Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mleczko. Pokaż wszystkie posty
[518.] Ulubieńcy ostatnich tygodni!

[518.] Ulubieńcy ostatnich tygodni!

Poprzednie denko jakie Wam pokazywałam było obszerne w mało znane kosmetyki - wszystkie jednak charakteryzowały się wzorowym składem INCI! Z racji tego, że wykończyłam sporą część swoich zapasów kosmetycznych, zaczęłam szukać nowości. Dziś, pod hasłem "Ulubieńców" chciałabym pokazać Wam kilka ciekawych produktów!


Mleczko do oczyszczania twarzy Naturativ


Nawilżenie jest podstawą działania przeciwstarzeniowego, dlatego wybieram kosmetyki delikatnie oczyszczające, które nie dają efektu ściągania skóry po umyciu oraz dyskomfortu. W ten sposób mam pewność, że ochronna bariera hydrolipidowa mojej skóry nie została naruszona. 


Systematycznie dostaję od Was pytania o kosmetyki Naturativ. Dotychczas stosowałam jedynie ich kojąco-liftingującą maskę 360°AOX, którą bardzo mile wspominam, dlatego postanowiłam, że najwyższa pora wypróbować kolejny ich produkt zwłaszcza, że posiadają wzorowe składy INCI! Jest to jedna z niewielu firm kosmetycznych w przypadku której można brać produkty "w ciemno" ponieważ zawsze mają bezpieczny i naturalny skład.

Mleczko pozytywnie zaskoczyło mnie swoim działaniem, ponieważ bardzo sprawnie radzi sobie z demakijażem chociaż posiada bardzo lekką konsystencję! Nie jest tłuste, nie pozostawia na twarzy nadmiernie treściwego filmu ale po zastosowaniu skóra jest miękka i gładka. Mleczko łagodzi zaczerwienienia cery, nie powoduje wzmożenia jej reaktywności. 

Kosmetyk jest bardzo wydajny, już niewielka ilość wystarcza do rozprowadzenia po sporej powierzchni skóry. Podczas jego stosowania nie zaobserwowałam czopowania ujść gruczołów łojowych czy wzmożenia trądziku, wręcz przeciwnie - niechciani goście, którzy pojawili się na mojej twarzy np. pod wpływem grzeszków dietetycznych szybko i sprawnie znikali! Sądzę, że bardzo dobre właściwości regeneracyjne cery mogły wynikać m. in. z obecności kojących ekstraktów w tym mleczku jak prawoślaz i rumianek solny:

Aqua, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Propanediol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Althaea Officinalis Root Extract, Tripleurospermum Maritima Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Carrageenan Chondrus Crispus, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum

Cena: ok. 60 zł / 200 ml


Peeling myjący do twarzy Be Organic


1x w tygodniu wykonuję peeling - przypominam, że zbyt częste wykonywanie peelingów przyczynia się do wzmożenia problemów z cerą i z tego powodu coraz mniej Producentów zaleca stosowanie peelingów 2-3x w tyg. jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu (kosmetologia to bardzo dynamicznie rozwijająca się gałąź nauk medycznych!). Osobiście odradzam także stosowanie preparatów z kwasami jako właśnie wyjątkowo stwarzających ryzyko nadmiernego złuszczania naskórka. Więcej o nadmiernym złuszczaniu wspominałam w I i II części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka natomiast owo Kompendium składa się aż z 5 części, dlatego odsyłam Was do sekcji "Pielęgnacja", gdzie są wszystkie wypisane.


Na kosmetyki marki Be Organic czaiłam się od dłuższego czasu i szukając peelingu moją uwagę przykuła właśnie ta marka. Peeling jest zamknięty w dużej butelce (aż 200 ml!) co jest gwarancją jego wydajności. Już w pierwszym kontakcie zachwycił mnie swoim świeżym aromatem z cytrusową nutą!

Ten peeling jest bardzo uniwersalnym kosmetykiem i wyjątkowo mogłabym go polecić do wszystkich typów cer (jedynie za wyjątkiem tych z aktywnym, ropnym trądzikiem, ponieważ w tym wypadku ogólnie odradzane są peelingi ziarniste) - posiada niewielkie drobinki złuszczające, które jednak skutecznie złuszczają martwy naskórek. Nie dajcie się zwieść jego pozornej delikatności! Złuszcza skutecznie ale jednocześnie nie podrażnia skóry, nie wzmaga jej reaktywności czy zaczerwienień. Dzięki odpowiedniej sile nacisku dłoni na drobinki jesteśmy w stanie stopniować intensywność peelingu w zależności od preferencji naszej skóry - jest to niezwykle istotne w przypadku cer mieszanych, gdzie różne partie twarzy wymagają różnej siły peelingu. 

Produkt bardzo łatwo zmywa się z twarzy, nie pozostawia żadnego filmu, co z pewnością przypadnie do gustu osobom o cerach z problemem komedogenności. Pozostawia skórę jedwabiście gładką i gotową na dalsze czynności pielęgnacyjne. Peelingi, które nie pozostawiają filmu na skórze (i które zawierają w sobie substancje myjące, które stosujemy w zamian za kosmetyk do oczyszczania dogłębnego) są idealne do stosowania przed przeróżnymi rodzajami serum i maseczek, ponieważ brak zalegających mas martwych komórek naskórka substancje z kosmetyków mają szansę lepiej oddziaływać na skórę!

Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Propanediol, Capryl/Cocamidopropyl Betaine, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Sodium Cocoamphoacetate, Oryza Sativa Powder, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Cellulose Gum, Carrageenan, Parfum, Ceratonia Siliqua Gum, Sucrose, Dehydroacetic Acid, Ginko Biloba Leaf Extract, Vitis Vinifera Leaf Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Cena: ok. 45 zł / 200 ml (aktualnie na stronie Producenta są promocje: peeling kosztuje ok. 35 zł a przy zakupie dowolnego kosmetyku można go dostać już za 1 zł!)


Hydrolat z róży damasceńskiej Cztery Szpaki


Uwialbiam hydrolaty różane - był to pierwszy rodzaj hydrolatu po jaki sięgnęłam na początku mojej przygody z naturalną pielęgnacją i wciąż do niego powracam. Testuję przeróżne marki i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł! Jednak w przypadku hydrolatów jest jeden, malutki ale robiący różnicę haczyk...

Chociaż nazwa "hydrolat różany" i "woda różana" zazwyczaj stosowane są zamiennie, to powinniśmy je rozróżniać. Hydrolat różany jest surowcem o znacząco niskim pH przez co po powoduje podrażnienia i zaczerwienienia u wielu osób. Natomiast wodą różaną nazywane są roztwory hydrolatu różanego z wodą o bezpieczniejszym pH zbliżonym do fizjologicznego a także woda z niewielką ilością dodatku olejku eterycznego z róży i substancjami regulującymi pH. Większość "hydrolatów" jakie miałam przyjemność stosować były właśnie wodami różanymi- nie uważam tego jednak za minus! Woda różana jest dużo lepszym wyborem w przypadku osób początkujących lub też tych z Was, które mają cerę wrażliwą, czy naczynkową. Woda różana także wyrównuje pH skóry a jednocześnie niemal nie wiąże się z nią żadne ryzyko podrażnień!

O hydrolatach Cztery Szpaki słyszałam wiele pochwał, dlatego z pełną świadomością kupiłam ich oryginalny hydrolat różany wiedząc, że może to być preparat, który spowoduje podrażnienie. Faktycznie tak też się stało, dlatego rozcieńczyłam hydrolat początkowo w zalecanej proporcji 1:1 - wciąż był jednak za mocny, dlatego następnie ponownie rozcieńczyłam. 


Tak rozcieńczony hydrolat spasował mojej skórze i mogłam go z powodzeniem stosować - należy mieć jednak na uwadze, że rozcieńczanie kosmetyku osłabia układ konserwujący. Dodawanie konserwantu na własną rękę jest ryzykowne, ponieważ dodany przez nas konserwant może wejść w interakcję z już zastosowanym przez Producenta konserwantem. Dlatego najbezpieczniejszą opcją jest rozcieńczanie hydrolatu z wodą w małych partiach a następnie przechowywanie w lodówce i obserwacja, czy nie wytrąca się mętny osad wskazujący na zepsucie. Tak też zrobiłam i ja, co umożliwiło mi całkowite zużycie hydrolatu.

Hydrolat Cztery Szpaki nie zawiódł mnie - systematycznie stosowany wspomógł wyciszenie gry naczyń krwionośnych, na czym najbardziej mi zależy. W dalszej części notki zauważycie, że w ostatnim czasie stosowałam kilka kosmetyków o działaniu mocno uszczelniającym naczynka (m. in. serum i olejek z wit. C) stąd nawet osoby trzecie zwracały mi uwagę, że moja cera ma się lepiej! Z całą pewnością hydrolat różany Cztery Szpaki również dołożył swoją "cegiełkę" do tego efektu.

Poza właściwościami wzmacniającymi naczynka, hydrolat bardzo dobrze nawilża skórę, wykazuje właściwości kojące a nawet jest zalecany w przypadku rewitalizacji i odbudowy cer dojrzałych. Ponadto posiada przepiękny, głęboki i ciepły (naturalny!) zapach róż!

Rosa Damascena Floral Water, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Cena: ok. 30 zł / 100 ml
Link do sklepu


Arganowy krem na dzień i na noc Fair Squared


Kosmetyki firmy Fair Squared mogę uznać za jedno z najważniejszych odkryć kosmetycznych 2018r.! Posiadają wzorowe składy INCI (jest to kolejna marka, w przypadku której możemy sięgać po produkty "w ciemno" bez obaw o jakieś ewentualnie szkodliwe substancje) a w dodatku są nagrodzone szeregiem certyfikatów jak Fair Trade (marka podkreśla, że wspiera uczciwy handel), Vegan, Cruelty Free, czy NaTrue! 

Postanowiłam wypróbować krem w wersji na dzień i na noc (w ofercie marki są obecne także kremy z przeznaczeniem osobno na dzień i osobno na noc) ponieważ w okresie wiosennym zaczynam często wyjeżdżać na weekendy i doceniam uniwersalne rozwiązania. 

Krem bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją konsystencją - być może niektóre z Was (zwłaszcza posiadaczki cer tłustych, trądzikowych i mieszanych) kojarzą emulsyjno-żelową konsystencję kultowego już kremu Eco Laboratorie z irysem SPF 15 - konsystencja kremu jest bardzo zbliżona, szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej tłustej warstwy! Stanowi idealną bazę pod makijaż dla osób o cerach problematycznych i skłonnych do komedogenności. Przy czym w porównaniu do kremu Eco Laboratorie, Fair Squared posiada o niebo lepszy skład! Ostatnio zgłębiam temat akrylamidu w kosmetykach i pod tym kątem krem Eco Laboratorie wypada blado... Posiada substancję, która nie powinna być obecna w kosmetyku naturalnym  (Hydroxyethyl Acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer) a ponadto Producent coś brzydkiego kombinuje ze składem - usunął z niego filtr UV chociaż na opakowaniu wciąż pozostała informacja, iż jest to krem z filtrem SPF 15! Nie pozostaje mi nic innego tylko obserwować dalszy ciąg wydarzeń...

Jednak my tu nie o Eco Laboratorie a o Fair Squared! Wracając do omawianego ulubieńca, to mimo lekkiej i dobrze wchłanialnej konsystencji mocno nawilża i odżywia skórę. Pozostawia ją gładką i przyjemną w dotyku. W składzie znajdziemy zbilansowaną ilość emolientów (oliwa, olej ze słodkich migdałów i arganowy) do humektantów (gliceryna i sok z aloesu) które odpowiadają nie tylko za mocne nawilżenie skóry ale również opóźnianie procesów jej starzenia!

Aqua, Glycerine, Vitis Vinifera Seed Oil, Polyglyceryl-3 Dicitrate/Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Olea Europaea Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Decyl Oleate, Glyceryl Stearate, Tapioca Starch, Stearyl Alcohol, Betaine, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum, Tocopherol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Linalool, Limonene

Cena: ok. 55 zł / 30 ml


Serum anti-age dla cery suchej i dojrzałej Planeta Organica


Serum Planeta Organica już od dawna zachwyca mnie swoimi właściwościami wzmacniającymi naczynka i wyciszającymi rumień a jednocześnie jest bardzo dobrym kosmetykiem rewitalizującym cerę dojrzałą. Dostarcza cerze przeróżnych substancji aktywnych- jest bogate w oleje i ekstrakty roślinne ale nie tylko - w składzie znajdziemy również kwas hialuronowy, witaminę C, dysmutazę ponadtlenkową (silny przeciwutleniacz!), witaminę A (palmitynian retinylu), niacyamid i wiele, wiele innych! Cena produktu (chociaż wcale nie niska) jest bardzo atrakcyjna jak na ilość substancji czynnych znajdujących się w preparacie. Sądzę, że niejeden Producent mógłby za taki skład żądać znacznie wyższych cen!

Jest to serum o bogatym składzie i wielokierunkowym działaniu ukierunkowanym na przeciwdziałanie procesom starzenia się skóry, jednocześnie bez jej zbędnego obciążania. Bardzo podoba mi się żelowa, lekko płynna konsystencja, która bardzo dobrze współpracuje zarówno z później zaaplikowanym kremem jak i olejem. Wchłania się bardzo szybko i całkowicie, nie pozostawiając tłustej powłoki. Zwolenniczkom koreańskiej pielęgnacji mogłabym zaproponować ten preparat w formie esencji.

Aqua, Glycerin, Saccharide Isomerate, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Vegetable Protein, Panax Ginseng Root Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil, Asparagus Racemosus Root Extract, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis Oil, Saccharide Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album Oil, Myrtus Communis Oil, Rosa Centifolia Flower Oil, Oryza Sativa Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract , Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Iris Florentina Root Extract, Salix Alba Bark Extract, Curcuma Longa Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract , Citrus Grandis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide Dismutase, Tocopherol, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, Squalane, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Iron Oxydes

Cena: ok. 35 zł / 50 ml


Ziołowy olejek do dekoltu z witaminą C Botanicum Natural SPA


Chociaż olejek dedykowany jest do pielęgnacji dekoltu to stwierdziłam, że z powodzeniem można go stosować również na twarz. Zwłaszcza kusiła mnie perspektywa aplikacji tego oleju w połączeniu z serum Planeta Organica. Podwójna dawka witaminy C, zarówno tej zawieszonej w preparacie żelowym jak i olejowym była obiecująca!

Jak wspominałam Wam już wcześniej- ukierunkowanie pielęgnacji na wzmacnianie naczynek w przeciągu tych kilku tygodni gdy stosowałam powyższe kosmetyki przyniosło bardzo zadowalające rezultaty w postaci znacznie wyciszonej gry naczyń krwionośnych na którą zwracały uwagę nawet inne osoby! 

Bardzo doceniam oleje w pielęgnacji - zarówno te czyste jak i ich mieszanki. To proste i bardzo skuteczne kosmetyki o maksymalnej zawartości substancji czynnych, ponieważ oleje nie tylko hamują ucieczkę wody z naskórka ale także uelastyczniają go i dostarczają skórze niezbędnych witamin oraz składników odżywczych. Tak też było w przypadku olejku Botanicum Natural SPA - cera stała się odżywiona, pełna blasku, miała wyrównany koloryt. Nie zaobserwowałam powstawania niedoskonałości po aplikacji tego produktu!


Calendula Officinalis Flower (and) Helianthus Annuus Seed Oil, Daucus Carota root (and) Helianthus Annuus Seed Oi, Trifolium pratense Flower (and) Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Tocopherol

Cena: ok. 50 zł /  30 ml


Intensywnie wzmacniająca maska do włosów Vianek
 

Równowaga proteinowo-emolientowo-humektantowa (PEH) jest bardzo istotną kwestią w przypadku pielęgnacji włosów! O ile moim kosmykom często dostarczam humektantów i emolientów o tyle ciężko mi dobrać odpowiednie kosmetyki z dodatkiem protein. Ciekawym rozwiązaniem okazała się maska Vianek, która w składzie zawiera wysoką dawkę protein pszenicy i owsa jednak zrównoważone olejem ze słodkich migdałów oraz naturalnymi, nieszkodliwymi dla środowiska analogami silikonu - Isoamyl Laurate oraz Isoamyl Cocoate. W masce znajdziemy także ekstrakt z aloesu, dzięki czemu maska ta dostarcza wszystkich grup substancji niezbędnych do prawidłowej pielęgnacji włosów. 


Maskę aplikuję min. 30 min przed myciem głowy. Po umyciu włosów nakładam swoją ulubioną odżywkę Biolaven - po takim zabiegu włosy lekko się puszą (po tak sporej dawce protein jest to w moim przypadku nieuniknione) jednak zyskują jednocześnie niesamowitą gładkość. Maska znacznie ułatwia rozczesywanie włosów i uważam, że marka objęła bardzo ciekawą drogę tworzenia nowych kosmetyków do włosów.

Po kolejnym myciu nie zostaje nawet najmniejszy ślad po lekkim przeproteinowaniu, za to włosy wciąż pozostają gładkie, lśniące i wyraźnie bardziej "mięsiste" w dotyku! Maska z pewnością zagości u mnie na dłuższy czas!

Aqua, Cetyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glycerin, Panthenol, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate, Hydroxystearic Acid, Symphytum Officinale Root Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydrolyzed Oats, Tocopheryl Acetate, Hydrolyzed Wheat Protein, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Benzoate, Pinus Silvestris Oil, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

Cena: ok. 23 zł / 150 ml


Krem do rąk z olejem z migdałów Fair Squared
 

Moja uwaga została zwrócona na markę Fair Squared dzięki jednej z Was (którą serdecznie pozdrawiam i dziękuję za polecenie!) właśnie podczas tworzenia wpisu o sposobach i kosmetykach na bardzo przesuszone dłonie. Przeglądając ofertę marki wpadłam także na kilka innych, bardzo ciekawych kosmetyków jak np. "mydło" do golenia czy też waniliowy żel pod prysznic (które można wygrać w organizowanym przeze mnie konkursie!) 

Faktycznie krem ma niezwykle bogatą konsystencję, ale jednocześnie nie jest tłusty. Mocno nawilża i regeneruje suchą skórę dłoni. Bardzo sprawnie i w krótkim czasie się wchłania co sprawia, że z powodzeniem mogłam wykorzystywać go w pracy bez obaw o niekomfortowe uczucie "śliskich" dłoni. Krem skutecznie wzmacnia skórki wokół paznokci i zapobiega ich szorstkości oraz odrywaniu się! Posiada przyjemny, ciepły i lekki (a nie duszący) aromat.

Aqua, Glyceryl Stearate SE, Olea Europaea Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Betaine, Tapioca Starch, Potassium Sorbat,  Sodium Benzoat, Xanthan Gum, Parfum, Citric Acid, Tocopherol, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol

Cena: ok. 35 zł / 100 ml


Peeling do ciała masło shea i olejek migdałowy, Wellness & Beauty


W zdecydowanej większości przypadków Rossmann odwiedzam tylko wtedy, gdy mają na promocji kocią karmę. I tak wybierając pomiędzy karmą z kurczakiem a wołowiną wpadł mi w oko czerwony napis informujący o promocji. A jak każda kobieta reaguję na hasło "promocja" nieskrywaną ciekawością, żeby tylko zerknąć, co to dają i za ile? Tym sposobem zwróciłam uwagę na skład peelingu Wellness & Beauty, który okazał się być całkowicie naturalnym i bezpiecznym!

Równie pozytywnie zaskoczyło mnie działanie peelingu - jest to dość mocny "zdzierak" ponieważ zawiera w sobie drobinki soli. Osobiście lubię solne peelingi a moim dotychczas ulubionym był energetyzująco-detoksykujący Vianek. Przyznam, że peeling W&B mocno zachwiał Viankiem na pozycji ulubieńca - pozostawia równie przyjemnie gładką skórę, która nie wymaga aplikacji balsamu a jednocześnie jest bardziej przystępny cenowo. Po zastosowaniu skóra jest nie tylko gładka, ale posiada pewną "śliskość", niczym jedwab! Peeling poprawia miękkość i elastyczność naskórka a w dodatku ma przecudowny, pudrowy zapach - wąchany bezpośrednio z opakowania jest dość mocny jednak dzięki temu skóra pachnie jeszcze przez kilka godzin po aplikacji peelingu!

Dla niektórych minusem może być szklany, dość ciężki słoik, w którym zamknięty jest produkt. Osobiście także mam obawy przed trzymaniem takiego produktu na półce pod prysznicem, ponieważ łatwo o chwilę nieuwagi i katastrofę. Z drugiej jednak strony szkło może zostać poddane recyklingowi oraz mamy pewność, że żadne potencjalnie szkodliwe substancje nie przenikają z opakowania do produktu. Słoik posiada bardzo mocne zamknięcie dzięki czemu mamy pewność, że woda ani para wodna nie dostaną się do kosmetyku - a gdyby tak się stało, mogłyby spowodować jego zepsucie się!

Maris Sal, Ethylhexyl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopherol, CI14720, CI 19140, CI 28440

Cena: ok. 15 zł / 300g


Balsam do ciała z masłem kakaowym Fair Squared


Ostatnim kosmetykiem o którym chcę Wam dziś opowiedzieć jest balsam do ciała z masłem kakaowym Fair Squared - warto zwrócić na niego uwagę ze względu na coraz wyższe temperatury na zewnątrz! Balsam błyskawicznie się wchłania, ma lekką konsystencję przywodzącą mi na myśl lekki jogurt naturalny - będzie więc idealnym wyborem na późną wiosnę/lato!

Pomimo lekkiej konsystencji bardzo mocno nawilża skórę i pozostawia ją przyjemnie gładką. Nadaje skórze przyjemny, świeży i lekki zapach. Dzięki obecności masła kakaowego silnie odbudowuje i regeneruje skórę zaaplikowany nawet w niewielkiej ilości a dodatek oliwy z oliwek wspiera odbudowę bariery hydrolipidowej dzięki czemu systematycznie stosując balsam można zażegnać problem drobnopłatkowego złuszczania skóry na ciele! 

Kosmetyk szczególnie poleciłabym tym z Was, które mają problemy z wrastającymi włoskami, ŁZS albo rogowaceniem okołomieszkowym - w przypadku tego typu schorzeń bardzo istotną kwestią jest nawilżanie skóry ale bez jednoczesnego jej obciążania i czopowania ujść gruczołów łojowych, co mogłoby doprowadzić do zaostrzenia zmian chorobowych!

Aqua, Olea Europaea Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Hydrogenated Vegetable Glycerides, Sodium Stearoyl Glutamate, Theobroma Cacao Seed Butter, Xanthan Gum, Glyceryl Caprylate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Tocopherol, Citric Acid

Cena: ok. 55 zł / 250 ml
Link do sklepu


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie któryś z powyższych ulubieńców - jeśli tak, jak spisują się oni u Was? A może zainteresowałam Was którymś z powyższych kosmetyków?

Z racji tego, iż wielkimi krokami zbliża się długi weekend, chciałabym serdecznie zaprosić Was na instagram, ponieważ będzie mnie tam zdecydowanie więcej i łatwiej będzie mnie złapać. Wyjeżdżam na szybki trip po Ukrainie i chętnie będę się z Wami dzielić spostrzeżeniami i relacjami na InstaStory! 

Będąc na Ukrainie chciałabym także opublikować zaległe marcowe denko - jeśli tylko internet na to pozwoli, mam jednak nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie!

Oczywiście w planie mam przegląd tamtejszych drogerii i zielarni - pobieżnie zapoznałam się już z tamtejszą ofertą kosmetyków naturalnych, wiem czego się spodziewać (dobrych cen!) także tym razem postaram się iść na jakość a nie na ilość ;)


Pozdrawiam serdecznie i przypominam o trwającym konkursie w którym można wygrać zestaw kosmetyków o wartości ~ 1200 zł!


[436.] Gratka dla skór suchych i wrażliwych: mleczko oczyszczające i krem peelingujący marki Marilou BIO

[436.] Gratka dla skór suchych i wrażliwych: mleczko oczyszczające i krem peelingujący marki Marilou BIO

Do dzisiejszego wpisu zapraszam zwłaszcza osoby o skórach suchych, wrażliwych, naczynkowych, wymagających nawilżenia i delikatnego traktowania. Będąc na targach "Eko Cuda" w kwietniu, miałam przyjemność zapoznać się bliżej z nową na polskim rynku marką francuskich kosmetyków naturalnych- Marilou BIO. 

Marka ta zainteresowała mnie przede wszystkim wzorowymi składami INCI, ale miłą niespodzianką jest szeroki zakres cen kosmetyków tej firmy: znajdziemy wśród nich te przystępne dla kieszeni jak i ciut droższe. Na pierwsze spotkanie z tą marką wybrałam bardziej ekonomiczną wersję chociaż w przypadku tych kosmetyków mogłabym przytoczyć przysłowie, iż "apetyt wzrasta w miarę jedzenia"- z przyjemnością zapoznam się bliżej z pozostałą ofertą!


Mleczko oczyszczające do twarzy


Zaintrygował mnie skład tego mleczka, jest nietypowy- zerknijcie w INCI, jestem ciekawa, czy zgadniecie, co przykuło moją uwagę: 

Aqua, Glycerin, Butyrospermum Parkii, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Stearate Citrate, Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Xanthan Gum, Parfum, Sodium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, D-Limonene, Citronellol, Linalool 

Na zielono zaznaczone substancje aktywne: oleje: jojoba i słonecznikowy, witamina E, masło shea oraz aloes i gliceryna.

To, co przykuło moją uwagę w pierwszej kolejności to brak "typowych" substancji myjących, związków powierzchniowo-czynnych. Z jednej strony uznałam to za ciekawy wybór dla osób, których skóry źle znoszą substancje myjące, u których często powraca uczucie "ściągnięcia skóry". Ale co w takim razie odpowiada za właściwości myjące mleczka? Oleje? Emulgatory? Czy będzie w stanie skutecznie zmyć makijaż? Czy przy pomocy tego mleczka będzie można oczyścić także skórę dogłębnie?

Kosmetyk ten bardzo mnie zaintrygował i nie mogłam przepuścić okazji, by nie poznać go bliżej! 

Za właściwości myjące tego mleczka odpowiadają głównie emulgatory- Glyceryl Stearate Citrate i Cetearyl Alcohol. Przy poruszaniu ich tematu chciałabym wspomnieć o pojawiających się informacjach, że emulgatory wymywają lipidy z warstwy hydrolipidowej naskórka, co może prowadzić do nadmiernego wysychania skóry. Niestety, żadna substancja zawarta w kosmetyku nie jest "inteligentna" i jeśli któraś ma właściwości "wiązania" brudu (substancji tłuszczowych), to również będzie miała możliwość "wiązania" lipidów z powłoki ochronnej naskórka (ponieważ to też są substancje tłuszczowe). Na szczęście nie można porównać emulgatorów do substancji myjących- mimo posiadania możliwości wiązania lipidów naskórka, nie jest to tak skuteczny efekt, jak w przypadku tych drugich. W przeciwnym wypadku po stosowaniu kosmetyków obserwowalibyśmy odwodnienie i wysuszenie cery: emulgatory są w każdym kosmetyku o konsystencji kremu: kremach do twarzy, balsamach, mleczkach, emulsjach. To właśnie dzięki nim jesteśmy w stanie połączyć fazę wodną i olejową kosmetyku i wytworzenie odpowiedniej konsystencji, która będzie trwała i nie będzie się rozwarstwiać. 


Emulgatory zastosowane w tym mleczku są dopuszczone do stosowania w kosmetykach naturalnych i mogę określić je jako bezpieczne. A po czym poznać, że w kosmetyku są zawarte substancje, które naruszają barierę hydrolipidową skóry? Po obecności uczucia "ściągnięcia" po zastosowaniu kosmetyku myjącego! Dlatego powtarzam, że kosmetyk myjący nie może pozostawiać na skórze takiego efektu- oznacza to, że jest zbyt mocny dla naszej skóry i przy długotrwałym stosowaniu może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Mleczko bez trudu zmywa makijaż- nawet wodoodporny- a przy tym nie szczypie w oczy. Postanowiłam iść o krok dalej i oczyszczać tym mleczkiem skórę dwuetapowo: moja cera całkiem dobrze toleruje kosmetyki pozostawiające film na skórze, byłam ciekawa, czy mleczko spowoduje u mnie wysyp niedoskonałości, czy jednak moja skóra wymaga aż tak delikatnego oczyszczania?

Stosując to mleczko samodzielnie, ale dwa razy pod rząd (o tym, jak powinno się używać mleczek) kosmetyk także dobrze się spisywał: delikatnie oczyszczał, nie pozostawiając tłustej powłoki. Niestety, przy długotrwałym stosowaniu zaczęły pojawiać się pojedyncze wypryski- po prostu moja skóra wymaga odrobinę mocniejszego oczyszczania. Natomiast mleczko to mogę polecić osobom o skórach bardzo suchych, wymagających delikatnego oczyszczania, u których często pojawia się uczucie "ściągnięcia" czy suchości skóry. Mleczko to z pewnością nie naruszy bariery hydrolipidowej skóry i nie spowoduje jej wysuszenia. Natomiast jako produkt do demakijażu, spisuje się wzorowo: dokładnie zmywa makijaż i przygotowuje skórę na dalsze czynności pielęgnacyjne.


Krem peelingujący

Początkowo spodziewałam się, że będzie to peeling enzymatyczny- zasugerowałam się nazwą "exfoliant", która od razu kojarzy mi się z kwasami. Ku miłemu zaskoczeniu, produkt ten jest peelingiem drobnoziarnistym, ale o małym zagęszczeniu drobinek.

Kosmetyk ten jest jeszcze delikatniejszy niż peelingi ziarniste Sylveco czy moje ulubione scruby Babuszki Agafii- jeśli szukacie kosmetyku dla cer wrażliwych, suchych czy naczynkowych, ale enzymatyczne nie dają zadowalających rezultatów, to jest to opcja warta rozważenia. Mimo swojej delikatności, skutecznie złuszcza martwe komórki naskórka.

Skład:
Aqua, Lippia Citriodora Water, Sesamum Indicum Seed Oil, Butyrospermum Parkii, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Alcohol, Tocopherol, Silica, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Ci 77289 

Na zielono zaznaczyłam substancje aktywne (werbena, gliceryna, olej sezamowy i masło shea) a na fioletowo - ziemię okrzemkową.

Ponieważ peeling ten nie zawiera substancji myjących, stosujemy go po uprzednim umyciu skóry. Więcej o peelingach a także o tym, które miejsce w szeregu pielęgnacji one zajmują w I części Kompendium Wiedzy o Złuszczaniu Naskórka.

Zarówno w powyższym peelingu jak i wcześniej opisywanym mleczku, troszkę zaniepokoiła mnie obecność wodorotlenku sodu (Sodium Hydroxide)- na szczęście jest on dodany w znikomej ilości, by uregulować pH obu kosmetyków. W obu produktach jest obecny emulgator silnie zakwaszający (Glyceryl Stearate Citrate) i żeby wyrównać pH produktu, dodano regulator w formie wodorotlenku sodu. Finalnie pH obu produktów waha się w granicach 4,5 (mierzone pehametrem)- uważam więc  produkty za bezpieczne =).


Po pierwszej przygodzie z kosmetykami Marilou BIO jestem bardzo na "tak" i z przyjemnością zapoznam się z innymi produktami tej marki. Mam też nadzieję, że będą coraz łatwiej dostępne ;).

A czy Wy znacie te kosmetyki albo markę? Jakie jest Wasze zdanie?

Pozdrawiam serdecznie!

[373.] Mleczka kosmetyczne- jak używać? Dla kogo? Czy należy obawiać się ich komedogenności?

[373.] Mleczka kosmetyczne- jak używać? Dla kogo? Czy należy obawiać się ich komedogenności?

Mleczka to chyba najmniej lubiany kosmetyk – wielu osobom kojarzy się z tłustym filmem pozostawionym na skórze, produktem, który zapycha ujścia gruczołów łojowych („pory”) i przyczynia się do powstawania niedoskonałości. Z tego względu mleczka nie cieszą się popularnością chociaż są jednym z pierwszych kosmetyków, które się w ogóle pojawiły. 

Mleczka (lub inaczej: „śmietanki”) miały być kosmetykiem, który umożliwił zmywanie makijażu kobietom, które po mydle odczuwały ściągnięcie, pieczenie cery. Ich tłusta konsystencja umożliwiała dobre rozpuszczenie kosmetyków kolorowych, przynosiły ukojenie cerom suchym a przy tym je pielęgnowały. Oczywiście najtańszą i najbardziej treściwą konsystencją wykazywał się olej mineralny (tj. parafina płynna) i to ona nadaje do dnia dzisiejszego nieprzyjemną „tłustość” większości mleczek.

Na szczęście w kosmetykach naturalnych parafina nie jest wykorzystana- w mleczkach została zastąpiona olejkami o różnych właściwościach. W zależności od rodzaju oleju użytego w kosmetyku, możemy spodziewać się różnej konsystencji mleczek: nawet tak lekkich, które nie pozostawiają filmu na skórze. 


Jednak do czego tak naprawdę służy mleczko? Jedni używają je do mycia twarzy, inni do demakijażu, niektóre osoby preferują nakładać je bezpośrednio na twarz, pozostali na płatek kosmetyczny. Producenci również nie określają jasno, czemu dany kosmetyk ma służyć. Natomiast mleczko to niebywale uniwersalny kosmetyk! Można użyć go na trzy sposoby:
1. Produkt do demakijażu- z pomocą mleczka zmywamy kosmetyki kolorowe a później przechodzimy do mycia twarzy glinką, emulsją, pianką lub żelem;
2. Kosmetyk do oczyszczania właściwego- przed użyciem mleczka zmywamy makijaż płynem micelarnym. Następnie rozprowadzamy mleczko dłońmi i wykonujemy krótki masaż.
3. Zarówno do demakijażu jak i oczyszczania właściwego- w tym przypadku nakładamy mleczko dwukrotnie. Jest to na tyle delikatny kosmetyk, że mimo dwukrotnej aplikacji, nie naruszy warstwy hydrolipidowej (ochronnej).

Ciekawy jest również sposób jego nakładania i zmywania: w przypadku aplikacji mleczka na twarz, możemy to zrobić przy pomocy płatka kosmetycznego, ale tylko w przypadku, gdy mleczko ma nam posłużyć do zmycia makijażu (pkt. 1). Zawsze nakładając kosmetyk na płatek kosmetyczny (czy to mleczko, czy płyn micelarny) i przecierając nim twarz, zmywamy tylko jej powierzchnię. Natomiast skórę trzeba masować, by oczyścić ją dogłębnie- dlatego serdecznie polecam nakładanie mleczka dłońmi! Zmyć mleczko możemy przy pomocy wody lub czystego płatka kosmetycznego.

Aktualnie, gdy pogoda na zewnątrz jest bardziej wymagająca a ja coraz więcej czasu spędzam w pomieszczeniach z ciepłym nawiewem, chętnie sięgam po mleczka, ponieważ są bardzo delikatnymi kosmetykami myjącymi. Nie wypłukują warstwy ochronnej z naskórka, dodatkowo nawilżając skórę, kojąc i wyciszając zaczerwienienia. W tym jesiennym okresie chętnie sięgam po mleczka nawilżające, o lekkich konsystencjach natomiast gdy pogoda jest bardziej wietrzna, czy mroźna: sięgam po bardziej treściwe produkty.


Organic Therapy, oczyszczające mleczko z proteinami jedwabiu


To właśnie jedno z mleczek, które aktualnie preferuję. Jest bardzo lekkie, nie obciąża cery a przy tym świetnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu. W składzie znajdziemy tytułowe proteiny jedwabiu, które zapobiegają utracie wody z naskórka i wygładzają cerę oraz pokrzywę, rumianek i herbatę chińską, które pomagają zmniejszyć łojotok, ograniczyć pojawianie się niedoskonałości oraz zmniejszyć zaczerwienienia cery.


INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne, na niebiesko delikatny środek myjący, na fioletowo bezpieczne konserwanty):



Aqua with infusions of: Organic Hydrolyzed Silk Protein, Organic Urtica Dioica Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Camelia Sinensis Leaf Extract, Dicaprylyl Ether, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Sodium Stearoyl Glutamate, Ceramide Vegetable, Xantan Gum, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid




Vianek, nawilżające mleczko do demakijażu





To kolejne mleczko, po które aktualnie sięgam, ponieważ ma przyjemnie lekką konsystencję. Dzięki zawartości oleju z kiełków pszenicy oraz ekstraktu z podbiału działa nawilżająco i przeciwzmarszczkowo.


INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne, na niebiesko delikatny środek myjący, na fioletowo bezpieczne konserwanty):


Aqua, Glycine Soja Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Glycerin, Tussilago Farfara Leaf Extract, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cocamidopropyl Betaine, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid


Vianek, odżywcze mleczko do demakijażu


To mleczko jest bardziej treściwe, zdecydowanie lepiej spisze się podczas bardziej niesprzyjającej pogody. Zawiera w składzie uszczelniający naczynka olej rokitnikowy a także olej z pestek moreli, ekstrakt z nasion lnu i miód, które zapewniają odpowiednie odżywienie cery oraz wspomagają wiązanie wody w naskórku.


INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne, na niebiesko delikatny środek myjący, na fioletowo bezpieczne konserwanty):



Aqua, Glycine Soja Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Glycerin, Linum Usitatissimum Seed Extract, Mel Extract, Cocamidopropyl Betaine, Cetearyl Alcohol, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid
 
 

  Sylveco, arnikowe mleczko oczyszczające



To kosmetyk o najbardziej treściwej konsystencji z wyżej wymienionych. Chętnie sięgam po nie zimą, ponieważ nie podrażnia cery i łagodzi czerwony, otarty nos podczas kataru ;). Mleczko to jest wykonane w myśl zasady OCM, które uwielbiam- nie posiada żadnego środka powierzchniowo-czynnego (detergentu) a za jego właściwości oczyszczające odpowiada olej rycynowy. W składzie znajdziemy arnikę, która uszczelnia naczynia krwionośne, działa przeciwobrzękowo (zmniejsza worki pod oczami!) a rycyna nie tylko oczyszcza ale również wzmacnia rzęsy i brwi.

INCI (na zielono zaznaczone substancje aktywne, na fioletowo bezpieczne konserwanty):

Aqua, Glycine Soja Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Betulin, Arnica Montana Flower Extract, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Sucrose Cocoate, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid



Moja metoda:
Osobiście preferuję stosowanie mleczka wg punktu nr 3: używam je dwa razy pod rząd, najpierw by zmyć kosmetyki kolorowe, następnie w celu oczyszczenia dogłębnego porów. Za każdym razem wykonuję krótki masaż po czym wycieram zawiesinę płatkami kosmetycznymi. Na sam koniec spłukuję twarz wodą, by mieć pewność, że mleczko zostało całkowicie usunięte z twarzy. Następnie przechodzę do tonizacji i kolejnych etapów pielęgnacji cery. 

Doceniam mleczka za ich uniwersalność: jeden kosmetyk zastępuje mi zarówno kosmetyk do demakijażu jak i oczyszczania cery. Dzięki nim usuwam zabrudzenia nie tylko z powierzchni twarzy, ale również okolicy oczu, w tym wodoodporny eyeliner czy tusz. Idealnie spisuje się na wyjazdach i w podróży!

Dla kogo?
Mleczka polecam wszystkim osobom, nie tylko tym, które nie mają tendencji do wyprysków. Pomogą nie tylko oczyścić cerę ale też wzmocnią ją przed odwodnieniem i czynnikami zewnętrznymi a to zaprocentuje w przyszłości  opóźnieniem procesów starzenia cery! Każdy znajdzie odpowiednie mleczko dla siebie- podobnie jak żele, są bardziej ściągające i delikatniejsze, tak samo mleczka: są o lżejszych i gęstszych konsystencjach. Nawet, jeśli jesteście osobami o cerze normalnej, mieszanej, łojotokowej, jednak nie borykacie się z wypryskami: próbujcie! Mleczko dobrze rozpuszcza nadmiar sebum a dzięki temu, że nie podrażnia cery, nie będzie wzmagać łojotoku. Osoby o cerach trądzikowych i z tendencją do niedoskonałości powinny uważać i w takich wypadkach lepiej wybrać oczyszczanie glinką, piankę, emulsję lub żel bez SLS/SLES

Większość wymienionych powyżej kosmetyków jest dostępna w aptekach i sklepach zielarskich. Mleczko Organic Therapy może być trudniej dostępne, ponieważ niewiele sklepów prowadzi tę markę, dlatego przypominam o trwającej promocji na sklepie naturabazar.pl – wpisując hasło „kosmetologianaturalnie71B551” uzyskacie 10% rabatu na to mleczko oraz pozostałe produkty z oferty =)

Pozdrawiam,

[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?

[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?




Witam!

We wrześniowym denku opisywałam Wam bardzo ciekawy produkt a jest nim Arnikowe Mleczko Oczyszczające firmy Sylveco. Konsystencją oraz kolorem nie odbiega od klasycznych mleczek, dlaczego więc ten produkt tak bardzo przykuł moją uwagę?

Opis producenta:
"Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy.
Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie."

Skład: Woda,  Olej sojowy,  Olej rycynowy,  Gliceryna,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Betulina,  Ekstrakt z arniki górskiej,  Witamina E,  Panthenol,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy (klik w nazwę spowoduje przekierowanie do strony Sylveco.pl, gdzie można przeczytać więcej informacji o danym składniku).

Cena: nie wyższa niż 20 zł 


Moją uwagę przykuł fakt, iż w tym mleczku substancją oczyszczającą jest... olej rycynowy, czyli dokładnie ten olej, który wykorzystuje się do oczyszczania twarzy olejami metodą OCM! Postanowiłam wypróbować ten produkt, czy jest rzeczywiście tak samo skuteczne jak OCM.

(Więcej o tym, czym jest OCM i jak stworzyć najbardziej uniwersalną mieszankę pisałam tutaj: KLIK!)

Końcem września wyjechałam na 2-tygodniowy urlop do Grecji, to baaaardzo małej miejscowości, wręcz na końcu świata. Do oczyszczania twarzy miałam jedynie to mleczko i stosowałam je sumiennie przez 2 tygodnie min. 2x dziennie.


Jak oczyszczałam twarz z użyciem tego mleczka?
Zwilżałam dłonie oraz twarz, niezależnie od tego, czy miałam makijaż, czy też nie. Nanosiłam ok. 2 pompki produktu na dłoń, po czym masowałam mleczkiem twarz. Masaż wykonywałam ok. 1 minuty, po czym spłukiwałam produkt ciepłą wodą i całą sekwencję wykonywałam jeszcze raz. Dlaczego?

Wykonując pierwsze oczyszczanie zmywałam pozostałości makijażu i zabrudzenia dnia codziennego, które zebrały się na powierzchni skóry. Natomiast drugie oczyszczanie ma na celu uczyszczenie skóry dogłębnie, by wniknąć głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i oczyścić je. Dzięki temu zapobiegam powstawaniu zaskórników. Mleczko to nie posiada w sobie żadnych detergentów, dlatego jest bardzo łagodne dla skóry, nie podrażnia jej ani nie zmienia jej pH. Dlatego spokojnie możemy używać mleczka dwukrotnie i po jego zastosowaniu nie musimy używać toniku (tak, jak w przypadku OCM).

Fakt, iż mleczko to nie posiada detergentu, dodatkowo wpływa na brak uczucia ściągnięcia skóry. Zaraz po zastosowaniu mleczka nie mamy uczucia, że musimy szybko nałożyć krem na twarz, bo inaczej skóra nam "pęknie".

(Warto zwrócić uwagę na zamknięcie opakowania- pompka ułatwia dozowanie produktu.)

Dla jakich cer mogę polecić to mleczko? Przede wszystkim dla cer suchych, które są niedostatecznie natłuszczone. Mleczko to pomoże im odbudować ochronną warstwę hydrolipidową. Polecam również posiadaczkom cer naczyniowych, ponieważ zawarta w mleczku arnika wzmacnia naczynka krwionośne, uszczelnia je, dzięki czemu rumień jest mniej widoczny.

A jak sprawdziło się mleczko u mnie?
Pokładałam w nim na prawdę duże nadzieje- i rzeczywiście w kwestii oczyszczania mleczko mnie nie zawiodło. Nie zauważyłam u siebie rozszerzenia porów, zaskórników ani nadmiernego błyszczenia się skóry. W dodatku moja naczynkowa cera była wyciszona, co również bardzo mi odpowiadało. Niestety, przy długotrwałym stosowaniu mleczko nie zahamowało wysypu pryszczy, które charakteryzuje moją tłustą cerę. Chociaż wzmożony wysyp niechcianych gości mógł być spowodowany również zmianą diety oraz wystawianiem twarz na działanie słońca.


Uważam jednak, że produkt jest godny polecenia, szczególnie osobom, które nie borykają się z uciążliwym trądzikiem. U mnie w łazience mleczko ma już swoje stałe miejsce, by poratować mnie w nagłych sytuacjach oraz gdy żadne inne środki nie radzą sobie z demakijażem (produkty charakteryzatorskie najlepiej zmywa mi się olejami lub właśnie tym mleczkiem).

A czy mogłabym nazwać to mleczko zamiennikiem dla OCM?
No cóż, mimo, że to mleczko ma wiele wspólnego z oczyszczaniem twarzy olejami, nie daje aż tak spektakularnego efektu (wypowiadam się strikte na temat swojej skóry- do swojej mieszanki OCM dodaję olej z pachnotki, który zwalcza Propionibacterium acnes wywołujące trądzik, dlatego po OCM nie mam problemów z trądzikiem). Możliwe jednak, że przy innych typach cer sprawdzi się jeszcze lepiej niż u mnie- tak na prawdę ile osób, tyle różnych problemów skórnych i każdy musi wypróbować na sobie, co mu pasuje :). Na wyjazdy mleczko nadaje się idealnie, ponieważ nie muszę bawić się w odmierzanie proporcji olejów, do zmywania nie potrzebuję chusteczek, gąbeczki czy ręczniczka a samo oczyszczanie twarzy trwa troszkę krócej. Polecam osobom, które chciałyby spróbować OCMu, jednak obawiają się "roboty" przy tej metodzie- to mleczko jest o wiele prostsze w obsłudze a daje prawie tak samo dobre efekty!

Powiązane linki, które mogą  Was zaciekawić:

Pozdrawiam! =*

Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl