na UV jest oczywisty, o tyle chciałabym rozwinąć temat stężenia filtrów mineralnych w tym kosmetyku.

Otóż w przypadku kremów natrafiamy na informację, by zachować ich właściwości promieniochronne na poziomie SPF 50, należy stosować 1,5-2 mg kremu na cm kwadratowy skóry. A spray? Tłusta, oleista formuła tego spray`u uniemożliwia zaaplikowanie go w tak dużej ilości co przekłada się na pytanie - czy to oznacza, że wykazuje słabsze działanie? Niekoniecznie - jeśli przeszedł testy promieniochronne w takiej formule, oznacza to, iż wykazuje skuteczne właściwości przeciw UV już w mniejszej ilości, kosztem wyższego stężenia filtrów na mg kosmetyku. A że tlenek cynku i dwutlenek tytanu, jak i wszystkie pigmenty, wykazują lekko absorbujące właściwości, może się okazać, że ich wysokie stężenie nie służy skórze i doprowadza do jej wysuszenia. O ile aplikując spray Bioderma na krem Resibo nie zauważyłam pogorszenia stanu skóry (zasługa działania nawilżającego i odżywczego Resibo), to aplikując Biodermę na gołą skórę na ciele nabawiłam się dość mocnego wysuszenia skóry na przedramionach (na ręce najczęściej aplikowałam filtr, ponieważ mam je stale odsłonięte a w ostatnim czasie byłam w Macedonii, więc filtr był dla mnie koniecznością) a na wewnętrznej części ud nabawiłam się odparzeń (dużo spacerowaliśmy i podczas ocierania uda o udo dochodziło do mikro-podrażnień właśnie przez cząsteczki niezmikronizowanych filtrów. Taka sytuacja nie spotkała mnie jeszcze nigdy nawet, gdy byłam znacznie bardziej pulchna i podczas chodzenia uda ocierały o siebie znacznie mocniej.) Po tej sytuacji wiem, że do filtra Bioderma jeśli będę wracać, to z pewnością nie zabiorę go ponownie na aktywne wakacje.


Czy polecam ten filtr? Tak, jak najbardziej - zwłaszcza, że ma całkowicie bezpieczny skład, więc mogą śmiało po niego sięgać alergicy i posiadacze wrażliwych skór - ale zanim weźmiecie go ze sobą na urlop przetestujcie, jak spisuje się u Was. Osobiście pomimo, że uwielbiam kosmetyki i pielęgnację, to nie stosuję codziennie balsamu do ciała (odstawienie żeli z SLS i SLES przyczyniło się do mojego rozleniwienia - moja skóra zwyczajnie nie potrzebuje dodatkowego nawilżania) a stosowanie go rano + nakładanie na niego filtra nie byłoby dla mnie komfortowe.

SLS i SLES - wszystko, co powinnyście wiedzieć!

Największym minusem spary`u Bioderma było właśnie jego problematyczne stosowanie i użytkowanie. Natomiast kwestią, o której często mi piszecie i której i ja doświadczyłam, to zepsuty dozownik sprayu, dlatego musiałam przelać krem do innego pojemnika (z pompką). Jestem w stanie wiele wybaczyć kremowi z filtrem - tłustą konsystencję, bielenie, trudność w aplikacji, szybsze ścieranie się makijażu - ale jeśli Wy nie macie takich pokładów cierpliwości, to może się okazać, że ten spray niekoniecznie przypadnie Wam do gustu. Dlatego w celu wcześniejszego zapoznania się z kosmetykiem można udać się na dermokonsultacje lub pytać o jego próbki w aptekach.


Natomiast podczas wieczornej pielęgnacji pozostaję wierna olejom zamiast kremu. Aktualnie stosuję olej makadamia Mydlasie - kilka lat temu, jeszcze borykając się z trądzikiem lubiłam sięgać po olej makadamia, ponieważ jest lekkim olejem i nie powoduje pogorszenia cery trądzikowej. Byłam tak zadowolona z jego stosowania, że wypróbowałam oleje makadamia różnych firm a efekty finalne bardzo mnie zaskoczyły!

Porównanie olejów makadamia różnych firm

Dlatego przeglądając ofertę sklepu Mydlasie pomyślałam, że chciałabym powrócić do oleju makadamia - przypomnieć sobie jego działanie a także porównać ten olej do wcześniej przeze mnie stosowanych. Olej makadamia Mydlasie jest olejem zimnotłoczonym i nieperfumowanym, który doskonale nawilża skórę, jednocześnie jej nie obciążając. Na duży plus zasługuje duże opakowanie tego oleju, dzięki czemu stosuję go także do olejowania włosów. O tym, jak spisuje się na włosach, pisałam Wam jakiś czas temu:

Aktualna pielęgnacja włosów

Cena: ok. 11 zł / 50 ml

Oleje doceniam od samego początku mojej przygody z naturalną pielęgnacją, ale gdy spróbowałam maseł, przepadłam! Mam wrażenie, że mocniej zmiękczają naskórek niż olej, pozostawiając skórę niesamowicie miękką i przyjemną w dotyku. Moim ulubionym masłem jest awokado, ale mam zamiar popróbować także inne rodzaje maseł. Aktualnie wypróbowałam masło z zielonym jęczmieniem Botanicum Natural SPA - zdecydowałam się na nie ze względu na uniwersalność, która idealnie nadaje się na wyjazdy! Przede wszystkim masło nie rozleje się w bagażu a z jego pomocą mogę wykonać: demakijaż, zaaplikować na noc zamiast kremu, zastępuje mi także krem do rąk a w skrajnych przypadkach - balsam. Mogę również z jego pomocą "naolejować" włosy przed myciem - kto będąc na urlopie myśli o olejowaniu włosów? Cóż, Włosomaniaczki z pewnością mnie zrozumieją!

Masło Botanicum Natural SPA posiada bardzo przyjemną konsystencję - jest to masło, więc pozostawia na skórze film, jednak w przypadku mojej skóry całkiem dobrze się on wchłania, chociaż nie całkowicie. Masło posiada bardzo przyjemny, cytrusowy zapach, który uprzyjemnia jego stosowanie. Wbrew temu, co może się wydawać - nie posiada zbitej i twardej konsystencji, ale jest puszyste i bez trudu można go wydobyć z pojemniczka.

INCI:
Butyrospermum Parkii Butter & Wheatgrass Extract

Cena: ok. 50 zł / 120 ml
Link do sklepu 


Jednym z moich ostatnich hitów pielęgnacyjnych jest woda aloesowa (hydrolat) Beaute Marrakech. Na tę firmę natknęłam się w osiedlowym sklepie zielarskim (serdecznie pozdrawiam Dziewczyny z Eco Life!) i postanowiłam wypróbować hydrolat w wersji aloesowej, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim hydrolatem. Na testowaniu się nie skończyło, ponieważ zużyłam już kilka buteleczek i z pewnością na nich nie poprzestanę! Z jednej strony kusi mnie wypróbowanie innych hydrolatów Beaute Marrekech, z drugiej strony wciąż nie jest mi mało wody aloesowej!

Cena: ok. 16 zł / 125 ml
Link do sklepu - a osoby z Rzeszowa oczywiście zapraszam do Eco Life na ul. Staromiejskiej 1!


Ostatnim kosmetykiem o którym chciałabym Wam wspomnieć jest regenerująca pomadka do ust Vianek - już od dziecka borykam się z mocno wysuszonymi ustami, dlatego zawsze muszę mieć przy sobie pomadkę ochronną. Pomadka Vianek spisuje się u mnie wzorowo, mocno nawilża i regeneruje usta, zapobiega ich wysychaniu. Podczas jej stosowania nie pojawiły się na moich ustach żadne suche skórki. Przeplatam jej stosowanie z pomadką brzozową Sylveco, ponieważ zawarta w niej betulina ma właściwości przeciwwirusowe - zapobiega rozwojowi opryszczki.

Uważam, że poszerzenie oferty Vianek o pomadki było bardzo dobrym pomysłem, ponieważ ta marka kosmetyków wyróżnia się zapachami a większość z Pań lubi ładnie pachnące kosmetyki (i smaczne pomadki!) - możemy wybierać aż w 4 wersjach: moją ulubioną jest kojąca, tuż za nią na podium znajduje się odżywcza a regenerującą postawiłabym na miejscu 3. Nie dlatego, że mi nie smakuje - po prostu oszalałam na punkcie aromatów dwóch wcześniejszych! Natomiast rozczarowała mnie pomadka łagodząca, ponieważ miała smakować bananem a ja raczej wyczuwam w niej gumę balonową. Jednak w kwestii zapachów i smaków nie ma co dyskutować - każdy preferuje co innego!

INCI: 
Glycine Soja Oil, Oenothera Biennis Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Rubus Idaeus Seed Oil, Cera Alba, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Seed Butter, Lanolin, Carnauba Wax, Parfum

Cena: ok. 10 zł / 4,6 g
Link do sklepu


Tak właśnie prezentuje się moja aktualna pielęgnacja twarzy - o makijażu powiemy sobie osobno, ponieważ tam również zaszło kilka zmian!

Jestem bardzo ciekawa, czy któreś z powyższych kosmetyków przykuły Waszą uwagę? A może już je stosowałyście? Jak spisują się one u Was?

Pamiętajcie, że systematycznie sprawdzam na IG hasztag #kosmetologianaturalnie i podpatruję, czy kupiłyście coś z mojego polecenia lub też czy stosujecie się do porad zawartych na tej stronie! Ponadto szykuję dla Was konkurs na IG, więc koniecznie obserwujcie profil @kosmetologianaturalnie.pl !

Pozdrawiam serdecznie!
[526.] Aktualna pielęgnacja włosów!

[526.] Aktualna pielęgnacja włosów!

Moje włosy zawsze były włosami wysokoporowatymi z niesamowitą tendencją do puszenia się. Musiałam skupiać się na ich wygładzaniu, dociążaniu, wręcz natłuszczaniu - a i tak często dawałam im za wygraną i stawiałam na spiętą fryzurę. Włosy były niesforne, suche, pozbawione blasku chociaż wcale nie w złej kondycji - nie łamały się ani nie kruszyły. Bardzo ciężko było mi znaleźć odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji a wręcz obserwowałam zabawną zależność, że to, co polecane w blogosferze i czym zachwyca się wiele osób - u mnie się nie sprawdza. 


Jednak w końcu udało mi się znaleźć "złoty środek" - kosmetyki, które dawały na moich włosach zadowalający efekt a ich systematyczne stosowanie i zużycie wielu, wielu opakowań dało rewelacyjne rezultaty! Włosy stały się gładkie, lśniące, ujarzmiłam ich puszenie się. Z wysokoporowatych zaczęły zmierzać ku porowatości średniej. 

I w pewnym momencie zauważyłam obrót problemu w drugą stronę - włosy zaczęły stwarzać takie problemy, jakie nigdy wcześniej się u mnie nie pojawiały! Zaczęły łatwo tracić na objętości (a na objętość włosów, czy ich odbicie od nasady nigdy nie mogłam narzekać), przetłuszczać się pod wpływem zbyt obciążających kosmetyków. Masz babo placek! Tym sposobem od ok. pół roku próbuję znaleźć odpowiednie kosmetyki dla aktualnej kondycji włosów i w końcu zaczynam zauważać, co im odpowiada!


Moje włosy określiłabym jako średnioporowate w kierunku niskoporowatych. Nie określiłabym ich jako niskoporowatych, ponieważ chociaż mają tendencję do oklapywania, to jednocześnie wciąż potrafią się mocno spuszyć np. pod wpływem dostarczenia dużej dawki protein. Jednocześnie widzę, że proteiny dodają im lekkości i objętości, więc jak tu znaleźć złoty środek? 


Wypróbowałam dwie metody:

1. Stosowanie dużej dawki protein 1x na tydzień lub dwa - do tego celu służy mi intensywnie wzmacniająca maska Vianek stosowana na ok. 30 min przed myciem włosów.

2. Stosowanie małej dawki protein ale za to kilka razy w tygodniu - pierwsze bardzo udane próby uzyskałam dzięki szamponowi Yaka z Ukrainy, który miał niewielki dodatek protein pszenicy. Szampon ten nie jest dostępny w Polsce, dlatego postanowiłam postawić na coś dostępnego u nas - padło na szampon regenerujący do włosów Vianek!


Jednak powodem, dla którego zmieniłam szampon jest nie tylko chęć dostarczania im protein w mniejszych dawkach - zaobserwowałam na przestrzeni połowy roku, że moje włosy mają już po prostu dość dotychczas stosowanego szamponu odżywczego Vianek. Do tej pory był jednym z niewielu szamponów, które były w stanie dociążyć i wygładzić moje włosy ale wraz z poprawą ich kondycji, przestał im odpowiadać. Zauważyłam, że stosując szampon odżywczy Vianek włosy zaczynały wypadać. Zmiana szamponu na silniej oczyszczający (np. Arctic Rose Natura Siberica Blanche oparty o Sodium Coco-Sulfate) niwelował ten niepokojący efekt. Nie mam problemu z przetłuszczaniem się włosów, moja skóra głowy produkuje sebum w prawidłowej ilości a włosy myję co 2-3 dni. Jednak zaczęłam zauważać, że najwyraźniej skóra głowy wymaga zastosowania silniej myjących szamponów 1x w tygodniu. 

W swojej teorii upewniłam się zmieniając szampon odżywczy Vianek na wersję regenerującą do włosów blond tej samej marki. Początkowo wypadanie włosów zostało zahamowane (czyli faktycznie moja skóra głowy już ma dość szamponu odżywczego, który stosowałam systematycznie od ok. 2 lat) jednak po zużyciu ok. połowy opakowania znów zaczęło nabierać na sile. Włączyłam do pielęgnacji silniej oczyszczający szampon White Agafia w wersji rokitnikowej "objętość i puszystość" i problem ustał!


Te dwa szampony bardzo dobrze się dopełniają i urozmaicają wzajemnie. Dostarczają zróżnicowanych substancji aktywnych a to bardzo istotne dla równowagi PEH w pielęgnacji włosów! 

Szampon regenerujący do włosów farbowanych i rozjaśnianych (wersja dla blondynek) Vianek

Pomysł na zrobienie dwóch wersji szamponu regenerującego dla blondynek i brunetek bardzo przypadł mi do gustu - dzięki temu szampony z tej serii nie tylko nie wypłukują barwnika z włosa ale także podtrzymują głębię koloru. Z jednej strony jako rudzielec mogłabym się doczepić, że powinna powstać jeszcze trzecia wersja, ale! - kolor rudy zaliczany jest także do kolorów jasnych, dlatego z powodzeniem sięgam po wersję dla blondynek. Faktycznie zauważyłam, że kolor włosów stał się odrobinę jaśniejszy, bardziej płomienny i żywszy. Nie jest to efekt jaki mogłabym uzyskać po rozjaśniaczu, czy farbie, ale jak najbardziej jest widoczny dlatego uważam, że zostały spełnione obietnice Producenta o podkreśleniu koloru włosów.

Ponadto w odróżnieniu do innych szamponów Vianek - po wersji regenerującej bardzo łatwo można rozczesać włosy! Osobiście nie mam problemów z kołtunami jednak wiem, że część z Was zwraca baczną uwagę na właściwości ułatwiające rozczesywanie włosów przez szampon. Jeśli do tej pory nie byłyście zadowolone z szamponów firmy Sylveco, ponieważ trudno było Wam rozczesać po nich włosy - wersja regenerująca Vianek może przypaść Wam do gustu!
Jak wspomniałam wcześniej - szampon posiada proteiny. Jego codzienne stosowanie po pewnym czasie przyczyniało się do spuszenia włosów, dlatego szampon White Agafia nie tylko umożliwia mi mocniejsze oczyszczenie skóry głowy ale także dyscyplinuje i wygładza włosy. Jednak z problemem ewentualnego przeproteinowania poradziłam sobie sięgając po nową maskę do włosów - opowiem Wam o niej w dalszej części notki!

Skład INCI (na niebiesko zaznaczone delikatne substancje myjące, na zielono - substancje aktywne):
Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-glucoside, Verbascum Densiflorum Flower/Stem Extract, Rheum Palmatum Root Extract, Panthenol, Oenothera Biennis Seed Oil, Hydrolyzed Wheat Protein, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Citrus Limonum Peel Oil, Parfum, Sodium Benzoate

Cena: ok. 23 zł / 300 ml


Szampon rokitnikowy "Objętość i Puszystość" White Agafia

Wybrałam go ze względu na opis Producenta, iż ma dodawać włosom objętości. Przy większości szamponów przeznaczonych stricte do zwiększenia objętości uzyskuję nie tylko odbicie od nasady, ale także - niestety - spuszone włosy na końcach. Akurat szampon White Agafia bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ faktycznie unosił włosy od nasady ale jednocześnie nie powodował puszenia końcówek. W dodatku bardzo dobrze się pienił (zasługa SCS) przez co był bardzo wydajny. Jestem pewna, że jeszcze do niego wrócę a może skuszę się na inną wersję White Agafia? Póki dobrałam sobie odpowiednie kosmetyki najlepszym wyborem byłoby nie kombinować jednak uwielbiam szukać kolejnych perełek kosmetycznych zwłaszcza w tak dobrej cenie jak White Agafia!

Skład INCI (na niebiesko zaznaczone delikatne substancje myjące, na zielono - substancje aktywne a na żółto - substancje mogące wysuszać włosy, na które trzeba uważać, ponieważ nie każdej osobie będą odpowiadać):
Aqua, Melilotus Albus Flower/Leaf/Stem Extract, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Arnica Montana Flower Extract, Rubus Idaeus Seed Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Limonene

Cena: ok. 12 zł / 280 ml


Wśród swoich poszukiwań szamponu, który doda włosom objętości, bez jednoczesnego ich puszenia na końcach postanowiłam wypróbować po raz kolejny mydło cedrowe Babuszki Agafii. Po ten kosmetyk sięgałam już kilka lat temu, gdy moje włosy były wysokoporowate i niestety wtenczas absolutnie ten produkt się nie spisał. Przypomniałam sobie o nim i skład INCI wydał mi się interesujący - jest w nim wiele ziół a więc dostarczy pewnej ilości protein przy codziennym stosowaniu. Zaciekawiły mnie także substancje myjące - Sodium Cocoyl Isethionate i Sodium Methyl Cocoyl Taurate - są silniejsze niż te stosowane w Vianku ale znacznie łagodniejsze niż SCS. Zaliczają się do łagodnych substancji powierzchniowo-czynnych.

Porównanie siły substancji powierzchniowo-czynnych stosowanych w kosmetykach


Miałam dobre przeczucie - mydło wykazuje silniejsze właściwości myjące co także osłabiło wypadanie moich włosów. Jednoczesny dodatek ziół z pewnością także miał wpływ na poprawę kondycji cebulek. 

Uściślając - wiecie, że jestem absolutną przeciwniczką mydeł - ten produkt nie jest mydłem pod względem chemicznym. Jest to po prostu bardzo gęsty żel - tak gęsty, że przypomina galaretkę. Jeśli szukacie czegoś w typie "czarnych mydeł", to jest to chyba jedyny produkt, który mogę polecić (z Babuszki Agafii jeszcze mydło miodowe ma dobry skład, natomiast tej samej firmy mydło czarne, białe i kwiatowe niestety posiadają SLES, Cocamide DEA, glikole, polyquaternium, silikony i kilka innych substancji, które nie powinny znajdować się w kosmetykach naturalnych.). Także mydło cedrowe jest mydłem jedynie z nazwy, skład ma wzorowy, więc polecam! 


Ten kosmetyk zabieram ze sobą na wyjazdy, ponieważ z jego pomocą mogę zarówno umyć twarz, ciało jak i włosy. Warto to mydło podrzucić także Panom - z pewnością docenią je za uniwersalność stosowania i ziołowy zapach a Ty będziesz mogła być spokojna o jakość stosowanych przez niego kosmetyków.

Skład INCI (na niebiesko zaznaczone delikatne substancje myjące, na zielono - substancje aktywne):
Aqua, Pinus Sibirica Oil, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Stearic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Empetrum Sibiricum Extract, Juniperus Oxycedrus Extract, Organic Arnica Montana Oil, Saponaria Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Tar, Cedrus Deodara Oil, Guaiacum Officinale Balm, Caramel, Chlorophylin Copper Complex, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid

Cena: ok. 16 zł / 300 ml

Zawsze po umyciu włosów nakładam odżywkę lub maskę. Do tej pory niekwestionowanym ulubieńcem w tej kategorii była odżywka do włosów Biolaven - nie tylko posiadała naturalny skład ale także bardzo dobrze spisywała się na moich włosach. Od czasu do czasu zdradzałam ją z jakąś inną odżywką lub maską jednak finalnie zawsze okazywało się, że Biolaven spisuje się lepiej. 

Maska do włosów Superfood / Hair Food Papaja, Garnier Fructis 

Będąc na Ukrainie trafiłam na maskę do włosów Garnier Fructis Superfood w wersji papaja - oszołomiona wzorowym składem zakupiłam ją i pochwaliłam się Wam na instagramie. Zostałam zasypana masą wiadomości, że ta seria również jest dostępna w Polsce! Graficznie są identyczne, różnią się odrobinę w nazwie - na Ukrainie seria nazywa się "Superfood" a w Polsce "Hairfood". 

Na razie testowałam tylko Ukraińską wersję i po prostu się w niej zakochałam! Wspaniale wygładza i dociąża włosy, mocniej niż odżywka Biolaven, ale jednocześnie ich nie przetłuszcza. Po szamponach z proteinami, które opisałam Wam wyżej (Vianek regenerujący oraz mydło Babuszki Agafii) czasem zdarzył się lekki puszek (pogoda ma bardzo duży wpływ na finalny wygląd włosów w zależności od zastosowanego w danym dniu kosmetyku) ale po stosowaniu tej maski absolutnie puszenie się nie pojawiało! Stosowałam tę maskę nawet na całe włosy (również nakładając na skórę głowy) i nie powodowała przyklapu. Jednocześnie wspaniale nabłyszcza włosy i dyscyplinuje.

Maska ma niesamowicie apetyczny zapach papai, który uprzyjemnia jej stosowanie. Zapach ten utrzymuje się na włosach co niezwykle mnie cieszy! Sam fakt, że koncern typu Garnier wypuszcza kosmetyk o wzorowym składzie INCI bardzo dobrze świadczy o firmie, że słucha głosu konsumentów. Uważam, że wypuszczenie na rynek europejski serii masek o naturalnym składzie INCI jest krokiem milowym w kosmetologii - coraz więcej firm przekonuje się, że naturalne kosmetyki bardziej odpowiadają konsumentom! Bardzo bym chciała, żeby Garnier zauważył, że jest na tego typu produkty popyt - być może skuszą się na zrobienie kroku dalej i doczekamy się innych kosmetyków o naturalnych składach? Może szampony dopasowane do tych serii? Nie mam nic przeciwko a wręcz mój apetyt wzrasta!

Zakupiłam już wersję polską maski Garnier Fructis Hair Food w wersji papaja (są jeszcze banan, goji i makadamia) także jeśli chcecie, wykonam porównanie obu masek - dajcie mi znać w komentarzach, czy taki post by Was interesował! Mam też w planie przetestować inne maski z tej serii, ponieważ czytam o nich same pozytywne opinie!


Maska ma bardzo dużą objętość a także zbitą konsystencję, dzięki czemu jest wydajna. Już niewielka ilość wystarcza dla równomiernego rozprowadzenia na włosach. Testowałam ją we wszystkich trzech konfiguracjach zalecanych przez Producenta, tj. jako odżywkę, maskę i produkt do stosowania po umyciu i w każdym przypadku spisała się równie dobrze! 

Skład INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne):
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Carica Papaya Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Glycine Soja Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Cocos Nucifera Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Limonene, Parfum / Fragrance 

Cena: ok. 22 zł / 380 ml


Serum na końcówki włosów, NaturalME

Jak widzicie - bardzo wiele zmieniło się w pielęgnacji moich włosów ponieważ postanowiłam także wypróbować nowe serum do zabezpieczania końcówek włosów bez silikonów firmy NaturalME! Niezwykle mnie cieszy coraz większa popularność kosmetyków do zabezpieczania końcówek oparta o biodegradowalne analogi silikonów, które równie skutecznie jak one chronią włosy, jednocześnie nie są szkodliwe dla środowiska.

Serum NaturalME z pewnością wypada najbardziej ekonomicznie ze wszystkich dotychczas stosowanych serum do włosów (za pojemność 75 ml płacimy ok. 26 zł, przy czym za serum Vianek 30 ml - ok. 23 zł a za tę samą pojemność biofermentu z bambusa - ok. 20 zł). Jest również najbardziej treściwe pod względem konsystencji, co przekłada się na jego wydajność.



Niestety serum kompletnie się u mnie nie spisało - jest jeszcze bardziej treściwe od serum Vianka co powodowało przetłuszczanie się włosów niezależnie od użytej ilości. U mnie wciąż ulubieńcem pozostaje bioferment z bambusa EcoSPA, jako produkt wodnisty, bardzo lekki, nie obciążający nadmiernie końcówek.

Jeśli jednak którymś z Was nie spasował ani bioferment, ani Vianek - potrzebujecie czegoś jeszcze silniej wygładzającego - jak najbardziej zwróćcie uwagę na to serum. Nie jest to zły kosmetyk - po prostu nie przypadł do gustu moim włosom. Skład ma wzorowy, pięknie pachnie i cechuje go fantastyczna wydajność!

Mimo, że na moich włosach serum się nie spisało, postanowiłam wypróbować go w inny sposób - np. jako dodatek do olejowania włosów, który dodatkowo je nabłyszczy czy produkt do demakijażu. Czy chciałybyście post o alternatywnym zastosowaniu nietrafionych kosmetyków? Co nieco mogłabym w tej materii poopowiadać!

Skład INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne):
Hydrogenated Ethylhexyl Olivate, Hydrogenated Olive Oil Unsaponifiables, Crambe Abyssinica Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum

Cena: ok. 26 zł / 75 ml


Oczywiście niekwestionowanym punktem w pielęgnacji włosów każdej Włosomaniaczki jest olejowanie! Najlepiej spisuje się u mnie olej kokosowy i jestem na etapie poszukiwania innych olejów, które będą mu dorównywać. Tym razem postawiłam na olej makadamia i stosuję go na podkład nawilżający z gliceryny.

Wprawdzie olej makadamia nie spisuje się u mnie aż tak dobrze jak olej kokosowy (więc poszukiwania wciąż będę kontynuować), jednak na pewno mogę polecić go osobom o włosach niskoporowatych, które mają tendencje do tracenia objętości. Olej ten bardzo dobrze wygładza włosy ale jednocześnie nie obciąża ich nadmiernie. Jedyne, czego brakuje mi do pełni szczęścia, to charakterystyczna sztywność - do tej pory uzyskałam ją jedynie po oleju kokosowym. Jeśli jednak nie zależy Wam na tym efekcie sztywności (jakby prostowania) włosów, lubicie miękkie, lejące się pasma - śmiało wypróbujcie makadamię! Bardzo ładnie nabłyszcza włosy a także nie powoduje ich prostowania, więc z pewnością docenią go osoby dbające o fale i loki.

Cena: ok. 11 zł / 50 ml


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któreś z powyższych kosmetyków? Jak spisują się one u Was? 

A może znacie jakieś kosmetyki/triki dodające objętości włosom bez ich puszenia na końcach? Chętnie się z nimi zapoznam!

Pozdrawiam i życzę miłego dnia!
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl