[81.] Kolejny glamour + magia PhotoShopa.

[81.] Kolejny glamour + magia PhotoShopa.

Cześć!

Dzisiejsza notka powinna być długa i zadedykowana fotografowi Leszkowi Porwit. Fotograf ten wiecznie na sesjach suszy mi głowę, że piszę za krótkie posty. Jednak jakoś nie mam pomysłu, co mogłabym napisać więcej, poza streszczeniem przebiegu sesji ;)

Skład prezentował się następująco:
Fryzjerka: >>LINK<<
Modelka: >>LINK<<
oraz ja w roli wizażystki: >>LINK<<


A oto efekty:

 
(Najpierw sesja w stylu króliczka, Modelka wg mnie wyszła jak jedna z modelek Hugh Hefnera ;))

(To zdjęcie najbardziej podoba mi się z całej sesji.)

A teraz pokażę magię PS`a. Osobiście nie potrafię posługiwać się tym programem, jednak Leszek nie ma takiego problemu. Często wiele z czytelników bloga (i nie tylko) zwraca uwagę na jego wyraźnie użyty program do obróbki zdjęć. Tym razem pokazał, co na prawdę znaczy mocny retusz:

























Po lewej zdjęcie "przed", po prawej efekt "po". Obawiam się, że modelka mogła nie poznać samej siebie ;)

Zresztą- nie jest to żadne odkrycie ani żadna nowość, że fotografowie obrabiają zdjęcia. Każda z nas zresztą wie, że właściwie wszystkie zdjęcia w magazynach dla kobiet, damskich stronach internetowych, są poddawane obróbce. I każda z nas wie, że najlepszym lekarstwem na kompleksy jest PS. Lekarstwem, lub przekleństwem- kobiety same wynajdując kolejne wady i poprawiając je na zdjęciach, często nabierają chęci na poprawę chirurgiczną. A to już może być większym problemem...

Pozdrawiam serdecznie!
[80.] Poruszona sytuacją na Ukrainie...

[80.] Poruszona sytuacją na Ukrainie...

Witam!
Parę dni temu dodawałam post, na którym były glamourowe zdjęcia modelki Sabiny wraz ze zwierzakami- wężem i kotem. (Tych, którzy nie widzieli, zapraszam >>TU<<). Sesja ta była wykonywana w dwóch częściach. 

Dziś chciałabym pokazać Wam drugą część w/w sesji, która całkiem różni się od pierwszej, glamourowej.
Tutaj chciałam zawrzeć emocje, przekazać "coś" makijażem oraz zdjęciami.

Przejęta sytuacją, o której było ostatnio głośno w mediach, postanowiłam wykonać portret płaczącej dziewczyny, subtelnie nawiązując kolorystycznie do barw ukraińskiej flagi- odcieni żółtych i niebieskich.

Fryzurą zajęła się Aganova (jak zawsze niezastąpiona!): >>LINK<<
Pozowała Niki_: >>LINK<<

Fotografów było dwóch, najpierw przedstawię zdjecia wykonane przez Marka:




Makijaż oczu wykonałam z użyciem błękitnego i beżowego cienia. Chciałam uniknąć tandetnego efektu, który jest kojarzony z niebieskimi cieniami do powiek :)
Oczy mocno zakropiłam Modelce solą fizjologiczną, przez co grudka niebieskiego cienia rozpłynęła się i spłynęła po policzku. Zresztą na powyższym zdjęciu widać łzy (o ile się przyjrzycie, bo mam wrażenie że blogspot rozjaśnia zdjęcia, przez co kiepsko widać te łzy...:( )
Na usta nałożyłam odrobinę złotego pyłku z Glazel, którego odcień wpada w żółty kolor.

Przejdźmy do kolejnego fotografa- Adriana:  >>LINK<<



A na tym ostatnim zdjęciu już daliśmy spokój modelce z płaczem i barwami Ukrainy ;) Usta poprawiłam na żywszy kolor, poprawiłam makijaż twarzy.

Spotkałam się z kilkoma zdaniami, że "płaczący" makijaż nie jest wykonany poprawnie, bo widać jedynie kreskę lub łzy nie płyną zgodnie z kreską.
Ja jednak bronię swojej pozycji- każda z nas, która kiedykolwiek płakała będąc w pełnym makijażu wie, że wcale nie wygląda się wtedy estetycznie. Bronię naturalności tego makijażu- nie jest wyidealizowany. Nie narysowałam niebieskiej kreski na policzku pędzlem- łza z soli fizjologicznej płynąca z oka sama zrobiła taką "ścieżkę". Moją wizją było zrobienie delikatnego ale autentycznego efektu płakania. Czy mi wyszło? W mojej opinii- tak. Ale chętnie zapoznam się z Waszym zdaniem :)

Pozdrawiam!

[78.] Jak z fryzjerki przeistoczyć się w rusałkę ;)

[78.] Jak z fryzjerki przeistoczyć się w rusałkę ;)

Jak z fryzjerki przeistoczyć się w rusałkę?
A no przepis jest banalny!
Wystarczy całą noc spać w 50 wałkach, następnie o 7.20 zjawić się u Azimki na makijaż. 
A po zrobieniu makijażu trzeba wskoczyć do łazienki i za pomocą spreyu do włosów próbować zrobić niebieską czuprynę (a przy okazji niebieski bojler, niebieskie płytki, niebieski kran i prysznic)!

Ale od początku:
Agnieszka "Aganova", czyli fryzjerka, z którą współpracuję, od czasu do czasu staje przed obiektywem jako modelka.  Jako, że współpracujemy, zgodziłam się wykonać jej makijaż, przy czym zostałam poinformowana, że makijaż ma być "pojechany". 

Wiedziałam, że Aga zamierza zrobić sobie niebieskie loki, postanowiłam więc w makijażu użyć dużo niebieskiego koloru. Postanowiłam połączyć go z jadowitą zielenią, ponieważ Aga widząc moją paletę na sesjach, często podkreślała, że podoba jej się ten kolor. Jednak aż do samego dnia, w którym miałam malować Agę, nie wiedziałam, jaki dokładnie zrobię makijaż. Dałam się ponieść inwencji twórczej i oto co stworzyłam:
(Na prawym zdjęciu zdaje się, jakby granice cieni były nie roztarte, jednak jest to złudny efekt, co będzie widać na poniższym zdjęciu.)

Oczy w kolorach zielono-granatowych, czarno-niebieskie usta, kości jarzmowe podkreślone chłodnym, niebieskim cieniem a na nich ciemnoniebieskie kropki. Brwi podkreśliłam brązowym cieniem, ale dodałam odrobinę niebieskiego cienia na początku, tworząc efekt ombre.


Aga tym razem sprawdziła się nie tylko w roli modelki i fryzjerki ale także jako stylistka/projektantka. Sama uszyła sobie sukienkę i dopasowała dodatki. Na pytanie fotografa, czym się inspirowała, stwierdziła, że to po prostu siedziało jej w głowie. Trzeba przyznać, że ma wyobraźnię!


A tak przedstawiają się pozostałe zdjęcia:





I to na tyle rusałkowej sesji :)
Zapraszam do odwiedzenia portfolio twórców:
Fotograf: >>LINK<<
Modelka: >>LINK<<
Fryzjerka: >>LINK<<

Pozdrawiam =*
[77.] Smoky eyes do glamourowej sesji ze zwierzakami.

[77.] Smoky eyes do glamourowej sesji ze zwierzakami.

Witam =)

Kilkanaście dni temu miałam przyjemność znów współpracować z fotografami Adrianem i Markiem. 
Sesja przebiegała w dwóch etapach- były dwie modelki, każda pozowała w innym stylu. Dziś przedstawię  Wam efekty sesji z Sabiną, z którą już kilkakrotnie miałam okazję współpracować.

Na tych zdjęciach, cała ekipa skupiła się na zdjęciach glamourowych (czyli w bieliźnie) z podkreśleniem urody modelki.

Fryzurą zajęła się niezastąpiona Aganova: >>LINK do portfolio<<
Pozowała: >>LINK<<

Najpierw pokażę zdjęcia Adriana: >>LINK do portfolio<<


Przyznaję bez bicia- zazdroszczę figury!


Które bardziej się Wam podoba? Kolorowe, czy czarno-białe?

Sesja miała miejsce u mnie na mieszkaniu. Mój współlokator ma węża, gdy modelka go zobaczyła, zaproponowała, żeby zrobić z ni sesję. Wszyscy entuzjastycznie podeszli do tego pomysłu, Sabina po raz pierwszy miała gada na sobie. Przyznała, że trochę dziwnie się czuje ale na zdjęciach kompletnie tego nie widać. To się nazywa profesjonalizm i umiejętność kontrolowania mimiki!
A tutaj zdjęcie porównawcze- przed i po retuszu.

Kolor czy B&W? Osobiście jestem fanką kolorowych zdjęć.

Makijaż jaki wykonałam, to smoky eyes z grafitowym przejaśnieniem na środku powieki. Odrobina grafitu powoduje, że oko modelki nie jest "przytłoczone" czarnym kolorem. 



A tutaj Sabina z Koczillą (jak sama określiła), czyli z moją kotką Tosią ;) 
Obie modelki mają cudne oczęta, nieprawdaż?
 

Ten portret bardzo mi się podoba!
 

I to byłoby na tyle!
Niedługo kolejne nowości- tym razem w roli modelki, fryzjerki i stylistki wystąpi Aganova, czyli fryzjerka, z którą współpracuję. Makijaż będzie kompletnie artystyczny ;)
Pozdrawiam =*
[76.] Jak pielęgnuję swoją twarz? (+ nowe zapachy Yankee Candle w moich zapasach)

[76.] Jak pielęgnuję swoją twarz? (+ nowe zapachy Yankee Candle w moich zapasach)

Cześć! =)

W styczniu opisywałam Wam, jak powinno się prawidłowo dbać o skórę twarzy, by była promienna, nawilżona i na długo pozostała oporna na upływ czasu. Jeśli ktoś chciałby przeczytać ten post, zapraszam do odnośnika: >>LINK<<.

Jedna z Was zaproponowała, żebym opisała swoją poranną i wieczorną pielęgnację. Ciężko było mi zabrać się za ten post, bo jak większość kosmetykomaniaczek, mam fioła na punkcie kosmetyków i ciągle próbuję czegoś nowego. W końcu jednak zabrałam się do roboty i tak oto przedstawiam Wam jak pielęgnuję swoją twarz.

W ciągu dnia obowiązkowo zajmuję się twarzą dwa razy (rano i wieczorem), czasem trzy (popołudniami).
1. Każdy dzień zaczynam od pielęgnacji cery.
a) Oczyszczam twarz, aktualnie używam żelu antybakteryjnego Ziaja Nuno.


Bardzo polubiłam się z tym żelem, to już chyba trzecie opakowanie pod rząd, jakie zużywam. Ładnie oczyszcza tłustą skórę, nie podrażniając jej przy tym. Pożegnałam się z trądzikiem i mocnymi rumieńcami :).

b) Tonizuję twarz.




Dlaczego tonizowanie twarzy jest ważne pisałam już w poście o podstawach pielęgnacji (link umieściłam na początku tej notki). Ja od ok. 4 lat stosuję toniki z Ziaji. Kiedyś stosowałam przeważnie ogórkowy, teraz na półce króluje aloesowy. Sporadycznie przewinął się różany lub rumiankowy. 

c) Nawilżam twarz kremem.


Lekki krem na dzień to obowiązkowy punkt pielęgnacji NAWET (a przede wszystkim!) tłustej, trądzikowej skóry (dlaczego? Odsyłam do postu o podstawach pielęgnacji ;)).
Aktualnie używam powyżej pokazanego kremu- Soraya So Pretty! Ultralekki krem nawilżający. Chętnie zostałabym przy nim na dłużej, ale ma kilka wad, które to absolutnie uniemożliwiają. Ostatnio pisałam jego recenzję, jeśli ktoś jest zainteresowany, zapraszam do przeczytania: >>LINK<<.

d) Makijaż zaczynam od podkładu  Facefinity All Day Flawless 3 - in - 1 Foundation" od Max Factor.


Bardzo polubiłam się z tym podkładem i jest to aktualnie mój nr 1. Czyham na promocje, kiedy można go dostać za niewiele więcej niż 30 zł. Jego pełną recenzję można przeczytać tu: >>LINK<<.
Nie będę opisywać swojego makijażu krok po kroku, ponieważ nie jest to już "pielęgnacja". Ten podkład jest jednak na pograniczu "pielęgnacji" i "upiększania" dzięki posiadaniu filtra SPF 20.

2. Jest to punkt opcjonalny, te etapy w pielęgnacji wykonuję co kilka dni, czasem co tydzień i nie zawsze wszystkie. Częstotliwość jest uzależniona od wykonywanego zabiegu i jego wskazań.
a) Francuska glinka zielona do oczyszczania cery.

Dostarcza skórze niezbędnych mikro- i makroelementów. Oczyszcza skórę, matowi ją oraz ściąga rozszerzone ujścia gruczołów łojowych. 
Strona zrobsobiekrem.pl jest moim nowym odkryciem, jestem zachwycona tą glinką oraz innymi produktami z tej strony, które testowałam. Ta glinka jako jedyna zielona, której do tej pory używałam, rzeczywiście działa! Niedługo napiszę recenzję :)
Wykonuję raz w tygodniu.



b) Maseczki kremowe/żelowe.


Aktualnie w swoich zapasach mam maseczki z Soraya, ale to się u mnie zmienia. Co ma przystępną cenę lub co chcę wypróbować- ważne, żeby maseczka była dostosowana do naszego problemu skórnego. Ja bazuję przede wszystkim na maseczkach do cery naczynkowej oraz nawilżających. Przez moją łazienkę przewinęły się już Soraya, Ziaja, Eveline, IVR, Bielenda i wiele innych.
Wykonuję co kilka dni, gdy mam czas i potrzebę.

b) Złuszczam martwy naskórek z użyciem peelingu kawitacyjnego.


Dlaczego peelingi i złuszczanie martwego naskórka jest ważne opisywałam w poście o podstawach pielęgnacji. Zazwyczaj używałam peelingu drobnoziarnistego jednak od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką urządzenia do peelingu kawitacyjnego i sonoforezy. Jeśli będą Was ciekawiły te zabiegi, na czym polegają etc. to opiszę Wam :)
Stosuję raz w tygodniu.

c) Peeling drobnoziarnisty.


Jak pisałam powyżej- teraz peelinguję twarz poprzez kawitację, ale przez kilka lat używałam peelingu drobnoziarnistego. Nadal go używam, jeśli potrzebuję szybko złuścić martwy naskórek bez zabawy z elektroniką.
Buzia po tym peelingu jest miękka, lepiej chłonie substancje czynne, które na nią nakładamy.
Stosowałam 2-3 razy w tygodniu jak zaleca producent, jednak prawda jest taka, że wystarczy zrobić peeling raz w tygodniu (jest to związane z TOT, czyli czasem przejścia komórek naskórka (korneocytów) z warstwy podstawnej (gdzie powstają) do warstwy rogowej (gdzie się złuszczają)). Jeśli będziecie zainteresowane tym tematem, opiszę Wam wszystko szczegółowo.

d) Sonoforeza


Sonoforeza to zabieg polegający na wtłaczaniu substancji czynnych w skórę poprzez użycie ultradźwięków. Ja stosuję serum z Bielendy z witaminą C. Producent zaleca to serum do cery naczynkowej (z którą się borykam) ale witamina C także stymuluje syntezę kolagenu. Tak więc mamy tutaj nie tylko działanie wyciszające grę naczyniową ale także delikatnie odmładzającą i wybielającą.
Stosuję wg uznania, ale minimum 1 w tygodniu.

3. Wieczorem obowiązkowo przystępuję do kolejnych czynności pielęgnacyjnych:
a) Zmywam makijaż z użyciem płynu micelarnego BeBeauty.


Używam tego płynu od jakiś 3-4 lat odkąd zaczęłam mocniej się malować. Jest to bardzo znany micel, myślę więc, że nie muszę go opisywać- grunt, że dokładnie zmywa makijaż. Pamiętajmy o tym, że NIE WOLNO spać w makijażu! Zawsze trzeba go zmyć.

b) Jeśli mam makijaż wodoodporny.


Do makijażu wodoodpornego używam płynów dwufazowych. Najczęściej bywają u mnie Ziaja i Delia (na powyższym zdjęciu). Te płyny radzą sobie z każdym, nawet najtrwalszym makijażem! Pamiętajmy, żeby porządnie je wstrząsnąć przed użyciem ;).

c) Oczyszczam twarz z użyciem żelu antybakteryjnego Ziaja Nuno (tak jak podczas porannego oczyszczania).
d) Zakrapiam oczy kroplami nawilżającymi. 


Od 14 roku życia nosze soczewki kontaktowe. Dodatkowo mieszkam w przemysłowym mieście, także moje oczy czasem bywają przesuszone. Co wieczór więc zakrapiam je, gdy tylko ściągnę soczewki. Jeśli planuję jakieś dłuższe wyjście, również zawsze mam przy sobie krople. Co jak co, ale o oczka trzeba dbać :)

e) Nakładam krem pod oczy.


Używam prewencyjnie od wielu lat. Zazwyczaj są to kremy nawilżające, odżywcze, zapobiegające powstawaniu zmarszczek. Bardzo lubię też żele od Flos Lek, ale nie mam jednego ulubionego preparatu pod oczy. Dzięki takiej prewencji mogę się pochwalić, że nie mam cieni pod oczami (no chyba, że jestem bardzo niewyspana) ani głębokich zmarszczek (delikatne od śmiechu już się pojawiły ;)).

f) Mocno odżywczy krem na noc.


To już ostatni etap. Noc i sen są bardzo ważnymi czynnikami dla naszej cery. Podczas snu nasza skóra się regeneruje i chłonie wszystkie odżywcze składniki, które na nią nałożymy. Dlatego ważne jest, by kremy na noc były bogatsze i bardziej tłuste niż te, które stosujemy na dzień pod makijaż. 
Na razie nie mam swojego ulubionego kremu na noc, ciągle jestem w fazie poszukiwań... Gdyby któraś z Was mogła mi polecić dobry krem nawilżający, o jak najbardziej naturalnym składzie i przystępnej cenie- byłabym wdzięczna!
Obecnie zrobiłam sobie taką prostą mieszankę- krem nawilżający od Soraya + potrójny kwas hialuronowy i olej arganowy ze strony zrobsobiekrem.pl. Na razie mogę powiedzieć tyle, że krem (sam, bez dodatków ze zrobsobiekrem.pl) nie pozostawia tłustej warstwy, chociaż jest przeznaczony stricte na noc. Bardzo go za to polubiłam. Z dodatkiem kwasu hialuronowego i oleju arganowego jest bardziej tłusty i delikatnie się klei. Rano budzę się z tą warstewką- ale zawsze tak miałam jako posiadaczka tłustej cery. Powyższą mieszankę stosuję dopiero od wczoraj, także jeśli zobaczę jakieś spektakularne efekty, to pochwalę się.

I to tyle, jeśli chodzi o moją pielęgnację :) Czy zauważyłam jakiś efekt, odkąd tak dbam o cerę (a jest to już jakieś 3 lata). Tak! Przez nieświadomą pielęgnację tłustej cery, zbyt mocne wysuszanie jej w wieku nastoletnim spowodowałam, że moja skóra na twarzy stała się wrażliwa i naczynkowa. Odkąd odpowiednio dobieram preparaty do jej pielęgnacji zauważyłam, że jest mniej reaktywna, mniej się czerwieni i mam mniej problemów z pryszczami. Należy jednak pamiętać, że pielęgnacja=prewencja, efektów często nie widać szybko, ale warto na nie czekać. Poprzez wieloletnią prawidłową pielęgnację, nasza cera odwdzięczy się zdrowym i młodym wyglądem na długie lata.

A na koniec chciałabym Wam po krótce opisać moje dwa nowe zapachy YC- Baby Powder oraz Fruit Fusion.


Ten zapach ciekawił mnie odkąd tylko usłyszałam o YC. Puder kojarzy mi się z czasami, gdy miałam 6 lat i urodził się mój Brat (jako niemowlak był ok, gorzej jak był starszy i nie umiał zrozumieć, dlaczego nie wolno bić starszej siostry kijem hokejowym). 
I dokładnie tak pachnie ten wosk- jak zapach pudru, który zawsze unosi się w domu, gdzie jest niemowlak. Bardzo ładny, delikatny ale wyraźny. Nie aż tak mocny jak Soft Blanket i nie tak słodki. Na chwilę obecną jest to jeden z moich ulubieńców, na pewno kupię kolejne opakowanie.

 Niestety, ten wosk jest dla mnie wielkim rozczarowaniem...W opakowaniu pachnie przecudnie- słodko, jak pomarańczowe cukierki Nimm2 (uwielbiałam je w dzieciństwie)! Od razu po zakupie postanowiłam go przetestować! Zaraz po odpaleniu dało się wyczuć mocne nuty tegoż właśnie pomarańczowego Nimm2, ale po ok. 2 minutach ten zapach był tak delikatny, że prawie niewyczuwalny... Nie mam pojęcia, czy jest to spowodowane tym, że zapach jest tak intensywny, że nos szybko się do niego przyzwyczaja, czy może po prostu ten wosk tak uwalnia zapach, nie mniej jednak- jestem rozczarowana, wiązałam duże nadzieje z tym zapachem a praktycznie w ogóle go nie czuć, jest baaaardzo delikatny...

I to byłoby na tyle. Ostatnio mniej udzielałam się na blogu, ale było to spowodowane nawałem sesji i innych spraw. Za to niedługo zamierzam Wam przedstawić kolejne efekty tychże sesji zdjęciowych oraz kolejne tutoriale i recenzje. 
Pozdrawiam!!!

Pomoc przy testowaniu kosmetyków ;)


Przypominam o rozdaniu na moim blogu!!!  >>LINK<<



EDIT z dnia 4 lipca: krem na noc z Soraya spisał się nijako. Jakieś tam minimalne działanie przypisuję dodatkom, które w niego władowałam. Ogólnie na chwilę obecną jestem bardziej świadomym konsumentem, zaczęłam bardziej świadomie dobierać swoje kosmetyki i teraz dopiero widzę efekt. Powyższe kosmetyki bardzo przeciętnie się spisują w porównaniu z tym, co stosuję obecnie. A co stosuję? Gdy tylko napiszę kolejną notkę, dam znać :)

EDIT 23 lipiec 2014: nowszy wpis dotyczący pielęgnacji naturalnymi kosmetykami.
[75.] Recenzja kremu Soraya So Pretty! Ultralekki krem nawilżający "Aqua".

[75.] Recenzja kremu Soraya So Pretty! Ultralekki krem nawilżający "Aqua".


Witam :)
Może niektórzy z Was pamiętają, gdy opisywałam jeden ze swoich ulubionych kremów matujących (recenzja >>TU<<). Byłam bardzo zadowolona z jego działania, jednak zimą poczułam, że potrzebuję czegoś trochę bardziej nawilżającego na dzień. Zdecydowałam się na bliźniaka, czyli Ultralekki krem nawilżający "Aqua", Soraya So Pretty!. 


W blogosferze spotkałam się ze skrajnie różnymi opiniami o tym kremie- jednym pasował, innym w ogóle nie pomagał a u niektórych nawet matował twarz. 
Jako, że nie mam suchej skóry i potrzebowałam na prawdę, tylko delikatnego nawilżenia, zdecydowałam się kupić ten krem i ocenić, czy dorówna swojemu matującemu bratu.



Co producent pisze o produkcie?:
"Ten krem to ultralekkie pielęgnacyjne muśnięcie idealne dla młodej cery. Nałożony z samego rana zapewni skórze nawilżenie i satynową gładkość , bez uczucia obciążenia, czy tłustości. Krem przyjemnie się nakłada i błyskawicznie wchłania, stanowi doskonałą bazę pod makijaż, zarówno ten dzienny jak i imprezowy."

Skład: Aqua, Ethylhexyl Stearate, Decyl Oleate, Macadamia Intregrifolia Seed Oil, Propylane Glycol, Sodium Polyacrylate, Nylon-10, Glycerin, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate. Ascorbic Acid, Citric Acid, Tocopherol Acetate, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Prunus Armeniaca Fruit Extract, PEG-8, Disodium EDTA, Methylparaben,Phenoxyethanol, Melhylisothiazolinone, Parfum, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Geraniol, Butylphenyl Melhylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Alpha-Izomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Limonene, CL 15510. 

Cena: 16zł / 50ml



Co tak na prawdę mamy w składzie?
Już na czwartym miejscu jest olej macadamia, co było dla mnie bodźcem, żeby wypróbować ten krem. Wcześniej mamy wodę i emolienty tworzące warstwę okluzyjną (mogą być komedogenne, czyli zapychać pory). Co jeszcze ciekawego jest w tym kremie? Substancje wiążące wodę i utrzymujące ją w naskórku, substancje wygładzające skórę, witaminy E i C oraz substancje o których pisze producent na opakowaniu kremu, jednak są to nieznaczne ilości. Znajdują się tutaj również disodium EDTA (potencjalnie kancerogenny stabilizator) oraz parabeny (potencjalnie kancerogenne konserwanty).


Moja opinia o produkcie:
Przede wszystkim zwróciłam uwagę na skład i stwierdziłam, że za tę cenę jest bardzo przyjemny. Mimo nieobecności parafiny w składzie, która ma największe działanie komedogenne, krem ten w niewielkim stopniu może zapychać pory. U mnie na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Jestem zadowolona z tego kremu- rzeczywiście szybko się wchłania, wygładza buzię i to nie za sprawą silikonu! Dla cer suchych rzeczywiście może być za lekki, ale dla nastolatek lub osób z tłustą cerą będzie odpowiedni. Nie zauważyłam efektu matowienia, ale od tego jest przecież jego brat ;).
Konsystencja jest lekka, przyjemna, rzadsza niż standardowe kremy. Dodatkowo zapach jest obłędny! Przyjemnie poczuć zapach świeżych moreli z samego rana.


Krem ma jednak swoje minusy:
Przede wszystkim- utrudnia nakładanie makijażu. Gdy nakładam krem na twarz, czuję pod palcami drobne ziarenka, jakby wpadło do niego kilka ziarenek peelingu. Patrząc do opakowania nie widzę tych ziarenek, czuję je dopiero w kontakcie ze skórą.
Po błyskawicznym wchłonięciu się kremu nakładam na twarz podkład, który roluje się przez ten krem! Matujący brat tego nie powodował...


Reasumując:
Początkowo byłam bardzo zadowolona z tego kremu. Jednak przy dłuższym stosowaniu staje się uciążliwym wydłubywanie drobinek i zmiatanie z twarzy zrolowanego podkładu. Mimo świetnego składu i dobrego nawilżania nie zakupię go ponownie. A szkoda...

Znacie? Lubicie? Jak porównujecie go do jego matującego brata?
Pozdrawiam!

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl