[102.] Sesja beauty z bukietem kwiatów.

[102.] Sesja beauty z bukietem kwiatów.

Witam!

Dziś chciałabym Wam pokazać zdjęcia z sesji zdjęciowej, z których jestem niebywale dumna. Pomysł, o dziwo zrodził się w głowie fotografa- postanowił wykonać zdjęcie portretowe z bardzo dużym zbliżeniem do twarzy modelki, na drugiej części zdjęcia miały znajdować się róże. Przyznaję, że jest to bardzo duża odmiana jak dla Leszka (fotografa), ponieważ w fotograficznym świecie jest znany z zamiłowania do robienia zdjęć bieliźnianych, glamour i aktów, które czasami wręcz ocierały się o pornografię. (Chociaż muszę przyznać, że dba o moją moralność i na te najbardziej wyzywające sesje mnie nie zaprasza. Przy czym ja z zazdrością przeglądam później Jego najnowsze prace i z zawiścią wypatruję, którą z innych wizażystek zaprosił do sesji :P.)

Wracając do sesji- wszystko zapowiadało się fantastycznie. Pomysł był, studio i wizaż również, Leszek zdecydował się kupić bukiet róż. Zostało nam jedynie wybrać modelkę. Z racji tego, że Leszek ma w tym względzie lepszy gust, podsyłał mi portfolia dziewczyn, do których powinnam napisać. Jednak, jak to często bywa- modelki nie odpisywały. A jeśli zaczęły odpisywać, były zainteresowane sesją, to jednak w trakcie ustaleń szczegółów sesji- rezygnowały.

W końcu mocno się zdenerwowałam, podałam Leszkowi konkretną datę i powiedziałam, że znajdę modelkę chociażbym miała ją spod ziemi wyciągnąć. Po kilkunastu rozesłanych wiadomościach udało mi się znaleźć dwie zainteresowane modelki. Dziewczyny te były bardzo chętne do współpracy, dlatego zamiast skupiać się na samych portretach z bukietem, postanowiłyśmy wykonać też kilka zdjęć w wannie. Po kilku dniach jednak, obie niezależnie od siebie nawzajem, zrezygnowały.

W przeciągu dwóch dni przed sesją stawałam na głowie, żeby znaleźć kogoś odpowiedniego. Dałam ogłoszenia na internecie w kilku grupach modelingowych (przez co dowiedziałam się, że niektórych bardzo bulwersuje fakt, że szukam modelek do nagości zakrytej- nie pierwszy i nie ostatni raz zapewnie :)).

Udało się! Zgłosiła się modelka o bardzo ciekawych rysach twarzy. Dosłownie w ostatniej chwili potwierdziła swój przyjazd- a jechała z Łodzi, chociaż na co dzień bywa w Toruniu i Włocławku (sesja odbyła się w Katowicach)! Zasypywałam więc Leszka wiadomościami, żeby szykował się na sesję. Leszek niestety, swoim Zgredowym zwyczajem, zaczął zrzędzić, że modelka pewnie nie przyjedzie, bo się jej nie będzie chciało, a żebym dała spokój etc. W końcu jednak dał się przegadać- tak więc cała ekipa była w komplecie!

Na drugi dzień rano obudził mnie telefon- dzwonił Piotruś, fotograf, który często bywa w studiu, gdy jestem ja z Leszkiem. Piotruś dokarmia mnie ciastami własnej roboty, także jak tylko rejestruję jego obecność w studiu, zaczynam szukać ciasta ;). Tym razem jednak rano, o 8.00, dzwonił tylko po to, żeby powiedzieć, że podskoczył dla Leszka na giełdę i szuka róż w odpowiednim kolorze. Wiedział, że ma kupić "różowe", ale w sumie to na giełdzie mają tylko blady róż, łososiowe lub pomarańczowe. Rozbudzona, ledwo rozumiejąc, co do mnie mówi, powiedziałam, żeby wziął pomarańczowe. W studiu czekało mnie małe zaskoczenie- Piotruś wziął sprawę w swoje ręce i zakupił dwa bukiety- łososiowych i pomarańczowych róż. Ciasta jednak nie upiekł, co bardzo ciężko przeżyłam...

