Surowce odzwierzęce w kosmetykach w UE – co jest dozwolone, a co zakazane?
Coraz częściej w kosmetykach pojawiają się modne składniki o odzwierzęcym pochodzeniu – od lanoliny, miodu, przez kolagen, aż po PDRN, czyli fragmenty DNA, o których mówi się, że pochodzą z nasienia ryb. Ale czy rzeczywiście takie składniki są legalne w kosmetykach w Unii Europejskiej? Przyjrzyjmy się temu z perspektywy prawa, nauki i praktyki branży kosmetycznej
Czy w UE można stosować surowce odzwierzęce w kosmetykach?
Tak, ale pod bardzo ścisłymi warunkami. Zgodnie z Rozporządzeniem kosmetycznym (EC) nr 1223/2009:
Składnik musi być bezpieczny dla konsumenta a producent powinien posiadać pełną dokumentację bezpieczeństwa (Safety Assessment, karty bezpieczeństwa, raporty toksykologiczne).
Składnik nie może być objęty zakazem wynikającym z odrębnych przepisów (np. niektóre kategorie odpadów zwierzęcych – animal by-products, ABP).
Produkt ani jego składniki nie mogą być wprowadzane na rynek, jeśli do oceny bezpieczeństwa wykorzystano testy na zwierzętach, które w UE są zakazane (marketing ban).
Dodatkowo obowiązują przepisy dotyczące ABP (Reg. EC 1069/2009 i 142/2011), które klasyfikują materiały zwierzęce na kategorie ryzyka (1–3). Surowce z najwyższym ryzykiem biologicznym (np. łożyska, nasienie, mózg, rdzeń) są w praktyce wyłączone z kosmetyków.
Przykłady legalnych surowców odzwierzęcych w UE:
Lanolina (wełna owcza) – powszechnie stosowana, wymaga oceny bezpieczeństwa przez SCCS.
Miód i pochodne – legalne, wcześniej oceniane naukowo pod kątem bezpieczeństwa.
Kolagen zwierzęcy lub morski – dopuszczalny, ale wymaga pełnej dokumentacji, śledzenia pochodzenia i spełnienia wymogów ABP.
Skwalan/Skwalen – dawniej pozyskiwany z wątrób rekinów; dziś popularne są wersje roślinne (oliwa, trzcina cukrowa).
Co ważne: wszystkie składniki muszą być legalnie pozyskane, bezpieczne toksykologicznie i odpowiednio udokumentowane.
Dlaczego łożyska zwierzęce są zakazane w UE?
Ekstrakty z łożyska (placenta animalis) kiedyś były używane w kosmetykach ze względu na aminokwasy, peptydy i hormony. Dziś w UE są praktycznie wyeliminowane. Powody:
Ryzyko biologiczne – łożyska klasyfikowane są jako Category 1 ABP, mogą przenosić priony i wirusy.
Brak danych toksykologicznych – nie da się sporządzić pełnego raportu bezpieczeństwa (SCP/SCCS), a testy na zwierzętach są zakazane.
Obecność hormonów – estrogeny, progesteron, hCG są zabronione w kosmetykach, ponieważ mogą wpływać na gospodarkę hormonalną człowieka.
Aspekt etyczny i traceability – nie da się zagwarantować etycznego i kontrolowanego pozyskania łożysk w UE.
Podsumowując: łożyska zwierzęce to przykład surowca, który w UE jest praktycznie nieużywalny w kosmetykach ze względów bezpieczeństwa, prawnych i etycznych.
Co z PDRN i „spermą łososia” w kosmetykach?
PDRN (INCI: Polydeoxyribonucleotide lubSodium DNA) to fragmenty DNA o długości 50–2000 par zasad. W medycynie estetycznej, np. mezoterapii, PDRN rzeczywiście pochodzi z mleczka łososia, które jest bogate w czyste DNA kompatybilne z ludzkim.
W kosmetykach w UE:
Nie można stosować surowej spermy ani mleczka rybiego.
Legalny jest Sodium DNA, czyli oczyszczone, laboratoryjne DNA pozyskiwane albo z ryb spożywczych albo w drodze biotechnologicznej (fermentacja drożdży lub DNA roślinne, np. z róży).
Preferowane są warianty wegańskie, ponieważ: brak konfliktu z ABP, łatwiejsza dokumentacja toksykologiczna, mniejsze ryzyko alergii.
Sperma waleni, byków czy innych zwierząt – absolutnie niedopuszczalna w UE:
Category 1 ABP (wysokie ryzyko biologiczne)
Brak danych toksykologicznych
Ochrona gatunków (CITES)
___________ Reasumując:
Nie wszystkie surowce odzwierzęce są zakazane – UE pozwala stosować te bezpieczne i legalnie pozyskane.
Surowce wysokiego ryzyka biologicznego jak łożyska czy nasienie zwierząt - są wykluczone.
PDRN w kosmetykach UE to zwykle wersja oczyszczona lub biotechnologiczna (wegańska), a nie „sperma łososia”.
Prawo UE łączy bezpieczeństwo, ochronę gatunków i etykę pozyskania – to fundament dopuszczalności składników odzwierzęcych.
Chcesz dowiedzieć się, które popularne składniki kosmetyków są legalnie odzwierzęce, a które raczej tylko w marketingowych opisach? To temat na kolejny wpis, który rozwieje wszystkie mity o „egzotycznych” ekstraktach w pielęgnacji skóry! Daj znać czy jesteś zainteresowana tematem a tymczasem: dziękuję za przeczytanie i zapraszam na pozostałe media społecznościowe:
Przygotowałam dla Was spis polecanych przede mnie filtrów z aktualizacją na rok 2019. W zestawieniu znalazły się tylko filtry z faktorem SPF 50, gdyż tylko takie chronią skutecznie nie tylko przed UVB ale również przed UVA.
Jeśli chcesz zgłębić dokładnie temat filtrów, zapraszam do zapoznania się ze stworzonymi przeze mnie filmami na ich temat:
Dlaczego filtry UV należy stosować cały rok? Czym różni się promieniowanie UVA, UVB i UVC? Czy filtry blokują wytwarzanie witaminy D?
Wszystko co należy wiedzieć o filtrach fizycznych
Wszystko co należy wiedzieć o filtrach chemicznych
Jeśli preferujesz wersję czytaną, odsyłam do obszernego wpisu, który powstał w zeszłym roku i wciąż jest aktualny: Filtry UV i kwestia opalania
Przy poniższych filtrach zaznaczyłam ich rodzaj dla tych z Was, które zastanawiają się, czy stosować krem pielęgnujący na nie czy pod nie: - filtr fizyczny powinien być najbardziej wierzchnią warstwą - można nałożyć pod niego krem pielęgnujący. Nie wiadomo, czy makijaż osłabia jego działanie (wspominam o tym we vlogu o filtrach fizycznych a także we wpisie z zeszłego roku), - filtr chemiczny powinien być aplikowany na czystą skórę - można nałożyć na niego krem pielęgnujący chociaż mnogość substancji aktywnych w naturalnych filtrach oraz produktach makijażowych często stwarza wystarzające uczucie komfortu i nawilżenia skory, - filtr mieszany - nie powinno nakładać się nic na niego ani pod niego (zawiera zarówno filtry chemiczne jak i fizyczne) - nie wiadomo, czy makijaż osłabia jego działanie.
Kolorami zaznaczyłam filtry w składzie INCI - niebieski oznacza filtr chemiczny a zielony - fizyczny:
Nie wiadomo, czym są owe "substancje pomocnicze" - pisałam w tej sprawie do Pharmaceris ale uzyskałam informację, że nie mogą udzielić mi odpowiedzi na pytanie jak wygląda pełny skład produktu.
Jeśli interesują Was recenzje powyższych preparatów, to nie wypróbowałam jeszcze wszystkich, jednak staram się sięgać po kolejne z listy - o trzech kremach SPF 50, które stosowałam w zeszłym roku pisałam Wam TUTAJ a kolejne filtry testuję - opowiem o nich więcej w filmach na YouTube, dlatego serdecznie zapraszam do subskrypcji kanału!
Oczyszczanie skóry jest bardzo istotną kwestią, do której niestety często traktujemy po macoszemu. Delikatne mycie, a więc stosowanie takich kosmetyków, które zmyją zanieczyszczenia dnia codziennego bez naruszania bariery hydrolipidowej skóry, jest podstawą do zachowania dobrze nawilżonej skóry, na której nie pojawiają się suche skórki. Stosowanie delikatnych kosmetyków myjących sprawia, że po kąpieli nie odczuwamy dyskomfortu i rzadziej sięgamy po balsamy.
By trafnie dobrać kosmetyk myjący, przede wszystkim należy zerknąć w jego skład INCI. O sile substancji myjących stosowanych w kosmetykach już Wam pisałam, dlatego jeśli nie wiecie, które środki powierzchniowo-czynne zaliczamy do delikatnych a które do mocnych, odsyłam:
Niestety cena kosmetyków myjących o bezpiecznym składzie zazwyczaj jest wyższa. I chociaż odstawienie balsamu lub rzadsze jego stosowanie pozwala nam już na pewną oszczędność, to dla wielu osób cena tych żeli może być zaporowa. Dlatego dziś pokażę Wam przyrząd, który znacząco oszczędza stosowanie kosmetyków myjących!
Spienianie żeli nie tylko niesie za sobą korzyści finansowe, ale także sprawia, że skóra ma mniejszy kontakt z substancjami powierzchniowo-czynnymi, dlatego mniej narażamy ją na wysuszenie.
Ale czy sama pianka umożliwi nam dokładne umycie się?
Należy bacznie obserwować reakcje swojej skóry. W przypadku skóry na ciele pianka jest wystarczająca, by dokładnie zmyć z nas zanieczyszczenia dnia codziennego nawet, jeśli byliśmy mocno spoceni. Oczywiście gdybyśmy były pobrudzone smarem, z pewnością nie domyłybyśmy go pianką, jednak w przypadku codziennych kąpieli, pianka w zupełności wystarcza.
Podobnie w przypadku cery- spieniaczem możemy spienić żel do twarzy i z pomocą powstałej pianki oczyścić skórę zarówno rano jak i wieczorem. Jeśli nosimy makijaż, oczywiście należy go uprzednio zmyć przy pomocy olejku, płynu micelarnego lub mleczka.
Jednak w przypadku tak newralgicznego miejsca jak okolice intymne osobiście skłaniam się ku stosowaniu skoncentrowanych, niespienionych żeli czy płynów. Ta okolica niesie ze sobą spore ryzyko nadkażeń i zwyczajnie musi być dokładnie oczyszczana. Chociaż stosowanie pianki może wydawać się dobrym wyborem dla delikatnej okolicy, to żele do higieny intymnej oparte o delikatne substancje myjące są odpowiednim środkiem- nie podrażniają, nie wysuszają a umożliwiają bardzo dokładne oczyszczenie i zachowanie higieny.
Spienianie kosmetyków jest także dobrą opcją w przypadku włosów- zwłaszcza, jeśli mamy włosy wysokoporowate, z tendencją do puszenia się. Pianka bez trudu rozprowadza się na włosach, dociera do skóry głowy i zapewnia delikatne oczyszczenie. Taka metoda oczyszczania sprawdzi się także w przypadku osób o wrażliwej skórze głowy, lub ze zmienionym chorobowo skalpem np. w przypadku ŁZS. Metoda ta może być także pomocna dla osób, które potrzebują codziennie myć włosy- osoby te mogą cierpieć na wzmożenie łojotoku wynikające z codziennego mycia a pianka umożliwi uspokojenie skóry głowy, poprawę jej nawilżenia, ponieważ nie będzie naruszana bariera hydrolipidowa a tym samym dojdzie do regulacji pracy gruczołów łojowych i normalizacji wydzielania sebum.
Niestety w moim przypadku mycie włosów pianką nie okazało się skuteczne- o ile włosom na długości wystarczało takie delikatne oczyszczanie, o tyle skóra głowy troszkę się buntowała. Odkąd stan moich włosów zmienił się ze zniszczonych, wysokoporowatych na średnioporowate w stronę niskoporowatych, częściej doskwiera mi przyklap czy szybsze przetłuszczanie się włosów. Odbiegając od tematu- może chcecie, żebym napisała Wam swoją "Włosową Historię"? =)
Osoby o włosach niskoporowatych czy przetłuszczających się muszą spróbować, jak ich włosy zareagowałyby na tak delikatne oczyszczanie. Sądzę, że w przypadku niektórych skór przetłuszczających się (wynikających głównie ze zbyt częstego lub zbyt agresywnego oczyszczania) pianka może się spisać. Warto spróbować i dać jej szansę!
Proces spienienia kosmetyku jest banalnie prosty- do pojemnika wlewamy niewielką ilość żelu - na powyższym zdjęciu może wydawać się go dużo, ponieważ zanim zdążyłam zrobić zdjęcie, żel zwyczajnie zaczął rozpływać się na boki. Zazwyczaj podczas mycia ciała aplikowałam na skórę 2-3 porcje żelu, do spieniacza daję tylko 1 porcję i wystarcza mi ona na umycie całego ciała.
Następnie zalewam żel wodą. Ilość dodanej wody ma wpływ na konsystencję piany- jeśli dodamy jej więcej, pianka jest bardziej rzadka i z jej pomocą łatwiej umyć włosy, jeśli mniej- piana będzie bardziej zbita i łatwiej aplikuje się ją na ciało.
Oczywiście nie tylko ilość dodanej wody ma wpływ na konsystencję piany ale także zastosowane środki powierzchniowo-czynne czy zagęszczacze. Np. spieniając nawilżający żel pod prysznic Vianek uzyskujemy sztywną i zbitą pianę, podczas stosowania żelu Nonique z granatem była rzadsza lecz wciąż zbita a delikatny płyn dla dzieci Anthyllis Baby daje wyraźnie rzadszą piankę, którą możecie zobaczyć na zdjęciach (spokojnie można ją jednak zaaplikować na skórę, konsystencja piany nie ma wpływu na samo mycie).
Ilość wody, którą producent rekomentuje dodawać do spieniacza zaznaczona jest bardzo delikatną linią, którą mam nadzieję uda Wam się dostrzec pomiędzy strzałkami.
Następnie zamykam wieczko- składa się ono z trzech części: dolna wygląda niczym sito, posiada otworki, które wtłaczają powietrze w żel i wodę, mieszając składniki i spieniając. Ta część jest odkręcana i niestety niezbyt mocno zamocowana, dlatego zdecydowałam się przytopić plastik i tym samym zamocować ją na stałe. Górna część jest ruchoma i umożliwia przesuwanie się tłoka w górę i w dół, bez wylewania pianki.
Ruch spieniania wykonuję energicznie a samo uzyskanie pianki zajmuje kilka sekund!
No dobrze, narobiłam Wam smaka, pewnie czujecie się zainteresowane więc przejdźmy do bardzo istotnej kwestii- czy to cudo kosztuje miliony monet? Czy to jakiś post sponsorowany?
Otóż spieniacz zakupiłam na Aliexpress (link do aukcji- niestety wygasł ale możecie znaleźć jeszcze masę aukcji z tym gadżetem) i zapłaciłam ok 8 zł. Jednak zakupienie takiego spieniacza może być zbędne- równie dobrze możemy sięgnąć po kuchenny spieniacz do mleka jeśli posiadamy, czy posłużyć się pustym opakowaniem po piankach do mycia twarzy np. Eco Laboratorie. Równie tanim gadżetem umożliwiającym spienianie kosmetyku jest... stosowanie gąbki do mycia ciała! I przez długi czas była to moja ulubiona forma stosowania żeli, o czym nawet wspominałam Wam podczas tematu peelingów ciała:
Koniecznie dajcie znać co sądzicie o tym gadżecie i czy macie już swój egzemplarz!
Pozdrawiam serdecznie!
PS Spienianie żeli jest bardzo popularne w Korei oraz Japonii (zwłaszcza w tym drugim kraju spieniacz mieści się w top 10 najczęściej kupowanych gadżetów pielęgnacyjnych) i nawet Azjatycki Cukier poświęciła temu zagadnieniu osobny post!
mgr kosm. Agnieszka Pindel
Magistra kosmetologii, absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Prekursorka świadomego dbania o skórę przy pomocy naturalnych kosmetyków. W social mediach dzieli się wiedzą z zakresu chemii kosmetycznej, anatomii i fizjologii skóry. W toku pracy zawodowej pracowała jako laborantka, spec. ds. marketingu, przedstawicielka czy szkoleniowczyni.