sobota, 6 grudnia 2014

[155.] Denko listopad oraz zaległe denko sierpniowe.



Witam!

Dziś chciałabym napisać Wam kilka krótkich recenzji na temat kosmetyków, które wykończyłam w listopadzie. Listopad nie obfitował w wiele zużyć, jednak dzięki uprzejmości zdolnego Wujka-Informatyka odzyskałam część zdjęć z zepsutego dysku. Tym sposobem odzyskałam zdjęcia z sierpniowego denka- a było ono o wiele ciekawsze! Zamierzam więc opisać Wam zarówno listopadowe, jak i sierpniowe recenzje produktów "zdenkowanych" :)

Zacznijmy od aktualności- zapraszam na denko listopadowe:


1. Oleje
 

1. Olej z pachnotki- aż dwie buteleczki po 30 ml. Pierwsza buteleczka została wykorzystana do oczyszczania twarzy olejami metodą OCM, drugą natomiast wykorzystałam do własnoręcznie zrobionej mieszanki olejów do cery tłustej i trądzikowej. Bardzo szybko zauważyłam zbawienne działanie tego oleju na moją cerę- charakteryzuje się on właściwościami bakteriobójczymi szczególnie przeciw Propionibacterium acnes, które wywołują trądzik- już po kilku dniach odczuwalnie zmniejszyła się ilość wyprysków na mojej twarzy. Na pewno wykorzystam jeszcze nie jedną buteleczkę!

2. Olej rycynowy- najłatwiej osiągalny olej o właściwościach oczyszczających skórę. Wykorzystuję go do OCM. Jestem wielką zwolenniczką tej metody mycia twarzy, zainteresowanym polecam! :)

3. Olej arganowy- również został wykorzystany do mieszanki olejów do cery tłustej i trądzikowej- zawsze po jego zastosowaniu moja cera ma wyrównany koloryt, jest promienna, wygląda na wypoczętą i nawet rumieńce nie są aż tak widoczne! Na pewno znów zawita w mojej łazience :).


3. Produkty do oczyszczania


 1. Nektar do kąpieli Apart- najtańszy i największy produkt do mycia w Rossmanie, przy czym ma całkiem znośny skład i wyjątkowo ciekawie pachnie. O ile w przypadku oczyszczania twarzy jestem przeczulona na punkcie naturalnych produktów, tak w przypadku oczyszczania skóry na całym ciele często ulegam po prostu cenie i ładnym zapachom. Taki mój grzeszek ;)

2. Nivea, żel pod prysznic "Lemon&Oil"- oj, olejów to tam tyle co kot napłakał! W opozycji do Sylveco, które ma w sobie olej awokado, które rzeczywiście pozostawia delikatną powłokę ochronną na skórze, w tym żelu pod prysznic ciężko doszukiwać się takiego efektu. Posiadaczki suchych skór będą zawiedzione. Natomiast bardzo spodobał mi się zapach- cytrusowy, orzeźwiający, idealny do porannych pryszniców, które mają nas obudzić!

3. Oliwka HIPP- i już wracamy na tory naturalnej pielęgnacji ;) Oliwkę HIPP jako jedyną oliwkę polecam do stosowania jako olej bazowy do OCM. Dlaczego? Ponieważ jako jedyna oliwka nie zawiera w sobie parafiny ani substancji chemicznych. Cały jej skład to: olej ze słonecznika, olej ze słodkich migdałów, witamina E oraz perfum. 


3. Kosmetyki do włosów


1. Nafta kosmetyczna- słyszałam o jej zbawiennych właściwościach, niestety, u mnie się nie sprawdziła. Moja skóra i włosy nie przepadają ani za parafiną (naftą) ani za alkoholem, którego jest dużo w tym produkcie. Nie zużyłam jej, wędruje do kosza.

2. Pianka stylizująca Nivea "Volume sensation"- kiedyś chętnie stosowałam pianki. Jednak od roku już ich nie stosuję, tak samo jak i żadnych innych produktów do stylizacji włosów. Pianka zdążyła się przeterminować. Aktualnie moje włosy nie potrzebują żadnych produktów do stylizacji a kiedyś nie wyobrażałam sobie nie nałożyć pianki, brylantyny, jedwabiu (na raz!!!) - chyba muszę Wam opisać, jak pielęgnuję włosy, bo ostatnio ich kondycja bardzo się poprawiła i chyba w końcu wiem, co moim włosom służy :).

3. Nivea, szampon do włosów farbowanych- rzeczywiście hamuje wypłukiwanie koloru z włosów. Skład bogaty w silikony, jednak jeszcze spora część moich włosów jest zniszczona po szaleństwach pewnego fryzjera oraz nieudolnych próbach samodzielnego farbowania, a takie włosy lubią silikony. Więc na razie szampon się u mnie sprawdza. Na razie- bo przy głowie już zaczął obciążać mi zdrowe włosy.

4. Maska do włosów wypadajacych Biovax- używałam już kilku Biovaxów i zauważyłam, że moje włosy bardzo lubią te maski. Stosuję je PRZED myciem- najpierw zwilżam włosy, później nakładam olej, na to maskę, worek foliowy i czapkę. Mieszankę trzymam min. dwie godziny, często śpię w takim "wydaniu" ;). Włosy po umyciu są sypkie i miękkie. Jednak najlepiej sprawdza się u mnie wersja do włosów suchych i zniszczonych.


4. Pozostałe


1. Zmywacz do paznokci "BeBeauty"- od tego produktu nie wymagam cudów- dobrze domywa lakier, więc spełnia swoją rolę. Denerwowała mnie jednak pompka, przez którą wydobywa się produkt...

2. Regenerujący krem do stóp, Sylveco- przyznaję, że stopy traktuję po macoszemu... Postanowiłam to zmienić wdrażając produkt zawierający jedynie naturalne składniki. Krem ma wyjątkowo lekką konsystencję, jak na kremy do stóp, które zazwyczaj są bardzo ciężkie i lepkie. Ten krem szybko się wchłania, można go stosować nawet rano, zanim założymy skarpety. Mimo swojej lekkości, bardzo dobrze spełnia swoje zadanie- nie zaobserwowałam przesuszeń skóry czy popękanych pięt. Jestem na tak! 

3. Henna Delia- to już klasyka w każdym denku- bardzo lubię tę hennę, ponieważ jest bardzo łatwa w aplikacji, ciężko jest zrobić sobie nią krzywdę. Subtelnie ale widocznie podkreśla brwi- jeśli chcecie zobaczyć, jaki daje efekt i jak ją stosować, zapraszam: KLIK!


I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o aktualne denko. Cieszę się, że moja pielęgnacja jest coraz bardziej naturalna. Coraz więcej stosuję olejów, całkowicie wyeliminowałam produkty z parafiną i alkoholem. Jeszcze przede mną długa droga do celu, jakim jest całkowicie naturalna pielęgnacja, jednak małymi kroczkami idę do przodu :)

A jeśli ktoś ma ochotę przeczytać zaległe denko, którego zdjęcia utraciłam wraz z dyskiem laptopa, lecz udało się je odzyskać, zapraszam!

Sierpniowe denko:



1. Produkty do oczyszczania

1. Kremowy żel pod prysznic, Nivea- dobrze oczyszczał skórę, pięknie pachniał i miał przystępną cenę. Skusiłam się :)

2. Szampon do włosów farbowanych i zniszczonych, Radical- mimo tego, że był dedykowany do włosów farbowanych, szybko wypłukiwał mi się z niego kolor... Nie wiem czy wrócę do niego, póki mam czerwone włosy, raczej nie przewiduję takiej opcji.

3. Szampon BabyDream- używam go do czyszczenia pędzli i w tej roli sprawdza się znakomicie! =)

4. Nizoral- mój wybawca przeciwłupieżowy już od czasów podstawówki! Żaden szampon nie radzi sobie tak dobrze z łupieżem, jak kuracja Nizoralem. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł! Obecnie stosuję jedną saszetkę co 3-4 tygodnie i łupież nie nawraca.


2. Kosmetyki do pielęgnacji twarzy


1. Toniki Ziaja- BIO aloesowy i ogórkowy- używałam ich przez kilka lat, gdy jeszcze myłam twarz żelem. Bardzo dobrze mi służyły. Gdy stosowałam je od czasu do czasu po OCM, zauważyłam, że zostawiają lepką warstwę... Aktualnie nie potrzebuję toników, ponieważ są to produkty służące do wyrównywania pH skóry a jeśli nie używam do mycia twarzy detergentów (tylko oleje!), nie zaburzam pH mojej skóry. W nagłych wypadkach, gdy jednak zdarzy mi się umyć twarz żelem (Sylveco ;)), stosuję tonik, jednak sięgam po firmę... Sylveco :P.

Jeśli ktoś jest zainteresowany, o co chodzi z tym całym pH, zapraszam do przeczytania postu o prawidłowym oczyszczaniu twarzy: KLIK!

2. Soraya, krem pod oczy "Nawilżanie&Dotlenianie"- parafinowo-silikonowy bajer :) Jego zadaniem jest działać "na chwilę" po nałożeniu. Po kuracji tym kremem nie spodziewajmy się wspaniałych rezultatów. Nie powróci.

3. Serum z wit. C do cery naczynkowej- zużyłam do zabiegów sonoforezy. Miło wspominam to serum, rzeczywiście rumień był po nim wyciszony. Aktualnie jakoś przestałam mieć czas na sonoforezę a szkoda... Muszę to poprawić!

4. Francuska glinka czerwona- moja ulubiona maseczka! Rozrabiam ją wraz z hydrolatem geraniowym i kwasem hialuronowym. Glinka czerwona wykazuje właściwości uszczelniające naczynka krwionośne i regulujące wydzielanie sebum. Polecana jest dla cer tłustych i naczynkowych. Kwas hialuronowy natomiast powoduje, że skóra jest odpowiednio nawilżona. 
Pełną recenzję tej glinki znajdziecie tutaj: KLIK!

5. Lekki krem nagietkowy, Sylveco- mój ulubiony krem na dzień. Bardzo szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy. Ma bardzo przyjemny skład- brzoza zapobiega utracie elastyczności skóry, utrzymuje odpowiednie nawilżenie, zmniejsza dolegliwości związane z opryszczką, rozjaśnia przebarwienia, jest antyoksydantem. Natomiast nagietek reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiega powstawaniu pryszczy a jeśli jakieś powstaną- zmniejsza ich stan zapalny, zaczerwienienie i pomaga im szybciej się goić. Potwierdzam! 
Pełną recenzję znajdziecie tutaj: KLIK!


 3. Balsamy do ciała


1. Tołpa, Botanic, pokrzywka indyjska- przetestowane dzięki uprzejmości Współlokatorki, dermokonsultantki formy Tołpa. Balsam ten nie spełniał podstawowych wymagań Współlokatorki- nie nawilżał jej suchej skóry. Podrzuciła mi go, z ciekawości, jak sprawdzi się na mojej tłustej skórze (borykam się z tłustą skórą nie tylko na twarzy, ale również na ciele)- i to był strzał w dziesiątkę! O ile u Współlokatorki balsam wchłaniał się bardzo szybko, pozostawiając zbyt mało nawilżoną skórę, tak u mnie nie nie wchłaniał się. Miał jednak na tyle przyjemną, lekką konsystencję, że nie przeszkadzała mi ona. Zauważalnie zmniejszył mi się cellulit po tym produkcie, także rzeczywiście mogę polecić! Tołpa nie jest firmą typowo naturalną, jednak jeśli szuka ktoś skutecznie działającego produktu i nie przeszkadza mu kilka składników chemicznych pod koniec składów- będzie zadowolony.  A ja... poszukam czegoś bardziej naturalnego =)

2. Tołpa, Dermo Body, bust- serum miało wypełnić biust, ileż ja się naczytałam dobrych opinii! Nie narzekam na swój dekolt, ale nie byłabym sobą, gdybym jednak nie stwierdziła, że "ach, jest lato, może jednak warto coś zrobić, żeby lepiej wyglądać w bikini?"- i tym sposobem zabrałam się za testowanie serum. Efekty? Mizerne... Po trzymiesięcznej kuracji "przybyło" mi w klacie 1 cm... Drodzy Państwo, 1 cm zyskuję poćwicząc dzień wcześniej na siłowni, wypijając piwo lub będąc w tym stanie, gdy jestem tykającą bombą zegarową. Byłam bardzo zawiedziona tym produktem... 


4. Produkty do paznokci


1. Zmywacz Nailty- spełniał swoje zadanie, nie mam zastrzeżeń :)

2. Odżywka do paznokci Eveline "Paznokcie twarde i lśniące jak diament"-chyba nie ma osoby, która nie kojarzyłaby tej odżywki! U mnie również sprawdziła się rewelacyjnie, po żadnej innej odżywce nie zauważyłam aż takiego wzmocnienia paznokci. Problem pojawił się, gdy... dowiedziałam się, na jakiej zasadzie działa ta "odżywka". W tym kosmetyku znajduje się wysokie stężenie formaldehydu, który jest toksyczny- przenika przez płytkę paznokcia drażniąc macierz. Co gorsza- formaldehyd ma działanie kancerogenne, czyli może być powodem zachorowania na nowotwór! Dlatego też nasz organizm stara się bronić przed tą substancją i... zaczyna wytwarzać grubszą płytkę paznokciową, by zapobiegać przenikaniu formaldehydu do macierzy. 

Czy kupię ponownie? Zapewne tak, ponieważ nie znalazłam jeszcze lepszego produktu, który tak pięknie spisywałby się w klasycznym french manicure. Natomiast jako odżywkę postaram się już nie stosować :)


5. Podkłady


1. Lirene City Matt- przez kilka dobrych miesięcy był to mój hit- dzięki OCM moja cera przestała wydzielać spore ilości łoju, więc w zupełności wystarczył mi sam podkład w okresie letnio-jesiennym. Podkład nie dawał idealnego matu, ale latem delikatne błyszczenie się cery jest całkiem naturalną reakcją. Natomiast obecnie znalazłam jeszcze lepszy podkład, ale o tym dowiecie się za jakiś czas ;) Lirene stosuję na sesjach zdjęciowych i dla klientek.

2. Biały podkład StarGazer- podkład towarzyszący mi od początku zabawy z wizażem. Nie wiedziałam jeszcze wtedy o istnieniu farbek do ciała Kryolan Supracolor, dlatego w moich zapasach pojawił się biały podkład. Niestety, nie był to najlepszy wybór- podkład pozostawiał straszne smugi, ciężko było go wydobyć ze szklanego opakowania. Zdążył się przeterminować.

3. Próbka kremu BB "The Oriental" Skin79- chyba jednak nie pokocham się z BB... Była to już któraś z kolei próbka przeróżnych kremów BB, jednak żaden mi nie spasował.


I to byłoby na tyle! 
Przetrwałyście do końca? Stosowałyście któreś z tych kosmetyków?
Chętnie poznam Wasze opinie na ich temat!!

Pozdrawiam! =)

piątek, 21 listopada 2014

[151.] Co nowego w OCM?

Witam!

Niedawno pisałam Wam post, w którym tłumaczyłam, dlaczego prawidłowe oczyszczanie twarzy jest bardzo istotne w codziennej pielęgnacji. Wiele osób traktuje "po macoszemu" prawidłowe oczyszczanie twarzy, co skutkuje szarością cery, zaskórnikami, pryszczami, często przy jednoczesnych przesuszeniach cery. Dlaczego oczyszczanie buzi jest istotne i jak powinno przebiegać pisałam tutaj: KLIK!

W tamtym poście wspomniałam o oczyszczaniu twarzy olejami- metodą OCM. Stosuję tę metodę już od około pół roku, sumiennie dwa razy dziennie i zauważyłam świetne efekty! O tym, czym jest ta metoda, na czym polega, jak przygotować najprostszą i najbardziej uniwersalną mieszankę olejów i dlaczego zdecydowałam się na jej stosowanie mimo tłustej i trądzikowej cery, przeczytacie tutaj: KLIK!

Dziś chciałabym Wam napisać, jak ulepszyłam tę metodę. Myślę, że post ten zaciekawi przede wszystkim osoby z tłustymi cerami, jednak każdy znajdzie tu kilka informacji przydatnych dla siebie.

Zapraszam na wpis! =)



Z czego aktualnie składa się moja mieszanka do oczyszczania twarzy?
- olej rycynowy, jako olej oczyszczający- ten olej jako jeden z niewielu, posiada właściwości oczyszczające. Jest łatwo dostępny i tani. Dodaję go jedną kroplę do pojemnika,
- oliwka HIPP, jako olej bazowy- ta oliwka jako jedyna nadaje się do OCM, ponieważ posiada w sobie jedynie olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, witaminę E oraz perfum- nie ma w sobie żadnej chemii ani przede wszystkim- parafiny! Nalewam tyle oleju do pojemniczka, żeby zakryło dno,
- olej dodatkowy (3-4 krople)- przez kilka miesięcy używałam oleju z pachnotki, ponieważ ma właściwości zabijające Propionibacterium acnes, czyli bakterie wywołujące trądzik. Obecnie stosuję mieszankę olejów, którą sama skomponowałam znając niektóre właściwości olejów. Więcej o tej mieszance przeczytacie tutaj: KLIK!

Dlaczego zamieniłam gąbeczkę i bawełniane chusteczki na ściereczkę z Biedronki ( ;) )?
Poszukiwałam czegoś, co będzie lepiej ściągać olej a przy tym nie podrażniać skóry. Wypróbowałam różne rzeczy i jak do tej pory najlepiej się sprawdziły ściereczki firmy Spark z Biedronki:

 
Na zdjęciu widzimy opakowanie ściereczek, pod nim jest jedna ścierka oryginalnych rozmiarów. Ja tnę ją na cztery mniejsze części, takie jak te po lewej stronie.

Do oczyszczania potrzebuję dwóch ściereczek (już tych pociętych): jedną zmywam olej pomiędzy kolejnymi krokami nakładania oleju. Po ostatnim olejowaniu używam jej 2-3 razy, po czym zwilżam świeżą ściereczkę i zmywam nią resztki oleju do samego końca (ok 3-4 razy: przemywam twarz, płukam ściereczkę, znów zmywam twarz). Kiedy już czuję, że nie mam żadnych resztek oleju na twarzy, wycieram wodę za pomocą chusteczki higienicznej.

Kilka spostrzeżeń dotyczących OCM:
- do masowania twarzy lepiej używać 2-3 palców niż całych dłoni,
- lepiej wykonać mniej powtórzeń ale powoli,
- olej nakładamy ciepłymi dłońmi, rozgrzanymi od wody,
- lepiej zmywa olej wykonując więcej delikatnych powtórzeń, niż mocno pocierać skórę.

W ten sposób wykonywany OCM jest na prawdę skuteczny. Jest to metoda, przy której nie należy się spieszyć- dlatego też wiele osób z niej rezygnuje. Jednak poświęcony czas nie jest zmarnowany- skóra zyskuje promienny koloryt, nie przesusza się, jest odżywiona i odpowiednio nawilżona. Przede wszystkim normalizuje się praca gruczołów łojowych! Dodatkowo wykonując masaż, powodujemy wzrost elastyczności skóry. Serdecznie polecam tę metodę! Ze swojej strony dodam, że będę kontynuować takie oczyszczanie twarzy i wciąż je ulepszać.

A Wy stosujecie OCM? Widzicie efekty?

W razie pytań, zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam =*

Edit. 14.02.15r.:
Spis olejów dopasowanych do różnych typów cer znajdziecie tutaj: KLIK!

Edit. 23.07.15r.:
Podsumowanie rocznej kuracji metodą OCM: KLIK!

piątek, 14 listopada 2014

[148.] Zużyte w październiku- denko!


Witam!

W dzisiejszym poście opowiem Wam o kosmetykach, które udało mi się wykończyć w październiku. Większość z nich zapewne znacie, jednak szybkie podsumowanie i kilka krótkich recenzji może wnieść coś ciekawego :)


Produkty do włosów


1. Szampon BabyDream- zużyłam go do mycia pędzli. W tej kwestii sprawuje się idealnie! Bardzo dobrze domywa zanieczyszczenia, delikatnie się pieni, włosie jest miękkie i sprężyste po zastosowaniu. Czyściłam nim wielokrotnie pędzle i nie zauważyłam na nich żadnego uszczerbku.
2. Odżywka do włosów Nivea, Intense Repair- jest to produkt bardzo chwalony w blogosferze. Niestety, u mnie nie spisał się tak świetnie. Nie zauważyłam ładniejszego połysku włosów czy braku puszenia. Wręcz przeciwnie- moje włosy po takiej ilości silikonów były jeszcze bardziej niesubordynowane. Zużyłam ją do OMO, jako odżywkę nakładaną w pierwszej kolejności.
3. Odżywka do włosów Nivea, Diamond Volume- po kilku pierwszych użyciach efekt był powalający! Włosy rzeczywiście miały ładną objętość, nie puszyły się i pięknie błyszczały. Niestety, w miarę stosowania, włosy zaczęły się puszyć i wróciły do matu... Efekt? Wyglądałam jak Chopin po koncercie, dodatkowo trafiony piorunem. Również odżywka trafiła do metody OMO jako odżywka zabezpieczająca włos. Odżywka ta również ma w sobie silikony, jednak nie aż w takiej ilości, jak "intense repair".


Kosmetyki do oczyszczania:

1. Ziaja, płyn dwufazowy- produkt wszystkim znany i raczej lubiany. Zużywam go do zmywania makijażów modelek oraz do oczyszczania pędzelka od eyelinera zanim oczyściłam go za pomocą szamponu BabyDream. Świetnie radzi sobie z każdym typem kosmetyków, dokładnie zmywa nawet makijaż wodoodporny. Niestety, zostawia tłustą warstwę i nie każdemu to pasuje.
2. Arnikowe Mleczko Oczyszczające, Sylveco- mój mały hit! Wśród moich pacjentek odratował już niejedną suchą skórę, świetnie podziałał również na moje naczynka. Jest to produkt, który bardzo przypomina mieszanki do oczyszczania twarzy olejami! Mogę polecić go całym sercem- nie ma w sobie detergentu, nie podrażnia skóry, łagodzi i natłuszcza suche skóry, uszczelnia naczynka cer naczynkowych! Bardzo dobrze oczyszcza a przy tym jest wydajny i wcale drogo nie kosztuje (cena ok 18 zł). Więcej o tym mleczku pisałam w osobnym poście: KLIK! 

3. Oliwka HIPP-  używam ją jako olej bazowy do OCM. Ma najlepszy skład ze wszystkich ogólnodostępnych oliwek dla dzieci- jedynie olej słonecznikowy, olej ze słodkich migdałów, witamina E oraz perfum. Bardzo dobrze służy mojej cerze!
Tym, którzy nie wiedzą, czym jest OCM, polecam post całkowicie poświęcony temu tematowi: KLIK!


Kosmetyki upiększające:


1. Szminka Golden Rose w fuksjowym kolorze- była to pierwsza fuksjowa szminka, jaką nabyłam :) Bardzo lubię ten kolor, więc moja kolekcja szminek szybko wzbogaciła się o kolejne odcienie fuksji. Ta szminka dość szybko schodziła z ust, jednak jak na pierwszą szminkę, która miała służyć jedynie temu, czy tak intensywny kolor mi pasuje, spisała się bardzo dobrze. Była mocno napigmentowana, nie powodowała szybkiego wysychania ust. Nie pamiętam niestety kolekcji, z której była ani numerka, ponieważ się starły.
Fuksję lubię do teraz, aktualne używam szminki Revlon. Recenzję znajdziecie tutaj: KLIK!
2. Płynny lateks firmy Kryolan- jest to pierwszy płynny lateks, z którym miałam przyjemność współpracować. W kwestii charakteryzacji zawsze stawiam na profesjonalne marki. Kryolan po raz kolejny mnie nie zawiódł- wszystkie charakteryzacje trzymały się całe sesje, znosząc przeróżne warunki- poprzez zamoknięte ruiny aż po gorąc bijący z lamp studyjnych.
Moje charakteryzacje z użyciem lateksu możecie zobaczyć klikając w nazwę:
3. Carmex- nie, nie, nie, nie! Nigdy więcej!
Moją pierwszą recenzją był opis Tender Care od Oriflame (KLIK!), które jako jedyny kosmetyk jest w stanie poradzić sobie z moimi wiecznie przesuszonymi i pękającymi wargami. Niestety, z racji tego, że Oriflame nie jest dla mnie łatwo osiągalne, zaczęłam rozglądać się za innym produktem do ust. Wiele dobrego wyczytałam na internecie, również kilkoro z Was, moich czytelniczek, poleciło mi Carmex. Kupiłam, spróbowałam i... zawiodłam się. 
Ani trochę nie pomógł moim spierzchniętym ustom a do tego obrzydliwie smakuje i daje efekt chłodzenia, którego nienawidzę... Nawet nie zużyłam opakowania do końca, zdążyło się przeterminować.

4.  Henna do brwi i rzęs, Delia- mój faworyt już od czterech lat! Hennuję nią brwi średnio co dwa tygodnie. Efekt jest delikatny, ale zauważalny. Nie farbuje skóry, dlatego nadaje się dla osób rozpoczynających przygodę z henną. 
O tym, jak hennuję brwi pisałam Wam tutaj: KLIK!


Pozostałe:


1. Płyn do soczewek Horien- najtańszy na rynku płyn do soczewek, który u mnie spisuje się świetnie. Nie podrażnia oczu, nie szczypie, dobrze utrzymuje soczewki w czystości. Kolejne opakowanie już rozpoczęte :)

2. Płyn do płukania ust Smile White- wyczarowany z Biedronki ;) Jednak nie jest to jedyny produkt z sieci "Biedronka", który miło zaskakuje. Przedłuża świeżość jamy ustnej, ma przyjemny smak. Przede wszystkim nie zawiera alkoholu, na który moja skóra niestety źle reaguje :)

3. Żel do higieny intymnej "Biały Jeleń"- niby w porządku, jednak szału nie ma. Zwykły produkt, jakich masa na drogeryjnych półkach. Niestety, zawiera SLS, ma kwas mlekowy ale nie wiem, czy w odpowiednim stężeniu... W tym momencie stosuję coś łagodniejszego (recenzja w którymś denku będzie na pewno!) i lepiej mi służy :)

4. Antyperspirant Ziaja Sensitiv- antyperspiranty Ziaji stosuję od paru lat i bardzo dobrze mi służą. Wersja Sensitiv jest moją ulubioną- w ogóle nie przesusza skóry pach, prawie w ogóle nie zostawia białych kłaczków na skórze i jest bardzo delikatny (tak bardzo, że zaraz po depilacji mogę go użyć). Nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie, które mi służy!

5. Perfumy Puma Yellow- lubię słodkie zapachy, dlatego te perfumy przykuły moją uwagę. Niestety, o ile zapach był ładny, to nie utrzymywał się zbyt długo. W dodatku mój egzemplarz miał wadliwy dyfuzor, przez co miałam problemy z aplikacją perfum. Zapach jednak podobał mi się na tyle, że możliwe, że kiedyś sięgnę po kolejne opakowanie :)


I to byłoby na tyle!
Dajcie znać, czy znacie któreś z tych kosmetyków i jak spisują się u Was :)

W razie pytań, zapraszam do korespondencji,
Pozdrawiam =*

PS Przypominam o aukcji charytatywnej!!

Link do aukcji: KLIK!
Link do wpisu na blogu, gdzie znajdziecie więcej informacji: KLIK!
Album, który można udostępnić na FB, by poinformować o sesji: KLIK!

Zaczynaliśmy od kwoty 50 zł, w tym momencie mamy już 202,50 zł a do zakończenia aukcji został niecały tydzień! Mam nadzieję, że wiadomość do aukcji trafi do jeszcze większej ilości osób!

Poniżej jedno ze zdjęć promujących aukcję. Więcej szczegółów i zdjęć w powyższych linkach :)


niedziela, 9 listopada 2014

[146.] Moja mieszanka olejów do cery tłustej z tendencją do trądziku.

Witam!

Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że od jakiegoś czasu stosuję OCM, czyli metodę mycia twarzy olejami. Metoda ta wyjątkowo spasowała mojej kapryśnej, z natury tłustej cerze skłonnej do trądziku i rozszerzonych naczynek.

(Czy jest OCM, jak się za nie zabrać i co jest potrzebne opisałam w poście: KLIK!)

Widząc, jak moja skóra i włosy lubi oleje, zaczęłam stosować nie tylko OCM, ale również na noc nakładać oleje zamiast kremu.

Zaobserwowałam, że zarówno moja cera jak i włosy, preferują różne mieszanki olejów a nie jeden czysty. Dlatego też mieszałam ze sobą różne oleje, metodą prób i błędów wypróbowałam "to i owo" aż w końcu postanowiłam zrobić taką oto mieszankę:



Zmieszałam ze sobą:
- ok. 15 ml oleju arganowego,
- ok. 30 ml oleju z pachnotki,
- ok. 25 ml oleju z wiesiołka,
- ok. 60 ml oleju z czarnuszki.

Dlaczego wybrałam akurat te oleje?
Poza tak prostym faktem, że moja cera po prostu lubi te oleje, skłoniło mnie ich działanie:

Olej arganowy


Właściwości:
- odkażające, przeciwzapalne (polecane przy trądziku!),
- ujędrniające,
- wygładzające, 
- przeciwdziała procesom starzenia się skóry (zawiera antyoksydanty, m. in. wit. A i E),
- wspomaga regenerację komórek (działanie rewitalizujące),
- pomocny i przydatny nawet dla skór zmienionych chorobowo: w przebiegu egzem, ostrego trądziku, blizn,
- wycisza cery wrażliwe i naczyniowe,
- łagodzi poparzenia słoneczne.



Olej z pachnotki


Właściwości:
- antyoksydacyjne,
- przeciwzapalne,
- przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne (potwierdzone klinicznie skuteczne działanie hamujące rozwój Propionibacterium acnes- bakterii wywołujących trądzik!),
- promieniochronne,
- hipoalergiczne,
- łagodzi cery naczynkowe, wrażliwe i swędzące,
- działa regenerująco (przyspiesza gojenie ran, oparzeń, odmrożeń),
- hamuje rogowacenie ujść gruczołów łojowych (zapobiega zaczopowaniu i powstawaniu zaskórników i ropnych, bolących pryszczy podskórnych),
- wspomaga wytwarzanie kolagenu i elastyny (działanie przeciwzmarszczkowe i redukujące już powstałe zmarszczki),
- polecany dla skór atopowych.

Olej z wiesiołka


Właściwości:
- reguluje pracę gruczołów łojowych,
- wspomaga regenerację komórek,
- łagodzi świąd i podrażnienia,
- poprawia elastyczność skóry,
- zapobiega przebarwieniom,
- mogą go stosować osoby z egzemą, łojotokowym zapaleniem skóry, łuszczycą.



Olej z czarnuszki


Właściwości:
- antyoksydacyjne,
- przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne, przeciwzapalne,
- reguluje pracę gruczołów łojowych,
- wspomaga regenerację komórek,
- zalecany nawet przy ostrym trądziku, egzemie, grzybicach, alergiach.


Mieszanka ma dość ciemny kolor (ponieważ najwięcej dodałam oleju z czarnuszki a on ma bardzo ciemną barwę), oraz intensywny, korzenny zapach (bardzo spodobał mi się zapach czarnuszki, chociaż wiele osób uważa, że to smrodek ;)). Oleje wlałam do pojemnika z pompką, by ułatwić sobie wydobywanie produktu. Poniższe zdjęcie ilustruje ilość oleju, którą nakładam na całą twarz! Dosłownie odrobina, przy czym cała twarz jest dokładnie pokryta mieszanką olejów. Taką samą ilość nakładam również na szyję i na dekolt. 

Ta mieszanka olejów jest tak skomponowana, by częściowo wchłaniała się w skórę a częściowo pozostawiała delikatną warstwę ochronną jakby krem. Mieszankę trzymam w lodówce, obecnie oleje stosuję jedynie na noc (na dzień stosuję lekki krem nagietkowy o którym pisałam Wam tutaj: KLIK!). Rano i wieczorem wykonuję OCM, i do olejów oczyszczających dodaję kilka kropel w/w mieszanki.

(Ilość mieszanki wystarczająca na pokrycie całej twarzy.)
(Barwa mieszanki.)

Jakie efekty zaobserwowałam na swojej skórze:
- zmniejszenie liczby wyprysków,
- zmniejszenie zaczerwienień, wyciszenie gry naczyń krwionośnych,
- gojenie się trudnych do usunięcia pryszczy i zaskórników na brodzie,
- cera jest promienna, zregenerowana, wygląda na wypoczętą, ma wyrównany koloryt,
- buzia jest gładka i przyjemna w dotyku,
- trzeba uzbroić się w cierpliwość- na efekt trzeba poczekać kilka dni.

Mieszanka nie spowodowała rozszerzenia ujść gruczołów łojowych (porów), nie spowodowała wysypu pryszczy ani żadnych odczynów alergicznych.

Taką mieszankę mogę serdecznie polecić osobom borykającym się z cerą tłustą i trądzikową!


A czy Wy stosujecie oleje? Jakie one są? Jakie macie cery?
Chętnie wszystkiego się dowiem! :)

Pozdrawiam =*

EDIT 21.11.14r.: Notka, w której opisuję tę mieszankę olejów i jej zastosowanie w OCM: KLIK!

EDIT. 14.02.15r.: Spis olejów dopasowanych do różnych typów cer znajdziecie tutaj: KLIK!

EDIT. 23.07.15r.: Podsumowanie roku oczyszczania twarzy metodą OCM: KLIK!

wtorek, 4 listopada 2014

[144.] Niedoceniane oczyszczanie twarzy

Dzisiejszy post będzie kolejną "pogadanką" :). Tym razem chciałabym Wam powiedzieć co nieco o poprawnym oczyszczaniu twarzy oraz podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami co do tej czynności. Zapraszam do zaopatrzenia się w kubek aromatycznej herbatki, szczelne owinięcie się w koc oraz poczekajmy, aż kot usadowi się na naszych kolanach. Wszystko gotowe? W takim razie zapraszam na post!

Niestety, rozmawiając z wieloma pacjentkami często powtarzają się pewne podstawowe błędy w oczyszczaniu buzi. Są to przede wszystkim:
1. Oczyszczanie buzi jedynie powierzchownie,
2. Mylenie płynu micelarnego z tonikiem,
3. Brak wiedzy na temat potrzeby stosowania toniku,
4. Używanie mydła.

Prawidłowe oczyszczanie cery jest tak samo ważne (czasami mam ochotę pokusić się o stwierdzenie, że nawet ważniejsze) jak stosowanie odpowiednio dobranego kremu. Dlaczego?

Zanieczyszczona cera charakteryzuje się rozszerzonymi porami, zaskórnikami, wągrami, nierzadko pryszczami, nadmiernym wydzielaniem sebum oraz ziemistym kolorytem. Dlatego też często mylona jest z cerą tłustą. Kluczem do pozbycia się w/w problemów jest dogłębne oczyszczenie skóry, wniknięcie głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i "wyciągnięcie" wszystkiego, co tam zalega. 

Jak sprawić, żeby dobrze oczyszczać twarz, nie tylko z zewnątrz, nie podrażniając jej przy tym?

Skupmy się najpierw na 3 podstawowych krokach, później troszkę odbiegniemy od tradycyjnych metod oczyszczania twarzy:

Krok pierwszy: DEMAKIJAŻ
Produkt, który używamy- płyn micelarny lub mleczko nałożone na płatek kosmetyczny.

Pierwszym krokiem jest oczyszczenie buzi z makijażu. W tym celu używamy płynu micelarnego (ew. mleczka) a nie toniku. Micele oraz toniki często mylone są ze sobą ze względu na swoją płynną konsystencję. Jednak to micel ma właściwości dobrze rozpuszczające produkty do makijażu, funkcją toników jest wyrównywanie pH. Tonik może nieskutecznie oczyszczać powierzchnię skóry.
Więcej o funkcji toniku w trzecim kroku.
Dlaczego nie powinno się kończyć oczyszczania twarzy na tym etapie? Ponieważ płyn micelarny nie wnika głęboko w pory skóry i nie oczyści skóry dogłębnie. Zadaniem micelu jest jedynie powierzchowne oczyszczenie skóry.  


Krok drugi: OCZYSZCZANIE "WŁAŚCIWE"
Produkt, którego używamy- żel do mycia twarzy.

Kiedy już powierzchnia naszej skóry została oczyszczona, pory są odsłonięte i możemy przejść do ich oczyszczenia. W tym celu stosujemy żel do mycia twarzy- szczególnie serdecznie polecam żele, które nie posiadają w sobie SLS lecz glukozyd laurylowy- jest to detergent, który stosowany jest w produktach do kąpieli dla niemowląt i dzieci. Kiepsko się pieni (nie znaczy to, że źle oczyszcza!), jednak nie będzie podrażniał cer suchych, odwodnionych, wrażliwych czy dojrzałych. Dodatkowo łagodny detergent nie będzie pobudzał gruczołów łojowych do zwiększenia produkcji sebum (niezwykle ważne w przypadku cer tłustych i trądzikowych).


Krok trzeci: TONIZOWANIE (tzn. WYRÓWNYWANIE pH SKÓRY)
Produkt, którego używamy- tonik.

Każdy detergent, który stosujemy na skórę, będzie zaburzał nasze pH. Mydło czyni to w bardzo inwazyjny sposób, SLSy mniej, glukozyd laurylowy najmniej, ale jednak zaburza.
Nasza skóra w żaden sposób nie sygnalizuje nam jawnie, że jej pH nie jest w normie. Nie jest przesuszona czy zaczerwieniona. Dopiero gdybyśmy popatrzyły pod mikroskopem na naszą skórę, zauważyłybyśmy różnicę...
Lekko kwaśne pH powierzchni naszej skóry jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem przed nadmiernym namnażaniem się drobnoustrojów, które normalnie bytują na naszej skórze. W momencie, gdy nasze pH zaczyna skłaniać się ku obojętnemu lub lekko zasadowemu, doprowadzamy do wzmożonego rozwoju drobnoustrojów na naszej twarzy.
Należy pamiętać, że na naszej skórze zawsze bytuje bakteria Propionibacterium acnes, która w nadmiernej ilości powoduje trądzik. Zaburzone pH często prowadzi do wzmożonego wysypu pryszczy. Jeśli jednak mamy skórę, która nie boryka się z trądzikiem, wyrównywanie pH również jest ważne. W przypadku zadrapań lub ranek na twarzy może dojść do nadkażenia, ranka może się gorzej goić i pozostawiać przebarwienie po zabliźnieniu.
Osoby często przebywające w szpitalach są narażone na kontakt z gronkowcem złocistym a jego przedostanie się do ustroju wiąże się z wieloma bardzo nieprzyjemnymi komplikacjami zdrowotnymi.
Funkcją toniku jest przywracanie odpowiedniego pH skóry po to, by mogła sama bronić się przed drobnoustrojami. Ten niewielki krok, tak często pomijany, jest niezwykle ważny w prewencji przykrych dolegliwości dermatologicznych czy przewlekłego trądziku. Dodatkowo tonik będzie usprawniał przenikanie substancji aktywnych w kremie, który później nakładamy na twarz.



Dopiero po wykonaniu tych trzech kroków mamy pewność, że nasza skóra jest odpowiednio oczyszczona. Oczyszczona skóra nie tylko nie boryka się z zaskórnikami czy rozszerzonymi porami, ale przede wszystkim ma promienny koloryt i lepiej wchłania w siebie substancje aktywne zawarte w kosmetykach.


Kilka pytań, które często słyszę od Pacjentek, a które mogą nurtować i Was:

Czy muszę wykonywać demakijaż płynem micelarnym, nie mogę od razu użyć żelu do mycia twarzy?
Nie jestem zwolenniczką tej metody, ponieważ żel w połączeniu z resztkami makijażu tworzy zawiesinę, która uniemożliwia wniknięcie żelu w głębokie warstwy skóry.

Czy nie mogę dwukrotnie użyć żelu do mycia twarzy- najpierw do demakijażu, później do "dogłębnego" oczyszczenia?
Również nie polecam tej metody, ponieważ zawarty w większości kosmetyków do mycia detergent (SLS) jest zazwyczaj i tak zbyt mocny do jednokrotnego oczyszczenia a co dopiero do dwukrotnego. W przypadku glukozydu laurylowego obawiam się, że jego podwójna dawka mogłaby również być zbyt mocna dla skóry.

A co, jeśli po umyciu twarzy żelem, nawet łagodnym, występuje u mnie uczucie "ściągania" skóry, mam wrażenie, jakby skóra miała "pęknąć"?
W takim wypadku polecam wypróbowanie Arnikowego Mleczka Oczyszczającego firmy Sylveco. Dlaczego polecam mleczko akurat tej firmy? Ponieważ nie posiada w sobie żadnych detergentów, więc w ogóle nie daje uczucia "ściągania" buzi. W ogóle nie podrażnia skóry, nawet jeśli dostanie się do oczu- nie szczypie. Substancją w tym produkcie, która ma na zadaniu oczyszczać skórę jest olej rycynowy (jest to jeden z niewielu olei o właściwościach oczyszczających a przy tym jak każdy olej, delikatnie natłuszcza i pielęgnuje skórę). Oczyszczające właściwości oleju rycynowego znajdują zastosowanie również w OCM, o którym za chwilkę opowiem.


Więcej o samym Arnikowym Mleczku Oczyszczającym od Sylveco oraz sposób, w jaki polecam jego stosowanie w notce: KLIK!


Co to jest OCM?
OCM jest to oczyszczanie twarzy za pomocą olejów. Sposób ten jest spopularyzowany szczególnie w Azji. Azjaci całkiem inaczej podchodzą do tematu oczyszczania twarzy, poświęcają mu na prawdę sporo czasu.
Metoda ta sprawdza się przy każdym rodzaju cery. O ile w przypadku cer suchych czy normalnych sprawa jest oczywista, o tyle osoby z cerami tłustymi oraz mieszanymi obawiają się nadmiernego przetłuszczania buzi. Nic bardziej mylnego!
OCM pozwala na dokładne oczyszczenie twarzy bez naruszania jej ochronnej warstwy hydrolipidowej. Często nadmierny wysyp pryszczy oraz błyszczenie cery jest spowodowane zbyt mocnym oczyszczaniem i matowieniem twarzy. Dlaczego?
Właścicielki tłustych cer mają prawidłowo pracujące gruczoły łojowe. Prawidłowo, lecz nadmiernie. Kiedy oczyszczamy twarz nie tylko z nadmiaru sebum ale również z ochronnej warstwy hydrolipidowej sprawiamy, że skóra traci swoją naturalną, fizyczną barierę przed czynnikami zewnętrznymi jak wiatr, mróz, pył czy drobnoustroje. Gruczoły łojowe od razu biorą się do pracy i wytwarzają jeszcze więcej łoju, by zapobiegać- wg nich obcemu- czynnikowi, który powoduje całkowite odsłonięcie skóry. W ten sposób często same sobie szkodzimy stosując kosmetyki z coraz mocniejszymi detergentami, kwasami, alkoholem czy zbyt często stosując peeling. A gruczoły łojowe i tak wytwarzają więcej i więcej sebum. Efekt? Zaraz po umyciu buzia jest matowa a pory ściągnięte, natomiast już po godzinie mocno się świecimy na nasz nos jest usiany rozszerzonymi porami. Błędne koło...
Żeby wyrwać się z tego koła i unormować pracę gruczołów łojowych warto jest zastosować OCM. Zazwyczaj gruczoły łojowe przy pierwszym zetknięciu z tak delikatnym, jednak dogłębnym oczyszczaniu "nie rozumieją" zaistniałej sytuacji i nadal pracują na "wysokich obrotach". Dlatego przez pierwszy tydzień przy stosowaniu OCM może wystąpić nadmierny wysyp pryszczy, jednak efekt ten stopniowo zanika dając w końcu obraz zmatowionej i pięknej cery. Często mówi się, że przez ten pierwszy tydzień "skóra oczyszcza się" i stąd nadmierny trądzik. Jednak trądzik to nie jakieś banieczki ukryte głęboko w skórze, które wychodzą wraz z nowymi komórkami naskórka ;) To naturalna reakcja gruczołów łojowych, które jeszcze "nie nacisnęły hamulca".

 Najprostsza i najbardziej uniwersalna mieszanka do OCM. Więcej info poniżej lub w linku: KLIK!

Jak wykonać mieszankę olejów do OCM?
W tym celu musimy zmieszać ze sobą olej oczyszczający (rycynowy), olej bazowy oraz olej odpowiednio przeznaczony do naszej cery (np. cerom suchym dobrze zrobi oliwa z oliwek, dojrzałym olej z zarodków pszenicy, trądzikowym i tłustym z pachnotki, czarnuszki czy wiesiołka).
Więcej o całym sposobie OCM, w jakich proporcjach mieszać oleje, jak przygotować najprostszą i najbardziej uniwersalną mieszankę oraz w jaki sposób zmywać oleje napisałam w całkiem osobnym poście: KLIK!

Dlaczego powinnyśmy wystrzegać się mydeł?
Mydło jest takim wytworem chemicznym, który zawsze ma mocno zasadowe pH. Łatwo się więc domyślić, że w starciu skóry o lekko kwaśnym pH z mydłem, nasza skóra zacznie mieć problemy z utrzymaniem odpowiedniego poziomu pH. Więcej o skutkach zaburzonego pH pisałam Wam już przy tonizowaniu. Niestety, w przypadku mydeł sprawa wygląda o tyle beznadziejnie, że nawet stosowanie toniku po umyciu twarzy, nie przyniesie zadowalających rezultatów. Mydła są zbyt mocne dla naszej skóry.
Drugą niedogodnością związaną ze stosowaniem mydeł jest fakt, że mocno przesuszają one skórę. Jednak z tym problemem producenci radzą sobie lepiej lub gorzej, dodając do mydeł oleje lub ekstrakty roślinne, które mają zapobiegać nadmiernemu przesuszeniu skóry.

Więcej o szkodliwości mydeł przeczytacie w poświęconej temu tematowi notce: KLIK


I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą notkę :) Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać chociaż część z Waszych pytań i wyjaśnić, dlaczego powinnyśmy poświęcać więcej uwagi oczyszczaniu buzi. Wiele osób narzeka: "Czy muszę stosować aż tyle produktów? Tak dużo czasu muszę temu poświęcać?"- jednak nie ma drogi na skróty w walce o piękną cerę. Bądźmy szczere- nie istnieje produkt, który dobrze i łagodnie oczyści cerę a przy tym będzie ją pielęgnował i nie alergizował. Inwestując w kosmetyki do oczyszczania skóry oraz poświęcając swój czas, zyskujemy piękną, promienną cerę bez żadnych niedoskonałości :).

Posty powiązane, które mogą Was zainteresować:
W razie pytań, zapraszam do korespondencji!
Pozdrawiam!






poniedziałek, 20 października 2014

[141.] Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco- zamiennik dla OCM?




Witam!

We wrześniowym denku opisywałam Wam bardzo ciekawy produkt a jest nim Arnikowe Mleczko Oczyszczające firmy Sylveco. Konsystencją oraz kolorem nie odbiega od klasycznych mleczek, dlaczego więc ten produkt tak bardzo przykuł moją uwagę?

Opis producenta:
"Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy.
Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie."

Skład: Woda,  Olej sojowy,  Olej rycynowy,  Gliceryna,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Betulina,  Ekstrakt z arniki górskiej,  Witamina E,  Panthenol,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy (klik w nazwę spowoduje przekierowanie do strony Sylveco.pl, gdzie można przeczytać więcej informacji o danym składniku).

Cena: nie wyższa niż 20 zł 


Moją uwagę przykuł fakt, iż w tym mleczku substancją oczyszczającą jest... olej rycynowy, czyli dokładnie ten olej, który wykorzystuje się do oczyszczania twarzy olejami metodą OCM! Postanowiłam wypróbować ten produkt, czy jest rzeczywiście tak samo skuteczne jak OCM.

(Więcej o tym, czym jest OCM i jak stworzyć najbardziej uniwersalną mieszankę pisałam tutaj: KLIK!)

Końcem września wyjechałam na 2-tygodniowy urlop do Grecji, to baaaardzo małej miejscowości, wręcz na końcu świata. Do oczyszczania twarzy miałam jedynie to mleczko i stosowałam je sumiennie przez 2 tygodnie min. 2x dziennie.


Jak oczyszczałam twarz z użyciem tego mleczka?
Zwilżałam dłonie oraz twarz, niezależnie od tego, czy miałam makijaż, czy też nie. Nanosiłam ok. 2 pompki produktu na dłoń, po czym masowałam mleczkiem twarz. Masaż wykonywałam ok. 1 minuty, po czym spłukiwałam produkt ciepłą wodą i całą sekwencję wykonywałam jeszcze raz. Dlaczego?

Wykonując pierwsze oczyszczanie zmywałam pozostałości makijażu i zabrudzenia dnia codziennego, które zebrały się na powierzchni skóry. Natomiast drugie oczyszczanie ma na celu uczyszczenie skóry dogłębnie, by wniknąć głęboko w rozszerzone ujścia gruczołów łojowych (pory) i oczyścić je. Dzięki temu zapobiegam powstawaniu zaskórników. Mleczko to nie posiada w sobie żadnych detergentów, dlatego jest bardzo łagodne dla skóry, nie podrażnia jej ani nie zmienia jej pH. Dlatego spokojnie możemy używać mleczka dwukrotnie i po jego zastosowaniu nie musimy używać toniku (tak, jak w przypadku OCM).

Fakt, iż mleczko to nie posiada detergentu, dodatkowo wpływa na brak uczucia ściągnięcia skóry. Zaraz po zastosowaniu mleczka nie mamy uczucia, że musimy szybko nałożyć krem na twarz, bo inaczej skóra nam "pęknie".

(Warto zwrócić uwagę na zamknięcie opakowania- pompka ułatwia dozowanie produktu.)

Dla jakich cer mogę polecić to mleczko? Przede wszystkim dla cer suchych, które są niedostatecznie natłuszczone. Mleczko to pomoże im odbudować ochronną warstwę hydrolipidową. Polecam również posiadaczkom cer naczyniowych, ponieważ zawarta w mleczku arnika wzmacnia naczynka krwionośne, uszczelnia je, dzięki czemu rumień jest mniej widoczny.

A jak sprawdziło się mleczko u mnie?
Pokładałam w nim na prawdę duże nadzieje- i rzeczywiście w kwestii oczyszczania mleczko mnie nie zawiodło. Nie zauważyłam u siebie rozszerzenia porów, zaskórników ani nadmiernego błyszczenia się skóry. W dodatku moja naczynkowa cera była wyciszona, co również bardzo mi odpowiadało. Niestety, przy długotrwałym stosowaniu mleczko nie zahamowało wysypu pryszczy, które charakteryzuje moją tłustą cerę. Chociaż wzmożony wysyp niechcianych gości mógł być spowodowany również zmianą diety oraz wystawianiem twarz na działanie słońca.


Uważam jednak, że produkt jest godny polecenia, szczególnie osobom, które nie borykają się z uciążliwym trądzikiem. U mnie w łazience mleczko ma już swoje stałe miejsce, by poratować mnie w nagłych sytuacjach oraz gdy żadne inne środki nie radzą sobie z demakijażem (produkty charakteryzatorskie najlepiej zmywa mi się olejami lub właśnie tym mleczkiem).

A czy mogłabym nazwać to mleczko zamiennikiem dla OCM?
No cóż, mimo, że to mleczko ma wiele wspólnego z oczyszczaniem twarzy olejami, nie daje aż tak spektakularnego efektu (wypowiadam się strikte na temat swojej skóry- do swojej mieszanki OCM dodaję olej z pachnotki, który zwalcza Propionibacterium acnes wywołujące trądzik, dlatego po OCM nie mam problemów z trądzikiem). Możliwe jednak, że przy innych typach cer sprawdzi się jeszcze lepiej niż u mnie- tak na prawdę ile osób, tyle różnych problemów skórnych i każdy musi wypróbować na sobie, co mu pasuje :). Na wyjazdy mleczko nadaje się idealnie, ponieważ nie muszę bawić się w odmierzanie proporcji olejów, do zmywania nie potrzebuję chusteczek, gąbeczki czy ręczniczka a samo oczyszczanie twarzy trwa troszkę krócej. Polecam osobom, które chciałyby spróbować OCMu, jednak obawiają się "roboty" przy tej metodzie- to mleczko jest o wiele prostsze w obsłudze a daje prawie tak samo dobre efekty!

Powiązane linki, które mogą  Was zaciekawić:

Pozdrawiam! =*

piątek, 17 października 2014

[140.] Wrześniowe denko =)


Witam!
Wiem, że początek miesiąca już dawno za nami, jednak praca oraz studia pochłaniają 3/4 mojego wolnego czasu. Nie zapominam jednak o Was, postanowiłam pokazać Wam spóźnione, jednak aktualne denko ;).

Produkty do pielęgnacji ciała:


1. Eveline Slim Extreme, diamentowe serum wyszczuplające- niestety, nie polubiłam się z tym produktem... Efekt chłodzenia w moim odczuciu jest zdecydowanie zbyt mocny! Nie mogłam się zmusić, by stosować to serum systematycznie, dlatego też nie zauważyłam żadnych efektów... Jedynym plusem produktu są brokatowe drobinki, które ładnie podkreślały opaleniznę. Jednak nie kupiłam tego produktu dla drobinek...
2. Bielenda Proffesional, regenerujący krem do stóp- moje stopy nie są zbyt wymagające i dlatego ten krem był wg mnie całkiem w porządku. Stosowałam go raz na kilka dni, przez całe wakacje nie miałam problemu z popękanymi piętami czy przesuszeniem stóp. Jednak wśród moich znajomych, które mają bardziej wymagające stopy, nie sprawdził się kompletnie! Czy do niego wrócę- raczej nie, skupię się na bardziej naturalnych produktach do stóp.
3. Green Pharmacy, masło do ciała (masło Shea i zielona kawa)- firma w swojej ofercie posiada również wersję z różą, z której byłam bardzo zadowolona. Szybko się wchłaniała i cudnie pachniała. To masło- niestety- nie dorównywało tamtemu! Kompletnie się nie wchłaniał i miał okropnie mdły zapach, który utrzymywał się przez bardzo długi czas. Raczej nie kupię tego produktu ponownie.


Produkty do opalania:


1. Kolastyna, emulsja do opalania dla dzieci SPF 30- bardzo dobrze spisała się na wyjeździe do Grecji, słonko mnie nie poparzyło :) Skusiłam się na tę emulsję, ponieważ nie posiadała alkoholu, który w kontakcie ze słońcem powoduje pokrzywkę i uczulenia (często tzw. "uczulenia na słońce" biorą się właśnie z zawartości alkoholu denatu w kosmetykach).
2. Ziajka, emulsja wodoodporna dla dzieci SPF 50+ - również świetnie się sprawdziła podczas szaleństw na plaży i w wodzie :) Tak samo jak Kolastyna- nie posiada w składzie alkoholu! :) Na pewno wrócę do tych produktów :)
3. Próbka tonującego kremu do twarzy SPF 50 - krem dawał bardzo jasny kolor, dlatego stosowałam go przez kilka pierwszych dni urlopu, później smarowałam twarz Ziajką. Na jednorazowe użycia nadaje się bardzo dobrze. Gdybym miała go stosować przez całe lato obawiam się, że byłby dla mnie zbyt ciężki.

Produkty do oczyszczania twarzy:


1. Oliwka HIPP- jedyna oliwka, która nadaje się do OCM! Nie posiada w sobie parafiny, dlatego nie będzie powodowała powstawania wyprysków u skór tłustych i mieszanych. Jej cały skład to: olej ze słonecznika, olej ze słodkich migdałów, witamina E i perfum. Kolejne buteleczki czekają na swoją kolej do zużycia :))
Więcej o oczyszczaniu twarzy olejami (OCM) tutaj: KLIK!
2. Płyn micelarny BeBeauty- zużywam go przy demakijażu modelek. Świetnie zmywa makijaż, jednak nie radzi sobie z makijażem wodoodpornym. Cena i dostępność są jednak tak zachęcające, że aż grzechem byłoby nie trzymać go w swojej łazience! Podczas awaryjnego oczyszczania twarzy, gdy nie ma się czasu na OCM, może nas poratować :)
3. Arnikowe mleczko oczyszczające- mój mały hit! Opiszę Wam niedługo jego pełną recenzję, jednak już na wstępie powiem, że mleczko to ma w sobie olej rycynowy, który jest wykorzystywany w OCM jako olej oczyszczający! Czy sprawdził się u mnie jako zamiennik żelu do mycia twarzy i OCM? Poczekajcie na recenzję ;)))
4. Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu- również wykorzystuję w większości do zmywania makijażu modelek (gdy micel BeBeauty nie radzi sobie np. z wodoodpornymi kosmetykami). Pozostawia jednak tłustą warstwę i dlatego nie każdemu pasuje. Cena zachęca, dlatego kupię jeszcze nie jedno opakowanie :)


Półprodukty do pielęgnacji twarzy:


1. Hydrolat z róży- bułgarski, bez konserwantów- wykazuje działanie nawilżające oraz łagodzące. Dodaję go do maseczki z glinki czerwonej zamiast wody, żeby spotęgować dobroczynne działanie maseczki. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, zapach wg mnie bardzo przyjemny- mocny i typowo różany. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę!
2. Francuska glinka czerwona- must have w łazience! Pochłania sebum, powoduje zmniejszenie błyszczenia cery na dłuższy czas, zwalcza pryszcze oraz rozszerzone pory. Czerwona wersja glinki dodatkowo ma działanie uszczelniające naczynka, osobiście zaobserwowałam zmniejszenie rumienia :)
Więcej o Francuskiej Glince Czerwonej pisałam tutaj: KLIK!
3. Spirulina- ojjjj, jaki to jest smrodek! Moje pierwsze skojarzenie, gdy słyszę słowo "spirulina", to właśnie ten okropny zapach. Mimo, że z ledwością jestem w stanie znieść ten odór, zakupiłam już kolejne opakowanie. Dlaczego? Otóż po zastosowaniu, już na drugi dzień widać, że skóra jest bardziej promienna, zregenerowana, nawilżona. By stłumić odorek, mieszam spirulinę z mocno pachnącym hydrolatem (różanym lub geraniowym)- jednak mimo tego, smród nadal jest mocno wyczuwalny na skórze. Muszę mieć spore chęci, by nałożyć tę maseczkę i wytrzymać z nią 20 minut. Uważam jednak, że dla efektu warto się pomęczyć :)


Miniaturki


1. Henna tradycyjna Delia- jest ze mną już od 4 lat. Jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki uzyskuję z jej pomocą. Brwi są ładnie podkreślone, widocznie przyciemnione, jednak nie jest to karykaturalny efekt.
W jaki sposób hennować brwi i jaki jest efekt "przed" i "po" pokazywałam Wam tu: KLIK!
2. Klej do rzęs DUO adhesive Inglot- najlepszy klej do rzęs jaki istnieje! Wystarczy cienką warstwą posmarować paseczek od sztucznych rzęs, delikatnie przyłożyć do linii rzęs, chwilkę odczekać i gotowe! Dodatkowo przy ściąganiu nie powoduje wyrywania naszych własnych rzęs. Serdecznie polecam każdej osobie rozpoczynającej przygodę ze sztucznymi rzęsami! W Inglocie znajdziecie dwie wersje tego kleju- jedna zastyga w bezbarwnym kolorze, druga w czarnym. Osobiście wolę bezbarwną wersję :)
3. Eyeliner w żelu Manhattan- mój pierwszy eyeliner w żelu. Ma bardzo niską cenę (ok. 10 zł) a jest jednym z częściej polecanych eyelinerów. Jak na pierwszy raz był bardzo dobry, jednak gdy polubiłam się z żelowymi eyelinerami, zdecydowałam się na zakup eyelinera innej firmy i przepadłam :) Dlaczego? O jaką firmę chodzi? Przygotuję recenzję :)


Inne:


1. Odżywka do włosów dodająca objętości Equilibra- mój nr 1 wśród odżywek do włosów! Ładnie dodaje objętości ale nie puszy włosów. Posiada wysoko w składzie aloes, olej arganowy oraz keratynę. Zapach ma dość specyficzny- troszkę, jakby sól morska. Jednak działanie na włosy tej odżywki uwielbiam i serdecznie ją polecam!
2. Pasta do zębów Crest- mini opakowanie świetnie sprawdziło się w podróżach autokarem :) Uważam jednak, że stosowałam ją zbyt krótko, by móc zaobserwować jej dobroczynne działanie.
3. Nawilżające krople do oczu Starazolin HydroBalance- moje ulubione krople do oczu. Żadne krople nie nawilżają aż tak mocno i skutecznie na długi czas! Serdecznie polecam w przypadku suchego powietrza w mieszkaniu czy przy noszeniu soczewek kontaktowych. Ze względu na minimalną ilość konserwantów w składzie, można je stosować bezpośrednio na założone soczewki kontaktowe!


I to byłoby na tyle :) Czy znacie któreś z tych kosmetyków? Lubicie? Polecacie? Jak sprawdziły się u Was?

W razie pytań, zapraszam do korespondencji,
Pozdrawiam! =*