Makijaż jaki wykonałam, inspirowany był letnimi barwami. Dokładny opis znajdziecie pod zdjęciem.
A efekt końcowy prezentuje się tak:


Zaczęłam od makijażu oczu- użyłam kolorów kojarzących mi się z zachodem słońca- żółtego, pomarańczowego i ceglastego. Linię wodną podkreśliłam niebieskim cieniem. Dokleiłam pasek sztucznych rzęs- o ile sztuczne rzęsy mogą średnio dobrze wyglądać do noszenia "na żywo", tak do zdjęć zawsze świetnie się spisują. Makijaż twarzy wykonałam dość nietypowo- konturowanie twarzy wykonałam tymi samymi kolorami, którymi podkreślałam oko. Widać to na powyższym zdjęciu w okolicach policzków. Na koniec usta podkreśliłam szminką o malinowo-czerwonym kolorze.

Jednak robienie makijażu w towarzystwie Leszka jest wyzwaniem. Wpada od czasu do czasu na stanowisko dla wizażystki i narzeka: "A coś to zrobiła?! Takie kolory?! Co to jest to pod okiem?! Niebieski?! Gdzie Ty masz tam niebieski?! Myślisz, że to będzie widać?!" - na prawdę można w siebie zwątpić :). Jeszcze takie gderanie do mnie to pół biedy, gorzej z modelką- nerwowo kukała w lustro, co ja jej robię na twarzy. Wytłumaczyłam jej, żeby się nie przejmowała, bo Leszek tak już ma, musi ponarzekać. Chociaż modelka trochę się rozluźniła, widziałam, jak bacznie obserwuje moje poczynania z kolorami.

W końcu nadszedł czas na robienie zdjęć. Modelka musiała się położyć a ja zostałam "pełnoetatowym trzymaczem kwiatków". Skurczona kucałam pod lampą, dzielnie starając się utrzymać kłujące róże w jednej pozycji. Od migającej lampy w końcu rozbolała mnie głowa- nie mniej jednak wytrzymałam do końca. Myślę, że ta niemoc była spowodowana brakiem ciasta na sesji... Jak myślicie, powinnam złożyć pisemne zażalenie?

Jednak już po zrobieniu pierwszego, próbnego zdjęcia Leszek powiedział: "A wiesz, że dobrze zrobiłaś to pod okiem? I nawet rzeczywiście to niebieskie widać..."- aż nie mogłam powstrzymać się od komentarza w stylu "a nie mówiłam?!". Gdy już Leszek obrobił zdjęcie i każde z nas wstawiło je na maxmodels.pl powiedział, że miałam rację z tymi kolorami, pasują. Powróciła wiara w swoje możliwości i umiejętności ;).


Zdjęcie okazało się tak dobre, że trafiło na stronę główną maxmodels.pl. Trafiło zarówno z mojego profilu ("azime-make-up"), jak i Leszka ("l-p"). Jest to dla mnie kolejny sukces, cieszę się, że zdjęcie podobało się większej rzeszy osób.

Kolejnym setem były zdjęcia w wannie. Początkowo chciałam podbarwić wodę mlekiem, jednak Leszek i Piotruś stwierdzili, że nie jest to najlepszy pomysł. Piotruś jako naczelny chemik zaproponował, że pomoże nam w zabarwieniu wody. Leszek wybrał kolor... czerwony. Wyobrażacie sobie moją minę, gdy usłyszałam, że woda będzie podbarwiona na czerwono?! Skojarzenie miałam jedno, że tak powiem- niezbyt higieniczne. Koniec końców, po wykonaniu przez Piotrusia magicznej mikstury i wlaniu jej do wanny okazało się, że wcale nie jest tak tragicznie!


Tym razem makijaż był bardziej stonowany, jednak oko nadal było kolorowe. Dolną powiekę wykonałam w morskim kolorze, który ładnie kontrastował z fioletem i różem na górnej powiece (zdjęcie z otwartymi oczami będzie poniżej).

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak ciężko jest zmieścić całą ekipę w małej łazience. Leszek stał... rozkroczony nad wanną, cały czas głośno narzekając, że zaraz wpadnie do wody- on, albo aparat. Ja stałam za wanną, nad głową modelki, poprawiając jej włosy i układając róże- na co Leszek bardzo narzekał, bo nie miał czasu, żeby stać i się gapić, w każdej chwili mógł wpaść do wanny. Jednak przyznajcie, że ułożenie róż jest mega ważne na tym zdjęciu!


Stojak od lampy umiejscowiony był poza łazienką, jedynie sama "głowa" lampy zagracała pół łazienki. Gdy Leszek chciał zejść z wanny, musiał prosić Piotrusia o podanie pomocnego ramienia. Przekomicznie wyglądał, myśląc o tym, żeby jakoś zgrabnie zejść z wanny nie uszkadzając przy tym sprzętu!

A skoro już o Piotrusiu mowa- widząc, jakie zdjęcia wykonujemy, postanowił wykorzystać okazję i sam wykonał też kilka ujęć. Wzbogacił jednak naszą wersję zdjęcia o pianę i muszelki:

Na tym zdjęciu ładnie widać makijaż- kontrast kolorystyczny między górną i dolną powieką.

I to tyle zdjęć z tej sesji. Wiem, że niektórym może to wydawać się mało, nie mniej jednak wolę dostać kilka ale mocnych zdjęć, niż cały folder, ale po kilka takich samych ujęć. 

Ekipa:

Ogólnie przepraszam za moją ostatnią nieobecność na blogu- ostatnio dużo mam zleceń, dodatkowo trzeba uczyć się na studiach no i mieć jakieś życie prywatne. Nie mniej jednak- nadrobię zaległości!

A jeśli któryś z tych makijaży Wam się spodobał i chcecie, żebym wykonała do niego tutorial- piszcie :)

Pozdrawiam! =*



[101]. Eliksir ziołowy Green Pharmacy- wzmacniający, przeciw wypadaniu.

[101]. Eliksir ziołowy Green Pharmacy- wzmacniający, przeciw wypadaniu.


Witam!
W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o moim małym odkryciu sprzed parunastu tygodni. Mowa o ziołowym eliksirze z Green Pharmacy. 

Szukając jakiegoś przyjemnego zamiennika dla Jantaru, postanowiłam szukać wśród bardziej ziołowych i naturalnych kosmetyków. Patrząc na skład tej wcierki stwierdziłam, że może ona sprostać moim wymaganiom. A czy rzeczywiście była tak dobra?

Zapraszam do lektury! :)


Od producenta:
"Ziołowy eliksir do włosów z łubinem wąskolistnym, skrzypem polnmy, owocem kasztanowca, łopianem. Naturalny preparat ziołowy wyprodukowany w oparciu o receptury ze starych ksiąg zielarskich. Wskazany do wzmocnienia włosów, zapobiega ich wypadaniu. Eliksir wzmacnia mieszki włosowe, odbudowuje rdzeń włosa, poprawia jego stan u nasady i na końcówkach. Wzmacnia włosy, dając im siłę niezbędną do dalszego wzrostu. Efektem regularnego stosowania są gęste, zdrowe, pełne blasku włosy. "

Skład:
Aqua, Lupinus Angustifolius (Lupine) Extract (wyciąg z łubinu wąskolistnego), Equisetum Arvense (Horsetail) Extract (wyciąg ze skrzypu polnego), Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract (wyciąg z nasion kasztanowca), Arctium Lappa (Burdock) Extract (ekstrakt z łopianu), Hydrolized Soy Protein (proteiny soi), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (uwodorniony olej rycynowy, emulgator), Disodium EDTA (konserwant), Parfum, Citric Acid (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant) , Limonene (zapach), Linalool (zapach).

 Czego możemy się spodziewać patrząc na skład?
Przede wszystkim bardzo mnie ucieszył brak alkoholu, który nagminnie jest dodawany do wcierek. Spokojnie mogę powiedzieć, że zdecydowana większość składników jest pochodzenia roślinnego, także już wtedy pomyślałam, że ta wcierka ma szansę zadziałać. W tej wcierce znajduje się sporo konserwantów, jednak nie ma parabenów, które są potencjalnie kancerogenne. Zastąpiono je bezpieczniejszymi składnikami.


Moja opinia o produkcie:
Świetny, polubiłam się z nim od pierwszego użycia! Już po pierwszym zastosowaniu zauważyłam zmniejszoną ilość wypadających włosów a po kilku użyciach, dosłownie zostawały mi na szczotce max. 3 włosy. Muszę przyznać, że pod tym względem ta wcierka przebiła nawet osławiony Jantar. Nie przyspieszyła jednak wzrostu moich włosów (Jantar pod tym kontem również nie pomagał).

Wiadomo- nie każda skóra i nie każde włosy lubią ziołowe kosmetyki. Jest spora rzesza osób twierdzących, że nie są to kosmetyki dla nich. Jednak osoby, które mają wrażliwe i delikatne skóry, zazwyczaj wolą preparaty ziołowe. Jeżeli należysz do grona osób, które są zwolennikami stosowania kosmetyków przeznaczonych dla niemowląt- warto przyjrzeć się ziołowym kosmetykom.

Eliksir jest niezwykle wydajny. Stosuję już go drugi miesiąc a - jak widać na zdjęciach- została mi jeszcze połowa opakowania. Dlatego też nie dziwi mnie taka ilość konserwantów w składzie- jeśli kosmetyk ma nam wystarczyć na długo, powinien zawierać konserwanty. Ale czy rzeczywiście powinno być ich aż tak dużo? Cóż... Ciężko stwierdzić, producenci nie podają stężenia. Jednak plus dla producenta za pominięcie parabenów.

Wcierka ta pomogła mi przetrwać trudny, przejściowy, zimowo-wiosenny okres, gdy włosy zazwyczaj wypadały mi garściami. Tym razem, dzięki eliksirowi, okresowe wypadanie włosów było znacznie zahamowane. 

Jednak po tych dwóch miesiącach stosowania wcierki zaczęłam zauważać, że włosy szybciej mi się przetłuszczają... Odstawiłam więc wcierkę na kilkanaście dni. Niestety, po tej przerwie włosy znów zaczęły mi standardowo wypadać, dlatego ponownie wróciłam do wcierki. Jednak nie zamierzam jej już stosować po każdym myciu, lecz raz na dwa-trzy. Mam nadzieję, że taka metoda pomoże mi utrzymać efekt braku wypadania włosów a przy tym nie wzmoży przetłuszczania się włosów.


Muszę przyznać, że ostatnio coraz bardziej skłaniam się ku pielęgnacji ziołowymi kosmetykami o naturalnych składach. Dopiero zaczynam swoją przygodę z tego typu kosmetykami, także zdarza mi się błądzić po omacku. Nie mniej jednak, moja postawa bierze się stąd, że doszłam do wniosku, że kto wie, jak odpłaci się mi skóra za parę lat, skoro codziennie ładuję na nią drogeryjne, chemiczne kosmetyki?

A Wy co sądzicie o ziołowych kosmetykach? Przekonują Was? Działają lepiej, niż drogeryjne czy apteczne?
A może któraś z Was stosowała ten eliksir? Jak wrażenia?
Zapraszam do korespondencji :)

Pozdrawiam!

EDIT:
11.12.14r- z tymi konserwantami się nie zgodzę- parabeny są najlepiej przebadanymi konserwantami. Owszem, nie do końca są bezpieczne, jednak można powiedzieć, iż są bezpieczniejsze niż inne konserwanty. 
Więcej o aktualnej pielęgnacji w tym poście: KLIK! 
[99.] Dzienny i delikatny makijaż do sesji zdjęciowej.

[99.] Dzienny i delikatny makijaż do sesji zdjęciowej.

Witam!
Dziś chciałabym Wam zaprezentować makijaż, który wykonałam na sesję zdjęciową. Koncepcja sesji była prosta- makijaż miał być delikatny, na ustach miał być delikatny gradient. Fotograf określił sesję jako "morning fresh" i tego się trzymaliśmy.

Fotografował: Witalis Szołtys
Pozowała: Zofia C.

Tak prezentował się pełny makijaż. W kącikach ust ciemniejszy róż niż na środku warg. Dla dodania oku świeżości, nałożyłam na dolną powiekę odrobinę jasnozielonego cienia z paletki Sleek Del Mar.












I jak Wam się podoba? 
Myślę, że taki makijaż spokojnie spełniłby się nie tylko na sesji zdjęciowej, ale na co dzień również. A jak Wy sądzicie?

Pozdrawiam!

[98.] Recenzja tuszu stymulującego wzrost rzęs- Astor Stimulong.

[98.] Recenzja tuszu stymulującego wzrost rzęs- Astor Stimulong.

Witam!
Jak już wcześniej Wam pisałam- poszukuję idealnego tuszu do rzęs. Swego czasu był to Sexy Curves od Rimmela (>>RECENZJA<<), lecz został wycofany...

Z pomocą przyszła koleżanka ze studiów (pozdrawiam Kasiu!), która pewnego dnia na uczelni podeszła do mnie mając wściekłą minę i trzymając w ręce tusz. Stanowczo stwierdziła, że chce się tego tuszu pozbyć, bo niemiłosiernie skleja rzesy, ale nie ma serca wyrzucić go do kosza, więc żebym go wzięła i może wykorzystam malując kogokolwiek. A jeśli tusz się nie sprawdzi- mam go wyrzucić. No jakżebym śmiała?


 I tym sposobem miałam okazję przetestować to cudeńko. Na pierwszy rzut oka bardzo ucieszyła mnie silikonowa szczoteczka- obstawiałam, że ją polubię. Nie mogłam doczekać się aplikacji!

Zaraz po powrocie na mieszkanie postanowiłam wypróbować ten tusz. I Kasia miała rację- ten tusz bardzo skleja rzęsy i zostawia grudki. Jednak zadaniem tego tuszu jest stymulacja rzęs do rośnięcia. Postanowiłam więc pomęczyć się z tym tuszem...

Opakowanie 7 ml starczyło mi na ponad miesiąc. Pod koniec tego okresu, gdy w opakowaniu było już mało tuszu zauważyłam, że o wiele łatwiej się go nakłada, bardziej współpracuje i nie zostawia grudek. Efekt:


Przy czym po lewej stronie widać, że tusz troszkę "kaprysił". Gdy okiełzna się ten tusz i nauczy, jak go nakładać, to całkiem ładnie wygląda- wydłuża i podkręca rzęsy. Jednak trzeba się liczyć z codzienną gimnastyką nadgarstka przed lustrem i możliwym ewentualnym zmywaniem tuszu i nakładaniem jeszcze raz.

Zrobiłam sobie również zdjęcie porównujące stan moich rzęst przed i po stosowaniu tuszu:


Podczas stosowania tuszu miałam wrażenie, że stan rzęs się poprawia, że są grubsze i dłuższe. Dopiero po zobaczeniu tych zdjęć porównujących mogę powiedzieć, że raczej był to efekt placebo. Jedyne w czym tusz pomógł, co widać na powyższych zdjęciach to to, że wzmocnił moje rzęsy, przez co końcówki mam ewidentnie mocniejsze. Poza tym nie widzę różnicy, a Wy?

Pozdrawiam!
[96.] Porównanie balsamu i masełka z Bielendy "Zmysłowa Wiśnia".

[96.] Porównanie balsamu i masełka z Bielendy "Zmysłowa Wiśnia".


Witam!
Dziś postanowiłam porównać dwa kosmetyki do ust firmy Bielenda- balsam oraz masełko. Oba produkty pochodzą z tej samej linii, która jest nowością na rynku. Słyszałam dużo dobrego o tych produktach, a że skończyły mi się moje ulubione Tender Care (>>RECENZJA<<) postanowiłam dać tym produktom szansę.

(Zanim jednak przejdę do recenzji, chciałabym dodać kilka słów od siebie, niezwiązanych z dzisiejszą notką. Zapewne zauważacie, że recenzje na moim blogu często są pochlebne, może niektórych z Was to zraża. Dzieje się tak, ponieważ chcę pokazać Wam produkty rzeczywiście warte polecenia. Nie widzę sensu w opisywaniu produktów przeciętnych, przesadnego zachwalania ich. Dlatego nie pojawiają się na blogu recenzje szamponów czy żelów pod prysznic, które po prostu spełniają swoje zadanie ale nie wybijają się ponad szereg. Sprawa prosta- jeśli coś rzeczywiście mnie zachwyci lub zaciekawi, piszę o tym. Z drugiej strony- jeśli coś kompletnie nie spełni moich oczekiwań, również o tym napiszę, żeby przestrzec potencjalnych konsumentów przed ewentualnymi odczuciami i wydaniem pieniędzy w błoto. Recenzje pisane przeze mnie są rzetelne i nie ma na nie wpływu, czy kosmetyk, który otrzymałam jest gratisem od firmy (a jak do tej pory tylko raz recenzowałam taki kosmetyk, szczegóły w zakładce "Współpraca"). A co do żeli pod prysznic czy szamponów- jeśli któryś rzeczywiście zasłuży na miejsce w notce, to recenzja takowegoż się pojawi.)


Początkowo miałam dylemat, po którą wersję sięgnąć- po balsam, czy  po masełko? Postanowiłam więc porównać składy INCI i na ich podstawie wybrać lepszy produkt. Postawiłam na balsam, ponieważ miał prostszy skład i uboższy w chemię:

Skład:
Petrolatum, Lanolin, Aqua, Cera Alba, Macadamia Ternifolia Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Panthenol, Tocopherol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Beta-Sitosterol, Cetearyl Alcohol, Sodium Saccharin, Hydrogenated Polyisobutene, Palmitic Acid, Parfum, Mica, Titanum Dioxide, D&C Red No. 7 Lake, Iron Oxides, Limonene.

W składzie jest wiele dobroczynnych składników- parafina, lanolina i wosk pszczeli tworzące okluzję, olej makadamia, olej ze słodkich migdałów, pantenol, witamina E i C jako substancje pielęgnujące, substancje przeciwzapalne, substancje zmiękczające. Występuje tu nawet substancja wzmacniająca szkliwo, czyli podjadanie tego kosmetyku z ust będzie uzasadnione ;). Dalej mamy emolienty natłuszczające i ułatwiające rozprowadzanie kosmetyku, zapach i barwniki.

I jak balsam spisał się u mnie?

Nie za dobrze... Pierwsza aplikacja sprawiła, że pokochałam ten kosmetyk. Jednak było to złudne pierwsze wrażenie. Kosmetyk ma piękny zapach i jest smaczny, ale to jedyne, co mogę dobrego powiedzieć na jego temat. Trudno nakłada się go na usta, ponieważ spływa. Nie pokrywa ust równomiernie, po kilku tygodniach rozwarstwił się, co widać na powyższym zdjęciu... Moje usta zaczęły pierzchnąć, pękać, szczególnie wymagały regeneracji w kącikach. Nie dokończyłam tego produktu, poszedł do kosza.

Musiałam znaleźć coś lepszego. A że nie znam nic lepszego niż wcześniej wspomniany Tender Care, potulnie wróciłam do Rossmana (chwilowo nie mam jak kupić produktów Oriflame). Znów stanęłam przy półce z kosmetykami do ust i stwierdziłam, że kompletnie nie mam pojęcia, co kupić. Wpadłam więc na genialny pomysł, że kupię masełko z tej samej linii i porównam oba kosmetyki na blogu. Jeśli stracę pieniądze na kolejny bubel, to może przynajmniej Wasze portfele nie ucierpią.


Skład masełka:
Isohexadecane, Petrolatum (Nota N), Aqua (Water), Lanolin, Polyglyceryl-3-Diisostearate, Microcrystalline Wax, Butyrspermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Sucrose, Cera Alba (Beeswax), Parfum (Fragrance), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Propylene Glycol, Rubus Idaeus Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Cetearyl Alcohol, Sodium Saccharin, Hydrogenated Polyisobutene, Palmitic Acid, Pottasium Sorbate, Sodium Benzoate, Ethylparaben, Mica.
 
Z łaciny na polskie, czyli co my tam mamy: emolient, parafinę, wodę, lanolinę, emulgatory, masło Shea, gliceryna, cukier trzcinowy, wosk pszczeli, zapach, masło kakaowe, substancja nawilżająca, ekstrakty owocowe, witamina E, zmiękczacz oraz również substancja wzmacniająca szkliwo. Na końcu składu figurują emolienty, konserwanty i substancja spulchniająca.

Moja opinia o masełku:
Na pewno jest lepsze niż balsam. Jest bardziej wydajne, konsystencja kosmetyku nie zmienia się, nic się nie rozwarstwia. Aplikacja również jest lepsza niż w balsamie, ponieważ palcem jestem w stanie dokładnie i równomiernie nałożyć kosmetyk na usta. Balsam posiadał nieporęczny aplikator, po nałożeniu produktu, dodatkowo musiałam poprawiać usta. W dodatku lubił rozlewać się poza wargi.
(Chociaż aplikacja masełka rewelacją nie była- zawsze po aplikacji miałam czerwony paluch, który wymagał wytarcia w chusteczkę w trybie natychmiastowym.)

Jeśli chodzi o pielęgnację, to słabiutko... Niby jest troszkę lepiej niż w przypadku balsamu, ale nadal nie jest to odpowiedni kosmetyk do moich wymagających ust. Bardzo szybko moje usta stały się spierzchnięte, pojawiły się suche skórki, których nie mogę wyeliminować tym masełkiem.

A jak masełko prezentuje się na ustach:

 Masełko nałożone cienką warstwą.
(Jeśli komuś podoba się makijaż z powyższego zdjęcia a nie wie, jak go wykonać, zapraszam do postu sprzed kilku dni: >>LINK<<)

Masełko nałożone grubszą warstwą- jak widać, zostawia prześwity a dodatkowo szybko schodzi.
(Jeśli podoba się Wam powyższy makijaż, czytajcie mojego bloga, tutorial się pojawi :)) 

Także jestem na etapie szukania czegoś lepszego. Może któraś z Was mogłaby mi coś doradzić?
Potrzebuję czegoś bardzo mocno nawilżającego, może nawet natłuszczać.
Bardzo chętnie zaopatrzę się w kosmetyk, w którym jest mniej chemii. Myślałam o firmie Sylveco, nic z tej firmy nie miałam a składy są zachęcające...
Czekam na Wasze propozycje!

Pozdrawiam!
[95.] Praca na konkurs "Makijaż geometryczny".

[95.] Praca na konkurs "Makijaż geometryczny".

Witam w tę piękną, słoneczną chociaż troszkę chłodną niedzielę :)
Mam nadzieję, że odpoczęliście przez długi weekend i naładowaliście baterie na kolejne, pracowite dni.

Dziś notka krótka, ale treściwa: chciałabym pokazać Wam, co stworzyłam na konkurs pt. "Makijaż geometryczny". Regulamin konkursu znajdziecie na blogu Taidy >>LINK<< .











W tym makijażu jedyny mocny akcent to makijaż prawego oka. Celowo drugie oko pozostawiłam kompletnie bez makijażu, nawet nie wytuszowałam rzęs. Również wyraźny jest kontrast między obiema brwiami- prawa wyraźna, czarna i ostra, a druga chowa się pod białą plamą koloru. Na twarzy "coś" się dzieje właśnie za sprawą tych białych plam. Ostatnim elementem są usta "ombre" ze spiczastym łukiem kupidyna.

Bardzo proszę, trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi szczęścia :) Konkurencja jest spora i z tych prac, które miałam okazję oglądać, na prawdę znalazłoby się więcej niż 3 zwycięzców.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia! 

http://xvivideyes.blogspot.com/2014/04/rozdanie-i-konkurs-na-makijaz-glazel_248.html?showComment=1399208922846#c6421034026944642677

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl