[47.] "Scyzoryk czy Rzeźnik"- czyli mój rok z Ewą Chodakowską ;)

Cześć! =)

Dziś dokładnie mija rok odkąd zaczęłam ćwiczyć z Ewą Chodakowską. Kim Ona jest nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. Jeśli jednak znajdzie się jakiś rodzynek, który nie słyszał nigdy o Ewie Ch., odsyłam go na Jej fanpage`a: >>LINK<< . Jakie są moje spostrzeżenia? Co mną kierowało? Czy sumiennie wykonywałam ćwiczenia? Czy trzymałam się zdrowej diety? Zapraszam do lektury! (Będzie dużo prywaty, mam nadzieję, że nie zniechęci Was to do przeczytania.)


Zawsze byłam osobą aktywną fizycznie. Jako dzieciak zawsze chodziłam z poobijanymi kolanami i łokciami, bo przecież nie było lepszych zabaw niż wspinanie się na korony niskich drzew, skakanie po skałach nad rzeką czy tarzanie się w trawie. Wychowałam się na wsi, więc jak tylko robiła się ładna pogoda, biegaliśmy ze znajomymi po polu aż do wieczora! Co roku rodzice zabierali mnie w góry i nad morze, także również dbali o to, żebym nie nabawiła się wad postawy. Jednak u mnie w rodzinie nikt nie bierze na poważnie czegoś takiego jak uzależnienie od słodyczy. Także od małego przyzwyczaiłam swój organizm do czekoladowych przekąsek, jednak nigdy nie miałam nadwagi, zęby miałam zdrowe, także nie było powodów do niepokoju.

Jako nastolatka zaczęłam jeździć konno, nauczyłam się pływać więc razem z tatą min. raz w tygodniu chodziłam na basen. Wraz z ekipą znajomych spotykaliśmy się na rolkach i jeździliśmy wszędzie, gdzie tylko był asfalt. I nagle, nie wiadomo skąd, okazało się, że mam poważną skoliozę kręgosłupa... Przez 3 lata zmagałam się z chorobą- ćwiczyłam codziennie pod okiem ortopedy, częściej chodziłam na pływalnię, zapisałam się na gimnastykę korekcyjną w szkole. Jednak wada nadal postępowała. Wylądowałam w sanatorium, później nosiłam gorset... I nic, ciągle nic, wada nadal się pogłębiała. Rodzice wozili mnie od lekarza do lekarza, każdy polecał inny zestaw ćwiczeń, jedni polecali gorset, inni odradzali... W końcu, całkiem przypadkiem, trafiłam na cudownego lekarza, który mi pomógł, jednak musiałam poddać się operacji kręgosłupa. Miałam wtedy 16 lat, od września miałam zacząć naukę w liceum.

Ogólnie od czasu operacji czuję się rewelacyjnie, zniknęły wszystkie dysfunkcje i bóle związane z wadą kręgosłupa. Jednak przyznaję z ręką na sercu, że w liceum przeszłam właściwie na całkowicie siedzący tryb życia. Miałam zwolnienie z wf przez całe 3 lata, nauka do matury pochłaniała cały mój czas. Od czasu do czasu wybrałam się na pływalnię. Jednak nadal wchłaniałam spore ilości ciasteczek i czekoladek, dzień bez opakowania słodyczy lub tabliczki czekolady był dniem straconym, organizm dopominał się cukru (jednak morfologię mam w normie). Moje ciało zmieniło się, stało się mniej jędrne, pojawił się cellulit. A moim największym mankamentem był brzuch- pojawiła się oponka na wysokości pępka, której nienawidziłam z całego serca. Jednak nie miałam motywacji by ćwiczyć lub odstawić słodycze. Matura była priorytetem!

Dostałam się na wymarzone studia, jednak okres życia studenckiego rządzi się swoimi prawami ;) Zaczęłam jeść nieregularne posiłki, w mojej diecie częściej zaczął występować alkohol, często pozwalałam sobie na fast foody, które uwielbiam a w rodzinnej miejscowości nie miałam- tak więc pizza i Mc`Donald często widniały w moim menu. Nie umiem gotować, przyznaję się z ręką na sercu, także szczytem moich umiejętności kulinarnych było zrobienie ryżu z jogurtem i codziennie jadłam taki obiad. Jak łatwo się domyślić, zaczęłam tyć. Moje BMI pokazywało górną granicę normy, także byłam ciut od nadwagi. To mi się jeszcze nigdy nie przytrafiło... Postanowiłam wziąć się za siebie. Zaczęłam biegać. Najpierw pół godziny dziennie, później godzinę... Początkowo zauważałam różnicę- moja skóra napięła się i ujędrniła, jednak nic ponadto. Zapewne ta stagnacja była spowodowana tym, że po przyjściu z biegania byłam zmęczona i zjadałam posiłek. Nadal nie odmawiałam sobie fast foodów czy alkoholu, bo "przecież skoro ćwiczę, to mogę sobie pozwolić na mały grzeszek". Niestety, nic bardziej mylnego...

Byłam sfrustrowana- podczas gdy ja codziennie chodziłam biegać, moja współlokatorka spała. Ja nadal byłam pulpetem, a ona miała idealnie płaski brzuch (dobre geny ;)). Do biegania dołączyłam basen, by przyspieszyć spalanie tłuszczyku. Nic mi to nie dało, bolały mnie stawy i mięśnie nóg a waga i centymetry w obwodach nadal ani drgnęły w dół. Próbowałam odstawić słodycze, jednak po trzech dniach słodyczowej abstynencji współlokatorzy prosili mnie, żebym sobie zjadła coś słodkiego, bo nie byłam sobą- nadąsana, bez energii, izolowałam się. Tak, przyznaję, jestem uzależniona od słodyczy i to jest niepodważalny fakt.

W końcu usłyszałam o ćwiczeniach z Ewą od jednej z modelek, podczas sesji zdjęciowej. Modelka miała pięknie zarysowane mięśnie brzucha, zawsze o takich marzyłam, zapytałam więc, czy ćwiczy coś? Spodziewałam się odpowiedzi: "Nie, tak już mam, takie geny." a zamiast tego usłyszałam nazwisko "Chodakowska". I tak zaczęłam swoją przygodę :)


Najpierw był Skalpel. Po półtora miesiąca podniosłam tępo do Killera. Często opowiadałam współlokatorce (tej od idealnie płaskiego brzucha) o tych ćwiczeniach, na czym one polegają, czym różnią się te zestawy treningowe. Współlokator czasem przysłuchiwał się i kiedyś zapytał mnie: "To co dziś ćwiczysz? Scyzoryk czy Rzeźnika?" (analogicznie: Skalpel czy Killer?) ;)

I tak ćwiczyłam sobie i jedyne co widziałam, to rozrost masy mięśniowej. Tyłam, ale to już przede wszystkim były mięśnie. Jednak jeśli w końcu zaobserwowałam spadek na wadze lub w obwodzie, szybko nadrabiałam. Jednak widziałam mięśnie na brzuchu, gdy go napinałam, to dawało mi motywację. Jednak nagle w moim planie zajęć pojawiły się ciężkie przedmioty jak farmakologia i biochemia, miałam coraz mniej czasu, w końcu odpuściłam codzienne treningi, ale nie odstawiłam Ewy całkowicie. W weekendy nadrabiałam, zawsze poćwiczyłam.

W końcu w maju nastąpił pewien przełom, poznałam pewnego modela, który z wykształcenia jest kucharzem. Próbował nauczyć mnie gotować, jednak nawet jemu się nie udało, zaczął więc przyjeżdżać i gotować mi obiadki i... tak już zostało do teraz ;) 

W momencie gdy poznaliśmy się z TŻ, ja ważyłam 57 kg przy wzroście 160 cm a on 60 kg przy 190 cm... TŻ mówił do mnie pieszczotliwie "kreplu" co w gwarze śląskiej znaczy: "pączku". Po zakończeniu roku akademickiego powróciłam do regularnych treningów z Ewą (przede wszystkim Skalpel i Skalpel II) a do tego - w końcu!- na moim talerzu zaczęły się pojawiać dietetyczne i zbilansowane posiłki. Po paru miesiącach oboje zauważyliśmy zmianę- ja ważę 52 kg, w końcu zrzuciłam tę znienawidzoną oponkę i cieszę się płaskim brzuszkiem :) A TŻ też zmienił wagę, ale w drugą stronę- przytył 10 kg (zapewne to zasługa tego, że z zamiłowaniem wpycham w niego słodycze- im więcej on zje, tym mniej dla mnie ;) Kiepsko gotuję, ale za to pieczenie idzie mi całkiem nieźle!). 

TŻ stwierdził, że tak nie może być, że jego dziewczyna ma bardziej widoczny kaloryfer od niego, więc sam zaczął ćwiczyć ;) Zaczęliśmy też razem chodzić na basen. Przyznaję, że przestałam mieć parcie na codzienny trening, daję organizmowi czas na odpoczynek. Walka o piękne ciało nie trwa miesiąc czy dwa, efekty są widoczne znacznie później ale za to utrzymują się długo! Warto uzbroić się w cierpliwość- i mówię to jako osoba, która jest kompletnie niecierpliwa! Warto było czekać, warto było przeżyć ten rok z Ewą Chodakowską! I nie odpuszczę, zamierzam wytrwać kolejny rok! Co mi w tym pomoże? A mam taki mały, cichy plan zrobić sobie sama prezent pod choinkę i kupić sobie nowy kalendarz Ewy na cały rok ćwiczeń: >>LINK<<


A moje sposoby na motywację? 
Przede wszystkim spotykamy się w czwórkę- ja, współlokatorka "dobre geny" i dwie koleżanki ze studiów. Zamykamy się w pokoju, odpalamy ćwiczenia, sapiemy przez 45 minut ale potem jesteśmy dumne i szczęśliwe ;) Prowadzimy tabelkę, w której zapisujemy swoje wymiary i uaktualniamy ją co miesiąc. Ponadto na osobnej planszy zapisujemy co ćwiczyłyśmy.
Kolejną moją motywacją są zdjęcia fit modelek na internecie- mogłabym godzinami przeglądać je umięśnione brzuchy, ale od patrzenia jeszcze nikomu "muły" nie urosły ;)

Jak zmieniło się moje ciało przez ten rok? 
- zdecydowanie zredukowałam cellulit,
- schudłam,
- lekko wyrzeźbiłam mięśnie,
- "zgubiłam" oponkę, w końcu mam wymarzony "kaloryfer",
- czuję się dobrze w swoim ciele, mam zdecydowanie mniej kompleksów.
Dodatkowo każdy trening dostarcza endorfin, jestem szczęśliwa i usatysfakcjonowana, ze znów pokonałam własną słabość, lenistwo i poćwiczyłam. A na słodycze mam taki sposób: zrobiłam sobie skarbonę a na niej cennik. Za małe ciastko- 2 zł, duże- 5 zł, tabliczka czekolady- 10 zł. Efekt jest taki, że albo rzeczywiście nie jem słodkiego, albo przynajmniej mam jakieś zaskórniaki ;)

Próbowałam ćwiczyć z innymi trenerkami, jednak Ewa i jej treningi najbardziej mi odpowiadają. Próbowałam Zuzki Light, Mel B i Julian Michaels. Jedyne co ćwiczę poza Ewą to ABS od Mel B, dodatkowo chodzę pieszo na zajęcia a pracując jako hostessa robię sobie 5-cio godzinne spacery z ulotkami ;)

I to byłoby na tyle. A Wy ćwiczycie z Ewą? Jak długo? Widzicie już efekty?


Przy okazji pisania notki pochwalę się bransoletką, jaką ostatnio zrobiłam:

 Ostatnio jest trend w biżuterii na jelenie łby, wcześniej były sowy. O ile sowy średnio przypadły mi do gustu, tak jelenie bardzo mi się podobają :)

 A może to wcale nie jest jeleń, tylko renifer od Świętego Mikołaja? ;)

 Moja toaletka :D Jak widać, Tender Care od Oriflame zajmuje zaszczytną najwyższą półkę- to kosmetyk, po który najczęściej sięgam. Jego recenzja: >>LINK<<

Skorzystałam z okazji, że jestem w domu i wyciągnęłam aparat, zamiast męczyć Was fotkami z mojego dziadowskiego aparatu w telefonie ;)



I na koniec jeszcze motywacja! Myślę nad wykupieniem karnetu na siłownię. Pozdrawiam!


56 komentarzy:

  1. Bardzo fajny post, fajna motywująca historia :)
    ja miałam epizod z Ewą, teraz mi się trochę znudziły jej treningi, zresztą ja mam swoje treningi minimum 4 razy w tygodniu więc na Ewę jak mam czas to w weekend (przy dobrej motywacji) i ja się przekonałam, że w moim wypadku ważna jest dieta, więc teraz zaczęłam bym fanatyczką zdrowego odżywiania się (z naciskiem na takie dla sportowców) heh :) mam cel i staram się do niego dążyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, żeby znaleźć złoty środek dla siebie :) Nie bez powodu mówi się, że dieta to 70% sukcesu, a ćwiczenia to tylko 30% :)

      Usuń
  2. Boziu, mi by taką wytrwałość jak Ty masz ;) Mój dzień niestety jest tak wypełniony obowiązkami i pracą, ze czasu brakuje nawet na czytanie, a co dopiero ćwiczenia, w przeszłości ćwiczyłam regularnie, a teraz... ech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest w życiu, i jest to przykre, że człowiek żyje tylko obowiązkami i pracą a przyjemności stają się luksusem... Jak to jest, że np. w USA każdego stać na wakacje, zajęcia dodatkowe a praca czy szkoła nie pochłania jego całego czasu?

      Usuń
  3. ćwiczę z Mel B i swoje własne zestawy ;) ćwiczę dla formy, bo mam dobre geny ;) mam koleżankę, która baaardzo dużo schudła dzięki Ewie, ale teraz została instruktorem fitness i jako znawczyni tematu baaardzo ją krytykuje i odradza te ćwiczenia... pooozdrawiam! =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo słyszy się opinii o Ewie, że jej metody są nie do końca dobre. Jednak faktem jest, że to dzięki niej całe rzesze polek zaczęły się ruszać i dbać o siebie :)
      Grunt, żeby znaleźć złoty środek i to, co komu pasuje, to stosować ;) Mi Ewka spasowała i pozostałam z nią :)
      Również pozdrawiam :D

      Usuń
  4. Życzę Ci wytrwania w postanowieniu i kolejnego roku z Ewką. Mi do zmotywowania się brakuje trzech koleżanek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj, rozmawiaj :D Warto! A jak coś, zawsze możesz napisać do mnie ;)

      Usuń
  5. Twój post wiele mi pomógł, dziś, nie moge sie poddawać i nie mam co liczyć na kolosalne wyniki w miesiąc. Będe walczyc, mam nadzieje, że wytrwam tak jak ty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za miesiąc i tak zobaczysz efekty :) A wyobraź sobie, skoro po miesiącu je zobaczysz, to co dopiero będzie za rok :D

      Usuń
  6. gratulacje! u mnie brak samozaparcia, a mąż za dobrze gotuje.. do tego uzależnienie od słodyczy też swoje robi.. nie lubię wysiłku fizycznego, jestem leniwa :/ ale mam postanowienie wreszcie to zmienić! na razie odstawiłam słodycze, a to dla mnie już dużo, bo wcześniej pochłaniałam je na kilogramy.. zobaczymy co będzie dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję, ja nie potrafię całkowicie wyeliminować słodyczy :) Wyobrażam sobie, jak wiele musi Cię to kosztować. Mam nadzieję, że wytrwasz w tym przedsięwzięciu jak najdłużej!!

      Usuń
    2. ja musze wyeliminiwać, bo jak nie, to nie umiem sobie powiedzieć 'stop' ;P

      Usuń
  7. Ja na temat Chodakowskiej się nie wypowiem, bo mam negatywny stosunek do niej, ale zazdroszczę samozaparcia! Ja trzaskam brzuszki, streching i biegam czasami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, to żeby znaleźć to, co jest dla Ciebie dobre ;) Każdy jest inny, każdemu spasuje coś innego ;)

      Usuń
  8. Co powiesz na wzajemną obserwację? Jeśli jesteś zainteresowana odpisz u mnie.
    http://evv-vie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny post, przeczytałam z uwagą co do słówka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kurcze czekalam na jakies zdjecia :P bardzo fajny post kochana :* ja schudlam 8kg bez diety i bez cwiczen na szejkach bialkowych 4kg a nastepne 4 jakos poszly, cwiczylam prawie 3miechy regularnie z ewka, waga mi nie spadla bo dakej wpierniczalam slodycze ale widzialam mniejszy cellulit i i ksztaltujace sie miesnie... teraz na ewke nie mam czasu musialabym cwiczyc chyba w nocy (a i tak spie po 4 godziny) ale motywujesz dziewczyno, trzeba cos zmienic w swoim zyciu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słyszałam o tych szejkach, ale powiedz mi, dobre są w smaku? Jak koktajl owocowy, czy mają jakiś chemiczny posmak? :)
      Wiesz, że śpisz stanowczo za mało? :(

      Usuń
    2. wiem, ale inaczej sie nie da... jestem tak zajeta i mam tyle zajec ze wychodzi ok 4 do 4,5 godzin na dobe :(
      te moje szejki nie sa do kupienia w pl, kupowalam je u siebie w drogerii, nie ma zle, wiesz szalu smakowego nie ma, ale jest ok. pilam wanilie, cezkolade, orzech, banana :)

      Usuń
  11. Ja również ćwiczę z Ewą Chodakowską - choć obecnie mam mały "przestój" z powodu przeziębienia,to jednak nie poddaję się i walczę o swoje ciało :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna bransoletka i świetna toaletka! Również gratulacje za mobilizację i wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej !
    Obserwujemy? Jeżeli tak, to zacznij : ) Odwdzięczę się tym samym :D
    Pozdrawiam !
    http://typicalifee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. O bransoletka bardzo fajna. Co do ćwiczeń to Cię podziwiam. trzeba mieć nei tylko dobrą motywację ale i silną wolę. Kiedyś ćwiczyłam z Cindy Crawford jakieś 10 miesięcy, niby dalej jadłam dużo słodkiego itp ale moja kondycja była super i świetnie się czułam, teraz jakoś do ćwieczeń nie mogę się zebrać :/ także podziwam wszystkich którzy znajdują czas i siłe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak szło Ci z Cindy? Ja zamierzam zacząć z nią ćwiczyć, ale słyszałam, że ma bardzo ciężkie zestawy... A dostałam od przyjaciela zestaw trzech płyt DVD z jej ćwiczeniami!! Nie powinny się kurzyć na półce :D

      Usuń
    2. nie powinny. Jak ćwiczyłam z Cindy to byłam bardzo zadowolona. na początku szło opornie ale potem jak się już przyzwyczaji ciało to jest coraz lepiej, takie ćwiczenia dają dużą satysfakcję a Cidny pocieszna jest :) A jak masz 3 płyty to napweno Ci się szybko nie znudzą ćwiczonka. Ja zaczełam od "A new dimention"- ona tam jest po urodzeniu dziecka także w sam raz dla kogoś kto dopiero zaczyna przygode z fitnesem albo naprawde jest po urodzeniu dziecka :P potem przeszłam do "Shape your Body"- ćwicznia sa miażdżące ale też rewelacyjne- czujesz że pracujesz mięśniami :) podejrzawam że skoro Ty ćwiczysz od dawna to nie będziesz miała żadnego problemu z tymi ćwiczonkami :) spróbuj i daj znać co myślisz, jestem ciekawa czy Ci się spodobają :) dodaje się do obserwatorów :)

      Usuń
  15. Bardzo ciekawy wpis! Ja od dziecka nie miałam problemów z wagą i z tego też powodu nie żałowałam sobie słodyczy, fast-foodów i mnóstwa tego typu rzeczy. Jakiś czas temu jednak uświadomiłam sobie, że odżywiam się bardzo źle i postanowiłam zamienić m.in. słodycze (od których byłam uzależniona) na zdrowsze, a równie smaczne przekąski np. daktyle, suszone owoce, migdały, miód itd - polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka zmiana diety na pewno poskutkuje lepszym zdrowiem i samopoczuciem za kilkadziesiąt lat ;)

      Usuń
  16. Uwielbiam ćwiczyć z Ewą! Ciężko ale po kilku dniach ćwiczeń już czuć mocniejszy brzuch ;)


    Piękna ta sukienka! Świetne klimatyczne zdjęcia :)

    Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie: http://spiked-soul.blogspot.com/ i może zaobserwujesz :)
    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!

    Elwira

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja właśnie dziś zaczynam rok z Ewcią. Książka/kalendarz zakupiona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia i trzymam kciuki :D

      Usuń
  18. Cute necklace. I love that cat sculpture.

    OdpowiedzUsuń
  19. fajna bransoletka, podoba mi sie kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  20. A Tobie jak minęło halloween? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nijako, ja nigdy nie mam szczęścia ani do sylwestrów ani do halloween :(

      Usuń
  21. bardzo motywująca notka:) ja schudłam 12 kg jakoś do lutego, a później jak na złoć dostałam zapalenia ścięgień w obu stopach, nie mogłam chodzić (dzisiaj wcale ni jest lepeiej...), straciłam motywacje, zaczęłam się objadać i przytyłam 16kg. ale dzisiaj idę znowu zapisać do klubu fitness, na pilates pochodzę, na rowerku pojeżdże, zobaczymy jak to będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci z całego serca, żeby znów udało Ci się schudnąć! Nie forsuj się za bardzo, szkoda zdrowia, uważaj na siebie :)

      Usuń
  22. Uwielbiam Ewe :))) +ŚWIETNY BLOG, ZAPRASZAM DO MNIE ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. Co do linku, który mi wysłałaś to nieźle się uśmiałam bo zdjęcie, na którym rzekomo mam na sobie tę sukienkę to... fotomontaż :D Nie posiadam takiej sukienki, ktoś dokleił mi ja w programie! Nieźle haha, już kilka razy natknęłam się na moje przerobione w ten sposób zdjęcia ;) Ja zamawiałam w tym sklepie jedynie buty i torebkę i z jakości jestem zadowolona. Co do ubrań to myślę, że dużo zależy od konkretnego modelu - mam mnóstwo ubrań typu japan style z azjatyckich sklepów i część z nich na żywo wygląda średnio, a część jest całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale szok! Za to można by ich pozwać...
      Właśnie czekam na przesyłkę z butami, jestem ciekawa, czy rozwalą się po pierwszym użyciu, czy wytrzymają dłużej ;) Mam rozmiar 34 i jedynie w azjatyckich sklepach mogę znaleźć taki rozmiar w regularnej sprzedaży...

      Usuń
  24. kilka razy zbierałam się do ćwiczeń z Ewą, jednak zdecydowanie bardziej motywuje mnie Mel B. - potrafię z nią ćwiczyć i półtorej godziny jednym ciągiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię ćwiczyć z Mel B rozciąganie i ABS :)

      Usuń
  25. Chciałabym być taka zawzięta jak Ty! próbowałam ćwiczyć z Ewką już kilka razy ale po 30 minutach się denerwuje i wyłączam i uświadamiam sobie po raz kolejny, że nienawidzę ćwiczyć.. :D Dla mnie najlepsza byłaby zumba, z tego względu, że kocham tańczyć i uwielbiam hiszpański i hiszpańską nutę która daje mi mega powera ;D Niestety jestem takim leniem, że nie mogę się zmotywować, żeby pójść i się zapisać.. ;/ ;(.. a tak odbiegając od tematu, dodałam już notkę "paznokcie - galaktyka" o których mówiłam Ci, że pasują do Twoich ust ombre także serdecznie zapraszam i pozdrawiam!!! :* no i oczywiście życzę powodzenia w kolejnym roku z Ewką!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. ja schudłam 10 kg w niecałe pół roku bez żadnych ćwiczeń...

    OdpowiedzUsuń
  27. PODZIWIAM za ogromną motywację i determinację! To chyba najważniejsze. Sama chciałabym pozbyć sie oponki na brzuchu ale problemy z kręgosłupem nie pozwalają na intensywne ćwiczenia. Planuję nauczyć się pływać.
    I w pełni rozumiem Twoja miłość do słodyczy. Kocham jeść. Kocham słodkości (chociaż staram się zamieniać na "zdrowy cukier"- suszone owoce itd). Tak więc wiem co czujesz. :)
    A bransoletki są przepiękne!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Szkoda, że nie masz zdjęć przed i po. Gratuluję i życzę wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 kosmetologia-naturalnie.pl