[114.] Oczyszczanie twarzy olejem- metoda OCM.

[114.] Oczyszczanie twarzy olejem- metoda OCM.

Witam!

Od jakiegoś czasu dręczyła mnie myśl: "Tyle jest chemii w tych kosmetykach, czy rzeczywiście pomagam swojej cerze, czy może wręcz przeciwnie- ładując masę chemii na skórę tylko sobie szkodzę...". Ta myśl pchnęła mnie do poszukiwania kosmetyków bardziej naturalnych. Jednak zanim zaczęłam inwestować w naturalne kosmetyki do oczyszczania, postanowiłam wypróbować metodę OCM, czyli mycia buzi... olejami :).

Jest to metoda spopularyzowana w Azji. Skuteczność tej metody opiera się na zasadzie, że "tłuste rozpuszcza tłuste"- m. in. dlatego płyny dwufazowe lepiej sobie radzą z demakijażem. 

Oleje to opozycja do sklepowych produktów do oczyszczania twarzy, które posiadają w sobie detergenty. Detergenty poza oczyszczaniem skóry, naruszają przy tym barierę hydrolipidową skóry, przez co nasza skóra może być podrażniona, zaczerwieniona, może wystąpić uczucie ściągnięcia.

Uniwersalność metody OCM polega na tym, że można ją stosować do każdego rodzaju cery- również do tłustej! Wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że OCM ma zbawienny wpływ na skórę tłustą. Wszystko właśnie za sprawą nieinwazyjnego oczyszczania, bez podrażniania skóry detergentami.

Sama jestem posiadaczką cery tłustej. Nie były mi obce pryszcze, rozszerzone pory czy wągry. Stosowałam przeróżne kosmetyki drogeryjne- teraz dopiero, gdy mam porównanie, widzę, że nie były warte wydanych pieniędzy. Dlaczego? 

Zbyt inwazyjne oczyszczanie skóry tłustej powoduje wzmożoną produkcję sebum. Dlatego należy wyeliminować kosmetyki z alkoholem denat. Oczyszczanie olejami sprawia, że nie naruszamy naturalnej warstwy hydrolipidowej skóry, a dokładnie oczyszczamy skórę.

Efekt? 
Zaobserwowałam u siebie zmniejszenie porów, pożegnałam się z zaskórnikami, pryszcze wyskakują mi bardzo sporadycznie. Buzia jest przyjemnie nawilżona, poprawił się jej koloryt, zmniejszyły się zaczerwienienia. 

Jak przygotować dla siebie ten kosmetyk-cud? Jak się za to zabrać?
Sama jestem laikiem, ale podpowiem Wam, jak zacząć :)

Na początek będzie nam potrzebny taki zestaw:



Moja mieszanka składa się z:
1. Oleju oczyszczającego, czyli rycynowego,
2. Oleju bazowego- oliwki HIPP,
3. Oleju arganowego- bardzo dobrze działa na moją skórę.

Krok pierwszy, to dodanie dosłownie odrobinki oleju rycynowego do pustego pojemniczka. 


Wszystkie oleje posiadają właściwości oczyszczające, jednak rycynowy wiedzie prym. Dostępny w każdej aptece w cenie ok. 3-7 zł.
Dlaczego nie dodaję więcej oleju rycynowego? Jest "tępy" w użyciu. Ciężko się go zmywa. Jeśli jednak macie bardzo tłustą twarz, z mnóstwem wyprysków, polecam dodać odrobinę więcej tego oleju. 

Krok drugi to dodanie oleju bazowego:


Dolewam go tyle, aż zakryję denko. 

Dlaczego wybrałam oliwkę HIPP, a nie inną? Ze względu na świetny skład oraz przyjemny zapach (próbowałam OCM z oliwą z oliwek jako bazą, ale nie spasował mi ten frytkowy zapach ;) Piękne zapachy kosmetyków to moja wielka słabość...). Koszt to ok. 12-14 zł, dostępna w Rossmanie.

Skład oliwki HIPP przedstawia się następująco:


Olej słonecznikowy: wzmacnia warstwę hydrolipidową naskórka, doskonale zmiękcza i wygładza skórę, a przy tym nie zatyka porów, normalizuje wydzielanie sebum. Ma działanie przeciwrodnikowe i przeciwzapalne.
Olej ze słodkich migdałów: zmiękcza, wygładza i  nawilża skórę. Nadaje się do każdego rodzaju skóry, nie daje efektu tłustości, jest lekki i łatwo się wchłania. Polecany szczególnie do pielęgnacji skóry dziecka, ponieważ jest bardzo łagodny i nie ma właściwości drażniących. Stosowany jest w leczeniu egzemy oraz do skóry suchej i podrażnionej, a także w celu zapobiegania rozstępom.
Witamina E: naturalny konserwant, jest antyutleniaczem- działanie przeciwstarzeniowe.
Perfum: jedyny minus w tej oliwce. Nie zaobserwowałam jednak u siebie żadnego podrażnienia ze strony tego składnika.

Ponadto każdy z olejów jest bogaty w witaminy A, E i F, które zapobiegają procesom starzenia, wiążą wolne rodniki zanim te zdążą wyrządzić szkodę komórkom naszej skóry. 

Ponadto oliwka HIPP nie zawiera parafiny, sztucznych konserwantów, barwników, właściwie żadnych substancji drażniących czy alergizujących.

Ostatnim składnikiem mojej mieszanki jest- dosłownie!- jedna-dwie krople oleju arganowego:


Olej arganowy: wykazuje działanie odkażające, ujędrniające i wygładzające. Przeciwdziała procesom starzenia się skóry, poprawia elastyczność, jędrność, działa rewitalizująco- wspomaga odnowę komórek. Regeneruje naskórek przy egzemach, zmianach trądzikowych, bliznach.
Uspokaja podrażnioną, wrażliwą, alergiczną skórę, także poparzoną słońcem. Działa przeciwzapalnie, łagodzi przebieg trądziku młodzieńczego. Dzięki dużej zawartości wit. E jest antyoksydantem- zmiataczem wolnych rodników.

Skoro mieszanka już przygotowana, przechodzę do mycia twarzy. Najpierw zwilżam dłonie i twarz wodą, następnie nalewam odrobinę mieszanki olejów na dłoń a następnie masuję nią twarz. Nie potrzebuję robić wcześniej demakijażu- mieszanka olejów radzi sobie nawet z wodoodpornymi kosmetykami.

Gdy stwierdzę, że wystarczająco wymasowałam twarz, rozpuściłam wszystkie kosmetyki, zwilżam bawełnianą chusteczkę w wodzie i ścieram nią olej wraz z resztką kosmetyków.



Całość wykonuję jeszcze kilkakrotnie- taka ilość mieszanki zazwyczaj wystarcza mi na 3 rundy. Całość zajmuje mi ok. 10 minut- nie spieszę się, wykonuję dokładny masaż, przez co dodatkowo poprawiam napięcie i elastyczność skóry. Olej oprócz oczyszczania, ma czas zadziałać pielęgnacyjnie. Ponadto masowanie twarzy powoduje, że olej wnika w pory twarzy i dokładnie je oczyszcza.

Po skończonym rytuale, zwilżam celulozową gąbkę i jeszcze kilkakrotnie przecieram nią twarz- by dokładnie pozbyć się resztek oleju.

Po OCM buzia nie jest ściągnięta a wręcz przeciwnie- mam wrażenie, jakbym dopiero co nałożyła krem. Skóra po OCM nie błyszczy się, jest ładnie zmatowiona a przy tym nie naruszyłyśmy warstwy hydrolipidowej! Kolejnym krokiem jest tonizacja oraz nałożenie kremu odpowiedniego dla naszej cery.
 
Na koniec zachęcę wszystkich do spróbowania tej metody- nieważne, jaki masz typ cery, bo OCM jest pomocne zarówno w pielęgnacji cery tłustej jak i suchej. Nieważne, jaki masz podtyp cery- odpowiedni dobór oleju pielęgnującego (w moim przypadku był to arganowy) pomoże Ci uporać się z kłopotami na twarzy.

Co sadzicie o tej metodzie? Wypróbujecie? A może już ją znacie? Co o niej sądzicie?

Pozdrawiam!

EDIT 10.11.14r.
1. Ogólny post o tym, jak ważne jest prawidłowe oczyszczanie twarzy, dlaczego i jak je wykonywać: KLIK!
2. Moja własnoręcznie zrobiona mieszanka olejów do cery tłustej i trądzikowej: KLIK!

EDIT. 14.02.15r.:
1. Spis olejów dopasowanych do różnych typów cer znajdziecie tutaj: KLIK!

EDIT. 23.07.15r.:
Podsumowanie rocznej kuracji oczyszczania twarzy metodą OCM: KLIK! 
[113.] Czerwcowe denko.

[113.] Czerwcowe denko.


Witam!
Rozpoczął się już lipiec, także czas podsumować produkty zużyte w zeszłym miesiącu.

Czerwiec nadal zaliczał się do miesięcy, w którym sukcesywnie zużywałam "stare" kosmetyki a wprowadzałam naturalną pielęgnację.

Zapraszam na podsumowanie, zacznę od szamponów:


1. Schwarzkopf Glisskur "Million Gloss"- do kupna zachęciła mnie promocja w Rossmanie oraz iskrzące się opakowanie o pięknym kolorze. Niestety, szampon nie przypadł mi do gustu- po pierwsze pachniał jak kosmetyki dla mężczyzn. Nie jest to zapach, który toleruję na sobie. Do tego szampon wcale nie nabłyszczał włosów ani nie sprawiał, żeby wyglądały lepiej. Owszem, dobrze zmywał oleje i maski, jednak kompletnie nie spełniał obietnic producenta.

2. Radical, szampon regenerujący do włosów farbowanych- aktualnie mój ulubieniec. Przyjemny skład, dobrze oczyszcza włosy, zmywa oleje i maski. Przedłuża trwałość koloru oraz nadaje połysk. Cena to ok. 9 zł, na pewno kupię go jeszcze nie raz.


Kosmetyki do oczyszczania:


1. Palmolive Aroma Therapy "Morninr Tonic"- ot, zwykły żel pod prysznic. Kupiłam go ze względu na cytrusowy zapach. Prysznic z użyciem tego żelu to prawdziwa aromaterapia dająca "kopa" na cały dzień! Możliwe, że kiedyś do niego wrócę.

2. Płyn micelarny BeBeauty- najbardziej uniwersalny micel, każda z nas go zna. Wiernie służył mi podczas wielu sesji zdjęciowych. To opakowanie zostało w większości zużyte na modelki, ponieważ ja preferuję oczyszczanie twarzy olejami. Jednak w nagłych sytuacjach, gdy nie miałam czasu na zabawę olejami, micel był jak znalazł. Dlatego zawsze mam go w kosmetyczce.

3. Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu- również nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie jakie zużyłam. W większości był mi potrzebny do zmywania makijażu modelek, jednak czasami i ja z niego skorzystałam.


Kolejną grupą kosmetyków są oleje:


1. Organiczny olej arganowy deodoryzowany ze strony zrobsobiekrem.pl - dodawałam go do mieszanki olejów oczyszczających. Doceniam jego regeneracyjne właściwości. Na pewno zakupię jeszcze niejedno opakowanie, może nawet w końcu zbiorę się na odwagę i kupię olej naturalny, niedeodoryzowany? Troszkę obawiam się tego smrodku, może jednak nie będzie źle :).

2. Oliwka pielęgnacyjna HIPP- moja baza do mieszanki olejów oczyszczających skórę. Ma świetny skład: poza olejem słonecznikowym, olejem ze słodkich migdałów, witaminą E i zapachem, nie znajdziemy w tej oliwce nic więcej. Żadnej chemii ani substancji alergizujących (no, może tylko ten zapach... Ale jest on tak przyjemny, że wybaczam). Kolejne opakowanie w użyciu, jeszcze kolejne czeka w zapasach. Cena: 14 zł.


Kremy:


1. Intensywny krem do twarzy na noc- odmładzający, z olejem z kiełków pszenicy. Zakupiony na stronie lawendowaszafa24.pl . Bardzo się z nim polubiłam! Pokochałam go do tego stopnia, że stosowałam go również na dzień (mimo, że moja cera ma skłonności do przetłuszczania). Nie jest tłusty, rzeczywiście odżywia i nawilża skórę. A przede wszystkim- działa! Moja skóra wygląda lepiej, jest zregenerowana, pierwsze zmarszczki stały się płytsze i mniej widoczne. Skład jest powalający- w 90% naturalny. Koszt to 29 zł ale za 75 ml (standardowo opakowania kremów mają 50 ml). Na pewno jeszcze kiedyś kupię, bardzo go polecam! PEŁNA RECENZJA

2. Multiaktywny krem nawilżający "Nawilżanie&Dotlenianie" na noc, Soraya- ojj, przeciętniak... W porównaniu z wyżej opisanym kremem wypada bladziutko... Opisywałam go Wam w poście o tym, jak pielęgnuję swoją cerę. Nie kupię go już nigdy, nigdy! O wiele lepiej spisują się naturalne kosmetyki.

3. Flos-Lek, żel pod oczy na sińce, obrzmienia, z arniką- bardzo lubię żele pod oczy z Flos-Lek! Miałam już większość z tych żeli. Nie szczypią po wpłynięciu do oka ani nie powodują, żeby oko zachodziło mgłą. Rzeczywiście podczas stosowania tego kremu nie zaobserwowałam żadnych sińców, opuchnięć czy worków pod oczami.


 Produkty do oczu:


1. Płyn do soczewek Clean Active- dobrze oczyszcza soczewki i utrzymuje je w odpowiedniej elastyczności.

2. Opti-Free Replenish- tak samo dobry płyn do soczewek, jednak droższy. Nie widzę różnicy w działaniu między nim, Clean Active czy Horien, którego zazwyczaj używam.

3. Krople do oczy Aqua Comfort- chwilowo nawilżają, jednak nie na długo. Nie polecam osobom, które potrzebują mocnego i długotrwałego nawilżenia.



Pielęgnacja ciała:


1. Masło do ciała Green Pharmacy- kupię jeszcze nie raz! Przyjemnie nawilża i odżywia skórę, sprawia, że jest miękka i gładka w dotyku. Szybko się wchłania i cudnie pachnie. Polecam!

2. Krem do rąk od Oriflame- rzeczywiście skutecznie nawilżał i szybko się wchłaniał. Różnił się od pozostałych kremów do rąk z Oriflame tym, że rzeczywiście długotrwale nawilżał.


 Pozostałe:


1. Antyperspirant w kremie Sensitiv, Ziaja- używam antyperspirantów Ziaja od kilku lat, świetnie się u mnie sprawdzają. Wersja "Sensitiv" jest moją ulubioną, ponieważ skutecznie blokuje wydobywanie się potu nie podrażniając ani nie przesuszając skóry. Polecam, osobiście kupię jeszcze nie raz.

2. Henna brązowa, Delia- hennowanie brwi weszło mi w nawyk, hennuję już 3 lata, zawsze henną z Delii. Nie farbuje skóry, łatwo się ją rozrabia, efekt utrzymuje się ok. 2 tyg. Kolejne opakowania zakupione, czekają na użycie ;)

3. Próbki kremów BB- nic nie zdradzę, szykuję recenzję ;) Stay tuned!

4. Maseczki Soraya- powoli kończę zapasy. Działają lepiej niż kremy tej firmy, czy jednak kupię je ponownie, to już nie wiem... Bardzo dużo w nich chemii i to mnie zniechęca.


I to na tyle :)
Zapewne znacie kosmetyki, które tu opisałam. Co o nich sądzicie? Lubicie je?

Jak zauważyłyście, zmieniłam szablon. Poza tym posegregowałam posty- pod nagłówkiem znajdziecie podział tematyczny wpisów na blogu. dodatkowo każda ze storon jest dodatkowo podzielona na podstrony. Mam nadzieję, że w ten sposób łatwiej będzie Wam znaleźć informacje.

W razie pytań, zapraszam do korespondencji :)
Pozdrawiam!
[112.] Recenzja oleju na porost włosów Bania Agafii.

[112.] Recenzja oleju na porost włosów Bania Agafii.

Witam!
Przez ostatnie kilka dni zaniedbałam bloga, przyznaję. Było to spowodowane nauką na egzamin licencjacki, który już jest za mną! Wszystko ładnie zdane, jeszcze tylko 22 lipca egzamin wstępny na magisterkę i wakacje!

Tymczasem chciałabym dziś pokazać Wam pewien kosmetyk, z którym mam niemałą zgryzotę. Mowa o oleju na porost włosy Bania Agafii.

Zapraszam do recenzji =)


Wraz z koleżankami robiłyśmy zamówienie ze sklepu lawendowaszafa24.pl . Wiele razy słyszałam pozytywne opinie o rosyjskich kosmetykach, postanowiłam więc wypróbować ten specyfik, jako że Ciągle walczę o odzyskanie długich i pięknych włosów po wizycie w znanym, rekomendowanym salonie fryzjerskim. 

Powyższe zdjęcie celowo ściągnęłam z internetu. Opakowanie po 2 miesiącach użytkowania jest w opłakanym stanie. Ale o tym później.

Producent opisuje:
"Intensywny odżywczy olej, z zawartością cennych olei z ziół o uzdrawiającym działaniu. Oleje z anyżu, mięty i lnu, odżywiają i aktywizują cebulki włosowe. Rezultat w postaci intensywnego wzrostu włosów dostrzegalny jest przy regularnym stosowaniu.

Olej z nasion anyżu  - nawilża skórę, wzmacnia korzenie i przyspiesza wzrost włosów.
Len -  źródło kwasów Omega-3. Dzięki wysokiej zawartości kwasów tłuszczowych, olej głęboko przenika w skórę głowy, wzmacnia cyrkulację krwi, wzmacnia cebulki włosowe, wygładza  i zmiękcza włosy.
Mięta  - sprzyja dopływowi odżywczych substancji do cebulek włosowych, stymulując wzrost włosów."

PRODUKT ZAWIERA  100% NATURALNYCH SKŁADNIKÓW

Sposób użycia: nanosimy ciepły olej na włosy i skórę głowy. Po 20-30 minutach zmywamy delikatnym szamponem.

Skład INCI:  Organic Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (organiczny olej zrodków pszenicy), Arctium Lappa Seed Oil (olej łopianowy), Mentha Arvensis Leaf (mięta), Pimpinella Anisum (Aanise) Sesd (anyż), Linum Usitatissinum (Linseed) Seed (len), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej ze słonecznika), Organic Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (organiczny olej rokitnikowy), Organic Borago Officinalis Seed Oil (organiczny olej ogrecznika), Tocopherol, Organic Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil (organiczny olej ogórecznika), Salvia Officinalis (Sage) Oil (olej szałwi leśnej), Juniperus Communis Fruit Oil (olej jałowcowy), Piper Nigrum (Pepper) Fruit Oil (olej czarnego pieprzu), Silybum Marianum Extract, Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil (olej kopru włoskiego), Abies Sibirica Oil (olej pichtowy)

Pojemność opakowania: 250 ml 
Cena: ok. 25 zł 


Moja opinia o produkcie:
Powalił mnie skład, jest w 100% naturalny. To mieszanka olejów roślinnych o przeróżnych właściwościach. Zapach jest ziołowy, przyjemny. Estetyczne opakowanie aż zachęcało, żeby w końcu wypróbować to cudo!

I tutaj zaczęły się schodki... Jak czytałyście w opisie producenta- przed nałożeniem oleju należy go podgrzać. Próbowałam kłaść butelkę w pobliżu elektrycznego grzejnika, jednak była to strata czasu i pieniędzy, a olej praktycznie się nie nagrzewał. Wkładałam więc butelkę do wrzątku z błagalną myślą, żeby nie pękła. Na szczęście, sama butelka jest wytrzymała, jednak nie można tego powiedzieć o etykiecie czy wkładzie...

Moje opakowanie prezentuje się następująco:


Obraz nędzy i rozpaczy, prawda? Niestety, etykietka nie była odporna na wysoką temperaturę. Jednak etykietka to nie wszystko. Butelka jest nieporęczna, niepewnie leży w dłoni. Przez to kilkakrotnie mi wypadła, rozpadł się "dzióbek", wypadł wkład z ziołami. Niestety, nie udało mi się naprawić buteleczki dokładnie w ten sposób, jak powinna wyglądać.



"Dzióbek" powinien być dociśnięty do szyjki, za Chiny Ludowe nie mogłam tego wcisnąć na miejsce. Przez to ciągle muszę uważać, żeby podczas aplikacji znów wszystko się nie rozpadło. 
W dodatku "dzióbek" przepuszczał zioła z wkładu! Gdy chodziłam z olejem na głowie, z włosów sypały mi się nasionka lnu. Po całym mieszkaniu... Tragedia...

No i teraz najważniejsze- efekty:

























Zdjęcie "przed" było robione 15 maja, "po" 8 czerwca. Między nimi jest prawie miesiąc czasu a efekt- wg mnie- powalający!
Jednak olej trzymałam dłużej, niż zaleca producent, bo min. 3h a nierzadko nawet całą noc. Dodatkowo nakładałam na włosy maskę Biovax- wersja regenerująca do włosów suchych i zniszczonych.

Na prawdę, nie wiem, co sądzić o tym kosmetyku. Jeśli chodzi o efekt, to najchętniej zakupiłabym całą zgrzewkę tego oleju. Ale tyle nerwów, co zjadłam przez opakowanie, to tylko moi współlokatorzy wiedzą, gdy po raz setny znajdywali w mieszkaniu nasionka lnu, czy gdy po raz kolejny olej był rozlany na podłodze w łazience.

Czy kupię po raz kolejny? Myślę, że tak, lecz nieprędko. Będę musiała być gotowa psychicznie na starcie z opakowaniem oleju. No chyba, że producent poprawi te mankamenty lub znajdę równie dobrze działający olej z innej firmy ;).

Znacie ten olejek? Co o nim sądzicie? Sprawdził się na Waszych włosach?

Pozdrawiam!

EDIT:
11.12.14r.- aktualizacja wpisu dot. pielęgnacji włosów (wiele się zmieniło!): KLIK! 
W dodatku rozgryzłam już, jak należy "podgrzewać" ten olej. Więcej w powyższym poście! 
[105.] Majowe denko.

[105.] Majowe denko.


Witam!
Rozpoczął się czerwiec i większość kosmetycznych blogerek robi przegląd zużytych kosmetyków z poprzedniego miesiąca. Ja również postanowiłam się z Wami podzielić swoim- wyjątkowo sporym jak na mnie- denkiem.

Przede wszystkim "Projekt Denko" motywuje do zużywania kosmetyków do końca. Sama lubię czytać takie denkowe wpisy, ponieważ w jednej notce zawartych jest kilka treściwych recenzji. 

Zauważyłam, że moja skóra bardzo polubiła naturalną, ziołową pielęgnację, dlatego też w kolejnych denkach będzie zapewne coraz mniej drogeryjnych kosmetyków, a coraz więcej mało znanych firm, półproduktów i olejków. Tymczasem jednak zapraszam na majowe denko, w którym przeważają kosmetyki znane większości:

Zaczniemy od pielęgnacji włosów:


 - Odżywka Fructis Oleo Repair- skusiłam się na tę odżywkę, ponieważ ma bardzo wysokie oceny na wizaz.pl. Niestety- jak dla mnie jest całkiem przeciętna. Nie szkodzi włosom, ale również nie poprawia wyglądu ani stanu moich włosów.
- szampon BabyDream- kolejny kosmetyk, który u innych sprawdza się rewelacyjnie a u mnie jednak nie. Włosy szybciej się przetłuszczały, były oklapnięte przy nasadzie. Za to świetnie sprawdził się do mycia pędzli do makijażu ;).
- Szampon Barwa Ziołowa- uwielbiam te szampony! Miałam jeszcze ich zapas sprzed farbowania włosów, dlatego jest to wersja do włosów wypadających, a nie farbowanych. Wersja, którą zużyłam, rzeczywiście poprawiała kondycję moich włosów, zdecydowanie mniej ich wypadało oraz były mocniejsze. A w dodatku włosy świetnie skrzypią podczas mycia, to od sporej dawki skrzypu! :) Wspominałam kiedyś o tym szamponie na początku mojej blogowej przygody: >>LINK<< (jednak wiele z tamtych informacji już jest nieaktualnych).
- Mgiełka ochronna przeciw wysokiej temperaturze Taft- nie zużyłam jej do końca! Poszła do kosza! Od niedawna zaczęłam interesować się składami i gdy zobaczyłam, że głównym składnikiem tego kosmetyku jest alkohol denat., stwierdziłam, że lepiej ją odstawić... I tak rzadko kiedy suszę/prostuję włosy.
- Bioeliksire Argan Oil- bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem. Polecam go osobom, które mają włosy wysokoporowate, suche i bardzo zniszczone. Wprawdzie ma bardzo mało substancji odżywczych, ale jest bardzo bogaty w silikony, które pomagają zniszczonym włosom. Dodatkowo sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące. Pełną recenzję pisałam >>TU<<.
- Saszetka Biovax`u regenerująca, przeciw wypadaniu włosów- spodobały mi się moje włosy po 1-szym użyciu, na pewno zaopatrzę się w większą wersję.


I jeszcze jeden produkt do włosów (w pustym opakowaniu trzymam gumki do włosów, ponieważ mój kot gdy tylko widzi gumkę położoną luzem, to ją kradnie. Opakowanie to trzymałam w innym miejscu niż reszta zdenkowanych opakowań, i zapomniałam dołączyć go do zdjęcia z resztą): maska do włosów Biovax z keratyną i jedwabiem- intensywnie regenerująca. Była to pierwsza moja maska z Biovaxu i od razu pokochałam tę firmę. Bardzo dobry skład i działanie. Włosy rzeczywiście są mocniejsze i lepiej się układają. Pełna recenzja: >>TU<<.

Przejdźmy do kolejnej grupy: produkty, które stosuję do oczyszczania twarzy:


Kto wie, na czym polega oczyszczanie twarzy metodą OCM, ten już rozumie ten obrazek. W skrócie- olej rozpuszcza olej, dlatego spora rzesza dziewczyn, nawet z cerą trądzikową, zaczęła podglądać azjatycki trend zmywania makijażu i oczyszczania twarzy mieszanką olejów.

Moja mieszanka prezentuje się następująco: odrobina oleju rycynowego, ok. 4-5x więcej oliwki HIPP (ma bardzo przyjemny skład: olej ze słodkich migdałów, olej ze słonecznika, witamina E oraz perfum) i 2 krople olejku arganowego. 

Jak spisuje się u mnie ta mieszanka? Rewelacyjnie! Prawie całkowicie odstawiłam inne produkty do zmywania twarzy. Moja tłusta cera uspokoiła się, wytwarza mniej sebum, pory są zwężone. Ponadto skóra nie jest podrażniona, nie występuje uczucie ściągnięcia, zaczerwienienia pojawiają się o wiele rzadziej. 

Myślę, że kiedyś opiszę Wam tę metodę, jeśli chcecie, oczywiście! :)

Kolejna grupa zdenkowanych kosmetyków to produkty do mycia:


 - Żel antybakteryjny NUNO, Ziaja- myślałam, że znalazłam idealny żel do mycia twarzy dopóki nie zaczęłam myć twarzy olejami. Ale jako drogeryjny kosmetyk spisał się bardzo dobrze. Przede wszystkim nie wyskakiwały mi po nim pryszcze. Jeśli ktoś ma tłustą cerę i szuka taniego i dobrego żelu, to polecam. Jeśli jednak kogoś stać na droższy kosmetyk, to zdecydowanie polecam apteczny Cetaphil. A jeśli ktoś chciałby wypróbować naturalną metodę oczyszczania twarzy, nie ładować na siebie tony chemii i detergentów, to polecam oleje.
- Płyn micelarny BeBeauty- Biedronkowy ulubieniec sporej rzeszy blogerek i nie tylko. Polecam, stosuję od kilku lat i nie potrzebuję go zmieniać. A raczej nie potrzebowałam- jak wspominałam wcześniej, od niedawna zmywam makijaż olejami.
- Płyn do soczewek Horien- również mój hit, który stosuję od wielu lat. Bardzo dobrze oczyszcza i nawilża soczewki kontaktowe. Ma bardzo przystępną cenę, bo za 500 ml płaci się 27 zł. Nie odbiega jakością od droższych płynów. Na pewno jeszcze nie raz kupię.
- żel pod prysznic Palmolive- jeśli chodzi o żele pod prysznic, to zawsze przy ich wyborze kieruję się ceną, pojemnością i (przede wszystkim) zapachem. Żele pod prysznic to taka grupa, która po prostu ma dobrze oczyszczać skórę, więc przymykam oko na wszystkie obietnice producentów, że ich kosmetyki nawilżają, ujędrniają skórę etc. Wg. mnie kąpiel ma być przyjemna, więc ładny zapach żelu jest dla mnie głównym wyznacznikiem. A ten żel na prawdę cudownie pachnie! Przynajmniej bardzo polubił się z moimi receptorami zapachowymi ;).
- Farmona, peeling do ciała o zapachu kiwi Tutti Frutti- Nie, nie nie, idź, odejdź! Straszny bubel! Całe życie stosowałam peeling kawowy własnej roboty. Ale zapragnęłam wypróbować coś drogeryjnego, żeby mieć porównanie. Tragedia... W ogóle nie czuć, żeby ścierał naskórek, co najwyżej mogę się nim "pomiziać". W dodatku drobinki cukru roztapiają się zanim cokolwiek zetrą. Jest kompletnie niewydajny- to wielkie opakowanie nie starczyło mi na więcej niż 5 użyć, a wcale nie jestem dużą osobą (160 cm czystego kosmetykoholizmu). W dodatku ten peeling zostawiał nieprzyjemną, woskową powłokę na skórze. Nigdy więcej do niego nie wrócę...

Następna grupa- kosmetyki do upiększania:


 - Henna Delia- odkąd nauczyłam się hennować brwi, brązowa Delia jest nieodłącznym atrybutem w mojej kosmetyczce. Ładnie i równomiernie farbuje włoski, nie chwytając przy tym skóry. Efekt utrzymuje się do 3 tygodni. Jeszcze zużyję niejedno opakowanie!
- Baza pod makijaż Ladycode- przyznaję, że dopiero od niedawna stosuję bazy pod makijaż i to jedynie na większe wyjścia. Potrzebowałam czegoś taniego "na próbę", żeby nauczyć się używać bazy i zobaczyć, czy rzeczywiście sprawia, że makijaż dłużej się utrzymuje- Biedronkowa baza była jak znalazł! Polubiłam się z nią, chociaż są lepsze bazy. Ale do nauki, po co komu taki kosmetyk- polecam! Dobrze sprawdza się również jako baza pod cienie.
- Tender Care, balsam pielegnujący od Oriflame- bardzo go lubię i żałuję, że nie mogę dostać go stacjonarnie. Szukam jego godnego zamiennika. Na razie nic nie spisało się aż tak dobrze... Pełna recenzja: >>TU<<.
Podkład Max Factor Facefinity All Day Flawless 3 in 1- mój ulubiony podkład! Świetnie kryje, maskuje wszystkie niedoskonałości. Pełna recenzja: >>TU<<. W dodatku spójrzcie, jaki jest wydajny:

 

Naklejka z datą rozpoczęcia stosowania. Przy codziennym używaniu starczył mi od 25 lutego do 8 maja. Ponad 2 miesiące! Warto się z nim zaprzyjaźnić.

Kolejna grupa to kremy do twarzy:


- Kremy Hyaluron Intense Skin Repair firmy Lagrend: o tych kremach jest głośno w niektórych kręgach. Moja opinia- są przyjemne, rzeczywiście działają, jednak cena jest stanowczo wygórowana. Pełna recenzja: >>TU<<.
- Bielenda Professional, Diamentowy krem ujędrniający 50 + - dostałam go w prezencie po szkoleniu na kursie Bielendy. Stwierdziłam, że zobaczę, czy to cudo cokolwiek zdziała- jeśli zmniejszy moje "linie Wenus", czyli zmarszczki na szyi, to tym bardziej poradzi sobie ze skórą dojrzałej, 50-letniej Pani. I co? Jajeczko :) Zmarszczki jak były, tak są a kosmetyk się przeterminował i nie zużyłam go do końca- nie polecam.
- Soraya, So Pretty! Ultralekki krem nawilżający- bardzo delikatnie nawilża twarz, także powinien dobrze spisać się na cerach tłustych. Mój egzemplarz chyba był jednak bublem, ponieważ miał w sobie drobinki, które przeszkadzały a aplikacji kremu i makijażu. Pełna recenzja: >>TU<<.

I na sam koniec grupa "różności":


- Ziaja Sensitiv, antyperspirant w kremie- bardzo lubię antyperspiranty z Ziaji! Mało który kosmetyk z tego działu pomaga mi utrzymać świeżość przez cały dzień. Sprawdzają się jedynie Nivea i Ziaja. Z tym, że cenowo Ziaja jest przystępniejsza. Jest odpowiedni dla skóry wrażliwej- nie powoduje podrażnień ani nie przesusza delikatnej skóry pod pachami. Stosuję od kilku lat i nie zanosi się, żebym przestała.
- Mamma Mia, krem przeciw rozstępom, Ziaja- wspominałam już raz na blogu, że walczę z rozstępami przed wakacjami. Mam białe rozstępy, czyli takie, których właściwie nie da się pozbyć. Jednak niedawno dowiedziałam się, że można je troszkę zniwelować z zastosowaniem kwasu glikolowego 70%, który można kupić na stronie zrobsobiekrem.pl w cenie ok. 10 zł. Ten krem stosuję dla wzmożenia efektów. Czy jest poprawa? Delikatna, ale jest. Z tym, że jest to w większości zasługa kwasu. Krem przyjemnie łagodzi podrażnienia wywołane kwasem.
- Krem antyperspirujący do stóp, Oriflame- męczyłam się z tym kremem przez cały rok. Akurat skończyło mi się go wykończyć, gdy zbliżał się koniec daty ważności. Nie polecam tego kremu- nie czuć, żeby coś antyperspirował, nie nawilża, pozostawia pudrową i tłustą powłokę na stopie. Nigdy więcej go nie kupię.
- Pasta do zębów Crest- taka mała, kanadyjska ciekawostka. Miała nie podrażniać dziąseł i rzeczywiście- przez okres stosowania nie zaobserwowałam żadnego podrażnienia jamy ustnej. Przyjemna, polecam.
- Maseczka nawilżająca Soraya- zawsze staram się mieć w kosmetyczce kilka saszetek z maseczkami. Jednak odkąd zaczęłam stosować glinki, te drogeryjne saszetki z maseczkami wydają mi się kompletnie nieskuteczne. No i więcej w nich chemii niż substancji pielęgnujących.

I to byłoby na tyle :)
Jak widać, wyjątkowo dużo bubli zdarzyło mi się wykończyć w tym miesiącu- i całe szczęście, już nie miałam siły się z nimi męczyć!

Mam nadzieję, że kolejne denka będą bardziej obfitować w naturalne kosmetyki, ponieważ przepaść między kosmetykami drogeryjnymi, aptecznymi a naturalnymi jest niczym rów Mariański.

Pozdrawiam!
Copyright © 2018 kosmetologia-naturalnie.pl